Muzyka

Zapraszamy !!

Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/

niedziela, 17 czerwca 2018

VI.XXII Happy end

Witam,

Zapraszam was na kolejne opowiadanko. Mam nadzieję, że się spodoba bo dopadł mnie mały kryzys twórczy, ale podobno każdy artysta tak mam więc się nie martwię. Kolejne opowiadanko już nie bawem o ile nie dopadnie mnie ponowny kryzys.
Miłego czytania liczę na jakiś ślad po was :*
Pozdrawiam ! :)

- Mikołaj błagam nie !!! - Krzyczałam zrozpaczona, dookoła nie było żywej duszy. Nie wiedziałem co robić, kto może mi pomóc, to wszystko to jakiś pieprzony sen, jakiś jebany sen. Mężczyzna który go dźgnął uciekł, nie goniłam go nawet nie miałam takiego odruchu, teraz on był najważniejszy. - Proszę nie !!! Nie zostawiaj mnie nie możesz !!! Błagam - Nie miałam siły krzyczeć, czułam jak moje ciało odmawia jakiej kolwiek współpracy, jak się poddaje i opada bezwładnie na mokrą ziemię tuż obok niego. Byliśmy  tak blisko siebie, ostatkiem siły chwyciłam jego dłoń nasze palce splotły się, opuszkiem palców pogładziłam jego dłoń. Zamknęłam oczy, pod moimi powiekami przeleciało milion obrazów, te chwile kiedy byliśmy szczęśliwi, to jak się śmiał kiedy byłam tuż obok, nasze wspólne wypady i spacery. 
*
- Mikołaj !!! - Usłyszałem nagle przeraźliwi krzyk, nie myśląc długo zerwałem się na równe nogi i pobiegłem. Leżała na łóżku, wierciła się i mamrotała coś przerażona, po jej policzkach płynęły łzy, kiedy byłem już tuż obok łóżka, ona zerwała się przerażona, spojrzała na mnie przerażeniem w oczach. Nie powiedziałem nic tylko ją przytuliłem, całując w czubek głowy
- Jestem maleńka  - Powiedziałem szeptając jej do ucha, ona wtuliła się w mnie jeszcze mocniej. Po chwili milczenia oderwała się ode mnie patrząc mi w oczy, bez słowa złożyła na moich ustach pocałunek był delikatny, ale zawarte w nim było wszystko, co chciała mi przekazać - Powiesz mi co Ci się śniło ? - Zapytałem kiedy spojrzała mi w oczy, ona przecząco pokręciła głową, nie chciałem naciskać dopytywać dla tego ucałowałem ją w czubek głowy, gestem ręki dałem jej znak żeby się przesunęła, położyłem się obok mnie a ona wtuliła się we mnie.
Powoli otworzyłem oczy, Karoliny obok mnie nie było. Nie myśląc długo wstałem i zeszłem na dół, Karolina krzątała się wokół stołu przygotowując śniadanie, podszedłem do niej od tylu przytulając ją i całując w policzek.
- Dzień dobry - Szepnąłem jej do ucha
- Dzień dobry - Odpowiedziała uśmiechnięta całując mnie delikatnie w usta.
- A co tak pięknie pachnie ?
- Śniadanko, zapraszam do stołu - Uśmiechnęła się do mnie, próbując uciec z moich obięć
- Śniadanko, a potem może mały wypad nad wodę ?  - Zbliżyłem się do niej
- Hmmm.... kusząca propozycja. Po śniadaniu pojadę po rzeczy - Pocałowała mnie przelotnie w usta.
- Mikołaj puść ! - Krzyczała rozbawiona, kiedy próbowałem ją wrzucić do wody.  Uwielbiałem kiedy się śmiała, kiedy razem z nią śmiały się oczy. Była taka szczęśliwa, kiedy wrzuciłem ją do wody jej spojrzenie mogło by zabić. Kiedy wyszliśmy na  ląd Karolina udawała obrażoną.
- Jesteś taka piękna jak się złościsz - Powiedziałem całując ją w policzek - To co teraz zapraszam Cię na jakiś obiad, a potem wracamy do domu ? - Zaproponowałem całując ją w szyję, kątem oka widziałem jak się uśmiecha
- Zastanowię się w drodze - Odparła, nadal udając obrażoną
Czas z Karoliną płynął mi cudownie, spędzaliśmy ze sobą każdą możliwą chwilę. Na komendzie próbowaliśmy ukryć nas związek wszystko szło dobrze, do momentu kiedy Zapała nas nie przyłapał w pokoju, a chwilę potem wiedziało już pół Komedy.
- Julek wie to zaraz i pół Wrocławia będzie wiedzieć - Zaśmiałem się kiedy jedliśmy kolacje
- O ile, mu ktoś uwierzy, wiesz chodzą plotki że kiedyś podając godzinę Kamykowi  pomylił godzinę z minuta - Karolina wybuchnęła śmiechem mało nie dławiąc się napojem
- On jest niemożliwy - Powiedziała zbierając napoje.
- A może już koniec o ofermie - Powiedziałem wstając od stołu - Mam trochę lepszy pomysł -  Obiłem ją w pasie, całując w szyje
- Tak - Odwróciła się w moją stronę, udając lekko zdziwiona  - A co takiego ? - Zapytała udając zdziwioną
- Mam taką maleńką propozycję - Mówiłem całując ją po szyji - Co Ty na to hmmm - Mówiłem nie przerywając
- Hmmmm - Mruczała odchylając głowę do tyłu, kiedy oderwała się od moich ust skinieniem głowy pokazała na górę 

wtorek, 12 czerwca 2018

VI.XXI walka na śmierć i życie...

Hejka,
Przychodzę do was z nowym opowiadankiem napisanym specjalnie dla Dark Angel, która dziś obchodzi swoje 18 ur już po raz kolejny 😁 Jeszcze raz 100 lat i mniej Rachwałowej deprechy i smutków

Minęła już chyba godzina Karolina nadal była przesłuchiwana, czekałem na korytarzu mając nadzieję, że zaraz wyjdzie doskonale wiedziałem jakie to wszystko jest dla niej trudne, jak przezywa to wszystko. Drzwi do pokoju przesłuchań w końcu się otworzyły, jako pierwsza wyszła Karolina zaraz za nią Kamyk, ona bez słowa przytuliła się do mnie.
- I jak idziemy ? - Spytałem kiedy spojrzała na mnie
- Muszę pojechać do rodziców, spotkamy się jutro - Powiedziała powoli kierując się w stronę drzwi
- Myślałem, że...
- Dam radę, naprawdę dziękuje za wczoraj ale nie będę siedzieć Ci na głowie - Uśmiechnęła się do mnie lekko
- Przecież, wiesz że - Nie dała mi nawet dokończyć
- Mikołaj naprawdę dziękuję, ale jak coś będę dzwonić - Uśmiechnęła się do mnie stojąc pod komendą - Ale jak byś mógł
- Jasne wsiadaj - Otworzyłem jej drzwi do auta.
Na dworze panowała już szarówka, myślałem o Karolinie od kąd ja podwiozłem do rodziców milczała martwiłem się i nią, na komendzie nie dawała po sobie poznać, że coś jest nie tak ale ja doskonale wiedziałem jaka jest prawda, ile nerwów i zdrowia kosztuje ją to wszystko, jak ciężko wracać jej do tego co było.  Nagle mój telefon zaczął dzwonić, spojrzałem na wyświetlacz, nie znałem tego numeru.
- Tak słucham ?
- Dzień dobry Mikołaju, tu tata Karoliny
- Dzień dobry Panie Tomaszu - Odparłem zdziwiony jego telefonem
- Przepraszam, że dzwonie do Ciebie i zawracam Ci głowę, ale martwię się o Karolinę - W jego głosie można było wyczuć zmartwienie
- Stało się coś ? - Starałem się zachować spokój, nie chciałem żeby wyczuł że też się martwię
- Była u nas rano, posiedziała z godzinkę i od tego czasu nie ma z nią kontaktu
- Proszę się nie martwić - Czułem po prostu czułem, że coś jest nie tak - Karolina jest u mnie, teraz śpi- Skłamałem, nie chciałem go denerwować
- Naprawdę, a tak się martwiłam - Można było wyczuć, że jej ulżyło
- Tak, przekaże, żeby zadzwoniła pewnie zapomniała telefonu z samochodu i dla  tego nie odbierała - Starałem się brzmieć wiarygodnie
- Dobrze dziękuje i nie przeszkadzam już dobranoc
- Dobranoc - Wziąłem kluczyki od samochodu i wybiegłem z domu. Nie miałem pojęcia gdzie mogę jej szukać, jeździłem bez sensu po mieście zastanawiając się gdzie może być. Martwiłem się, cholernie się. Kiedy zrezygnowany chciałem już dzwonić do Jacka, żeby namierzył mi jej telefon wpadłem na pewnie pomysł.
Zaparkowałem z piskiem opon na pobliskim cmentarzu, wysiadłem z auta i pobiegłem do wejścia szukałem jej między alejkami, modliłem się, żeby tu była. Po 10 minutach dostrzegłem ją, siedziała przy jednym z grobów.
- Szukałem Cię - Szepnąłem klękając przed nią, ona podniosła głowę i spojrzała na mnie, oczy miała czerwone od płaczu, po jej policzkach płynęły łzy.  - Martwiłem się o Ciebie - Powiedziałem łagodnie trzymając ją za rękę
- Tak bardzo za nią tęsknie - Wyszeptała po chwili
- Wiem maleńka wiem  - Nie potrafiłem patrzeć, jak cierpi to była dla mnie za trudne
- To ja powinnam tu leżeć nie ona
- Nawet tak nie mów nie możesz nawet ta myśleć - Powiedziałem przytulając czoło do jej dłoni, po moim policzku spłynęła łza
- To ja powinnam tam leżeć, albo chociaż koło niej - Wyszeptała po chwili ciszy, podniosłem głowę żeby na nią spojrzeć czułe łzę spływającą po moim policzku
- Nie waż się tak myśleć, mówić - Obiłem jej twarz w dłonie - Nawet nie wyobrażam sobie, że mogło by Cię zabraknąć, nawet nie chec o tym myśleć - Zbliżyłem się do niej - Za bardzo mi na Tobie zależy - Zcałowałem jej łzy spadające po policzkach - Umarł bym gdyby coś Ci się stało -  nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku
- Przecież mogłam tego wszystkiego uniknąć - cały czas bardzo przejmowała się tym wszystkim. Nie mogłem patrzeć na to jak się zmartwia poprostu gdy ona jest smutna to automatycznie ja też.
- Kotek posłuchaj to był wypadek - probowałem jakoś jej to wszystko na spokojnie wytłumaczyć.
- Wypadek ? Jakby nie moja głupota to bylibyśmy teraz wszyscy razem na jakiejś rodzinnej kolacji - całkowicie się rozmazała, a najgorsza jest ta bezradność, której nie mogłem pokonać.
- Na kolacje możemy iść razem, chodź nie martw się. Umówimy się na jedną rzecz - wpadłem na jeden pomysł, który mógł jej poprawić nastrój.
- Jaką ? - popatrzyła na mnie ocierając łzy.
- Codziennie będziemy tutaj przychodzić i o niej rozmawiać. Wchodzisz w to ? - złapałem ją za rękę i popatrzyłem na nią nalegająco.
- Dziękuję ci za wszystko i wiesz, że ta kolacja to nie taki zły pomysł - uśmiechnęła się delikatnie
- To zbieraj się idziemy do mnie - jeszcze kilka razy się oglądnęła w strone nagrobka i powolnym krokiem odeszliśmy stamtąd.
- Pani Rachwał ?- zapytał starszy mężczyzna wyglądał jak kloszard.
- Tak, a o co chodzi - spoglądnęłam raz na Mikołaja raz na tego faceta.
- Musimy wyregulować rachunki z przeszłości - popatrzył na mnie z pogardą i nienawiścią.
- O czym pan mówi ? - zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Wtedy ten mężczyzna rzucił się na mnie i przystawił nóż do gardła. Byłam przerażona, a nawet nie wiedziałam kim on jest i o co mu chodzi.
- Zostaw ją !-  zmroziło mnie kiedy zobaczyłem Karolinę w objęciach tego psychopaty. Obszedłem go od tyłu, potem zaczęliśmy się szarpać, ale po pewnym czasie zobaczyłem u niego w ręce nóż. Nawet nie zdążyłem mu go wytrącić kiedy poczułem mocne i bolesne uderzenie w brzuch.
- Mikołaj ! Pomocy ! - krzyczałam bezradna bałam się, że strace kolejną ważną osobę w moim życiu. Zaczęła się wtedy walka na śmierć i życie...

piątek, 8 czerwca 2018

VI.XX Prawda

Witam, witam
Dziś kolejne opowiadanko specjalnie dla was, za pewne wiele z was na nie czekało. Mam nadzieję, że się spodoba. Kolejne kiedy będzie niestety nie mam pojęcia.

- Był starszy 2 lata. Na początku nie zauważał mnie w ogóle. Dopiero  potem, on już skończył szkołę, a ja mijałam go czasem na ulicy - Mówiła jak by nie wzruszona bez emocji - Z czasem zaczęliśmy się spotykać, potem coraz częściej i częściej, aż zostaliśmy parą. - Uśmiechnęła się lekko, ale po chwili znowu posmutniała - Jednego dnia zostałam w domu z Madzią, wiesz miałam siostrę - Uśmiechnęła się do mnie, ale w jej oczach dostrzegłem łzy - Kochałam ją, a  ona mnie miała 5 lat i nie widziała poza mną świata, mnie to nie przeszkadzało. Zabierałam ją nieraz gdzieś , pilnowałam je była kopią mnie - Z jej oczu płynęły łzy, z sekundy na sekundę coraz większe - Zostałam z nią, Kamil przyszedł do nas było, tak pięknie wyjątkowo, Madzia była przeziębiona i marudna, poprosiłam ją żeby poszła do siebie, kiedy poszłam po napoje usłyszałam najpierw jej śmiech a potem jak Kamil prosi żeby poszła. Krzyknęłam, żeby poszła do siebie odpowiedziała mi cisza - Teraz rozkleiła się na dobre, płakała jak dziecko - Kiedy weszłam do pokoju ona siedziała, kazałam jej iść do siebie postraszyłam wiedźma  ona zaczęła kasłać, potem dostała duszności miała astmę. Przeraziłam się bo jej lekki nie działały - Poczułem jak mocniej ściska mnie za rękę -  Zaczęłam krzyczeć dopiero jak rozdarłam się chyba na pół Wrocławia on oprzytomniał, wezwał karetkę, zanim przyjechali ona nie żyła umarła na moich rękach rozumiesz moja maleńka siostrzyczka umarła na moich rękach. Rozumiesz moja mała siostrzyczka umarła na moich rękach - Mówiła, właściwie ledwo mówiła przez łzy
- Boże - Tylko tyle umiałem powiedzieć, ona nie powiedziała nic tylko się przytuliła płacząc. Przez chwilę nie mówiliśmy nic, dopiero po chwili oderwała się ode mnie, oparta o mnie zaczęła mówić
- Nie potrafiłam się pozbierać, nie umiałam wstawać jeść spać pić funkcjonować. Było mi cholernie trudno, Kamil był przy mnie wspierał mnie dodawał otuchy, dopiero później zaczął zachowywać się dziwnie inaczej, tłumaczył się że był zajęty, że miał ważne sprawy. Później znalazłam u niego trawkę, tłumaczył się że to przez śmierć Madzi że też nie potrafi sobie z tym poradzić i jest mu ciężko, uwierzyłam mu bo go kochałam, wierzyłam i chciałam być obok - Na chwilę zamilkła biorąc głęboki wdech - Poszliśmy na imprezę, najpierw było ok, ale potem zaczął się dziwnie zachowywać przyłapałam go na  ćpaniu tym razem anfa. Zapytałam co robi, on się zaśmiał zapytał czy chce, zaczęłam krzyczeć, że jest nienormalny ma z tym skończyć. - Ponownie chwyciła moją dłoń  - A wiesz co on potem zrobił ? Zaśmiał się mówiąc prosto w oczy - Siedzimy w tym razem - Mówił śmiejąc mi się w oczy - Tak samo jesteśmy w to umoczeni - Śmiał się bezczelnie w moim kierunku. Jego oczy były mętne, a woń alkoholu wyczuwałam z daleka. Nie poznawałam go, nie był tym samym człowiekiem, którego znałam. Patrzył mi głęboko w oczy i śmiał się bezczelnie, drwił sobie ze mnie. Jego słowa były ostre niczym najostrzejszy sztylet raniący moje  serce bez najmniejszego zawahania, tak bardzo chciałam żeby to był tylko pieprzony sen, z którego zaraz się obudzę i wszystko będzie jak zawsze - To wszystko Twoja wina to  przez Ciebie....- A potem powiedział, że podał mojej siostrze mojej maleńkiej siostrzyczce jakieś tabletki, że brał je po to żeby mieć lepszy humor, ze po nim były większe fazy -  Czułem jak jej łzy uderzają o moją dłoń - A kiedy zaczęłam krzyczeć bić go, nienawidziłam go chciałam, żeby umarł tak mocno jak go kochałam wtedy go nienawidziłam, ale on był silniejszy przewrócił mnie a potem, a potem sam wiesz co się było domyślasz się - Spojrzała mi w oczy po raz pierwszy od dawna, było w nich tyle smutku i żalu, że moje serce rozpadło się w ułamku sekundy - Zgwałcił mnie, mój własny chłopak mnie zgwałcił, śmiejąc mi się w oczy - Miałem ochotę go zabić, ale ona mnie potrzebowała - Powiedziałam o tym wszystkim trzem osobą, moim rodzica i Paulinie. Oni stwierdzili, że to nie prawda bo Kamil był u niech i mówił że zerwaliśmy i to moja zemsta. Tylko Paulina mi uwierzyła, i zaryzykowała poszła na imprezę którą zrobił opiła go i nagrała jak mówił prawdę. Potem poszła z górki zeznania, wszystko wracało, a potem wyrok 15 lat - Powiedziała jak by niewzruszona, jak by to wszystko co się stało zabrało jej wszytko co miała do tej pory, straciło sens. Widziałem w jej oczach jak to wszystko ją zmieniło, jak udawała silną chociaż w środku była całkowicie bezbronna. Nie wiedziałem co powiedzieć, jak dobrać słowa co będzie odpowiednia, dla tego bez słowa przytuliłem ją , tak po prostu przytuliłem, ona nie powiedziała nic tylko wtuliła się we mnie. Trwaliśmy tak w bezruchu, ona cicho łkała w moich ramionach, nie potrafiłem dobrać odpowiednich słów, ale czy w takiej sytuacji są odpowiednie słowa tego nie wie chyba nikt, ja ich na pewno nie potrafię znależść. Nie mam pojęcia ile tkwiliśmy w tym bez ruchu. Po jakimś czasie jej płacz ucichł, zorientowałem się że zasnęła. Nie chciałem jej budzić, dla tego przesunąłem ja delikatnie teraz leżała przytulona do mnie, jej oddech był spokojny i miarowy. Na jej twarzy malował się spokój, mimo tego wiedziałem co leży jej na sercu., tak bardzo chciałem ulżyć w jej cierpieniu. Wolną ręką sięgnąłem po telefon, chciałem dowiedzieć się co z moją żoną, Julką i Kamilem
"Co z nimi ?" Tylko tyle byłem w stanie napisać, z niecierpliwością czekałem na odpowiedź, nadeszła dość szybko. "Julka pójdzie chyba do psychiatryka, już dawno powinna tam trafić, co z Twoją żona i Kamilem nie wiadomo oskarżają sie nawzajem chociaż ....." " Chociaż co ...? Jacek mów co cholery" "Kamil mówi, że Karolinę ktoś prześladował, albo i teraz prześladuje. Wiesz coś o tym?" "Prześladuje ? Kto ?" "Nie wiemy, jeszcze tego ale podejrzewamy ze to on. Porozmawiasz z nia ? Kamil wyszedł dokładnie 3 tyg temu" " Jasne stary dzięki. Do jutra"
Miałem w głowie cholerny mętlik, porwanie, ta historia teraz informacja od Jacka  to wszystko było jak jakiś pieprzony sen, jak coś czego nie potrafiłem wyjaśnić wytłumaczyć.

środa, 6 czerwca 2018

VI.IX Czy to prawda, czy ona ...?

Witam,
Za namowa Szwagierki, przychodzę do was z całkiem nowym opowiadankiem. Liczę na to, ze sie wam spodoba  i zostawicie po sobie jakiś ślad, bo ostatnio coraz mniej zostawia coś po sobie.
No nic nie będę zanudzać miłego czytania.

Jej słowa krążyły mi po głowie "Ona już nam nie przeszkodzi" poczułem jak w jednej sekundzie moje życie traci sens  jak wszystko na co czekałem, na co liczyłem straciło sen, rozpłynęło się wraz z jej słowami. Z tymi pięcioma słowami, które oddzielnie nie znaczyły tak naprawdę nic, a razem zabijały mnie od środka. Kamila była moją byłą żoną, szanowałem ją ze względu na nasze córki, ze względu na nie dogadywałem się z nią, rozmawiałem, ale teraz szczerze jej nie nawiedziłem, nie miałem ochoty na nią patrzeć, rozmawiać czy w jaki kolwiek inny sposób mieć z nią co kolwiek do czynienia. Osunąłem się oparty o ścianę, zakryłem dłońmi twarz tuż przed oczami miałem jej obraz, jej twarz to jak się uśmiecha, jak się śmieje, nasze ostatnie wspólne wyjście ten spędzony razem czas. To wszystko było tak cholernie trudne, przetarłem twarz dłońmi o wstałem, musiałem znależść Jacka, musiałem zapytać go o to co mówił przez radio, czy to co Kamila mówi to prawda, czy to wszystko to pieprzona prawda. Stojąc przed naszym pokojem, przed tym samym  w którym rozmawialiśmy po raz ostatni usłyszałem jakieś zamieszanie, dużo głosów dochodzących za drzwi. 
- Mikołaj w końcu jesteś - Przywitał mnie Jacek - Gdzieście się tyle podziewali i co się działo z radiem ? 
- Daj spokój, nie mam nastroju - Powiedziałem zrezygnowany siadając na krześle, nie zwróciłem uwagi na zamieszanie w pokoju obok. A może nie chciałem tego widzieć, może chciałem się gdzieś zaszyć i pocierpieć w samotności, ale najpierw chciałem usłyszeć to z jego ust 
 - Mikołaj chodź -Zawołała mnie Emilka wychylając się z pokoju obok - No chodź na co czekasz, chodź  - Zły, wkurwiony na cały świat wstałem zrzucając wszystko z biurka 
- Kurwa ! - Krzyknąłem, w tym momencie Emilka stanęła przed drzwiami - Powidz, powiedz mi czy to prawda czy ona  - Mówiłem nie patrząc na nich, byłem zły wściekły a jednocześnie zrozpaczony
- Mikołaj do cholery spójrz się na mnie ! - Krzyknął w moim kierunku - A teraz chodź ze mną, albo siłą Cię tam zaciągnę. Bez słowa poszedłem za nim, żałując że w ogóle się tu pojawiłem mogłem uciec daleko stąd 
- Boże maleńka - Szepnąłem, a ona nie powiedziała nic tylko się przytuliła, koc który była okryta opadł z jej ramion. - Martwiłem się - Szepnąłem trzymając ją w ramionach 
- Zabierz ją do domu, oboje musicie odpocząć -  Jaskowska wygoniła nas do domu
- Oczywiście, tylko się przebiorę -  Odsunąłem się lekko od niej - Zaraz wracam - Spojrzałem na nią, ona nie powiedziała nic tylko się uśmiechnęła,
- Gdzie jest Krzysiek - Usłyszałem nagle padające pytanie z ust Emilki kiedy mieliśmy już wychodzić 
- yyy  Krzysiek no bo ten - Nie wiedziałem jak mam odpowiedzieć ta to pytania 
- Mikołaj gdzie jest Zapała ? - Powtórzył Jacek 
- Gdzieś w lesie no bo ten zapomniałem o nim - Wydukałem cicho, Jacek zaśmiał się pod nosem ale Ola szybko przyprowadziła go do porządku
- Zostawiłeś mojego męża ?! 
- Przepraszam, ale w radiu - Chciałem się wytłumaczyć, ale do końca nie wiedziałem jak 
- Dobra lećcie juz  zaraz znajdziemy naszego leśniczego - Nowak zaśmiał się i poszedł do siebie
- Przepraszam - Uśmiechnąłem się w stronę Emilki i wyszedłem. Do samochodu szedłem trzymając Karolinę w pasie, była słaba i zmęczona nie rozumiałem dla czego nie chciała zostać w szpitalu, ale to nie była rozmowa na teraz chciałem porozmawiać z nią sam na sam.
- Dla czego nie chciałaś zostać w szpitalu ? - Zapytałem jak tylko weszliśmy do samochodu, ona nie odpowiedziała tylko patrzyła w szybę zamyślona, nie chciałem jej męczyć dla tego nie powtórzyłem pytania nie odezwałem się już cała drogę pozwoliłem jej milczeć. Kiedy dojechaliśmy na ranczo, ona nadal patrzyła w okno,  nawet nie zauważyła że jesteśmy u mnie na ranczu, że już na miejscu.
Karolina próbowała sama wysiąść z samochodu, ale jak tylko wysiadła nogi odmówiły jej posłuszeństwa, dobrze że byłem tuż obok podbiegłem do niej i chwyciłem ona spojrzała w moją stronę i lekko się uśmiechnęła  - Dobrze, że jesteś - Szepnąłem, ona nie odpowiedziała nic tylko obieła mnie mocniej.
Wróciłem do salonu z kubkami herbaty, ona siedziała na kanapie z nogami przyciągniętymi do brody
- Proszę - Podałem jej kubek ona chwyciła go upijając łyka
- Cholernie się bałam - Wyszeptała w końcu nawet na mnie nie patrząc. Zabrałem jej ubek z dłoni odstawiając na stolik, po czym mocno ją przytuliłem
- Wiem, maleńka ale już dobrze już nic Ci nie grozi - Mówiłem spokojnie głaszcząc ją bo głowie
- Wiesz, nawet nie wiem kiedy to się stało - Zaczęła mówić samoistnie - Wracałam do domu nagle usłyszałam te kroki, a potem potem obudziłam się w tym miejscu chyba jakimś domu, nie byliśmy tam długo, bo potem znowu byliśmy gdzieś indziej. Skąd wiedzieliście gdzie mnie szukać ? - Spojrzała w moją stronę
- Kobieta pod Twoim domem widziała Kamile Julkę i Kamila rozpoznała ich, pojechaliśmy z Zapała do Twoich rodziców Twoja mama opowiedziała nam o Kamilu, ja pojechałem do Domku, a Jacuś szukał dalej. My z Krzyśkiem się spóźniliśmy, ale za to Jacuś się spisał 
- A moja mama co Ci powiedziała o Kamilu ? - Spytała ponownie zwracając się w moją stronę
- To, że siedział nie dawno wyszedł. Właściwie tylko tyle, nie było czasu na dłuższe rozmowy najważniejsze wtedy było znależść Ciebie - Położyłem jej rękę na kolanie, ona lekko się uśmiechnęła i chwyciła moją dłoń
- Dziękuje - Szepnęła, spojrzała mi w oczy tak naprawdę chyba po raz pierwszy raz szczerze od kąd ją dziś ujrzałem  - Kamila poznałam jak miałam 13 lat, może więcej. Poznaliśmy się w szkole  - Zaczęła niepewnie jak by czekając na moją reakcję, nie powiedziałem nic tylko mocniej ścisnąłem jej dłoń, dojąc jej tym samym do zrozumienia że jestem obok.

sobota, 2 czerwca 2018

VI. XVIII Czarne chmury

Hejka
Przychodzę do was z nowym opkiem, mam nadzieję że się wam spodoba. Jakie wrażenia po finale....?😑U mnie uczucie mieszane, takie trochę wrażenie jak bym na rybach siedziała, no cóż poczekamy do września może nas zaskoczy... właściwie oby nas zaskoczył.


Jechałem jak wariat tak bardzo chciałem być już na komendzie, ale oczywiście miałem  cholernego pecha, jeszcze tuż przed Wrocławiem trafiłem na gigantyczny korek, którego za nic nie dało się ominąć samochody stały z każdej ze stron i mimo tego, że kierowcy starli  się zjeżdżać na pobocza to i tak przejechanie graniczyło z cudem, kiedy udało mi się już wyjechać z ogromnego korku, byłem szczęśliwy, cieszyłem się że już nie długo dowiem się co z Karoliną, jednakże z drugiej strony obawiałem się, że mogło jej się coś stać, że ta kobieta to ona. Na ulicach Wrocławia ruch był  już sporo mniejszy, jednak ten pieprzony pech mnie nie opuszczał i za każdym razem na światłach musiałem czekać bo trafiałem na czerwone, każde światła jakie miałem na drodze musiały zmieniać się na czerwone w momencie kiedy dojeżdżałem.
- Szlag by to trafił - Wrzasnąłem uderzając w kierownice, stałem już chyba na 6 światłach z kolei, od paru dni pech to chyba moje drugie imię. Droga do komendy była już niewielka jakieś 3 ulice, chociaż z moim szczęściem ta droga może ciągnąć się i ciągnąć niczym droga na księżyc, albo i dłużej. Cały czas próbowałem włączyć telefon bądź radio, ale wszelkie moje starania nie zdawały się na nic. W końcu światło zmieniło się na zielone, ruszyłem modląc się, żeby to był koniec bo chyba już nic dziś już mi się nie przytrafi, limit pecha wytraciłem chyba na najbliższe 100 lat, albo i dłużej. Bo co jeszcze może się przytrafić wypadek, kraksa, pożar,trzęsienie ziemi, wybuch bomby atomowej, stado słoni.  -A co jeśli ta kobieta to ona ? - Odezwałem się po długim czasie do Zapały, ale on nie odpowiedział. Spojrzałem na fotel pasażera, ale go nie było - Krzysiek ?! - Byłem w szoku, Krzyśka nie było obok mnie przez tak długi czas jechałem sam bez niego i nawet o tym nie wiedziałem, po chwili przypomniałem sobie wszystko - Sory stary - Powiedziałem pod nosem. Mam nadzieję, że Krzysiek wybaczy mi fakt, że zostawiłem go gdzieś w środku lasu, Zapała to świetny policjant więc sobie poradzi.  - Kurwa ! - Krzyknąłem po czym gwałtownie zahamowałem, na środku jezdni wyskoczył mi mały chłopiec, a zaraz za nim jego matka
- Co Pan robi ! - Krzyczała oburzona kobieta, miała na około niecałe 30 lat, na oko było widać że bardziej ceni urodę i technologię niż co kolwiek innego
- Co ja robię ? To nie jest przejście dla pieszych, to raz a poza tym to dziecka proszę pilnować jak już się jest matką
- Policjant, a taki pyskaty wstydził by się Pan
- Dobrze, w taki razie za przejście w niedozwolonym miejscu mandat w wysokości 200 zł, dodatkowo sprawę kieruje do MOPRU zgłaszając nienależytą opiekę nad dzieckiem - Byłem wściekły ta kobieta zabierała mi cenny czas
- Pan chyba żartuje
- Ja żartuje, wystarczyło że Pani syn by wyleciał 2 sekundy później i żaden samochód nie miał by szans zahamować, Pani dziecko nie miało by szans na przeżycie, a kto wie co by stało się z kierowcą mogła by to być samotna matka i osierocić dzieci
- Przepraszam obiecuję, że już będę go pilnować - Mówiła spanikowana
- No dobrze, na przyszłość proszę uważać  - Powiedziałem i szybko wróciłem do radiowozu po czym odjechałem. Po raz kolejny modliłem się, żeby to już był koniec mojego pecha bo w koncu ile można. Oczy kleiły mi się niemiłosiernie, czułem jak jak powieki opadają mi samoistnie, od dnia kiedy porwali Karolinę nie spałem ani minuty.
- W końcu -  Powiedziałem podjeżdżając  pod komendę, zaparkowałem i wybiegłem jak oszalały, po drodze wpadłem oczywiście na Julka
- O Mikołaj w końcu jesteś - Powiedział jak by uradowany jak by mnie z rok nie widział
- Julek nie mam czasu, spieszę się - Rzuciłem szybko i chciałem biec na górę do Jacka
- Ale Mikołaj słuchaj, bo chodzi o to
- Julek mówie Ci nie mam czasu podamy potem - Powiedziałem przesuwając go na bok. Szybko pobiegłem na górę pokonując po pare schodków na raz. Jedyne czego chciałem to jak najszybciej być na górze, u Jacka dowiedzieć się co to za informacja. Cały czas powtarzałem sobie, że to nie może być ona, że Karolina żyje, jest cała i zdrowa.
Wbiegłem do pokoju Jacka nie było go, nie było praktycznie nikogo,pare osób tylko biegało po korytarzach, nagle na korytarzu pojawił się jakiś nowy policjant z moja byłą żoną
- Gdzie jest Karolina  - Podbiegłem do niej, chciałem dowiedzieć się gdzie jest Karolina
- Daj sobie spokój z nią, razem będziemy szczęśliwi  - Mówiła jak by naćpana, czy czymś odurzona
- Co jest zrobiłaś ? - Policjant z którym szła próbował ją odciągnąć i zabrać, ale ja nie dawałem za wygraną
- Ona już nam nie przeszkodzi - Powiedziała patrząc mi w oczy - Będziemy tacy szczęśliwi tylko we dwoje ja i Ty, ona już nam nie zagraża - Mówiła śmiejąc się
- Zabije Cie słyszysz !  Jeżeli coś jej zrobiłaś to Cię zabiję ! - Krzyczałem, miałem ochotę coś rozwalić, kogoś rozwalić, ale niestety ten policjant bez słowa ją zabrał i odszedł.
Moje życie się zawaliło, runęło jak domek z kart, wszystkie plany marzenia w jednej sekundzie prysły i odeszły z podmuchem wiatru. Czarne chmury zawisły nad moim życiem, teraz już nic nie będzie takie samo, teraz wszystko się zmieni. 

czwartek, 31 maja 2018

VI.XVII Z ostatniej chwili...

Namaste 🙏
Dziś ostatni odcinek PIP i jak wrażenia? Co myślicie o Olce i Marku ? No i Rachwałachu ?😊Szczerze to liczę na jakiś wybuchowy koniec, oby ta bomba wybuchła :D No nic ja już oglądałam ostatni odcinek, ale nie zdradzę dziś co się działo tylko jutro wyrażę swoją opinie

Jechałem jak oszalały, droga dłużyła mi się niemiłosiernie, już tak bardzo chciałem być tam na miejscu i zobaczyć ją, zobaczyć że jest cała i zdrowa. 
- Mikołaj zwolnij do cholery, pozabijasz nas i tyle z tego będzie - Powiedział Krzysiek kiedy wyjechaliśmy już za Wrocław 
- Muszę być tam jak najszybciej rozumiesz, muszę ją znaleźć a co jak oni jej coś zrobią ? - Powiedziałem  patrząc na niego 
- Stary nawet nie wiemy czy tam jest, a jak jest to jako trup jej nie pomożesz, chyba że masz magiczne moce niczym ten  Sam z uwierz w ducha - Krzysiek mówił powoli i spokojnie - Gdyby to  była Emilka też bym się cholernie denerwował, a Ty byś mi powiedział to samo  - Spojrzałem na niego bez słowa i ponownie odwróciłem wzrok na drogę 
- Czemu w ogóle to wszystko się dzieję, czemu ja porwali - Powiedziałem zamyślony 
-Kamila myśli, że Karolina jest powodem dla którego nie wrócisz do niej, a Julka uważa ja za konkurencie, a co do Kamila to nie muszę mówić
- To wszystko jest to jakiś koszmar - Sam nie wiem czemu przyspieszyłem 
- Mikołaj stój !!! - Krzysiek krzyknął tak głośno, że chyba pół Wrocławia go usłyszało, gwałtownie zahamowałem - Wysiadaj 
- Co ? - Zapytałem zdziwiony 
- Wysiadaj i to już ja prowadzę Ty nas pozabijasz - Zapała wysiadł z samochodu, wyciągając mnie z niego na siłę
*
Bolało mnie wszystko, modliłam się w duchu żeby tylko mnie znaleźli, tak cholernie się bałam. Nie miałam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, Kamila Julka Kamil o co w tym wszystkim chodzi.  To wszystko to jakiś pieprzony sen, który mam nadzieję że zaraz się skończy i zaraz wszystko wróci do normy. Tak bardzo chciałam, żeby Mikołaj się pojawił żebym mogła się w niego wtulić i usłyszeć, że już nic mi nie grozi.
- Witaj księżniczko - Do pomieszczenia wszedł on, był zadowolony  jak nigdy
- Czego chcesz ? - Wycedziłam przez zęby, byłam wciekła
- Zgadnij - W pomieszczenia pojawiła się Julka z Kamilą
- Czego chcecie ? - Powtórzyłam pytanie, patrząc na nich
- No jak to księżniczko czego zemsty - Zaśmiał się szyderczo
- Ty to jeszcze rozumiem, ale Wy... - Spojrzałam na dziewczyny - Ciebie w ogóle nie znam, a Ty przecież razem pracowaliśmy
- Zabrałaś mi męża, teraz już wiesz - Wściekle spojrzała w moim kierunku
- Ja ?! Przecież już dawno między wami nic nie było
- Święta się znalazła, pojawiła się taka księżniczka i Mikołaj stracił głowę dla niej - Skwitowała blondynka  - Ale tutaj już nikt Cię nie znajdzie -  Zaśmiała się szyderczo
- Prędzej czy później i tak mnie znajdą
- Pytanie czy żywą czy martwą - Zaśmiała się Kamila
- Pomyślałaś o Dominice i Ani ? Jak będą się czuć kiedy dowiedzą się co zrobiłaś ? - Próbowałam dotrzeć do jej sumienia, ale ona się tylko zaśmiała. Zachowywała się jak by była naćpana
- Ania mi jeszcze podziękuje, a Dominika zawsze była jak tatuś to prędzej czy później jej przejdzie
- Czas na sen - Zbliżył się do mnie z strzykawką, zaczęłam się szarpać ale to nic nie dało już po chwili poczułam ukucie - Dobranoc księżniczko - Powoli zaczęłam tracić świadomość, obraz przed oczami zaczął mi się rozmazywać.
*
Minęły trzy godziny od momentu kiedy wyjechaliśmy z Wrocławia, złość i panika przybierały na sile, tak bardzo chciałem być już na miejscu, żeby ona tam była móc ją przytulić i zamknąć w swoich ramionach. Gdyby nie Krzysiek to już dawno wylądował bym na jakimś pieprzonym drzewie.
- Jesteśmy - Powiedział Zapała blokując drzwi -  Pamiętaj bez szaleństw - Spojrzał na mnie - Nie wiemy czy są tam i czy są uzbrojeni
- Nie musisz traktować mnie jak dziecka - Oburzyłem się
-  Jak widać muszę, bo cały chodzisz. Wiem, że Karolina jest dla Ciebie ważna ale musisz zachować zimną krew
- Wiem, otwórz te cholerne drzwi  - Powiedziałem próbując otworzyć drzwi
- Cholera ! Albo się uspokoisz, albo zostajesz w aucie
- Chodźmy - Powiedziałem już spokojniejszy. Weszliśmy do domku przeszukaliśmy całe dwa pietra nie było nikogo, dom stał pusty nie wiem jak długo, ale na pewno nie dawno ktoś  tu był.
- Cholera !  - Krzyknąłem uderzając pięścią w stolik
 - Spokojnie znajdziemy ją - Krzysiek starał się mnie uspokoić, w tym momencie nie pomogła by mi nawet cysterna prochów na uspokojenie
- Krzysiek jak mam być kurwa spokojny ! Nie wiem gdzie jest, nie wiem czego oni chcą ! - Czułem jak nerwy puszczają mi coraz bardziej. To jakiś pieprzony koszmar, to wszystko to jakiś pieprzony sen z którego chce się obudzić. Z całej siły walnąłem o stolik który stał przede mną.
- Chodź popytamy sąsiadów - Powiedział Krzysiek kierując się w stronę wyjścia
- Masz rację chodź - Razem z Krzyśkiem poszliśmy popytać sąsiadów.  Tak jak myślałem nikt nic nie wie, poza jednym sąsiadem, mieszkał na koncu drogi widział samochód Kamila  było koło 3 nad ranem, akurat wypuszczał psa, kiedy ujrzał przejeżdżający mercedes na Wrocławskich blachach.
- Widział go Pan może jak wyjeżdżał ?  - Zapytał Zapała
- Widzieć, nie widziałem ale koło 12 rano jakiś samochód jechał. Wie Pan tu mało samochodów jeździ to zapamiętałem
- Dobrze, bardzo dziękujemy Panu . Dowidzenia - Powiedział Zapała i wróciliśmy do samochodu.
- Kurwa ! - Wrzasnąłem uderzając pięściami w tapicerkę - Spóźniliśmy się ! - Tym razem moja pięć wylądowała w szybie
- Zobaczysz - Krzysiek chciał coś powiedzieć, ale Jacek odezwał się na radiu
- 005 dla 00
- 00 zgłaszam się
- Wracajcie do Wrocławia
- Wiadomo już coś ?
- Tak, wracajcie  - Nie czekając na odpowiedź Krzyśka ruszyłem z miejsca, chciałem jak najszybciej być na miejscu, te trzy godziny będą dla mnie męczarnią. - Kurwa ! - samochód stanął w miejscu, złapaliśmy gumę tylko ja mogę mieć takiego pecha.
- Wysiadaj ja zmienię, bo Ty i tak się do niczego nie nadajesz, a Ty zgłoś Jackowi
- Kurwa ! - Próbowałem zgłosić się na radiu, ale  oba padły z telefonami było tak samo. Byliśmy na środku jakiegoś zadupia kompletnie bez kontaktu  - Krzysiek kurwa szybciej !
- Mikołaj do cholery nie pomagasz ! - Krzysiek powoli tracił cierpliwość - Karolina jest moją koleżanką, wiem że dla Ciebie kimś więcej ale Mikołaj do cholery tak do niczego nie dojdziemy.
- Z ostatniej chwili - Usłyszeliśmy nagle w radiu - Pod Wrocławiem w lesie znaleziono ciało młodej kobiety - Zamarłem na te słowa, czułem się jak w jakieś pieprzonej bajce - Policja nie chce zdradzić szczegółów, ale jak donoszą nasze źródła kobieta to  młoda 30 paro letnia blondynka, nie możemy wykluczyć morderstwa - Te słowa były niczym wyrok, nie myśląc długo, w ogóle nie myśląc wskoczyłem do samochodu i odjechałem z piskiem opon.
*
- Mikołaj !!! - Krzyczałem jak oszalały za odjeżdżającym radiowozem ale on się nie zatrzymał tylko po chwili zniknął za zakrętem - Kurwa - Przekląłem pod nosem, telefon padł radio tak samo a ja jestem w jakimś pieprzonym lesie, cholera tak naprawdę wie gdzie - Ja go zamorduję, normalnie powieszę za jaja jak się z nią nie zejdzie - Mówiłem pod nosem szukając jakiegoś domu, gdzie mógłbym poprosić o pomoc, tylko co ja ludziom będę mówił.
No i jestem w czarnej dupie dosłownie tutaj w promieniu najbliższych 5 kilometrów nie było żadnych zabudowań, a do tego coś zaczęło szumieć w krzakach. Z początku myślałem, że to Mikołaj postanowił mi zrobić żart, ale nawet nie zdawałem sobie sprawy jak się pomyliłem.
- Mikołaj wyłaź to nie jest śmieszne - podeszłem bliżej krzaków.
- K**wa - powiedziałem sam do siebie jak zobaczyłem stado dzików, które zmierzały w moim kierunku.
Spanikowałem zupełnie nie wiedziałem co mam robić dlatego zacząłem uciekać, a one pognały za mną. Jakbym biegł na autostradzie to chyba fotoradary by poszalały.
- Pomocy ! - darłem się jak głupi, mimo to, że wiedziałem, że nikt mi nie pomoże. Z daleka zobaczyłem oświetloną stację paliw i tam pobiegłem, ale była zamknięta dlatego nie pozostawało mi nic innego jak ukryć się w kiblu. Na szczęście po chwili się oddaliły miałem ochotę zabić Mikołaja za to wszystko.

niedziela, 27 maja 2018

V.XVI Kim on jest ?

Namaste 🙏
Wiem, długo mnie nie było, no mało czasu i w ogóle. Postaram się jakoś to nadrobić, kolejne opowiadanko pojawi się w pt przed albo po ostatnim odcinku. Jakieś wersje ostatniego odcinka ? Czy Olka  i Marek się znajdą ? Czy Rachwałach powróci ? Co się stanie w tym sezonie a co w kolejnym ? Jak dla mnie Białach sobie zasłużył na Biegun Północny za słowa, że Olka czeka. Ja stawiam, że jak co sezon Miki dostanie wpierdziel 😀 jak to się mówi tradycja to tradycja to czekamy na wpierdolik 😍 A co myślicie o Emilu na kogo poluje na Zielińskiego, czy jeszcze kogoś ? Może Miki i Karo i komenda w powietrze 😍No nic rozmarzyłam się <3
Miłego czytania

Obudziłam się leżałam na twardej i zimnej ziemi, byłam związana i zmarznięta. Głowa bolała mnie niemiłosiernie, w ustach czułam ogromne pragnienie, to wszystko to jakiś koszmar nie wiedziałam gdzie jestem, jedyne co pamiętam to kroki najpierw pojedyncze, a potem coraz więcej i więcej, a potem ból, a teraz jest tu, właściwie nawet nie wiem gdzie.
- Gdzie jestem ? - Zapytałam sama siebie
- Witaj księżniczko - Usłyszałam czyjś głos, ale nie widziałam nikogo
- Gdzie jestem ?! Kim jesteście !!! - Krzyknęłam przerażona
- Witaj - Usłyszałam dwa damskie głosy jak bym je już gdzieś kojarzyła - Jak się spało - Nagle z ciemności wyłoniły się dwie postacie, zamarłam jak je zobaczyłam
- Wy ?! - Sama nie wiem czy byłam przerażona, czy zdziwiona  - Dlaczego ?!
- O popatrzcie jakie głupie pytania zadaje - Zaśmiała się Mazurek
- A może poznasz naszego kolegę - Kamila zrobiła krok w lewo robiąc miejsce miedzy nimi. Kiedy w progu pojawił się on, a światło żarówki padło na jego twarz zamarłam
* 
- Też już go gdzieś widziałem - Powiedziałem wpatrzony z portret pamięciowy tego mężczyzny. Nie byłem wstanie przypomnieć sobie gdzie, wiedziałem jedno znam go.
- Ja chyba widziałem go z 3 tygodnie temu u nas pod komendą - Wtrącił nagle Szymon wyrywając mnie z zamyślenia - Rozmawiał z Karoliną, znaczy on mówił a ona go zbywała przynajmniej tak to wyglądało z okna 
- Wiem ! - Krzyknąłem nagle -  jak byłem kiedyś z Karoliną w knajpie to jak wróciłem z drinkami to on się do niej dosiadł rozmawiali, ale ona nie była zachwycona. On zachowywał jak by się znali dobrze znali powiedział bym nawet bardzo dobrze, w końcu on powiedział coś  w stylu księżniczko nie przedstawisz nas sobie  - Zamyśliłem się na chwilę - przedstawiła nas sobie jak on miał na imię  - Próbowałem przypomnieć sobie jak miał na imię, ale jak bym miał czarną dziurę nie potrafiłem 
- Kamil - Szepnęła Emilka - Wtedy pod komenda zwracała się do niego Kamil  - Powiedziała kierując wzrok na mnie, ale tylko tyle usłyszałam. 
- Nie wiele, ale zawsze coś - Powiedziała komendantka 
- A może by zadzwonić do Kamili, albo Julki  - Wypalił nagle Julek 
- I od razu zapytać gdzie są i czemu ją porwały, bo na bank się nie skapną po co dzwoni  - Odparł sarkastycznie Jacek
- Jacek ma rację, to że nie wiedzą ze wiemy daje nam nad nimi przewagę - Powiedział Krzysiek patrząc na mnie - Wiesz, że trzeba powiadomić jej rodzinę i od razu wypytać o niego 
- Dobra koniec tego gdybania - Powiedziała w końcu Jaskowska - Mikołaj jedziesz do rodziców Karoliny razem z Krzyśkiem, Szymon z Olą pojedziecie pod blok Karoliny poszukacie jeszcze śladów, Jacek z Emilką prześwietlcie Julkę, a ja zajmę się poinformowaniem innych patroli. A Kamyk sprowadź córki Białacha, niestety Mikołaj musimy z nimi porozmawiać  - Powiedziała Jaskowska kierując się w stronę drzwi
- Tak rozumiem ale czy mogę ja ? 
- Dobra pojedźcie najpierw do  rodziców Karoliny, a potem po nie - Powiedziała i wyszła.
Razem z Krzyśkiem pojechaliśmy do rodziców Karoliny bałem się jak cholera nie wiedziałem co mam im powiedzieć, jak zacząć o rozmowę jak zapytać o Kamila, nie wiedziałam kompletnie nic.
- I jak gotowy ? - Zapytał Zapała kiedy byliśmy już na miejscu, spojrzałem na niego
- Chyba nigdy nie będę gotowy na coś takiego - Powiedziałem patrząc ponownie w dal - Chodźmy im szybciej to załatwimy tym szybciej ją znajdziemy - Powiedziałem wychodząc z auta. Krzysiek nie powiedział nic tylko wyszedł za mną. Wziąłem głęboki wdech i zapukałem
- O dzień dobry Mikołajku - Powiedziała mama Karoliny jak tylko otworzyła drzwi
- Dzień dobry - Powiedziałem równo z Krzyskiem
 - Co Cię do nas sprowadza ? - Zapytała uśmiechnięta, jeszcze nie przeczuwała tego co chce powiedzieć
- Możemy wejść ? - Zapytał Zapała - Chcieliśmy porozmawiać
- Tak oczywiście zapraszam - Powiedziała wpuszczając nas do środka - Napijecie się czegoś ? -  Zaproponowała jak byliśmy w środku
- Nie dziękuje - Powiedziałem starając się uniknąć jej spojrzenia - Pani Małgorzato musimy Pani o czymś powiedzieć - Zacząłem trochę niepewnie
- O Boże coś z Karolinką - W jej głosie można było wyczuć przerażenie
- Spokojnie, ja wiem że to może być trudne ale Karolina została porwana - Powiedziałem na jednym oddechu
- Porwana, ale jak to przez kogo, kiedy - Pytała jak oszalała, siadając na fotelu
-Wczoraj wieczorem, porwała ją nasza koleżanka Julia i moja była żona nie wiemy dla czego to wszystko  - Podałem jej wodę, którą przyniósł Krzysiek
- Twoja była żona i koleżanka z pracy ? o co w tym wszystkim chodzi ?
- Właśnie nie wiemy, ale jest jeszcze jedno. Karolinę też porwał mężczyzna wiem, że ona go zna ma na imię Kamil- Powiedziałem podając jej portret pamięciowy mężczyzny - Zna  go Pani ?
- O Boże to on - w jej głosie można było wyczuć przerażenie
- Kim on jest ? - Tym razem to Zapała Zapytał. Ona przez chwilę milczała, jak by szukała odpowiednich słów.
 Po rozmowie z mama Karoliny wróciliśmy do samochodu byłem w szoku po tym co usłyszałem, to wszystko było jak jakiś pieprzony sen.
-00 słyszysz mnie - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Krzyśka, który wzywał Jacka
- Co jest piątka ?
- Sprawdź mi Kamila Serockiego, siedział 15 lat nie dawno wyszedł
- To ten Kamil ?
- Tak ten z portretu
- Jacku - Włączyłem się do ich rozmowy - Sprowadź Cię proszę moje córki na komęde, ja nie dam rady
- Jasne przyjąłem - Minęło może jakieś 30 minut i dotarliśmy na komęde, już od wejścia można było wyczuć napiętą atmosferę która panuje.Emilka siedziała na recepcji zawalona stertą papierów, nawet nie zauważyła nas kiedy weszliśmy, inni biegali z jakimś dokumentami czy rozmawiając przez radio
- Masz coś ? - Zapytałem stojąc przed recepcją
- Jeszcze nie, ale jesteśmy na dobrej drodze - Powiedziała odrywając się od papierów - Leć narazie do dziewczyn jak Ola je przywiozła były przerażone - No tak Dominika i Ania zapomniałem, nie mówiąc nic pobiegłem górę
 - Tato - Dziewczyny niemal od razu się do mnie przytuliły - Bałyśmy się o Ciebie - Powiedziała Ania patrząc na mnie
- Przepraszam, że was wystraszyłem - Spojrzałem na dziewczyny
- Co się stało, że tu jesteśmy - Zapytała Dominika - Jak Tobie nic nie jest to znaczy, że mama - Dostrzegłem w jej oczach przerażenie
- Spokojnie mamie nic nie jest, znaczy - nie wiedziałem jak im to powiedzieć
- Co z mamą
- Spokojnie mamie nic nie jest, chodzi o to, że Karolina została porwana
- Ale jak to porwana, co się stało  - Dominika przejęła się porwaniem Karoliny
 - A co my mamy z tym wspólnego ja to czasu nie mam - Ania chciała wyjść z pokoju
- Chodzi o to, że to wasza mama ją porwała - Powiedziałem nagle, w pokoju zapanowała cisza
- No i dobrze mogła się tak koło Ciebie nie kręcić - Odpowiedziała obojętnie Ania
- Czy Ty słyszysz co Ty mówisz?! Zgłupiałaś do reszty ?! - Dominika krzyknęła na siostrę - Ale jak to ? Kiedy ? Z kim ? - zwróciła się w moją stronę
- Z naszą koleżanką Julka i Kamilem - wyjąłem portret pamięciowy - Znacie go ? - Pokazałem córką
- Wujek Kamil, bardzo go lubię mama przy nim wydawała się szczęśliwa - Powiedziała obojętnie Ania
- Ta szczęśliwa, zamykali się knuli coś jak by mieli coś do ukrycia od początku wydawał się dziwny. Bałam się go nawet trochę, ale nie chciałam Cię martwić
- Wiecie o czym rozmawiali ? - Zapytał Krzysiek który stał obok
- Nawet, jak tak to co Ci do tego mama była szczęśliwa, bo Ty nas zostawiłeś - Nie mam pojęcia co wstąpiło w Anie, czemu się tak zachowuje
- Wiesz co jesteś nie normalna wyjdź stąd jak masz się tak zachowywać. Bo zachowujesz się jak rozkapryszony gówniarz, Karolinę porwali a Ty masz to gdzieś, że mama to zrobiła i nie wiadomo o co chodzi
- I proszę bardzo - Powiedziała i wyszła trzaskając drzwiami
- Przepraszam Cię tato od kąd pojawił sie ten Kamil ona jest jakaś inna - Spojrzała na mnie - Jak mogę wam pomóc ?
- Nic nie szkodzi - Złapałem ją za rękę - Wiesz gdzie może być ? Mówili coś ?
- Nie mam pojęcia, słyszałam coś o tym domku koło Poznania po mamy dziadkach, ale nic więcej. Tato ja nic nie wiedziałam - Powiedziała i zaczęła płakać - A jak zrobią coś Karolinie - Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem
- To nie Twoja wina kotuś. Ja teraz pojadę z Krzyśkiem pod Poznań,a Ty wrócisz do domu dobrze Ola z Szymkiem Cię zawiozą  - Ona tylko pokiwała głową
- Wiem, gdzie może być - Powiedziałem wchodząc do pokoju Jacka - Jadę tam z Krzyśkiem
- Masz pewność ?
- Kamila z Kamile rozmawiali o tym miejscu, muszę to sprawdzić - Powiedziałem z nadzieję w głowię, liczyłem że znajdę ją tam cała i zdrową
- Jedź my szukamy dalej