Muzyka

Zapraszamy !!

Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

VI.IX Nie zostawiaj mnie...

Namaste ! 🙏
 Witam was wszystkich w ten wyjątkowy dzień ! 1 dzień majówki  <3 Jakie plany macie na ten czas ?😃Ja póki co remontu cd ale no cóż przeżyje jakoś. :) Dziękuje mojej cudownej szwagierce za pomoc w tym wyjątkowym dziele  <3:*
Coś ostatnio mało się udzielacie 😰 dla tego też mam taki mały pomysł, kolejne opko pojawi sie u mnie za min hmmm 10 komentarzy, oczywiście każdy od kogoś innego. No to co nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wam miłego czytania 😚

 Ta zawartość koperty kompletnie namieszała mi w głowie nie wiedziałam już co mam myśleć o tym wszystkim, to było tak cholernie dziwne i trudne. Wzięłam szybką kąpiel i niemal natychmiast położyłam się spać. Znowu to sam, ten sam koszmar to wszystko wraca co noc, co noc od dnia kiedy zaczęły się te SMS, to wszystko. Obudził mnie huk, jak by coś spadło, natychmiast zerwałam się z łóżka i zapaliłam światło, od razu zaczęłam rozglądać się po mieszkaniu na pierwszy rzut oka nie widziałam nic niepokojącego, chociaż w pierwszym odruchu miałam ochotę zadzwonić po Mikołaja. Miałam już kłaść sie spać kiedy po mojej nodze przebiegł coś, w pierwszej chwili, aż podskoczyłam dopiero po chwili zorientowałam się kto jest sprawcą tego całego zamieszania był szczur, szczur domowy biedak pewnie komuś uciekł, albo hmmm może to sprawka tej samej osoby, jedna i ta sama osoba macza w tym palce. Spojrzałam na zegarek było po 3 nad ranem,no cóż wychodzi na to że dziś już nie pośpię, akcja złap szczura pora rozpocząć.
Po całonocnej gonitwie za szczurem, zmęczona niewyspana spieszyłam się na komendę, wręcz pewnym było to że się spóźnię liczyłam na to, że Jaskowska mnie nie przyłapie i nie zobaczy, że się spóźniam,co jak co ale nie lubiła jak ktoś się spóźnia.
- Cześć sory za spóźnienie - Powiedziałam jak tylko weszłam - Sory, ale
- O już jesteś - Nagle do pokoju weszła Jaskowska - I jak tam samochód  odpalił ? - Spojrzałam na Mikołaja on tylko się uśmiechnął
- Tak Mikołaj udzielił mi kilku rad i poszło
- To przebieraj się szybko i jedzcie na patrol
- Tak jest, to ja lecę - Powiedziałam i pobiegłam się przebrać. Mikołaj po raz kolejny krył mi tyłek przed komendantką.
Dzisiejszy patrol minął nam w miarę szybko, najpierw rodzina awantura, potem jakieś pobicie i znowu awantura tym razem chłopak awanturował się, że mama nie chce mu oddać playky bo ma karę, no cóż widać ludzie mają różne problemy.
- Ta dzisiejsza młodzież to ma problemy -  Powiedziałam kiedy, już zbieraliśmy się do wyjścia
- W jego wieku to największą karą był zakaz wyjścia na dwór - Skwitował Mikołaj
- Dokładnie, no ale cóż inne pokolenie my już nie te lata - Zaśmiałam się
- No to jeszcze sobie nie pójdziemy do domu - Powiedział Mikołaj czytając SMS
- Co znowu
- Julek chce, żebyśmy przyszli na dół do piwnicy mówi, że to bardzo pilne sprawa życia i śmierci, ehh - Przewrócił oczami
- Co on znowu wymyślił - Teraz i ja przewróciłam oczami. - Dobra chodź bo nie chce tu spędzić całej nocy - Powiedziałam i wyszliśmy z pokoju - Jak to nic ważnego to przysięgam, że mu nogi z dupy powyrywam
- Pomogę i to z wielką przyjemnością - Razem z Mikołajem zeszliśmy na dół to co tam zobaczyliśmy przeszło nasze wszelkie oczekiwania, poczułam się jak w ukrytej kamerze. Julek stał tuż obok Jaskowskiej, a ona siedziała przywiązana do jakiej bomby, chciałam podejść ale Mikołaj zagrodził mi przejście ręką
- Stój - Powiedział Mikołaj - Co tu ? O co tu chodzi?
- Mikołaj ja nie wiem - Zaczął spanikowany Julek - Pani komendant poprosiła mnie o pomoc przenies te o to pudła - Mówił spanikowany i przejęty
- Julek do brzegu - Powiedział zdenerwowany Mikołaj cały czas trzymając mnie z daleka, nie byłam wstanie się odezwać
- No i przyszliśmy i był jakiś facet najpierw uderzył mnie a potem nie wie co było obudziłem się to Pani komendant juz tu siedziała związana, a on kazał mi połkąć kluczyk
- Nie zrobiłeś tego ?  - Odezwałam się po raz pierwszy spanikowana, on nie odezwał się nic tylko popatrzył na nas
- Boże ! Julek naprawdę jesteś tak głupi ! - Mikołaj nie mógł już opanować emocji. Serce biło mi jak oszalałe, do tego wszystkiego nie pasował tam uniwersalny kluczyk  - Biegni powiedzieć Jackowi, niech ewakuuje komendę i wydzwoni kryminalnych i saperów - Powiedział patrząc mi w oczy, bałam się jak cholera  - Leć - Powiedział, ja tylko na niego spojrzałam i nie mówiąc nic tylko pobiegłam. Jacek miał zając się ewakuacją i wydzwonieniem wsparcia. A ja biegałam jak  głupia po komendzie szukałam czegoś co pomoże z tymi kajdankami, biegałam i biegałam i nic, nie było nic co by się nadało.
- Nie ma, nie znalazłam nic. Mikołaj nic nie ma - Powiedziałam spanikowana, miałam ochotę się rozpłakać
- Spokojnie coś wymyślimy - Powiedział, starając się mnie uspokoić, spojrzał mi w oczy - Damy radę zobaczysz -  Razem z Mikołajem próbowaliśmy coś wymyśleć, ale nie wiedzieliśmy co wszystko było tak cholernie trudne. Nawet nie wiem kiedy w piwnicy znaleźli się Kuba i Paulina
- Gdzie saperzy ?   - Zapytałam jak tylko weszli
- Jakieś trzy inne zgłoszenia o alarmie bombowym
- - I co teraz ?? Mikołaj co teraz ?
- Zabierzcie ją - Powiedział kierując te słowa w stronę Pauliny i Kuby - Na co czekacie ? No już zabierzcie ją z tąd !
- Mikołaj, a ja co ??!!! Mam tu zostać - Oburzył się Julek
 Nie kurwa leć w kosmos i zobacz czy cię tam nie ma, a jak cię nie ma to się zapytaj siebie gdzie jesteś - Powiedział wkurwiony na Julka - Na co czekacie no ju
ż zabierzcie ją stad !!! - Krzyczał w stronę Pauliny i Kuby. Poczułam jak Kuba łapię mnie za rękę i próbuje wyprowadzić, zaczęłam się szarpać, Jaskowska kazała wyjść mi jemu i Julkowi, ale on protestował.
- Nie!!! Zostaję !!! - Krzyczałam jak głupia nie chciałam go zostawiać - Mikołaj !!! - Szarpałam się z nimi nie chciałam iść z nimi, nie chciałam zostawiać Mikołaja w tym miejscu, w takich okolicznościach, bałam się o niego cholernie się bałam. Paulina z Kubą na siłę wyprowadzili mnie  stamtąd, szarpałam się jak tylko mogłam ale to nic nie dawało, już po chwili znalazłam się przed komendą.
- Zróbcie coś on nie może tam zostać - Krzyczałam kiedy tylko znaleźliśmy się przed komendą, bałam się o Jaskowską Julka,ale najbardziej o Mikołaja
- Karolina ma rację Julek nie moze tam zostać to najlepszy policjant - Wtrącił Adam
- Julek ?! Jaki Julek ! Mikołaj no Paulina zrób coś do choler ! - Krzyczałam jak głupia, czułam na sobie spojrzenia całej komendy, chyba uważali mnie za wariatkę. Emilka podeszła do mnie i stanęła po mojej prawej stronie, po lewej stała Paulina dziewczyny trzymały mnie, żebym nie pobiegła do nich. - Gdzie Ci pieprzeni ATECY !!! Kurwa Paulina mamy już nie wiele czasu !!! To zaraz wybuchnie !!!
Po jakimś czasie coś pierdyknęło jak w Czarnobylu, a nad nami pojawiła się łuna ognia ledwo odskoczyliśmy na bok. Ci którzy stali bliżej zostali ranni. W pare sekund z komendy zostało niemal pół tego co było do tej pory. Dopiero po tym przyjechali potrzebni wcześniej AT- cy i saperzy. Byłam wściekła na to, że nie potrafiliśmy znaczy oni nie zdobyli się ani na gest, żeby im pomóc póki nie wybuchło, a teraz to już za późno, żeby cokolwiek zrobić, żeby ich ratować...
- A nie mówiłam ! A wy nic nie zrobiliście ! - darłam się płacząc.
- Karolina spokojnie przecież zawsze jest nadzieja - podeszła do mnie Emilka z Pauliną i próbowały jakoś uspokoić.
- Jaka nadzieja do cholery ! Przecież z komendy prawie nic nie zostało, a co dopiero z nich !- traciłam nadzieję, że jeszcze zobaczę Mikołaja. Byłam na nich zła, miałam ochotę ich wszystkich zamordować jak oni moli pozwolić żeby to wybuchło, żeby oni zginęli.Kiedy już straciłam całkowicie nadzieję Emilka szturchnęła mnie pokazując w kłęby dymu. Nie wierzyłam własnym oczom Julek szedł, a właściwie kuśtykał jako pierwszy za nimi szedł Mikołaj z Jaskowską, Panowie niemal natychmiast podbiegli do nich Jacek z Kamykiem pomogli Jaskowskiej, a  Krzysiek z Szymonem Mikołajowi
- A nie mówiłam, Mikołaja nic nie pokona - Emilka uśmiechnęła się do mnie, nie powiedziałam nic tylko pobiegłam w stronę Mikołaja, po drodze minęłam Olkę i Julkę, kiedy tylko znalazłam się przy nim, mocno się do niego przytuliłam, a on już po chwili zamknął mnie w swoich ramionach
- Tak się bałam, tak cholernie się bałam -  Czułam jak emocje opadają, jak po moich policzkach zaczęły płynąć łzy .W końcu mogłam go przytulić tak cholernie się o niego bałam, a teraz szczęścia nie było końca. Nie chciałam go nawet samego puścić do szpitala z obawy, że coś mu się stanie. Moje łzy rozpaczy przeszły w łzy szczęścia starałam się opanować, ale po tym strachu chyba szybko nie dojdę do siebie. Wydarzyło się jednak coś bardzo niespodziewanego ktoś podjechał czarnym BMW i nagle padł strzał nie mogłam w pierwszej chwili zlokalizować w kogo trafił jednak gdy już to zrobiłam zmroziło mnie, a obok zakrwawionego Mikołaja był coraz większy ruch. Ja dopiero po chwili do niego podeszłam i zaczęłam krzyczeć przerażliwie błagać, żeby mi go nie odbierali to jedyna osoba, na której tak cholernie mi zależy, a teraz ? Teraz mogłam to wszystko starcić.
- Jacek wezwij pogotowie!!! - Zaczęłam krzyczeć   - No co tak stoisz !!! Wzywaj do cholery !!! Gdzie ta pieprzona karetka !!! - Krzyczałam jak głupia, tak bardzo bałam się go stracić, kałuża krwi była coraz większa - Mikołaj błagam Cię ! Nie zostawiaj mnie ! - Mówiłam, a po moich policzkach płynęły łzy
- Nie oddycha szybko !!! - Krzyknął Jacek, nawet nie wiem kiedy Kuba złapał mnie i odciągnął od Mikołaja, Jacek z Krzysiek zaczęli reanimować Mikołaja. Poczułam jak świat zwalnia, jak wszystko staje się takie inne jak by zwolnił czas, nie słyszałam żadnego drzwięku , wszystko działo się jak by poza mną. Mój płacz, krzyk tylko to słyszałam, Nowak z Zapałą walczyli z czasem, widziałam jak opadają z siły, jak Kamyk kręci przecząco głową....

niedziela, 29 kwietnia 2018

VI.VIII Pamiętasz jacy byliśmy szczęśliwi ?

Hejka,
Przychodzę do was z nowym opowiadankiem, wiele osób zastanawia się jak długo pociągnę tajemnice Karo, a więc jeszcze to trochę potrwa zanim zdradzę całość. W poprzednim zdradziłam już ciut, ciut więc póki co wystarczy gdzieś na jakiś rok może półtorej 😂
Pozdrawiam :*

Nagle usłyszeliśmy strzał, a zaraz za nim kolejny w mgnieniu oka mój tata padł na ziemie, a tuż obok niego pojawiła się krew, a zanim jakiś inny mężczyzna. Razem z Mikołajem rzuciliśmy się biegiem w ich stronę
- Tato !!! - Krzyczała biegnąc do niego, nawet nie wiem kiedy pojawiła się tuż obok nas karetka, był przytomny, ale tracił dużo krwi - No róbcie coś !!! Tato !!! - Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w ramionach Mikołaja, wtuliłam się w niego mocno i płakałam
- Ciiii zobaczysz będzie dobrze - Szeptał mi do ucha, nagle poczułam jak całuje mnie w czubek głowy i przytula jeszcze mocniej. Nie mam pojęcie jak długo tu staliśmy, nie chciałam się odrywać od niego, modliłam się w duchu żeby ten koszmar się skończył, modliłam się i płakałam Mikołaj trzymał mnie w ramionach i starł się mnie uspokoić.
- Co jest ? - Usłyszałam nagle głos Julki
- Mikołaj nic Ci nie jest ? - Usłyszałam po chwili Olkę i Julkę. Odwróciłam się w ich stronę, ale nie oderwałam się od niego
- Nie, właściwie to nie wiem. Szliśmy z Karoliną. I nagle padł strzał jeden a za nim kolejny, jedna kula trafiła w tatę Karolina a druga w niego - Mikołaj pokrótce streścił im to co się stało
- Znacie tego mężczyznę ? - Zapytała Olka wlepiając gały w Mikołaja
- Nie nie mam pojęcia kim on jest - Powiedziałam nadal nie wychodząc z szoku, cały czas stałam przy nim a on obejmował mnie w pasie jak by chciał mieć pewność że nic mi się nie stanie
- Umówiliście się tutaj? Ktoś wiedział gdzie będziecie ?
- Nie szliśmy do Zapałów na obiad. Chcieliśmy się przejść to po prostu wybraliśmy dłużą drogę
- Przepraszam -Podszedł do nas sanitariusz - Zabieramy Pani tatę do miejskiego
- Co z nim ? - Zapytał Mikołaj cały czas mnie obejmując
- Jego stan jest stabilny, kula utkwiła dość płytko ale potrzebna będzie operacja
- Mogę jechać z Państwem ?  - Powiedziałam odrywając się od Mikołaja
- Niestety nie, ale może jechać Pani za nami
- Oczywiście, zaraz dojedziemy - Powiedział Mikołaj - Musimy jechać - Powiedział w stronę dziewczyn i pociągnął mnię w stronę postoju dla taksówek. Razem z Mikołajem pojechaliśmy do szpitala, Białach po drodze cały czas mnie pocieszał mówił, że będzie dobrze że tata z tego wyjdzie. Cieszyłam się, że jest przy mnie i mnie wspiera.
Siedzieliśmy na korytarzu czekając na jakiekolwiek wieści, martwiłam się cholernie się martwiłam chodząc w tą i z powrotem, od kąd tu przyszliśmy zrobiłam chyba z milę.
- Zaraz wydeptasz dziurę  - Powiedział łapiąc mnie za rękę i przyciągając do siebie  - Zobaczysz wszystko będzie dobrze - Powiedział przytulając mnie mocno do siebie, wtuliłam się w niego mocniej, sama nie wiem czemu ale czułam się przy nim jakoś inaczej czułam że mogę mu zaufać, że mówi prawdę i wszystko będzie dobrze , że zaraz wszystko się wyjaśni chociaż się bałam, cholernie się bałam.
- Karolina ! - Usłyszałam nagle, wyrwałam się z ramion Mikołaja i spojrzałam za siebie  - Jak to się stało ? Co znowu ? ! - No tak znowu się zaczyna
- Nie wiem, szliśmy i nagle ktoś strzelił  - Powiedziałam stojąc cały czas przed Mikołajem
- Ile razy prosiłam Cię, żebyś rzuciła tą pracę no ile - No i się zaczyna, znowu ja będę tą złą najgorszą i to jest moja wina - Najpierw nieodpowiednie towarzystwo, a teraz ratowanie świata. Jedno i drugie nie wyszło nam na dobre - Słuchałam jej z niedowierzaniem, jak ona mogła tak powiedzieć. - Gdyby nie to Twoje towarzystwo - Nie mogłam jej słuchać chciałam stamtąd iść, skierowałam się do wyjścia, czułam że w oczach pojawiły mi się świeczki,  ale Mikołaj złapał mnie za rękę i nie pozwolił odejść
- Doskonale wie Pani, że to nie jej wina to jak i tamto - Mikołaj stanął po mojej stronie, moja mama nie odezwała się słowem tylko patrzyła na mnie i niego, nie mam pojęcia skąd wie i co dokładnie ale to chyba nie czas na takie rozmowy nie tu i nie teraz
- Państwo są rodziną Pana Rachwała - Na korytarzu nagle pojawił się lekarz
- Tak - Odwróciliśmy się w jego stronę
- Wyciągnęliśmy kulę zaszyliśmy ranę i wszystko jest dobrze, nie wdało się żadne zakażenie więc jak dobrze pójdzie to jutro wypiszemy Pana Michała
- Można go zobaczyć ? -Zapytałam niemal natychmiast
- Póki co nie jest zmęczony, możliwe że dopiero jutro. Dajmy mu się zregenerować, jeżeli ma jutro wyjść  - Popatrzył na mnie - Powinna Pani odpocząć nie najlepiej Pani wygląda, niech Pan zabierze ją do domu - Ostatnie słowa skierował do Mikołaja  - Dowodzenia - Powiedział i odszedł
- Chodź pójdziemy do domu - Mikołaj chciał wyciągnąć mnie ze szpitala
- Nie zostaje
- Słyszałaś lekarza, chodź odpoczniesz i jutro zobaczysz się z tatą w domu - Spojrzałam tylko na niego i od niechcenia kiwnęłam głową - Dowodzenia Pani - Powiedział Mikołaj i wyszliśmy ze szpitala, Mikołaj był tak cudowny dodawał mi otuchy i nie pozwolił mi się załamać. Cały czas po głowię krążyły mi jego słowa, zastanawiałam się co wie i skąd, ale nie miałam siły na tą rozmowę
- Obiad z Zapałami - Przypomniałam sobie jak tylko wyszliśmy ze szpitala - Przecież na nas czekają 
- Spokojnie już wiedzą - Mikołaj obiął mnie w pasie - Chodź odprowadzę Cię do domu - Powiedział i skierowaliśmy się w stronę parku.
- Dziękuje - Powiedziałam, kiedy byliśmy już pod blokiem - Naprawdę dziękuje - Powiedziałam całując go w policzek - Do jutra - Uśmiechnęłam się w jego stronę, po czym skierowałam się w stronę klatki. Kiedy wchodziłam widziałam jeszcze jak stoi i czeka, aż wejdę do środka.
- Dzień dobry Karolinko - Na korytarzu złapała mnie Pani Stasia moja sąsiadka
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się w jej stronę - Jak się Pani dziś czuję ?
- Dziękuje dobrze -  W ręce trzymała mała czerwoną kopertę - Był tu jakiś mężczyzna i zostawił to dla Ciebie - Powiedziała podając mi kopertę
- Dziękuję, a Pamięta Pani jak wygląda?
- Hmm taki brunet nawet miły, pierwszy raz go tu widziałam, ale ten Twój kolega co Cię teraz odprowadzał dużo fajniejszy od niego - Uśmiechnęła się w moją stronę
- Przepraszam, ale jestem zmęczona to był ciężki dzień
- Tak tak jasne, leć odpoczywaj Do widzenia - Powiedziała i zniknęła za drzwiami. 
Kiedy tylko weszłam do domu skierowałam się w stronę kuchni, koperta nie była podpisana otworzyłam ją z przekonaniem, że to znowu ten wariat który coś chce ode mnie. Powoli otworzyłam kopertę, to co tam ujrzałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania, w środku było zdjęcie moje i Kamila, oraz połówka serca drugą połówkę miałam ja, pamiętam to doskonale dostałam ją jakiś 7 msc po tym jak zaczęliśmy się spotykać, a jakieś 5 msc przed tym wszystkim. Z tyłu zdjęcia widniał napis "Pamiętasz jacy byliśmy szczęśliwi? "

środa, 25 kwietnia 2018

VI.VII Go, go Power Rangers

Hejka 🙏
Jednak wcześniej przychodzę do was z nowym opowiadankiem, mam nadzieję że się wam spodoba, coś zauważyłam, że ostatnio spadła aktywność... 😔No i nie wiem co z tym zrobić pisać nie pisać o to jest pytanie....

Karolina spała na kanapie, nie miałem serca ją budzić i tak czekał ją ciężki dzień kac morderca i do tego obiad z Zapałami. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi, nie chciałem żeby Karolina się obudziła wiec poszedłem szybko do drzwi. Pod drzwiami nie było nikogo, spojrzałem na dół leżała tam jakaś koperta podniosłem i rozejrzałem się po klatce nie było nikogo. Wszedłem do środka i zamknąłem drzwi "Miłej lektury" taki napis widniał na liście, zaciekawiony otworzyłem i zacząłem czytać, w środku były jakiś wycinki gazet i list napisany na komputerze, czytałem z zaciekawieniem, nie wierzyłem własnym oczom była tam historia Karoliny, a właściwie jej część urywki z gazet i pare słów. " I co zdziwiony ? Twoja  partnerka zadaje się z ludźmi po drugiej stronie prawa. Zdziwiony ?  Może chcesz jeszcze więcej ciekawostek, to służę pomocą "  Nie wierzyłem w to co czytam Karolina i... ? Nie to nie może być prawda.... zamyśliłem się chwilę sięgnąłem pamięcią do tamtej daty. Ten artykuł pamiętałem go miałem jakoś ponad 20 lat jak ukazał się po raz pierwszy, jakieś dwa lata potem pojawił się kolejny, wyjaśnienie całej sprawy, pamiętam jak je czytałem z kumpel zaskoczyło to nas, zakończenie tej całej sprawy było niespodziewane, i chyba nikt się nie spodziewał takiego obrotu spraw. Schowałem list głęboko do kurtki.
Kiedy śniadanie było juz gotowe Karolina zaczęła się budzić, widziałem to zdziwienie w jej oczach ogromne zdziwienie nie do końca chyba wiedziała jakim cudem się tu znalazła, a na początku w ogóle gdzie jest.
- Dzień dobry - Uśmiechnąłem się do niej  - Jak tam żyjesz ? - Zaśmiałem się
- Boże co ja tu robię - Odparła ledwo żywa  - Jak ja tu ...? Kiedy ? - Odparła wstając z kanapy, wyglądała jak by miała zaraz zejść
- Jak by Ci tu powiedzieć przyszliśmy, lepiej zapytaj co było potem
- Potem ? - Wstała jak bym co najmniej ducha zobaczyła  - Jakie potem o czym Ty mówisz? Jakie potem ? - Patrzyła na mnie z niedowierzaniem
- yyy... No bo jak by Ci to powiedzieć
- Mikołaj - Spojrzała na mnie mów - Albo może lepiej nie...., nie wiem czy chce pamiętać
- No dobra - Spojrzałem na nią -  To jak już Cię przyciągnąłem do domu, to postanowiłaś sobie trochę potańczyć
- Potańczyć ? - zapytała z niedowierzaniem
- No tak na stole - Powiedziałem trochę niepewnie i się zaśmiałem
- Jaja sobie ze mnie robisz ?
- Nie, na poważnie nie pamiętasz - Karolina momentalnie zrobiła się czerwona jak burak
- Tańczyłam na stole ? - Upewniała się , ja tylko pokiwałem głowa
- Ale nie to było najlepsze
- To nie koniec ? - Zapytała przerażona
- Jak by Ci to powiedzieć - Zacząłem trochę niepewnie nie wiedziałem jak jej mam to powiedzieć
- Prosto z mostu
- A więc, jak poszedłem do łazienki i wróciłem to Ty się  rozebrałaś - Spojrzałem na nią, ona tylko ze zdziwienia otworzyła usta  - Krzyknęłaś Go, go power Rangers ! I wybiegłaś z mieszkania nie mogłem Cię nawet złapać
- W bieliźnie ? - Zapytała cała czerwona
- Yyy no właśnie nie do końca
- Mikołaj błagam Cie nie mów, że
- No tak jakoś wyszło, że biegałaś po klatce nago - Ona nie powiedziała nic tylko zakryła twarz poduszką
- Nie mów, że ktoś mnie widział błagam
- Nie no złapałem Cię na samym dole i dałem moją koszulkę akurat chwilę potem weszła sąsiadka no i powiedziałaś jej że Power reneger leci uratować kota. Tylko jakiego kota hmmm w końcu ja nie mam kota. Może kota Pani Pelagii - Zamyśliłem się na chwile
*
- Serio zastanawiasz się jaki kot - Spojrzała na niego nieco zła - Która to sąsiadka muszę ją iść przeprosić - Wstałam z kanapy - A Ty zapomni o tym co widziałeś i ani się waż mówić komu kolwiek
- No idź idź, to właśnie Pani Pelagia mieszka naprzeciwko
- Boże co za wstyd, nie pije już więcej - Miałam już wychodzić, kiedy usłyszałam głośny śmiech Mikołaja, wróciłam do salonu. Mikołaj wręcz turlał się ze śmiechu - Mikołaj ja Cię zabije ! Najnormalniej w świecie Cię zabije - Powiedziałam lekko zła
- Pięknie wyglądasz kiedy się wstydzisz - Powiedział śmiejąc się, ja nie odpowiedziałam nic tylko rzuciłam w niego poduszką. Mikołaj oberwał po głowie, zanim się obejrzałam Mikołaj zaczął gonić mnie po mieszkaniu. Złapał mnie przy drzwiach od łazienki.
- Puść mnie to rozkaz !  - Krzyknęłam przez śmiech  kiedy  obiął mnie w pasie
- Ani myślę - Powiedział sprawnie odwracając mnie w swoją stronę - A teraz hmmm co by tu z Tobą zrobić - Powiedział zbliżając się do mnie, poczułam że wszystkie wspomnienia wracają że to jest zbyt silne
- Chodź jeść, bo potem do Zapałów idziemy - Powiedziałam wyplątując się z jego obięć.
- Pójdę się ogarnąć i co widzimy się koło 14 u mnie ? - Zapytałam wstając od stołu
- Tak przyjdę po Ciebie - Uśmiechnął sie do mnie  - I obiecuje, że już będę grzeczny - Zaśmiał się
- No ja myślę. To do zobaczenia - Powiedziałam i wyszłam.
Kiedy Mikołaj był tak blisko mnie poczułam się, że wspomnienia wracają że to wszystko co było kiedyś wróciło ponownie. Myślałam, że uporałam się z tym, ale jak widać nie do końca, nie chciałam zranić Mikołaja, ale też nie byłam gotowa na wyjawienie mu prawdy, może kiedyś mu wyjawię, ale na pewno nie teraz.
- Nie wiem jak Ty, ale ja dziś nawet kropli się nie napije - Zaśmiałam się kiedy szliśmy już do Zapałów
- Czemu ? - Mikołaj spojrzał na mnie smutny - Krzychu ma takie fajne pomysły
- Właśnie dla tego - Spojrzałam na niego - Te jego pomysły nie są, aż tak fajne
- Nie no jutro do pracy trzeba
- No właśnie dowódca zakazuje Ci spożywania alkoholu w dniu dzisiejszym
- Nie zrobisz mi tego
- Zrobię, zrobię. A teraz się zachowuj bo mój tata idzie nie przynieś mi wstydu - Zaśmiałam się i pomachałam tacie, który akurat szedł w naszą stronę. Nagle stało się coś czego nie spodziewał się nikt z nas.

niedziela, 22 kwietnia 2018

VI.VI Księżniczka

Hejka,
Przychodzę do was z nowym opowiadaniem, mam nadzieję że się wam spodoba. Kiedy pojawi się kolejne hmmm coś koło tygodnia myślę, słonko świeci piękna pogoda szkoda czasu na siedzenie w domu. Liczę, że zostawicie po sobie jakiś ślad i powiecie jak się podobało

Tak jak ustaliłem z Zapałami, Krzysiek z Emilką zaprosili nas na obiad Rachwał na początku nie była zadowolona z pomysłu Krzyśka, ale w koncu dała się namówić i już jutro mieliśmy iść na obiad. Obawiałem się trochę tego dnia jak to wszystko wypali, bałem się że Krzysiek coś głupiego wypali i Karolina zorientuje się o co chodzi 
- To jak drink ? - Zapytałem kiedy już skończyliśmy służbę, liczyłem że uda nam się to wyjście i jakoś się do niej zbliżę 
- Daj mi 5 minut i możemy iść - Uśmiechnęła się do mnie i poszła do łazienki. Wróciła po jakiś 5 miutach ubrana inaczej niż rano miała na sobie krótkie spódnice i koszulę. 
- Łał, no nie wiedziałem  że aż tak się przygotujesz. To i ja bym się lepiej postarał - Uśmiechnąłem się do niej - To co idziemy ? 
- Tak chodźmy - Powiedziała i wzięła swoją torbę, za nim udaliśmy się do pubu pojechaliśmy odstawić nasze auta pod nasze bloki. Drogę na drinka pokonaliśmy pieszo po drodze rozmawialiśmy o wszystkim ale i o niczym. W towarzystwie Rachwał czułem się naprawdę dobrze mogliśmy rozmawiać godzinami, a i tak tematy nam się nie kończyły. W drodze do pubu wiedziałem o niej już chyba wszystko, raczej wszystko poza tą jej tajemnicą jaką skrywa, ale teraz nie to było ważne, nie teraz nie dziś.
Wypiliśmy już chyba po 5 drinków, Karolina z każdym była coraz bardziej wstawiona, w tańcu stawała się coraz bardziej odważniejsza usłyszałem nawet, że mam ładny tyłek. Bawiliśmy się coraz lepiej, widziałem po niej że jutrzejszy dzień może być ciężki, sam już powoli czułem jak alkohol coraz szybciej krąży mi w żyłach. Poszedłem po kolejnego, tym razem ostatniego drinka, kiedy wracałem już do naszego stolika dostrzegłem pewnego mężczyznę siedział tuż obok Karoliny z daleka dostrzegłem, że nie jest zachwycona jego obecnością
- Wszystko gra ? - Zapytałem jak tylko usiadłem obok niej dostrzegłem w jej oczach coś dziwnego nie potrafię tego wyjaśnić, ani nazwać
- Tak wszystko gra - Uśmiechnęła się do mnie starając ukryć, że coś nie gra.
- Księżniczko nie przedstawisz nas sobie ? - Zapytał mężczyzna, kładąc rękę na jej dłoni, Karolina od razu ją zabrała
- Kamil Mikołaj, Mikołaj Kamil - Powiedziała od niechcenia - Idę się przewietrzyć - Powiedziała i wstała od stolik, wstałem zaraz za nią obiołem delikatnie w pasie i wyszedłem razem z nią. Widziałem jak odetknęła z ulgą kiedy tylko wyszliśmy. Spojrzała na mnie chyba spodziewała się jakiegoś pytania, co do Kamila jakiegoś wyjaśnienia. Nie chciałem pytać, wiedziałem że jak będzie czas  powie mi sama.
- To jak do domu ? - Zapytałem kiedy staliśmy przed knajpom
- Chodźmy jeszcze gdzieś - Spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, chyba potrzebowała odreagowania tego wszystkiego
- Chodź - Powiedziałem i obiołem ją w pasie, poszliśmy do pobliskiego pubu potańczyć i na kilka drinków. Widać było, że Karolina próbowała odreagować spotkanie Kamila, między nimi coś było nie wiedziałem co ale na pewno coś poważnego widziałem to w jej oczach.  Wypiliśmy kolejne drinki Karolina była już nieźle wstawiona, ledwo trzymała się na nogach, mimo to dalej chciała tańczyć dalej.
- Chodź wracamy - Szepnąłem jej do ucha kiedy tańczyliśmy wtulani w siebie. Wiedziałem, że pozwala mi na tą bliskość tylko dla tego,że jest w takim stanie. Ona nie odpowiedziała nic tylko kiwnęła głową, jak tylko wyszliśmy złapałem taksówkę i pojechaliśmy do mnie. 

środa, 18 kwietnia 2018

VI.V Rocznica

Hejka 🙏
Zapraszam was bardzo serdecznie na nowe opko z cyklu tajemnice 😀Kiedy pojawi się kolejne nie mam pojęcia bo mało czasu na pisanie, a chce żeby ta seria była wyjątkowo wyjątkowa 😍 Tak, że ten zapraszam was di czytania i komentowania.
Pozdrawiam 😍💓
Delikatnie podniosłam wieczko pudełeczka nie byłam do końca pewna czy dobrze robię otwierając je, ale otworzyłam. Widok jaki ujrzałam po otwarciu pudełka przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Moim oczom ukazał się szczur, martwy szczur a dookoła niego krew tuż obok leżała zakrwawiona karteczka z data "25.05.2000 r. nie bawem rocznica " Ktoś ewidentnie chce mnie zastraszyć, chce pokazać że ma nade mną władzę, doskonale wiem że powinnam to zgłosić powiedzieć Mikołajowi komendantce, ale nie chce żeby ktoś mieszał się w moje życie rozdrapywał to co stało się te 18 lat temu, sama musiałam sobie z tym poradzić i znaleźć mojego prześladowce. 
"Dziękuje, za wczoraj :) Jak tam się czujesz ?" Przeczytałam wiadomość od Białacha " Nie ma za co to ja dziękuje, już lepiej. Następnym razem proponuje wypad na drinka na miasto" "W takim razie jesteśmy umówieni za tydzień sobota" Uśmiechnęłam się do siebie Mikołaj miał w sobie coś takiego co sprawiało, że chciałam mu zaufać, jednak bałam się tego że na cała prawdę zareaguje tak samo jak Tomek, a tego nie chciałam. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi 
- Siema maleńka - Powiedziała Paulina i weszła do środka, z Paulina znałam się już ponad 20 lat doskonale znała mój sekret 
- Cześć - Powiedziałam zamykając za nią drzwi. - Kawa herbata ? - Zapytałam jak już byliśmy w pokoju. Ona spojrzała na mnie lekko zdziwiona 
- yyy... Wino ?  - Powiedziała wyjmując wino z torebki, spojrzałam na nią i lekko się skrzywiłam po wczorajszym picu, alkohol to ostatnie o czym marzyłam  - Co sie tak gapisz? Ducha zauważyłaś 
- Nie tylko wczoraj z Mikołajem 3 butelki wypiliśmy - Powiedziałam siadając na kanapie 
- No to dzisiaj 1 i będzie 4 akurat na każdą z kończyn - Powiedziała podając kieliszki - No to ja polewam a Ty opowiadasz - Powiedziała nalewając wina do kieliszków - No to słucham 
- Co mam Ci opowiadać ? - Spojrzałam na nią lekko zdziwiona 
- No jak to co Białach, Ty i Białach i takie tam - Uśmiechnęła się 
- Jakie tam, nie ma ja i Białach 
- Jak to ? 
- Normalnie i dobrze wiesz dla czego - Powiedziałam upijając łyk wina
- Karolina co Ty pieprzysz, przecież to nie Twoja wina była
- Moja i wiemy o tym obie doskonale 
- tak masz racje bo powiedziałaś mu masz weź idź zrób to, weź się ograni i nie pieprz, głupot - Spojrzała na mnie tak jak to ona potrafi. 
- Tomkowi już powiedziałam i co ? Nagle zmiana partnera a potem wyjazd - Spojrzałam na nią smutnym wzrokiem 
- Tomek to nie Białach, Mikołaj to naprawdę super gościu 
- Wiem i dla tego nie chce tego spieprzyć.
*
Z butelką flaszki wszedłem do klatki potrzebowałem rozmowy i duchowego doradztwa. Chociaż już nie raz przejechałem się na takim doradzaniu, to i tak za każdym razem z każdym problem kierowałem się właśnie pod ten adres
- Cześć - Powiedziałem kiedy otworzyła drzwi 
- Cześć, wejdź - Powiedziała wpuszczając mnie do środka. Chyba się już przyzwyczaiła do moich niezapowiedzianych wizyt, chociaż nie raz widziałem że nie są jej na rękę 
- Nie przeszkadzam ? - Zadałem standardowe pytanie, jak za każdym razem kiedy przychodziłem 
- Nie no co Ty wchodź - Powiedziała i zaprosiła mnie do dużego pokoju - Siadaj i czuj się jak u siebie - Uśmiechnęła się do mnie - Krzysiek poszedł do sklepu, ale zaraz będzie ja muszę nakarmić Gaję - Powiedziała i zniknęła w kuchni
- Dzięki ! - Nie czekałem długo po jakiś 5 minutach pojawił się Krzysiek, jak tylko mnie zobaczyć poszedł do kuchni i po chwili wrócił z dwoma kieliszkami i szklankami
- To polewaj i opowiadaj - Powiedział siadając obok mnie, za nim zacząłem rozmowę polałem nam po kieliszku i  od razu go wypiliśmy  - Widzę, że gruba sprawa - Zaśmiał się - I niech zgadnę jest szczupłą blondynką o szarych oczach widujesz ją niemal codziennie i zwie się Karolina - Nie odpowiedziałem nic tylko znowu polałem - Dobra czyli zgadłem - Powiedział Zapała i wypił kolejny kieliszek - A więc słucham
- Słuchasz słuchasz, a co ja mam Ci powiedzieć - Spojrzałem na niego bezradny - Chciałbym się do niej zbliżyć czy coś, ale nie wiem jak ona skrywa jakiś sekret. I jeszcze ta akcja z Borysem
- Jaka akcja ? - Zapytał Krzysiek polewając
- Nie słyszałeś ? Naskoczył na nią kiedyś i mówił coś w stylu Ty wolisz ludzi bo drugiej stronie prawa
- A może pogadasz z Jackiem, jak tak Cię to dręczy ?
- Oszalałeś nie chce jej sprawdzać ani nic, tylko żeby mi sama powiedziała
- To w czym problem, stary zaproś ją gdzieś powiedź, ze może na Ciebie liczyć, zaufa Ci i kto wie może nie długo się dowiesz, a potem po matulku i nie długo garniaki będziemy wybierać - Zaśmiał się Zapała  - Zaproś ją gdzieś porozmawiacie poznacie się jeszcze lepiej
- Stary myślisz, ze nie zaprosiłem ? Nie rozmawialiśmy
- Nie od razu Kraków zbudowano, powoli to kobieta a nie jakiś ring bokserski. Kobiety zdobywa sie powoli stopniowo, w ich tempie
- Nie no nie wierzę, że mam tak mądrego męża - Zaśmiała si Emilka wchodząc do pokoju - A tak serio to Krzysiek ma rację zaproś ją na drinka pogadacie potańczycie
- Idziemy, za tydzień - Powiedziałem pijąc kolejny kieliszek
- I super my mamy wolną niedziele to zaprosimy was na obiad. Taki zwyczajny koleżeński obiad żeby się lepiej poznać - Zaproponowała Emilka
-No stary to jest świetny pomysł, jutro pod koniec służby przyjdę i wam zaproponuje tylko pamiętaj nie zgadzaj się od razu najpierw zapytaj jej
- Krzysiek ma rację, zapytaj co ona na to - Powiedziała Emilka przynosząc kieliszek dla siebie
- I co To niby w czym pomoże ? - Zapytałem polewając
- Stary no jak to w czym pokażesz, że liczysz się z jej zdaniem, że jest dla Ciebie ważne. A potem resztą zajmiemy się my - Zaśmiał się Zapała
- Może i macie rację 


niedziela, 15 kwietnia 2018

VI.IV Sen

Hejka!
Przychodzę do was z nowym opowiadankiem :)  Mam nadzieję, że się podoba hmmm a może zrobimy konkurs kto zgadnie co to za tajemnica Karo ??? Obstawiajcie :) Kolejne opowiadanko nie wiem kiedy bo mam od jutra remont całego mieszkania więc z czasem będzie kiepsko  tak,że ten czekajcie cierpliwie <3

- Błagam nie umieraj ! - Krzyczałam bezsilna, po moich policzkach spływały gorzkie łzy bezradności. Nie mogłam nic zrobić, jedyne co to krzyczałam i płakałam i tak w kółko krzyk przez łzy  - Jedź szybciej cholera jedź!!! - Krzyczałam przez łzy, krzyczałam a jednocześnie modliłam się w duchu do Boga prosząc go o jeszcze jedną szanse, prosiłam by nie zabierał jej do siebie jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś, błagałam wchodziłam w jakiś pieprzony układ, żeby tylko czas się zatrzymał, cofnął a ja mogła bym coś zrobić, co kolwiek nie dopuścić do tego wszystkiego, nie pozwolić jej odejść. To wszystko zdało się na nic, już 4 dni później stałam na cmentarzu nad świeżo rozkopanym grobem i cicho łkałam, moje łkanie szybko przerodziło się w płacz gorzki płacz. 
- Siedzimy w tym razem - Mówił śmiejąc mi się w oczy - Tak samo jesteśmy w to umoczeni - Śmiał się bezczelnie w moim kierunku. Jego oczy były mętne, a woń alkoholu wyczuwałam z daleka. Nie poznawałam go, nie był tym samym człowiekiem, którego znałam. Patrzył mi głęboko w oczy i śmiał się bezczelnie, drwił sobie ze mnie. Jego słowa były ostre niczym najostrzejszy sztylet raniący moje  serce bez najmniejszego zawahania, tak bardzo chciałam żeby to był tylko pieprzony sen, z którego zaraz się obudzę i wszystko będzie jak zawsze - To wszystko Twoja wina to  przez Ciebie..... 
Obudziłam się z krzykiem, zawsze w tym samym miejscu po tych samych słowach. Spojrzałam na zegarek było pare minut po 5, nie miałam już siły i ochoty na sen. Zebrałam się i poszłam biegać, w ten sposób od wielu lat zagłuszałam swoje emocje to wszystko co we mnie tkwiło.
- Cześć - Powiedziałam lekko zamyślona jak tylko weszłam 
- Cześć - Odparł Białach 
- Nie zapytasz jak poszło ? - Dopiero teraz odwróciłam się w jego stronę siedział z nogami na biurku, zadowolony jak by co najmniej 6 w totka trafił
- Przepraszam zapomniałam - Powiedziałam kierując się w jego stronę - I jak ? Co tam nasz Białaszek odziedziczył stado kotów? Fortune ? - Zaśmiałam się 
- A wyobraź sobie, ze stoi tutaj przed Tobą - Mikołaj wstał z krzesła -  Nowy strażnik Krzyżowic 
- Kto ? - Zaśmiałam się 
- Wujek zostawił mi ranczo, pod miastem - Odparł dumny 
- Kochany to póki co to Ty jesteś ranczerem nie strażnikiem - Uśmiechnęłam się - I nie ciesz się tak póki tego nie zobaczysz. A teraz raz dwa do pracy - Powiedziałam wychodząc się przebrać. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciężki jakiś wariat latał po mieście z bronią, całe szczęście to jakiś małolat najpierw  chciał się zbawiać, a potem się przestraszył. No cóż tak kończy się bezstresowe wychowanie.
*
Siedziałem w pokoju z nogami na biurku, czekałem na Karolinę miała pójść się przebrać. Miałem kluczę na ranczo, zastanawiałem się czy tam pojechać. Wujka znałem z lat młodości ostatnio widziałem go chyba jak miałem 18 lat, a potem zniknął i tyle go widzieli, a teraz co zostawił po sobie spadek  i to tak, że nikt nie będzie się o to ze mną kłócić, nie kumam tego ale no cóż
- Panicz jeszcze tutaj ? - Zaśmiała się wchodząc do pokoju, ale w jej oczach był smutek
- Mam dla Ciebie propozycję  - Stanąłem przed nią , spojrzałem w jej oczy
- Wiem, chcesz przekazać mi to ranczo w darowiznie
- Nie no póki co nie - Uśmiechnąłem się do niej - Ale zabieram Cię gdzieś - Złapałem ją za rękę i pociągnąłem - Chodź  - Zabrałem Karolinę na ranczo nie byłem tam jeszcze i chciałem żeby pojechała ze mną. Po jakiś 30 minut byliśmy na miejscu, na podwórku stał dom, nie był duży  ani mały tuż za domem stała stajnia i wybieg dla koni, obok wybiegu stał jakiś mężczyzna i dwa konie. Chyba zdziwił się na nasz widok w sumie mu się nie dziwie w końcu na pewno nikt nie uprzedził go że przyjedziemy.
Mężczyzna miał na imię tak samo jak ja i od paru lat pomagał wujowi na ranczu, chciałem mu się jakoś odwdzięczyć, ale nie chciał, kiedy ja rozmawiałem z Mikołajem Karolina obejmowała i głaskała konia, widziałeś uśmiech na jej twarzy w końcu szczery, uśmiechnąłem się lekko cieszyłem się, że w końcu jest radosna.
- Proszę - Uśmiechnąłem się do niej podając lampkę wina, postanowiliśmy że napijemy się na moim nowym ranczu. A potem wrobimy Zapałę w podwózkę
- Dziękuję - Uśmiechnęła się w moją stronę  - To co za Twoje ranczo - Wznieśliśmy toast - Pięknie tu masz już Ci zazdroszczę tego spokoju - Spojrzała na mnie
- Zawsze jak będziesz chciała uciec od cywilizacji znasz adres - posłałem jej ciepły uśmiech
- O czyli rozumiem, że nie planujesz sprzedaży tylko się przeprowadzasz ?
- W sumie myślałem kiedyś, żeby wynieś się tak poza miasto. Mały remont i będzie się nadawać
- To kiedy parapetówka ?
- Jeszcze trochę dopełnię formalności i będzie można i już coś myśleć. - Otworzyłem oczy rozejrzałem się do okoła cały czas byłem na ranczu. Cały obolały, leżałem przytulony do nóg Karoliny, a ona spała na siedząco, miałem już wstać kiedy Karolina zaczęła się wybudzać. Spojrzała na mnie lekko zdziwiona
- To my wszystko wypiliśmy ? - Zapytała zdziwiona patrząc na mnie
- Na to wygląda - Podniosłem się i usiadłem obolały
- O matko głowa mnie boli tak, że szok - Powiedziała przecierając twarz dłońmi - Chodź pojedziemy po jakąś wodę i do domu
- Masz rację woda dom i łóżko jestem za - Powiedziałem i z wielkim trudem, obolały zwlokłem się z kanapy. Z wczorajszego wieczoru pamiętam nie wiele, w zasadzie sam początek i jakieś urywki, pamiętam jak pytałem Karoliny o co chodziło Borysowi, co ukrywa a ona najpierw starała się wykręcić, a potem powiedziała coś w stylu że to stara historia do której nie chce wracać, widziałem w jej oczach zmieszanie i pewnego rodzaju smutek i właśnie wtedy żałowałem tego pytania tego, że się upiłem i zacząłem ją wypytywać. Było mi cholernie głupio, chciałem ją przeprosić i sam nie wiem co jeszcze
- Dzięki za wczoraj - Uśmiechnęła się do mnie kiedy byliśmy już pod jej blokiem
- Nie ma za co - Spojrzałem na nią - Polecam się na przyszłość i zapraszam
- To co do zobaczenia na komendzie - Powiedziała i wysiadła z samochodu
*
Lekko obolała i skacowana weszłam do klatki marzyłam tylko o ciepłym łóżku i śnie. Dzień wolny zdecydowanie tego potrzebowałam. Kiedy byłam już przy swoim mieszkaniu na wycieraczce dostrzegłam małe pudełeczko. Delikatnie podniosłam je z ziemi i weszłam do mieszkania. Położyłam pudełko na stole i poszłam się ogarnąć.
Ogarnięta w nieco lepszym stanie wyszłam z łazienki, podeszłam do stołu pudełko stało na stole spojrzałam na nie i niepewnie otworzyłam

piątek, 13 kwietnia 2018

VI.III Pirat drogowy

Hejka🙏
Zapraszam was na kolejne opowiadanko tej serii. I jak co myślicie, o tej serii ? Jak myślicie co to za tajemnica Karoliny ? I czemu jest taka bolesna? Może macie jakieś ciekawe teorię ?😀😁
Zdradzić mogę tyle, że już z połowę jej historii mam
Opowiadanko dedykuje mojej szwagierce 😭 ku jej pamięci zginęła tragicznie idąc po jeżyka 😱😰
Treść testamentu niebawem

Siedziałem w pokoju, gotowy do służby ten list nie dawał mi cały czas spokoju. Zastanawiałem się o co moze w tym wszystkim chodzić. Z tych całych rozmyślań wyrwała mnie Karolina, która właśnie weszła do pokoju.
- Cześć - Powiedziała jak tylko weszła, spojrzałem na nią wyglądała jak by nie spała pół nocy
- Cześć - Uśmiechnąłem się do niej, nie chciałem pytać co się stało czułem, że i tak nie uzyskam odpowiedzi
- To co 5 minut i idziemy na odprawę - Spojrzała na mnie - A co Ty dziś taki zamyślony ? - Dodała po chwil
- Dostałem lis, znaczy wezwanie odnośnie spadku  po wujku - Powiedziałem trzymając kopertę w ręku 
- Spadek? Oo czyżbyś odziedziczył fortunę - Zaśmiała się
- Prawdę mówiąc nie wiem o co chodzi wuje trzymał się z daleka od rodziny , taki wiesz rodzinny odludek, nie miałem  z nim jakiegoś kontaktu dobrego od łoo wielu lat 
- hmm... to kto wie to może jakaś fortuna - Zaśmiała się
- Kto wie kto wie - Zaśmiałem się patrząc na nią
- Ale jak już będziesz bogaty bo piękny już jesteś nie zapomnij o starej koleżance
- Czyżby aspirat sztabowy Rachwał się podlizuje - Uśmiechnąłem się do niej - A teraz leć się przebrać bo nie dożyje odczytania tego testamentu bo Jaskowska nas zamorduje
- A tak, tak jasne - Powiedziała i zniknęła za drzwiami. Dzisiejsze zgłoszenia dotyczyły właściwie samych  kłótni i nieporozumień, dzień dłużył się i dłużył. Karolina była jakaś dziwna jak by nie wyspana, i cały czas widziałem jak spogląda na telefon, dostała chyba dwa SMS, które ją zaniepokoiły widziałem to w jej oczach zapytałem czy wszystko gra, ale ona sztucznie się uśmiechnęła i powiedziała, że wszystko gra.
- Karolina ? - Zapytałem jak już wychodziliśmy z komendy
- Tak ? - Odwróciła się w moją stronę
- Dasz się zaprosić na drinka ? - Zapytałem chociaż i tak liczyłem na odmowę
- Drink, w sumie czemu nie - Uśmiechnęła się - Ale ja stawiam, za wczoraj
- To co za tydzień sobota, jak już dowiem się co w spadku dostane ?
- Za tydzień, a myślałam że dziś - Spojrzała jak by lekko smutna
- A co masz dziś miejsce dla mnie w swoim napiętym grafiku - Zaśmiałem się
- No widzisz akurat dziś mam
- To co spacer ? - Uśmiechnąłem się do niej - Piękna pogoda, akurat się przejdziemy porozmawiamy pogoda idealna. A w pt mam spotkanie odnośnie spadku to akurat będzie co oblewać
- No w sumie może się skuszę - Powiedziała i skierowała się w stronę wyjścia - Zapraszam Pana
Poszliśmy z Karoliną na spacer rozmawialiśmy o wszystkim, ale i o niczym. Miałem wrażenie, że coś ją gryzie chciałem dowiedzieć się co, ale nie wiem jak zapytać bo w sumie o co? " Karolina coś ukrywasz, powiesz mi co ?"  To chyba by było najgłupsze pytanie, jakie bym zadał. Spacerowaliśmy parkiem, rozmawiało nam się wyjątkowo dobrze
- Dziękuję za spacer - Uśmiechnęła się tak słodko jak to ona potrafi
- Cała przyjemność po mojej stronie - Spojrzała na mnie jej uśmiech był promienny
- Uważaj - Krzyknąłem i przyciągnąłem ją do siebie, jakiś wariat pojawił się nie widomo skąd  i mało nie wjechał w Karolinę. Przyciągając ją do siebie instynktownie przyciągnąłem ją do siebie obejmując w pasie. Była ta blisko, że mogłem spojrzeć jej w oczy dostrzec szarość jej tęczówek, była tak blisko mnie, a ja czułem jak by ktoś mnie zaczarował nie  mogłem się ruszyć. Dopiero kiedy spuściła wzrok, i odsunęła się ode mnie - Jakiś wariat trzeba go zatrzymać - Powiedziałem sięgając po telefon
- Daj spokój nie ma blach, a tu kamer szukanie igły w stogu siana - Powiedziała nie patrząc na mnie
- Wiesz, że my jako
- Wiem, wiem ale naprawdę to nie ma sensu - Uśmiechnęła się w moją stronę.  - Chodź odprowadzisz mnie
- Z wielką przyjemnością - Uśmiechnąłem się w jej stronę, po czym ruszyliśmy w stronę jej bloku. Odprowadziłem ją pod samą klatkę, przynajmniej miałem pewność że nic jej się nie stanie i jest bezpieczna.
*
Doskonale wiedziałam, że to na przejściu to nie przypadek że autor tych listów, jest tą samą osobą która prowadziła ten samochód. Nie chciałam mieszać nikogo w moje sprawy, moje życie. To co wydarzyło się kiedyś i dzieje teraz to moja prywatna sprawa.
Kiedy podchodziłam do drzwi dostrzegłam  na wycieraczce kopertę z moim imieniem ostrożnie ją podniosłam i weszłam do środka.
" Myślisz, że się ucieszy jak mu opowiem o Tobie co nie co ? A może by tak sprawdzić jeszcze raz jaki ma refleks" do kartki było dołączone zdjęcie moje i Mikołaja, zrobione w parku jakieś 20 minut przed tym zdarzeniem z tym autem. Teraz nie mam wątpliwości, że to jedna i ta sama osoba  tylko kim on jest i czego tak naprawdę chce. Zaczęłam zastanawiać się czy to nie on, jednak szybko odrzuciłam tą myśl, co prawda kiedy widziałam go po raz ostatni krzyczał, że zniszczyłam mu życie, ale właściwie takie rzeczy słysze już tak często, że się przyzwyczaiłam, a on, on przecież jest daleko stąd.
Wzięłam do ręki kieliszek wina i usiadłam wygodnie w fotelu, musiałam zapomnieć o tym wszystkim chociaż przez chwilę nie martwić się tym co będzie jutro