Muzyka

Zapraszamy !!

Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/

niedziela, 27 stycznia 2019

09.07 Wesele cz. 1

Z samego rana ja obiecałem pojawiłem się u Karoliny, przygotowany na cały dzień zakupów zaopatrzyłem się w garnitur. Zapowiadał się długi i męczący dzień, kiecka pewnie do tego buty i takie tam. Do tego wszystkiego Dominiak, niby zgodziła się zostać z młodym ale czułem, że to wszystko jest wymuszę z mojej strony, że tak naprawdę tego nie chce.
- Karolina błagam ! Odpuść nam - Spojrzałem na nią błagalnie - Nogi  to już wiesz gdzie mi wchodzą 
- Mamo no zlituj się, ja pójdę z wujkiem na lody albo do kina - Mimo silnego wsparcia Karolina była nieugięta 
- Do końca tygodnia będę robił Ci zakupy - Skoro prośba nie podziałała to może przekupstwo poskutkuje 
- Hmm kusząca propozycja, no ale 
- Mamo no błagam złudź się - Kacper zrobił minę jak kot ze Shreka 
- No dobra - Spojrzała na zegarek - o 13 zbiórka przy costa cafe. Jakiś obiad i trzeba będzie się zbierać 
- Jasne - Nie wiem kto był, bardziej szczęśliwy ja czy młody 
- Zadzwoń do Dominiki, może będzie chciała iść z nami - Uciekliśmy najszybciej jak tylko się dało, poszliśmy z młodym do kina, oczywiście tuż przed zadzwoniłem do Dominiki, nie bylo łatwo, ale w końcu udało mi się ją namówić na wspólny obiad. Od samego początku nie była szczęśliwa, z tego całego dni i nawet nie starała się bardzo żeby ukryć to wszystko. Zdecydowanie charakter miała po mnie.
***
- Ja już gotowa, to co możemy iść ?- Karolina wyszła z łazienki, wyglądała ślicznie miała na sobie sukienkę w kolorze jasnej lawendy do tego trochę ciemniejsze buty, sandałki na szpilce, lekki makijaż, włosy rozpuszczone z warkoczem po boku.
- Wow, mamo wyglądasz ślicznie - Kacperek uśmiechnął się do niej i mocno przytulił
- No no powiem Ci dowódco, może pora zmienić strój do pracy - Wyglądała nieziemsko, nie mogłem oderwać od niej oczy
-Wszystko ok, tylko szminka trochę za mocna ja bym dała jaśniejszą - Skwitowała Dominika
- Tak się właśnie zastanawiałam - Ruszyła w stronę łazienki - A i zapomnij o zmianie stroju na patrolu - Zniknęła w łazience, obawiałem się już czekania kolejnych 30 minut, ale nie minęło nawet 5 i ponownie pojawiła się.
- Gotowa ? To czas na nas bo zaraz się spóźnimy
- Jasne. Jak by coś się działo to dzwoń od razu do nas - Zwróciła się do Dominiki 
- Jasne numery mam - Odparła obojętnie - Damy sobie radę
- Dziękuje Ci bardzo - Uśmiechnęła się do niej - Pa synku kocham Cię
- Obejrzymy coś? - Kacper usiadł koło Dominiki, nastolatka nie była zachwycona z roli opiekunki '
Jak musimy - Odparła od niechcenia - A Ty to co masz tego samego fryzjera co mój ojciec - Odparła od niechcenia przerzucając kanały
-Mój fryzier to akurat jest darmowy - Odparł nieco smutnie, z początku tego nie ujrzała - ale za to mam dużo wolnego - dodał po chwili - o zostaw to -  Słowa Kacpra dotarły do niej, ale nie zrozumiała ich do końca próbowała dopytać, ale młody zaabsorbował się bajka. Dopiero kiedy spojrzała na jego rączkę ujrzała ślady kucia dodała dwa do dwóch.
-Zaraz wracam muszę zadzwonić - Wstała z kanapy i zniklela w pokoju Karoliny. Po raz pierwszy zaczęła grzebać w czyjś rzeczach szukając odpowiedzi na krążące po jej głowie pytanie, w koncu znalazła nie mogła wierzyć w to co czyta, była zła na ojca Karolinę na młodego bo popsuli jej plany, ale była taka jak ojciec nie mogła patrzeć na cierpienie innych.
- Młody a może pójdziemy do  kina, co Ty na to ? - Zaproponowała wychodząc z pokoju
- Trochę zmęczony jestem, za to może pogramy w jakąś grę ?
- Jasne, to przynieś coś z pokoju to pogramy - Uśmiechnęła się do niego - A ja zrobię coś do picia
- Super, to ja poproszę herbatę - Kacper pobiegł do pokoju w poszukiwaniu gry. Kończyła robić napoje, kiedy zadzwonił jej telefon
- Tak ? - Odebrała nawet nie patrząc na wyświetlacz
- No siemanko czemu się nie odzywasz - W słuchawce odezwała się Anka - To jak tam imprezka aktualne ? - Dopiero po chwili sobie przypomniała, że chciała urządzić u Karoliny imprezę za jej plecami
- Nie - Nie miała zamiaru się tłumaczyć ze zmiany decyzji
- Nie no Domi nie gadaj, co taka nagła zmiana ? Weź się nie wygłupiaj
- Nie i koniec coś jeszcze
- Uuu widzę, że  coś nie leży. Dobra nie naciskam narka
- Czemu jesteś zła ? Coś się stało ?
- Nie, koleżanka trochę mnie zdenerwowała - Uśmiechnęła się do niego - To w co gramy ?
- Najpierw chińczyk, a potem w mini eurobiznes ?
- Super, to gramy - Młody zaczął rozkładać grę. Dominika i Kacper zaczęli grać, bawili się świetnie, kiedy Kacper wygrał cieszył się Dominika kompletnie zapomniała o swoich planach, przestała odpisywać na SMS, nie odbierala telefonów.
***
- Dziękuje - Szepnęła mi do ucha, kiedy siedzieliśmy już przy stole
- Za co ? - Uśmiechnąłem się do niej, patrząc jej w oczy
- Doskonale wiesz dlaczego - Uśmiechnęła się do mnie
-Nie ma za co 

sobota, 19 stycznia 2019

09.06 Wspólny dzień cz. 2

Hejka !
Jak tam wam leci niektórzy przed feriami, inni już odpoczywają, a jeszcze inni już nie znają tego słowa. 😕Przychodzę do was z kolejnym opkiem z 9 serii, mam nadzieje  że się wam spodoba. Co prawda nie jestem zadowolona  z niego, ale obiecuje poprawę :D
No nic nie przedłużając zaparszam do czytania i komentowania
Pozdrawiam <3

- No widzisz mówiłem, że Pan doktor się zgodzi - Ucieszony szedł koło mnie - To co jedziemy - Złapał mnie za rękę i przyspieszył
- Lekarz może i tak, ale mama - Musiałem ostudzić jego zapał.
- Wujek nie gadaj, że boisz się mamy - Zatrzymał się na chwilę -  A poza tym odmówił byś mi ?  - Spojrzał na mnie robiąc oczy niczym kot ze Shreka. No to poległem
- No dobra, ale to będzie nasza mała tajemnica. Zgoda ?
- Pewnie - Kacper przybił mi piątkę, po czym ponownie złapał za rękę - Bo wiesz jak mama się dowie to zgładzi nas oboje - Zaśmiał się wychodząc
- W takim razie siedzimy w tym razem - Pomogłem mu wyjść do samochodu.  Młody siedział z tyłu zadowolony jak by co najmniej wygrał los życia, buzia nie zamykała mu się nawet na chwilę. Miał w sobie coś takie co sprawiało, że nie dało mu się oprzeć mimo tego wszystkiego był pogodny i radosny. Tak samo jak Karolina  nie mam pojęcia skąd oni mieli tyle siły, ja na miejscu Karoliny chyba dawno potrzebował bym jakiegoś wsparcia specialist, a ona doskonale sobie radzi.
- To co młody myślę, że średnia wystarczy
- Średnia ? Co tak mała - Mój wybór chyba trochę go zawiódł
- Dużą to chyba jedlibyśmy przez 2 dni. W końcu jadłeś obiad w przedszkolu, a ja w pracy
- A może jednak wzięlibyśmy dużą ? - Próbował ze mną negocjować
- Wiesz wydaje mi się, że tata ma rację - Młoda kelnerka zwróciła się w naszą stronę - Akurat duża pizza jest taka jak ten stół - Pokazała na stolik obok więc mogło by być ciężko
- No dobra to nich będzie średnia i cola - Odparł uśmiechając się do niej
- W takim razie średnia 5 i dwie małe cole – Sprecyzowałem zamówienie
- Ok, tak 15 minut trzeba będzie poczekać – Uśmiechnęła się i odeszła od stolika
- Ale fajnie, że przyszliśmy mama nie pozwala na takie rzeczy. Ostatnio to jak byłem w młodszej grupie to namówiłem ciocię Paulinę – Mówił dumny z siebie.
- Mam nadzieję, że cioci Pauli nie wydałeś – Powoli zacząłem obawiać się o swoje życie.
- No jasne, że nie
- To dobrze – Kelnerka akurat przyniosła nasze zamówieni. Kacper od razu zabrał się do pałaszowanie swojego kawałka  - Młody, a mogę Cię o coś zapytać ?
- No tak, dawaj wujek
- Miał byś coś przeciwko jak bym zaprosił Twoją mamę na wesele jutro ? – Wiedziałem, że młody jest bardzo zazdrosny o Karolinę dla tego wolałem zapytać go o zdanie. Nie chciałem, żeby czuł się pominięty
- Pewnie, tylko ciocia jest chora, a mama mnie samego nie zostawi – Spojrzał na mnie poważnie – To mamy problem – Zrobił zadumaną minę
- Załatwię Ci najlepszą opiekunkę
- W takim razie ja się zgadzam. Tylko wiesz teraz musisz przekonać mamę, ale spoko pomogę jak coś. Mi nie odmówi – Powoli kończył jeść – To załatwiaj wujek tą opiekunkę bo zaraz trzeba wracać do domu
- Nóżki mnie już bolą , daleko jeszcze ten samochód ? – Młody zaczął marudzić ledwo po wyjściu z pizzerii
- Kawałek. Jak Cię nóżki bolą to może poniosę ? – Kacper nie powiedział nic tylko wyciągnął rączki w moją stronę
- Zdecydowanie lepiej – Przytulił się do mnie, ten dzień chyba go wykończył.
***
Wykończona całym dniem pracy marzyłam żeby znaleźć się w domu  rano patrol, potem papiery, a na sam koniec ta cała akcja miałam dość tego dnia. W domu byłam tuż przed 20. Mikołaj z Kacprem nie odzywali się już od dłuższego czasu, trochę się obawiałam sama nie wiem czy tego że Mikołaj nie da sobie rady, czy wręcz przeciwnie da, ale w domu zastanę Sajgon.
Kiedy otworzyłam drzwi myślałam, że padnę z wrażenia, w domu nie wybuchła żadna wojna nie przeszło tornado. Mikołaj z moim synem siedzieli przy stole i jedli kolację
- Mama – Młody przywitał się ze mną jak tylko weszłam do domu
- Cześć – Ucałowałam go w czubek głowy – I jak było ?
- Super
- Jak widzisz żyjemy  - Zaśmiał się Białach – Więc siadaj starczy i dla Ciebie
- W takim razie skorzystam – Usiadłam do stołu – To opowiadajcie jak  było
- Super poszliśmy na spacer, ale najpierw do Pana doktora
- Obiad był ?
- Jasne  - Młody spojrzał na Mikołaja – Pokazałem wujkowi tą restaurację co czasem chodzimy
- Bernard ?
- Tak, no nawet można tam się najeść – Zaśmiał się Mikołaj
- A właśnie ten mama bo wujek coś musi Cię zapytać
- Mnie ? – Zdziwiłam się nie co – A o co ?
- Mój kumpel jutro się żeni nie poszła byś ze mną ?
- Chętnie, ale – Kacper nawet nie dał mi dokończyć
- Spoko mama wujek nianie mi już załatwił – Wyszczerzył ząbki
- No nie wiem – Nie byłam do końca przekonana, nie lubiłam kiedy Kacper zostaje z kimś obcym
- Nie musisz się o nić martwić -  Mikołaj zaczął mnie uspokajać – Dominika da sobie radę. Obiecuje, że nie rozniesie domu, ani nie puści go z dymem – Zaśmiał się
- Mamo no zgódź się.  Wujek przecież nie może iść sam – Młody stanął za nim murem, obaj spojrzeli na mnie jak dwa zbite psy
- No dobra niech będzie, ale nie mam sukienki – Panowie momentalnie się załamali
- To ja i wujek pójdziemy do kina a Ty po sukienkę – Stwierdził po chwili namysłu
- O nie. Jutro rano 10 zbiórka jedziemy do galerii. Namówiliście mnie to macie za swoje – Zaśmiałam się – Dziękuje za kolację – Wstałam od stołu. Mina chłopaków była bez cena świadomość spędzenia całego dnia na zakupach dobiła ich. – Tobie radzę przywieść garniak bo nie wiem czy wyrobisz się wrócić do domu – Zaśmiałam się i zniknęłam za drzwiami w kuchni
- No to wpadliśmy  - Usłyszałam tylko jak mój syn klasycznie się załamuje 



piątek, 11 stycznia 2019

09.05 Wspólny dzień cz. 1


- Pobudka -  Usłyszałam, powoli otworzyłam oczy. Ujrzałam mojego syna, stał obok mnie i uśmiechał się słodko. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że leże przytulona do Mikołaja, musieliśmy zasnąć rozmawiając  - Cześć mamo
- Cześć Skarbie - Uśmiechnęłam się do niego - Mikołaj pobudka - Zaczęłam go budzić. Nie było to łatwe, ale w końcu udało mi się. - Wstawaj ! zaraz się spóźnimy
- Co, ale ja to - Wstał jak oparzony
- Ja już jestem gotowy - Uśmiechnął się młody
- No to super - Ucałowałam go w czoło - Mikołaj zrób siadanie, ja szybko idę się ogarnąć potem się zamienimy. Może uda nam się wyrobić - Rzuciłam szybko i zniknęłam w łazience, starałam się jak tylko mogłam, żebyśmy tylko zdążyli. Praca i opieka nad dzieckiem nie należy do najłatwiejszych rzeczy, ale staram się robić to jak najlepiej tylko potrafię.
- Gotowa - Krzyknęłam jak tylko wyszłam, ale oni nawet mnie nie usłyszeli ta byli zajęci przygotowywaniem śniadania. Sprawiało im to mnóstwo frajdy Mikołaj miał podejście do dzieci, było widać to gołym okiem, momentalnie złapał kontakt z Kacprem
- Już ? Szybko  - Zaśmiał się Mikołaj jak tylko mnie zobaczył, zniknął szybko w łazience 
***
Już zapomniałem jak to jest z małym dzieckiem, jak wyglądają poranne wyjścia zbieranie się do szkoły i pracy. Zawsze wszystko na szybko, byle by wstać i zdarzyć wyjść, bo w końcu po co wstać wcześniej i nie biegać jak oszalały. 
- Wujek, a może Ty mnie zaprowadzisz do przedszkola - Zaproponował młody kiedy byliśmy już pod budynkiem 
- No nie wiem, zależy co na to mama - Uśmiechnąłem się w jej stronę 
- Jasne, to zmykajcie szybko. Bo zaraz się do pracy spóźnimy 
- Cześć ciocia - Przywitał się z przedszkolanką
- Dzień dobry - Kobieta spojrzała na mnie dziwnie, chyba moja obecność ją zaskoczyła 
- To mój wujek – Młody złapał mnie za rękę – Idziemy się przebrać – Pociągnął mnie za sobą, pomogłem mu się przebrać i szybko wróciłem do Karoliny. Cudem udało nam się zdążyć do pracy, ten dzień mijał nam dość spokojnie i powoli, było widać że Karolina była w dużo lepszej formie, że prawda, którą mi powiedziała pomogła jej. Cały dzień się uśmiechała, była szczęśliwa.
 Dzień w pracy minął nam dość powoli i monotonie, ciocia Karoliny rozchorowała się i nie mogła zająć się młodym. Mieliśmy już wychodzić kiedy do pokoju wpadła Jaskowska
- Rachwał dziś zostajesz dłużej – Zakomunikowała
- Ale Pani komendant ja nie mogę – Karolina chciała się jakoś wykręcić – Nie dzisiaj
-Pani komendant ja mogę zostać – zaproponowałem, wiedziałem że musi zająć się młodym i nie może zostać dłużej
- O nie za dużo razy już Cię nie było, spóźniłaś się, poza tym jest akcja a Ty przydasz się w niej jak nikt inny
- Zostań ja się wszystkim zajmę – Powiedziałem, Jaskowska  spojrzała na mnie jak bym nie wiedziała o co chodzi. Karolina przez chwilę zawahała się
- Na pewno ?
- Jasne, dam radę – Uśmiechnąłem się do niej
- Ktoś wytłumaczy mi o co chodzi
- Pani komendant zostanę – Skierowała się do niej – Zaraz do Pani przyjdę
- W takim razie czekam
- Masz kluczyki – Dała mi kluczyki do swojego samochodu – Tylko Mikołaj, dzisiaj muszę odebrać badania. Za jakieś 2 godziny – Spojrzała na mnie błagalnie
- Jasne nie ma sprawy, zapisz tylko gdzie co i jak odbiorę młodego i jadę po młodego  - Karolina zapisała mi na kartce adres i nazwisko lekarza  
- Mikołaj bardzo Ci dziękuje – Ucałowałam go w policzek – Daj znać jak będziecie już po wizycie. Tu masz klucze do domu – Podała mi pęk kluczy – Ja pewne wrócę późnym wieczorem
- Nie ma za co, będziemy w kontakcie – Uśmiechnąłem się do niej i wyszedłem.
- Wujek – Młody przyleciał do mnie i przytulił mnie na powitanie – A gdzie mama
- Musiała zostać w pracy, ja Cię odbiorę – Uśmiechnąłem się do niego – To co lecimy ?
- Pewnie, to ja idę się przebrać Ty pogadaj z ciocią Madzią – Młody pobiegł do szatni. Musiałem przekonać jego wychowawczynie, że mogę go zabrać, nie było łatwo ale w końcu udało mi się.
- Pójdziemy na lody albo pizze ? - Zapytał kiedy byliśmy już w samochodzie 
- A mama pozwala ? - Odwróciłeś się w jego stronę 
- Tak jasne - Widziałem po jego minie, że kręci 
- Tak, tak jasne młody wiesz, że policjanta nie oszukasz
- No dobra mama nie pozwala, ale możemy zapytać Pana doktora co nie ? 
- To zapytamy - Odpaliłem samochód i ruszyliśmy w stronę szpitala. 


piątek, 4 stycznia 2019

09.04 Jestem Ci winna wyjaśnienia cz. 2

Helllo !

Przed wami 4  część 9 serii ! Liczę na to, że się wam spodoba. Kolejne pewnie za tydzień.
Nie przedłużam dłużej ! Miłego czytania

- Proszę - Podała mi kubek z gorąco herbatą i usiadła koło mnie. Milczała patrząc na mnie jak by szukała odpowiednich słów, jak by nie potrafiła dobrać ich na tyle odpowiednio, aby zdradzić mi to wszystko
- Nie jesteś mi nic winna nie oczekuje wyjaśnień - Zacząłem kiedy ona milczała. Nie była mi winna wyjaśnień, nie oczekiwałem tego od niej.
- Jesteś wspaniały, ale muszę chce Ci to wszystko wyjaśnić - Uśmiechnęła się lekko - Naprawdę jesteś wspaniałym człowiekiem
- To dzięki Tobie - Uśmiechnąłem się do niej - Dzięki Tobie chce być lepszy - Spojrzałem w jej oczy, szybko opuściła wzrok lekko zawstydzona. - Każdego dnia - Dodałem cicho, speszyłem ja po raz pierwszy widziałem ją zawstydzoną.
***
Mikołaj bym wspaniałym facetem, nie oczekiwał wyjaśnień nawet nie chciał żebym mu to wszystko wyjaśniała. Przez ten cały czas czułam się z tym źle czułam się źle, że go oszukuje, że nie umiem  być z nim szczera, każdego dnia chciałam wyjawić mu prawdę, ale nie umiałam nie potrafiłam, zebranie odpowiednich słów było ciężkie, zawsze radziłam sobie w ciężkich sytuacjach starałam się pomagać innym i być przy nich kiedy tego potrzebują, a zwykła rozmowa z nim była dla mnie czymś wyjątkowo trudnym.
- Miałam może 6 lat,  nawet dokładnie nie wiem ile miałam wtedy  jak poznałam Martę, poznałyśmy się w piaskownicy w jedno wakacyjne południe  - Zaczęłam opowiadać - Zaprzyjaźniłyśmy się od razu,byłyśmy tak podobne do siebie, a jednak tak różne, rozumiałyśmy się niemal bez słów,  od tego dnia byłyśmy nie rozłączne wszędzie chodziłyśmy razem Nawet namówiliśmy rodziców na wspólną klasę - Zaśmiałam się - W sumie nie dziwie się, że się zgodziły bo sama bym miała siebie dość, jak by ktoś tak mi truł za uchem. Wspólna podstawówka, potem kolejny etap i tak razem krok w krok w te same miejsca, zawsze obok siebie, radząc sobie z problemami, stawiając im czoła nigdy nie uciekałyśmy przed nimi, zawsze szukałyśmy tego światełka w tunelu. Niektórzy się z nas śmiali, ale nas to nie interesowała to była prawdziwa przyjaźń taka z prawdziwego zdarzenia, wierzyłyśmy w siebie doskonale wiedziałyśmy, że jedno nasze słowa, a druga skoczy za nią w ogień. Wiadomo nic nie trwa wiecznie w końcu rozjechałyśmy się w różne strony, ja szkoła policyjna ona psychologia, każda z nas robiła to co kocha, a i tak potem chciałyśmy połączyć siły ona psycholog policyjny, ja policjantka, zawsze razem obok siebie. Może dziwnie to brzmi, ale prawdziwa przyjaźń taka jest  - Ciężko było mi opowiadać o tym wszystkim, ale czułam, że jest jedyną osobą której chce zdradzić ten sekret - Oczywiście kiedy tylko mogłyśmy odwiedzałyśmy się nie było to częste, ale takie życie. Kiedyś byłyśmy już na ostatnim roku przyjechała do mnie, na początku nie chciała rozmawiać dopiero po chwili zdradziła mi, że jest w ciąży. Mówiła, że to skutek pijackiej imprezy, że się zapomniała i tak się skończyło, ale ja jej nie wierzyłam za dobrze ją znała. On ją, albo zostawił, albo stało się coś gorszego, nie chciała o tym rozmawiać uszanowałam to, nie pytałam. Udałam, że jej wierzę, bez zbędnych pytań byłam obok niej  - Spojrzałam na niego słuchał w ciszy, czułam że mnie rozumie, że szanuję powagę tej opowieści, w tym momencie znaczyło to dla mnie bardzo dużo  - jej rodzice odsunęli się od niej byli wierzący, wprowadziła się do nas przecież nie mogłam zostawić jej na lodzie. Byłyśmy jak siostry - Widziałam jego zdziwienie po słowach nas - Byłam wtedy z Kamilem, poznałam go na jednej imprezie, znał ją dość dobrze dlatego nie miał nic przeciwko,  Marta mieszkała z nami, przez końcówkę ciąży. W ostatnim miesiącu jej ciocia dowiedziała się o wszystkim i zaczęła nam pomagać. Ona jako jedyna tylko na nią mogła liczyć.  W końcu nadszedł termin, urodziła ślicznego zdrowego chłopca, zakochałyśmy się w nim od razu, drugiego dnia Marta zachorowała nie wiedzieli co jej jest. Z dnia na dzień było coraz gorzej, mimo tego wierzyłam, że wszystko się ułoży i niedługo będzie tak jak dawniej, my dwie spełniamy marzenia te które zaplanowałyśmy mając po 6 lat  - Jeździłam palcem po kubku, ta historia dotknęła mnie tak mocno - Po trzech dniach kiedy przyszłam z samego rana , okazało się że nie żyje mój świat się zawalił  straciłam najlepszą przyjaciółkę  - Utrata kogoś bliskiego boli tak cholernie, rozdziera serca na milion kawałków
- Tak mi przykro - Położył swoją dłoń na mojej
- Myślałam, że nie dam sobie z tym rady w koncu była dla mniej jak siostra, powierniczka. W pierwszej chwili się załamałam, przestałam wierzyć w co kolwiek, ale ona wierzyła we mnie zostawiła mi list i papiery jak się okazało przygotowała się do tego świetnie, prosiła mnie o opiekę nad małym dzięki dokumentom mogłam zabrać go niemal od razu do rozprawy, nie wahałam się wróciłam z nim do domu Kamil był zaskoczony, nie podobało mu się to, ale uszanował moją decyzję. Ciocia Marty dużo mi pomagała, było mi cholernie ciężko, ale wierzyłam że nic nie dzieje się bez przyczyny, że  jest powód dla którego to ja miałam się nim zaopiekować, a nie ciocia, czy ktokolwiek inny. Rozprawa odbyła się szybko dostałam prawa, powoli czułam że wszystko jest na dobrej drodze. Po 3 latach okazało się, że Kacperek cierpi na nieobreperowanego guza mózgu, mój świat zawalił się kolejny raz, szpitale lekarze to wszystko sprawiło , że mój związek z Kamilem nie przetrwał. W zasadzie chyba od początku było to do przewidzenia, czasem miałam wrażenie, że traktuje go trochę bez uczuciowo. To wszystko było tak cholernie trudne, ale nie żałowałam nigdy tego, nigdy nie żałowałam tego, że Kacperek jest ze mną, w każdej ciemności jest jakieś światełko co rozświetla Ci życie, a ja szukam go tak naprawdę co dnia i znajduje. Warto wierzyć, że nowy dzień przyniesie coś dobrego, wtedy jest zdecydowanie lepiej
- Jesteś wspaniała, tak cholernie silna
- Wbrew pozorną to nie jest tak ciężkie
- Dla mnie jesteś najśliczniejszą kobietą, jaką znam.
- Ciocia mi dużo pomaga, gdyby nie ona nie dała bym rady. Więc jednak może nie jestem, aż tak silna. Mama jeszcze jakoś na początku mi pomagała, ale potem jak Kacperek zachorował przestała, czasem tego nie rozumiem
- Nie każdy jest tak silny jak Ty, wiesz ile trzeba mieć odwagi, żeby na codzień patrzeć jak takie maleństwo walczy. To wymaga cholernie dużej siły i odwagi
***
Nigdy nie pomyślał bym, że skrywa w sobie coś takiego. Wydawała się silną niezależna, inna niż wszyscy inni do okoła, ale nigdy nie powiedział bym że w jej życiu może rozgrywać się taki dramat
- Bo odwaga to nie znaczy, że się nie boisz tylko przezwyciężasz ten strach
- Odważna, silna a do tego mądra - Uśmiechnąłem się w jej stronę, w końcu i na jej twarzy zagościł uśmiech
- A z Ciebie niezły bajerant
- Każdy ma jakiś dar - Zaśmiałem się - Ale Ciebie nie da się zbajerować
- Dokładnie, nic z tego
- I to mnie cieszy
- To Cię cieszy ? - Spojrzała na mnie zdziwiona - A to dla czego ?
- A to już pozostanie moją tajemnicą, będę się zbierać
- Mikołaj  - Złapała mnie za dłoń - Mogę Cię o coś prosić - Zaczęła niepewnie
- Jasne, nie powiem nikomu - Uśmiechnąłem się do niej -  O cholera - Spojrzała na zegarek - Przegadaliśmy całą noc, za 2 godziny trzeba wstać
- No to pięknie - Usiadłem ponownie  - No nic, tax do domu jakaś godzina mi zostanie
- Nie ma sensu żebyś wracał, w ogóle nie ma sensu, żeby iść spać. Proponuje dalszą rozmowę, a potem kawę i kawę, kawę - Zaśmiała się patrząc w moją stronę
- O tak dużo kawy - Oparłem głowę o zagłówek - To będzie ciężki dzień, to o czym rozmawiamy ?
- Hmmm... Nie mam pojęcia, liczyłam na to że Ty coś zaproponujesz
-  A jak ciocia jak się czuła jak ją odwiozłaś ?
- Głowa ja bolała, miała się położyć pewnie się przejęła tym wszystkim i to dla tego
- No tak, u mnie tak było cały czas. Nie wiem co te farbki mają w sobie, ale są bardzo smaczne -  Karolina spojrzała na mnie i zaczęła się śmiać
- Nie mów mi, że jadłeś farbki ? Wiesz, że nimi się maluje ?
- Co nie zmienia faktu, że są dobre. Woda z solą już niekoniecznie - Skrzywiłem się na samą myśl o tym specjale





piątek, 28 grudnia 2018

09.03 Jestem Ci winna wyjaśnienia cz. 1


Cześć,

Jak tam po światach ? Teraz przed nami nowy rok, życzę wam żeby był lepszy od tego, albo tak samo dobry jak ten ! <3
Co do opka dziś 3 część 9 serii, mam nadzieję że przypadnie wam do gustu i zostawicie coś po sobie. Parę osób czekało na to opko, a  czemu to się dowiecie niebawem, nie będę was dłużej zanudzać. Miłego czytania
Pozdrawiam <3

- I jak gotowy ? - Karolina wparowała do pokoju jak torpeda - Halo Ziemia, ziemia do Białacha odbiór
- Słucham ? - Oderwałem się od papierów, spoglądając na zegarek - O Boże już ta godzina. Daj mi chwilę - Zabrałem rzeczy i pobiegłem się przebrać. Po chwili byłem juz gotowy,  razem z Karoliną wybraliśmy się knajpy, znajdowała się w centrum lubiliśmy ją oboje.  W końcu czułem, że możemy poznać się bliżej, zaczynamy się dogadywać. Spędziliśmy miło czas, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym czułem, że zaczynam a odkrywać na nowo, a ona chce mi coś powiedzieć coś co leży jej na sercu.
- Przepraszam - Szepnęła jak tylko usłyszała swój telefon. Chwyciła go i zniknęła. Czułem, że nasz wieczór się skończył, chodź w głębi duszy chciałem się mylić. Wróciła po chwili, widziałem w jej oczach przerażenie
- Coś się stało ?
- Nie, znaczy tak. Przepraszam muszę już iść - Chwyciła kurtkę i wyszła. Nie myśląc długo, zostawiłem pieniądze na stole i wybiegłem za nią
- Karolina - Złapałem ją  szla w kierunku postoju tax - Poczekaj odwiozę Cię
- Nie musisz - Uśmiechnęła się lekko
- Ale chce - Położyłem jej dłoń na plecach i delikatnie skierowałem w stronę stojącej tax. Całą drogę Karolina wyraźnie się denerwowała, było widać że chce znależść się w domu jak najszybciej
- Dzięki i jeszcze raz przepraszam - Rzuciła szybko zanim wybiegła w tax i już po chwili jej nie było.
Odprowadziłem ją wzrokiem w stronę klatki, tax nie odezwał się nawet słowem,  wyglądałem pewnie żałośnie.
- Cholera - Mruknąłem pod nosem, kiedy zorientowałem się, że zapomniała telefonu. Bez wahania zapłaciłem za kurs i pobiegłem za nią. Wbiegłem po schodach, drzwi do  domu były uchylone usłyszałem tylko przerażony głos Karoliny
- Jedziemy do szpitala- Z lekką nutką zawahania otworzyłem drzwi. Stała na przedpokoju na rękach miała chłopca na oko 6-7 letniego nie wiem kto był bardziej zdziwiony ja czy ona
- Mikołaj co Ty ?
- Zapomniałaś telefonu, zresztą nie ważne co się stało ? - Młody uśmiechnął się lekko do mnie, wyglądał blado, mimo tego że miał może 6-7 lat jego fryzura przypominała moją
- Wypił farbkę do malowania, musimy jechać do szpitala -  Odpowiedziała mi starsza kobieta
- Nie będzie to konieczne - Podszedłem do zdezorientowanej Rachwał i wziołem młodego na ręce
- Mikołaj, ale on ....
- Zagotuj wodę i wsyp 4 łyzeczki soli. Tylko nie gotuj  na max tylko tak, żeby była gorąca - Uśmiechnąłem się do niej lekko  - No już na co czekasz - Pogoniłem ją lekko widać było, że się wahała ale zaufała mi
- Cześć ja jestem Mikołaj a Ty - Usiadłem z nim na kanapie, w kuchni słychać było szepty rozmów.
- A ja Kacper - Podał mi dłoń - Pracujesz z moja mama tak ?
- Tak, a powiesz mi czemu wypiłeś farbę ? - Mały lekko się zawahał, dopiero po chwili nachylił się nade mną i wyjawił tajemnice
- Byłem zazdrosny, że mama z kimś wychodzi - Zawstydził się lekko
- Nadal jesteś ? - Uśmiechnąłem się do niego, on przekręcił przecząco głową
- Gotowe - Karolina podała mi szklankę - Jak się czujesz, wiesz że mnie nastraszyłeś
- Dobrze . Przepraszam - Uśmiechnął się lekko do niej
- Musisz to wypić - Odwrócił się w moją stronę - Wiem, że nie smakuje cudownie, ale musisz chyba ze chcesz jechać do szpitala
- Nie lubie szpitali dopiero wyszedłem - Zabrał ode mnie szklankę
- To nie dobrze, to lepiej pij szybko żeby tam nie wrócić - Kacper nie powiedział nic tylko wypił całe
- Głowa mnie rozbolała Karolinko wezwiesz mi tax
- Ciociu, ale wszystko dobrze
- Tak, tak. Kacperku bądź grzeczny - Ucałowała małego
- Odwieź ciocię jak się źle czuje nie piłaś nic. Ja zostanę
- Nie wiem, czy
- Jedź mamo, zostanę z Mikołajem
- Zaraz wracam - Ucałowała małego
- A Ty chodź do łazienki - Wziąłem go na ręce - Przez chwilę może nie być miło, ale damy radę. A wy jedźcie już- Uśmiechnąłem się zamykając za nami drzwi
***
Cała wyprawa zajęła mi więcej niż planowałam wszystko przez te korki, zrobiło się ślisko a nie wszyscy wymienili opony w samochodzie. Otworzyłam drzwi, w domu panowała cisza i ciemność. Kiedy weszłam dalej, usłyszałam cichy głos z pokoju Kacperka, paliło się tam światło zajrzałam przez lekko uchylone drzwi. Kacper spała, a Mikołaj czytał mu jego ukochaną bajkę, wyglądali razem tak słodko. W głębi duszy czułam się winna że nie powiedziałam Mikołajowi całej prawy, w koncu od początku był moim przyjacielem, byłam mu winna wyjaśnienia
- I żyli długi i szczęśliwie jako Pan i Pani lamborgine w garażu na obrzeżach miasta - Zakończył Białach - Dobranoc - Nakrył Kacpra i ucałował w czoło
- Dobranoc, jesteś całkiem spoko - Odpowiedział mu mój syn.
- Dzięki Ty też - Zaśmiał się i zagasił światło - Miło było przyglądać im się z boku, cieszę się że złapali ze sobą kontakt.
- Przepraszam śnieg korki - Zaczęłam od razu jak tylko wszedł do salonu
- Daj spokój nic się nie stało. Będę leciał jesteś pewnie zmęczona - Chciał uciec, ale zagrodziłam mu drogę
- Mikołaj dziękuje za dziś i przepraszam za..
- Za co ?
- Dobrze wiesz, jestem Ci winna wyjaśnienia - Czułam się lekko zmieszana, po raz pierwszy nie wiedziałam co mu powiedzieć
- Nie jesteś mi wina wyjaśnień - Uśmiechnąłem się do niej, i pogłaskałem po ramieniu
- Ale chce - Uśmiechnęła się do mnie lekko - Siadaj zrobię herbatę - Położyła swoją dłoń na mojej, a po chwili zniknęła w kuchni

sobota, 22 grudnia 2018

Świąteczna miniaturka

Hej

Kochani na początek pragnę życzyć wam zdrowych wesołych świąt, spędzonych w gronie najbliższych, żeby ten czas był dla was wyjątkowy. A w okół was pojawiali się sami cudowni i życzliwi ludzie.  :*
Jeżeli chodzi o opko uważam, za mega nie udane, co do kolejnego to nie wiem kiedy będzie czy uda się przed nowym rokiem, jestem tak zalatana zakręcona, że już jest etap wieszania prania przed północą :D
A więc jeszcze raz zdrowych wesołych !
Pozdrawiam <3


- Cześć - Powiedziałam jak tylko weszłam do pokoju, Mikołaj już tam siedział
- Cześć, kawy - Podał mi kubek - Wszystko gra ?
- Jasne - Oparłam się o biurko, liczyłam że nie zauważy. Tego dnia czułam się fatalnie, a teraz mam wrażenie, że czuje się jeszcze gorzej niż rano - To ja się pójdę przebrać - Chciałam wstać, ale zakręciło mi się w głowie. Całe szczęście Mikołaj mnie złapał
- Właśnie widzę - Posadził mnie na swoim krześle - Pokaż no się - Złapał moją twarz, aby mi się przyjrzeć - Cholera Karolina masz gorączkę. Siedź tu - Wybieg jak oparzony, nie mam pojęcia ile go nie było, ale czułam się coraz gorzej. Kiedy się pojawił od razu wziął mnie na ręce.
***
-  Obejdzie się bez szpitala? - Chciałem się upewnić, że Karolinie nic nie jest i nie musi jechać do szpitala
- Tak, proszę podawać jej te leki. Do 3 dni gorączka minie, gdyby do piątku nie przeszło to wtedy proszę udać się do szpitala - Wręczył mi receptę. Kiedy Karolina zemdlała mi na rękach przeraziłem się, miałem już najgorszy scenariusz. Od jakiś 2 godzin wydzwania do mnie Owca, zrzucam połączenie, za połączeniem a ona  nie odpuszcza. Zajrzałem do Karoliny spała, z daleka było widać, że się męczy. Pobiegłem najszybciej jak tylko mogłem do najbliżej apteki, po drodze zadzwoniłem do Krzyśka, przedstawiłem mu sytuacje obiecał, że stawi się za mną u Jaskowskiej.
- Dobra stary to co ja po pracy przyjadę, do was z jakimiś zakupami
- Ratujesz mi dupę, ja nie wiem jak bym się ruszył jak ona z taką gorączka  - Krzysiek był moim  najlepszym kumplem od kiedy tylko pamiętam
- Nie no co Ty nie ma sprawy, a i jeszcze jedna sprawa jakaś laska pyta u Ciebie przedstawia się jako owca
- Kurdę, weź coś wymyśl. Na bank nie mów jej gdzie jestem
- Dobra coś wymyślę. Muszę kończyć widzimy się potem - Owca od jakiegoś czasu nie dawała mi spokoju, popełniłem mały błąd i za to teraz płacę, do tego wszystkie całowałem się z nią przed komendą i Karolina wszystko widziała. Wróciłem do domu najszybciej jak się tylko dało, Karolina spała cały czas. Nie miałem serca jej budzić, ale nie miałem wyjścia
- Maleńka obudź się - Obudziłem ją delikatnie, obudziła się po dłuższej chwili lekko zdezorientowana - Spokojnie, weźmiesz tylko lekki i możesz iść spać - Ona nie powiedziała nic tylko kiwnęła głową, wzięła lekki i poszła spać dalej.
- Siemka stary - Koło 18 Zapała pojawił się u Karoliny - Tadam, Pieczywko warzywka i świeżo złapana kurka upolowana prosto w masarni, do tego masełko i takie tam - Szczycił się swoimi zakupami jak by co najmniej sam upolował
- Właź - Gestem ręki zaprosiłem go do środka - Kawa, herbata. Bo nie mam nic innego - Wziąłem zakupy i zabrałem się do obiadu
- To dawaj, kawusia i lece do dzieciaków. A teraz mów co to jest ten tego Karolina i ta laska
- No co stary, dałem może jeden znak za dużo i teraz sobie coś wiesz
- No, a Karolina - Dopytywał wpatrzony we mnie
- Z Karoliną to się przyjaźnie
- Ta jasne, a obiadki siedzenie tutaj. Dobra dobra ja wiem co mówić na fabryce  - Śmiał się patrząc na mnie.
Przez 2 dni Karolina była praktycznie była nieprzytomna, martwiłem się o nią, Wczorajszego dnia miała jeszcze wyższą gorączkę majaczyła, serce niemal podchodziło mi do gardła. Dzieki Bogu, zaraz po lekach przeszło i czułą się lepiej. Za to ja powoli czułem, że chyba zaraziłem się od niej z dnia na dzień czułem się coraz gorzej, całe szczęście leki Karoliny pomagały. W końcu musiałem się zając nią, a nie leżeć z gorączką
***
- Mikołaj, Mikołaj - Obudziło mnie lekkie szturchnięcie. Otworzyłem oczy, ujrzałem ja nie wyglądała dobrze, ale uśmiechała się
- Karolina ? Już dobrze, dobrze się czujesz ?
-  Bywało lepiej, ale nie jest źle. W ogóle co dziś za dzień? - Spojrzałem przez okno, było ciemno
- Właściwie to chyba piątek już, zależy która godzina
- Piątek ?! - Wyglądała na zdziwioną, spojrzała na zegarek - 24:15
- No to od 15 mamy piątek, miałaś gorączkę. Przez ponad 2 dni, prawie 40 stopni  - Spojrzała na mnie zdziwiona jak by co najmniej ducha zobaczyła
- Ale jak ? Ty byłeś tutaj, ten cały czas ?
- Ktoś musiał się Tobą zająć - Uśmiechnąłem się do niej
- Boże Mikołaj dziękuje - Klęknęła przede mną - A Ty się dobrze czujesz?
- Tak, wszystko gra. Może coś mnie rozkłada, właściwie rozkładało ale już ok
- Boże, ale jestem głodna
- Myślę, że coś jeszcze by znalazło się otwartego. To co zamawiamy ?
- Super, możesz - Uśmiechnęła się do mnie - A ja skoczę na szybki prysznic
- Jasne  - Karolina wzięła szybki prysznic, jak przyszła pizza  już była. Zjedliśmy i tak jak się spodziewałem zaraz potem zmęczona poszła spać.  Dni mijały i Karolina czuła się już coraz lepiej, już po tygodniu wróciła do pracy. Tydzień później mieliśmy wigilię firmową, wszytko zapowiadało się wyjątkowo, komenda przystrojona na tą okazję, łamaliśmy się opłatkiem składaliśmy sobie życzenia
- No na co czekacie - Julek szczerzył się patrząc na nas
- A Tobie to tam pod kopułą wszystko styka ?
- No co się tak gapisz pod jemiołą stoicie - Wyszczerzył zęby, Karolina przewróciła oczami po czym zbliżyła się do mnie. Była tak cholernie blisko mnie, czułem jej zapach oddech. Musnęła lekko mój policzek, liczyłem na coś więcej chciałem ją zatrzymać, ale uciekła. Odwróciłeś się to co tam ujrzałem przeszło moje wszelkie oczekiwania. Stała w nich owca.
- Karolina ! - Wybiegłem za nią, nie zwracając uwagi na Owce. Stała przed komendą i patrzyła w niebo na spadające płatki śniegu, podbiegłem do niej i dotknąłem jej ramienia. Odwróciła się w moją stronę, nie potrafiłem wyczytać nic z jej twarzy  - O co chodzi ? co się stało, czemu wybiegłaś ?
- Jakoś duszno mi się zrobiło - Nawet na mnie nie spojrzała
- Karolina, spójrz na mnie - Ona dalej stała patrząc w niebo
- Pięknie to wygląda prawda - Mówiła patrząc w górę
- Prawda, pięknie, ale spójrz na mnie tu jestem - Odwróciłem ją w moją stronę, w końcu na nią popatrzyłem w jej oczach było coś innego niż do tej pory - Nie kłam widzę, że coś się dzieję
- Wszystko gra - Odwróciła się
- Karolina do cholery patrz na mnie - Odwróciłem ją do siebie - U Ciebie jakoś potrafiliśmy się dogadać, a od kąd wróciliśmy na komendę jest inaczej, a teraz ?
- Mikołaj daj mi spokój, po prostu daj mi spokój - Powoli przestała panować nad emocjami
- O nie, nie dam póki nie powiesz mi o co chodzi
- Lepiej idź do niej - Wskazała za mnie, odwróciłem się ta stałą owca, wyglądała jak by czekała na mnie
-  A więc o to chodzi. Kiedy zrozumiesz, że mnie i ją nic nie łączy - Trzymałem ją za ramiona, aby na mnie patrzyła
- Widziałam was i nie mam z tym żadnego problemu - Zauważyłem w jej oczach łzy
-Czy nie nie widzisz, naprawdę jak mi na Tobie zależy. Siedziałem z Tobą jak byłaś chora martwiłem i bałem  się cholernie o Ciebie. Serio nie widzisz, że nie ma innych że jesteś tylko Ty i będziesz tylko Ty - Wykrzyczałem patrząc na nią, ona patrzyła na mnie po jej policzku płynęły łzy. Nie powiedziałem nic tylko bez słowa ją pocałowałem, ona zatopiła się w moich ustach jak by szukała ukojenia, wsparcia.
Jego pocałunki były pełne miłości i namiętności, kiedy oderwał się ode mnie mocno mnie przytulił. W jego ramionach czułam się bezpiecznie, jak w domu chciałam zostać tam na zawsze, ale nie było mi dane. Tuż po chwili usłyszeliśmy  wielkie brawa i okrzyki. Nasi przyjaciele stali w oknach i cieszyli sie niczym małe dzieci, kiedy spojrzeliśmy na nich ich okrzyki i gwizdy nabrały na sile. Lekko się speszyłam Mikołaj chyba to wyczuł bo mnie mocno przytulił.W jego ramionach czułam się bezpieczni, jak bym przybiła do portu którego szukałam od tak dawna.
***
- Gotowa ? - Obiął mnie w tali kładąc dłonie, na lekko zaokrąglonym brzuchu
- Tak - Odwróciłam się do niego i lekko musnęłam jego usta. Na dole czekała nasza rodzina, to dziś mieliśmy powiedzieć jej o powiększeniu naszej rodziny
- I kto by pomyślał, że to w zasadzie dzięki Poniatowskiemu już od roku jestem tak szczęśliwy
- No widzisz - Zaśmiałam się łapiąc go za dłoń. Już po chwili byliśmy na dole nie obyło się bez gratulacji i wzruszeń. Widziałam szczęście w oczach mamy, chyba nie spodziewała się tego że tak szybko się ustatkuje, znajdę mężczyznę mojego życia, a  wraz z nim prawdziwe szczęśćcie.
- Chciałbym coś powiedzieć - zaczął niepewnie, kiedy siedzieliśmy przy wigilijnym stole. Wszystkie oczy zwróciły się ku niemu. On wstał z daleka było widać jak bardzo jest zdenerwowany
- Jesteś całym moim światem, moim powietrzem. Nigdy nie byłem szczęśliwy tak jak z Tobą. Zechcesz zostać ze mną do końca życia ?. A nawet dłużej ? - Nie widziałam już zupełnie ni łzy rozmazały mój obraz, nie byłam wstanie wydusić słowa pokiwałam tylko głową. Byłam najszczęśliwszą istotą na świecie

niedziela, 16 grudnia 2018

09.02 Przepraszam

Hello !
Zapraszam was na kolejne opowiadanko 9 serii :)
Jak tam u was ? Zima już przyszła czy jeszcze ?

Byłem już prawie gotowy do wyjścia, w końcu miałem spotkać się z Karoliną. Jest moja partnerką z pracy, od ponad pół roku, a nie mieliśmy okazji spotkać się poza praca, co chwile coś jej wypadało, za każdym razem miała coraz dziwniejsze wymówki. Czasem mam wrażenie, że coś ukrywa, że nie jest szczera
 - Cześć, no co tam ? - Odebrałem dzwoniący telefon 
- Mikołaj, tak mi głupio tak Cię cholernie przepraszam - Zaczęła jak tylko mnie usłyszała 
- Nie dasz rady ? - W sumie nie musiałem pytać, znałem odpowiedź 
- Mikołaj tak Cię cholernie przepraszam. Moja mama się źle czuje muszę z nią jechać do lekarza 
- Dobra, jasne nie ma sprawy - Odparłem obojętnie chociaż byłem na nią zły. Wystawia mnie kolejny raz, już nawet zdarzało się że opowiadała tą samą historię dwa trzy razy co jakiś czas. 
- Jeszcze raz Cię przepraszam, I obiecuje wynagrodzę Ci to kiedyś. Muszę kończyć pa - Rozłączyłam się. Nie myśląc długo, zamówiłem tax i udałem się do Zapały, Emilka akurat miała być na wsi u jego mamy z dzieciakami. Byłem na nią zły po raz kolejny wystawia mnie używając jakiś durnych wymówek. Mama, siostra, tata, Paula, zalanie mieszkania i takie inne pierdoły. Czasem miałem wrażenie, że nie jest wstanie powiedzieć mi w prost że nie chce się ze mną spotykać, za to kolejnym raze czułem jak by coś ukrywała, jak by nie chciała mi czegoś powiedzieć, bała się  tylko czego. 
- O widzę, że urodziło się coś poważnego - Zaśmiał się wpuszczając mnie do środka
- Daj kieliszki - Nie mówiąc nic siadłem na kanapie, musiałem się komuś wyżalić 
- Dobra to najpierw lej - Postawił kieliszki - A potem opowiadaj - Bez słowa nalałem po kieliszku, zanim co kolwiek powiedziałem musiałem się napić. Na trzeźwo nie dało się tego przetworzyć, a może i dało tylko ja nie umiałem. 
- Stary bo z kobietami - Zacząłem po wypiciu kieliszka -  Za nimi to się nie nadąży - Kiwałem głową, pijąc kolejny. 
- Zapowiada się długa noc. To teraz mów, która i co - Spojrzał na mnie pytająco. - No dalej, dawaj 
-  Rozumiesz to ? Umawiam się z nią już któryś raz, a ona za każdym razem coś wymyśla, a to : mama, siostra, przyjaciółka, zalanie mieszkania zawsze coś jej musi wypaść w tym dniu. I to idealnie w tym dniu chwile przed, albo trochę wcześniej 
- Stary, a może ona nie chce się z Tobą spotkać 
- To po cholerę się najpierw zgadza, a potem co - Wódka już powoli sie kończyła, całe szczęście Zapała miał zapas.
- To kobieta, za nimi nie nadążysz one są jak  pogoda w górach, za cholerę nie wiesz jaka będzie za chwile, a co dopiero jutro  - Zaśmiał się już lekko wcięty 
- Chyba napędzana na nitro - Dodałem rozlewając ostatnie krople magicznego płynu, który już krążył mi w krwiobieg. - Zresztą ona cała jest jak nitro, każdego dnia widzę że coś nie gra, że juz nie daje rady, a jest tak zajebista że nikt nie dorasta jej do pięt
- Ty stary stój - Wypił kolejny kieliszek, on już też powoli nie wiedział o czym mówi. W sumie 0,25 na głowę,  to sporo - Ta laska to Karolina ? - Nie powiedziałem nic, tylko pokiwałem głową. Zapała był w takim szoku, ze mało mu oczy z orbit nie wyskoczyły. - Trzeba będzie pójść chyba po kolejną, bo to widzę - Kręcił głowa otwierając kolejną
- Stary ona jest wybuchowa jak wulkan na Tahiti, najpierw jest radosna po chwili coś jest nie tak bo  to widzę, ale w pracy pełna profeska
- Uuu... widzę, że grubo popłynąłeś - Zaśmiał się - Co te kobiety z nami robią, ah kobiety kobiety 
***
Kolejna nieprzespana noc, w sumie już powinnam się przyzwyczaić a jednak. Na komendę wbiegłam, nie chciałam po raz kolejny sie spóźnić. Weszłam do pokoju on już tam siedział, nie wyglądał najlepiej 
- Cześć, wszystko gra ? 
- Cześć - Spojrzał na mnie, już w jego oczach widziałam, że jest na mnie zły - Jak zawsze wszystko gra 
- Ciężka noc widzę - Zaśmiałam sie, chciałam jakoś rozładować atmosferę, która już na wstępie nie była najlepsza.
- U Ciebie nie lepsza jak widzę -  Odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc - Ciężka noc - dodał sarkastycznie. Cholernie żałowałam, że nie mogłam powiedzieć mu prawdy.  
- Mikołaj przepraszam, wiem że nawalam na każdej linii, juz któryś raz Cię wystawiam. Przepraszam, przepraszam jak będzie trzeba odpokutuje. Daj mi ostatnią szanse jutro po pracy, pójdziemy na piwo - Było mi cholernie głupio wystawiłam go po raz kolejny, nie dziwiłam sie wcale, że jest na mnie zły 
- Jak chcesz - Nawet nie spojrzał na mnie - Muszę iść do Jacka - Wyminął mnie nawet na mnie nie patrząc. 
- Przepraszam - Szepnęłam niesłyszalnie, on nie odwracając się wyszedł, czułam że to będzie ciężki dzień. Cholernie ciężki dzień, przeczuwałam że Mikołaj nie będzie chciał że mną rozmawiać, będzie mnie za wszelką cenę unikać, w sumie nie dziwiłam mu się, to już nie pierwszy raz go wystawiłam używając błahych powodów. Nie myliłam się nie rozmawialiśmy prawie cały dzień, to  było co najmniej dziwne, czułam się cholernie nie swojo całe szczęście Jacuś zapewniał na co chwilę rozrywkę.
- Kawa dla mojego ulubionego partnera - Postawiłam przed nim kubek kawy uśmiechając się
- Dziękuję - Uśmiechnął się lekko
- To co już się nie fochasz ?
- Ja się nie focham
- Tak, tak niech Ci będzie - Zaśmiałam się - Ja już muszę lecieć. Pamiętaj jutro po pracy, dozobaczenia