Muzyka

Zapraszamy !!

Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/

sobota, 27 stycznia 2018

VIII Miniaturka "Kocham Cię mimo wszystko"

Witamy was !!
Dziś razem z Szwagierką (Emilka) postanowiliśmy, że napiszemy dla was coś wyjątkowego. Za oknem mgliście, szaro smutno dla tego liczymy na to że nasza Miniaturka chociaż na chwilę przeniesie was do zupełnie innej krainy. Liczymy na opinie w komciach i życzymy miłego czytania  

Życie jest cholernie dziwnie masz wszystko czego tak naprawdę oczekujesz, a wystarczy chwila jeden maleńki moment i w ułamku sekundy tracisz wszystko  co tak naprawdę masz, czujesz się jak w jakimś durnym filmie gdzie scenarzysta za wszelką cenę chciał zdołować każdego z widzów. Jednak po chwili dochodzisz do siebie i rozumiesz, że to nie jest żaden film tylko życie, a może i film Twój własny w którym grasz jedną z głównych ról, a wycofanie się z niego jest niemożliwe. 
Zachód wydaję się tak piękny, stary dzień idzie spać by za chwilę obudzić się na nowo  jeszcze lepszym piękniejszy. Jest piękny, a tak naprawdę cholernie smutny, z resztą od tak dawna na świat patrze w szaro biały barwach, tak  szarych,smutnych i ponurych nie bawi mnie już nic co do tej pory, każdy dzień w pracy jest udrękom, a każdy dźwięk telefonu przyprawia mnie o zawał serca. 
Dla czego to życie jest tak niesprawiedliwe ? Niektórzy ludzie mają wszystko piękne samochody, domy pieniądze rodziny zdrowie, a inni nie mają ani pieniędzy ani domów ani zdrowia ani rodzin. Inni żyją na granicy prawa, łamiąc wszelkie dopuszczane normy, a żyją długo i nie dopada ich żadne nieszczęście, inni każdego dnia cierpią prosząc o to by ten dzień był ich ostatnim. Są jeszcze tacy, co mają plany marzenie i pragną je realizować, Ci ostatni kochają życie, chcą przeżyć je najpiękniej na świecie a nie mają na to okazji, bo Bóg odbiera im to co najcenniejsze życie, nie patrząc na to czy mają pięć dziesięć piętnaście trzydzieści osiemdziesiąt lat czy dopiero przyszli na ten świat, kochają życie pragną  żyć najpiękniej jak umieją, spełniać swoje marzenia, które płyną z głębi serca, a nie mają okazji żyć jak by pragnęli, bo zapada wyrok, często jedyny i ostateczny. 
Stałem przed ogromny budynkiem, ciągnął się i ciągnął, nie był zbyt wysoki, miał zaledwie 4 piętra,ale był duży mimo jego wesołego żółtego kolory i tak był najsmutniejszym miejscem w całym Wrocławiu, przynajmniej dla mnie. To tutaj kończyło się wiele marzeń, tutaj najwięcej rodzin wylewało hektolitry łez, tutaj marzenia i plany pryskały jak bańki mydlane, a życia rozpadały się jak domki z kart, tutaj nie jedno serce rozpadało się na maleńkie kawałki których nie da się posklejać nigdy posklejać. W tym miejscu spotkanie kogoś uśmiechniętego graniczyło  z cudem niczym znalezienie wody na pustyni.  Owszem kiedy się tu pojawiasz widzisz tą siłę walki radość, uśmiech, ale z czasem widzisz, że to tylko jakaś pieprzona gra w którą każdy gra.
W miejscu gdzie życie kończy się, dla niektórych na dłuższą chwilę, a dla innych na zawszę. Tutaj tak naprawdę szczerzę nikt nie potrafi się śmiać i cieszyć, potrzeba do tego tak cholernej siły, że mało kto taką posiada. Owszem nie spotkasz tam nikogo kto otwarcie płacze, każda wylana łza jest gdzieś ukryta gdzieś w najdalszym koncie, tak aby nikt jej nie widział, tak szczerzę otwarcie płaczesz kiedy jesteś już na skraju przepaści,  a na ten czas kiedy ktoś jest obok przebierasz maskę, silnej i odważnej osoby, chodź tak naprawdę w środku już dawno umarłeś a  jedyne co Ci zostało to wiara i nadzieja, tylko to trzyma Cię jakoś w pionie, w pionie gdzie tak naprawdę jeden maleńki podmuch i Ciebie nie ma spadasz i już nie wracasz.
Wiara nadzieje brzmi tak banalnie, tak cholernie banalnie, ale to dzięki niej jakoś funkcjonujesz, żyjesz trzymasz się jeszcze przy życiu o ile można nazwać to życiem, tylko wiara i nadzieją bo nawet nie czujesz głodu i pragnienia. A jedyne czego pragniesz to, żeby obudzić się z nią przy swoim boku, aby było tuż obok Ciebie szczęśliwa i uśmiechnięta jak wtedy. Zobaczyć te światełka w oczach, które błyszczą kiedy się śmieje, a tak bardzo kochasz jej śmiech.
Miłość bo tak nazywa się to cholerne uczucie, które teraz zabija mnie od środka, każdego dnia coraz bardziej, kiedy na nią patrzysz a ona słabnie w Twoich oczach, nie śmieje się juz tak szczerze jak kiedyś jej oczy tracą ten cudowny błysk, nie bawi ją już tak wiele rzeczy, a marzenia  tak piękne które kiedyś miała prysły jak bańka i już nie wrócą. A Ty widzisz jak każdego dnia walczy sama z sobą, żeby nie poddać się i nie upaść. A ty chociaż nie wiem jak bardzo byś chciał nie możesz zrobić nic więcej jak być obok otrzeć jej łzy i mocno przytulić, powiedzieć że jesteś obok i będziesz zawsze mimo wszystko.
 Któryś raz zastanawiasz się jak sile to uczucie kiedy każdego dnia mówisz że jesteś dla niej, jesteś obok z czasem mówisz Kocham Cię ponad wszystko, a słyszysz że Ci się tylko wydaje że to współczucie bo i tak zaraz zniknie na zawsze jak ona, ale Ty nie poddajesz się i kolejnego dnia znowu jesteś tuż obok gotowy by otrzeć jej łzy, chociaż Twoje serce tam w środku rozpada się z każdą jej łzą, to Ty  i tak każdego dnia przychodzisz w to samo miejsce tak samo pozornie szczęśliwy i jesteś obok, ocierasz jej łzy mówisz, że kochasz i zawszę będziesz. Przybrałem maskę, taką samą jak za każdym razem kiedy tu jestem, spojrzałem jeszcze raz na szyld DOLNOŚLĄSKIE CENTRUM ONKOLOGI, minęła mnie młoda kobieta płakała sztucznie się do niej uśmiechnąłem i weszłem do budynku. 
Wędrowałem korytarzem wydawał się tak złudnie radosny błękit zieleń kolory radości, które tylko sprawiały, że czujesz się jak w domu. Minęła mnie młoda dziewczyna, znałem ją doskonale miała zaledwie dwadzieścia dwa lata, całe życie przed sobą, a trafiła tu w tym samym czasie, leżały razem na sali, na początku była szczęśliwa radosna jak mało kto tutaj, nie widziałem jej łez, ale któregoś dnia zupełnym przypadkiem widziałem ją gdzieś w szarym koncie samą płakała, chciałem podejść pocieszyć ale nagle zdałem sobie sprawę, że nie wiem jak nie umiem, bo jak można pocieszyć kogoś kto ma przed sobą całe życie, a zaraz je straci. 
Wszedłem do sali leżała jak zwykle na tym samym łóżku od tak wielu dni, tak samo pozornie szczęśliwa ale jej oczy zdradzały wszystko, co siedzi w jej sercu i głowie, nawet na mnie nie spojrzała dopiero kiedy podszedłem bliżej, i pocałowałem ją w policzek spojrzała na mnie, 
- Cześć skarbie - Uśmiechnąłem się do niej, jak każdego dnia kiedy tu byłem. Właściwie to miejsce stało się moim drugim domem, tutaj byłem od rana do wieczora w domu tylko spałem, a w pracy właściwie nie raz udawałem że pracuje.
- Nie mów, tak do mnie - Odparła chłodno, chociaż w jej oczach był cholerny ból 
- Czemu ? - Usiadłem obok 
- Rozmawialiśmy już o tym, ja nie chce Twojego współczucia - Podniosła się na łóżku - Rozumiesz nie chce - Patrzyła gdzieś przed siebie
- O czym Ty mówisz jakiego współczucia -  Skierowałem jej twarz, tak aby patrzyła w moją stronę spojrzałem jej prosto w oczy 
- Dobrze wiesz, mnie zaraz nie będzie! Rozumiesz ja każdego dnia mogę umrzeć !! - Patrzyła mi w oczy - I nie chce Twojego współczucia, Twojego i nikogo innego !! - Widziałem, że to kolejny dzień z cyklu tych najgorszych, tych kiedy nie potrzebowała nikogo, właściwie potrzebowała i to najbardziej, ale odsuwała każdego kto chciał być tuż obok niej.
- Zrozum w końcu Kocham Cię! - Złapałem ją za rękę - Kocham Cię i zawsze przy Tobie będę nie obchodzi mnie nic!! Będę obok i razem z Tobą będę walczyć, aż pewnego dnia już nie długo wyjdziemy stąd razem cholernie szczęśliwi i nie wrócimy tu już nigdy ! - W jej oczach pojawiły się łzy.
- Nie chce, żebyś cierpiał  kiedy mnie nie będzie - Po jej policzku spłynęła łza, jedna samotna łza, usiadłem obok niej na łóżku położyłem dłoń na jej twarzy i jednym placem otarłem tą samotną łzę. 
- Kocham Cię jak życie jak tlen, jak wszystko co w życiu najcenniejsze i nie wyobrażam sobie jego bez Ciebie i wierze w to, że kolejna wizyta w szpitalu nie będzie prędka a już jak do niego trafimy to wyjdziemy w minimum w troje Ty ja i nasze maleństwo, które stanie się całym naszym światem i będziemy cholernie szczęśliwi- Uśmiechnąłem się do niej, a ona się zaśmiała po raz pierwszy od tak dawna  - Kocham Cię - Spojrzałem w jej oczy i delikatnie musnąłem jej usta 
 *
Nie mogłem cofnąć czasu tego cholernego czasu przez, którego nic nie będzie takie same. Gdybym miał tylko tą magiczną różdżkę, której używają w bajkach pewnie powrócił bym do tej szczęśliwej przeszłości kiedy ona jest zdrowa, pełna chęci do życia... Jednak zawsze trafi się coś co to wszystko zniszczy i pryśnie niczym czar dobrej wróżki. Wiadomość o jej chorobie zawaliła wszystko co do tej pory było między nami. Przez to nasze daleko idące plany po prostu legły w gruzach, kochałem ją od dawna, ale nigdy nie było okazji, a może nie miałem odwagi aby jej to wyznać, dopiero teraz tutaj w tym szpitalu zdecydowałem się na to, chociaż ona odtrącała mnie za każdym razem, ale nie poddałem się nie mogłem. Od tej pory, kiedy po raz pierwszy przekroczyłem mury tego miejsca obiecałem sobie, że nigdy jej nie opuszczę i nie pozwolę, żeby ktokolwiek zniszczył naszą więź, na której zależało mi jak na niczym innym. Miałem wrażenie, że ona powoli traci wiarę w lepsze jutro i tylko ja staram się jakoś przynajmniej przy niej na to pozytywnie patrzeć. Chyba dzięki temu była taka silna i nie poddała się, bo wie, że ma mnie przy sobie. Wiadomo niektórzy nie zdają sobie sprawy, że ile taka osoba potrzebuje wsparcia. Niestety i w naszym przypadku trafił się taki typ. Szybko pożałował, że się wtrącił. Było to kiedy wyszedłem z sali, bo ona miała kolejne badania. Zobaczyłem go w głębi korytarza ja nie wiem po co on tutaj przyszedł. No na pewno nic dobrego to nie wróży
. - Ja na twoim miejscu bym sobie dał z nią spokój. Po co ci taki problem - przyznam szczerze podziałało to na mnie jak płachta na byka.
 - Problem to ty masz ze sobą gnoju ! - jak on może powiedzieć, że osoba śmiertelnie chora jest problemem. Po co on w ogóle przyszedł do tego szpitala chyba, żeby pośmiać się z cudzego cierpienia. Dlaczego niewinni ludzie muszą cierpieć, a taki dupek ma w życiu wszystko. 
- Ku**a ty to chyba nie równo masz pod sufitem ! - zacząłem krzyczeć. Od kilku dni byłem taki wkurzony, nie mogłem się na niczym skupić liczyła się tylko ona. Miałem ochotę rzucić wszystko i cały czas przy niej siedzieć, albo nie najlepiej to zmienić się z nią miejscami.
 -Odpi***dol się i ode mnie i od niej, bo ci ten krzywy ryj naprostuje ! - dobiegłem do niego i miałem ochotę sprać go i to tak, że nawet tutaj w szpitalu by mu nie pomogli. Obiecałem sobie, że będę o nią walczył do końca i nie pozwolę, żeby taki ktoś o niej źle mówił. Przez chwilę wściekłość zablokowała mi racjonalne myślenie. Nasza awantura trwała w najlepsze. Znaczy ja go tak lałem, że nie miał nawet jak się obronić. Nie będzie taki gnój wpierdzielał się z buciorami w nasze życie. Wtedy do akcji wkroczył facet z ochrony wtedy postanowiłem odpuścić nie ma co tracić czasu na takiego kogoś. Przecież ona mnie bardziej potrzebuje, dlatego wróciłem do jej sali.
*
Każdy z nas w życiu musi podejmować decyzje są takie które podjęcie ich nie zajmuje wiele czasu a odpowiedz znasz już na wstępie, są i takie gdzie aby podjąć jaką kolwiek decyzje potrzeba czasu mnóstwo czasu, a każda decyzja którą podejmiesz w jakimś stopniu Cię dotyka i nie jesteś jej do końca pewny. Są jeszcze decyzję jedyne wyjątkowe, cholernie trudne, ale podejmujesz je z prędkością światła z ogromną pewnością siebie. I chociaż większość osób do okoła je neguje  Twój wybór, każe się zdecydować bo zaważy on na całym Twoim życiu Ty bez wahania mówisz TAK jesteś tego pewny, tak cholernie pewny  jak niczego innego do tej pory. Bo chyba własnie na tym polega miłość, żeby być jej pewnym na dobre i na złe.
Podjąłem decyzje niektórzy mówią, że najtrudniejszą jaką tylko mogłem, ale ja uważałem inaczej to była najlepsza decyzja w moim życiu, gdym miał zrobić to jeszcze raz bez chwili wahania, cienia wątpliwości  nie pragnąłem niczego innego, jak być z nią do końca życia, budzić się każdego dnia obok niej słyszeć " Kocham Cię " z jej ust i widzieć jej śmiech kiedy robisz z siebie idiotę tylko po to żeby zobaczyć jak się śmieje. 
Stałem przed lustrem byłem już prawie gotowy, tylko ostatnie drobne poprawki, denerwowałem się jak cholera, ale to normalne każdy przed takim dniem ma pietra. 
- Teraz jest idealnie -  Mój najlepszy przyjaciel poprawił mi krawat. Denerwowałem się jak cholera ale nie mogłem tego pokazać. - Chodź pewnie już czeka - Poklepał mnie po ramieniu. Weszliśmy do szpitalnej kaplicy, była malutka i przytulna to tutaj tak wiele osób wylewało swoje żale, szukało odpowiedzi na to jedno cholernie ważne pytanie " Dlaczego ja ?". Zauważyłem jej mamę stała uśmiechnięta, już dawno jej takiej nie widziałem tuż obok stało pare naszych najbliższych znajomych, a także Marta jej koleżanka z sali. Zająłem miejsce przed ołtarzem i czekałem niecierpliwie, już po krótkiej chwili ujrzałem jej świadkową, a zarazem najlepszą przyjaciółkę, szła w błękitnej sukience z bukietem lili i orchidei, a zaraz za nią szła ona ze swoim ojcem ją wyglądała jak anioł miała delikatną aksamitną biała sukienkę. Tak dawno nie widziałem tak szczerego uśmiechu na jej twarzy, radość biła od niej już z oddali, kiedy podeszła bliżej po raz pierwszy od tak dawna zauważyłem tą iskierkę w jej oczach tą, którą tak bardzo kochałem, posłałem jej tacie uśmiech i chwyciłem jej dłoń. Po chwili pojawił się Ojciec Kamil, kiedy pierwszy raz pojawiłem się w kaplicy prosić go o ślub nie ukrywał zdziwienia, ale jako jedyny nie pytał nie osądzał tylko wysłuchał i pomógł 
- I że Cię nie opuszczę, aż do śmierci - Wyszeptałem, a jej pliczku znowu spłynęła łza, wiedziałem że jest to łza szczęścia, kontem oka widziałem jej mamę płakała nawet tata uronił łzę, nie mówiąc już o reszcie. Zbliżyłem się do niej i delikatnie pocałowałem, nasz pocałunek był delikatny ale subtelny, oddawał wszystko co do siebie czuliśmy gdybym tylko mógł to porwał bym ją teraz na koniec świata, tak daleko gdzie moglibyśmy być tylko ja i ona, tylko my we dwoje i nikt poza nami. Spojrzałem jej ponownie w oczy uśmiechała się i płakała 
- Kocham Cię - Szepnęła, a ja pocałowałem ją ponownie, tym razem usłyszeliśmy ciche brawa, kiedy tylko oderwaliśmy się od siebie zaczęły się życzenia i prezenty. Nawet męska część gości miała łzy w oczach, każdy z zebranych wiedział jaka jest sytuacja, wiedzieli o wszystkim dzięki mojemu najlepszemu przyjacielowi bo ja nie umiałem o tym rozmawiać, tylko przy nim się otwierałem. Kiedy już wychodziliśmy podszedł do nas lekarz 
- Gratuluje - Uśmiechnął się szczerze, i uściskał nas. Znali mnie już tu prawie wszyscy, w końcu byłem tutaj codziennie. Na początku kiedy powiedziałem o tym jej lekarzowi nie chciał mi w to uwierzyć dopiero po chwili zrozumiał, że nie żartuje i mówię poważnie właśnie wtedy wyznał mi cała prawdę 
- Dziękujemy - Odpowiedzieliśmy równo, obiołem moją świeżo poślubioną żonę w pasie 
- Też mam dla was prezent - Podał nam jaką kartkę
- Naprawdę ? - Powiedzieliśmy równo, po przeczytaniu  pierwszego zdania 
- Wiem, że to tylko jeden dzień jedna noc, ale tylko na tyle mogę pozwolić - Posłał nam znaczący uśmiech 
- Dziękujemy - Podałem mu dłoń, a po chwili chwyciłem miłość mojego życia w ramiona obróciłem się z nią w o koło własnej osi i mocno pocałowałem - Dowodzenia - Rzuciłem szybko i wręcz wybiegłem z nią na rekach z tej kaplicy, a chwile później ze szpitala 
Udało się jak to się mówi pierwsze koty za płoty. Mogliśmy chociaż przez kilka godzin pobyć razem gdzieś poza szpitalem. Postanowiłem wykorzystać ten dzień  tak jakby miał być ostaniami chwilami razem. Musiałem to tak rozegrać, żeby przestała o tym wszystkim myśleć. W głowie miałem mnóstwo pomysłów obawiałem się, że na połowę z nich braknie czasu, ale ona musi czuć tą bliskość. - Jak ja bym chciała, żeby wszystko było normalnie jak dawniej - powiedziała, a po jej bladych policzkach polały się drobne łzy. Miałem ochotę pobeczeć się z nią. Złapałem ją za rękę i mocno przytuliłem. Przynajmniej tak mogłem jej pomóc.
 - Wszystko będzie dobrze- nic innego wtedy nie przychodziło mi do głowy wszystkie słowa brzmiały tak bezsensownie. 
- Boje się - jeszcze nigdy nie widziałem jej takiej przerażonej. Zawsze starała się nie pokazywać po sobie żadnych uczuć, a teraz rozkleiła się jak małe dziecko.
 - Nie myśl o tym. Zamknij oczy. No zamknij nie bój się - powiedziałem i złapałem ją za rękę - Podziałamy teraz wyobraźnią. Wyobraź sobie, że jesteś w krainie wiecznej radości i szczęścia. Wyobraź sobie mnie i ciebie razem na zielonej łące, gdzie jest mnóstwo czterolistnej koniczyny. Wyobraź sobie nad nią wielką różnokolorową tęczę. Wyobraź sobie dużą rzekę, a  w niej wodę jaśniutką i czyściutką, a nad nią bociany nasze piękne polskie bociany. Piękne prawda ? -  zapytałem patrząc prosto w jej oczy, które nawet mimo choroby nie straciły zalotnej barwy.
 - Symbole szczęścia i radości. Jak ja bym chciała znaleźć się w takim miejscu - przez chwilę widać było, że zapomniała o tym wszystkim i się rozmarzyła. Postanowiłem wykorzystać ten moment i zabrać ją w miejsce gdzie zabierała mnie mama gdy miałem doła. Tam zawsze odkąd pamiętam świeciło słońce takie mega pozytywne miejsce. 
- To ja cię porywam- uśmiechałem się serdecznie i delikatnie doprowadziłem do samochodu była taka słaba, że ledwie trzymała się na nogach. Nie mogłem uwierzyć, że z młodej energiczniej kobiety może w kilka tygodni zrobić się wrak człowieka. Najgorsze było to, że nie dało się tego zahamować, a najlepiej byłoby jakby dało się całkowicie ominąć. Musiałem mieć gdzieś z tyłu głowy myśl, że może być gorzej, ale jak narazie starałem się odrzucać tą myśl, za każdym razem gdy tylko nadchodziła. - Usiądźmy tutaj - pomogłem jej usiąść na ławce, z której widać było rozciągający się krajobraz. Rzeka, łąka, a nawet bociany wszystko jak z tej opowieści o szczęściu tylko szkoda, że nie można tego przełożyć na prawdziwe życie...
 - Pięknie naprawdę - widziałem z jakim zainteresowaniem patrzy na to wszystko. Żałuję, że nie pokazałem jej go wcześniej.
 - Jak byłem dzieckiem wierzyłem, że to miejsce ma magiczną moc. Zawsze jak tutaj przyjeżdżałem wszystkie problemy stawały się jakieś mniejsze, a nawet miałem wrażenie, że całkowicie uciekają - ona jednak nic nie odpowiedziała zamknęła oczy i o czymś najwyraźniej myślała. 
- Wyobraziłam sobie nas takich szczęśliwych pod tą lipą - otworzyła oczy i wskazała na stare, duże drzewo, które stało odłogiem od innych drzew. 
- Ono ma magiczną siłę. Mama mówiła, że jest to drzewo zmartwień jak pod nim wyżalisz się ze swoich problemów..ono pomoże ci je rozwiązać - zaprowadziłem pod tą starą lipę i przytuliłem chyba za mocno, bo aż syknęła z bólu. Miałem nadzieję, że tak jak w dzieciństwie moc tego drzewa zadziała i wrócimy do normalności. 
- Chyba działa - uśmiechnęła się delikatnie muskając moje usta. Nadchodził wieczór jednak nam narazie nigdzie się nie spieszyło. Chciałem, żeby te chwile trwały wieczność. Było tak pięknie w końcu przestała ciągle myśleć o przyszłości i o chorobie. Akurat trafiliśmy na spadające gwiazdy. Usiedliśmy na ławce i patrzyliśmy w niebo. Każda chwila z nią poza szpitalem była na wagę złota. Bezcenne..
 - Pomyśl życzenie - kolejny raz tego dnia zmyśliła się, a po jej policzkach spłynęły łzy. 
- Nie płacz na pewno wszystko będzie dobrze - kolejne słowa pocieszenia, kolejne minuty w smutku, kolejne wypłakane łzy to wszystko tak cholernie bolało...tak, że człowiek nie jest w stanie tego wyrazić słowami. 
- Skąd wiesz ? - zapytała patrząc na mnie czerwonymi od płaczu oczami. 
- Gwiazdy mi powiedziały, że jedna silna i piękna kobieta da radę i całkowicie wyzdrowieje - popatrzyłem na nią nalegająco jednak ona spuściła gdzieś na trawę swój wzrok.
 - Chciałbym w to wierzyć, w te tajne moce, ale... ale czasu nie cofniemy i niestety będzie co ma być jeżeli ktoś u góry się o mnie upomni....- widziałem, że muszę jej przerwać tą wypowiedź nie mogłem absolutnie dopuścić do tego, żeby się załamała, ale z każdą chwilą i z każdym jej słowem stawało się to coraz trudniejsze - niestety będę musiała odejść. Obiecuję ci jedno, że zawsze mimo wszystko będę z tobą chociażby duchem, ale będę, bo cię kocham i to się nigdy nie zmieni - wtedy to już całkowicie miałem ochotę się rozkleić. Czułem się jakbym ktoś wbił mi nóż w serce i robił coraz większą dziurę zadając mi przy tym ogromny ból.
 - Nie możesz tak mówić nie pozwolę na to, żebyś ode mnie odchodziła - nie pozostało mi nic innego jak ją tylko przytulić. Co ja mogę innego zrobić jak ona niedługo znowu wróci do szpitala, do tej cholernie ciężkiej rzeczywistości.
*
Mama...wiadomo, że chce, żeby nasze życie było najlepsze i dotykało nas jak najmniej problemów. Jednak ta opiekuńczość nie zawsze wychodzi na dobre te wszystkie porady, przewidywanie przyszłości oparte na kilku faktach nic tylko wpaść w doła. Moja matka chyba łamie wszystkie te normy. Nie potrafię zrozumieć o co jej tak naprawdę chodzi przecież ślubowałem miłość, wierność i że jej nie opuszczę, aż do śmierci, i nawet ona nie będzie w stanie nas rozdzielić.

- Przemyślałeś to wszystko...- zapytała niepewnie starsza kobieta.
- Mamo ja wiem, że ci się to nie podoba, ale ja zdania w życiu nie zmienię. Kocham ją i nic ani nikt tego nie zmieni - uniosłem się, następna osoba, która próbuje zniszczyć nasze szczęście. To, że jest chora nie oznacza, że jest gorsza i nie potrafi dać miłości. Wiem jedno kocham ją i nigdy się to nie zmieni.
- To nie będzie takie łatwe. Ja nie wiem czy ty sobie zdajesz sprawe jaka opieka nad chorą osobą może być trudna - wiedziałem, że tak będzie ona nigdy nie popierała moich wyborów, zawsze była zdania, że jestem lekkomyślny, że nie potrafię sam o siebie zadbać i tylko z jej pomocą radzę sobie jakoś w życiu. Wkurzało mnie to, że mimo upływu lat dalej traktuje mnie jak jakiegoś rozkapryszonego gówniarza.
- Jak się kogoś kocha nie myśli się o takich rzeczach- miałem ochotę wybiec stamtąd jak najszybciej i przestać słuchać o tych bredniach. Dobrze, że ojciec chociaż trochę mnie popierał.. w takich chwilach wsparcie jest na wage złota. Zebrałem się i pobiegłem do niej do szpitala, każda chwila bez niej to czas stracony, przepełniony ogromną tęsknotą.
- Straciliśmy go...ona całkowicie go opętała - popłakała się kiedy mężczyzna odszedł.
- Dorosły jest przecież wie co robi. Nie dramatyzuj młodzi są poradzą sobie - wiedziałem, że ojciec wspiera to co robię już kilka razy mnie o tym przekonał. Szkoda, że matka nie potrafi się z tym pogodzić. Trudno nie można mieć wszystkiego w życiu.
- Nawet ty przeciwko mnie..no idź powiedz mu, że niszczy sobie życie -powiedziała z wyrzutami ona cały czas uważała, że życie z osobą chorą to wyrok...nawet nie zdawała sobie sprawy jak sie myli.
- Pójdę, ale nie po to. Powiem mu, że dobrze robi, że byłby dupkiem gdyby się wystraszył w takiej chwili- wkurzył się najwyraźniej i jemu przeszkadzało to do czego dąży moja matka. W sumie to miałem gdzieś co o mnie myśli, jak jej się nie podoba to niech zapomni, że kiedykolwiek miała syna.
 Wszedłem do szpitala, już nie mogłem się doczekać kiedy ją zobaczę widziałem ją wczoraj wieczorem, ale dla mnie to jak wieczność. Od naszego ślubu mija juz drugi tydzień a moja mama  nadal robi mi jakieś wyrzuty. Dobrze, że ona tego nie słyszy na pewno zabolało by ją to.  Wszedłem do sali Marta siedziała na łóżku była wyjątkowo smutna tego dnia dopiero kiedy weszłem głębiej zrozumiałem dlaczego moja żona leżała na łóżku była blada i bardzo słaba jak nigdy przedtem, podszedłem do niej szybko 
- Cześć kotuś - Ucałowałem ją delikatnie, ona jak tylko mnie zobaczyła lekko się uśmiechnęła 
- Cześć, kiepsko się dziś czuję - Powiedziała cicho, była smutna - Już nie mogłam się Ciebie doczekać - Chwyciła mnie za rękę 
- Też tęskniłem - Usiadłem obok - Może pójdę po lekarza - Gładziłem jej dłoń 
- Nie trzeba - Lekko się uśmiechnęła - Wiesz przypomniałam sobie jak się poznaliśmy - Spojrzała mi w oczy 
- Zakochałem się od pierwszego wejrzenia i to na zabój - Pocałowałem jej dłoń - I na zawsze 
- Zawsze był z Ciebie taki czaruś - Zaśmiała się cicho 
- I za To mnie kochasz 
- Kocham, i zawszę będę kochać - Przerwała na chwilę - Wiesz, ze jesteś wszystkim najlepszym co spotkało mnie w życiu - Patrzyła na mnie, lekko się uśmiechając. 
- Ja Ciebie też Skarbie, nic piękniejszego nie mogło nam się przytrafić - Musnąłem jej usta 
- Szkoda tylko, że to wszystko trwać będzie tak krótko - Spojrzała na mnie smutno 
- Skarbie o czym Ty mówisz - Nie nawiedziłem tych rozmów, kiedy tylko zaczynała tak mówić miałam ochotę krzyczeć że pieprzy bezsensowne głupoty bo przecież zaraz wszystko się skończy, jednak gdzieś z tyłu głowy wiedziałem, że może mieć racja ta świadomość zabijała mnie od środka. Gdybym tylko mógł bez wahania zamienił bym się z nią miejscami byle by znowu zobaczyć jej uśmiech i to jak się śmieje 
- Kochanie ja umieram - Przerwała na chwilę nie miała siły, już nie raz widziałem ją w takim stanie i potem było lepiej tak będzie i teraz- I doskonale o tym wiemy - Jej wzrok był taki smutny i pusty 
- Nie umierasz, słyszysz zrobię wszystko abyś była zdrowa znajdę dla nas ratunek - Przy takich rozmowach łzy same cisnęły mi się do oczu, ale nie mogłem pokazać jej mojej słabości nie teraz nie w takim momencie
- Dla mnie nie mam już ratunku - Po jej policzkach spłynęły łzy - I doskonale o tym wiemy oboje - Nachyliłem się nad nią i zcałowałem jej każdą łzę 
- Zabraniam Ci tak myśleć - Stałem tuż obok niej trzymając ją za rękę - Zobaczysz nie długo wyjdziemy stąd oboje i już nigdy tu nie wrócimy - Uśmiechnęła się lekko - Pamiętasz tę noc poza szpitalem - Na samą myśl się uśmiechnęła a jej oczy zabłysły - Przecież spadające gwiazdy spełniają marzenia, a ja mam tylko jedno marzenie żebyś była zdrowa i wszystko było jak dawniej. - Patrzyłem jej prosto w oczy 
- A moim marzeniem było, abyś ułożył sobie życie i był szczęśliwy kiedy mnie już nie będzie - Po tych słowach moje serce rozpadło się na milion kawałków, kochała mnie tak bardzo, że jedyne czego pragnęła to, żebym był szczęśliwy nawet jak jej już nie będzie
- Kotek tylko z Tobą jestem i będę szczęśliwy. I nie ma życia bez Ciebie słyszysz pokonamy to wszystko razem - Starałem się nie uronić łzy 
- Kocham Cię i zawszę będę kochać - Wyszeptała 
- Jesteś całym moim światem. Kocha Cię - Pocałowałem ją delikatnie ale namiętnie, jak by to miał być nasz ostatni pocałunek 
- Nie zapomnij mnie - Wyszeptała a jej uścisk nagle osłab, moje serce się zatrzymało, zacząłem krzyczeć wołać o ratunek. Nagle na sali pojawili się lekarze, wyprowadzili mnie i Martę na korytarz, staliśmy tam tacy bezradni nie mogąc nic zrobić ona nic nie mówiła chyba wiedziała że nie ma tutaj odpowiednich słów, i miała rację nie ma i nie będzie nikt chyba nie znalazł słów aby wyrazić co teraz czuje. Modliłem się w duchu prosiłem Boga, aby mi jej nie zabierał niech weźmie mnie nie ją. Nie wiem ile to wszystko trwało nagle z sali wyszedł jej lekarz, nie powiedział nic tylko pokręcił głową. W tej sekundzie moje życie legło w gruzach niczym ten pieprzony domek z kart, którego nie da się odbudować, zjechałem po ścianie ukryłem twarz w dłoniach, nagle poczułem ciężar na swoim ramieniu, Marta oparła o mnie głowę przez ten czas zaprzyjaźniły się, spojrzałem na nią po moim policzku płynęły łzy, ona też płakała, obiołem ją ramieniem, oboje potrzebowaliśmy teraz wsparcia. Nie musieliśmy nic mówić ona wiedziała doskonale jak się czuje, co myślę. Zamknąłem oczy zobaczyłem ją stała taka uśmiechnięta szeptała, że Kocha mnie ponad wszystko  i własnie  taką ją zapamiętam już na zawszę jako piękną i uśmiechniętą kochającą życie. A nasza pierwsza i ostatnia wspólna noc będzie najpiękniejszym wspomnieniem, tym o które będę dbał, jak o nic innego. Zresztą każda chwila, każdy moment z nią jej najpiękniejszym wspomnieniem wartym więcej niż wszystkie skarby świata i będę je pielęgnował każdego dnia. 
*
Ostatni czas był dla mnie najgorszym co mogło mnie spotkać, nie umiałem funkcjonować normalnie, każdego dnia pragnąłem aby to bym tylko jakiś sen, że obudzę się a ona będzie tuż obok mnie. Ale nie to nie jest sen to pieprzona rzeczywistość. A teraz stoję nad jej grobem, stoję i żegnam ją na zawszę już nigdy nie usłyszę jak mówi, że mnie kocha że jest nam razem cudowni, każdego dnia wspominam ten nasz dzień tą naszą noc spadające gwiazdy i moje życzenie była wtedy taka słaba a jednak pragnęła żyć, żyć obok mnie i być tak blisko mnie. Nie potrafię bez niej funkcjonować, podobno czas leczy rany ale ja w to nie wierzę, jak dla mnie on tylko przyzwyczaja do tego bólu i uczy nas z nim żyć, a co jeśli ja nie chce tak żyć bo nie umiem nie potrafię, każdy dzień bez niej jest jak wieczność szara ponura wieczność, w której nie potrafię się odnaleźć, już nawet alkohol nie koi tego bólu, chociaż gdybym potrafił się upić może zapomniał bym chociaż na chwilę, ale nawet tego nie potrafię, czuje się jak by była gdzieś obok i za każdym razem kiedy próbuje się ubić ona wyrywała mi tą cholerną butelkę i jakąś magiczną mocą powodowała, że nie jestem w stanie wypić już ani kropli. Podszedłem do tego dołu do którego przed chwilą opuścili trumnę "Kocham Cię Skarbie" Szepnąłem i wrzuciłem jasno różową lilie, odgłos ziemi opadającej na wieko trumny zapamiętam na zawszę, odgłos rozpadającego się serca. 
*
 5 lat właśni tyle minęło od kiedy ostatni raz byłem tutaj we Wrocławiu, wyjechałem jakiś miesiąc po jej śmierci nie potrafiłem tutaj żyć funkcjonować, codzienne wizyty na cmentarzu stawały się coraz trudniejsze, a jednak nie potrafiłem tam nie chodzić nie siedzieć do zmroku. Pierwsze co zrobiłem pojechałem do niej na cmentarz, cały czas był pełen kwiatów wyjechałem, ale nie zapomniałem o niej raz w tygodniu zamawiałem kwiaty lilie i orchidea które tak kochała takie same jak były na naszym ślubie, a nasz wspólny przyjaciel zanosił je na jej grób, nie zapomniałem o niej i nigdy nie zapomnę byłą wszystkim najpiękniejszym co mi się przytrafiło - Kocham Cię Skarbie - Wyszeptałem kładąc kwiaty na jej grobie po czym odszedłem. Skierowałem się do niej rodziców, miałem nadzieje że nie mają do mnie żalu, że wyjechałem odciąłem się od nich, ale nie potrafiłem inaczej musiałem wyjechać musiałem to zrobić tutaj wszystko ja przypominało tutaj nie umiałem żyć bez niej. Zapukałem nie pewnie po chwili w drzwiach pojawiła się jej mama zmieniła się bardzo postarzała się z tej rozpaczy, mimo to nadal była tą samą piękną kobietą tak bardzo podobną do niej, rozpoznałem ją bez problemu 
- Synku to Ty - Przywitała mnie z otwartymi ramionami, tak jak wtedy kiedy pierwszy raz pojawiłem się tutaj na obiedzie niestety bez niej, zaprosiła  mnie do środka, kiedy siedzieliśmy w salonie czułem, ze to wszytko do mnie wraca, te wspomnienia ten cały pieprzony ból- Chce żebyś wiedział, że my z tatą nie mieliśmy nigdy do Ciebie żalu o tej wyjazd, wiemy że było i jest Ci ciężko - Uśmiechnęła się do mnie 
 - Dziękuje - Posłałem jej uśmiech - Postanowiłem wrócić 
- Cieszymy się - Położyła mi rękę na kolanie - Mogę Cię o coś zapytać ? 
- Tak - Spojrzałem na nią była taka do niej podobna widziałem w jej oczach moją żonę 
- Ułożyłeś sobie życie? Jesteś szczęśliwy? Wiesz, że chcemy Twojego szczęścia
- Nie, bez niej nie umiem żyć i być szczęśliwy  była i zawszę będzie dla mnie najważniejsza - Zamknąłem oczy, a przed nimi pojawiła się ona była piękna jak zawsze uśmiechnięta jak wtedy kiedy ją poznałem -  ten czas który mieliśmy  dla siebie nie był długi, ale był najpiękniejszym okresem w moim życiu, każda chwila spędzona z nią jest na wagę złota cenniejsza niż wszystkie skarby świata, żałuje tylko jednego że tak późno powiedziałem jej że ją kocham 
- Nasza córka nie mogła trafić lepiej - Jej ojciec położył mi rękę na ramieniu - Byłeś jej całym życie nawet za nim byliście razem 
- To ja nie mogłem trafić lepiej - Popatrzyłem przed siebie - Kocham ją i nigdy nie zapomnę 
*
Pojechałem do miejsca gdzie spędziliśmy ostatnie wspólne chwile. Do tego magicznego miejsca, gdzie niby miały skończyć się problemy. Usiadłem na tej ławce, na której oglądaliśmy spadające gwiazdy zamknąłem oczy i próbowałem chociaż we wspomnieniach ją przywołać to jedyne co mi po niej zostało i nikt mi tego nie zabierze. 
- Jak mi ciebie brakuje ! - zacząłem krzyczeć- Nie potrafię żyć bez ciebie !- mimo upływu lat nadal tęskniłem do niej chciałem, żeby była tutaj przy mnie, usłyszeć jej głos, przytulić, a nawet pocałować. - Kocham cię- pogładziłem ręką nasze wspólne zdjęcie, z którym nigdy się nie rozstawałem. Na tym zdjęciu było tyle szczęścia...jaka ona była piękna tęsknię za jej oczami, uśmiechem, tymi delikatnymi rękami. Tyle radości dawały nam wspólne patrole, a jeszcze więcej chwile spędzone razem po pracy. Jednak nadszedł dzień, w którym ktoś postanowił zabrać nam to wszystko. Nigdy się z tym nie pogodzę. Nigdy o niej nie zapomnę. Nigdy... nigdy nic nie będzie takie samo. - Pamiętaj, że cię kocham. Niedługo dołączę do ciebie.... i znowu będziemy szczęśliwi tak jak dawniej. Obiecuje -  wyszeptałem przytulając zdjęcie, zawsze próbowałem nie pokazywać emocji wtedy popłynęły mi łzy, cholerne łzy rozpaczy, które doprowadziły mnie do podjęcia ostatecznej decyzji. Decyzji, która zakończy moje cierpienie.
"Wiem, że nic jej życia nie wróci.Taka kolej rzeczy człowiek się rodzi, żeby potem umrzeć właśnie nadeszła chwila żeby zakończyć tą nieszczęsną wędrówkę zwaną życiem. Sami wiecie jak mi było ciężko bez niej. Wierzę w to, że po śmierci się spotykamy i będziemy szczęśliwi tak jak dawniej. Miłość odebrała mi wszystko racjonalne myślenie, a w pewnym momencie nawet normalne życie, z którym chciałem, a raczej chcę skończyć, aby dołączyć do niej. Nadeszła chwila pożegnania.. pożegnania na zawsze. Nie płaczcie tak jak ja rozpaczałem za nią tylko wspominajcie mnie, bo to jest najcenniejsze. Wiedzcie, że nie zrobiłem tego z głupoty tylko postradałem przez nią zmysły. Wiem, że wielu z was mnie nie zrozumie... trudno tutaj o to nie chodzi, bo człowiek nie jest w stanie zrozumieć takiego silnego uczucia jakim jest miłość. Cieszcie się życiem tak jak ja nie mogłem tego robić. Moje serce przestało już bić na zawsze i nikt tego nie zmieni. Do zobaczenia po drugiej stronie.
Razem z rodziną Karoliny podjęliśmy decyzję, że Mikołaja pochowamy razem z nią przynajmniej tyle teraz mogliśmy zrobić dla nich. Wiecznie młodych i wiecznie zakochanych dwójki ludzi, którzy przez chorobę starcili wszystko....


środa, 24 stycznia 2018

4. I Magiczna moc ziółek


Hejkooo 

Zapraszam was na kolejne opowiadanko, tym razem z nowej seri mam nadzieję, że przypadnie wam do serca tak jak poprzednie :) Kolejne nie wiem kiedy postaram się jakoś w miarę szybko chociaż no wiecie jak to jest. Liczę na opinie jak podoba się wam zapowiedź nowej serii . 

Obudziłam się wcześniej niż zwykle, słońce dopiero wzeszło uwielbiałam lato tak wiele rzeczy obudziło się już  dawno do życia i świat stał się piękniejszy. Otworzyłam szeroko okno lekki podmuch wiatru obmył moją twarz, uśmiechnęłam się i poszłam się umyć, po szybki prysznicu zrobiła kawę i z gorącym kubkiem kawy wyszłam na balkon. Życie na ulicy dopiero się zaczynało, parę osób spieszyło się do pracy inni spacerowali z psami, spojrzałam na zegarek była dopiero 6 miałam jakąś godzinę na wypicie kawy i wyjście z domu odprawa zaczynała się o 7.30.  Od jakiegoś czasu miałam dziwne wrażenie, że Mikołaj traktuje mnie jakoś inaczej jak by oczekiwał czegoś więcej niż przyjaźni nie wiedziałam jak mam się z tego uwolnić jak dać mu do zrozumienia, że jest dla mnie przyjacielem najlepszym przyjacielem, ale tylko przyjacielem. Kiedyś wierzyłam w związki i miłość, ale to było dawno i nie prawda teraz nie potrafię zaufać mężczyzną, owszem  Mikołaj był super facetem opiekuńczy z ogromnym sercem, ale nie potrafię zaufać na nowo. Zbyt ciężko było się pozbierać, żeby znowu się zawieść.
 Pamiętam to jak by było dziś miałam wszystko przyjaciółkę chłopaka dobrą pracę i szczęśliwe życie a w jednej chwili wszystko prysło jak mydlana bańka, rozpadło się jak  cholerny domek z kart. Skończyłam służbę szybciej niż to było w planach mieliśmy ciężką akcje i komendant zwolnił mnie i Michała szybciej do domu, ucieszyłam się tak dawno nie mieliśmy z Kamilem dla siebie czasu a teraz mogliśmy spędzić popołudnie razem. Nie informowałam go, że skończyłam pracę  i wracam do domu tylko wsiadłam w samochód chciałam mu zrobić niespodziankę. Weszłam do domu najciszej jak potrafiłam już przy drzwiach słyszałam jakieś dziwne odgłosy, nie miałam pojęcia co to jest kierowałam się w stronę naszej sypialni, a kiedy ją otworzyłam moje życie się rozsypało a serce pękło na milion kawałeczków, jak by ktoś za pomocą czarodziejskiej różdżki rzucił jakiś zły urok,  Kamil leżał na łóżku a jakaś ciemnowłosa zdz**** siedziała na nim i ....., dopiero po chwili zorientowałam się że ją znam  była to moja najlepsza przyjaciółka Monika znałyśmy się od podstawówki siedzieliśmy w jednej ławce, a ona.... Nie powiedziałam nic tylko trzasnęłam drzwiami i wyszłam godzinami błądziłam po mieście, aż w końcu trafiłam do Pauliny,  to dzięki niej stanęłam na nogi co prawda przepłakałam całą noc, ale szybko się podniosłam Moniki i Kamila już nie widziałam zgłosiłam przeniesienie na inna komendę, żeby już jej nie oglądać a moje rzeczy z jego mieszkania zabrała Paulina. Jeszcze kiedyś na to wspomnienie miałam takie dziwne ukucie w sercu jak by było mi żal jak by coś mnie bolało, a teraz nic  już dawno zamknęłam ten rozdział i znowu jestem pewna siebie niezależna, od tego czasu obiecałam sobie że się nie zakocham i nie zaufam już żadnemu facetowi na tyle, żeby on potem mógł mnie zabić jednym gestem słowem.  Dopiłam kawę, zamknęłam skórkę i wyszłam z domu

***

Od jakiegoś czasu czułem, że Karolina jest dla mnie kimś więcej niż dowódcą, przyjaciółką czy koleżanką z pracy, kimś dużo ważniejszym. Starałem się jej pokazać jak wiele dla mnie znaczy, że czuje do niej coś więcej na każdym kroku dawałem jej to odczuć, ale ona była niewzruszona tym wszystkim, a jej sygnały były wręcz odwrotne do moich oczekiwań, jak by dawała mi do zrozumienia, że dla niej nie jestem nikim więcej niż tylko przyjacielem. Liczyłem, że miedzy nami będzie coś więcej, ale niestety dla niej to tylko przyjaźń nic więcej, w zasadzie dobrze że jej o niczym nie powiedziałem bo wszystko co jest między nami mogło się zmienić nie do poznania i mogłem stracić z nią kontakt, a tego nie chciałem mogłem z nią nie być mogę być tylko jej przyjacielem, ale nie mogę stracić z nią kontaktu, chce być zawsze obok niej i chronić przed wszystkim. Czuje się z tym wszystkim dziwnie, nie wiem jak na nią patrzeć jak z nią rozmawiać jak się zachowywać. To wszystko jest takie dziwne, trochę sztuczne i nie do końca zrozumiałe, jak by ktoś mówił w jakimś nie zrozumiałym języku , którego nikt nie rozumie, a na pewno nie ja, nawet nie wiem czy ona rozumiała to wszystko co się dzieje. Bo odnoszę wrażenie, że gdzieś sama pogubiła się w tym wszystkim. Do tego wszystkie ostatnio znowu pojawiła się Ania, stara się być blisko mnie jak by starała się mnie odzyskać...
Drzwi do pokoju się otworzyły i do pokoju weszła Karolina, była piękna jak zwykle miała na sobie sukienkę w wzorki i kurtkę, ciepło się do niej uśmiechnąłem nie ważne czy była po imprezie, czy miała ciężką nocy czy byliśmy po trudnej akcji ona zawszę wyglądała tak cudownie, jej pewność siebie dodawała jej wdzięku. 
- Cześć - Uśmiechnąłem się do niej 
- Cześć - Uśmiechnęła się do mnie - A Ty co tak wcześnie ?
- Jakoś nie mogłem spać - Zwróciłem wzrok z powrotem w papiery  nie mogłem na nią za długo patrzeć bo zatracałem się w niej jak w narkotyku.
- To tak jak ja  - Powiesiła rzeczy na wieszaku - Zaraz wracam idę się przebrać -Zniknęła za drzwiami.
Czekaliśmy na komendantkę o dziwo była już lekko spóźniona, w końcu weszła obładowana jakimiś papierami
- Dzień dobry, mam dla was dobre wieści - Zaczęła Jaskowska 
- Jaką ? - Zaciekawił się Jacek 
- Jak wiecie za miesiąc jest dzień policjanta dlatego mam dla was propozycję 15 lipca zorganizujemy konkurs podzielony na 2 tury widomo tak, żeby każdy wziął w nim udział. Oczywiście jest to konkurs w którym startujecie parami patrole 005 006 007 razem, a reszta zostanie podzielone już nie długo myślę, że do końca tygodnia. 
- Fajny pomysł - Skomentowała Karolina 
- A nagroda? - Wypalił nagle Julek 
- No tak jak konkurs to nagroda, a więc zwycięski duet wyjedzie do Zakopanego na weekend. Z 100% zapewnieniem,że nie wezmę was do pracy 
- To mi się podoba jeszcze bardziej - Ucieszyłem się z tego pomysłu 
- Każdy będzie brał w tym udział ? - Adaś nie wydawał się zachwycony 
- Nie, kto chce nie będę nikogo zmuszać. Do środy chce mieć listę osób zapisy u Zosi 
- My z Karoliną chętnie weźmiemy udział - Odpowiedziałem za naszą dwójkę, dawno nie mieliśmy urlopu przyda nam, a poza tym jest okazja do spędzenia czasu tylko z Karoliną, w zasadzie liczę, że ten wyjazd mógłby coś zmienić, zaraz po mnie zgłosiło sie parę osób tylko Adaś nie był chętny 
- Zapisy u Zosi, a teraz wracamy do odprawy.
- Fajny pomysł z tym konkursem - Odezwała się Karolina kiedy siedzieliśmy już w samochodzie 
- No, jeszcze fajniej było by wygrać taki odpoczynek by się przydał - Rozmarzyłem się, myślałem o tym jak spacerujemy z Karoliną po górach trzymając się za ręce szczęśliwi jak nigdy dotąd razem we dwoje.
- Ty tak nie marz bo zobaczysz jeszcze Julek Cię pokona  - Zaśmiałam się, kochałem ten śmiech najmocniej na świecie
- Magiczną mocą ziółek i jarmuża - Spojrzałem na nią i oboje wybuchnęliśmy śmiechem 
- Juliusz zielarz gotowy do akcji, strzeżcie się dziedzice niezdrowego jedzenia  Siedzieliśmy rozbawieni w radiowozie, kiedy zgłosił się Jacek. Niestety służba to służba i musieliśmy pojechać na obrzeża Wrocławia jakaś spanikowana kobieta zgłosiła zaginiecie córki, jak potem się okazało mała schowała się za domem w szopie, no cóż nie każdy rodzic umie szukać. Kolejne sprawa dotyczyła kradzieży przez osiedlowych meneli, normalnie dzień pełen wrażeń. Po skończonej służbie zaprosiłem Karolinę na ranczo, ale odmówiła miała podobno juz umówione spotkanie z Paulina. 

niedziela, 21 stycznia 2018

3.30 Twoje serce jest dla mnie wszystkim co mam

Hejka 
Razem z szwagierką zapraszamy na ostatnie opowiadanko z tej o to serii, jest dość długie no tak ciut ale liczymy, że dotrwacie do końca. Zapraszamy również na nasz 2 blok gdzie jest kolejne opowiadanie. A tym czasem miłego czytania i nie długo pojawi się pierwsze opko z nowej serii.

- No, ale wiecie z Mikołajem nie najlepiej wygląda jak siedem nieszczęść normalnie szkoda gadać, a uparty jest nic nie da sobie powiedzieć - powiedziała Paulina, która przyszła na komendę, żeby poradzić się co robić dalej.
 - Może pojedziemy większą grupką zrobimy jakieś małe przyjęcie żeby się oderwał od tego wszystkiego-  zaproponowała Emilia, której zrobiło się szkoda Mikołaja.
 - Tak zrobimy - przytaknęli zgodnie.
 Postanowiłam pomóc we własnym zakresie Mikołajowi dlatego pojechałam do niego. Czasem taka rozmowa może wiele zdziałać
. - Julka ? Co ty tutaj robisz ? - drzwi otworzył mi ubrany w jakieś stare dresy Mikołaj
. - A co już nie można kolegi z pracy odwiedzić ?- uśmiechnęłam się
. - Wiesz co ja nie mam ochoty na rozmowy - jeszcze nigdy nie widziałam go takiego smutnego, aż mi się go żal zrobiło.
 - Ale ja nalegam - nie mogłam odpuścić, bo chciałam za wszelką cenę mu pomóc. Nie było nam dane długo rozmawiać, bo po chwili u Mikołaja pojawiło się chyba z pół komendy. Paulina jak tylko weszła popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem już wtedy wiedziałam, że to nic dobrego nie wróży.
 - A pani Mazurek to bez zaproszenia tak wszędzie przychodzi ? - mruknęła Wach.
 - Przyszłam po prostu porozmawiać - odparła niepewnie.
 - Ja już dobrze wiem po co przyszłaś Mikołaj jest z Karoliną czy ci się to podoba czy nie !- krzyknęła.
- Ale ja tylko...
- Tak tak, a do Krzyśka to kto się przyczepił ? Skąd ja mam pewność, że z Mikołajem nie będzie tak samo ?- Paulina się dopiero rozkręcała nikt by nie pomyślał, że aż tak bardzo
. - Daruj sobie dobrze. Ja już wiem tobie jest zazdrość, że faceci wolą mnie -Julka też zamiast odpuścić zaczęła się z nią drażnić
. - Taa, bo ty kurde ideał piękna po prostu- Paula dalej nie odpuszczała.
 - Przynajmniej nie mam dziecka na boku - te słowa zadziałały jak płachta na byka.
 - Ty zdziro normalnie zatłukę jak psa ! - wtedy to dopiero się zaczęło Paulina była taka wściekła, że zaczęła szarpać Julke. Krzysiek z Kubą próbowali ją jakoś oderwać, ale i oni byli bezradni szła po prostu jak czołg, którego ludzkie siły nie są w stanie zatrzymać.
 - Wyplujesz te słowa razem z zębami ! - zamachnęła się i pewnie by ją uderzyła gdyby nie fakt, że zauważyła siekierkę stojąca obok kominka. Wszyscy normalnie wtedy oniemieli kiedy podeszła i zabrała ostry przedmiot i wróciła do dalszej awantury tylko teraz zaczęła machać siekierką Mazurek przed nosem.
 - No co teraz też będziesz taka mądra ? -  przystawiła górna część siekierki do szyi blondynki
. - Paulina ! - wtrącił przerażony Mikołaj.
 - A co ty też chcesz siekierką dostać ?!- odwróciła się w stronę Białacha
 - Paulina przestań już, bo dojdzie do tragedii - próbę negocjacji podjął Kuba
. - Przynajmniej pozbędę się zbędnego balastu - Wach zaczęła wymiękać.
 - Paulinka nie warto przecież ja też bym musiała ją zabić - wtrąciła Emilia ze spokojem podchodząc do koleżanki.
 - Wow ciociu nie widziałam, że ty taka waleczna jesteś - powiedziała Dominika, która nadal pozostawała w szoku po tym co zobaczyła.
- Młoda ucz się, że trzeba walczyć o swoje - zwróciła się do córki Białacha ocierając łzy, które popłynęły jej ze złości.

***
Wkurzona pojechałam na komendę. To tak się dzieje jak komuś chcesz pomóc. Jeszcze na moje nieszczęście wpadłam na Rachwał.
- Może jakieś przepraszam - niemal krzyknęła.
 - Przeprosić to mnie powinna ta twoja przyjaciółka Paulina i kochaś Mikołaj - mruknęłam wkurzona. - O co ci znowu chodzi ? - Karolina popatrzyła na mnie takim wzrokiem jakby co najmniej chciała mnie zabić.
 - O to, że chciałam pomóc Mikołajowi i Paulina ze siekierą do mnie wystartowała - może powinnam się hamować, ale byłam taka nabuzowana, że przestałam panować nad sobą.
 - Jak zasłużyłaś - odparła obojętnie.
 - Ale ten twój Mikołaj to niezły jest - chciałam jej dogryźć tak, żeby jej w pięty poszło.
- Właśnie dobrze powiedziałaś mój - Karolina mimo wszystko panowała nad sobą. Tak jak jej kazał lekarz więc starała się do tego dostosować.
 - No to będziesz się musiała podzielić - odparłam patrząc na jej reakcje.
 - Na pewno nie z tobą - Rachwał powoli przestawała panować nad swoim spokojem.
 - A jak on świetnie całuje - rozmarzyłam się.
 - Ty mi to na złość robisz ?! - zapytała coraz bardziej wkurzona.
 - Zobaczysz zabiorę ci go - po tych słowach na twarzy Karoliny pojawił się grymas bólu. - Ała ! - wrzasnęła Rachwał łapiąc się za brzuch.
- Karolina co się dzieje ? - z pokoju obok wybiegł wystraszony Juliusz.
 - Chyba rodzę - powiedziała z trudem łapiąc oddech.
 - Co robisz ? Rany Boskie pomocy ! - zapytał coraz bardziej wystraszony Julek.
 - Spokojnie Karolina wszystko będzie dobrze - na krzyki zareagował dyżurny, który starał się zachować zimną krew.
 - Julek zadzwoń po Mikołaja - poprosiła Karolina.
 - Jasne.. Jacek zrób coś no !-  on chyba był bardziej tym wszystkim wystraszony niż ona sama.
 - Poniatowski do cholery nie pomagasz. Idź zadzwoń po tego Mikołaja - Nowakowi coraz bardziej przeszkadzało panikowanie Julka. Nie chciał robić nerwowej atmosfery, a ten ewidentnie w tym nie pomagał. Poniatowski postanowił iść się trochę ogarnąć do pokoju policjantów chyba nawet gdyby do niego strzelali byłby mniej wystraszony
. - No i widzisz co zrobiłaś, a wszyscy mówią, że ja głupi jestem - powiedział do Mazurek, która siedziała tam i płakała.
 - Ja nie chciałam - odparła przez łzy.
 - Nie chcieć to możesz obiadu tutaj jesteś wszystkiego winna - usiadł i ocierał czoło z potu.
 - Ja już mam dość tego dnia - wybiegła z pokoju mijając się w drzwiach z Kobielakiem.
 - Juliusz daj ten telefon ja do niego zadzwonię przecież ty nawet się przywitać nie dasz rady - powiedział kiwając przecząco głową.
- Może i masz rację - Julek podał koledze telefon.
 - Mikołaj gdzie jesteś ? - zapytał prosto z mostu Adam.
 - W domu, a gdzie mam być - odparł niczego nie świadomy Białach.
 - No właśnie tutaj masz być, bo twoja kobieta rodzi - popatrzył na Julka, który przysłuchiwał się całej rozmowie.
 - Co ? - Mikołaj był w takim szoku, że nie mógł zlepić zdania. - To, że zamiast dupę grzać na kanapie masz jechać do niej do szpitala - powiedział i się rozłączył.

***

W szpitalu byłem szybciej niż ustawa przewiduję, a razem ze mną cała reszta na ginekologie wpadliśmy niczym stado bizonów. Na korytarzu byli już Julek Adaś, zacząłem obwiniać siebie o to wszystko nie powinienem jej puszczać samej w 8 msc ciąży. 
- Co się stało ? - Zapytałem jak tylko podbiegłem, Julek szybko streścił mi przebieg wydarzeń myślałem, że zrobię jej krzywdę za to co zrobiła już miałem coś mówić ale wyszła położna 
- Który z Panów jest ojcem - Zapytała a ja od razu stanąłem przed nią - W takim razie zapraszam - Zabrała mnie na sale porodową, była już tam Karolina, leżała na jej twarzy widziałem ból, ale i radość zaraz na świecie pojawił się nasza córeczka 
- Już jestem kotuś - Pocałowałem ją w czoło ona złapała mnie za rękę, była taka dzielna chociaż widziałem jak bardzo cierpi ona nie komentowała tego dopytywała tylko czy wszystko w porządku 
- Widać już główkę - Usłyszeliśmy po jakimś czasie 
- Już nie długo kotuś - Ucałowałem ją w dłoń - Jesteś taka dzielna - Posłała mi uśmiech. Po jakimś czasie usłyszeliśmy płacz naszej dziewczynki. Karolina delikatnie się podniosła, żeby ją zobaczyć 
- Nasza księżniczka - Szepnąłem kiedy pielęgniarki ją okrywały - Kruszynka, Kotuś byłaś bardzo dzielna  - Ucałowałem ją w czoło, była blada przemęczona. Nagle poczułem jaj jej uścisk nikł, po chwilę opadła na łózko a na sali zapanował wielki hałas, maszyna zaczęła piszczeć, Karolina była nie przytomna pielęgniarki i położna zaczęły coś robić przynosić w końcu wygoniły mnie z sali. Nie miałem pojęcia co się dzieje stałem przed drzwiami z napisem SALA PORODOWA 
- Co się stało ? - Z rozmyślań wyrwała mnie Paulina
- Karolina... ona straciła przytomność - Powiedziałem przerażony 
- A co z dzieckiem ?  - Dopytał Adaś 
- Dobrze, pielęgniarka się nią zajmuje - Odpowiadałem bez myślenia 
- Karolina jest silna da radę - Poniatowski poklepał mnie po ramieniu. Spojrzałem na niego, a on szczerze sie do mnie uśmiechnął widziałem przerażenie w jego oczach, ale jakoś się trzymał. Nie wiem ile czasu siedzieliśmy tak bez wieści godzinę, dwie nie wiem dla mnie to wieczność. W końcu pojawił sie lekarz Karolin wszyscy wstaliśmy 
 - Co z nią ?  - Zapytałem przerażony 
- Pana nażyczona  musiała przeżyć jakiś silny stres, bo nie widzę innej przyczyny obecnie jest w śpiączce farmakologicznej 
 - Ale jak to ? 
- Sam Pan wie jaka była sytuacja,  ciąża przebiegała dobrze ale w momecię kiedy Pańska narzeczona się denerwowała mogło dojść do pogorszenia, stres wpływał na nią bardzo źle. Ale proszę być dobre myśli jak jej stan się poprawi wybudzimy ją - Starał się mnie pocieszyć 
- A co z moją chrześnica ? - Zapytała Paulina, już dawno było wiadomo że to ona będzie matką chrzestną 
- Silna dziewczyna, zaraz położna ją przyniesie - Ukłonił się i poszedł 
- Widzisz będzie dobrze - Poklepała mnie po ramieniu, po chwili pojawiła się położna z naszą córką 
- Proszę - Podała mi ją, nie za bardzo wiedziałem jak mam ją trzymać, bałem się że zrobię jej krzywdę była taka maleńka  - Zaraz pielęgniarka ją zabierze, a  ja zapraszam Pana do siebie a potem dokończymy formalności - Posłała mi ciepły uśmiech i poszła
- Musisz podtrzymywać główkę - Zjawił się koło mnie Adaś - O tak - Ułożył mi ręce tak, aby maleńka była bezpieczna. Była podobna do Karoliny miała jej oczy, taki sam cudowny uśmiech widziałem w niej ją. Panie od razu zaczęły mówić jaka jest słodka, piękna, a ona słodko się śmiała, czułem że moje oczy są mokre, trzymałem na rękach naszą córkę którą pokochałem jak tylko dowiedziałem się, że rośnie pod jej sercem. 
- Moją księżniczka - Ucałowałem ją delikatnie w czoło, a ona zaśmiała się słodko, już kochałem ten śmiech, po chwili zjawiła sie pielęgniarka i zaprowadziła do położnej i lekarza. 
 Siedziałem, przy jej łóżku wyglądała tak bezbronnie była blada i wyczerpana, jakąś chwilę temu przywieźli naszą córeczkę wyjąłem ją delikatnie i położyłem obok niej 
- Kotuś to nasza mała księżniczka - Pogłaskałem obie po ręce - Musisz być silna dla nas - Było mi tak cholernie ciężko, ona leży tu taka bezbronna a ja nie mogę zrobić nic, nie mogę jej pomóc  mogę tylko czekać i czekać. Wszyscy już dawno poszli zostałem tylko ja nie mogłem jej zostawić nie teraz. Pielęgniarka w końcu przyniosła butelkę, bo maleńka bardzo płakała, po raz pierwszy miałem nakarmić naszą córeczkę, trochę się bałem ona jest taka maleńka taka kruszynka a ja, moje ręce są prawie takie jak ona cała.
Wróciliśmy do domu z maleńką, Karolina od 3 dni była nie przytomna. Siedziałem u niej całymi dniami, a teraz kiedy wróciliśmy do domu i musiałem zając się naszą córeczkom w szpitalu było zdecydowanie łatwiej tam były pielęgniarki położne, a tu jestem tylko ja i Dominika, owszem dziewczyny oferowały pomóc koledzy też ale to nie to samo. Już po 5 godzinach byłem  wykończony nie wiem co robić, a czas mija i mija tej nocy nie spałem znaczy spałem i co 2 godziny sie budziłem czyli prawie tyle co nic. Czułem się jak zombi i chyba tak wyglądałem, Dominika pomogła mi spakować małą i pojechaliśmy do szpitala. Karolina była w śpiączce cały czas, tak bardzo się bałem że z tego nie wyjdzie chciałem żeby to wszystko już się skończyło, a miałem wrażenie że to początek. Maleńka po 2 godzinach zaczęła marudzić  dla tego musieliśmy wrócić do domu. Jakie było moje zdziwienie kiedy przed domem stał Adam.
- Doszły mnie słuchy że sobie nie radzisz - wpakował się do mnie do domu
. - Adam naprawdę wszystko jest dobrze - nie miałem ochoty na dyskusję z nim jednak Adam to twardy zawodnik i na pewno nie odpuści
. - W takim bałaganie dziecko trzymasz ?- zaczął robić jakaś inspekcje normalnie jakby się dało sprawdził by czy zmieniłem dzisiaj bieliznę.
- Nie no co ty przecież nie jest tak źle - próbowałem jakoś się go pozbyć.
 - Popatrz ile kurzu jest na tej szafce przecież doprowadzisz tą małą do astmy, albo do jakiegoś gorszego dziadostwa - przejechał palcem po blacie szafy i przecząco pokiwał głową.
 - Ona ma po mnie odporność - odparłem obojętnie bez zastanowienia.
 - Weź mi tu takich bajek nie opowiadaj ona jest malutka i potrzebne jej są bardziej wymagające warunki - powiedział, a kiedy wyjął z reklamówki różnego typu środki czystości wiedziałem, że ta wizyta krótka na pewno nie będzie.
- Adam nie wpieprzaj się w opiekę nad moim dzieckiem ! - wkurzyłem się.
 - Widzisz nawet ty nerwowy jesteś przez ten kurz. Za 15 minut będzie Julek i my ci tutaj zrobimy porządek - normalnie miałem go dość, a chwilę później pojawiła się ta druga oferma. Zrobili mi z domu szpital, a nawet tam chyba nie ma takiego porządku. Nie miałem siły ani czasu, żeby się z nimi kłócić niech sobie sprzątają przynajmniej na jakiś czas będzie spokój od nich. Po 8 godzinach sprzątania wreszcie sobie poszli, a ja mogłem na spokojnie wrócić do Karoliny.
Od 6 dni Karolina się nie wybudziła, właściwie oni jej nie wybudzają już mam dość tego wszystkiego jestem wykończony tym wszystkim śpię po pare godzin dziennie, potem obiad dom mała i szpital i tak co dnia Dominika pomaga mi jak tylko umie, ale ja wysiadam psychicznie bez Karoliny nie umiem funkcjonować. Łapę się na tym, że małą oskarżam o to co się stało tą niewinna istotę oskarżam o to wszystko. Z każdym dniem widziałem, że brakuje jej mamy, że odczuwa jej nieobecność, czuje że jest coś nie tak. A ja z każdym kolejnym dniem poddawałem się coraz bardziej miałam problem z głupim zrobieniem mleka, z czym kolwiek nie raz w złości krzyczałem, wrzeszczałem żeby rozładować to wszystko co we mnie gdzieś tam siedzi.
- Jak tam się trzymasz? - Zapytała Paulina, która przyszła mi z pomocą
- Nie widać - Pokazałem na mój strój stare dresy, podkoszulka brudna od jedzenia małej, wyglądałem jak menel. - Paulina ja już nie daje rady - Usiadłem wykończony - To wszystko jest tak ciężkie
- Wiem Mikołaj, że nie jest ci łatwo ale musisz znależść w sobie siłę  dla niej - Pokazała na maleńką, która spała w nosidełku obok nas
- Ale jak, cały czas ona szpital i tak w kółko ja już wysiadam - Spojrzałem na nią - A wiesz co jest najgorsze, że oskarżam ją o to wszystko, że gdyby nie ona Karolina by tu była - Przetarłem twarz dłońmi
- Mikołaj ! Spójrz na mnie - Rozkazała a ja spojrzałem - Ona tu jest ! Rozumiesz, po prostu musi odpocząć ale zaraz wróci rozumiesz? - Starała się aby te słowa dotarły do mnie - Weź się w garść - Paulina miała rację, ale ja nie potrafiłem nie umiałem nie miałem już na tyle siły, żeby zebrać się w sobie i dać radę. Nagle mała się obudziła i zaczęła płakać, spojrzałem tylko na Paulinę a ona bez słowa wstała i podeszła do niej. Jedną reką bujała ją a drugą szukała coś w telefonie, nagle usłyszałem głos Karoliny, śpiewała cudowną kołysankę nie raz słyszałem jak śpiewa jej malutkiej przed snem https://www.youtube.com/watch?v=SbJcqu4ePB8 maleńka po chwili przestała płakać, podszedłem bliżej Paulina pokazywała jej nagranie na którym była Karolina w 7 msc ciąży wyglądała wtedy tak kwitnąco, była taka szczęśliwa, głaskała brzuch i śpiewała jej lekarz mówił, że taki śpiew często uspokoiła i pomaga jak maleństwo mocno kopie, nagranie ledwo się skończyło a ona spała z powrotem. Paulina spojrzała na mnie i się uśmiechnęła, spojrzałem na nią smutnym wzrokiem tak bardzo brakowało mi jej tak chciałem znowu usłyszeć jej głos i wziąć ją w ramiona. To ona tak często dawała mi siły do tego wszystkiego, a teraz kiedy ona tam leży taka bezbronna nie umiem się podnieś i walczyć.
- Idź się przebierz i jedz do niej ja zostanę - Szepnęła, nie musiała powtarzać podbiegłem na górę przebrałem się i pojechałem do szpitala nie było mnie tam od wczoraj. Dominika ma teraz dużo nauki dla tego od 2 dni jest u Ani, chciałem żeby miała spokój i ciszę. Po drodze kupiłem kwiaty chciałem jakoś rozjaśnić ten pokój. Filmik Pauliny dodał mi siły, siły do życia do wszystkiego, uwierzyłem, że może być dobrze.
- Dzień dobry, miałam do Pana dzwonić  - Przywitała mnie na wstępnie pielęgniarka, nie mal zamarłem takie słowa zwykle nie wróżą nic dobrego.
- Coś z Karoliną ?  - Zapytałem przerażony, moje serce niemal przestało pić zwolniło tak, że puls był niemal nie wyczuwalny. Czułem jak krew odpływa mi z wszystkich kończyn, a moje ciało robi się jak z galarety, myślałem że ten dzień jednak będzie dobry, że zacznie się układać.
- Spokojnie niech się Pan uspokoił - Uśmiechała się do mnie.
- Uspokoi? Jak ? Co z Karoliną ?!
- Tłumaczę wdech i wydech - Spojrzała na mnie - Lepiej? - Kiwnąłem głową - To teraz proszę za mną - Skierowała się w przeciwną stronę, w którą zmierzałem. Weszliśmy do sali nie mogłem uwierzyć w to co widzę na łóżku leżała Karolina, obudziła się
- Kotuś - Podbiegłem do niej po drodze upuszczając kwiatki. - Tak się cieszę - Ucałowałem ją czule
- Już wszystko jest dobrze - Pielęgniarka podała mi kwiatki - To ja was zostawiam
- Jak się czujesz?
- Dobrze tylko trochę boli mnie głowa -Widziałem po niej że jeszcze trochę się źle czuje, ale była znowu tu ze mną uśmiechała się do mnie
- Nie mogłem się doczekać tego dnia - Ucałowałem ją w dłoń
- Co z naszą córką ? - Spojrzała mi w oczy
- Dobrze, jest w domu z Paulina - Uśmiechnąłem się - Tęskniła za Tobą ja z resztą też
- Zadzwoń niech przyjedzie - Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Pauliny ucieszyła się tak samo jak ja, mało a bym zapomniał powiedzieć jej że leży znowu na ginekologii. Byłem tak szczęśliwy, że jak bym tylko mógł to skakał bym 3 metry nad niebo.
- W końcu - Paulina pojawiła się po jakieś godzinie, podała mi małą a sama przytuliła Karolinę.
- Jesteś taka piękna - Głaskała naszą córkę po głowie, to był taki cudowny widok, marzyłem o nim od tylu dni - Ten błysk w oku to chyba po tatusiu - Zaśmiała się i ucałowała ją w małą rączkę, usiadłem na skraju łóżka i obiołem moje dziewczyny, w końcu byliśmy razem i wszystko było tak jak powinno od początku. Nie potrzebowałem już niczego innego do szczęścia miałem przy sobie 3 wspaniałe kobiety, które kocham ponad wszystko.

***

Ubrana w śnieżno białą suknie stałam przed  pięknie przystrojonym ołtarzem w niebiesko białe kwiaty powtarzając słowa przysięgi, patrząc w oczy miłości mojego życia. Kiedy mówiłam, "I nie opuszczę Cię, aż do śmierci" mój głos lekko drżał a w oczach miałam łzy. Za nami stali nasi przyjaciele, nasza rodzina, wszyscy bliscy naszemu sercu bez nich nie było by nas tutaj w tym miejscu, razem. Dominika trzymała na rękach swoją maleńką siostrzyczkę, widziałam w jej oczach łzy, razem z moją mama płakały, jestem taka szczęśliwa mój ojciec pogodził się z moją decyzją, mężczyzna którego kocham ponad wszystko stoi i wyznaje mi miłość, aż po grób. Niczego więcej już do szczęścia mi nie potrzeba mam ich czyli mam wszystko. 
Z głośników rozległy się delikatnie dźwięki gitary stałam przed moim świeżo poślubionym mężem, a on uśmiechał się do mnie. https://www.youtube.com/watch?v=eiDiKwbGfIY Mikołaj wyciągnął swoją dłoń w moją stronę, kiedy mu ją podałam delikatnie ją ujął i porwał mnie do tańca, czułam się taka lekka jak bym fruwała, na wietrze pośród chmur, nasz pierwszy taniec pierwszy i najważniejszy czułam na sobie spojrzenie wszystkich gości, ale nie przejmowałam się tym liczyliśmy się tylko my ja i on i nic więcej. Do okoła panowała cisza, kontem oka widziałam Dominikę z maleńką Honią maleńka uwielbiała swoją starszą siostrę a Dominika była w nią zapatrzona. Dziewczyny patrzyły się w naszą stronę i uśmiechały.
Spojrzałam w oczy mojego męża, widziała w nich ogromną miłość,  taką samą kiedy po raz pierwszy raz mówił, że mnie kocha, miłość i oddanie no i do tego te dwie  cudowne iskierki w oczach, które tak kocham.
- Kocham Cię - Szepnął i obiął mnie mocniej 
- Ja Ciebie też kocham najmocniej na świecie - Uśmiechnęłam się i zamknęłam a on czule mnie pocałował., rozpłynęłam się smaku jego ust w jego zapachu zapominając o otaczającym nas świcie, byliśmy tylko ja i on, cały świat przestał istnieć.

sobota, 20 stycznia 2018

3.29 Podobno jaki nowy rok taki cały rok

Hejka 
Zapraszam was na przed ostatnie opowiadanko z tej serii, kolejne pojawi się niebawem :) Pomysł na kolejną serie już jest. A teraz zapraszam was do czytania.

Po tej całej akcji na komendzie na drugi dzień każdy już wiedział oczywiście nie miałem życia, byli i tacy co pytali o bilety na tę komedię. No cóż pogadają pogadają i im przejdzie, mam taka nadzieję. 
Oczywiście w drodze do domu Karolina najpierw śmiała się z tego wszystkiego a zaraz potem płakała i przepraszała za wszystko. Kocham ją naprawdę ją cholernie kocham, ale niech już miną jej te  humorki, bo ja osiwieje i ołysieje do reszty. Moja była żona też miała jakieś humory i zachcianki, ale coś takiego to ja chyba tylko na filmach widziałem. Lody z ogórkami o 3 w nocy, przeróżne dziwne mieszanki o morderczych porach np. mielony z majonezem i pomidorami, ogórkowa z burakami, czekolada z ketchupem i wiele innych przede mną jeszcze jakieś 6 ciężkich miesięcy, które mam nadzieję, że jakoś przetrwam. Do tego ta dzisiejsza zmiana od 10 a o 3 byłem w paru sklepach po ogórki i pomidory w ściśle mówiąc po kiszone pomidory i suszone ogórki. A jak kupiłem kiszone ogórki i suszone pomidory to płakała i się obraziła bo ona chciała kiszone pomidory i suszone ogórki a jak delikatnie zwróciłem jej uwagę, że nie ma kiszonych pomidorów i suszonych ogórków zarzuciła mi, że jej nie kocham bo jej nie wierze i rozpłakała się jeszcze bardziej bo w końcu ona doskonale wie na co ma ochotę, a ja jej wymyślam nie wiadomo co skoro ona ma ochotę na kiszone pomidory i suszone ogórki i tym samym od 3 w nocy jestem na nogach przez jakieś półtorej godziny jeździłem po sklepach a resztę czasu przepraszałem i uspokajałem Karolinę bo jak to mówi ona nie może się denerwować takim pierdołami, że ja zakupów nie potrafię zrobić. Do tego dziś mamy sylwester  więć  zmiana zapowiada się długa i ciekawa, oczywiście impreza jest na ranczu, całe szczęście że Emilka ma wolne i pomoże Karolinie w przygotowaniach chociaż nie muszę martwić się o nią, aż tak.


***


Obudziły mnie promienie słońca, które odbijały się od śniegu od paru dni mamy piękną zimę w końcu nie pamiętam kiedy ostatnio było tak cudownie w tą porę r
oku tylko ciapa i plucha, a teraz w końcu piękny, puszysty śnieg. Przewróciłam się na brzuch Mikołaja już nie było no tak dziś miał na 6 i wróci koło 18, spojrzałam na telefon była 9 oczywiście miałam sms od Mikołaja " Dzień dobry kotuś :* Miłego dnia " szybko odpisałam mu, od kąd jestem na zwolnieniu bo lekarz uparł się, że mam się oszczędzać i leżeć jak najwięcej każdego dnia dostaje takie sms i już się przyzwyczaiłam. 
"Będę  u Ciebie jakoś za 2 godzinki. Tylko pamiętaj nie rób nic sama bo Białach urwie mi głowę" Odczytałam sms od Emilki, już miałam jej odpisać, ale znowu odezwał się moje nudności całe szczęście były już coraz rzadziej, ale jednak jeszcze nadal, zerwałam się z łóżka  i pobiegłam do łazienki.
Ubrana w dresy siedziałam na kanapie zajadając lody czekoladowe z ogórkami ostatnio to moje ulubione połączenie. W zasadzie dziś miałam ochotę na suszone ogórki i kiszone pomidory i z tego wszystkiego zrobiłam Mikołajowi wyrzuty o 5 rano bo kupił kiszone ogórki i suszone pomidory, biedny próbował mi przetłumaczyć, że nie ma kiszonych pomidorów, a ja zrobiłam mu awanturę i płakałam przez  dobrą godzinę, nie wiem jak on ze mną wytrzymuje bo chyba ja sama z sobą bym nie wytrzymała. Nagle rozległo się pukanie do drzwi, niechętnie wstałam i poszłam otworzyć tak dobrze mi się leżało.
- Cześć - Przywitałam się z Emilką
- Cześć - Ucałowałam ją
- A co to ? - Pokazałam na pudło, które niosła
- Jak to co balony, boa, kapelusze, łańcuchy maski itp jak się bawić to się bawić - Zaśmiała się i weszła do środka - A w bagażniku mam jeszcze zakupy, ale to potem najpierw kawka. Zrobiłam kawę dla Emilki i dla siebie herbatę, ten zapach ahh jak bym się napiła takiej małej czarnej no ale niestety.
Impreza trwała już w najlepsze, wszyscy dobrze się bawili oczywiście Panowie już troszeczkę zabalowali. Mikołaj w towarzystwie Krzyśka Kuby i Jacka obmawiali już jak będzie wyglądać życie naszej córeczki. Wszyscy jednoznacznie stwierdzili, że póki nie skończy 18 żaden facet do niej nawet nie podejdzie, a później każdy z nich przejdzie dokładne przesłuchanie, ja już jej szczerze współczuje takich ochroniarzy.  Natomiast Julek z Adasiem omawiali jakiś nowoczesny przepis na dietetyczne i zdrowe kotleciki z jarmuża rukoli i innych takich, cóż to długo mówić są niemożliwi a podobno Julek ma dziewczyną i brata takiego sam jak on i on też ma dziewczynę, nikt z nas w to nie wierzy ale podobno już nie długo mamy je poznać. Podobno dziewczyny mają zmianę do 22  i podobno za jakieś 30 minut mają przyjechać z jego bratem to dopiero będzie komedia.
Chwilę po 22.30 drzwi się otworzyły i weszła dwie zgrabne ładne ubrane dziewczyny brunetka i blondynka, a zaraz za nimi kopia Julka, nie wierze w to co widzę koleś był ubrany identycznie jak on wyglądał jak on dosłownie, jak by mi się w oczach mieniło, momentalnie każdy z obecnych zwrócił wzrok w ich stronę. Chwile po ich wejściu Panowie zaczęli docinać Julkowi, sypały się głupie żarty, w sumie zrobiło mi sie go trochę żal każdy na komendzie mu dokucza docina, biedny jest ten Juluś. Nie mogłam pozwolić, żeby Panie zostały przejęte przez te sępy dla tego wzięliśmy je w obroty opowiedzieli nam trochę o sobie dziewczyna Julka miała na imię Natalia a Tomka Martyna obie Panie są na stażu w psychiatryku, studiują psychologię, to nic dziwnego że z nimi wytrzymują pytanie tylko brzmi gdzie się spotkali...
Chwilę przed 24 wszyscy wyszliśmy przed dom Mikołaj oczywiście mimo, że wypił już swoje dbał o mnie i nie pozwolił mi wyjść bez kurtki, żebym przypadkiem nie była chora
- 10,9,8,7,6,5,4,3,2.... - Odliczaliśmy wszyscy - 1 !!Szczęśliwego Nowego Roku !!! - Krzyknęliśmy wszyscy
- Szczęśliwego nowego roku- Szepnął mi do ucha - Kocham Cię - Pocałował mnie delikatnie
- Szczęśliwego nowego roku - Odwzajemniłam pocałunek
- No własnie a nie powiedziałyście gdzie poznaliście chłopaków  ? - Zapytała Paulina jak siedziałyśmy już w środku, Martyna i Natalka zresztą jak większość były już lekko wcięte, w sumie tylko ja i Emilka nie piłyśmy nic,
- Na oddziale - Powiedziały równocześnie. Momentalnie wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem
- yy znaczy - Zaczęły się miotać
- Dobra dobra, spokojnie każdy wie że Juluś i jego brat są wyjątkowi - Zaśmiała się Emilka
- No tak są wyjątkowi  - Przyznała jej rację brunetka
- I to bardzo  - Zgodziła się z nią blondynka, spojrzałam na nie i się uśmiechnęłam
-Kiedy termin ? - Uśmiechnęła się do mnie Martyna
- Czerwiec
- To jeszcze trochę - Posłała mi Ciepły uśmiech Natalia
- A jak tam humorki ? - Zaśmiała się Paulina
- Mikołaj o 3 jechał po suszone ogórki i kiszone pomidory - Dziewczyny zaczęły się śmiać
- Biedny Mikołaj
- Da radę twardym trzeba być ni mietkim - Zaśmiała się Paulina.
O 4 zostaliśmy już sami z Mikołajem, oczywiście najwcześniej poszli Poniatowscy Panie nie chciały iść, ale oni się uparli. Widziałam po Mikołaju, ze już ledwo stoi no tak nie wyspanie do tego alkohol, jak by mógł zasnął by na stojąco.
- Kocie chodź spać - Zawołałam go wychodząc z łazienki, ale odpowiedziała mi cisza. Poszłam do salonu Mikołaj spał siedząc na kanapie wyglądał tak słodko i niewinnie jak dziecko, delikatnie ułożyłam go do spania przykryłam kocem, a sama poszłam położyć się na górę.

wtorek, 16 stycznia 2018

3. 28 Wigilia i psychiatryk

Hejka 
Zapraszam na kolejne opowiadano poznacie z nim prywatny osobisty psychiatryk Mikusia. :) 

24 grudnia trochę się obawiałam tej daty, ale cóż zrobić jakoś to będzie najbardziej obawiam się reakcji taty na wiadomość, że zostanie dziadkiem. Gdyby wszystko potoczył się inaczej i nie zakazywał bycia z Mikołajem już dawno wiedzieli by że będą miec wnuka.
Stałam przed szafą i zastanawiałam się co na siebie włożyć, nie chciałam żeby z miejsca wiedzieli, że jestem w ciąży tylko razem z Mikołajem chcieliśmy im to powiedzieć po kolacji. Wszystkie moje wyjściowe ciuchy były albo za małe, albo mój brzuszek był już dość widoczny, w końcu postawiłam na małą czarną tą sama co na wigilie na komendzie no cóż ewentualnie od wejścia będzie afera i nie wiadomo co .
- Cześć - Przytuliła mnie nagle od tyłu Dominika
- O cześć - Zdziwiłam się jej obecnością
-  Na wigilii nie będziemy się widzieć więc przyszłam złożyć życzenia - Dominika złożyła mi życzenia -Proszę to dla Ciebie od gwiazdki  - Zaśmiała się
- Dziękuję - Wzięłam od niej prezent- A to od nas - Podałam jej dwie torebki
- Dziękuje, otwórz swoja pomyślałam, że na dziś może być idealna - Otworzyłam ładnie zapakowany prezent, w środku znalazłam śliczną prostą luźna bordową sukienkę 
-Dziękuję, jest śliczna nada się idealnie - Uśmiechnęłam się, sukienka była na tyle luźna, że dziś na pewne nikt nie zauważy że jestem w ciąży, a właśnie o to mi chodziło wole powiedzieć to sama.- To co ja się przebiorę, a potem może napijemy się herbaty połamiemy opłatkiem ? 
- Jasne czekam z tatą na dole - Uśmiechnęła się i zeszła na dół. 
W milczeniu mijaliśmy krajobrazy Wrocławia, po jego minie widziałam że denerwuje się tak samo jak ja w sumie nie dziwie mu się. Ojciec może być na mnie zły ale ja jestem jego córką a on jest tym co zabrał mu córkę do tego jestem z nim w ciąży, a Mikołaj dobrze wie że mój ojciec za nim nie przepada. Wiedziałam jedno nie ważne co powie mój ojciec jak będzie nastawiony do Mikołaja  ja zawsze będę po jego stronie. Nawet jeśli musiała bym wyjść i stracić kontakt z rodziną, owszem rodzina jest dla mnie ważna, bardzo ważna ale Kocham Mikołaja i nie starce go po raz kolejny, na to na pewno nie pozwolę. Od rancza do domu moich rodziców nie odezwaliśmy się słowem.
- Gotowa? - Zapytał kiedy zgasił silnik. Spojrzałam na niego 
- Nie wiem, czy kiedy kolwiek będę - Chwyciłam za klamkę - Chodźmy - Wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę mieszkania. Wzięłam głęboki oddech i zapukam, po chwili otworzyła mama
-Dzień dobry kochanie - Przytuliła mnie -Dzień dobry Mikołaju - Przywitała go
- Dzień dobry - Odpowiedzieliśmy równo
- Wchodźcie, wchodźcie - Zaciągnęła nas do środka, po chwili przyszła Ewka
-Cześć - Przywitała się z nami - Jak dobrze was widzieć
-Cześć - Przywitaliśmy się z nią. -  A tata jest? - Zapytałam niepewnie
- W salonie ustawia krzesła. Chodźcie -   Zaprosiła nas do środka. Trochę obawiałam się spotkania z tata , ale cóż będzie jak będzie. Złapałam Mikołaja za rękę czułam się jak w liceum jak bym przedstawiała pierwszego chłopaka. Ojciec zawsze był surowy i stanowczy, weszliśmy do salonu tata ustawiał krzesła, Ewka położyła prezenty pod choinka
- Dzień dobry - Odezwał się Mikołaj, a ja zaraz za nim, Ojciec spojrzał na nas chłodno
- Dobry - Wrócił do rozstawania krzeseł
- Nie przejmuj się kochanie wiesz jaki jest - Szepnęła mi do ucha - Siadajcie dzieci, ja jeszcze muszę skończyć jeszcze pare rzeczy - Uśmiechnęła się do nas, mama zawsze była ciepła czego nie można powiedzieć o tatacie - Napijecie się czegoś?
- Nie ja dziękuje, a może pomóc ? - Zaproponował Mikołaj
- Nie nie trzeba, a Ty córeczko ?
- Ja może herbaty
- To ja zrobię - Powiedziała Ewka i zniknęła w kuchni
- To wy sobie siądźcie,  a ja zaraz wracam - Nie chcieliśmy siedzieć z Mikołajem, dla tego zaproponowałam mu, że oprowadzę go po domu. Siedzenie w jednym pomieszczeniu w trójkę mogło by nie wypalić. Zwiedzanie domu zajęło nam chwilkę i zeszliśmy dopiero na kolację. Nie było łatwo siedzieć przy jednym stole , tata patrzył a to na mnie a to na Mikołaja jak by był zły. Mama z Ewką starały się jakoś rozładować atmosferę, szło im to ciężko ale starały się
- A gdzie spędzacie sylwestra ? - Kontynuowała rozmowę Ewką
- Na ranczu - Spojrzałam na nią - Może masz ochotę wpaść?
- Dzięki, ale już mam plany z Martą ale jak nie wypali to będę pamiętać
- Jak nie macie nic konkretnego wpadnijcie we dwie - Zaproponował Mikołaj
- Dzięki pogadam z Martą - Uśmiechnęła się, nagle ojciec wstał i poszedł po czerwone wino, nalał po lampce mamie i Ewie, potem podszedł do mnie
- Ja dziękuję, prowadzę -  Nie chciałam mu mówić, że jestem w ciąży nie teraz
- Z rodziną się nie napiesz? Twój chłopak może prowadzić - Spojrzał na mnie
- Dziękuje nie mogę - Starałam się wykręcić
- Czemu coś się stało ? - Zmartwiła się mama. To by było na tyle spokoju, złapałam Mikołaja za rękę i wzięłam głęboki oddech
- Nie wszystko dobrze - Zrobiłam pauze  - Po prostu jestem w ciąży - Powiedziałam i czekałam na reakcję.
- Tak się cieszę ! - Mama z Ewką wstały i zaczęły nam gratulować, tata stał jak bym powiedziała że jestem kosmitka.
- Co ?!!!- Usłyszeliśmy nagle, nasze spojrzenia skierowały się w stronę taty
- Jestem w ciąży w 3 msc. - Spojrzałam na niego
- Dość tego ! Nie dość, że mi córkę omotałeś to do tego jeszcze brzuch jej zrobiłęś ! - Ojciec niemal gotował się ze złości.
- Tomaszu, spokojnie - mama próbowała sprowadzić go na ziemię
- Co spokojnie, co spokojnie. Nie dość, że rozwodnik to jeszcze ma dwójkę dzieci ma ! - Krzyczał prawie na cały dom
- Tato - Skarciła go spojrzeniem Ewka
- Ty się nie wtrącaj - Spojrzał na Ewkę - A Ty co pewnie zrobiłeś jej dziecko i zaraz uciekniesz - Zwrócił się do Mikołaja
- Kocham Karolinę i zamierzamy się pobrać
- To cudownie - Mama i Ewka ucieszyły się
- Żadnego ślubu nie będzie ! - Spojrzał w moim kierunku, miałam już dość tego wszystkiego nie mogę się denerwować.
- Po pierwsze to jestem dorosła i nie masz prawa mi rozkazywać, a po drugie i to sobie zapamiętaj Kocham Mikołaja będziemy mieli dziecko i zamierzam za niego wyjść czy to się podoba czy nie. I albo zaakceptujesz fakt, że Mikołaj nie długo będzie Twoim zięciem, albo zapomnij że byłam Twoja córka  - Spojrzałam na niego groźnie, charakter miałam po ojcu więc żadne z nas nie odpuści
- O Boże - Mama złapała się za serce i usiadła, wiedzieliśmy że przesadza to był jej stary numer kiedy kłóciłam się z ojcem.
- Widzisz co robisz wpędzisz matkę do grobu
- Karolina jest w ciąży nie może się denerwować
- Nie masz prawa mówić mi co mam robić - Ojciec spojrzał na niego gniewnie
- Tak się składa, że mam bo Karolina nie długo będzie moją żona i nosi nasze dziecko wiec nie pozwolę jej skrzywdzić - Mikołaj patrzył na mojego ojca, on nie powiedział nic tylko podszedł do ściany i zdjął strzelbę, wycelował w nią prosto w Mikołaja. Sytuacja nie wyglądała dobrze, tata często bywał porywczy, widziałam przerażenie w oczach mamy sama zaczęłam się obawiać co z tego będzie Mikołaj stał naprzeciw niego całkowicie opanowany. Od początku czułam, że ta kolacja to nie będzie nic dobrego. - Zostaw moją córkę w spokoju albo pożałujesz - Wycedził przez zęby. Mikołaj stał dalej niewzruszony
- Kocham Pana córkę i nic tego nie zmieni - Mówił patrząc mu w oczy
- Jakoś mało mnie to obchodzi, masz ją zostawić - Miałam już dość tego wszystkiego, wstałam i stanęłam przed Mikołajem, spojrzałam gniewnie na ojca.
- Decyduj, albo pogodzisz się, z tym ze kocham Mikołaja albo wychodzimy i zapominasz, że jestem Twoją córką. - Patrzyłam na niego niewzruszona, on nie odezwał się ani słowem, jak by to co powiedziałam nie odchodziło go. - W takim razie zdecydowałeś - Odwróciłam się i wyszłam, Mikołaj wyszedł za mną.
- Wszystko gra ? - Zapytał Mikołaj kiedy byliśmy już w samochodzie, czułam że moje hormony zaczynają wariować
- Jedź - Powiedziałam, on tylko na mnie patrzył - Jedź - Powtórzyłam Mikołaj ruszył a po moich policzkach popłynęły łzy, po chwili rozpłakałam się już na dobre
- Kotuś co jest ? - Zapytał mnie, ale ja nie odpowiedziałam tylko płakałam - Kotek - Spojrzał na mnie, chciał złapać mnie za rękę, ale ja się odsunęła. Przejechaliśmy kawałek i Mikołaj zatrzymał samochód na poboczu - Kotek co się dzieje ? - Pytał z troską w głosie
- To wszystko - Mówiłam chlipiąc - to wszystko Twoja wina - Spojrzał na mnie zdziwiony
- Ale kotuś co jest moja winą - Patrzył na mnie, zmartwiony
- To jest - Nie dokończyłam bo w szybę zapukał policjant. Mikołaj zwiedziony uchylił szybę
- Dzień dobry, Mikołaj Białach ? - zapytał bez ogródek
- Tak ? Coś się stało ? - W jego głosie można było wyczuć zdziwienie
- Pojedzie Pan z nami - Spojrzał na niego - Wszytko w porządku ? - To pytanie skierował do mnie
- To wszystko przez niego - Mówiłam płacząc

***
To wszystko jakaś komedia, Karolina płaczę obwiniając mnie o to ja nie wiem o co chodzi do tego zatrzymuje nas policja i każe jechać z nimi 
- Zrobił coś Pani? - Młody policjant ją wypytywał ją 
- To wszystko przez niego - Mówiła płacząc. -  Co tu się dzieje do cholery -pomyślałem.
- Proszę wysiąść - Spojrzał na mnie, chciałem coś powiedzieć ale on otworzył mi drzwi byłem w takim szoku że nie myślałem logicznie. - Pojedzie Pan z kolegą radiowozem - Powiedział i tak po prostu wsiadł do mojego auta, obydwoje wylegitymowali się ale nawet teraz nie pamiętam ich nazwisk, zanim co kolwiek powiedziałem siedziałem już w radiowozie. Ten pajac z którym jechałem nie odzywał się ani słowem jak by mu mowę odebrało, mimo że zasypywałem go pytaniami dosłownie co pół sekundy. Minęła jakaś chwila i dojechaliśmy na komendę najlepsze w tym wszystkim było że byliśmy na naszej komendzie. Tego jeszcze normalnie nie grali, normalnie komedia roku nie dość że zatrzymali nas nie wiadomo o co Karolina płacze cholera wie o co to do tego zabierają nas na NASZĄ komendę.
- Mikołaj do cholery co się tu dzieje? - Zapytał Jacek jak tylko mnie zobaczył
- Nie wiem - odparłem również zdziwiony jak on - Gdzie jest Karolina ?
- Nie wiem, ale jest tu - Nie dokończył zdania bo na korytarzu pojawił się ojciec Karoliny
 - To on się włamał ! - krzyczał a ja patrzyłem na niego jak na idiotę - I porwał mi córkę ! - Krzyknął spojrzałem na Jacka, po minie wnioskowałem że też nic nie wie
- Córeczko nic Ci nie jest ?! - Usłyszałem nagle, za mną stała Karolina płakała nadal.
- Kotuś - Chciałem do niej podejść ale ten pajac mi nie pozwolił
- Nie jestem Twoją córką - Powiedziała prze łzy - A Ty.. to wszystko - Rozpłakała się bardziej Jacek zrobił duże oczy jak by zobaczył co najmniej dwugłowego psa

***

Karolina siedziała w pokoju przesłuchań nie znała tego policjanta, płakała jak dziecko żaden z nich nie wiedział o co jej chodzi.
- Proszę się uspokoić i powiedzieć o co chodzi - Mówił powoli i opanowanie 
- To wszystko przez niego - Mówiła płacząc 
- Spokojnie, proszę powiedzieć co się stało, co ten mężczyzna Pani zrobił - Mówili na zmianę, starali się dowiedzieć dla czego blondynka płaczę 
- No bo... - Płakała cały czas jak by ktoś jej coś zrobił 
- Spokojnie proszę się uspokoić i powiedzieć co się stało ? 
- No bo to przez niego jestem w ciąży - Płakała cały czas, policjanci spojrzeli na siebie - On sobie pracuję pije kawę je co chce, a ja co codziennie rano nudności do tego do pracy nie mogę chodzić, a  jak wraca z pracy to traktuje mnie jak dziecko Kotuś nie przemęczaj się kotuś nie możesz tego jeść to nie zdrowe to ja Cię zawiozę bo jeszcze coś ci się stanie - Płakała cały czas, policjanci spojrzeli tylko na siebie jeden z nich kiwnął na drugiego głową - Idź po tego nieszczęśnika - szepnął do niego 
-Ja Ci chłopie współczuje - Powiedział kiedy byliśmy już pod pokojem przesłuchań, spojrzałem na niego 
- Co? - Zapytałem zdziwiony
- Zobaczysz - Spojrzałem na niego, on tylko otworzył drzwi. Karolina siedziała i płakała cały czas, od razu do niej podszedłem 
- Kotuniu co się dzieję - Uklęknąłem przed nią, ona nie powiedziała nic tylko płakała - Kotuniu - Złapałem ją za rękę, a ona nadal płakała, policjanci patrzyli na mnie z współczuciem w końcu jeden z nich miał się już odezwać kiedy Karolina zaczęła 
- Bo to wszystko Twoja wina - Spojrzała na mnie 
- Co takiego ? - Starałem się być spokojny i opanowany, miałem wrażenie że policjanci powstrzymują się od śmiechu  
- To Twoja wina, że jestem w ciąży - Nie no nie wierze w to co mówi - Ty sobie jesz co chcesz, a ja mam te nudności co rano, Ty pracujesz a ja siedzę w domu, a potem traktujesz mnie jak dziecko to nie tamto nie - Mówiła ocierając oczy, Policjanci dławili się ze śmiechu. No tak Karolina i jej hormony.  - Witam w moim prywatnym psychiatryku  - Szepnąłem do nich, oni śmiali się nadal 
- Kotuś przecież ja to robię dla Ciebie - Mówiłem delikatnie -  Przecież wiesz, że lekarz kazał Ci odpoczywać, żeby nasza dziewczynka była zdrowa - Pocałowałem ją w dłoń
- Czyli co mamy wyjaśnione sprawę kradzieży i porwania - Zwrócił się do mnie jeden policjant
- Tak - Wstałem i razem z Karoliną wyszliśmy z pokoju. Jutro cała komenda będzie huczeć o dniu dzisiejszym dni, o tej całej akcji. A ja mam swój własny osobisty psychiatryk, ale i tak cholernie kocham ten psychiatryk 


piątek, 12 stycznia 2018

3.27 Wojna

Hejka

Długo mnie nie było wiem, ale dużo pracy ostatnio i brak czasu ale w końcu weekend to można nadrobić. Opko planowane już dawno tytułowa wojna - nie długo się dowiecie kto z kim jest autorstwa mojego i Szwagierki (nie ma to jak cisnąć sobie ripostami ) Liczymy że szczególnie ten fragment złapie was za serce 


Jak tylko weszliśmy do domu Mikołaj od razu zaczął mnie całować.
- To, że się zgodziła nie znaczy, że nadal nie jestem zła na Ciebie - Chciałam się z nim troszeczkę podroczyć
- Wiem, kotuś zawaliłem przepraszam zachowywałem się ja idiota. Ale w pracy musiałem zdać nasze raporty, których brakowała a trochę się ich uzbierało do tego od dawna planowałem to, żeby Ci się oświadczę tylko nie wiedziałem czy święta sylwester  czy Twoje urodziny -Widziałam, że mówi prawdę i chyba rzeczywiście stres go ostatnio zżerał. - Dziś jak wróciłem do domu i nie było Twoich rzeczy przestraszyłem się i już wiedziałem, że nie mogę dłużej czekać bo za bardzo Cie kocham żeby chociaż na chwilę Cię stracić - Mówiąc to patrzył mi w oczy - Co prawda planowałem to wszystko w jakimś gronie rodzinnym, albo tylko Ty i ja
- W zasadzie komenda to taka druga rodzina - Uśmiechnęłam się
- Poczekaj sekundę - Pocałował mnie w usta i pobiegł na górę, po chwili wrócił trzymając coś za sobą - Wszystkiego najlepszego kotuś - Wręczył mi prezent
- Dziękuje - Ucałowałam go
- Otwórz - Posłuchałam go wyjęłam z torebeczki małe pudełeczko, w środku był łańcuszek z zawieszką w kształcicie serca z grawerem " Na zawsze Twój "
- Jest piękny - Ucałowałam go i podałam łańcuszek żeby mógł mi go założyć - Kocham Cię - Szepnęłam
- A ja Kocham was - Zbliżył się do mnie i mnie pocałował, nasze pocałunki stawały sie coraz bardziej namiętne, a my kierowaliśmy się w stronę sypialni, po drodze gubiliśmy części naszej garderoby, gdy już tam dotarliśmy nie liczyło się nic poza nami.
Obudziłam się przytulona do Mikołaja, on jeszcze spał, spojrzałam na rękę  byłam taka szczęśliwa w sumie nie do końca jeszcze wierze w to wszystko, kto by pomyślał że ja będę z kimś zaręczę się będę w ciąży a już za jakiś czas wyjdę i za mąż.
- Dzień dobry kotek - Ucałował mnie Mikołaj jak tylko się przebudził
-Dzień dobry - Uśmiechnęłam się - Zostajemy dziś tu
- O niczym innym nie marzę, ale najpierw śniadanko - Wstał z łóżka  - Zaraz wracam - Ucałował mnie i zszedł na dół, wrócił po 15 minutach ze śniadaniem. Ten dzień spędziliśmy w łóżku, było mi tak dobrze obawiałam się tylko jednego jutrzejszego badania, wiem że wynik nie zmieni naszego podejścia bo tak czy inaczej kochamy nasze maleństwo, ale jakiś strach tam wewnątrz mnie jest czy w razie czego sobie poradzimy
- O czym tak myślisz ? - Wyrwał mnie z zamysłu
- O jutrzejszym badaniu
- Nie denerwuj się - Ucałował mnie mocno
- Nie umiem - Spojrzałam mu w oczy
- Kotek nie ważne co będzie jak będzie, zawsze będziemy szczęśliwi - Pocałował mnie w czoło
- Kocham Cię
- Może powinniśmy już planować ślub - Zaskoczył mnie lekko
- Tak szybko ?
- Ej kotek szybko ? Wiesz jakie są terminy, chyba że się boisz albo nie jesteś pewna
- Zaskoczyłeś mnie po prostu - Uśmiechnęłam się do niego - Jestem pewna jak niczego innego
- To co wiosna lato jesień zima ?
- Hmmm jesienią może być ciapa, wiosna to różnie. Ja bym była za zimą albo latem
- Może jak by udało nam się wszystko załatwić to tego lata
- Kotuś a nie za szybko ? Maleństwo będzie mieć 2 - 3 msc, nie lepiej już za rok jak podrośnie
- Jak tylko zechcesz
Siedzieliśmy na korytarzu czekałam z Mikołajem na badania denerwowałam się trochę, ale Mikołaj był obok cały czas trzymał mnie za rękę.
- I jak ? - Zapytał Mikołaj podczas badania
- Z badań krwi które robiła Pani ostatnio i z badania wynika, że wszystko jest dobrze - Posłał mi ciepły uśmiech
- Czyli ? - Mikołaj nie dawał za wygraną chciał usłyszeć jasno
- Nie musi się Pan tak denerwować, wszystko jest w porządku, oczywiście za jakiś czas powtórzymy badanie krwi,  teraz niech Pan dba o narzeczoną - Mikołaj ucałował mnie w dłoń - To jak chcą Państwo znać płeć ?
- A już wiadomo ?
- Tak, to jak ? - Spojrzałam na Mikołaja, a on na mnie
- Tak  - powiedzieliśmy równocześnie, Dr, Walewśki uśmiechnął się do nas
- Będziecie mieli Państwo córeczkę - Powiedział bo chwili milczenia
- Słyszysz  kotek będziemy mieć córeczkę - Mikołaj był szczęśliwy jak małe dziecko, ja też byłam cholernie szczęśliwa
- Słyszę, słyszę - Uśmiechnęłam się - Czyli Panie doktorze wszystko jest ok ?
- Tak, jak najbardziej wiadomo proszę się nie przemęczać i widzimy się za miesiąc
Zaraz po badaniach pojechaliśmy do Kamili byłej żony Mikołaja, chciała z nim pogadać a on uparł się, że jadę z nim w końcu jesteśmy rodziną więc sprawa dotyczy i mnie.
- Cześć -Powiedziała lekko zdziwiona na mój widok
- Cześć - Odpowiedzieliśmy jej
- Wejdźcie - Zaprosiła nas do środka, weszliśmy do środka Dominika od razu mnie dopadła
- Cześć - Ucałowała mnie - I jak ? Widzę, że tatuś już zmądrzał - Zaśmiała się
- Tak - Pokazałam jej pierścionek
- Super Gratuluję ! - Ucieszyła się - Brawo tatuś postarałeś się
- Dzięki córcia - Uśmiechnął się do nas
- Siadajcie musimy porozmawiać - Powiedziała poważnym tonem Kamila. Spojrzałam na Mikołaja, ja już wiedziałam chyba o co chodzi w sumie zapomniałam mu o tym powiedzieć
- Chciałam z Tobą, właściwie z wami porozmawiać - chyba nie wiedziała jak zacząć postanowiłam jej pomóc
- Chyba wiem o co chodzi - Razem z Mikołajem spojrzała na mnie zaskoczona - Dominika mi powiedziała
- A ja się mogę dowiedzieć o co chodzi ? - Zapytał zdziwiony
- Po nowym roku wyjeżdżamy do Niemiec, Marek znalazł tam nam pracę
- Ale jak to ? - Zdziwił się Mikołaj
- Normalnie, Problem jest tylko taki że Dominika nie chec jechać - Powiedziała to jak by było coś strasznego
- Karolina się zgodziła, żebym z wami została - Powiedziała w prost Dominika
- Tak myślę, że jeżeli nie chce jechać to powinna zostać -Kamila popatrzyła na mnie
- Jeżeli nie chce to zostaje - Mikołaj popatrzył na Kamilę - I tak mamy robić remont to zrobimy dwa pokoje - Jak widać Mikołaj miał już cały plan
- Ja nie wiem czy Ty sobie poradzisz z wychowaniem - Wypaliła nagle w stronę Mikołaja
- Jak widać nie jest to takie trudne skoro Ty dajesz radę - Zmierzyłam ją wzrokiem
- Ciekawa jestem jak Ty sobie poradzisz z wychowaniem nastolatki i małego dziecka, bez doświadczenia - Odgryzła mi się



*

Czułem, że to wszystko nie zmierza ku dobremu doskonale znałem Karolinę i wiedziałem, że nie odpuści do tego hormony, które u niej ostatnio szalały. Kamila też byłą uparta, chciałem to jakoś zakończyć dlatego złapałem Karolinę za rękę, ale ona jak by tego nawet nie poczuła, a może po prostu zignorowała, spojrzałem na Dominikę ona widać uznała to za dobrą zabawę bo zaczęła to wszystko nagrywać nowym telefonem, dostała go na urodziny od Wujków Julka i Tomka i cioć Natalii i Martyny i jak to skomentowała musi wypróbować sprzęt 
- Wychowanie nie jest tak trudne, trudniejsze jest utrzymacie rodziny w komplecie albo chociaż by nie oczernianie jednego z rodziców, próbując wybielić siebie - No to się zaczęło 
- Żeby ta rodzina była w komplecie, to najpierw trzeba ją mieć a nie faceta na dziecko łapać - Moja była żona zmierzyła ją wzrokiem 
- Ja nikogo nie muszę łapać na dziecko - Widziałem po niej, że nie odpuści Kamili Karolina była uparta do tego u niej to co w sercu to na języku niestety w takich sprawach nie zawsze jest to dobre
- Chyba jednak tak 
 - No, a ty może Dominike i Anie to w kapuście znalazłaś
 - Daruj sobie,a co może zazdrościsz ?
 - No akurat nie mam czego ja w ogóle nie dziwię się, że się z tobą rozwiódł z taką jedzą tylko ci miotłę kupić
 - A trafił na jeszcze większą -
 - No najwyraźniej takie mu się podobają
 - Jakby nie to dziecko to by był ze mną ! 
- Odezwała się matka miłosierdzia. Nie myślałaś o założeniu jakiegoś zakonu Kamilanek ?
 - No ciebie by tam na pewno nie było
 - Czasem ktoś coś spieprzy a potem komuś zazdrości bo ma coś co kiedyś było jego - Karolina zmierzyła ją wzrokiem, Dominika zaczęła się śmiać ja już miałem dość tego wszystkiego chciałem to zakończyć, ale wtedy Karolina nerowo machnęła ręką i zrzuciła talerz ze stołu, Panią i tak to nie przeszkodziło, bo po chwili wróciły do swojej wojny
- Z Ciebie tka kaleka, że jeszcze krzywdę zrobisz dziecku
- No już nie bądź taka do przodu, bo ci z tyłu braknie
- Żeby przypadkiem Ciebie nie zabrakło jak taka wyszczekana jesteś
- Lepiej być wyszczekanym niż przemądrzałym
- Z taką matką to dziecko jeszcze jakimś przestępcą zostanie, ja się nie zgadzam żeby ktoś taki wychowywał moją córeczkę
- No najwyraźniej ty sobie z tym nie poradziłaś jak twoja córeczka chce mieszkać z nami
- Zrobiłaś słodkie oczy uśmiechnęłam się i ją omotałaś nie tylko ją
- Przynajmniej ma z kogo czerpać autorytet, a nie patrzeć na tego twojego Marka jak chla i drze mordę na wszystkich
- Odezwała się ta co jest taka bez skazy wielka księżniczka co może nie zaciąga faceta z dziećmi na dyskotekę i się obściskują
- O i tu cię boli...bo umiemy z Mikusiem się bawić i okazywać uczucia, bo jak wiesz miłość nie polega tylko na robieniu maślanych oczek do drugiej osoby
- A Ty to może na oczka go nie złapała tylko na co hmmm może mądrość. Ha dobry żart lepszego dawno nie słyszałam
- Żartem to ty jesteś i to, że pojawiłaś się w jego życiu
- Od naszego rozwodu to mu na oczy chyba padło, co on w Tobie widzi ani ładne to to ani piękne
- A tobie na mózg, bo najwyraźniej masz problemy ze samą sobą
- Odezwała się ta co problemów nie ma a własnego faceta nie rozpoznawała przez tyle czasu
- Nie wiem jak nisko trzeba upaść, żeby wykorzystywać czyjąś chorobę jako swoją obronę
- A może ta choroba to jedna wielka symulacja, żeby zatrzymać go przy sobie
Wtedy usłyszałem jak ze stołu spada doniczka, w której stała choinka. Nawet bałem się pomyśleć co one będą dalej robić. Oby nie doszło do rękoczynów, ale w sumie jak na to popatrzeć z innej strony to walczą o mnie..
- Jak byś była chociaż odrobinę mądra i rozgarnięta wiedziała byś że amnezja to jak się kogoś nie pamięta, więc wiesz....Za mądra to Ty nie jesteś
- No przy tobie to na pewno nie mam z kim rywalizować
Miałem już dość tej całej wojny chciałem jakoś to zakończyć, ale nawet nie mogłem dojść do słowa bo ripostami sypały jak z rękawa - z Tobą to ja nawet nie mam zamiaru rywalizować bo bym musiała się czołgać, żeby zniżyć się do Twojego poziomu
- Odezwała się szlachta, która myśli, że wszyscy musieli by na Mount Everest stanąć, żeby jej dorównać
- Tobie by i to nie pomogło bo nawet mrówka jest mądrzejsza od Ciebie, własna córka ma Ciebie dość i ucieka od Ciebie jak najdalej się da
- No bo ją bajerujesz. Ja sobie nie życzę żebyś robiła głupka z mojej córki
- Dominika jest na to za mądra w przeciwieństwie do Ciebie, to również odziedziczyła po Mikołaja. Bo po Tobie to chyba nic,
- Boje się jakie to dziecko będzie jak się wda w ciebie
- Boisz się, że nawet jak się urodzi z miejsca będzie lepsze od Ciebie no tak tego nie da się nie przebić, każdy zrobi to z zamkniętymi oczami
- Ja już mam tego dość ! Jak kurde możesz mnie obrażać zabrałaś mi męża jak jakaś rzecz i teraz próbujesz nas skłócić !
-Pragnę Tylko przypomnieć, że ja Ci męża nie zabrałam zanim go poznałam to uciekł od Ciebie
- Teraz próbujesz ze siebie zrobić poszkodowaną ? Zachowujesz się jak dziecko !
- Kto tu z siebie robi poszkodowana?! Zastanów się może trochę nad sobą i może wrócimy do rozmowy bo trochę mi Ciebie szkoda
- Ja już nie mam ochoty na rozmowę z tobą ! Wynocha !
- Bardzo chętnie, a i nie kłopocz się sami trafimy do wyjścia - Powiedziała i wstała - Kotek chodź idziemy - Powiedziała i złapała mnie za rękę



***

Jechaliśmy w milczeniu widziałam, że Mikołaj co jakiś czas na mnie patrzy nie byłam pewna czy jest na mnie zły, czy się obraził a może chodziło o coś innego
- Nie wiedziałem, że jesteś taka waleczna - Zaśmiał się w końcu 
- Śmiej się śmiej, ale pamiętaj to Twoja była żona a wiesz co by było jak by to był ktoś inny - Zaśmiałam się 
- Strach się bać - Zaśmiał się ponownie. Podjechaliśmy pod komęde, mieliśmy zanieś moje zwolnienie, kiedy wysiadaliśmy do Mikołaja zadzwonił telefon - Idź dogonię Cię - Uśmiechnął się do mnie i odebrał telefon, a ja weszłam na komendę. Szłam lekko zamyślona, myślałam o tej całej sytuacji u Kamili w domu, szłam nie patrzyłam przed siebie i nagle na kogoś wpadłam 
- Uważaj ! Ty chcesz mnie zabić ! - Oburzył się Poniatowski na którego wpadłam 
- Nie prowokuj mnie, bo na komendzie jest za dużo światków ! - Moje hormony szalały jak oszalałe, a mina Julka była bezcena - A poza tym mam ciekawsze rzeczy do roboty niż zabójstwo oferm  - Spojrzałam na niego groźnie, on zrobił duże przerażone oczy i uciekł, usłyszałaś śmiech z pokoju wyszedł Jacek i śmiał się w najlepsze 
- Karolina Białach pogromca oferm  - Mało brakowało a Nowak płakał by ze śmiechu, podszedł do mnie i przybił mi piątkę - Brawo! Muszę Ci jakiś medal zrobić - Mówił śmiejąc się 
- Koniecznie i to ze złota - Zaśmiałam się 

***

Wchodziłem właśnie na górę, Karolina miała na mnie poczekać pod pokojem komendant, kiedy byłem na schodach wpadł na mnie przerażony Julek 
- Co jest ? - Zapytałem kiedy mało mnie nie przewrócił 
- Twoja kobieta mnie goni muszę spierdalać - Powiedział i pobiegł, widać hormony dalej szaleją zaśmiałem się i poszedłem dalej, na górze spotkałem rozbawionego Jacka i Karolinę, widzę że czeka mnie ciężkie pół roku ale kocham ją to przeżyje - A wam co tak do śmiechu ? 
- Karolcia ma nowy tytuł - Jacek śmiał się nadal - Karolina Białach pogromca oferm 
- Ta druga część podoba mi się szczególnie - Podszedłem do niej i dałem jej buziaka - A Ty Jacuś uważaj bo u Kamili dziś spadały talerze i doniczki - Nowak zrobił duże oczy 
- Ale że jak ? - Zapytał zdziwiony 
- No co nie przepadamy za sobą - Zaśmiała się Karolina .
Minęło jakieś 30 minut i wracaliśmy do dom, kiedy byliśmy już prawie pod domem zadzwonił telefon Karoliny
-Cześć mamuś co tam?
- Cześć córuś jak tam u Ciebie ?
- Dobrze, a co tam u Was?
- Bo wigilia już za 2 dni i tak myśleliśmy, że może spędzimy ją razem
- Mamuś, ale wiesz że jestem z Mikołajem i bez niego nie ruszam się nigdzie
- Wiem, córeczko tata też wie
- Dobrze w takim razie porozmawiam z Mikołajem i dam wam znać. Pa - Rozłączyłam się. Mikołaj spojrzał na mnie zdziwiony.
- Coś się stało ? - Zapytał  zdziwiony jak ja
- Rodzice zapraszają nas na wigilie
-Nas?
- Tak Ciebie i mnie, tata nawet. Mam dać znać czy będziemy - Spojrzałam na niego
- A Ty chcesz iść ? - Zapytał mnie Mikołaj
- Właściwie, to w końcu muszą się dowiedzieć - Uśmiechnęłam się do niego