Z każdym dniem czułem jak bym oddała się od niej coraz bardziej, jak byśmy znali się coraz mniej, właściwie już nie pamiętam kiedy spotkaliśmy się u niej czy gdzie kolwiek indziej sam na sam, kiedy mieliśmy czas porozmawiać. Młodego nie widywałem już praktycznie wcale. Raz czy dwa był na komendzie z Karoliną, i to jakimś przypadkiem bo Kamilowi coś wypadło, widziałem że nie był wcale zachwycony samą osobą Serockiego, tęskniłem za nim w sumie przywiązałem się do niego i to bardzo. Czułem jak by życie powoli mi się waliło prywatne no i w pracy nie było za pieknie... nałożenie się tego wszystkiego na raz nie skutkowało niczym dobrym. Od 2 tyg ktoś napada na banki, do tej pory nie wiemy nic, zawsze są dwa kroki przed nami, zawsze krok przed nami, jak by doskonale wiedzieli jaki mamy plan, co mamy w zanadrzu, jak by siedzieli nam w głowach. Powoli popadaliśmy w paranoje oskarżając siebie nawzajem. Nasze zaufanie spadło do minimum, nie umieliśmy spojrzeć na siebie nie budząc w innych cienia wątpliwości, teraz nawet przyjaciele byli podejrzanymi. Z każdym wypowiedzianym słowem, mieliśmy milion myśli analiz czy aby na pewno robimy dobrze dzieląc się uwagą, planem z innymi.
***
- To wszystko robi się już chore - Mówił upijając łyk piwa - Każdy nawzajem się podejrzewa
- Jak mam być szczery to sory stary, ale nawet Tobie nie ufam - Był moim najlepszym kumplem dla tego byłem z nim szczery
- Ja Tobie też nie, szczerze powoli nie ufam sam sobie. Mam jakieś chore fazy, że ktoś podrzucił mi podsłuch, nadajnik. Same chore myśli
- Jesteś genialny ! - krzyknąłem niemal na cały bar, on spojrzał na mnie z niedowierzaniem - Że nie wpadliśmy na to wcześniej
- Ej stary, ale o co Ci chodzi
- Musimy sprawdzić kto był u nas ostatnio w pokoju jakoś tydzień przed tymi napadami. Kto wie czy nie ma podsłuchu w pokoju przesłuchań, albo u nas
- To ma sens, w zasadzie wszystkie rzeczy omawiamy albo tu, albo tu
- Pójdziemy jutro rano do Jaskowskiej i tak, żeby nikt nie wiedział. Tylko ja i Ty - Podniosłem kufel z piwem, on bez słowa stuknął swoim kuflem w mój
- A co jak nic nie znajdziemy ?
- Wtedy wymyślimy coś innego. Tylko jeszcze nie wiem co, może zabrzmię jak psychopata ale uważam, że dziś powinniśmy pójść do Ciebie, albo do mnie. W ten sposób obaj będziemy pewni, że drugi nic nie kombinował
- Masz rację, Emilka nie będzie miała nic przeciwko - Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i poszliśmy do Krzyśka, Emilka poznała nasz plan tak jak my uznała to za dobry pomysł.
*
- I jak było w pracy ? - Zapytał mnie podając mi obiad właściwie kolację do stołu
- Nawet nie pytaj - Odparłam wycieńczona
- Aż tak, źle ? - Pytał masując mi kark
- Nawet nie pytaj - Powoli zaczęłam się rozluźniać - Dalej nie wiemy nic, a na komedzie nikt już sobie nie ufa
- Zobaczysz w końcu ich złapiecie - Musnął moją szyje - Niedługo wszystko sie ułoży
- Chciała bym mieć takie nastawienie jak Ty - Złapałam jego dłoń - Gdyby to wszystko było takie proste
- Niedługo będzie, obiecuje Ci to - Musnął mój policzek
- O czym Ty mówisz? - Popadałam już chyba w paranoje, nie ufałam już nikomu
- Kotek spokojnie, nie musisz mnie podejrzewać
- Przepraszam to chyba wszystko przez to co się dzieję dookoła
- Wiem skarbie, ale zobaczysz złapiecie ich, pieniądze na leczenie Kacperka też powoli się zbierają do pełnej kwoty wszystko się ułoży - Przytulił mnie mocno
- Obyś miał rację - Wtuliłam się w niego szukając ukojenia
- Zobaczysz wszystko się ułoży, a teraz chodź spać bo jesteś zmęczona
- Jasne już idę, a jak Kacper?
- Nie chciał pójść spać póki nie wrócisz, ale w końcu go przekonałem i już śpi. Myślę, że nie długo się za kumplujemy - Posłał mi szczery uśmiech
- Cieszę się - Musnęłam jego usta - Idź, umyję się i zaraz przyjdę
***
Z samego rana razem z Zapała wybraliśmy się do Pani komenda. Plan był banalny, na kartce Jaskowska napisała krótką instrukcję i pokazała ją niektórym, wiedzieliśmy o tym tylko ja, Krzysiek, Jaskowska, Karlina, Emilka, Jacek,Szymon i Asia, każde z nas miało swój rewil do przesłuchania, nie mogliśmy zdradzić nikomu co robimy, tylko krótkie " To rozkaz Jaskowskiej" niektórzy się dziwili inni zrozumieli w mig o co chodzi, mimo przeszukania niemal całej komendy nie znaleźliśmy nic.
- To jak zabawa w chowanego - Skomentował Szymon kiedy siedzieliśmy w sali odpraw
- Wodzą nas za nos jak tylko chcą, a my jak te dzieci we mgle - Każdy z nam miał już tego dość, wzajemne oskarżenia też nas powoli wykańczały - Może powinniśmy oddać tą sprawę - Zatońska powoli traciła nadzieję
- Nie możemy poddać się tak łatwo. Prokurator i tak siedzi nam już na tyłku. Bez obrazy Szymon - Zapała zwrócił się w jego stronę
- Spokojnie, próbuje go jakoś ostudzić ale jest nie ugięty. Szuka informacji na każdego z nas
- I co może zamknie nas wszystkich - Skomentował ironicznie Jacek
- Jest moim ojcem, ale wszystkiego się po nim można spodziewać. Na pewno jak szybko nie rozwiążemy sprawy to nam ją zabierze
- Czyli nic nowego - Powiedziałem pod nosem, ale i tak wszyscy mnie słyszeli
- Dlatego zamiast siedzieć i marudzić zacznijmy działać - Jaskowska przejęła stery i zaczęła rozdzielać zadania.
- Mam już tego dość - powiedziała jak siedzieliśmy w samochodzie
- Jak każdy z nas, powoli popadamy w paranoje
- Widzę jak każdy na mnie patrzy, jak by mnie posądzali zresztą ja na nich podobnie
- A dziwisz się, są zawsze krok przed nami jak by doskonale znali nasze ruchy, obstawy dosłownie wszystko
- Powoli boje się o Kacpra - Przyznała po chwili - Boje się, że nas obserwują, że w razie czego mogą wykorzystywać nasze słabe strony
- Wiem, że możesz się bać ale to do nich nie podobne im zależy na kasie, na tym co jej w banku, więc złapmy ich jak najszybciej i zapomnijmy o tej całej sprawie
- W sumie masz rację - Uśmiechnęła się w moją stronę - To co obstawiamy przy Poleskiej ?
- Tak, pora ruszyć - Posłałem jej ciepły uśmiech i ruszyliśmy.
Muzyka
Zapraszamy !!
Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/
sobota, 23 lutego 2019
piątek, 15 lutego 2019
09.10 Dla dobra dziecka
Hejka !
Jak tam wam mija życia ? U mnie maskar nie wiem, czy to pogoda czy przemęczenie 21 a ja mam ochotę iść i spać ;/ No, ale cóż do wiosny coraz bliżej ;) Kolejne opowiadanko pewnie za tydzień, nie będę wam dużej już tu zanudzać.
Miłego czytania !
Pozdrawiam <3
Po kilku dniach Kacper wyszedł ze szpitala, okazało się że jest szansa na wyleczenie, ale bardzo kosztowana. Zanim Karolina wpadła na jaki kolwiek pomysł Dominika i Krzysiek zorganizowali już zbiórki. Dominika w szkole i na stronie internetowej, a Zapała na komendzie. Oczywiście na komędzię słychać już było plotki wszystko przez to, że Mikołaj pomagał Karolinę. Krzysiek jak przystało na prawdziwego przyjaciele pacyfikował wszystkie plotki. Mikołaj był jego najlepszym kumplem i nie pozwolił aby ktoś wpieprzał się w jego życie nie znając sytuacji. On tam wtedy był widział starch w jej oczach, widział to przerażenie. Doskonale wiedział, że udawała przed nim, że grała w końcu wszyscy znali ją jako silną, niezależną, kobietę.
Tego dnia Mikołaj siedział z Kacprem, lekka kontuzja lewego nadgarstka i szlaban na prace, Jaskowska zabroniła mu pracować. Przymusowe 3 dni wolnego, nie był zachwycony ale wiadomo z kobietami się nie dyskutuje, zwłaszcza z kobietą, która jest Twoją szefowa.
- Wujek pomóż ! Zobacz łapka przykleiła mi się tam - Zawołał Mikołaja, kiedy tylko się pojawił wskazał na ściane
- No to mama nas zabije - Zaśmiał się - Módlmy się, żeby nic tam nie zostało - Uśmiechnął się do młodego - Chodź - Wziął go na ręce i podeszli do ściany, ledwo odkleili lepka i ktoś zapukał do drzwi. Mikołaj jedną ręką otworzył drzwi, drugą trzymał Kacpra na rękach
- Dzień dobry - Widać było, że mężczyzna w progu zdziwił się obecnością Mikołaja
- Dzień dobry, w czymś mogę pomóc ?
- Zastałem Karolinę ?
- Mamusia jest teraz w pracy - Zanim Mikołaj zdążył odezwać się młody odpowiedział za niego
- Może coś przekazać ? - Mikołaj jako glina miał 7 zmysł, który właśnie się uruchomił. Mężczyzna nie powiedział nic, bo do domu jak burza wpadła Dominika
- Hej tatuś, hej młody - Ucałowała oboje, nawet nie zwróciła uwagi na mężczyznę - Lece do kina tatuś poratuj, a dzień dobry -Dopiero po chwili zobaczyła mężczyznę
- A ze mną pójdziesz do kina ? - Młody zrobił maślane oczka
- Jasne, jak tylko rodzice pozwolą to jutro możemy iść
- Weź sobie z portfela, całość na dziś i jutro
- Dziękuje - Zniknęła na chwilę - Dzięki tatuś, młody jutro po Ciebie przyjdę - Ucałowała ich i zniknęła - Dowidzenia - Rzuciła krótko i zbiegła po schodach
- To jak coś przekazać ? - Mikołaj chciał go spławić za wszelką cenę
- Nie, chociaż w sumie jak by Pan mógł przekazać, że Kamil prosi aby sie skontaktowała. Numer mam ten sam niestety telefon musiałem zmienić i nie mam numeru - Mężczyzna uśmiechnął się w stronę Kacpra- Pamiętasz mnie ? - Mały przytulił sie mocniej do Mikołaja i pokręcił przecząco główką - A szkoda bo ja Ciebie pamiętam, ale to nic może będziemy mieli okazie jeszcze się spotkać. Póki co do widzenia
- Do widzenia - Mikołaj nie ukrywał radości z tego, że mężczyzna sobie poszedł. Miał co do niego przeczucia i chyba się nie mylił.
***
- Hej, przepraszam za spóźnienie ale musiałam Kacpra zawieść do przedszkola - Do pokoju wpadła zdyszana Karolina
-Cześć, nic się nie stało. A jak Kacper się czuje ? - Uśmiechnąłem się do niej, podziwiałem ją za to jak łączy pracę z opieką nad nim
- Dobrze, dziś zdecydowanie lepiej
- Wczoraj chyba taka pogoda była, ja po pracy też czułem się nie zbyt dobrze
- Pewnie zmiana pogody i dla tego
- A ma go kto dziś odebrać bo jak nie to mogę zadzwonić do Dominiki i - Nawet nie dokończyłem kiedy mi przerwała
- Dziękuje, nie trzeba Kamil go odbierze - w pierwszej chwili myślałem że się przesłyszałem
- Kamil ? Przecież mówiłaś, że... - Nawet ciężko było mi złożyć zdanie, byłem w takim szoku. Tydzień temu widziała się z nim, mówiła że go spławiła, że to zamknięty rozdział
- Dla dobra dziecka postanowiliśmy - Teraz to ja jej przerwałem
- Dla dobra dziecka ?! Czy Ty siebie słyszysz - Uniosłem się - Myślisz, że Kacprowi to wyjdzie na dobre jak będziecie dla siebie jak obcy ludzie, jak będziecie się dochodzić
- Co Ty w ogóle wygadujesz ?! - Zaczęła podnosić głos - Skąd wiesz, że jesteśmy dla siebie obcy
- Sama mówiłaś mi, ze nic do niego już nie czujesz, to nie wmawiam mi że tak nagle po tygodniu odżyłą miłość. Jeszcze po tym co zrobił
- Co Ty do cholery możesz wiedzieć ?!
- No błagam Cię nie wmówisz mi, że po tym jak Cię zostawił z chorym dzieckiem to Ty tak nagle znowu go pokochałaś i chcesz z nim tworzyć dom. Przecież to chore, co i przy pierwszej lepszej okazji spierdoli ?! Bo chyba to wychodzi mu najlepiej !!! - Sam nie wiem czemu to powiedziałem, jak by moje usta mówiły samodzielnie odcięte gdzieś od głowy
- Nie przeginaj dobra ?! Bo to chyba nie Twoja sprawa z kim i dla czego jestem !!! - Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak głośno się kłócimy
- Co Wy do cholery odpierdalacie słychać was na korytarzu - Do pokoju wpadł Zapała
- Proponuje, żebyś zapytał swojego kolegi - Nawet na mnie nie spojrzała i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami
- O co chodzi ? O co ta awantura - Zapytałem Mikołaja, kiedy tylko wyszła. On nie powiedział nic tylko z całą wściekłością uderzył pięścią w ścianę - Stary uspokój się i powiedz o co chodzi
- O co chodzi, o co chodzi. Przyjeżdża taki po 3 latach, i co uśmiechnie się potituia, a ta uwierzy i mówi, że to dla dobra Kacpra
- Ej stray przecież to nie Twój biznes, chce z nim być to niech będzie. Kacper nie długo będzie zdrowy, będzie grał w piłkę to potrzebuje kogoś kto go na uczy
- Prędzej spierdoli przy pierwszym zakręcie jaki tylko będzie, a ona ślepo mu wierzy. A w piłkę to każdy może go nauczyć grać
- Trudno to jej życie, jej decyzję i wybory
- Tylko potem ona będzie cierpieć a on płakać - Powiedział zrezygnowany siadając przy biurku
- Mikołaj, popatrz no na mnie
- Po co ? - Podniósł głowę patrząc na mnie
- Nie no stray nie wierzę - Z wrażenia zasłoniłem twarz ręką - Ty ją kochasz, to sie porobiło - Z wrażenia, aż musiałem usiąść. Mikołaj spojrzał na mnie bez słowa - To się stary wkopałeś
Jak tam wam mija życia ? U mnie maskar nie wiem, czy to pogoda czy przemęczenie 21 a ja mam ochotę iść i spać ;/ No, ale cóż do wiosny coraz bliżej ;) Kolejne opowiadanko pewnie za tydzień, nie będę wam dużej już tu zanudzać.
Miłego czytania !
Pozdrawiam <3
Po kilku dniach Kacper wyszedł ze szpitala, okazało się że jest szansa na wyleczenie, ale bardzo kosztowana. Zanim Karolina wpadła na jaki kolwiek pomysł Dominika i Krzysiek zorganizowali już zbiórki. Dominika w szkole i na stronie internetowej, a Zapała na komendzie. Oczywiście na komędzię słychać już było plotki wszystko przez to, że Mikołaj pomagał Karolinę. Krzysiek jak przystało na prawdziwego przyjaciele pacyfikował wszystkie plotki. Mikołaj był jego najlepszym kumplem i nie pozwolił aby ktoś wpieprzał się w jego życie nie znając sytuacji. On tam wtedy był widział starch w jej oczach, widział to przerażenie. Doskonale wiedział, że udawała przed nim, że grała w końcu wszyscy znali ją jako silną, niezależną, kobietę.
Tego dnia Mikołaj siedział z Kacprem, lekka kontuzja lewego nadgarstka i szlaban na prace, Jaskowska zabroniła mu pracować. Przymusowe 3 dni wolnego, nie był zachwycony ale wiadomo z kobietami się nie dyskutuje, zwłaszcza z kobietą, która jest Twoją szefowa.
- Wujek pomóż ! Zobacz łapka przykleiła mi się tam - Zawołał Mikołaja, kiedy tylko się pojawił wskazał na ściane
- No to mama nas zabije - Zaśmiał się - Módlmy się, żeby nic tam nie zostało - Uśmiechnął się do młodego - Chodź - Wziął go na ręce i podeszli do ściany, ledwo odkleili lepka i ktoś zapukał do drzwi. Mikołaj jedną ręką otworzył drzwi, drugą trzymał Kacpra na rękach
- Dzień dobry - Widać było, że mężczyzna w progu zdziwił się obecnością Mikołaja
- Dzień dobry, w czymś mogę pomóc ?
- Zastałem Karolinę ?
- Mamusia jest teraz w pracy - Zanim Mikołaj zdążył odezwać się młody odpowiedział za niego
- Może coś przekazać ? - Mikołaj jako glina miał 7 zmysł, który właśnie się uruchomił. Mężczyzna nie powiedział nic, bo do domu jak burza wpadła Dominika
- Hej tatuś, hej młody - Ucałowała oboje, nawet nie zwróciła uwagi na mężczyznę - Lece do kina tatuś poratuj, a dzień dobry -Dopiero po chwili zobaczyła mężczyznę
- A ze mną pójdziesz do kina ? - Młody zrobił maślane oczka
- Jasne, jak tylko rodzice pozwolą to jutro możemy iść
- Weź sobie z portfela, całość na dziś i jutro
- Dziękuje - Zniknęła na chwilę - Dzięki tatuś, młody jutro po Ciebie przyjdę - Ucałowała ich i zniknęła - Dowidzenia - Rzuciła krótko i zbiegła po schodach
- To jak coś przekazać ? - Mikołaj chciał go spławić za wszelką cenę
- Nie, chociaż w sumie jak by Pan mógł przekazać, że Kamil prosi aby sie skontaktowała. Numer mam ten sam niestety telefon musiałem zmienić i nie mam numeru - Mężczyzna uśmiechnął się w stronę Kacpra- Pamiętasz mnie ? - Mały przytulił sie mocniej do Mikołaja i pokręcił przecząco główką - A szkoda bo ja Ciebie pamiętam, ale to nic może będziemy mieli okazie jeszcze się spotkać. Póki co do widzenia
- Do widzenia - Mikołaj nie ukrywał radości z tego, że mężczyzna sobie poszedł. Miał co do niego przeczucia i chyba się nie mylił.
***
- Hej, przepraszam za spóźnienie ale musiałam Kacpra zawieść do przedszkola - Do pokoju wpadła zdyszana Karolina
-Cześć, nic się nie stało. A jak Kacper się czuje ? - Uśmiechnąłem się do niej, podziwiałem ją za to jak łączy pracę z opieką nad nim
- Dobrze, dziś zdecydowanie lepiej
- Wczoraj chyba taka pogoda była, ja po pracy też czułem się nie zbyt dobrze
- Pewnie zmiana pogody i dla tego
- A ma go kto dziś odebrać bo jak nie to mogę zadzwonić do Dominiki i - Nawet nie dokończyłem kiedy mi przerwała
- Dziękuje, nie trzeba Kamil go odbierze - w pierwszej chwili myślałem że się przesłyszałem
- Kamil ? Przecież mówiłaś, że... - Nawet ciężko było mi złożyć zdanie, byłem w takim szoku. Tydzień temu widziała się z nim, mówiła że go spławiła, że to zamknięty rozdział
- Dla dobra dziecka postanowiliśmy - Teraz to ja jej przerwałem
- Dla dobra dziecka ?! Czy Ty siebie słyszysz - Uniosłem się - Myślisz, że Kacprowi to wyjdzie na dobre jak będziecie dla siebie jak obcy ludzie, jak będziecie się dochodzić
- Co Ty w ogóle wygadujesz ?! - Zaczęła podnosić głos - Skąd wiesz, że jesteśmy dla siebie obcy
- Sama mówiłaś mi, ze nic do niego już nie czujesz, to nie wmawiam mi że tak nagle po tygodniu odżyłą miłość. Jeszcze po tym co zrobił
- Co Ty do cholery możesz wiedzieć ?!
- No błagam Cię nie wmówisz mi, że po tym jak Cię zostawił z chorym dzieckiem to Ty tak nagle znowu go pokochałaś i chcesz z nim tworzyć dom. Przecież to chore, co i przy pierwszej lepszej okazji spierdoli ?! Bo chyba to wychodzi mu najlepiej !!! - Sam nie wiem czemu to powiedziałem, jak by moje usta mówiły samodzielnie odcięte gdzieś od głowy
- Nie przeginaj dobra ?! Bo to chyba nie Twoja sprawa z kim i dla czego jestem !!! - Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak głośno się kłócimy
- Co Wy do cholery odpierdalacie słychać was na korytarzu - Do pokoju wpadł Zapała
- Proponuje, żebyś zapytał swojego kolegi - Nawet na mnie nie spojrzała i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami
- O co chodzi ? O co ta awantura - Zapytałem Mikołaja, kiedy tylko wyszła. On nie powiedział nic tylko z całą wściekłością uderzył pięścią w ścianę - Stary uspokój się i powiedz o co chodzi
- O co chodzi, o co chodzi. Przyjeżdża taki po 3 latach, i co uśmiechnie się potituia, a ta uwierzy i mówi, że to dla dobra Kacpra
- Ej stray przecież to nie Twój biznes, chce z nim być to niech będzie. Kacper nie długo będzie zdrowy, będzie grał w piłkę to potrzebuje kogoś kto go na uczy
- Prędzej spierdoli przy pierwszym zakręcie jaki tylko będzie, a ona ślepo mu wierzy. A w piłkę to każdy może go nauczyć grać
- Trudno to jej życie, jej decyzję i wybory
- Tylko potem ona będzie cierpieć a on płakać - Powiedział zrezygnowany siadając przy biurku
- Mikołaj, popatrz no na mnie
- Po co ? - Podniósł głowę patrząc na mnie
- Nie no stray nie wierzę - Z wrażenia zasłoniłem twarz ręką - Ty ją kochasz, to sie porobiło - Z wrażenia, aż musiałem usiąść. Mikołaj spojrzał na mnie bez słowa - To się stary wkopałeś
sobota, 9 lutego 2019
09.09 Bezsilność
Hello !
Zapraszam was na kolejne opowiadanie, z serii 9. Mam nadzieje, że przypadnie wam do gustu.
Pozdrawiam <3
Miłego czytania !
Białe ściany długi korytarz, niektóre pielęgniarki biegają od sali do sali inne powoli spacerują, z niektórych sal dobiega cichy płacz z innych dochodzi cisza, chodziła w kółko czekała na lekarza, miała dopiero 17 lat, nie wiedziała jak ma się zachować w takiej sytuacji, co ma mówić, co robić. On stał nieopodal, również się denerwował, ale nie mógł tego pokazać, był jej chrzestnym i w tym momencie jedynym opiekunem.
- Państwo są rodziną Kacpra Rachwała ? - Zwrócił się do nich wychodzący lekarz, był może po 40 wydawał się być sympatyczny.
- Tak, to jego siostra, a ja jestem jej chrzestnym - Widział jaka jest zdenerwowana, dla tego przejął tą rozmowę
- A rodzice ?
- Nie długo powinni być, byli na weselu poza miastem wracają
- Rozumie, to w takim razie może lepiej jak
- To ciśnienie śródczaszkowe wzrosło - Odezwała się nagle - Mówili nam o tym na kołku przedmaturalnym
- Tak masz racje wzrosło i to znacząco, wykonaliśmy badanie. Tylko nie jestem wstanie powiedzieć, czy guz urósł, czy nie nie mamy poprzednich wyników. Musimy poczekać na Twoich rodziców
- 2,5 tyle miał wcześniej, no właściwie jakieś 3 tygodnie temu - Zapamiętała z ostatnio przeglądanych badań, nie była dumna z tego, że grzebała w rzeczach Karoliny, ale pech chciał że wyszło to na dobre
- W takim razie, niestety ale muszę powiedzieć że obecnie ma 3 cm
- Co, ale jak to - Przestraszyła się, po chwili poczuła na ramieniu jego rękę. Chciał okazać jej wsparcie
- Co to znaczy jest jakaś szansa, żeby ? - Nie do końca orientował się w tym wszystkim, ale musiał udawać, że wszystko gra i wie o wszystkim co się dzieje
- Tak się złożyło, że pielęgniarka która dziś pomagała przy małym miała taki przypadek w rodzinie, służy pomocą, ale to porozmawiamy jak przyjadą rodzice
- Czyli jest szansa? - Ożywiła się momentalnie
- Posiedź trochę z bratem, dobrze. A jak wasi rodzice przyjadą to wszystko opowiem
- No dobrze - Uśmiechnęła się lekko do nich - Wujek poczekasz na nich ?
- Jasne - Krzysiek posłał jej ciepły uśmiech
- Dziękuje - Ucałowała go w policzek i zniknęła w sali
***
-Krzysiek!!! - Krzyknęła kiedy biegliśmy korytarzem, Zapała momentalnie spojrzał w nasza stronę. Muszę przyznać, że jak na bieganie w szpilkach szło jej naprawdę niezłe
-Dobrze, że już jesteście - Uśmiechnął się lekko w nasza stronę
- Co się dokładnie stało ? Gdzie Kacper i Dominika? - Zacząłem zasypywać go pytaniami
-Nie wiem dokładnie, Kacper chyba śpi a Domi z nim siedzi. Zadzwoniła do mnie przerażona i prosiła, żebym przyjechał, młody był już ledwo przytomny. Lekarz mówił coś o ciśnieniu wewmatrzczaszkowym, ale to musicie już z nim rozmawiać - Widać było, że Krzychu się przejął
-dziękuję - Uśmiechnęła się w jego stronę, widziałem w jej oczach, że była przerażona ale nie dała po sobie tego poznać - Idę do nich, a potem porozmawiam z lekarzem - Rzuciła w nasza stronę i odeszła
-Dzięki stary - Poklepałem go po ramieniu i ruszyłem za nią. Karolina uchylił drzwi do jego sali, to co zobaczyliśmy zaskoczyło nas oboje Dominika spała na łóżku Kacpra, a on przytula sie do niej, z opisu Krzyśka wydawało się, że teraz jest lepiej.
-Pewnie mu się coś śniło - Szepnęła
-Znajdźmy lekarza, niech jeszcze pośpi to był ciężko dzień - Zamknęliśmy drzwi najciszej jak się dało i poszliśmy szukać lekarza. Po drodze poprosiłem Krzyśka żeby poczekał ma Dominik. Rozmowa z lekarzem nie trwała długo przekazał nam wszystkie informacje, widziałem w jej oczach Stach choć starała się tego nie pokazywać, nazajutrz ma spotkać się z pielęgniarka, która zna podobny przypadek. Z gabinetu wyszliśmy lekko przybici.
-obudzę Dominike niech wraca do domu i odpocznę - powiedziała niemal szeptem i zniknęła.
- O co tu chodzi Karolina dziecko i ten szpital? - Krzysiek nie znał prawdy, ale to nie miejsce nie czas.
-Nie dziś - Przeczesałem głowę ręką, byłem zmęczony okropnie zmęczony - Stary obiecuję Ci, że opowiem Ci wszystko, ale nie dziś. Wielkie dzięki za to że ich tu przywiozłeś - Poklepałem go po plecach
- NIE ma sprawy gdyby coś trzeba jeszcze polecam się - Uśmiechnął się
-mógłbyś odwiedź Dominike - Wyjąłem z portfela 100zl - NIE chce żeby wracała sama. Ona powie czy do mnie czy do siebie
-rozumiem, że zostajesz - NIE odpowiedziałem kiwnąłem tylko głowa - Jasne odwiozę i dam znać jak dotrzemy - Podziękowałem mu i już po chwili pojawiła się moja córka. Pożegnałem się z nią i wróciłem do sali
-Myślałam, że wrócisz z Dominika - Zdziwiła się moim widokiem
-Krzysiek ja odwiezie, przecież nie mógłbym Cię teraz zostawić - Ona nie powiedziała nic tylko przytuliła się do mnie. Kiedy trzymałem ja w ramionach rozpłakała się jak małe dziecko. Pierwszy raz widziałem ją tak bezsilna.
Zapraszam was na kolejne opowiadanie, z serii 9. Mam nadzieje, że przypadnie wam do gustu.
Pozdrawiam <3
Miłego czytania !
Białe ściany długi korytarz, niektóre pielęgniarki biegają od sali do sali inne powoli spacerują, z niektórych sal dobiega cichy płacz z innych dochodzi cisza, chodziła w kółko czekała na lekarza, miała dopiero 17 lat, nie wiedziała jak ma się zachować w takiej sytuacji, co ma mówić, co robić. On stał nieopodal, również się denerwował, ale nie mógł tego pokazać, był jej chrzestnym i w tym momencie jedynym opiekunem.
- Państwo są rodziną Kacpra Rachwała ? - Zwrócił się do nich wychodzący lekarz, był może po 40 wydawał się być sympatyczny.
- Tak, to jego siostra, a ja jestem jej chrzestnym - Widział jaka jest zdenerwowana, dla tego przejął tą rozmowę
- A rodzice ?
- Nie długo powinni być, byli na weselu poza miastem wracają
- Rozumie, to w takim razie może lepiej jak
- To ciśnienie śródczaszkowe wzrosło - Odezwała się nagle - Mówili nam o tym na kołku przedmaturalnym
- Tak masz racje wzrosło i to znacząco, wykonaliśmy badanie. Tylko nie jestem wstanie powiedzieć, czy guz urósł, czy nie nie mamy poprzednich wyników. Musimy poczekać na Twoich rodziców
- 2,5 tyle miał wcześniej, no właściwie jakieś 3 tygodnie temu - Zapamiętała z ostatnio przeglądanych badań, nie była dumna z tego, że grzebała w rzeczach Karoliny, ale pech chciał że wyszło to na dobre
- W takim razie, niestety ale muszę powiedzieć że obecnie ma 3 cm
- Co, ale jak to - Przestraszyła się, po chwili poczuła na ramieniu jego rękę. Chciał okazać jej wsparcie
- Co to znaczy jest jakaś szansa, żeby ? - Nie do końca orientował się w tym wszystkim, ale musiał udawać, że wszystko gra i wie o wszystkim co się dzieje
- Tak się złożyło, że pielęgniarka która dziś pomagała przy małym miała taki przypadek w rodzinie, służy pomocą, ale to porozmawiamy jak przyjadą rodzice
- Czyli jest szansa? - Ożywiła się momentalnie
- Posiedź trochę z bratem, dobrze. A jak wasi rodzice przyjadą to wszystko opowiem
- No dobrze - Uśmiechnęła się lekko do nich - Wujek poczekasz na nich ?
- Jasne - Krzysiek posłał jej ciepły uśmiech
- Dziękuje - Ucałowała go w policzek i zniknęła w sali
***
-Krzysiek!!! - Krzyknęła kiedy biegliśmy korytarzem, Zapała momentalnie spojrzał w nasza stronę. Muszę przyznać, że jak na bieganie w szpilkach szło jej naprawdę niezłe
-Dobrze, że już jesteście - Uśmiechnął się lekko w nasza stronę
- Co się dokładnie stało ? Gdzie Kacper i Dominika? - Zacząłem zasypywać go pytaniami
-Nie wiem dokładnie, Kacper chyba śpi a Domi z nim siedzi. Zadzwoniła do mnie przerażona i prosiła, żebym przyjechał, młody był już ledwo przytomny. Lekarz mówił coś o ciśnieniu wewmatrzczaszkowym, ale to musicie już z nim rozmawiać - Widać było, że Krzychu się przejął
-dziękuję - Uśmiechnęła się w jego stronę, widziałem w jej oczach, że była przerażona ale nie dała po sobie tego poznać - Idę do nich, a potem porozmawiam z lekarzem - Rzuciła w nasza stronę i odeszła
-Dzięki stary - Poklepałem go po ramieniu i ruszyłem za nią. Karolina uchylił drzwi do jego sali, to co zobaczyliśmy zaskoczyło nas oboje Dominika spała na łóżku Kacpra, a on przytula sie do niej, z opisu Krzyśka wydawało się, że teraz jest lepiej.
-Pewnie mu się coś śniło - Szepnęła
-Znajdźmy lekarza, niech jeszcze pośpi to był ciężko dzień - Zamknęliśmy drzwi najciszej jak się dało i poszliśmy szukać lekarza. Po drodze poprosiłem Krzyśka żeby poczekał ma Dominik. Rozmowa z lekarzem nie trwała długo przekazał nam wszystkie informacje, widziałem w jej oczach Stach choć starała się tego nie pokazywać, nazajutrz ma spotkać się z pielęgniarka, która zna podobny przypadek. Z gabinetu wyszliśmy lekko przybici.
-obudzę Dominike niech wraca do domu i odpocznę - powiedziała niemal szeptem i zniknęła.
- O co tu chodzi Karolina dziecko i ten szpital? - Krzysiek nie znał prawdy, ale to nie miejsce nie czas.
-Nie dziś - Przeczesałem głowę ręką, byłem zmęczony okropnie zmęczony - Stary obiecuję Ci, że opowiem Ci wszystko, ale nie dziś. Wielkie dzięki za to że ich tu przywiozłeś - Poklepałem go po plecach
- NIE ma sprawy gdyby coś trzeba jeszcze polecam się - Uśmiechnął się
-mógłbyś odwiedź Dominike - Wyjąłem z portfela 100zl - NIE chce żeby wracała sama. Ona powie czy do mnie czy do siebie
-rozumiem, że zostajesz - NIE odpowiedziałem kiwnąłem tylko głowa - Jasne odwiozę i dam znać jak dotrzemy - Podziękowałem mu i już po chwili pojawiła się moja córka. Pożegnałem się z nią i wróciłem do sali
-Myślałam, że wrócisz z Dominika - Zdziwiła się moim widokiem
-Krzysiek ja odwiezie, przecież nie mógłbym Cię teraz zostawić - Ona nie powiedziała nic tylko przytuliła się do mnie. Kiedy trzymałem ja w ramionach rozpłakała się jak małe dziecko. Pierwszy raz widziałem ją tak bezsilna.
piątek, 1 lutego 2019
09.08 Wiadomość ...
- Fajna jesteś - Uśmiechnął się do niej - Na początku wydawałaś się zła, że musisz ze mną siedzieć
- Może trochę byłam - Przyznała się niepewnie - Miałam już plany i tak wyszło, że tata zadzwonił
- Nie jesteś zła, że popsułem Ci plany ?
- No co Ty młody nie popsułeś - Uśmiechnęła się do niego - Czasem trzeba posiedzieć w domu i odpocząć, a nie tylko imprezy
- No tak - zaśmiał się - Lubię Cię - Uśmiechnął sie do niej szeroko
- Ja Ciebie też - Pogłaskała go po głowie - To co pora chyba spać
- A kolacja ? Zapomniałaś o kolacji
- No tak, to ja idę zrobić kolację. A Ty posprzątasz?
- Jasne, to ja chce tosty - Młody zabrał się za sprzątanie - A pójdziemy jutro do kina bo pewnie mama z Mikołajem będą zmęczeni ? - Spojrzał na nią słodkimi oczami
- Jasne jak tylko rodzice się zgodzą - Uśmiechnęła się do niego znikając w kuchni
***
- Ale tu pięknie - Szepnęła kiedy wyszliśmy przed hotel, całe wesele było 15 km za Wrocławiem, w przytulnym zacisznym pensjonacie z cudownym widokiem, osoba która wybudowała to miejscem musiała kochać naturę do okoła było zielono, mnóstwo drzew i krzewów, kwiatów fontanno, oczko wodne. - Mogła bym tu zostać na zawsze - Mówiła patrząc w dal
- Cieszę, że Ci się podoba - Uśmiechnąłem się do niej - Ale chyba musimy wracać, bo zaraz po północ otrzepiny i te sprawy
- Czyżby Białach chciał złapać krawat - Zaśmiała się
- Nie wiem czy ktoś by ze mną wytrzymał - Zaśmiałem się, powoli kierując w stronę wejścia
-Mikołaj - Poczułem jak łapie mnie za rękę
- Tak - Spojrzałem jej w oczy
- Dziękuję, nie pamiętam kiedy ostatnio gdzieś się wyrwałam od tego wszystkiego, naprawdę dziękuje - Musnęła mój policzek wymijając mnie. Stałem lekko szokowany, nie za bardzo wiedziałem co mam zrobić co powiedzieć. Po minucie ruszyłem za nią
- No już myślałem, że Cię zamordowała i zakopała gdzieś pod drzewem - Zaśmiał się Marcin jak tylko wszedłem na sale - Dawaj stary zaraz otrzęsiny musimy się zabawić. - Nie wiele myśląc znalazłem Karolinę i dołączyliśmy do reszty, już na samym początku zabawa zaczęła się z przytupem: Panowie mieli dobrać się w pary i tańczyć, ze sobą oczywiście moją parą był Marcin znaliśmy się, rozumieliśmy się już bez słów oczywiście skutkowało to pierwszą nagrodą połóweczka była nasza. Kolejne zabawy były dla par bądź, każdy z osobna. W sumie wygraliśmy 4 połóweczki, cudem zaciągnąłem Karolinę na łapanie welonu i to właśnie ona go złapała. Sebastian pan młody przy rzucaniu krawatu wycelował specjalnie we mnie.
- Stary mówie Ci to jest przeznaczenie - Poklepał mnie po ramieniu
- Serio wierzysz w takie rzeczy - Zaśmiałem się
- Ty powinieneś zacząć - Zaczął mówić poważnie - Ja Ci mówie pasujecie do siebie jak nie wiem co Posłuchaj wujka Marcina - zaśmiał się - Od Twojej byłej ładniejsza milion razy - Nachylił się nade mną
***
- Aaaa boli !!! - Usłyszała nagle krzyki dochodzące z drugiego pokoju. Zerwała się na równe nogi, kątem oka spojrzała na zegarek było chwilę po 2.
- Co się dzieję - Klęknęła koło jego łóżka, był cały zlany potem. Majaczył, Dominika była przerażona nie miała pojęcia co robić
- Boli, bardzo boli - Mówił płacząc
- Co Cie boli - Zaczęła głaskać go po główce
- Główka, bardzo. Zaraz wybuchnie - ledwo mówił, niewiele myśląc pobiegła po telefon. Zaczęła dzwonić do Karoliny, Mikołaja nie odebrali
- Pogotowie halo - Głos jej się łamał, nie była w stanie mówić - 20 minut jak to ! - Rozłączyła się, teraz panika przybrała na sile mały ledwo oddychał a pogotowie mogło być dopiero za dwadzieścia minut
- Wujek - Mówiła płacząc, był jej ostatnią deską ratunku. Zawsze mogła na niego liczyć, najlepszy przyjaciel jej ojca. - Błagam Cię przyjedź - Nie myliła się mogła na niego liczyć, obiecał że będzie za 5 minut. Nie kłamał po 5 minutach usłyszała syrenę policyjną, a już po chwili był u niej w mieszkaniu. Wziął Kacpra na ręce i wybiegli z mieszkania, po chwili ponownie rozbrzmiały syreny, samochód ruszył w radiu odezwał się dyżurny.
- Tutaj - Zawołał ich lekarz, kiedy byli już koło soru. Kacper bezwładnie złapał ją za rękę i nie chciał puścić - Chodź, ze mną brat będzie się mniej bał - Uśmiechnął się do niej, próbował dodać otuchy.
- Zostanę, poczekam na rodziców
***
Byliśmy już lekko wcięci, alkohol krążył w naszych żyłach. Tańczyliśmy wtuleni w siebie, czułem jej oddech na karku, jej perfumy były intensywniejsze niż na codzień. Czułem jak powoli zatracam się w tej chwili
- Jeszcze raz dziękuje - Szepnęła mi do ucha
- Nie ma za co - Wtuliła się w moją szyje, przez chwile milczeliśmy. Chyba, żadne z nas nie potrafiło zebrać odpowiednich słów
- Mikołaj - Po chwili spojrzała na mnie, nasze twarze dzieliły milimetry. Byliśmy już tak blisko siebie, zamknęła oczy. Nagle na sali zrobiło się ogromne zamieszanie, oderwaliśmy się od siebie niemal natychmiast. Po chwili z tłumu wyjawił się nie kto inny jak Juliusz, spojrzałem na Karolinę była zdziwiona tak samo jak ja, Poniatowski przedzierał się niczym huragan, między zszokowanymi gośćmi. Karolina stała w osłupieniu, jedną ręką obejmowałem ją w tali znałem ją już na tyle, że czułem że to wszytsko może się źle skończyć
- Co Ty tu do cholery robisz ? - zapytała go kiedy był już blisko nas. On zatrzymał się i uspokajał oddech, dyszał jak by co najmniej maraton przebiegł
- Jak byś telefon odbierała i Ty tez - Spojrzał na mnie - To bym nie musiał tyle biec, a tak to
- Jaki telefon Julek do cholery o co chodzi ?!
- Dzieci, no dzieci w szpitalu. Szybko - Już chciał biec
- Stop ! Jaki szpital jakie dzieci ? - W pierwszej chwili nic do mnie nie dotarło
- No jak to jakie ?! No wasze, zapomnieliście że macie dzieci - Karolina momentalnie pobladła, dobrze, że trzymałem ją w pasie, czułem jak lekko poleciała do tyłu
- Dominika ? Kacper? Co z nimi ? - W koło nas zebrał się momentalnie tłum
- Ja to za kierowce robię, to nie wiem. Dominika dzwoniła zapłakana do Zapały, że coś z małym to ten wariat złapał mnie i zaciągnął do auta, no i
- Julek do cholery co z Kacprem ? - Karolina zaczynała panikować
- Nie wiem, jak Zapała go niósł to był nieprzytomny, a ta Twoja całą drogę beczała i trzymała go na kolanach
- Biegni po rzeczy idę do młodych - Zarządziłem, czułem że tracę racjonalne myślenie widziałem w jej oczach panikę i strach. Sam bałem się, obawiałem się najgorszego. Znam moją córkę i wiem jaka jest nie reagowała by płaczę i paniką, gdyby nie było to coś strasznego, ale wiedziałem jedno ona nie może się o tym dowiedzieć.
- Może trochę byłam - Przyznała się niepewnie - Miałam już plany i tak wyszło, że tata zadzwonił
- Nie jesteś zła, że popsułem Ci plany ?
- No co Ty młody nie popsułeś - Uśmiechnęła się do niego - Czasem trzeba posiedzieć w domu i odpocząć, a nie tylko imprezy
- No tak - zaśmiał się - Lubię Cię - Uśmiechnął sie do niej szeroko
- Ja Ciebie też - Pogłaskała go po głowie - To co pora chyba spać
- A kolacja ? Zapomniałaś o kolacji
- No tak, to ja idę zrobić kolację. A Ty posprzątasz?
- Jasne, to ja chce tosty - Młody zabrał się za sprzątanie - A pójdziemy jutro do kina bo pewnie mama z Mikołajem będą zmęczeni ? - Spojrzał na nią słodkimi oczami
- Jasne jak tylko rodzice się zgodzą - Uśmiechnęła się do niego znikając w kuchni
***
- Ale tu pięknie - Szepnęła kiedy wyszliśmy przed hotel, całe wesele było 15 km za Wrocławiem, w przytulnym zacisznym pensjonacie z cudownym widokiem, osoba która wybudowała to miejscem musiała kochać naturę do okoła było zielono, mnóstwo drzew i krzewów, kwiatów fontanno, oczko wodne. - Mogła bym tu zostać na zawsze - Mówiła patrząc w dal
- Cieszę, że Ci się podoba - Uśmiechnąłem się do niej - Ale chyba musimy wracać, bo zaraz po północ otrzepiny i te sprawy
- Czyżby Białach chciał złapać krawat - Zaśmiała się
- Nie wiem czy ktoś by ze mną wytrzymał - Zaśmiałem się, powoli kierując w stronę wejścia
-Mikołaj - Poczułem jak łapie mnie za rękę
- Tak - Spojrzałem jej w oczy
- Dziękuję, nie pamiętam kiedy ostatnio gdzieś się wyrwałam od tego wszystkiego, naprawdę dziękuje - Musnęła mój policzek wymijając mnie. Stałem lekko szokowany, nie za bardzo wiedziałem co mam zrobić co powiedzieć. Po minucie ruszyłem za nią
- No już myślałem, że Cię zamordowała i zakopała gdzieś pod drzewem - Zaśmiał się Marcin jak tylko wszedłem na sale - Dawaj stary zaraz otrzęsiny musimy się zabawić. - Nie wiele myśląc znalazłem Karolinę i dołączyliśmy do reszty, już na samym początku zabawa zaczęła się z przytupem: Panowie mieli dobrać się w pary i tańczyć, ze sobą oczywiście moją parą był Marcin znaliśmy się, rozumieliśmy się już bez słów oczywiście skutkowało to pierwszą nagrodą połóweczka była nasza. Kolejne zabawy były dla par bądź, każdy z osobna. W sumie wygraliśmy 4 połóweczki, cudem zaciągnąłem Karolinę na łapanie welonu i to właśnie ona go złapała. Sebastian pan młody przy rzucaniu krawatu wycelował specjalnie we mnie.
- Stary mówie Ci to jest przeznaczenie - Poklepał mnie po ramieniu
- Serio wierzysz w takie rzeczy - Zaśmiałem się
- Ty powinieneś zacząć - Zaczął mówić poważnie - Ja Ci mówie pasujecie do siebie jak nie wiem co Posłuchaj wujka Marcina - zaśmiał się - Od Twojej byłej ładniejsza milion razy - Nachylił się nade mną
***
- Aaaa boli !!! - Usłyszała nagle krzyki dochodzące z drugiego pokoju. Zerwała się na równe nogi, kątem oka spojrzała na zegarek było chwilę po 2.
- Co się dzieję - Klęknęła koło jego łóżka, był cały zlany potem. Majaczył, Dominika była przerażona nie miała pojęcia co robić
- Boli, bardzo boli - Mówił płacząc
- Co Cie boli - Zaczęła głaskać go po główce
- Główka, bardzo. Zaraz wybuchnie - ledwo mówił, niewiele myśląc pobiegła po telefon. Zaczęła dzwonić do Karoliny, Mikołaja nie odebrali
- Pogotowie halo - Głos jej się łamał, nie była w stanie mówić - 20 minut jak to ! - Rozłączyła się, teraz panika przybrała na sile mały ledwo oddychał a pogotowie mogło być dopiero za dwadzieścia minut
- Wujek - Mówiła płacząc, był jej ostatnią deską ratunku. Zawsze mogła na niego liczyć, najlepszy przyjaciel jej ojca. - Błagam Cię przyjedź - Nie myliła się mogła na niego liczyć, obiecał że będzie za 5 minut. Nie kłamał po 5 minutach usłyszała syrenę policyjną, a już po chwili był u niej w mieszkaniu. Wziął Kacpra na ręce i wybiegli z mieszkania, po chwili ponownie rozbrzmiały syreny, samochód ruszył w radiu odezwał się dyżurny.
- Tutaj - Zawołał ich lekarz, kiedy byli już koło soru. Kacper bezwładnie złapał ją za rękę i nie chciał puścić - Chodź, ze mną brat będzie się mniej bał - Uśmiechnął się do niej, próbował dodać otuchy.
- Zostanę, poczekam na rodziców
***
Byliśmy już lekko wcięci, alkohol krążył w naszych żyłach. Tańczyliśmy wtuleni w siebie, czułem jej oddech na karku, jej perfumy były intensywniejsze niż na codzień. Czułem jak powoli zatracam się w tej chwili
- Jeszcze raz dziękuje - Szepnęła mi do ucha
- Nie ma za co - Wtuliła się w moją szyje, przez chwile milczeliśmy. Chyba, żadne z nas nie potrafiło zebrać odpowiednich słów
- Mikołaj - Po chwili spojrzała na mnie, nasze twarze dzieliły milimetry. Byliśmy już tak blisko siebie, zamknęła oczy. Nagle na sali zrobiło się ogromne zamieszanie, oderwaliśmy się od siebie niemal natychmiast. Po chwili z tłumu wyjawił się nie kto inny jak Juliusz, spojrzałem na Karolinę była zdziwiona tak samo jak ja, Poniatowski przedzierał się niczym huragan, między zszokowanymi gośćmi. Karolina stała w osłupieniu, jedną ręką obejmowałem ją w tali znałem ją już na tyle, że czułem że to wszytsko może się źle skończyć
- Co Ty tu do cholery robisz ? - zapytała go kiedy był już blisko nas. On zatrzymał się i uspokajał oddech, dyszał jak by co najmniej maraton przebiegł
- Jak byś telefon odbierała i Ty tez - Spojrzał na mnie - To bym nie musiał tyle biec, a tak to
- Jaki telefon Julek do cholery o co chodzi ?!
- Dzieci, no dzieci w szpitalu. Szybko - Już chciał biec
- Stop ! Jaki szpital jakie dzieci ? - W pierwszej chwili nic do mnie nie dotarło
- No jak to jakie ?! No wasze, zapomnieliście że macie dzieci - Karolina momentalnie pobladła, dobrze, że trzymałem ją w pasie, czułem jak lekko poleciała do tyłu
- Dominika ? Kacper? Co z nimi ? - W koło nas zebrał się momentalnie tłum
- Ja to za kierowce robię, to nie wiem. Dominika dzwoniła zapłakana do Zapały, że coś z małym to ten wariat złapał mnie i zaciągnął do auta, no i
- Julek do cholery co z Kacprem ? - Karolina zaczynała panikować
- Nie wiem, jak Zapała go niósł to był nieprzytomny, a ta Twoja całą drogę beczała i trzymała go na kolanach
- Biegni po rzeczy idę do młodych - Zarządziłem, czułem że tracę racjonalne myślenie widziałem w jej oczach panikę i strach. Sam bałem się, obawiałem się najgorszego. Znam moją córkę i wiem jaka jest nie reagowała by płaczę i paniką, gdyby nie było to coś strasznego, ale wiedziałem jedno ona nie może się o tym dowiedzieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)