Muzyka

Zapraszamy !!

Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/

czwartek, 30 sierpnia 2018

07.09 Dziękuje

Witam,
Zapraszam was na kolejne opowiadanko 7 serii, mam nadzieję, że wam się spodoba. Jakie wrażenie przed 1 odcinkiem 9 serii ? Jak tam koniec wakacji ? Kto wraca już w poniedziałek do szkoły, a kto dopiero w październiku na uczelnie :D A moze ktoś już dawno skończył wakacje :/. A no i jeszcze jedno pytanie jak się podoba trójkącik nowy :D
Miłego czytania !
Pozdrawiam <3

- Co się stało ? - Wyleciałam z Pauliną na korytarz, tuż przy schodach stał Julek z kubkiem w ręce jego zawartość wylądowała na nim
- No jak to co ?! - Krzyknął oburzony - Twój cudowny Mikołaj mało mnie nie zabił ! - Zachowywał się jak by co najmniej ktoś napadł na niego z siekierą 
- Mikołaj ! 
- No tak, szedłem sobie spokojnie, bo spieszyć się nie wolno. On stał o tam - Pokazał w stronę kuchni, w której przed chwilą byliśmy  - I nagle jak oparzony zerwał się i mało mnie nie zabił 
-Cholera  !  - Musiał usłyszeć nasz rozmowę doskonale wiedziałam do kogo pojechał, nie wiedziałam tylko gdzie go znajdę
- Znajdź mi adres Marcina Belskiego - Wparowałam bez płukania - Na już
- A może tak  cześć, dobry. - Spojrzał na mnie - Teraz jestem zajęty
- Proszę Cię - Oparłam się o biurko - To cholernie ważne, Mikołaj może miec kłopoty - Jacek nie powiedział nic tylko zaczął szukać
- Fabryczna 54/6 -  Zapisał mi adres - Zaraz wezwę wsparcie
- Nie - Zakryłam mu ręką telefon - Pojadę z Pauliną proszę Cię zaufaj mi, tak będzie lepiej. Paulina zadzwoni do Ciebie w przeciągu godziny  - Spojrzałam mu prosto w oczy
- Za godzinę nie zadzwoni wysyłam wsparcie
- Jasne dziękuje - Wzięłam od niego kartkę - Jesteś niezastąpiony - Wybiegłam z pokoju
Z Pauliną jechałyśmy najszybciej jak to było tylko możliwe, po drodze złamałyśmy chyba wszystkie możliwe przepisy drogowe, ale to nie to było teraz najważniejsze. Doskonale wiedziałam, że Białach wszystko słyszał, że pojechał do niego i doskonale wiedziałam po co.
*
Byłem wściekły kiedy usłyszałem jak  Karolina rozmawiała z Pauliną, nie wierzyłem w to co mówi. Miałem ochotę wybić temu gościowi wszystkie zęby i to za jednym zamachem. Brzydzę się takimi rzeczami i według mnie ludzie, którzy dopuszczają się takich zbrodni powinni ponosić jak najwyższe kary.  Nikt nie będzie tak traktował moich przyjaciół nawet jeśli upłynęło tyle czasu.
- Czego ?- drzwi otworzył mi mój kuzyn
- Musimy chyba poważnie porozmawiać - odpowiedziałem uśmiechnięty musiałem jakoś to rozegrać, żeby nie podejrzewał o co mi chodzi.
- Ja z tobą ?! Ciekawe o czym - mruknął znudzony moją obecnością.
- Ciekawe czy twoja żona wie o tym co zrobiłeś Karolinie - wyszeptałem próbując jakoś doprowadzić do tego, żeby się przyznał.
- Najwyraźniej zasłużyła - tego było już za wiele puściły mi nerwy i go uderzyłem, on mi oddał i tak targaliśmy się za łby jak dwa koguty. Miałem ochotę obić mu ryj tak, żeby pamiętał od kogo dostał.
*
Dojechaliśmy akurat w samym środku awantury. Naprawdę ciężko było ich rozdzielić, Mikołaj był taki wściekły, że zabijał samym wzrokiem. Sytuacji nie poprawiało zachowanie jego kuzyna
- Proszę cię przestań tak tego nie załatwisz - próbowałam jakoś wpłynąć na Mikołaja. - Przestań do cholery ! Nie rozumiesz, że takim sposobem przywracasz mi te wspomnienia, o których chcę zapomnieć raz na zawsze - mówiłam upłakana nie mogłam w ogóle nad sobą zapanować. Za dużo mnie to wszystko kosztuje. Chciałabym wierzyć, że to jakiś sen z którego niebawem się obudzę i wszystko będzie normalnie bez tego wszystkiego co się stało. Białach jak by w w ułamku sekundy zamarł, jedną ręką trzymał Marcina, a druga zawisła w powietrzu pare milimetrów od jego twarzy.
Kiedy spojrzał mi w oczy, jak by machinalnie puścił swojego kuzyna, on z impetem uderzył o podłogę, Paulina od razu do niego pobiegła
- Przepraszam  - Podszedł przytulając mnie bez słowa. W końcu mogłam się schować w jego silnych ramionach, przez dłużą chwilę tulił mnie blisko siebie, po chwili odsunął całując w czubek głowy, czułam się przy nim jak przy nikim innym - Chodź - Szepnął, i złapał za rękę. Zanim wyszliśmy podszedł jeszcze do niego i złapał go za koszule - Zbliż się do nas a pożałujesz - Wycedził przez zęby i wyszliśmy. Mikołaj bez słowa skierował się w stronę samochodu, nie chciałam o tym rozmawiać, nie wiedziałam jak. Jechaliśmy w milczeniu, Białach raz czy dwa odezwał, ale ja nie miałam siły odpowiadać. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na ranczu.
- Zaufaj mi - Szepnął kiedy ujrzał moją mine - Chodź - Uśmiechnął się i wysiadł z samochodu, chwile później był z prawej strony otwierając mi drzwi, podając mi dłoń -Chodź - Szepnął, ufałam mu bezgranicznie dla tego bez słowa podałam mu dłoń i już po chwili byliśmy w domu.
- Siadaj zrobię Cię herbatę - Uśmiechnął się do mnie i zniknął w kuchni. Usiadłam na kanapie, nogi przyciągnęłam do siebie obejmując mocno rękami. Nawet nie wiem kiedy w pokoju pojawił się on, podając mi kubek z herbatą.
- Przepraszam - Szepnął kiedy odstawiałam kubek
- Nie przepraszaj - Położyłam mu głowę na ramieniu - Nie rozmawiajmy o tym - Zamknęłam oczy wsłuchując się ciszę do okoła - Pomilczmy - Nie powiedział nic tylko mocno obiął mnie ramieniem, siedzieliśmy w milczeniu.
- Przejdziemy się ? - Zaproponowałam po jakimś czasie
- Pewnie chodź - Uśmiechnął się w moją stronę, i pomógł mi wstać. Wyszliśmy z domu, udaliśmy się w kierunku lasu. Spacerowaliśmy w milczeniu, jak by każdy z nas nie wiedział za bardzo co ma powiedzieć, o czym rozmawiać.
- Uwielbiam tu spacerować - Odezwał się po długiej chwili  - Ta cisza i spokój jest taka ujmująca
- Czasem dobrze oderwać się od rzeczywistości - Zatrzymałam się na moment - Mikołaj - Białach zatrzymał się jak tylko usłyszał swoje imię - Dziękuje Ci, dziękuje że nie pytasz nie drążysz tylko jesteś - On nie powiedział nic tylko mocno mnie przytulił. Staliśmy chwile bez ruchu, aż nagle poczułam na plecach krople deszczu, jedną a tuż za nią kolejną  - Zaczyna padać, lepiej już wracajmy do domu - Ledwo dokończyłam zdanie, a zrobiła się ogromną ulewa
- Chodź - Złapał mnie za rękę i zaczęliśmy biec, mimo tego że Mikołaj ciągnął mnie środkiem lasu, między korzeniami i krzakami i tak czułam jak z każdą sekundą moknę coraz bardziej. Miałam wrażenie że ktoś na górze stoi tam z wiadrem wody i wylewa je za każdym razem kiedy robimy krok.
- Jesteśmy -  Powiedział zamykając drzwi, kiedy na mnie spojrzał roześmiał się - Wyglądasz jak przemoczona kurka
- Dzięki, a Ty jak kurczak - Udałam obrażoną, ale on tuż po chwili pojawił się obok mnie. Stanął  tuż przy mnie, tak blisko, że aż czułam jego oddech. Bałam się jego ruchu tego co zrobi. Mimowolnie zamknęłam oczy, po chwili poczułam jego usta na moich, był delikatny jak bym była z porcelany.
- Przeziębisz się - Szepnął po chwili - Ciągnąc mnie w stronę salonu - Poczekaj tu - Zniknął na chwilę, kiedy wrócił trzymał w rękach swoją koszulę - Idź przebierz się - Uśmiechnął się w moją stronę, zamykając za mną drzwi.


poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Pierwszy rok blogu Miniaturka " Trudne początki"

Cześć !
Dokładnie rok temu 27.08.2018 r. założyłam bloga i dodałam pierwszy wpis.
Łącznie przez cały rok blog osiągnął 94 144 wyświetleń,  594 komentarzy. Bardzo, bardzo wam dziękuje za wszystkie wyświetlenia i komy mam nadzieję, że kolejny rok będzie również owocny. A teraz specjalnie dla was minia.


Komenda miejska we Wrocławiu, od tygodnia Mikołaj Białach pracuje z nową partnerką Karoliną Rachwał. Od pierwszego dnia, nowi partnerzy nie potrafili się dogadać, porozumieć, każda rozmowa kończyła się kłótnią, awanturą. Obydwoje byli do siebie bardzo podobni, to cud że komenda jeszcze stoi, połączenie tej dwójki jest niczym materiał wybuchowy. do tej pory Mikołaj jeździł z Olą Wysocką,  byli zgranym zespołem, a do tego przyjaciółmi, dla Mikołaja nie był to łatwy czas: zmiana partnera, dodatkowo teraz dowodziła nim kobieta. 
- Ze, co powiedziałeś?! - Krzyczała wkurzona niczym stado rozwścieczonych os 
- To, co słyszałaś?! - On również był zły, wręcz wściekły 
- Ty chyba oszalałeś?! - Nie spuszczała z tonu
- Ja oszalałem?! Ty chyba zwariowałaś!!
- Przeginasz!!
- Co ja?! Chyba sobie żartujesz!
- Ej cisza! – Krzyknął Krzysiek wchodząc do pokoju  – Co się tu dzieję?
- On zaczął! - Wrzasnęła wściekła w kierunku Zapały
-Ja ?! Ty siebie słyszysz?!
- Dobra nie obchodzi mnie, kto zaczął, o co się kłócicie. Tylko błagam idźcie już, na patrol bo głowa pęka - Karolina oburzona wyszła trzaskając drzwiami, Mikołaj spojrzał tylko  na Krzyśka
- Wariatka! – Krzyknął za Rachwał, po czym sam wyszedł - Wydawało się, że reszta dnia minie spokojnie i  bez kłótni, niestety na korytarzu wpadli na siebie przypadkiem
- Jak chodzisz, baranie!!
- Ja, baran? Ja? To chyba jak ty chodzisz!!
- Ja chodzę normalnie w przeciwieństwie do Ciebie!
- To ty na mnie wpadłaś!
- Ja?! Ty chyba na głowę upadłeś!
- Ja?! Chyba ty! Powinni Cię w zamknięciu trzymać!
- Przegiąłeś kolego!
- A co może nieprawda!
- Weź idź się, lecz!
- Zaproponowałbym Ci to samo, ale Tobie już żadne leczenie nie pomoże. Przykro mi od dawna jest już dla Ciebie za późno
- Dla mnie?! Ty chyba siebie nie słyszysz!
- Zejdź mi z drogi!
- Oszalałeś, że Ci zejdę to ty zejdź!
 - Ej, ej co się tu dzieje - Zapytał Jacek, który właśnie wracał od Jaskowskiej
- Nic – odpowiedział poirytowany Mikołaj, nikt jak ona nie działali mu na nerwy
- Jak to nic jak was słyszeć na drugim końcu korytarza a może i nawet komendy – powiedział nieco już wkurzony Nowak, oboje mieli ponad 30 lat a zachowywali się jak 5 latki
- Tak to chyba jego słychać – Oburzyła się blondynka
- Mnie? Kretynko, a ciebie nie?
- Mnie a ciebie kretynie nie ?
- Nie no ja zwariuję a kto mi proponował leczenie, kto powiedział, że na głowę upadłem – unosił się coraz bardziej
- Ej! Cisza, co wyście powariowali czy rozum zgubiliście gdzieś dżecie się jak wariaci. Skończycie w końcu czy nie ?
- To ona zaczęła i niech pierwsza skończy
- Nie no jak  palne  go zaraz, jak się zaraz nie  zamknie   w końcu
- No, co boisz się, że Jacuś dowie się jaka jesteś naprawdę, a nie taka słodka i niewinna jaką udajesz
- Nie no ciebie słuchać nie idzie 
- Co was opętało do cholery ?! Do mnie i to już - Nowak miał już dość tego co się dziej, od tygodnia nie szło z nimi wytrzymać - O co wam poszło tym razem ? - Zapytał kiedy już byli u niego
- Bo ona jest kretynką
- A on idiota
- Nie no ja oszaleje. Wy nawet nie wiecie o co poszło - Jacek bezsiły opadł na krzesło -  Ja już mam dość ja i cała komenda. Macie się zacząć dogadywać i to juz. Nie każe wam żebyście się kochali,
ale wystarczy żebyście się znosili. Chociaż nie w sumie to wy się nie kochajcie, ani mi się ważcie, bo wasz gatunek to się rozmnażać nie może - zaczął się śmiać - zagrożenie dla ludzkości: łyse, wredne
- Pyskate, wygadane, mądrzejsze od nas - Zaczął wymieniać Krzysiek stojący za nimi, razem z Nowakiem mieli niezły ubaw
- Wiecie co mam was dość ! - Wyszła trzaskając drzwiami.
- Wariatka, mówiłem wariatka
*
Od dwóch miesięcy pracuje na komendzie, początki były trudne w ogóle nie dogadywałam się z Mikołajem, teraz jest już nie co lepiej, nie jesteśmy jakimiś mega przyjaciółmi, ale chociaż nie zabijamy się o byle co. Teraz chociaż jesteśmy w stanie się dogadać, nawet udało nam się raz wspólnie wyjść.
- I jak gotowa na obserwację ? - Zapytał Mikołaj kiedy siedzieliśmy w samochodzie
- Powiedzmy  - Odparłam poprawiając włosy, dzisiejsza obserwacja miała być w cywilu. - To co zaczynamy ? - Uśmiechnęłam się w jego stronę 
- Dobra to pamiętajcie wy nic nie robicie, jak coś my wkraczamy do akcji - Poinstruował nas Zapała
Gotowi do akcji ruszyliśmy parkiem, Mikołaj obiął mnie w pasie mieliśmy udawać szczęśliwą parę na początku nie byliśmy z tego zaskoczeni, no ale praca to praca. 
- Siadamy - Zwrócił się w moją stronę, uśmiechając lekko. Kiwnęłam głową, nie za bardzo wiedziałam jak mam się zachować dobrze, że Białach wiedział jak to rozegrać. Usiedliśmy na ławce koło stawu, do okoła było szczególnie mało osób, może to zasługa tak wczesnej godziny, siedziałam w jego obiciach czułam się wyjątkowo dziwnie, inaczej. 
- Uwaga, w waszym kierunku zbliża się jakiś mężczyzna. Rozegrajcie to dobrze i uważajcie na siebie. - Usłyszeliśmy głos Zapały. Białach spojrzał delikatnie w lewą stronę rzeczywiście szedł jakiś mężczyzna zachowywał się dość nerwowo. 
- Nie miej mi tego za złe - Powiedział szybko, po czym mnie pocałował. Momentalnie straciłam panowanie nad swoim umysłem, poczułam się dziwnie, inaczej. Sama się sobie dziwiłam, ale chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. Dobrze znałam sprawę, ale nie bałam się, chyba dla tego że Mikołaj był przy mnie 
- Stać policja ! - Usłyszałam nagle - Nie ruszaj się rzuć to !  - Chciałam się ruszyć, ale nie mogłam Mikołaj trzymał mnie mocno w swoich ramionach. Chyba wyczuł mój strach bo zaczął mnie po chwili uspokajać 
- Spokojnie, nie ruszaj się stoi za Tobą z nożem ale nasi już są - Jego głos był spokojny i łagodny, nie bałam się o dziwo w jego ramionach się nie bałam. 
Cała akcja trwała dobre pare minut i już po chwile było po wszystkim. Marcin S. został skazany na napad na 5 par, jedna z kobiet nie żyła więc został skazany na 25 lat .
- To co sprawa rozwiązana, to możemy iść się pobawić - Wparował do pokoju uradowany Zapała
- Co proponujesz ?
- Tańce piwko i takie tam
- Ja wchodzę, a Ty ?  - Zwrócił się w moją stronę
- No nie wiem w sumie
- Nie daj się prosić, nie może zabraknąć naszego cudownego duetu dnia dzisiejszego - Krzysiek próbował mnie namówić
- No ok niech wam będzie
- No i super za 20 minut na dole
Po godzinie wszyscy bawiliśmy się już w klubie w centrum miasta. Z każdym kolejnym szotem zabawa rozkręcała się coraz bardziej, wszyscy śmiali się i tańczyli, jakaś blondynka co chwile przystawiała się do Białacha, ale on skutecznie ją zbywał.
- Zatańczysz ? - Zapytał kiedy piosenka się już kończyła
- Hmm, a ona - Wskazałam na dziewczynę z którą rozmawiał
- Powiedzmy, że nie jest w moim typie - Zaśmiał się - To jak ?  - Nie odmówiłam wyszłam z nim na parkiet, akurat DJ zmienił piosenkę na coś wolniejszego. Przytuliłam się do niego lekko i kołysaliśmy się w rytm muzyk. Ponownie poczułam to samo co dziś rano podczas akcji, to takie cholernie dziwne uczucie, nawet nie potrafię tego określić.
Bawiliśmy się do białego rana, wszyscy byli już wstawieni, a niektórzy ledwo stali na nogach. Krzysiek z Nowakiem już dawno nie potrafili zrobić kroku, całe szczęście Julek z Szymonem się zlitowali i  zapakowali ich do tax
- Dziękuje za odprowadzenie - Powiedziałam kiedy staliśmy pod drzwiami, alkohol krążył w moich żyłach
- Nie ma za co - Uśmiechnął się lekko w moją stronę
- Super się bawiłam - Wypaliłam nagle, chyba tylko dla tego żeby przeciągnąć tą rozmowę - Było świetnie
- Musimy to kiedyś powtórzyć - Szepnął, po czym zrobił krok w moją stronę, teraz był blisko mnie czułam jego oddech
- Koniecznie - Szepnęłam mu do ucha, nawet nie wiem kiedy nasze usta złączyły się w pocałunku, na początku delikatnym a z czasem coraz bardziej namiętnym, szybszym, zachłanniejszym. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się u mnie w mieszkaniu, obydwoje byliśmy spragnieni siebie.
*
Nigdy nie czułem czegoś takiego, jak teraz przy niej. Było mi z nią dobrze, wyjątkowo dobrze, chciałem żeby ta chwila trwała wiecznie.
Obudziłem się z samego rano, jej obok mnie już nie było, po chwili pojawiła się w pokoju
- Dzień dobry - Uśmiechnąłem się do niej, podchodząc i całując delikatnie ona lekko się uśmiechnęła, ale była jakaś dziwna jak by obojętna na mnie
- Mikołaj, bo - Nie dane jej było dokończyć bo mój telefon zaczął dzwonić - Odbierz - Powiedziała i zniknęła za drzwiami.
30 minut później razem z Karoliną siedziałem już u Jaskowskiej, przez telefon mówiła że to ważne i że chce żebyśmy przyjechali jak najszybciej.
- Dzień dobry, dobrze że już jesteście
- Chciała nas Pani widzieć - Usiadłem tuż obok Rachwał
- Nie wiem, od czego zacząć to może powiem wprost. Mikołaj nie wiem czy Karolina z Tobą rozmawiała
- O czym ? - W tym momencie zgłupiałem, spojrzałem na Jaskowska a zaraz potem na Karolinę
- Nie zdążyłam - Wypaliła cicho, niemal niesłyszalnie
- Pozwolisz, że ja powiem - Ona tylko kiwnęła głową - Odezwał się do nas komendant z Nowego Yorku, z tego co mi Karolina mówiła to jakiś rok temu wysyłała swoje zgłoszenie odezwali się dopiero teraz. Chcieli by Karolinę w swoim zespole
- Ale jak to ? - Moje zdziwienie przybierało na sile z każdą chwilą
- Wczoraj Karolina rano przyszła do mnie ze swoja decyzją. I jak  się domyślasz, zdecydowała się nas zostawić
- Ale .... - Nie miałem pojęcia co powiedzieć, teraz po tej nocy. To wszystko jakiś pieprzony sen, jakaś chora komedia - Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć - Zwróciłem się do niej, ona nie odpowiedziała nic tylko spuściła głowę
- Porozmawiacie o tym, za chwilę. Mikołaj jutro będziesz pracował z Olą, póki co nie mam dla Ciebie partnerki ale to kwestia czasu. To tyle na dziś, wiem że wylatujesz wieczorem dla tego już dziś jesteście wolni. Tylko Karolina zanim będziesz wychodzić wejdź do mnie na chwilę
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć - Zacząłem od razu jak tylko weszliśmy do pokoju, ona milczała z lekko opuszczoną głową - A może w ogóle nie miałaś zamiaru! - Ona milczała, a we mnie zbierała się coraz większa złość - Nie no super masz rację po co mi taka informacja ! Nie no świetnie ! Po co mi jakie kolwiek tłumaczenia - Skierowałem się w stronę drzwi
- Mikołaj - Położyła mi dłoń na ręce - Mikołaj  to nie tak - Odwróciłem się w jej stronę, jej wzrok był spuszczony - Przepraszam  ja nie chciałam, żeby tak to wyglądało. Proszę Cię zapamiętaj to jako piękne pożegnanie, bo dla mnie to było najpiękniejsze pożegnanie  - Uśmiechnęła się smutno po czym wyszła bez słowa
- Kurwa ! - Wrzasnąłem uderzając pięścią w szafkę.
- Stary co jest ? - Nagle w pokoju pojawił się Zapała
- Wiedziałeś, że wyjeżdża ? - Zwróciłem się w jego stronę
-  Wczoraj się wygadała Emilce po pijaku, że właściwie to jej takie pożegnanie, że w zasadzie dla tego nie chciała iść. Stary, ale o co chodzi wiem, że no nie fer że nie powiedziała nam, ale może w końcu znowu będziesz z Olką jeździł - Starał się mnie pocieszyć
- Chodź na wódkę - Wyszedłem nawet nie czekając na jego odpowiedź. Dwadzieścia minut później czekaliśmy już na zamówienie
- Powiesz mi w koncu o co chodzi, bo już nie kumam najpierw skaczecie sobie do oczu. Potem się jakoś dogadujecie, w tym parku to wcale nie było takie sztuczne, na tej imprezie wyglądaliście tak
- Spałem z nią - Wypaliłem nagle bez zastanowienia
- CO ?! Jak ? - Zapała mało nie spadł z krzesła
- Stary ja od dawna coś do niej czułem najpierw mnie irytowała, wkurwiała jak mało kto. Dopiero z czasem zrozumiałem dla czego tak jest - Krzysiek od zawsze był moim przyjacielem zawsze mogłem mu zaufać
- To na co Ty tu kurwa czekasz, jedź za nią powstrzymaj
- A co jak ona nie czuje tego samego,  co jak mnie wyśmieje przegoni
- Karolina jest jaka jest, ale na bank by nie poszła od tak do łóżka nie czując kompletnie nic. Weź się w garść, a nie siedzisz i beczysz jak baba  - Spojrzałem na niego - Na co czekasz - Spojrzał na  zegarek - Pospieszysz się to jeszcze zdążysz ją złapać na lotnisku - Nie powiedziałem nic tylko rzuciłem na bar pieniądze po czym wyszedłem ciągnąc go za sobą. Jechaliśmy chyba z 200 na godzinę łamiąc wszelkie możliwe przepisy, w drodze do Warszawy złamaliśmy chyba wszelkie możliwe przepisy.
- Szybko ! - Krzyknął Zapała patrząc na tablice odlotów - Zaraz kończy się odprawa - Biegłem najszybciej jak tylko się dało. Nie widziałem jej nigdzie, byłem święcie przekonany że straciłem wszystko co było najcenniejsze  -  Karolina !!! - Rozdarł się Zapała  niczym stare prześcieradło. Po minucie pojawiła się ona. Krzysiek bez słowa odszedł na bok.
- Co Ty tu ?  - Jej zdziwienie było ogromne
- Nie możesz wyjechać , nie możesz tego zrobić - Nie wiedziałem co konkretnego powiedzieć
- Mikołaj, to nie takie proste
- Co tu nie jest proste ?
- To wszystko jak sobie to wyobrażasz, że zostanę i co dalej ?
- To wszystko ? To dla Ciebie nic nie znaczyło ?  - Zapytałem cicho
- To była cudowna noc, najpiękniejsze pożegnanie. - Spojrzała mi w oczy - Ale ja nie wiem czy ....Przepraszam - Wyszeptała
- Czyli co to wszystko ?
- Wybacz mi - Szepnęła całując i odchodząc. Patrzyłem  jak znika w tłumie ludzi, jak znika mi z oczu.
- Przykro mi stary - Poklepał mnie po ramieniu, nie odpowiedziałem nic tylko ruszyłem ku wyjściu.
Wróciliśmy do Wrocławia, byłem przybity jak cholera, zrozumiałem że była dla mnie ważna cholernie ważna. Nie miałem ochoty na nic, szczególnie na czyjeś towarzystwo, odwiozłem Krzyśka i wróciłem do domu.
Wyciągnąłem butelkę wódki i usidłałem na kanapie, swój wewnętrzny krzyk chciałem zagłuszyć alkoholem. Patrzyłem na pusty kieliszek zastanawiając się czy to jest dobry pomysł. Odstawiłem kieliszek i odkręciłem wódkę. Nagle poczułem jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu, odwróciłem się za siebie
- Nie mogłam - Wyszeptała stojąc za mną, uśmiechnęła się lekko w moją stronę. Nie wierzyłem w to co mówi, nie wierzyłem że to jest. W ułamku sekundy zabrała mi butelkę wódki i odłożyła na stół. Patrzyła mi prosto w oczy, jej spojrzenie było pełne ciepła i miłości - W końcu zrozumiała co tak naprawdę ma dla mnie znaczenie. Nie powiedziałem słowa, nie potrafiłem znależść odpowiednich słów. Bez słowa wstałem, i zbliżyłem się do niej. Spojrzałem w jej oczy kochałem jej spojrzenie jej uśmiech, to jak mówi jak się śmieje. Bez słowa złożyłem na jej ustach pocałunek, ona nie oderwała się ode mnie tylko wbiła się w moje usta, jeszcze bardziej.





piątek, 17 sierpnia 2018

07.08 Tajemnica

 Witam !

Zapraszam was na kolejne opowiadanko, mam nadzieję że się wam spodoba i zostawicie po sobie jakiś ślad. Myślę, że kolejne pojawi się za około tydzień, albo i później 28 mija rok bloga więc szykuje jeszcze coś specjalnego !
Miłego czytania !
Pozdrawiam <3


Gdyby tylko miał pewność, ze ona go kocha, Gdyby dała jakiś znak, jakiś maleńki znak. Ale? No właśnie jest, jakieś, ale. Przecież gdyby coś do niego  czuła wtedy po tym jak go pocałowała nie przeprosiła by go, tylko, co? No właśnie, może ona też boi się, że jej nie kocha? Może to on właśnie powinien  wykonać ten drugi krok i zamiast się z nią  zgodzić to powinien zamknąć jej  ust pocałunkiem? To, dlaczego tego nie zrobił? Teraz już sam nie wie, Bała się, ale czego? Odrzucenia? Utraty przyjaźni?  Tylko, dlaczego? Właśnie, dlaczego? Może po prostu brakowała jej czegoś? Ale czego miłości? Teraz już sam nie wiedział, co ma myśleć, szedł taki zamyślony mijając kolejne uliczki. Nowe miasto podobało mu się, ale czegoś mu brakowało. Światło księżyca oświecało mu drogę, a on szedł prosto przed siebie. W głowie miał milion pytań, milion pytań a zero odpowiedzi. Do tego wszystkiego pojawiła się ona, śliczna rudowłosa Lena pojawiła się w jego życiu od razu jak tylko przyjechał, to ona oprowadzała go po komendzie, pokazała mu miasto i najlepsze knajpy, to z nią tańczył do upadłego na pierwszej imprezie jaka tu była. Była słodka i miła, ale jednocześnie twarda i mocno stąpająca po ziemi, już z daleka można było wyczuć, że skrywa w sobie jakiś sekret. W pracy przypominała jego poprzednią partnerkę, ale tuż po niej była zupełnie inna bardziej otwarta i radosna, nie bała się tego co rodzi sie między nimi, sama inicjowała niektóre sytuacje, robiła krok do przodu i nie czekając na niego stawiała kolejny.

*
Jechałam jak głupia, telefon Krzyśka wystraszył mnie trochę w sumie dałam mu dziś kosza i to dość pożądanego ma prawo czuć się odrzucony, no ale nie chyba aż tak żeby się zabić.
Kiedy dojechałam na miejsce Zapała juz był, właśnie wychodził z bloku, z daleka wyglądał na wkurwionego, a może ... nawet nie chce tak myśleć.
- Co jest ? - Podbiegłam do niego wystraszona
- A daj spokój  - Dopiero teraz dostrzegłam, że jest nieco zły - Adam dzwoni podnosi alarm, a ten kurde skakać chce z parteru
- Co ?! Chyba sobie jaja robisz? Przepisy złamałam ze 100 razy a on skakać z parteru chciał ? No ja go zabija! - Wkurzona minęłam Krzyśka i weszłam do bloku
- Czy Ciebie pojebało ! - Zaczęłam od razu jak tylko weszłam - Dzwonisz panikujesz, podnosisz alarm, że ta oferma chce się zabić jedziemy na urwanie głowy a ten  co z parteru skakać chce !
- Tak się martwisz o   prawdziwego Boga policji - Oburzył się Kobielak
- Boże wyście na głowę upadli - Nie wierzyłam w to co słyszę - Skacząc z tąd nawet by sobie nogi nie złamał
- Przecież to jest wysoki parter - Adaś aż wstał z wrażenie
- No i co ?  Jak jest ofermą, to co najwyżej by sobie nogę złamał jak jest  nic więcej - Miałam dość tj całej farsy, która się tu odgrywała
- Tak się przejmujesz najlepszym policjantem. No nie wierzę, co się na tej komendzie dzieje
- A ja w to co widzę -  Skierowałam się w stronę wyjścia, wściekła jak stado os  - A najlepszym policjantem to jest Mikołaj - Wyszłam trzaskając drzwiami
*
Nazajutrz już chyba cała komenda słyszała o wczorajszej akcji z wielkiego skoku z okna, nie było osoby która nie  śmiała by się z niego i nie komentowała jego wielkiego wyczynu. Poniatowski jak i Kobielak cały dzień chodzili urażeni na cały świat, jak by co najmniej ktoś zabił im kogoś ważnego, albo ukradli coś cholernie cennego.  Od rana Julek omijał mnie szerokim łukiem, w sumie nie dziwie mu się, trochę złych słów wczoraj ode mnie usłyszał. Nowak prosił mnie, żebym go przeprosiła bo księżniczka chodzi pokrzywdzona i nie da się z nim pracować
- Paulina co Ty tu robisz ? - Zdziwiłam się widząc Wach w kuchni
- A Jaskowska coś tam od nas chciała, a teraz na tego jełopa czekam bo gdzieś zaginął - Weszłam do pomieszczenia
- Może się znajdzie, a jak nie to poprosisz o zmianę partnera - Zażartowałam, ona zaśmiała się 
- A Ty jak tam Mikołaj się odzywał ? - Na te słowa momentalnie posmutniałam, w pracy chociaż na chwilę zapomniałam o tym, że wyjechał ale po niej...
- Nie, właśnie chodzi o to, że nie - Odparłam nieco smutna
- Spokojnie, na pewno nie długo się odezwie - Położyła mi rękę na ramieniu dodając otuchy 
- Tylko co ja mu powiem
- Może w końcu prawdę - To pytanie było retoryczne
- Paulina Ty oszalałaś ?! - Krzyknęłam szeptem
- Podobno już dawno - Odparła ironicznie
- Co ja mam mu powiedzieć, że czuje do niego coś sama dokładnie nie wiem co, że ufam mu jak nikomu innemu, że jest dla mnie najważniejszy, że nie potrafię sobie znależść miejsca jak go nie ma, że od kąd wyjechał nie potrafię sobie znależść miejsca bez niego  - Mówiłam jak najęta
- Tak dokładnie to - Przerwała mi
- A no i żeby nie było to po chwili dodam, wiesz co ale ciężko mi być z kimś bo jak miałam 16 lat zostałam zgwałcona, a no bo wiesz w sumie, żeby było tak ciekawie to był Twój kuzyn  Marcin. Nie no pomysł super - Nagle usłyszeliśmy na korytarzu huk, a po chwili krzyk Julka, o ile można nazwać to coś krzykiem, a nie kobiecym piskiem

niedziela, 12 sierpnia 2018

07.07 Zakochany Julek

Hejka!

Zapraszam was na kolejne opowiadanko ! Liczę na to, że zakochany Julek wam się spodoba. Dziś krótki wstęp bo padam na pysk.
Miłego czytania !

Mikołaja nie było od pary dni, a ja czułam jak by mijały miesiące, z każdym dniem było coraz gorzej. Z Krzyśkiem pracowało mi się dobrze, ale to nie to samo, Mikołaj było moim pierwszym partnerem, z nim zaczynałam służbę, z nim jako pierwszym się zaprzyjaźniłam,  to on pomagał mi kiedy miałam potrzebowałam pomocy.  Tęskniłam za nim, cholernie za nim tęskniłam
A teraz, teraz go nie ma i to wszystko moja wina, odcięłam się od niego, przestałam z nim rozmawiać, nie chciałam spotkać. Chciałam przemyśleć sobie to wszystko co jest między nam,
a tymczasem wyszło jak wyszło, jak zawsze coś zjebałam cała ja. Gdybym się z nim spotkała na tą pieprzoną kawę, gdybym odebrała ten pieprzony telefon jak dzwonił, to był by teraz tutaj ze mną,
a teraz jest gdzieś w tej całej Szwajcarii. Nie oszukujmy się, praca tam a tu to niebo i ziemia  tutaj tak naprawdę za taka pracę nie ma nic, a tam....
- Coś ostatnio widzę nie w humorze - Z moich rozmyślań wyrwał mnie Poniatowski 
- Zmęczona jestem po prostu - Odparłam bez zastanowienia, mało mnie interesowała czy uwierzy, czy też nie. Byle by dał sobie spokój i poszedł 
- Ledwo co w urlopu i już zmęczona 
- Wiesz jak się pracuje to jest się zmęczonym, ciężka praca męczy - Odparłam od niechcenia
- Coś Ty taka kąśliwa dziś dla mnie - Oburzony Julek nic nowego - A może dla poprawy humoru dasz się zaprosić na kolację - No nie wierze Julek zaprasza mnie na kolację, ja chyba w innej bajce jestem  - No wiesz jakieś kino kolacja - Przybliżał się do mnie coraz bardziej, to chyba jakiś koszmar
- Wiesz, co ja podziękuje - Starałam się być miła
- A może jednak, wiesz kolacja jakaś dobra. A potem może - Puścił mi oczko
- A potem co ? - Zrobiłam oczy jak pięć złoty co najmniej
- No jak to co - Przybliżył się jeszcze bardziej - Ja Ty u mnie - Był coraz bardziej śmielszy, zresztą miałam wrażenie, że jest taki od momentu wyjazdu Mikołaja
- Ja Ty ?! Czy Ty na głowę upadłeś - Pora kończyć tą komedię bo już tego za wiele - Człowieku, weź spójrz na siebie za milion dolarów bym z Tobą nie była - Odsunęłam się od niego - Weź może sprawdź u Adasia czy mózgu nie zgubiłeś, bo chyba myślisz czymś innym - Odwróciłam się i wyszłam, mało nie wpadłam na Kobielaka
- Może byś tak uważała jak chodzisz, a nie na ludzi wpadała - Mówił oburzony w rękach trzymając nie wiadomo co
- Nie marudź tylko idź do Juleczka zobaczyć czy przypadkiem nie płacz
- O nie tego już za wiele najpierw mało nie upuściłem przez Ciebie humusu, to do tego jeszcze najlepszego policjanta do łez doprowadziłaś !
- Najlepszym policjantem na komendzie to jest Mikołaja, a ten tamten - Wskazałam na pokój - To jakaś chodząca oferma - Wkurzona tym wszystkim co się dzieje skierowałam się w stronę schodów
- Diabeł nie kobieta ! Diabeł ! Ty serca nie masz, tak traktujesz najlepszych policjantów - Słyszałam jak Adaś krzyczy za mną
*
- Co Ty gadasz serio nasz Juleczek do Ciebie zarywał ? - Krzysiek nie potrafił opanować śmiechu
- Nie wiem co on sobie w tej swojej małej i pustej główce ubzdurał
- No jak to co kino spacer i coś jeszcze - Zapała śmiał się w najlepsze, jak bym co najmniej kawał roku opowiedziała
- Bardzo śmieszne wiesz. A może ja powiem Julusiowi, że jesteś nim zainteresowany, tylko bardzo nieśmiała i potrzebujesz czasu ? - Zaśmiałam się w jego stronę
- O nie ani mi się waż, tylko spróbujesz ...
- 005 dla 00 - Usłyszeliśmy nagle w radiu, no tak Jacuś popsuje najlepszą zabawę. Dzień minął nam dość szybko i nawet się nie obejrzałam i nadszedł koniec służby, wróciliśmy na komendę co prawda to miejsce nie cieszyło mnie jak wcześniej, ale cóż poradzić. Kiedy tylko weszliśmy z Krzyskiem przywitała nas Emilka śmiejąc się
- A Tobie co tak do śmiechu ?
- Julek płaczę, a Adaś go pociesza - Mówiła przez śmiech
-A co mu się znowu stało ? dowiedział się, że Mikołaj nie istnieje ? - Zażartował Zapała
- Nie tym razem kobieta go nie chce
- No i widzisz co narobiłaś - Zwrócił się do mnie - Biedny Juluś złamałaś mu serce
- No cóż bywa, byle by się tylko w łyżce zupy nie utopił
- Ty jesteś tą złą okrutną kobietą, która tak bardzo skrzywdziła ikonę naszej komendy - Mówiła dusząc się ze śmiechu
- Widzisz jaka ona zła - Teraz nasza trójka wybuchła śmiechem. Nagle na korytarzu pojawił się Adaś, mało nie zabił mnie wzrokiem kiedy przechodził obok
- I jak tam nasza ikona ? - Krzysiek mało się nie zadławił
- Jesteście nie ludzcy śmiać się z czyjegoś nieszczęścia, a Ty już szczególnie nie rozumiem jak można odrzucić takiego mężczyznę: przystojny, dostojny, prawy, zabawny, mądry - Kątem oka widziałam Krzyśka z trudem powstrzymywał śmiech  - śmiały, oczytany. Ideał nie facet, z takim to byś była królową - Jego ostatnie słowa sprawiły, że nie byliśmy wstanie powstrzymać się od śmiechu cała nasza trójka wybuchła śmiechem.
- Dobra fajnie się słucha jaki jest Juleczek, ale ja to spadam się przebrać i uciekam do domu. Na razie. Miłego pocieszania Julka - Zaśmiałam się i uciekłam na górę.
Do domu wróciłam w nieco gorszym humorze, ta cała sytuacja sama nie wiem dla czego, ale sprawiła że tęsknie za nim jeszcze bardziej, że brakuje mi go dużo bardziej.
- "Nie mogę teraz rozmawiać. Zostaw wiadomość na pewno od dzwonię " - Usłyszała ponownie ten sam komunikat, od paru dni. Teraz tylko tak mogła usłyszeć jego głos, dzwoniła  pare razy dziennie tylko po to, żeby go usłyszeć już nawet nie liczyła że odbierze.
Odłożyłam telefon, nie zdążyłam nawet wstać kiedy zadzwonił odebrałam odruchowo
- Tak ? - W głębi serca liczyłam na to, ze to on
- Karolina szybko przyjeżdżaj Adaś dzwonił, że Julek chce się zabić ! - Usłyszałam w słuchawce przerażony głos Krzyśka

czwartek, 2 sierpnia 2018

07.06 Przemyśl to

Witam !
Na początek chciałam podziękować szwagierce za ten cudowny fragmencik, zobaczymy kto pozna który. Mam nadzieję, że kolejne opko z tej serii spodoba sie wam i zostawicie ślad po sobie. Kolejne opowiadanie pojawi się nie długo.
Pozdrawiam ! <3


Zawiodłem ją zawiodłem ją tak bardzo, liczyła na mnie a ja nie mogłem nic zrobić. Jedyne co wiem, to że nie mogę jej tak zostawić. Zacząłem się panicznie rozglądać, szukać jakieś pomocy czegoś co pomoże mi się uwolnić, teraz nie liczyło się nic poza nią, musiałem jej pomóc chociażby za wszelką cenę.
Nagle usłyszałem wielki huk, krzyk pomoc przyszła, w końcu pomoc nadeszła. Nie miałem pojęcia ile dokładnie siedzieliśmy tutaj wiedziałem jedno, że na pewno długo.
- Tutaj ! - Zacząłem krzyczeć, chciałem żeby znaleźli mnie jak najszybciej. Liczyłem na to, że to ja znajdę tego całego Arka i obije mu mordę. W końcu drzwi do pomieszczenia otworzyły się z hukiem
- Stać policja ! - Krzyknęli z progu - Nic Ci nie jest ? - Zapytała Asia, chowając broń
- Nie pomóż mu - Gestem pokazałem jej na sznury, nie minęła chwila i dziewczyny mnie rozwiązały, teraz jedyne co to trzeba było znaleźć Karolinę - Zostań tu rzuciły szybko i wyszły niewiele myśląc poszedłem za nimi. Już po chwile usłyszałem jej krzyk i jego śmiech, nie zastanawiając się nad niczym wyprzedziłem  je i wparowałem do pomieszczenia. Ten debil odskoczył do niej w ułamku sekundy, Karolina leżała taka bezbronna, kontem oka zauważyłem Krzyśka leżał nieprzytomny, dostał kulkę w klatkę piersiową.
Rzuciłem się na niego momentalnie, miałem ochotę go zabić zrobić mu najgorszą krzywdę. Byłem zły, wciekły.
- Zabije Cię gnoju !  - Nie minęła nawet chwila, a poczułem jak ktoś mnie odciąga
- Daj spokój stary nie warto - Mówił odciągając mnie od niego - Ona teraz Cię potrzebuje - Te słowa podziałały magicznie, momentalnie puściłem go i podbiegłem do niej, była nadal związana, miała odsunięte spodnie próbowała wstać, podnieść się  ubrać co kolwiek, widziałem ten ból w jej oczach, ten smutek, strach. W ułamku sekundy wyrwałem Szymonowi nóż i podbiegłem do niej, nie chciałem żeby ktoś oglądał jej w takim stanie, dla tego szybko  pomogłem jej z ubraniem, po czym uwolniłem jej ręce i nogi. Ona bez słowa przytuliła się do mnie, wtuliła w moje ramiona jak małe bezbronne dziecko szukające pomocy. Po chwili zrobiło się jeszcze większe zamieszanie, przyjechało pogotowie Krzyśka zabrali niemal od razu. Ja z Karoliną poszliśmy do karetki opatrzyli mi twarz i nas zbadali. Karolina co chwile sprawdzała czy jestem obok.  Do domu wracaliśmy w milczeniu, Karolina nie odezwała się nawet słowem
- Dziękuję - Odparła kiedy podchodziłem do mojego samochodu. Taksówka właśnie odjechała
- Nie masz za co przepraszać, to ja powinien był Cię przeprosić  - Odparłem nieco ciszej. Byłem na siebie zły, że nie byłem w stanie jej pomóc.
- Jestem zmęczona, zobaczymy się jutro - Uśmiechnęła się sztucznie i zniknęła w klatce.
Jaskowska dała Karolinie wolne, przez cały tydzień dochodziła do siebie. Chciałem wyciągnąć ją na kawkę do kina gdzie kolwiek, ale ona nie chciała wymigała się. Tak bardzo chciałem z nią porozmawiać, wytłumaczyć mój wyjazd zbliżał się wielkimi krokami. Wiedziałem jedno jej jeden szept, jeden gest a cofnął bym to wszystko, tą rozmowę ten tydzień próbny.
- Jak się czujesz maleńka ? - zapytała siedząc obok mnie
- A jak mam się czuć ? To wszystko wróciło, wiesz jak cholernie się bałam
- Wiem maleńka, wiem - Przytulia mnie do siebie
- Wiesz, że w sumie gdzieś w głębi duszy liczyłam na to, że Mikołaj mi pomoże - Wyszeptałam w końcu
- Wiem, i wiesz co myślę. Może powinnaś mu zaufać - Spojrzała mi w oczy
- Gdyby to było tak cholernie proste
- Wiem, że łatwo sie mówi, ale może warto to przemyśleć i zdobyć się na odwagę - Starała się jak tylko mogła, chciała mi pomóc, wiem że chce dobrze ale to wszystko nie jest takie łatwe.
- Wiem,  przemyśl sobie to wszytsko na spokojnie. Masz tydzień urlopu nie spotykaj się z nim nie rozmawiaj jakoś wile po prostu przemyśl sobie w samotności
- W sumie, może to i racja
*
- Cześć, a gdzie Mikołaj ? - Zapytałam wchodząc do naszego pokoju. Na miejscu Mikołaja, leżał plecak, nie poznawałam go dla tego zdziwiłam się
- Jeździsz dziś z Krzyśkiem, teraz jest u Jaskowskiej jakieś tam sprawy ma u niej do załatwienia, ale zaraz ma wrócić  - Odparł Poniatowski zgarniając z biurka jakieś dokumenty, był wyjątkowo mało rozmowy.
- A Mikołaj ? - Zdziwiłam się Białach nic nie mówił, że ma go nie być. Zaczęłam żałować, że posłuchałam Wach
- To Ty nic nie wiesz ? - Zdziwił się jak bym co najmniej zapytała go o to jak wygląda ufa
- Julek do cholery co mam wiedzieć ?! - Powoli zaczął działać mi na nerwy, jak zawsze zamiast mówić konkretnie szedł nad może nad morze przez Warszawkę i Zakopane
- Mikołaj, wyjechał - Usłyszałam nagle za sobą  - Nie mówił Ci ? - Już sama nie wiem kto był bardziej zdziwiony
- Jak to ?! - Odwróciłam się w jego stronę -  Krzysiek do cholery mów ?!
- Mikołaj dostał propozycje w Szwajcarii,  dziś wyjeżdża - Poczułam jak w ułamku sekundy mój świat się zawala, jak trace panowanie nad oddechem
- Ale... ? Ale jak to ? - Tylko tyle byłam wstanie z siebie wydusić
- Przykro mi, myślałem że Ci mówił
- Gdzie ? Kiedy ?
- Za 10 min z drugiego końca miasta
*
Zdenerwowana miałam ochotę rozwalić ten samochód. Jeszcze do tego wydawało mi się, że Krzysiek jedzie spacjalnie pomału. Czas dłużył mi się niemiłosiernie, a pozostało mniej niż 10 minut , żeby dostać się na drugi koniec miasta.
- Cholera jasna - krzyknął Zapała.
- Co się stało ? - zapytałam zamyślona.
- Ktoś w nas puknął - powiedział i wysiadł z samochodu.
- Ja pier**le jeszcze tego brakowało - coraz bardziej byłam wkurzona na to wszystko. Ja mam takie szczęście, że zawsze coś musi się spieprzyć na całej linii.
- To wszystko przez ciebie - mruknęłam na Krzyśka.
- Ja mu nie kazałem wjechać w nas - widziałam, że hamuje się, żeby mi czegoś nie powiedzieć.
- K***a przecież ja nie zdążę. Zrób coś do cholery !-  miałam ochotę rozwalić ten pieprzony samochód, który w nas wjechał.
- A co ja mam zrobić ? Cudotwórcą nie jestem - odparł spokojniej.
- Zapała jak za 8 minut nie będę na miejscu to przez ciebie moje życie legnie w gruzach - powoli docierało do mnie, że jest za późno, żeby to wszystko ratować.
- A czyli to moja wina ? Jakbyście normalnie porozmawiali to byś o wszystkim wiedziała,a tak w ogóle żałuję, że ci o tym powiedziałem- wkurzyła mnie tym swoim gadaniem. Nie wiem czy ona chciała we mnie wzbudzić wyrzuty sumienia czy naprawdę zagrać na nerwach.
- Dupek ! Jak wszyscy faceci - wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Jak taka mądra jesteś to idź sobie na piechotę- wściekły poszedł do drugiego uczestnika kolizji.
- Daruj sobie - wkurzona jak stado os poszłam do samochodu. Nie mogę sobie darować tego, że pozwoliłam mu tak wyjechać bez słowa