Hejka !
Specialnie dla was dziś kolejna część opowiadanka ! Mam nadzieję, że się wam spodoba i zostawicie po sobie jakiś ślad !
Już jutro przedpremierowy przedostatni odcinek, a już w czwartek przed premiera finału ! Jak myślicie jak potoczą się losy bohaterów ? Czy Borys postrzeli Karolinę, albo Mikołaj ? Czy któreś z nich zginie ? Niestety na te odpowiedzi musimy czekać do ostatniego odcinak !
Pozdrawiam <3
Mikołaj leżał na ziemi bez ruchu, w jednej chwili zamarłam, przed oczami przeleciało mi praktycznie całe moje życie, każdy patrol z Mikołajem. Bez zastanowienia wybiegłam z łazienki i pobiegłam w jego stronę, byłam zła na siebie, cholernie zła. - Boże Mikołaj przepraszam. Mikołaj proszę Cię nie rób mi tego ! - Czułam jak łzy napływają mi do oczu, to była jedyna rzecz której się obawiałam, nie bałam się o siebie przez ten cały czas tylko o niego, cały czas bałam się o to, że może mu się coś stać, że może pójść coś nie tak i Mikołaj może zapłacić za to największą cenę. W pewnej chwili coś tknęło mnie, podniosłam jego koszulkę, a to co tam zobaczyłam zatkało mnie, przez chwile nie mogłam zebrać myśli, wydusić z siebie nawet słowa, zebrać myśli.
- Już po wszystkim - Usłyszałam po chwili podniosłam wzrok, on leżał i uśmiechał się do mnie, uśmiechał jak gdyby nigdy nic
- Ale skąd , ale jak ? - To jedyne co byłam w stanie powiedzie
- Jacuś wszystko mi powiedział - Mówił podnosząc się - Uparł się, że nie możesz wiedzieć, była byś za spokojna i coś mogło by pójść nie tak - Chciałam coś powiedzieć właściwie nawet sama nie wiedziałam co, ale całe szczęście pojawił się Jacuś i mnie uratował
- Wszystko gra ? - Podszedł do Mikołaja
- Jasne, kamizelka uratowała mi dupe - Zaśmiał się Białach - Dzięki - Powiedzieliśmy niemal jednocześnie
- To dawajcie na komendę - Poklepał go po ramieniu, zaraz potem ruszyłam za mundurowymi. Nie miałam siły na rozmowę.
Chciałam być przesłuchana jak najszybciej, doskonale wiedziałam że przesłuchanie Borysa zajmie dużo czasu, że to Mikołaj będzie go przesłuchiwał, a ja nie chciałam z nim rozmawiać, miałam zbyt duży mętlik w głowie.
***
- Znowu się spotykamy - Zaśmiał się siedząc po drugiej stronie
- To, że chciałeś mnie zniszczyć rozumiem, ale to że jest Ci teraz do śmiechu to już nie no chyba, że jest coś zabawnego w tym że można spędzić za kratami resztę życia
- A jak Twoja partnerka do mnie przyjdzie załatwicie mi prywatna sale spotkań? Powiem Ci jest świetna w łóżku - Szczerzył
-Zabije Cię, zabije jeśli coś jej zrobisz - Rzuciłem się na niego, w ostatniej chwili Krzysiek odciągnął mnie od niego, na całe jego szczęście bo nie ręczyłem za siebie.
- Wyjdź ! - Krzyknął na mnie, spojrzałem na niego nie miałem zamiaru się ruszać. - Powiedziałem wyjdź ! Sam dokończę - Bez słowa wyszedłem, w sumie nie miałem ochoty patrzeć na jego mordę.
Wściekły na cały świat wyszedłem z pokoju, mało nie wpadłem na Julka, on jak to on zaczął swoje wywody o jego cennym życiu mało nie przywaliłem i jemu, całe szczęście pojawił się Jacek i powstrzymał mnie przed morderstwem. Nie myśląc dużo wziąłem swoje rzeczy i opuściłem komendę.
- Karolina otwórz - Pukałem do drzwi, ale ona nie otwierała doskonale widziałem, że jest w domu widziałem jej samochód, a w salonie paliło się światło - Karolina otwórz, musimy porozmawiać proszę Cię - Chwyciłem za klamkę było zamknięte - Jeżeli znaczę dla Ciebie co kolwiek to otwórz. Proszę - Po tych słowach usłyszałem stłumiony dźwięk, jak by płacz - I tak stąd nie odejdę - Usiadłem pod drzwiami. Chciałem z nią porozmawiać, ostatnio między nami było coraz więcej niedomówień, nierozwiązanych spraw, odsuwaliśmy się od siebie. Byłem padnięty, oczy kleiły mi się niemiłosiernie
- W koncu jesteś, byłem u Ciebie wczoraj - Złapałem ją na korytarzu, do służby zostało nam może 5 minut
- yyy.. Nie było mnie wczoraj wieczorem, byłam na spacerze wróciłam późno - Zaczęła się tłumaczyć, znałem ja na tyle że doskonale wiedziałem kiedy kręci. - Taki dłuży spacer - Rozmasowała sobie bark
- Wszystko gra ? Coś Cię boli ?
- Tak trochę się nie wyspałam, ale to nic - Już chciałem się przyznać, ze spędziłem pod jej drzwiami całą noc, ale pojawił się Jacek
- Cześć gotowi ? - Wpadł niczym tornado
- yyy tak, tylko ja na chwilę, zaraz wracam - Palnęła szybko i wyszła z pokoju
- Wszystko gra ? - Nowak spojrzał na mnie, jak bym co najmniej znał wszystkie odpowiedzi
- Tak, jasne to co masz ? - Wziąłem od Jacka adres, i wyszedłem z pokoju. Cała sprawa i dzisiejszy dzień przebiegły bez zastrzeżeń i w miarę sprawnie. Cieszyłem się bo w koncu dzisiejszą noc spędziłem na klatce, plecy bolały mnie niemiłosiernie czułem każdy ruch dziesięć razy bardziej niż na codzień. Chciałem jak najszybciej znależść się w domu, ale najpierw musiałem dokończyć jedną sprawę.
- Karolina poczekaj - Złapałem ją pod jej domem
- Mikołaj ? - Zdziwiła się kiedy mnie ujrzała - Co Ty tu robisz ?
- Musimy porozmawiać - zagrodziłem jej drogę do klatki - Co się dzieję ? Jesteś dziś jakaś inna, nieobecna
- Odchodzę z roboty - Odparła obojętnie
- Żartujesz sobie prawda - Spojrzałem na nią z niedowierzaniem, jak bym co najmniej zobaczył kosmitę
- Nie, po prostu to nie dla mnie, muszę coś zmienić w swoim życiu. Nie tylko Ciebie naszło na zmiany - Nawet na mnie nie patrzyła, mówiła to jak by w przestworza, gdzieś obok mnie
- Karolina co Ty pieprzysz ? - Powoli przestałem panować nad nerwami
- Coś jeszcze bo jestem zajęta - Podniosła na mnie wzrok - Jak nic to narazie - Powiedziała jak by bez emocji i odeszła.
Muzyka
Zapraszamy !!
Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/
wtorek, 27 listopada 2018
sobota, 24 listopada 2018
08.10 Nie ufaj nigdy kobiecie
Hello !!!
Przychodzę do was z nowym opkiem, bardzo dziękuje szwagierce za pomoc przy tej końcówce :* Ona to wie jak budować napięcie. I love <3
I jak podobał się wam wczorajszy odcinek ? Jakie wrażenie po ? Ja powiem tyle wow !
Widzieliście zwiastun ? Jak myślicie co się stanie według mnie Borys trafi w Karo. A kto widział nowy świat seriali ?? Co wy na to wszystko
- Mów czego chcesz ? - Zapytałam z marszu
- Podobno nie trawisz Białacha - Mówił tajemniczo, ale pewnie
- Skąd masz takie informację ? - Siedziałam na przeciw niego
- Z pewnego źródła, pytanie tylko czy to prawda ? - Spojrzał na mnie
- A jeżeli tak, to co ? - Przybliżyłam sie nieco ku niemu
- Miałbym dla Ciebie pewną propozycje - Odparł tajemniczo
- Zamieniał się w słuch - Chwilę milczał, dopiero po chwili się odezwał przedstawił mi swój plan, słuchałam uważnie analizując każde słowo.
- I co potem, jak się z tego uwolnię, przecież doskonale wiesz czym to grozi.
- Powiesz, że to on zaatakował mnie i coś nie pykło, wywiązała się jakaś awantura i tak wyszło no cóż każdy może popełnić błąd. Komu jak komu, ale Tobie uwierzą - Był cholernie pewny siebie - To jak ?
- Co jeśli mnie oskarżą ? Pójdę siedzieć, a Ty będziesz wolny ?
- Zaufaj mi, Tobie nic nie grozi - Położył swoją dłoń na mojej
- Wchodzę w to - Odparłam po chwili namysłu pewna siebie
***
- Jesteś tego pewna ? - Zapytał kiedy rozmawiali
- Tak, nie widzę innego wyjścia - Była pewna siebie jak nigdy przedtem
- A co jeśli coś pójdzie nie tak - Brunet przybliżył sie do niej
- Nic nie może pójść nie tak, mam tylko jedną szanse. Jedną jedyną i nie zamierzam jej zmarnować
- Zadbam o to, żeby wszystko poszło jak powinno -Zapewniał ją
- Dziękuje mamy jedną szanse tylko jedną nie możemy tego spieprzyć - Denerwowała się coraz bardziej
***
2 tygodnie później
W głowie miałam cholerny mętlik, ostatnio działo się tak wiele. Niektóre decyzje pociągnęły za sobą kolejne, powodując ciąg wydarzeń, niosąc za sobą konsekwencję. Spotkanie z Borysem jedno małe niewinne przerodziło się w ciąg spotkań, każde z nim było coraz śmielsze, aż wczoraj wylądowaliśmy w łóżku, teraz kiedy myślę o tym wszystkim bije się z myślami, z jednej strony żałuję cholernie żałuje takiego obrotu spraw, a z drugiej w tej chwili ufamy sobie bezgranicznie.
- Karolina wszytko gra ? - Z zamyślenia wyrwał mnie Mikołaj
- Tak jasne -Uśmiechnęłam sie sztucznie
- Widzę, że coś nie gra
- Wszystko gra jasne - Nie miałam nastroju na jakieś głupoty
- Jasne, jasne już się nie denerwuj - Odpuścił, dość szybko i łatwo
- Przepraszam ostatnio dzieję się dużo - Musiałam szybko zmienić taktykę
- Rozumiem Krzychu w szpitalu, to ostatnio ciężkie czasy nas zastały
- Co powiesz na piwo jutro po pracy ? Odpoczniemy od tego wszystkiego. Ty nie długi wyjeżdżasz to takie małe pożegnanie
- Karolina, to
- 005 do 00 - Niezawodny Jacuś uratował mnie już od tej całej rozmowy
***
- Pani komendant mogę ? - Zapytał niepewnie Nowak
- Proszę - Gestem zaprosiła dyżurnego do środka. On niepewnym krokiem wszedł, było widać że coś leży mu na sercu, że nie jest do końca pewien że dobrze robi - No to słucham Cię Jacku o co chodzi ?
- Nawet nie wiem jak zacząć - Usiadł naprzeciw niej
- Najlepiej od początku - Nowak spojrzał na nią i zaczął opowiadać wszystko co wie
- Jesteś tego pewien ? - Dopytała z niedowierzaniem
- Tak Pani komendant
- Od kiedy Karolina i Borys ?
- Już dwa tygodnie, pojawił się znikąd
- A już myślałam, że w końcu będzie spokój - Teraz i ona usiadła - Za dużo tego wszystkiego się dzieję ostatnio
***
- Witaj - Uśmiechnął się do niej, ona była nieco zmieszana - Czekaliśmy na Ciebie
- Czekaliśmy ? Co masz na myśli ? - Zdziwiła się patrząc na niego
- Cześć, dawno się nie widzieliśmy - Nie wiadomo skąd pojawiła się ona. Blondynka poznała ją od razu
- To ty ? - Zdziwiła się kogo jak kogo jej się nie spodziewała
- No widzisz, jest nas więcej
- Taki Fanclub nienawiści do Białacha - Zaśmiała się patrząc w jej stronę
- W trójkę będzie łatwiej - Stwierdziła po chwili
- O to chodzi, żeby było łatwo i szybko - Zaśmiał się brunet przejeżdżając ręką po jej policzku, wzdrygnęła się lekko, ale nie odsunęła - Jesteś taka piękna, chodźmy do Ciebie ? - Zaproponował, ona czuła jej wzrok na sobie
- Wole się wyspać przed jutrem - Odparła po chwili - Jutro ciężki dzień. Jesteśmy w kontakcie - Rzuciła krótko i ruszyła w stronę samochodu
***
Niepewnym krokiem udałam się do tej knajpy miałam mnóstwo wątpliwości, ale chyba odwrotu już nie ma. Będę musiała to zrobić nawet wbrew sobie. Przed wejściem dopadły mnie chyba wszystkie możliwe obawy, chwilę musiałam stanąć po czym pewnie złapałam za klamkę i weszłam do środka. Od razu skierowałam się do łazienki gdzie czekał on.
- Masz ? - popatrzyłam na niego kątem oka.
- Mam. Ruszamy do akcji - pokiwał twierdząco głową.
Nie wiem dlaczego Borys wybrał to miejsce, ale akurat było mało ludzi pewnie dlatego chciał wykorzystać moment. Mikołaja jeszcze nie było musieliśmy poczekać im bliżej spotkania z nim tym bardziej miałam ochotę rzucić to wszystko i się wycofać. Jednak po kilku minutach pojawił się w knajpie. Usiadł na krześle na przeciw drzwi od łazienki dlatego mogłam spokojnie obrać cel.
- Tutaj to się nie uda - pokazałam na kamerę, która bacznie nas obserwowała.
- Masz racje nie ma co się za szybko wystawiać pałom - miałam za zadanie przekonać Białacha, żebyśmy zmienili lokum.
Wtedy mogłam zrobić to co było w planach. Skierowałam pistolet w stronę Jóźwiaka
- Co ty odpierdalasz ? - Patrzył na mnie zaskoczony
- Myślałeś, że zabije przyjaciela ? - Patrzyłam mu prosto w oczy, gdyby wzrok zabijał pewnie by już padł
- Stare przysłowie głosi nie ufaj kobiecie - Zaśmiał się szyderczo - To co Ty czy ja - Wyciągnął broń kierując ją w moją stronę, wtedy do pomieszczenia weszli ATcy jednak po chwili padł strzał kiedy tylko odwróciłam się w jego kierunku, bezwładnie upadał na ziemie...
Przychodzę do was z nowym opkiem, bardzo dziękuje szwagierce za pomoc przy tej końcówce :* Ona to wie jak budować napięcie. I love <3
I jak podobał się wam wczorajszy odcinek ? Jakie wrażenie po ? Ja powiem tyle wow !
Widzieliście zwiastun ? Jak myślicie co się stanie według mnie Borys trafi w Karo. A kto widział nowy świat seriali ?? Co wy na to wszystko
- Mów czego chcesz ? - Zapytałam z marszu
- Podobno nie trawisz Białacha - Mówił tajemniczo, ale pewnie
- Skąd masz takie informację ? - Siedziałam na przeciw niego
- Z pewnego źródła, pytanie tylko czy to prawda ? - Spojrzał na mnie
- A jeżeli tak, to co ? - Przybliżyłam sie nieco ku niemu
- Miałbym dla Ciebie pewną propozycje - Odparł tajemniczo
- Zamieniał się w słuch - Chwilę milczał, dopiero po chwili się odezwał przedstawił mi swój plan, słuchałam uważnie analizując każde słowo.
- I co potem, jak się z tego uwolnię, przecież doskonale wiesz czym to grozi.
- Powiesz, że to on zaatakował mnie i coś nie pykło, wywiązała się jakaś awantura i tak wyszło no cóż każdy może popełnić błąd. Komu jak komu, ale Tobie uwierzą - Był cholernie pewny siebie - To jak ?
- Co jeśli mnie oskarżą ? Pójdę siedzieć, a Ty będziesz wolny ?
- Zaufaj mi, Tobie nic nie grozi - Położył swoją dłoń na mojej
- Wchodzę w to - Odparłam po chwili namysłu pewna siebie
***
- Jesteś tego pewna ? - Zapytał kiedy rozmawiali
- Tak, nie widzę innego wyjścia - Była pewna siebie jak nigdy przedtem
- A co jeśli coś pójdzie nie tak - Brunet przybliżył sie do niej
- Nic nie może pójść nie tak, mam tylko jedną szanse. Jedną jedyną i nie zamierzam jej zmarnować
- Zadbam o to, żeby wszystko poszło jak powinno -Zapewniał ją
- Dziękuje mamy jedną szanse tylko jedną nie możemy tego spieprzyć - Denerwowała się coraz bardziej
***
2 tygodnie później
W głowie miałam cholerny mętlik, ostatnio działo się tak wiele. Niektóre decyzje pociągnęły za sobą kolejne, powodując ciąg wydarzeń, niosąc za sobą konsekwencję. Spotkanie z Borysem jedno małe niewinne przerodziło się w ciąg spotkań, każde z nim było coraz śmielsze, aż wczoraj wylądowaliśmy w łóżku, teraz kiedy myślę o tym wszystkim bije się z myślami, z jednej strony żałuję cholernie żałuje takiego obrotu spraw, a z drugiej w tej chwili ufamy sobie bezgranicznie.
- Karolina wszytko gra ? - Z zamyślenia wyrwał mnie Mikołaj
- Tak jasne -Uśmiechnęłam sie sztucznie
- Widzę, że coś nie gra
- Wszystko gra jasne - Nie miałam nastroju na jakieś głupoty
- Jasne, jasne już się nie denerwuj - Odpuścił, dość szybko i łatwo
- Przepraszam ostatnio dzieję się dużo - Musiałam szybko zmienić taktykę
- Rozumiem Krzychu w szpitalu, to ostatnio ciężkie czasy nas zastały
- Co powiesz na piwo jutro po pracy ? Odpoczniemy od tego wszystkiego. Ty nie długi wyjeżdżasz to takie małe pożegnanie
- Karolina, to
- 005 do 00 - Niezawodny Jacuś uratował mnie już od tej całej rozmowy
***
- Pani komendant mogę ? - Zapytał niepewnie Nowak
- Proszę - Gestem zaprosiła dyżurnego do środka. On niepewnym krokiem wszedł, było widać że coś leży mu na sercu, że nie jest do końca pewien że dobrze robi - No to słucham Cię Jacku o co chodzi ?
- Nawet nie wiem jak zacząć - Usiadł naprzeciw niej
- Najlepiej od początku - Nowak spojrzał na nią i zaczął opowiadać wszystko co wie
- Jesteś tego pewien ? - Dopytała z niedowierzaniem
- Tak Pani komendant
- Od kiedy Karolina i Borys ?
- Już dwa tygodnie, pojawił się znikąd
- A już myślałam, że w końcu będzie spokój - Teraz i ona usiadła - Za dużo tego wszystkiego się dzieję ostatnio
***
- Witaj - Uśmiechnął się do niej, ona była nieco zmieszana - Czekaliśmy na Ciebie
- Czekaliśmy ? Co masz na myśli ? - Zdziwiła się patrząc na niego
- Cześć, dawno się nie widzieliśmy - Nie wiadomo skąd pojawiła się ona. Blondynka poznała ją od razu
- To ty ? - Zdziwiła się kogo jak kogo jej się nie spodziewała
- No widzisz, jest nas więcej
- Taki Fanclub nienawiści do Białacha - Zaśmiała się patrząc w jej stronę
- W trójkę będzie łatwiej - Stwierdziła po chwili
- O to chodzi, żeby było łatwo i szybko - Zaśmiał się brunet przejeżdżając ręką po jej policzku, wzdrygnęła się lekko, ale nie odsunęła - Jesteś taka piękna, chodźmy do Ciebie ? - Zaproponował, ona czuła jej wzrok na sobie
- Wole się wyspać przed jutrem - Odparła po chwili - Jutro ciężki dzień. Jesteśmy w kontakcie - Rzuciła krótko i ruszyła w stronę samochodu
***
Niepewnym krokiem udałam się do tej knajpy miałam mnóstwo wątpliwości, ale chyba odwrotu już nie ma. Będę musiała to zrobić nawet wbrew sobie. Przed wejściem dopadły mnie chyba wszystkie możliwe obawy, chwilę musiałam stanąć po czym pewnie złapałam za klamkę i weszłam do środka. Od razu skierowałam się do łazienki gdzie czekał on.
- Masz ? - popatrzyłam na niego kątem oka.
- Mam. Ruszamy do akcji - pokiwał twierdząco głową.
Nie wiem dlaczego Borys wybrał to miejsce, ale akurat było mało ludzi pewnie dlatego chciał wykorzystać moment. Mikołaja jeszcze nie było musieliśmy poczekać im bliżej spotkania z nim tym bardziej miałam ochotę rzucić to wszystko i się wycofać. Jednak po kilku minutach pojawił się w knajpie. Usiadł na krześle na przeciw drzwi od łazienki dlatego mogłam spokojnie obrać cel.
- Tutaj to się nie uda - pokazałam na kamerę, która bacznie nas obserwowała.
- Masz racje nie ma co się za szybko wystawiać pałom - miałam za zadanie przekonać Białacha, żebyśmy zmienili lokum.
Wtedy mogłam zrobić to co było w planach. Skierowałam pistolet w stronę Jóźwiaka
- Co ty odpierdalasz ? - Patrzył na mnie zaskoczony
- Myślałeś, że zabije przyjaciela ? - Patrzyłam mu prosto w oczy, gdyby wzrok zabijał pewnie by już padł
- Stare przysłowie głosi nie ufaj kobiecie - Zaśmiał się szyderczo - To co Ty czy ja - Wyciągnął broń kierując ją w moją stronę, wtedy do pomieszczenia weszli ATcy jednak po chwili padł strzał kiedy tylko odwróciłam się w jego kierunku, bezwładnie upadał na ziemie...
sobota, 17 listopada 2018
8.9 spotkanie...
Hejka!
Pisze dla was z autobusu kierunek STOLICA ! Dla tego też przepraszam za wszystkie błędy, pisanie z tel nie jest łatwe. Miłej soboty
Pozdrawiam❤️
A no i dedykuję to opko mojej szwagierce 😍 ona na pewno wie dla czego 😘
Następnego dnia rano zaraz po śniadaniu zebrałam się i pojechałam do szpitala chciałam dowiedzieć się co z Zapałą martwiłam się o niego, chciałam dowiedzieć się jak przebiegła operacja, Emilka od wczoraj nie odbierała, pewnie padł jej w szpitalu i nawet nie jest tego świadoma. Z tego co wiem operacja trwała jakieś trzy godziny, nie wiem czy się wybudził, jak przebiegła operacja.
Pisze dla was z autobusu kierunek STOLICA ! Dla tego też przepraszam za wszystkie błędy, pisanie z tel nie jest łatwe. Miłej soboty
Pozdrawiam❤️
A no i dedykuję to opko mojej szwagierce 😍 ona na pewno wie dla czego 😘
Następnego dnia rano zaraz po śniadaniu zebrałam się i pojechałam do szpitala chciałam dowiedzieć się co z Zapałą martwiłam się o niego, chciałam dowiedzieć się jak przebiegła operacja, Emilka od wczoraj nie odbierała, pewnie padł jej w szpitalu i nawet nie jest tego świadoma. Z tego co wiem operacja trwała jakieś trzy godziny, nie wiem czy się wybudził, jak przebiegła operacja.
- Emilka - Przytuliłam ją na powitanie - Jak tam ? Co z Krzyśkiem ? - Zapytałam z troską
- Dobrze, naprawdę dobrze. Jest na badaniach, jeszcze się nie obudził, ale zaraz po badaniach mają go wybudzać - Uśmiechnęła się do mnie - Nie musisz się martwić naprawdę wszystko jest nawet lepiej niż powinno mówi lekarz
- Emilka, gdyby nie Krzysiek - byłam mu wdzięczna, cholernie wdzięczna
- Jak by trzeba było zrobiła byś to samo - Wskazała na krzesło, pokiwałam tylko głową miała rację, gdyby to ona, albo Zapała tam stali na pewno też rzuciła bym się na nich, żeby uratować im życie. Przeziez właśnie o to chodzi w przyjaźni
- A co tam u Cię opowiadaj - Widać, że chciała zmienić temat musiała odpocząć od tego wszystkiego, widziałam to wczoraj w jej oczach.
- A dobrze, dziś mam wolne ale jutro już niestety do pracy - Zaśmiałam się - Ciekawe jakiego buca mi przydzielą
- A jak między Tobą a Białachem ? - To pytanie padło niepewnie, w pierwszej chwili myślałam że się przesłyszałam
- Mną i Białachem ? Przecież jesteśmy tylko kumplami, a on obściskuje się z tą małolatą pod komendą - To chyba nie zabrzmiało tak jak powinno. Nie to na pewno tak nie zabrzmiało. Emilka chwilę pomilczała
- Jesteś zazdrosna - Odparła pewnie po chwili
- Zazdrosna ? O co o Mikołaja, o tą cała gimnastyczkę - Spojrzałam na nią
- Przecież widzę jak na niego patrzysz, jak on wczoraj się o Ciebie martwił, nie wmówisz mi że jest inaczej oczy mam i widzę swoje
- Między mną i Białachem nic nie będzie on ma swoją Owce czy jak jej tam, a jak się nie pakuje na trzecią, bo to nie moja bajka - Odparłam nieco mniej pewna siebie, sama siebie chyba starałam przekonać własnie do tego
- Dobra powiedzmy, że niech Ci będzie - Zaśmiała się - Dobra Karo ja lece po wodę i wracam do męża spotkamy się jutro. Wpadnę na chwilę Jaskowska coś ode mnie chce - Przytuliła mnie mocno na pożegnanie.
Wyszłam ze szpitala, chciałam się przejść dzień wolny nie służył mi, za dużo czasu na myślenie, a teraz nie chciałam tego. Ostatnio wcale mi to nie służyło, zaczęłam zastanawiać się nad jej słowami, może było w tym jakieś ziarno prawdy, ale czy teraz ma to jakieś znaczenia, w końcu jesteśmy tylko przyjaciółmi a on jest z tą całą małolato, a ja nie chcę stać na drodze do jego szczęście. Chcę żeby był szczęśliwy.
- Cześć - Usłyszałam nagle znajomy głos, podniosłam głowę do góry, mało nie padłam z wrażenia, kogo jak kogo ale jego się nie spodziewałam
- Ty...,ale jak kto ? - Zapytałam z nie dowierzaniem, ledwo potrafiłam złączyć słowa
- Wiem, że to może wydawać się co najmniej dziwne
- Co najmniej dziwne ? - Stałam jak wryta
- To długa historia, porozmawiamy wytłumaczę Ci wszystko ? - miał minę zabitego psa.
- Dobra, ale masz 10 minut i ani chwili dłużej jasne? - Nie miałam ochoty na to spotkanie, ale musiałam dowiedzieć się co on tu robi jego pojawienie nie wrozylo nic dobrego.
- Jasne 10 minut i mnie nie ma
- W takim razie zapraszam - Wskazałam w kierunku mojego domu. On uśmiechnął się i bez słowa ruszył w kierunku mojego mieszkania. Bijlam się z myślami czy aby na pewno postępuje dobrze, czy powinnam godzić się na to spotkanie.
- Dobra, ale masz 10 minut i ani chwili dłużej jasne? - Nie miałam ochoty na to spotkanie, ale musiałam dowiedzieć się co on tu robi jego pojawienie nie wrozylo nic dobrego.
- Jasne 10 minut i mnie nie ma
- W takim razie zapraszam - Wskazałam w kierunku mojego domu. On uśmiechnął się i bez słowa ruszył w kierunku mojego mieszkania. Bijlam się z myślami czy aby na pewno postępuje dobrze, czy powinnam godzić się na to spotkanie.
środa, 14 listopada 2018
8.8 Bohater
Hejka !!
Zapraszam was na 8 część 8 serii, mam nadzieję że się wam spodoba i zostawicie coś po sobie ! Jak się wam podobają ostatnie wydarzenia w pip ? Jak myślicie jak zakończy się ta historia ? Mikołaj i Karolina wrócą do siebie ? Czy to może defininitywnie koniec Rachwałacha ? I Borys wszystko zje**** ? Jak myślicie jaki będzie ostatni odcinek ? A może ktoś jak ja widział jutrzejszy i chce jakoś skomtować ja powiem tak teoria sie nie sprawdziła .... i mało nie przypaliłam moich vege kotlecików, tak mnie wmurowało, że gapiłam się w ekran i nie mogłam oderwać jak ten debil z otwartą gębą.
Pozdrawiam !
Zanim się zorientowałam leżałam na ziemi, za jakimś samochodem tuż obok mnie leżał Krzysiek dopiero po chwili zorientowałam się, ze jest rany zanim zrobiłam co kolwiek, zanim ruszyłam się z miejsca przed komendą zrobiło się zamieszanie wybiegli niemal wszyscy, zaczęła się strzelanina.
Zapraszam was na 8 część 8 serii, mam nadzieję że się wam spodoba i zostawicie coś po sobie ! Jak się wam podobają ostatnie wydarzenia w pip ? Jak myślicie jak zakończy się ta historia ? Mikołaj i Karolina wrócą do siebie ? Czy to może defininitywnie koniec Rachwałacha ? I Borys wszystko zje**** ? Jak myślicie jaki będzie ostatni odcinek ? A może ktoś jak ja widział jutrzejszy i chce jakoś skomtować ja powiem tak teoria sie nie sprawdziła .... i mało nie przypaliłam moich vege kotlecików, tak mnie wmurowało, że gapiłam się w ekran i nie mogłam oderwać jak ten debil z otwartą gębą.
Pozdrawiam !
Zanim się zorientowałam leżałam na ziemi, za jakimś samochodem tuż obok mnie leżał Krzysiek dopiero po chwili zorientowałam się, ze jest rany zanim zrobiłam co kolwiek, zanim ruszyłam się z miejsca przed komendą zrobiło się zamieszanie wybiegli niemal wszyscy, zaczęła się strzelanina.
- Boże Krzysiek słyszysz mnie ! Błagam Cię powiedz coś ! - Podeszłam do niego, był już nie przytomny. Przyłożyłam do rany bluzę i za zaczęłam płakać - Krzysiek proszę nie! - ocalił mi życie jak ja spojrzę Emilce w oczy jak coś się stanie
- Osłaniaj mnie - Rzucił Jacek, który był tuż obok mnie nie wiem skąd się tu wziął. Próbował wezwać pomoc dla Zapały. Byłam przerażona, a jednocześnie w ogromnym szoku. Wychyliłam się za samochodu i strzeliłam na oślep.
***
- Co tam Jacusiu ? - Odebrałem telefon, akurat wracałem z Owcą z zakupów.
- Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć - Zawsze kiedy tak zaczynał coś złego się działo
- Co się stało coś z Karoliną ?
- Jest w szpitalu miejskim na Wieńcowej, ale - Nie dałem mu nawet dokończyć, rozłączyłem się rzuciłem szybkie " Muszę iść " i pobiegłem do auta. Jechałem chyba z 200 na godzinę, tylko po to żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce, tak bardzo się o nią bałem.
Wpadłem do szpitala szukając kogoś kto mógłby udzielić mi jakich kolwiek informacji
- Karolina ! - Krzyknąłem kiedy tylko ją ujrzałem. Ona jak tylko mnie ujrzała podbiegła i przytuliła się do mnie
- Tak się bałem - Głaskałem ją po głowie, ona cały czas płakała
- Powiesz mi co się stało ?
- Wyszłam przed komendę, Krzysiek szedł za mną nagle usłyszałam jak krzyczy po chwili padł strzał. Mikołaj on uratował mi życie rozumiesz, gdyby nie on mnie juz by nie było - Rozpłakała się na dobre - A teraz on walczy o życie - Przytuliłem ją mocno, ona cicho łkała, kontem oka dostrzegłem Emilkę
- Poczekasz tu - Posadziłem ją na Krześle - Zaraz wracam - Ucałowałem ją w czubek głowy. Ona tylko kiwnęła głową
- Co z nim ? - Zapytałem podchodząc do Emilki
- Operują go kula utkwiła w niefortunnym miejscu, ale lekarze są dobrej myśli - Uśmiechnęła się przez łzy
- Karolina mi wszystko powiedziała. Nie wiem jak ja mu się oddzwięcze, Twój mąż ją uratował - Położyłem jej dłoń na ramieniu
- To może nie zmarnuj tego - Puściła mi oczko - Jacek z Alą mają zaraz przyjechać, a Ty weź może Karolinę do domu nie chciała nic na uspokojenie, a jest w gorszej formie niż ja - Ucałowała mnie w policzek - Do jutra
- Dziękuje, do jutra - Ucałowałem ją i zabrałem Karolinę do siebie
- Siadaj zrobię herbaty - Uśmiechnąłem się do niej i zniknąłem w kuchni po chwili wróciłem z dwiema kubkami herbaty - To jak opowiesz mi dokładnie co się stało ? - Spojrzała w moją stronę, trochę niepewnie ale w końcu się odezwała opowiedziała co się stało. Kiedy skończyła zmilkła, zanim się zorientowałem zasnęła. Oparta o moje ramie, ułożyłem ją delikatnie na kanapie i wyszedłem, nie miałem serca jej budzić. Kończyłem szykować obiad kiedy usłyszałem dźwięk telefonu pobiegłem po niego nie chciałem, żeby się obudziła.
- Tak Jacuś co tam?... tak jest... śpi... teraz ?.... dobra będziemy nie długo... - Rozłączyłem się musiałem obudzić Karolinę dzwonił Jacek chcą ją przesłuchać.
- Karolina - Delikatnie dotknąłem jej ramienia
- Tak - Spojrzała na mnie zaspana - Przepraszam musiałam zasnąć - Podniosła sie
- Nic nie szkodzi, dzwonił Jacek musisz złożyć zeznania teraz.
- Jasne, już już jadę - Wstała z kanapy
- Poczekaj w aucie, za 5 minut przyjdę - Uśmiechnąłem się do niej
- Nie trzeba dam sobie radę
- Nie gadaj już tyle tylko idź, ja tylko zdejmę obiad z gazu i jedziemy - Zaśmiała się i udała się do samochodu, nie chciałem żeby długo czekała szybko pobiegłem do kuchni, minęło może 3 minuty i byłem gotowy ruszyliśmy na komendę
- Mikołaj poczekaj ! - Usłyszałem kiedy wyszliśmy z samochodu
- Zostań pójdę sama dam radę - Posłała mi uśmiech i ruszyła w stronę wejścia
- Martwiłam się o Ciebie - Rzuciła mi się na szyję i pocałowała przelotnie
***
Po 10 minutach siedziałem już pod pokojem przesłuchań, martwiłem się o nią Jacek wygadał się, że Karolina strzelając do tego mężczyzny postrzeliła go, doskonale wiedzieliśmy że zrobiła to bo musiała, ale oni mogli być już nieco mniej przychylni.
- I jak ? - Od razu jak tylko wyszła wstałem
- Wszystko gra, obrona konieczna - Powiedziała jak by w nicość - Mógłbyś mnie odwieźć do domu - Spytała patrząc w nicość
- Tak jasne chodź - Ruszyliśmy w stronę wyjścia - A może pojedziemy do mnie napijemy się wina porozmawiamy ?
- Wolała bym zostać sama - Odparła zamykając samochód
- Osłaniaj mnie - Rzucił Jacek, który był tuż obok mnie nie wiem skąd się tu wziął. Próbował wezwać pomoc dla Zapały. Byłam przerażona, a jednocześnie w ogromnym szoku. Wychyliłam się za samochodu i strzeliłam na oślep.
***
- Co tam Jacusiu ? - Odebrałem telefon, akurat wracałem z Owcą z zakupów.
- Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć - Zawsze kiedy tak zaczynał coś złego się działo
- Co się stało coś z Karoliną ?
- Jest w szpitalu miejskim na Wieńcowej, ale - Nie dałem mu nawet dokończyć, rozłączyłem się rzuciłem szybkie " Muszę iść " i pobiegłem do auta. Jechałem chyba z 200 na godzinę, tylko po to żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce, tak bardzo się o nią bałem.
Wpadłem do szpitala szukając kogoś kto mógłby udzielić mi jakich kolwiek informacji
- Karolina ! - Krzyknąłem kiedy tylko ją ujrzałem. Ona jak tylko mnie ujrzała podbiegła i przytuliła się do mnie
- Tak się bałem - Głaskałem ją po głowie, ona cały czas płakała
- Powiesz mi co się stało ?
- Wyszłam przed komendę, Krzysiek szedł za mną nagle usłyszałam jak krzyczy po chwili padł strzał. Mikołaj on uratował mi życie rozumiesz, gdyby nie on mnie juz by nie było - Rozpłakała się na dobre - A teraz on walczy o życie - Przytuliłem ją mocno, ona cicho łkała, kontem oka dostrzegłem Emilkę
- Poczekasz tu - Posadziłem ją na Krześle - Zaraz wracam - Ucałowałem ją w czubek głowy. Ona tylko kiwnęła głową
- Co z nim ? - Zapytałem podchodząc do Emilki
- Operują go kula utkwiła w niefortunnym miejscu, ale lekarze są dobrej myśli - Uśmiechnęła się przez łzy
- Karolina mi wszystko powiedziała. Nie wiem jak ja mu się oddzwięcze, Twój mąż ją uratował - Położyłem jej dłoń na ramieniu
- To może nie zmarnuj tego - Puściła mi oczko - Jacek z Alą mają zaraz przyjechać, a Ty weź może Karolinę do domu nie chciała nic na uspokojenie, a jest w gorszej formie niż ja - Ucałowała mnie w policzek - Do jutra
- Dziękuje, do jutra - Ucałowałem ją i zabrałem Karolinę do siebie
- Siadaj zrobię herbaty - Uśmiechnąłem się do niej i zniknąłem w kuchni po chwili wróciłem z dwiema kubkami herbaty - To jak opowiesz mi dokładnie co się stało ? - Spojrzała w moją stronę, trochę niepewnie ale w końcu się odezwała opowiedziała co się stało. Kiedy skończyła zmilkła, zanim się zorientowałem zasnęła. Oparta o moje ramie, ułożyłem ją delikatnie na kanapie i wyszedłem, nie miałem serca jej budzić. Kończyłem szykować obiad kiedy usłyszałem dźwięk telefonu pobiegłem po niego nie chciałem, żeby się obudziła.
- Tak Jacuś co tam?... tak jest... śpi... teraz ?.... dobra będziemy nie długo... - Rozłączyłem się musiałem obudzić Karolinę dzwonił Jacek chcą ją przesłuchać.
- Karolina - Delikatnie dotknąłem jej ramienia
- Tak - Spojrzała na mnie zaspana - Przepraszam musiałam zasnąć - Podniosła sie
- Nic nie szkodzi, dzwonił Jacek musisz złożyć zeznania teraz.
- Jasne, już już jadę - Wstała z kanapy
- Poczekaj w aucie, za 5 minut przyjdę - Uśmiechnąłem się do niej
- Nie trzeba dam sobie radę
- Nie gadaj już tyle tylko idź, ja tylko zdejmę obiad z gazu i jedziemy - Zaśmiała się i udała się do samochodu, nie chciałem żeby długo czekała szybko pobiegłem do kuchni, minęło może 3 minuty i byłem gotowy ruszyliśmy na komendę
- Mikołaj poczekaj ! - Usłyszałem kiedy wyszliśmy z samochodu
- Zostań pójdę sama dam radę - Posłała mi uśmiech i ruszyła w stronę wejścia
- Martwiłam się o Ciebie - Rzuciła mi się na szyję i pocałowała przelotnie
***
Po 10 minutach siedziałem już pod pokojem przesłuchań, martwiłem się o nią Jacek wygadał się, że Karolina strzelając do tego mężczyzny postrzeliła go, doskonale wiedzieliśmy że zrobiła to bo musiała, ale oni mogli być już nieco mniej przychylni.
- I jak ? - Od razu jak tylko wyszła wstałem
- Wszystko gra, obrona konieczna - Powiedziała jak by w nicość - Mógłbyś mnie odwieźć do domu - Spytała patrząc w nicość
- Tak jasne chodź - Ruszyliśmy w stronę wyjścia - A może pojedziemy do mnie napijemy się wina porozmawiamy ?
- Wolała bym zostać sama - Odparła zamykając samochód
niedziela, 11 listopada 2018
08.07 Decyzja
Hejka !!
Zapraszam was na kolejną część 8 serii !
Miłego czytania
Od tych wszystkich wydarzeń minął już miesiąc, nie bylo łatwo ale jakoś się podniosłam i dość szybko wróciłam do pracy. Mikołaj wspierał mnie jak tylko mógł, póki nie spotkał swojej dawnej znajomej i wrócił do treningów. On i owca znali się jeszcze za dzieciaka, była siostrą jego dobrego kumpla.
Zapraszam was na kolejną część 8 serii !
Miłego czytania
Od tych wszystkich wydarzeń minął już miesiąc, nie bylo łatwo ale jakoś się podniosłam i dość szybko wróciłam do pracy. Mikołaj wspierał mnie jak tylko mógł, póki nie spotkał swojej dawnej znajomej i wrócił do treningów. On i owca znali się jeszcze za dzieciaka, była siostrą jego dobrego kumpla.
Miałam właśnie wyjść przed komendę kiedy ujrzałam jego razem z nią. Rozmawiali śmiali się, wygląda na młodsza od Białacha i to o jakieś 10 lat może nawet więcej. W pewnym momencie Owca zbliżyła się do niego i pocałowała go, ku mojemu zdziwieniu Mikołaj nie zaprotestował odwzajemnił pocałunek. Poczułam się dziwnie cholernie dziwnie, jak by coś w środku mnie zabolało. Chciałam jak najszybciej z tamtą uciec, ale nagle na parkingu pojawiła się mama Mikołaja, ona ujrzała mnie niemal od razu
- Boj się Boga - zaczęła od razu jak tylko podeszła bliżej nich, oni oderwali się od siebie natychmiast
- Mamusia ? - Mikołaj spojrzał w jej stronę - Co mamusia tutaj robi ?
- Co ja robię ? Co Ty robisz drogie dziecko ! - Mina Mikołaja przyprawiała o łzy, znałam jego mamę i doskonale wiedziałam jaka jest trochę mu nawet współczułam
- O co mamie chodzi, dorosły jestem więc nie możesz - Nawet nie pozwoliła mu dokończyć
- Mogę nie mogę, ale rozumu to Ty dziecko nie masz tyle pięknych kobiet na komędzię, a Ty z gówniara - Zaczęła kręcić głową, Mikołaj stał i patrzył się w jej stronę, nie odezwał się słowem przez chwilę odczułam jak by się z nią zgadzał - chodź moje dziecko jak człowiek jest baranem to z baranem jest - Zwróciła się w moją stronę mało nie wybuchłam śmiechem - No chodź chodź - Wzięła mnie pod rękę - A Ty synu nie wiesz co tracisz - W sumie było mi go szkoda, jeżeli ktoś to widział nie będzie miał życie na komedzie. Lubiłam jego mamę nie była zła kobieta, była po prostu starsza i specyficzna, w sumie wolałam ja od mojej, Zakręconej wariatki. Zabrałam ja na kawę przez 40 minut siedziała i opowiadała jaki Mikołaj jest ślepy a ja jestem cudowna kobieta, słyszało to pół komendy, a do jutra pewnie usłyszy już cała. Dzisiejszy patrol minął w milczeniu, żadne z nas nie odzywało się za dużo, w zasadzie nawet nie wiedzieliśmy o czym mamy rozmawiać, dopiero gdzieś pod koniec służby przeprosił mnie za to co stało się pod komendą, za zachowanie jego mamy. Nie powiedział w prost, ale między wierszami dał mi do zrozumienia, że między nim a Owcą jest coś co sam nie potraf do końca pojąć. Zrobiło mi się przykro, dla tego szybko ucięłam temat, nie chciałam prawić mu morałów, dawać dobrych rad, czułam że wtedy może wyczuć, właściwie sama nie wiem jak to nazwać.
***
- Stary cała komenda gada już o tej akcji na dole - Krzychu pił kolejne piwo
- Moja mama to potrafi narobić
- Mama jak mama, a ta akcja z tą małolatą to Ty też nieźle dojebałeś
- O co wam wszystkim chodzi - Już kolejna osoba powtarza mi, że ja i owca to nie ta bajka
- Dobra zresztą Twoja sprawa, ja się wpieprzał nie będę
- No właśnie, lepiej powiedz co u Ciebie i Emilki
- A co może się dziać praca dom praca dom dzieci monotonia, ale kocham tą monotonie. Co dzień wracam do domu Emilka czeka z dzieciakami
- Masz do kogo wracać, to jednak - Krzysiek momentalnie mi przerwał
- Nie no stary tylko nie mów mi, ze Ty i Owca to dla tego że chcesz mieć kogoś kto czeka na Ciebie w domu. Jak tak to kota sobie kup
- Cos Ty stary oszalał aż tak zdesperowany nie jestem
- Chwała Bogu - Odstawił pusty kufel - Dobra chodź Emilka już na pewno czeka na mnie z wałkiem i tłuczkiem - Zaśmiał się wstając od stolika - To co widzimy się za tydzień
- No właśnie bo za dwa tygodnie wyjeżdżam jeszcze nie wiem czy nie na stałe. - Cały wieczór nosiłem się z zamiarem powiedzenia mu tego
- Co ?! Co Ty stary pieprzysz !
- Emilka na Ciebie czeka lepiej już idź - Nie miałem ochoty na jakieś wywodu, czy kazania.
- Idę, ale nie ominie Cię rozmowa
- Za tydzień mam urlop 2 tygodnie mam podjąć decyzję - Zapała wyszedł zostawiając mnie samego, zacząłem rozmyślać nad tym wszystkim im bliżej było do podjęcia decyzji tym bardziej miałem wątpliwości.
***
Siedziałam na odprawie Mikołaja nie było, zdziwiło mnie to nie mówił nic ostatnio że coś się dzieję, że go nie będzie
- Pani komendant a co z Mikołajem nie będzie go dziś ? - Zapytałam w końcu kiedy odprawa dobiegała końca
- Starszy Aspirant Białach na chwile obecną jest na urlopie, niestety nie wiemy czy wróci, dostał propozycję i prawdopodobnie nas opuści - Myślałam że się przesłyszałam, że to jakiś sen
- Ale jak to ?
- Niestety taką podjął decyzje i nie udało mi się go przekonać - Czułam jak do oczu napływają mi łzy
- Przepraszam - Rzuciłam i niemal wybiegłam z sali odpraw, ruszyłam pędem przed komendę
- Karolina ! - Słyszałam za sobą wołanie Zapały, ale nie zatrzymałam się biegłam przed siebie. Po moim policzku płynęła łza. Zatrzymałam się dopiero przed komenda, nabrałam głośno powietrza do płuc - Karolina ! - Usłyszałam ponownie, po czym padł strzał.
- Boj się Boga - zaczęła od razu jak tylko podeszła bliżej nich, oni oderwali się od siebie natychmiast
- Mamusia ? - Mikołaj spojrzał w jej stronę - Co mamusia tutaj robi ?
- Co ja robię ? Co Ty robisz drogie dziecko ! - Mina Mikołaja przyprawiała o łzy, znałam jego mamę i doskonale wiedziałam jaka jest trochę mu nawet współczułam
- O co mamie chodzi, dorosły jestem więc nie możesz - Nawet nie pozwoliła mu dokończyć
- Mogę nie mogę, ale rozumu to Ty dziecko nie masz tyle pięknych kobiet na komędzię, a Ty z gówniara - Zaczęła kręcić głową, Mikołaj stał i patrzył się w jej stronę, nie odezwał się słowem przez chwilę odczułam jak by się z nią zgadzał - chodź moje dziecko jak człowiek jest baranem to z baranem jest - Zwróciła się w moją stronę mało nie wybuchłam śmiechem - No chodź chodź - Wzięła mnie pod rękę - A Ty synu nie wiesz co tracisz - W sumie było mi go szkoda, jeżeli ktoś to widział nie będzie miał życie na komedzie. Lubiłam jego mamę nie była zła kobieta, była po prostu starsza i specyficzna, w sumie wolałam ja od mojej, Zakręconej wariatki. Zabrałam ja na kawę przez 40 minut siedziała i opowiadała jaki Mikołaj jest ślepy a ja jestem cudowna kobieta, słyszało to pół komendy, a do jutra pewnie usłyszy już cała. Dzisiejszy patrol minął w milczeniu, żadne z nas nie odzywało się za dużo, w zasadzie nawet nie wiedzieliśmy o czym mamy rozmawiać, dopiero gdzieś pod koniec służby przeprosił mnie za to co stało się pod komendą, za zachowanie jego mamy. Nie powiedział w prost, ale między wierszami dał mi do zrozumienia, że między nim a Owcą jest coś co sam nie potraf do końca pojąć. Zrobiło mi się przykro, dla tego szybko ucięłam temat, nie chciałam prawić mu morałów, dawać dobrych rad, czułam że wtedy może wyczuć, właściwie sama nie wiem jak to nazwać.
***
- Stary cała komenda gada już o tej akcji na dole - Krzychu pił kolejne piwo
- Moja mama to potrafi narobić
- Mama jak mama, a ta akcja z tą małolatą to Ty też nieźle dojebałeś
- O co wam wszystkim chodzi - Już kolejna osoba powtarza mi, że ja i owca to nie ta bajka
- Dobra zresztą Twoja sprawa, ja się wpieprzał nie będę
- No właśnie, lepiej powiedz co u Ciebie i Emilki
- A co może się dziać praca dom praca dom dzieci monotonia, ale kocham tą monotonie. Co dzień wracam do domu Emilka czeka z dzieciakami
- Masz do kogo wracać, to jednak - Krzysiek momentalnie mi przerwał
- Nie no stary tylko nie mów mi, ze Ty i Owca to dla tego że chcesz mieć kogoś kto czeka na Ciebie w domu. Jak tak to kota sobie kup
- Cos Ty stary oszalał aż tak zdesperowany nie jestem
- Chwała Bogu - Odstawił pusty kufel - Dobra chodź Emilka już na pewno czeka na mnie z wałkiem i tłuczkiem - Zaśmiał się wstając od stolika - To co widzimy się za tydzień
- No właśnie bo za dwa tygodnie wyjeżdżam jeszcze nie wiem czy nie na stałe. - Cały wieczór nosiłem się z zamiarem powiedzenia mu tego
- Co ?! Co Ty stary pieprzysz !
- Emilka na Ciebie czeka lepiej już idź - Nie miałem ochoty na jakieś wywodu, czy kazania.
- Idę, ale nie ominie Cię rozmowa
- Za tydzień mam urlop 2 tygodnie mam podjąć decyzję - Zapała wyszedł zostawiając mnie samego, zacząłem rozmyślać nad tym wszystkim im bliżej było do podjęcia decyzji tym bardziej miałem wątpliwości.
***
Siedziałam na odprawie Mikołaja nie było, zdziwiło mnie to nie mówił nic ostatnio że coś się dzieję, że go nie będzie
- Pani komendant a co z Mikołajem nie będzie go dziś ? - Zapytałam w końcu kiedy odprawa dobiegała końca
- Starszy Aspirant Białach na chwile obecną jest na urlopie, niestety nie wiemy czy wróci, dostał propozycję i prawdopodobnie nas opuści - Myślałam że się przesłyszałam, że to jakiś sen
- Ale jak to ?
- Niestety taką podjął decyzje i nie udało mi się go przekonać - Czułam jak do oczu napływają mi łzy
- Przepraszam - Rzuciłam i niemal wybiegłam z sali odpraw, ruszyłam pędem przed komendę
- Karolina ! - Słyszałam za sobą wołanie Zapały, ale nie zatrzymałam się biegłam przed siebie. Po moim policzku płynęła łza. Zatrzymałam się dopiero przed komenda, nabrałam głośno powietrza do płuc - Karolina ! - Usłyszałam ponownie, po czym padł strzał.
sobota, 10 listopada 2018
Miniaturka Anioł sróż
Hejka !!
Zapraszamy wszystkich na miniaturkę, którą napisałam z pomocą Szwagierki <3 Nie ma to jak rodzinka ahhh.
Zapraszamy !
Pozdrawiamy ! <3
Ciekawa jestem czy ktoś kiedyś zastanawiał się czemu to życie jest takie niesprawiedliwe, czemu daje nam w kość i za wszelką cenę chce żebyśmy się poddali i przestali walczyć ? Od 6 miesięcy nie myślę o niczym innym, nad niczym innym się nie zastanawiam.
Ostatnie 6 miesięcy były dla mnie koszmarem: ból, łzy, smutek, rozpacz, tęsknota. Do tej pory nie wiem jak się podniosłam, jak potrafię funkcjonować, nie właściwie nie potrafię dla tego już mnie tu nie ma. Tutaj wszystko przypomina mi to co było, co się zdarzyło. Przypomina to co boli mnie tak cholernie, co rozdziera moje serce na miliony maleńkich kawałeczków, każde miejsce do okoła wiąże się ze wspomnieniami z tym co było kiedyś tak piękne, cudowne, a teraz boli tak cholernie boli. Postawiłam życie na jedną kartę, rzuciłam pracę sprzedałam mieszkanie, spakowałam mały plecak, a teraz siedzę w pociągu oglądając mijający krajobraz, może to zabrzmi cholernie głupio, ale kupiłam bilet do pierwszego miasta do którego właśnie odjeżdżał, bez pracy bez mieszkania, kompletnie bez niczego. Siedzę teraz w pociągu do Wrocławia, przed chwilą hotel zarezerwowałam na 3 dni. Podróż do mojego nowego domu zajmie mi jeszcze jakieś 7 godzin. Rodzice nie są zadowoleni z mojego wyboru, postawiłam wszystko na jedną kartę i mogę tego żałować cholernie, ale nie potrafiłam żyć w tym miejscu z tymi wszystkim wspomnieniami. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy, już po chwili odpłynęłam w obcięciach Orfeusza
Przeczesywaliśmy stary magazyn, smród jaki tam panował był okropny chciałam opuścić to miejsce jak najszybciej to możliwe, miałam złe przeczucie cholernie złe. Zanim zdążyliśmy przejść do kolejnego pomieszczenia usłyszałam huk, ogromny huk a potem poczułam uderzenia, tak mocne, tak cholernie mocne. - Tak mi przykro, tak cholernie przykro - Usłyszałam jak tylko otworzyłam oczy, stali tam wszyscy, prawie wszyscy - Gdzie gdzie jest ? - Ledwo wydukałam te słowa, bolało mnie wszystko, czułam się tak cholernie słaba, oni nie odpowiedzieli nic tylko patrzyli na mnie ze smutkiem, Kaśka nie wytrzymała i wybuchła płaczem - Nie, nie to nie - Zaczęłam kręcić głową i dławić się łzami, nie musieli kończyć znałam już odpowiedź. Krzyczałam, płakałam, błagałam Boga aby to nie była prawda, aby oni się pomylili.
Obudziłam się zlana potem, jak za każdym razem kiedy śnił mi się ten sen, towarzyszył mi co dnia od kiedy to wszystko się stało, od pół roku ten sam sen, ten sam żal.
Nowe miasto, nowe życie może tu odnajdę spokój i nauczę się żyć na nowo. Może poznam przyjaciół, którzy pomogą mi żyć na nowo, a może nic mi się nie uda i nie długo wrócę do domu, tego nie wie nikt. Tak bardzo bym chciała, żeby był tu ze mną wspierał mnie i dodawał otuchy.
- Uważaj - Poczułam jak ktoś ciągnie mnie do tyłu, tuż po chwili byłam w czyjś ramionach, spojrzałam w gorę przede mną stał mężczyzna starszy ode mnie, ale niewiele. Moje spojrzenie utkwiło w jego oczach miał w nich coś wyjątkowo, coś co mnie przyciągnęło. - Wrocławianie czasem szaleją za kółkiem - Ciepły głos wyrwał mnie z zadumy
- Przepraszam dziękuje - Tylko tyle byłam w stanie wydukać
- Uważaj na siebie - Uśmiechnął się i już po chwili zniknął za rogiem.
***
Minęły dwa miesiące od tego czasu dużo się zmieniło, udało mi się znależść pracę i mieszkanie. Powoli zaczynam żyć na nowo, a przynajmniej staram się ten sen towarzyszy mi cały czas, chyba uwolnię sie od niego dopiero kiedy zacznę żyć całkowicie od nowa, pogodzę się z tym wszystkim.
- Dzień dobry Pani komendant - Weszłam do gabinetu mojej nowej komendantki
- O dzień dobry, wchodź wchodź - Gestem zaprosiła mnie do środka - Twój nowy partner zaraz będzie - Uśmiechnęła się - Pamiętaj Ty tu jesteś dowódcą więc ustaw go sobie. Ostrzegam Mikołaj jest dość no jak by to ująć ciężkim człowiekiem więc może nie być łatwo - A więc mój nowy partner ma na imię Mikołaj i jest ciężki do ułożenia, no nic zawsze lubiłam wyzwania
- Dam radę - Posłałam jej uśmiech, Jaskowska jako jedyna znała moją przeszłość i raczej tak może zostać
- Dzień dobry Pani komendant. Wzywała mnie Pani - Usłyszałam nagle głos mężczyzny, wydawał mi się znajomy
- Chodz, chodź poznasz swoja partnerkę - Mężczyzna stanął obok mnie kontem oka wydawał się znajomy - Aspirant Sztabowy Karolina Rachwał , Starszy Aspirant Mikołaj Białach - Przedstawiła nas sobie. Dopiero teraz spojrzeliśmy na siebie
- To Ty - Odezwał się pierwszy, też go poznałam niemal od razu jak spojrzałam na niego, w jego oczy
- Wy się znacie ? - Zaciekawiła się Jaskowska
- Mikołaj uratował mnie przed jakimś piratem drogowym, akurat jak przyjechałam do miasta - Odparła patrząc na niego
- O to widzę, że z zaufaniem partnerowi nie będzie problemu - Uśmiechnęła się - A teraz oprowadź Karolinę po komendzie, za godzinę ruszacie na patrol
- Tak jest. - Odwrócił się w jej stronę - Dowidzenia Pani komendant - powiedzieliśmy niemal równocześnie
- Co Cię sprowadza do Wrocławia, bo rozumiem że nie jesteś stąd ? - Zapytał kiedy szliśmy korytarzem
- Nie jestem z Gdańska, powiedzmy że musiałam zamknąć pewien rozdział - Nie chciałam zdradzać mu o co dokładnie chodzi nie byłam na to gotowa
- Jasne rozumiem - Uśmiechnął się do mnie, nie był taki zły jak mówiła Jaskowska - To co kawa i patrol ?
- Jasne, ostatnio mało sypiam. - Palnęłam bez zastanowienia - Wiesz jak to jest na nowym miejscu - Dodałam po chwli, on tylko się uśmiechnął i zaprosił do kuchni
Życie na komendzie płynęło swoim tempem, raz wolniej a raz szybciej, z każdym dniem poznawałam nowych ludzi po tygodni znałam już każdego, a po dwóch miałam okazję poznać kryminalnych z którymi czasem współpracujemy. Wbrew ostrzeżeniom Jaskowskiej Mikołaj nie był zły, czasem zapominał kto jest dowódcą ale szybko sprowadzałam go na ziemię, w końcu dostrzegłam że takie sytuację są zawsze wtedy kiedy niebezpieczeństwo jest dużo większe niż na zwykłych akcjach. Z każdym kolejnym dniem z Mikołajem zaczęliśmy sie do siebie zbliżać coraz bardziej, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi
- Sto lat sto lat niech żyje żyje nam - Śpiewaliśmy w jednym z klubów wszyscy patrzyli się na nas, ale no cóż w końcu Białach kończy dziś 40 lat trzeba to jakoś uczcić. Widać było że Białach był zaskoczony, udało mi się nie wygadać i myślał że zapomnieliśmy.
- Mogę zatańczyć z solenizantem ? - Zapytałam po 3 kolejkach
- Oczywiście - Złapał mnie za dłoń i wyciągnął na środek parkietu. Tańczyliśmy przytuleni do siebie, w jego ramionach czułam się tak dobrze
- Czułem, że coś kombinowałaś - Powiedział po chwili
- Skąd wiedziałeś - Spojrzałam na niego, moje spojrzenie utkwiło w jego oczach
- Nie zapominaj, że już za dobrze Cię znam - Uśmiechnął się - I wiem kiedy kręcisz, kiedy jest smutna i kiedy coś nie gra
- A coś jeszcze wiesz ? - Czułam, że to wszystko zmierza w jedną stronę, ale czy ja tego chciałam sama nie wiem
- Coś ukrywasz - Czułam jak miękną mi kolana - Ale nie bój się nie chce wiedzieć co, póki Ty nie będziesz chciała żebym wiedział - Przytulił mnie mocno, zamykając w swoich ramionach. Kołysaliśmy się w rytm muzyki, impreza trwała w najlepsze koło 1 wszyscy zaczęli rozjeżdżać się do domów
- Odwiozę Cię - Zaproponował kiedy wychodziliśmy obcięci
- Dam radę, ale dziękuje - Uśmiechnęłam się w jego stronę
- To nie była propozycja - Zaśmiał się, już po chwili siedzieliśmy w taksówce w drodze do mojego mieszkania
- No to jesteśmy - Odprowadził mnie pod same drzwi
- Dziękuję, nie musiałeś odprowadzać mnie aż tutaj - Uśmiechnęłam się do niego. Spojrzałam w jego oczy były tak cudowne, miały w sobie coś takiego coś, co przyciągało mnie do niego . Czułam jak by były zaczarowane, a ja uległa temu urokowi.
Zapraszamy wszystkich na miniaturkę, którą napisałam z pomocą Szwagierki <3 Nie ma to jak rodzinka ahhh.
Zapraszamy !
Pozdrawiamy ! <3
Ciekawa jestem czy ktoś kiedyś zastanawiał się czemu to życie jest takie niesprawiedliwe, czemu daje nam w kość i za wszelką cenę chce żebyśmy się poddali i przestali walczyć ? Od 6 miesięcy nie myślę o niczym innym, nad niczym innym się nie zastanawiam.
Ostatnie 6 miesięcy były dla mnie koszmarem: ból, łzy, smutek, rozpacz, tęsknota. Do tej pory nie wiem jak się podniosłam, jak potrafię funkcjonować, nie właściwie nie potrafię dla tego już mnie tu nie ma. Tutaj wszystko przypomina mi to co było, co się zdarzyło. Przypomina to co boli mnie tak cholernie, co rozdziera moje serce na miliony maleńkich kawałeczków, każde miejsce do okoła wiąże się ze wspomnieniami z tym co było kiedyś tak piękne, cudowne, a teraz boli tak cholernie boli. Postawiłam życie na jedną kartę, rzuciłam pracę sprzedałam mieszkanie, spakowałam mały plecak, a teraz siedzę w pociągu oglądając mijający krajobraz, może to zabrzmi cholernie głupio, ale kupiłam bilet do pierwszego miasta do którego właśnie odjeżdżał, bez pracy bez mieszkania, kompletnie bez niczego. Siedzę teraz w pociągu do Wrocławia, przed chwilą hotel zarezerwowałam na 3 dni. Podróż do mojego nowego domu zajmie mi jeszcze jakieś 7 godzin. Rodzice nie są zadowoleni z mojego wyboru, postawiłam wszystko na jedną kartę i mogę tego żałować cholernie, ale nie potrafiłam żyć w tym miejscu z tymi wszystkim wspomnieniami. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy, już po chwili odpłynęłam w obcięciach Orfeusza
Przeczesywaliśmy stary magazyn, smród jaki tam panował był okropny chciałam opuścić to miejsce jak najszybciej to możliwe, miałam złe przeczucie cholernie złe. Zanim zdążyliśmy przejść do kolejnego pomieszczenia usłyszałam huk, ogromny huk a potem poczułam uderzenia, tak mocne, tak cholernie mocne. - Tak mi przykro, tak cholernie przykro - Usłyszałam jak tylko otworzyłam oczy, stali tam wszyscy, prawie wszyscy - Gdzie gdzie jest ? - Ledwo wydukałam te słowa, bolało mnie wszystko, czułam się tak cholernie słaba, oni nie odpowiedzieli nic tylko patrzyli na mnie ze smutkiem, Kaśka nie wytrzymała i wybuchła płaczem - Nie, nie to nie - Zaczęłam kręcić głową i dławić się łzami, nie musieli kończyć znałam już odpowiedź. Krzyczałam, płakałam, błagałam Boga aby to nie była prawda, aby oni się pomylili.
Obudziłam się zlana potem, jak za każdym razem kiedy śnił mi się ten sen, towarzyszył mi co dnia od kiedy to wszystko się stało, od pół roku ten sam sen, ten sam żal.
Nowe miasto, nowe życie może tu odnajdę spokój i nauczę się żyć na nowo. Może poznam przyjaciół, którzy pomogą mi żyć na nowo, a może nic mi się nie uda i nie długo wrócę do domu, tego nie wie nikt. Tak bardzo bym chciała, żeby był tu ze mną wspierał mnie i dodawał otuchy.
- Uważaj - Poczułam jak ktoś ciągnie mnie do tyłu, tuż po chwili byłam w czyjś ramionach, spojrzałam w gorę przede mną stał mężczyzna starszy ode mnie, ale niewiele. Moje spojrzenie utkwiło w jego oczach miał w nich coś wyjątkowo, coś co mnie przyciągnęło. - Wrocławianie czasem szaleją za kółkiem - Ciepły głos wyrwał mnie z zadumy
- Przepraszam dziękuje - Tylko tyle byłam w stanie wydukać
- Uważaj na siebie - Uśmiechnął się i już po chwili zniknął za rogiem.
***
Minęły dwa miesiące od tego czasu dużo się zmieniło, udało mi się znależść pracę i mieszkanie. Powoli zaczynam żyć na nowo, a przynajmniej staram się ten sen towarzyszy mi cały czas, chyba uwolnię sie od niego dopiero kiedy zacznę żyć całkowicie od nowa, pogodzę się z tym wszystkim.
- Dzień dobry Pani komendant - Weszłam do gabinetu mojej nowej komendantki
- O dzień dobry, wchodź wchodź - Gestem zaprosiła mnie do środka - Twój nowy partner zaraz będzie - Uśmiechnęła się - Pamiętaj Ty tu jesteś dowódcą więc ustaw go sobie. Ostrzegam Mikołaj jest dość no jak by to ująć ciężkim człowiekiem więc może nie być łatwo - A więc mój nowy partner ma na imię Mikołaj i jest ciężki do ułożenia, no nic zawsze lubiłam wyzwania
- Dam radę - Posłałam jej uśmiech, Jaskowska jako jedyna znała moją przeszłość i raczej tak może zostać
- Dzień dobry Pani komendant. Wzywała mnie Pani - Usłyszałam nagle głos mężczyzny, wydawał mi się znajomy
- Chodz, chodź poznasz swoja partnerkę - Mężczyzna stanął obok mnie kontem oka wydawał się znajomy - Aspirant Sztabowy Karolina Rachwał , Starszy Aspirant Mikołaj Białach - Przedstawiła nas sobie. Dopiero teraz spojrzeliśmy na siebie
- To Ty - Odezwał się pierwszy, też go poznałam niemal od razu jak spojrzałam na niego, w jego oczy
- Wy się znacie ? - Zaciekawiła się Jaskowska
- Mikołaj uratował mnie przed jakimś piratem drogowym, akurat jak przyjechałam do miasta - Odparła patrząc na niego
- O to widzę, że z zaufaniem partnerowi nie będzie problemu - Uśmiechnęła się - A teraz oprowadź Karolinę po komendzie, za godzinę ruszacie na patrol
- Tak jest. - Odwrócił się w jej stronę - Dowidzenia Pani komendant - powiedzieliśmy niemal równocześnie
- Co Cię sprowadza do Wrocławia, bo rozumiem że nie jesteś stąd ? - Zapytał kiedy szliśmy korytarzem
- Nie jestem z Gdańska, powiedzmy że musiałam zamknąć pewien rozdział - Nie chciałam zdradzać mu o co dokładnie chodzi nie byłam na to gotowa
- Jasne rozumiem - Uśmiechnął się do mnie, nie był taki zły jak mówiła Jaskowska - To co kawa i patrol ?
- Jasne, ostatnio mało sypiam. - Palnęłam bez zastanowienia - Wiesz jak to jest na nowym miejscu - Dodałam po chwli, on tylko się uśmiechnął i zaprosił do kuchni
Życie na komendzie płynęło swoim tempem, raz wolniej a raz szybciej, z każdym dniem poznawałam nowych ludzi po tygodni znałam już każdego, a po dwóch miałam okazję poznać kryminalnych z którymi czasem współpracujemy. Wbrew ostrzeżeniom Jaskowskiej Mikołaj nie był zły, czasem zapominał kto jest dowódcą ale szybko sprowadzałam go na ziemię, w końcu dostrzegłam że takie sytuację są zawsze wtedy kiedy niebezpieczeństwo jest dużo większe niż na zwykłych akcjach. Z każdym kolejnym dniem z Mikołajem zaczęliśmy sie do siebie zbliżać coraz bardziej, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi
- Sto lat sto lat niech żyje żyje nam - Śpiewaliśmy w jednym z klubów wszyscy patrzyli się na nas, ale no cóż w końcu Białach kończy dziś 40 lat trzeba to jakoś uczcić. Widać było że Białach był zaskoczony, udało mi się nie wygadać i myślał że zapomnieliśmy.
- Mogę zatańczyć z solenizantem ? - Zapytałam po 3 kolejkach
- Oczywiście - Złapał mnie za dłoń i wyciągnął na środek parkietu. Tańczyliśmy przytuleni do siebie, w jego ramionach czułam się tak dobrze
- Czułem, że coś kombinowałaś - Powiedział po chwili
- Skąd wiedziałeś - Spojrzałam na niego, moje spojrzenie utkwiło w jego oczach
- Nie zapominaj, że już za dobrze Cię znam - Uśmiechnął się - I wiem kiedy kręcisz, kiedy jest smutna i kiedy coś nie gra
- A coś jeszcze wiesz ? - Czułam, że to wszystko zmierza w jedną stronę, ale czy ja tego chciałam sama nie wiem
- Coś ukrywasz - Czułam jak miękną mi kolana - Ale nie bój się nie chce wiedzieć co, póki Ty nie będziesz chciała żebym wiedział - Przytulił mnie mocno, zamykając w swoich ramionach. Kołysaliśmy się w rytm muzyki, impreza trwała w najlepsze koło 1 wszyscy zaczęli rozjeżdżać się do domów
- Odwiozę Cię - Zaproponował kiedy wychodziliśmy obcięci
- Dam radę, ale dziękuje - Uśmiechnęłam się w jego stronę
- To nie była propozycja - Zaśmiał się, już po chwili siedzieliśmy w taksówce w drodze do mojego mieszkania
- No to jesteśmy - Odprowadził mnie pod same drzwi
- Dziękuję, nie musiałeś odprowadzać mnie aż tutaj - Uśmiechnęłam się do niego. Spojrzałam w jego oczy były tak cudowne, miały w sobie coś takiego coś, co przyciągało mnie do niego . Czułam jak by były zaczarowane, a ja uległa temu urokowi.
- Ale chciałem - Zbliżył się do mnie, teraz dzieliły nas milimetry - Dobranoc - Szepnął całując mnie w policzek. Nie wiem czy to ta odległość, czy coś innego zadziałały w taki sposób, nie wytrzymałam pocałowałam go, w pierwszej chwili przestraszyłam się że mnie odrzuci, ale on obiął mnie mocno przyciskając do drzwi, sama nie wiem kiedy znalazłam się na jego rękach, a już po chwili byliśmy u mnie w mieszkaniu . Jego pocałunki błądziły po moim ciele rozpalając mnie do granic możliwości, po drodze do mojej sypialni zrzucaliśmy wszytsko co tylko było możliwe.
- Wszystko gra ? - Poczułam jego silne ręce na moich ramionach, powoli dochodziła 4, odwróciłam się w jego stronę
- Mikołaj ja .... - Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć, bałam się bałam się tego wszystkiego
- Chcesz powiedzieć, że to wszystko to wina alkoholu - Wycofał się
- To wszystko nie jest takie proste - Opuściłam głowę
- Co nie jest proste. Wszystko jest zajebiscie proste. Powiedz to no powiedz, zrobiłaś to bo nie wiem za dużo wypiliśmy czy co - Spojrzałam na niego, już chciałam coś powiedzieć, ale zadzwonił jego telefon to była komendantka, odebrał
- Wrócimy do tej rozmowy, muszę jechać - Odparł bez entuzjazmu
- Coś się stało
- Jakaś grubsza akcja za miastem w starych magazynach. Jacyś handlarze prochami - Moje serce stanęło, wszystko wróciło te wszystkie obrazy stanęły mi przed oczami
- Wszystko gra ? Zbladłaś
- Nie jedz - Wyszeptałam niemal niesłyszalnie, opuszczając wzrok
- Co, czemu ?- Położył mi dłonie na ramionach
- Nie jedź proszę Cię - Podniosłam wzrok
- Karolina przecież taką mamy pracę
- Wiem ! Ale nie jedź proszę Cię ! Mam złe przeczucia - Czułam jak wszystko się we mnie zbiera
- Jesteśmy policjantami - Zebrał swoje spodnie i zaczął się ubierać - Nie mogę zadzwonić do Jaskowskiej i odwołać tego bo masz złe przeczucia
- Błagam Ci !!! Nie jedź !!! Nie mogę Cię stracić rozumiesz !!! - Wpadłam w jakiś amok, zaczęłam krzyczeć płakać. Wszystkie wspomnienia wróciły jak bumerang, przy nim czułam, że zaczynam żyć bałam się tego, ale nie mogłam pozwolić żeby coś mu się stało. On złapał mnie za ramiona próbując uspokoić
- Jesteśmy policjantami to nasza praca, co dzień ryzykujemy życie - Mówił powoli i opanowanie
- Pieprzyć to rozumiesz ! Pieprzyć tą pracę ! Rozumiesz pieprzyć to wszytsko !!! To nie jest ważne. Błagam Cię zostań tu ze mną nie jedź nigdzie !!! Proszę Cię. Nie mogę, rozumiesz nie mogę Cię stracić !!!
***
Nie słuchałem jej sprzeciwów poprostu zebrałem się i pojechałem na akcję. Zawsze to jakieś oderwanie od codzienności. Dotarłem pod magazyn, szybko rozdzieliliśmy zadania i ruszyliśmy do akcji. Na przynętę byli wystawieni Krzysiek i Emilka. Cały czas jak przez mgłę słyszałem krzyk i błaganie Karoliny, żebym się wycofał. Głos ten stawał się coraz wyraźniejszy, aż ustępował i tak kilka razy. Jednak jak już jestem na miejscu nie mam wyjścia muszę pomóc kolegom. Cały czas mieliśmy podgląd na sytuację w środku. Zapałowie mieli udawać parę narkomanów, którzy potrzebują towaru akcja dość ryzykowna, ale spodziewaliśmy się konkretnego efektu. Jednak nie przewidzieliśmy komplikacji.
- Cholera jasna ! - wykrzyczał Jacek.
- Co jest ?- patrzyłem z przerażeniem na Dyżurnego.
- Starciliśmy łączność - rzucił urządzeniem.
- Wchodzę tam - nawet nie słuchałem sprzeciwów tylko wbiegłem do budynku. Doszedłem na korytarz kiedy ktoś zaczął strzelać, słyszałem huk, a potem jakby ktoś upadał. Przez szparę w drzwiach zauważyłem, że na ziemi leżą nasi, nie mogłem na to biernie patrzeć. Nie zważając na nic wbiegłem do środka.
- Krzysiek ! - podbiegłem do zakrwawionego Zapały.
- Gdzie Emilka ?- wybełkotał ledwo zrozumiałem co mówi.
- Spokojnie wszystko będzie dobrze - chyba w złą godzinę to wypowiedziałem, bo dostałem informację, że Emilia nie żyje. Chyba stres działał, bo nawet ta informacja nie doprowadziła, że starciłem zimną krew. Dopiero to co miało się wydarzyć sprawiło, że całkowicie przestałem racjonalnie myśleć.
- Zajmij się dzieciakami - zaczął krztusić się krwią. Widziałem jak na moich rękach umiera mi najlepszy przyjaciel. Próbowałem go reanimować jednak nie przynosiło to żadnych skutków. Krzyczałem, płakałem na marne. Lekarz z pogotowia stwierdził zgon. Jak ja to teraz przekaże Tośkowi i Gajce przecież młody matkę już starcił...
***
Nie mogłam wysiedzieć w domu, bałam się o niego tak cholernie się bałam. Kiedy dojechałam na miejsce okazało się, że moje przeczucia sie nie myliły na miejscu już było pogotowie, dodatkowe radiowozy. Nie było nikogo z naszych, a mundurowi nie chcieli mnie wpuścić.
- Wpuść mnie do cholery !!! Jestem policjantką !!! - Krzyczałam jak głupia, ale oni mnie nie słuchali, po moich policzkach płynęły łzy. Ich to nie interesowało. Nie mam pojęcia ile tak stałam, w końcu w tłumie dostrzegłam Jacka wychodził z magazynu, a tuż za nim wynosili czyjeś ciało.
- Nie błagam !!! Nie !!! - Upadłam na kolana i zaczęłam płakać jak dziecko, byłam zła na cały świat na siebie na niego na Jaskowską, na Jacka dosłownie na każdego. Siedziałam na mokrej ziemi i płakałam, nie potrafiłam spojrzeć na świat, na nikogo. Chciałam zostać tam sama, bez nikogo zostać tam i odjeść razem z nim nie wyobrażałam sobie życia bez niego stał się dla mnie ważny cholernie ważny. Nagle poczułam jak ktoś mnie przytula, przytula cholernie mocno i płacze razem ze mną. Słyszałam jak jego łzy odbijają się od ziemi dopiero po chwili poczułam zapach dobrze znajomy mi zapach, podniosłam głowę i spojrzałam na niego. On nie powiedział nic tylko zatopił się w moich ustach jak by szukał ukojenia. Kiedy oderwaliśmy się od siebie spojrzałam mu w oczy, jego spojrzenie było przepełnione smutkiem i żalem
- Krzysiek i Emilka, oni - Nie potrafił skończyć zdania właściwie nawet nie musiał doskonale wiedziałam co chciał powiedzieć
- Boże - Zatkałam usta ręką. Na komędzię jestem może od niedawna, ale z Emilką bardzo się zżyłam. Była moją przyjaciółką, Mikołaj nie powiedział nic tylko mocno mnie przytulił.
***
Jakoś musimy się po tym wszystkim zebrać, najbardziej szkoda mi dzieci, które zostały sierotami. Próbowaliśmy z Mikołajem im pomóc z tym wszystkim, ale za każdym razem nasze starania niczego nie przynosiły.
- Tosiek możemy porozmawiać ? - niepewnie weszliśmy do pokoju. Chłopiec ani na nas nie popatrzył od kilku dni leży i patrzy w jeden punkt na ścianie.
- Wiemy jak ci jest ciężko, ale musisz żyć dalej - powiedział delikatnym tonem Mikołaj.
- Straciłem mamę, tatę wszystkich - mówił ocierając łzy.
- Kochanie pomożemy wam przez to przejść - było mi cholernie przykro jak na niego patrzyłam.
- Jak ja mam przez to przejść moich rodziców już nie ma ! - wrzasnął i wybiegł z pokoju.
- Karolina ja z nim porozmawiam - myślałem, że męska rozmowa da radę, ale chłopakowi zawaliło się życie.
- Młody posłuchaj twój tata to był mój najlepszy przyjaciel, wiem, jak ciężko jest ci się pogodzić z tym, że go nie ma, ale jest Gajka, która prawie nic z tego nie rozumie. Musisz być silny dla niej, tata na pewno by tego chciał - jak to mówiłem czułem jak łzy zaczynają cisnąć mi się do oczu.
- Czy wy wszyscy się uwzięliście na mnie ! - krzyczał zanosząc się łzami.
- Posłuchaj przecież tak niczego nie zmienisz- chciałem jakoś mu pomóc przez to wszystko przejść, ale zupełnie nie miałem pojęcia jak to zrobić.
- Taty i Emilki już nigdy nie zobaczę, a was mam dość - jeszcze z opowiadań Krzyśka wiedziałem, że młody ma trudny charakter, ale teraz na własnej skórze się dowiedziałem, że to prawda.
- Tosiek - boję się co będzie dalej, ale na pewno nie zostawię ich samych, obiecałem to Krzyśkowi.
***
Nastał dzień, dzień którego bałam się cholernie jak każdy z nas. Tosiek od rana chodził nie odzywajac się do nas nawet na nas nie patrzył, za to Gaja była marudna jak nigdy.
- Chyba nigdy nie będę na to gotowy - Powiedział przytulajac mnie od tyłu
-Ja też, ale musimy być silni dla nich - Przytuliłam się do niego. Po moim policzku splynela lza
-Jesteśmy gotowi - W salonie pojawił się Tosiek, trzymając sióstre za rękę. Ukradkiem wytarlam łze i podeszła do nich. Pogłaskalam oboje po głowie
-Chodźmy - Szeplelam i wzięłam Gaje na ręce.
Na pogrzebie byli wszyscy najbliżsi. Rodzice Emilii stali płakał, mama Krzyśka stała z mamą Emilii wzajemnie się wspierały. Przez ten cy czas dzieciaki przyzwyczaił się do nas i nie chcieli się z nami rozstawać mała szczególnie.
- Mana tata chce - Rozpłakała sie nagle, myślałam że pęknie mi serce. Nie wytrzymałam i po moim policzku popłynęły łzy. Tosiek mocniej wtulił się w mój bok, Mikołaj obiał mnie mocno głaskając jednocześnie mała po głowie.
-Mianuje pośmiertnie Emilka i Krzysztofa Zapale na starszych aspirantów - Powiedziała Jaskowska wręczając Toskowi czapki rodziców, po chwili to rozbrzmiał wytarza z karabinów. Gaja zaczęła płakać Tosiek nie wytrzymał i płakał z nią. Czułam się jak w jakimś pieprzonym filmie, który stara się wycisnąć wszystkie łzy z tego który go ogląda.
- Chce zaadaptować dzieci - Patrzyłam w okno, on siedział na kanapie. Dzieci zmęczone spały już w swoich pokojach
- Jesteś tego pewna? - Momentalnie znalazł się przy mnie. Spojrzałam na niego
- Jak niczego innego. Nie chcę być tylko ich prawnym opiekunem chce je adoptować. Wiem że będzie ciężko, ale jestem na to gotowa. Pokochała je - Spojrzałam mu w oczy
- Stworzymy im kochający dom - Ucałował mnie w czubek głowy
- Podjęłam decyzję koniec z patrolówka. Odejdę z policji jeśli Jaskowska nie znajdzie mi nic na komendzie. Nie chcę żeby każdego dnia żyli z świadomością, że mogą stracić i nas
- Kochasz pracę w policji
- Ale was bardziej. Nie proszę Cię o to samo
- zostanę dyżurnym Jacek mnie podszkoli - Zaśmiał się
-Kocham Cię - złożyłam ma jego ustach pocałunek - Przy 3 dzieci może być ciężko. Wiesz o tym? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Trójce? - dopytał z niedowierzaniem
- Już nie długo tak - Uśmiechnęłam się, bałam się jego reakcji. W zasadzie nie obiecywaliśmy sobie nic, wydarzenia ostatnich dni spadły na nas jak grom z jasnego nieba.
***
Siedziałam przed domem, od tych feralnych wydarzeń minęły już 2 Nasze życie powoli się ustabilizowało, Tosiek zaakceptował zaistniałą sytuacje, Gaja zrozumiała już całą sytuacje, wie co się stało, już prawie dwa lata pracuje na recepcji przejęłam wszystkie obowiązki Emilki, zdarza się że jeszcze znajduję jakieś jej rzeczy i wszystkie wspomnienia wracają i ciężko mi wrócić do pracy. Mikołaj pracuje jako dyżurny razem z Jacusiem, widziałam jak ciężko jest mu się przyzwyczaić, ale z czasem polubił i to.
- Ciociu ciociu zobacz ! - Krzyczała Gaja - Lenka już biega - Śmiała się biegnąc za rączkę z siostrą
- Pięknie - Wstałam i poszłam w ich kierunku, mała Lenka od razu wbiegła w moje ramiona. Dziewczynki były nierozłączne, a Tosiek bardzo o nie dbał jako starszy brat pilnował je i bronił.
- Ta ta - Wydukała mała jak tylko zobaczyła podjeżdżający samochód
- Cześć Kochanie - Pocałował mnie na przywitanie, a zaraz potem ucałował dzieci. Lenka i Gaja od razu znalazły się na jego rękach przytulając go mocno.
- Wszystko gra ? - Poczułam jego silne ręce na moich ramionach, powoli dochodziła 4, odwróciłam się w jego stronę
- Mikołaj ja .... - Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć, bałam się bałam się tego wszystkiego
- Chcesz powiedzieć, że to wszystko to wina alkoholu - Wycofał się
- To wszystko nie jest takie proste - Opuściłam głowę
- Co nie jest proste. Wszystko jest zajebiscie proste. Powiedz to no powiedz, zrobiłaś to bo nie wiem za dużo wypiliśmy czy co - Spojrzałam na niego, już chciałam coś powiedzieć, ale zadzwonił jego telefon to była komendantka, odebrał
- Wrócimy do tej rozmowy, muszę jechać - Odparł bez entuzjazmu
- Coś się stało
- Jakaś grubsza akcja za miastem w starych magazynach. Jacyś handlarze prochami - Moje serce stanęło, wszystko wróciło te wszystkie obrazy stanęły mi przed oczami
- Wszystko gra ? Zbladłaś
- Nie jedz - Wyszeptałam niemal niesłyszalnie, opuszczając wzrok
- Co, czemu ?- Położył mi dłonie na ramionach
- Nie jedź proszę Cię - Podniosłam wzrok
- Karolina przecież taką mamy pracę
- Wiem ! Ale nie jedź proszę Cię ! Mam złe przeczucia - Czułam jak wszystko się we mnie zbiera
- Jesteśmy policjantami - Zebrał swoje spodnie i zaczął się ubierać - Nie mogę zadzwonić do Jaskowskiej i odwołać tego bo masz złe przeczucia
- Błagam Ci !!! Nie jedź !!! Nie mogę Cię stracić rozumiesz !!! - Wpadłam w jakiś amok, zaczęłam krzyczeć płakać. Wszystkie wspomnienia wróciły jak bumerang, przy nim czułam, że zaczynam żyć bałam się tego, ale nie mogłam pozwolić żeby coś mu się stało. On złapał mnie za ramiona próbując uspokoić
- Jesteśmy policjantami to nasza praca, co dzień ryzykujemy życie - Mówił powoli i opanowanie
- Pieprzyć to rozumiesz ! Pieprzyć tą pracę ! Rozumiesz pieprzyć to wszytsko !!! To nie jest ważne. Błagam Cię zostań tu ze mną nie jedź nigdzie !!! Proszę Cię. Nie mogę, rozumiesz nie mogę Cię stracić !!!
***
Nie słuchałem jej sprzeciwów poprostu zebrałem się i pojechałem na akcję. Zawsze to jakieś oderwanie od codzienności. Dotarłem pod magazyn, szybko rozdzieliliśmy zadania i ruszyliśmy do akcji. Na przynętę byli wystawieni Krzysiek i Emilka. Cały czas jak przez mgłę słyszałem krzyk i błaganie Karoliny, żebym się wycofał. Głos ten stawał się coraz wyraźniejszy, aż ustępował i tak kilka razy. Jednak jak już jestem na miejscu nie mam wyjścia muszę pomóc kolegom. Cały czas mieliśmy podgląd na sytuację w środku. Zapałowie mieli udawać parę narkomanów, którzy potrzebują towaru akcja dość ryzykowna, ale spodziewaliśmy się konkretnego efektu. Jednak nie przewidzieliśmy komplikacji.
- Cholera jasna ! - wykrzyczał Jacek.
- Co jest ?- patrzyłem z przerażeniem na Dyżurnego.
- Starciliśmy łączność - rzucił urządzeniem.
- Wchodzę tam - nawet nie słuchałem sprzeciwów tylko wbiegłem do budynku. Doszedłem na korytarz kiedy ktoś zaczął strzelać, słyszałem huk, a potem jakby ktoś upadał. Przez szparę w drzwiach zauważyłem, że na ziemi leżą nasi, nie mogłem na to biernie patrzeć. Nie zważając na nic wbiegłem do środka.
- Krzysiek ! - podbiegłem do zakrwawionego Zapały.
- Gdzie Emilka ?- wybełkotał ledwo zrozumiałem co mówi.
- Spokojnie wszystko będzie dobrze - chyba w złą godzinę to wypowiedziałem, bo dostałem informację, że Emilia nie żyje. Chyba stres działał, bo nawet ta informacja nie doprowadziła, że starciłem zimną krew. Dopiero to co miało się wydarzyć sprawiło, że całkowicie przestałem racjonalnie myśleć.
- Zajmij się dzieciakami - zaczął krztusić się krwią. Widziałem jak na moich rękach umiera mi najlepszy przyjaciel. Próbowałem go reanimować jednak nie przynosiło to żadnych skutków. Krzyczałem, płakałem na marne. Lekarz z pogotowia stwierdził zgon. Jak ja to teraz przekaże Tośkowi i Gajce przecież młody matkę już starcił...
***
Nie mogłam wysiedzieć w domu, bałam się o niego tak cholernie się bałam. Kiedy dojechałam na miejsce okazało się, że moje przeczucia sie nie myliły na miejscu już było pogotowie, dodatkowe radiowozy. Nie było nikogo z naszych, a mundurowi nie chcieli mnie wpuścić.
- Wpuść mnie do cholery !!! Jestem policjantką !!! - Krzyczałam jak głupia, ale oni mnie nie słuchali, po moich policzkach płynęły łzy. Ich to nie interesowało. Nie mam pojęcia ile tak stałam, w końcu w tłumie dostrzegłam Jacka wychodził z magazynu, a tuż za nim wynosili czyjeś ciało.
- Nie błagam !!! Nie !!! - Upadłam na kolana i zaczęłam płakać jak dziecko, byłam zła na cały świat na siebie na niego na Jaskowską, na Jacka dosłownie na każdego. Siedziałam na mokrej ziemi i płakałam, nie potrafiłam spojrzeć na świat, na nikogo. Chciałam zostać tam sama, bez nikogo zostać tam i odjeść razem z nim nie wyobrażałam sobie życia bez niego stał się dla mnie ważny cholernie ważny. Nagle poczułam jak ktoś mnie przytula, przytula cholernie mocno i płacze razem ze mną. Słyszałam jak jego łzy odbijają się od ziemi dopiero po chwili poczułam zapach dobrze znajomy mi zapach, podniosłam głowę i spojrzałam na niego. On nie powiedział nic tylko zatopił się w moich ustach jak by szukał ukojenia. Kiedy oderwaliśmy się od siebie spojrzałam mu w oczy, jego spojrzenie było przepełnione smutkiem i żalem
- Krzysiek i Emilka, oni - Nie potrafił skończyć zdania właściwie nawet nie musiał doskonale wiedziałam co chciał powiedzieć
- Boże - Zatkałam usta ręką. Na komędzię jestem może od niedawna, ale z Emilką bardzo się zżyłam. Była moją przyjaciółką, Mikołaj nie powiedział nic tylko mocno mnie przytulił.
***
Jakoś musimy się po tym wszystkim zebrać, najbardziej szkoda mi dzieci, które zostały sierotami. Próbowaliśmy z Mikołajem im pomóc z tym wszystkim, ale za każdym razem nasze starania niczego nie przynosiły.
- Tosiek możemy porozmawiać ? - niepewnie weszliśmy do pokoju. Chłopiec ani na nas nie popatrzył od kilku dni leży i patrzy w jeden punkt na ścianie.
- Wiemy jak ci jest ciężko, ale musisz żyć dalej - powiedział delikatnym tonem Mikołaj.
- Straciłem mamę, tatę wszystkich - mówił ocierając łzy.
- Kochanie pomożemy wam przez to przejść - było mi cholernie przykro jak na niego patrzyłam.
- Jak ja mam przez to przejść moich rodziców już nie ma ! - wrzasnął i wybiegł z pokoju.
- Karolina ja z nim porozmawiam - myślałem, że męska rozmowa da radę, ale chłopakowi zawaliło się życie.
- Młody posłuchaj twój tata to był mój najlepszy przyjaciel, wiem, jak ciężko jest ci się pogodzić z tym, że go nie ma, ale jest Gajka, która prawie nic z tego nie rozumie. Musisz być silny dla niej, tata na pewno by tego chciał - jak to mówiłem czułem jak łzy zaczynają cisnąć mi się do oczu.
- Czy wy wszyscy się uwzięliście na mnie ! - krzyczał zanosząc się łzami.
- Posłuchaj przecież tak niczego nie zmienisz- chciałem jakoś mu pomóc przez to wszystko przejść, ale zupełnie nie miałem pojęcia jak to zrobić.
- Taty i Emilki już nigdy nie zobaczę, a was mam dość - jeszcze z opowiadań Krzyśka wiedziałem, że młody ma trudny charakter, ale teraz na własnej skórze się dowiedziałem, że to prawda.
- Tosiek - boję się co będzie dalej, ale na pewno nie zostawię ich samych, obiecałem to Krzyśkowi.
***
Nastał dzień, dzień którego bałam się cholernie jak każdy z nas. Tosiek od rana chodził nie odzywajac się do nas nawet na nas nie patrzył, za to Gaja była marudna jak nigdy.
- Chyba nigdy nie będę na to gotowy - Powiedział przytulajac mnie od tyłu
-Ja też, ale musimy być silni dla nich - Przytuliłam się do niego. Po moim policzku splynela lza
-Jesteśmy gotowi - W salonie pojawił się Tosiek, trzymając sióstre za rękę. Ukradkiem wytarlam łze i podeszła do nich. Pogłaskalam oboje po głowie
-Chodźmy - Szeplelam i wzięłam Gaje na ręce.
Na pogrzebie byli wszyscy najbliżsi. Rodzice Emilii stali płakał, mama Krzyśka stała z mamą Emilii wzajemnie się wspierały. Przez ten cy czas dzieciaki przyzwyczaił się do nas i nie chcieli się z nami rozstawać mała szczególnie.
- Mana tata chce - Rozpłakała sie nagle, myślałam że pęknie mi serce. Nie wytrzymałam i po moim policzku popłynęły łzy. Tosiek mocniej wtulił się w mój bok, Mikołaj obiał mnie mocno głaskając jednocześnie mała po głowie.
-Mianuje pośmiertnie Emilka i Krzysztofa Zapale na starszych aspirantów - Powiedziała Jaskowska wręczając Toskowi czapki rodziców, po chwili to rozbrzmiał wytarza z karabinów. Gaja zaczęła płakać Tosiek nie wytrzymał i płakał z nią. Czułam się jak w jakimś pieprzonym filmie, który stara się wycisnąć wszystkie łzy z tego który go ogląda.
- Chce zaadaptować dzieci - Patrzyłam w okno, on siedział na kanapie. Dzieci zmęczone spały już w swoich pokojach
- Jesteś tego pewna? - Momentalnie znalazł się przy mnie. Spojrzałam na niego
- Jak niczego innego. Nie chcę być tylko ich prawnym opiekunem chce je adoptować. Wiem że będzie ciężko, ale jestem na to gotowa. Pokochała je - Spojrzałam mu w oczy
- Stworzymy im kochający dom - Ucałował mnie w czubek głowy
- Podjęłam decyzję koniec z patrolówka. Odejdę z policji jeśli Jaskowska nie znajdzie mi nic na komendzie. Nie chcę żeby każdego dnia żyli z świadomością, że mogą stracić i nas
- Kochasz pracę w policji
- Ale was bardziej. Nie proszę Cię o to samo
- zostanę dyżurnym Jacek mnie podszkoli - Zaśmiał się
-Kocham Cię - złożyłam ma jego ustach pocałunek - Przy 3 dzieci może być ciężko. Wiesz o tym? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Trójce? - dopytał z niedowierzaniem
- Już nie długo tak - Uśmiechnęłam się, bałam się jego reakcji. W zasadzie nie obiecywaliśmy sobie nic, wydarzenia ostatnich dni spadły na nas jak grom z jasnego nieba.
***
Siedziałam przed domem, od tych feralnych wydarzeń minęły już 2 Nasze życie powoli się ustabilizowało, Tosiek zaakceptował zaistniałą sytuacje, Gaja zrozumiała już całą sytuacje, wie co się stało, już prawie dwa lata pracuje na recepcji przejęłam wszystkie obowiązki Emilki, zdarza się że jeszcze znajduję jakieś jej rzeczy i wszystkie wspomnienia wracają i ciężko mi wrócić do pracy. Mikołaj pracuje jako dyżurny razem z Jacusiem, widziałam jak ciężko jest mu się przyzwyczaić, ale z czasem polubił i to.
- Ciociu ciociu zobacz ! - Krzyczała Gaja - Lenka już biega - Śmiała się biegnąc za rączkę z siostrą
- Pięknie - Wstałam i poszłam w ich kierunku, mała Lenka od razu wbiegła w moje ramiona. Dziewczynki były nierozłączne, a Tosiek bardzo o nie dbał jako starszy brat pilnował je i bronił.
- Ta ta - Wydukała mała jak tylko zobaczyła podjeżdżający samochód
- Cześć Kochanie - Pocałował mnie na przywitanie, a zaraz potem ucałował dzieci. Lenka i Gaja od razu znalazły się na jego rękach przytulając go mocno.
piątek, 2 listopada 2018
08.06 Wszystko dobrze
Hejka
Przychodzę do was z nowym opowiadankiem :) Liczę na to, że wam się spodoba i zostawicie coś po sobie. Jak tam się podobają streszczenia co do przed ostatniego tygodnia ? Karolina i Borys ? Rachwał atakuje Białacha.
Moda na sukces pełną para ;/ No nic może ten atak będzie fajny i zacznie się coś dziać
Miłego czytania ! ;*
Do mieszkania Karoliny dostaliśmy się najszybciej jak to było możliwe, nie mam pojęcia dla czego napisała, żebym przyjechał. Modliłem się w duchu, że to nic takiego i zaraz będę mógł zabrać ją do siebie i pilnować, aby była bezpieczna.
Przychodzę do was z nowym opowiadankiem :) Liczę na to, że wam się spodoba i zostawicie coś po sobie. Jak tam się podobają streszczenia co do przed ostatniego tygodnia ? Karolina i Borys ? Rachwał atakuje Białacha.
Moda na sukces pełną para ;/ No nic może ten atak będzie fajny i zacznie się coś dziać
Miłego czytania ! ;*
Do mieszkania Karoliny dostaliśmy się najszybciej jak to było możliwe, nie mam pojęcia dla czego napisała, żebym przyjechał. Modliłem się w duchu, że to nic takiego i zaraz będę mógł zabrać ją do siebie i pilnować, aby była bezpieczna.
- Czekaj tu - Chwyciłem krótkofalówkę ze schowka - Dam, znać jak coś będzie nie tak - Chwyciłem za klamkę radiowozu
- Idę z Tobą - Odpowiedział niemal od razu
- Siedzisz tu i czekasz - Nie czekając na jego odpowiedź opuściłem auto i udałem się na górę do mieszkania Rachwał. Już na schodach wiedziałem, że coś jest nie tak drzwi do mieszkania były uchylone. Popchnąłem jej delikatnie - Karolina ?! - Zapytałem, ale odpowiedziała mi głucha cisza, wyciągnąłem broń i wszedłem do środka, już od progu panował bałagan, do okoła leżały porozwalane rzeczy: szafka torebka, bluza kurtka buty - Cholera ! Karolina - Chodziłem szukając jej po mieszkaniu, miałem już iść na górę kiedy na schodach ujrzałem kartkę. "SUPRISE"
- Kurwa ! - Przekląłem pod nosem, odwracając kartkę na drugą stronę - " Spóźniłeś się. Tik tak, tik tak" - Kurwa Krzysiek chodź tu szybko - Rzuciłem krótko do krótkofalówki i wróciłem do przeszukiwania mieszkania. Chodziłem jak głupi nie wiedząc czego tak naprawdę szukam, po chwili Krzysiek był już ze mną w mieszkaniu, bez słowa podałem mu kartkę, którą przed chwilą znalazłem
- Jacuś jesteś tam ?
- Wszystko gra ?
- Przyślij, techników ten sukinsyn porwał Karolinę
- Kurwa ! Zaraz wysyłam bez odbioru - Krzysiek skontaktował się z Jackiem ja w tym czasie przekopałem chyba cały dom
- Kurwa ! Nie mamy nic co może nam pomóc - Usiadłem zrezygnowany
- Spokojnie znajdziemy ją - Krzysiek starał się mnie pocieszyć. Byłem zły na niego cały czas, ale cieszyłem się, że jest tu ze mną
- Jak spokojnie, jak kurwa spokojnie. Jak nawet nie wiemy gdzie jej szukać. - Wybuchłem, tak bardzo chciałem ją znależść najszybciej jak to możliwe
- Może powinniśmy porozmawiać z jej rodzicami oni w końcu znają go lepiej niż my, jego rodzice nie żyją więc -Zaproponował Zapała
- Super pojadę do jej mamy i powiem Dzień dobry wie Pani może gdzie szukać Kamila po porwał Karolinę, no bo ten musimy ją szybko znależść bo Kamil to seryjny morderca i szuka go cała Nowojorska policja, nie no pomysł super. To od razu karetkę można wzywać - Odparłem sarkastycznie
- Fakt, że jest seryjnym możesz przemilczeć. I nie pieprz głupot tylko weź się w garść bo tak to nie znajdziemy jej nigdy , zaraz wezwę techników do Ciebie może w jego rzeczach coś znajdą - Krzysiek myślał trzeźwo, o sobie nie mogę tego powiedzieć strach o nią uniemożliwiał mi jakiekolwiek sensowne myślenie
- Powiedz Jackowi, żeby wysłał do mnie techników, a my wracamy na komendę jak nic nie znajdą jedziemy do jej rodziców
- Fakt, że jest seryjnym możesz przemilczeć. I nie pieprz głupot tylko weź się w garść bo tak to nie znajdziemy jej nigdy , zaraz wezwę techników do Ciebie może w jego rzeczach coś znajdą - Krzysiek myślał trzeźwo, o sobie nie mogę tego powiedzieć strach o nią uniemożliwiał mi jakiekolwiek sensowne myślenie
- Powiedz Jackowi, żeby wysłał do mnie techników, a my wracamy na komendę jak nic nie znajdą jedziemy do jej rodziców
- Chodź jedziemy - Razem z Zapałą pojechaliśmy na komendę, szukać jakiś informacji na temat Kamila i tego gdzie można go znaleźć. Bałem się cholernie się bałem, że może coś jej zrobić, że już nigdy nie zobaczę. Jacek z Krzyskiem oglądali monitoring szukając jakiegoś punktu zaczepienia, numerów rejestracyjnych, czego kolwiek. Ja natomiast przeszukiwałem bazę danych jakieś połączenia pomiędzy Serockim, a czymkolwiek innym.
- Jest ! Mam ! Znalazłem !!! - Krzyknąłem wpadając do pokoju Jacka, oni poderwali się co najmniej jak by ducha zobaczyli
- Co masz ? - Jacek zastopował monitoring
- Serocki miał dziadka całe swoje pracował w magazynach za miastem, które swoją drogą należały do jego ojca. Z tego co znalazłem magazyny są opuszczone od jakiś 10 lat i ten cały Kamil jest ich właścicielem od śmierci ojca.
- Dobra bierzcie AT, Kamińskiego i jedzcie ja tych co mają przyjechać biorę na siebie - Nie musiał powtarzać dwa razy nie minęło 10 sekund w byłem gotowy. Jechaliśmy na bombach, liczyła się dla mnie każda sekunda minuta, dosłownie wszystko. Bałem się cholernie się bałem ten cały Kamil jest nieobliczalny
- Tylko bez numerów jasne - Skierował się w moją stronę Zapała
- Powiedzmy, że przemyśle - Odparłem obojętnie wyjmując broń
- Widzę go na godzinie 2 jest z nim dziewczyna - Usłyszeliśmy w radiu snajpera. Momentalnie zrobiło się zamieszanie i zaczęliśmy się przygotowywać do odbicia Karoliny
- Czego chcesz ! - Usłyszałem nagle krzyk Karoliny
- Jak to czego Ciebie kotku będziemy już zawsze razem - Zaśmiał się Serocki
- Chyba w Twoich snach
- Nikt nas już nie rozdzieli rozumiesz ?!- krzyczał jak opętany.
- Zostaw mnie - widziałem jak Karolina się szarpie. Wtedy puściły mi nerwy. Dobrze, że Krzysiek mnie zatrzymał, bo bym tam poszedł i go sprał do nieprzytomności.
- Co ty odpierdalasz ?!- skartował mnie wzrokiem Zapała.
- Przecież widzisz co się dzieje - mruknąłem wściekły.
- Wchodzimy - usłyszeliśmy przez radio. Zaczęła się akcja musieliśmy być ostrożni, bo niewiadomo co temu Kamilowi może do tego pustego łba strzelić.
- Ty tutaj zostajesz - odparł Krzysiek.
- Słucham ?!- jak ja mam zostać na miejscu jak chodzi o życie mojej partnerki.
- Zostajesz tutaj bez dyskusji - powiedział ostro.
- Porządzić to ty sobie możesz swoimi majtkami - mało brakowało, a bym go uderzył. Obrażony zostałem na miejscu. Ledwo tam stałem, byłem kłębkiem nerwów. Nie, ja nie mogę tak tutaj stać bezczynnie. Postanowiłem wejść na własną rękę.
- Karolina !- wykrzyczałem kiedy ją zobaczyłem, aż miło było popatrzeć jak Serocki leży skuty na ziemi. Miałem ochotę podejść i go walnąć, ale opanowałem się, bo najważniejsze było, że Karolina jest już bezpieczna.
***
- Proszę - Mikołaj postawił przede mną kawę, to wszystko trwało dość krótko ale czułam się jak by to była wieczność
- Dzięki - Wzięłam od niego kubek i od razu upiłam łyka
- Powiesz jak to wszystko się stało, jak się tam znalazłaś ? - Zapytał mnie Jacek, z tego co mówili za jakieś 3 godziny mają przylecieć z NY.
- Przyjechał jakieś 15 minut potem jak Mikołaj wyszedł ode mnie, od razu zrobiłam mu awanturę, zdziwiłam się bo od razu przyznał się do tego, ale potem kiedy się odwróciłam to nie pamiętam już nic. Ocknęłam się chwile przed tym jak się pojawiliście
- Dobrze, że nic Ci nie jest - Mikołaj położył mi rękę na ramieniu, położyłam na niej swoją
- A jak wiedzieliście gdzie mnie szukać ? Z kąd wiedzieliście, że jest seryjnym ?
- Jacuś się podtarł i pogrzebał, jak wezwał mnie na komendę powiedział mi własnie to, że jest seryjnym i go szukają, potem poszło już szybciej
- Fabrykę znalazł już Mikołaj - Dodał Jacek - Liczyliśmy na to, ze może działać trochę nie logicznie w końcu odkryłaś jego kłamstwo, a w polsce nie ma nikogo
- Wielkie dzięki chłopaki - Posłałam im ciepły uśmiech. Nagle drzwi do pokoju się otwarły
- Good morning. My names James Bond - Zapała niemal nie wybuchnął śmiechem - We are looking Jacek Nowak - Dodał po chwili. Jacuś bez słowa wyszedł za nim, już wiedziałam że to będzie zły dzień najpierw Panowie i Jaskowska dostaną opierdziel, a potem będą mnie przesłuchiwać. Zmęczona oparłam się o Mikołaja i zamknęłam oczy chciałam chociaż na chwilę odpocząć od tego wszystkiego.
- Jest ! Mam ! Znalazłem !!! - Krzyknąłem wpadając do pokoju Jacka, oni poderwali się co najmniej jak by ducha zobaczyli
- Co masz ? - Jacek zastopował monitoring
- Serocki miał dziadka całe swoje pracował w magazynach za miastem, które swoją drogą należały do jego ojca. Z tego co znalazłem magazyny są opuszczone od jakiś 10 lat i ten cały Kamil jest ich właścicielem od śmierci ojca.
- Dobra bierzcie AT, Kamińskiego i jedzcie ja tych co mają przyjechać biorę na siebie - Nie musiał powtarzać dwa razy nie minęło 10 sekund w byłem gotowy. Jechaliśmy na bombach, liczyła się dla mnie każda sekunda minuta, dosłownie wszystko. Bałem się cholernie się bałem ten cały Kamil jest nieobliczalny
- Tylko bez numerów jasne - Skierował się w moją stronę Zapała
- Powiedzmy, że przemyśle - Odparłem obojętnie wyjmując broń
- Widzę go na godzinie 2 jest z nim dziewczyna - Usłyszeliśmy w radiu snajpera. Momentalnie zrobiło się zamieszanie i zaczęliśmy się przygotowywać do odbicia Karoliny
- Czego chcesz ! - Usłyszałem nagle krzyk Karoliny
- Jak to czego Ciebie kotku będziemy już zawsze razem - Zaśmiał się Serocki
- Chyba w Twoich snach
- Nikt nas już nie rozdzieli rozumiesz ?!- krzyczał jak opętany.
- Zostaw mnie - widziałem jak Karolina się szarpie. Wtedy puściły mi nerwy. Dobrze, że Krzysiek mnie zatrzymał, bo bym tam poszedł i go sprał do nieprzytomności.
- Co ty odpierdalasz ?!- skartował mnie wzrokiem Zapała.
- Przecież widzisz co się dzieje - mruknąłem wściekły.
- Wchodzimy - usłyszeliśmy przez radio. Zaczęła się akcja musieliśmy być ostrożni, bo niewiadomo co temu Kamilowi może do tego pustego łba strzelić.
- Ty tutaj zostajesz - odparł Krzysiek.
- Słucham ?!- jak ja mam zostać na miejscu jak chodzi o życie mojej partnerki.
- Zostajesz tutaj bez dyskusji - powiedział ostro.
- Porządzić to ty sobie możesz swoimi majtkami - mało brakowało, a bym go uderzył. Obrażony zostałem na miejscu. Ledwo tam stałem, byłem kłębkiem nerwów. Nie, ja nie mogę tak tutaj stać bezczynnie. Postanowiłem wejść na własną rękę.
- Karolina !- wykrzyczałem kiedy ją zobaczyłem, aż miło było popatrzeć jak Serocki leży skuty na ziemi. Miałem ochotę podejść i go walnąć, ale opanowałem się, bo najważniejsze było, że Karolina jest już bezpieczna.
***
- Proszę - Mikołaj postawił przede mną kawę, to wszystko trwało dość krótko ale czułam się jak by to była wieczność
- Dzięki - Wzięłam od niego kubek i od razu upiłam łyka
- Powiesz jak to wszystko się stało, jak się tam znalazłaś ? - Zapytał mnie Jacek, z tego co mówili za jakieś 3 godziny mają przylecieć z NY.
- Przyjechał jakieś 15 minut potem jak Mikołaj wyszedł ode mnie, od razu zrobiłam mu awanturę, zdziwiłam się bo od razu przyznał się do tego, ale potem kiedy się odwróciłam to nie pamiętam już nic. Ocknęłam się chwile przed tym jak się pojawiliście
- Dobrze, że nic Ci nie jest - Mikołaj położył mi rękę na ramieniu, położyłam na niej swoją
- A jak wiedzieliście gdzie mnie szukać ? Z kąd wiedzieliście, że jest seryjnym ?
- Jacuś się podtarł i pogrzebał, jak wezwał mnie na komendę powiedział mi własnie to, że jest seryjnym i go szukają, potem poszło już szybciej
- Fabrykę znalazł już Mikołaj - Dodał Jacek - Liczyliśmy na to, ze może działać trochę nie logicznie w końcu odkryłaś jego kłamstwo, a w polsce nie ma nikogo
- Wielkie dzięki chłopaki - Posłałam im ciepły uśmiech. Nagle drzwi do pokoju się otwarły
- Good morning. My names James Bond - Zapała niemal nie wybuchnął śmiechem - We are looking Jacek Nowak - Dodał po chwili. Jacuś bez słowa wyszedł za nim, już wiedziałam że to będzie zły dzień najpierw Panowie i Jaskowska dostaną opierdziel, a potem będą mnie przesłuchiwać. Zmęczona oparłam się o Mikołaja i zamknęłam oczy chciałam chociaż na chwilę odpocząć od tego wszystkiego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)