Muzyka
Zapraszamy !!
Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/
niedziela, 19 maja 2019
Informacja
Kochani z przykrością informuję, iż jestem zmuszona zawiesić bloga. Od śmierci Karoliny liczba wyświetleń spadła drastycznie, już nie mówiąc o komentowaniu, co przyczynia się też do kiepskiej weny. Więc póki co blog zostaje zawieszony, jeżeli chcecie dalej czytać moją twórczość zapraszam na opowiadania o Asi i Szymku
sobota, 11 maja 2019
10.08 Wyzwanie
- Zajmiesz sie Julcią ? - Spojrzała na mnie błagalnie - Jutro zaczynam od 6, a w piątek mam uczelnie od 15 i tak cały weekend od rana do wieczora. Nie mam kogo prosić, a w poniedziałek mam jeszcze początek szkolenia - Mówiła jak najęta
- Już spokojnie, zawiozę ją jutro do przedszkola, a do reszty muszę pogadać z Jaskowską, weekend mam wolny, ale reszta
- Spokojnie córuś jutro mogę ją odebrać i się zając Julcią, aż skończysz, w piątek też a potem pomyślimy - Propozycja mamy zdziwiła mnie i to bardzo, ale byłam jej wdzięczna
- To nie problem ? - Spytałyśmy niemal równocześnie z Dominiką
- No co wy opieka nad taką księżniczką to żadem problem
- Drogie Panie proponuje już wracać do domu, a jutro zdzwonicie się co i jak - Wiktor podszedł do nas - Odwiozę Twoją mamę do domu - Zwrócił się w moją stronę, a ja kiwnęłam głową
- O a my zawieziemy was na komęde, tam jest auto Mikołaja to się przesiądziecie - Zaproponował Wojtek.
Razem z Wojtkiem i Zuzą pojechaliśmy na komęde, przesiedliśmy się w samochód Mikołaja i pojechaliśmy do mnie., razem z Dominiką uznaliśmy, że najlepiej będzie jak przeprowadzę się na ranczo do Mikołaja, wymagało to mniej zamieszania niż przeprowadzanie Julki do mnie. Kiedy byliśmy u mnie pod blokiem myślałam, że nie dowidzę tego co tam ujrzałam nie spodziewałam się chyba nigdy.
- Poczekaj ! - Usłyszałam za plecami, momentalnie z Dominiką się zatrzymaliśmy, Julcia była u mnie na rękach mocno przytulona do mnie - Cześć - Rzucił w moją stronę, patrząc na mała i Dominikę
- Co Ty tu robisz ? - Zapytałam zdziwiona, jak bym co najmniej ducha zobaczyła
- Tęskniłem za Tobą
- Ty chyba sobie jaja robisz ! Tęskniłeś ? ! - Myślałam, że się przesłyszałam
- To ja może poczekam na górze - Dominika chciała się zmyć - My pójdziemy - Chciała wsiąść Julkę na ręce, ale ona przytuliła mnie jeszcze mocniej
- Masz klucze my zaraz przyjdziemy - Dominika szybko się zmyła, poczekałam jak wejdzie do klatki i zaczęłam
- Najpierw zostawiasz mnie przed ślubem bo kogoś poznałeś, a teraz co przypomniało Ci się o mnie nagle, tamta Cię zostawiła ? - Byłam wściekła na niego, pewnie gdyby nie Julcia na rękach krzyczała bym o niebo głośniej
- Czy to ... - Wskazał na Julkę, nawet nie wiedział jak ubrać słowa
- To nie Twoja sprawa, masz coś konkretnego. Bo ja nie mam czasu na jakieś pierdoł i tak już za dużo czasu straciłam będą z Tobą - Chciałam już odejść, ale on mnie zatrzymał
- To był błąd, daj mi jeszcze jedną szansę. Porozmawiaj ze mną, czy to Twoje dziecko ?
- To nie Twoja sprawa, a teraz zejdź mi z drogi bo mała jest zmęczona - Nie czekając na jego choć by jedno słowo ruszyłam w kierunku klatki, nie odwróciłam się nawet na chwilę. Kamil był kiedyś dla mnie kimś wyjątkowym, kimś najważniejszym ale sam wszytsko spieprzył. Zostawił mnie jak bym nasze życie było jakimś pieprzonym pociągiem, z którego sobie wysiadł o tak po prostu na jednej ze stacji, potraktował mnie jak zwykły przystanek w swoim życiu, on dla innej puścił mnie kantem, tyle osób podnosiło mnie na duchu, mówiło że mam nie płakać, że nie jest mnie wart, że on nie wróci, że byłam dla niego tylko zabawką, krótką chwilą, oddałam mu swoje serce na dłoni, ale on juz nie wróci. W szafie dalej wisi moja sukienka, czekałam tak długo, płakałam to Bartek powtarzał, że nie warto, że nie mogę płakać bo on nie był mnie wart, że muszę zamknąć drzwi do przeszłości. Zaufałam mu w końcu był moim przyjacielem, był dla mnie jak brat więc dbał o mnie jak nikt inny. Teraz byłam silna, niezależna i on nie zniszczy tego co wypracowałam przez tak długi czas. Weszłam na górę Dominika już na mnie czekała nie pytając o nic pomogła mi się spakować, po drodze na ranczo odwiozłam ją do domu, a sama pojechałam z mała do jej domu trochę obawiałam się tego jak poradzę sobie z tak małym dzieckiem, ale musiałam uwierzyć w siebie
piątek, 3 maja 2019
10.08 Obietnica
Hejka
Jak wam mija makóweczka ? Właściwie jej koniec, spędzacie w domu czy gdzieś poza ? Ja niestety w domu, no ale cóż ;)
Nie będę was zanudzać i po prostu zapraszam na nowe opko
Miłego czytania !
Karetka na sygnale, krzyk płacz, jakieś głosy, panika, hałas i szum do okoła, to wszystko pamiętam jak przez mgłę, to wszystko działo się tak wolno, jak by ktoś włączył z powolnienie w odtwarzaczu. Byłam na siebie zła wściekła, to wszystko to moja wina. To przeze mnie Mikołaj został postrzelony, obwiniałam się o to tak samo jak o śmierć ojca. W końcu to ja byłam jego celem nie oni. Ten koszmar sprzed lat powrócił, z tym że on już nie wróci. Jak by ktoś od nowa puścił ten sam film ja on i ktoś kto ratuje mi życie.
Po raz pierwszy kogoś zabiłam, czułam się z tym źle, ale w głębi duszy cieszyłam się, że już nigdy go nie zobaczę i nie skrzywdzi tych których kocham, że w końcu będę wolna uwolnię się od tego co mnie przeraża i śni po nocach.
Razem z Zuzą Wojtkiem i Wiktorem pojechaliśmy za karetką, nie pozwolili mi jechać z nim, ta lekarka z karetki była nieugięta, nie docierały do niej moje prośby. Szpitalny korytarz przemierzyłam już chyba z milion razy jak nie więcej, czekałam na jakie kolwiek informację, , modląc się w duchu, że zaraz wyjdzie lekarz i powie, że wszystko dobrze.
- Będzie dobrze - Wiktor podszedł do mnie i bez słowa mnie przytulił, to on po śmierci taty razem Bartkiem byli dla mnie i mamy ogromnym wsparciem. Bałam się cholernie o Białacha modliłam się żeby wszystko zakończyło się dobrze i jak najszybciej zapomnieli o tym co się stało.
- Państwo są rodziną Pana Mikołaja ? - Nagle na korytarzu pojawił się lekarz miał może z 30 pare lat, miałam nadzieję że mimo młodego wieku jest dobrym specjalistą.
- Tak, tak - Wiktor odezwał się pierwszy - To jest jego dziewczyna - Wskazał na mnie - A ja jestem jej chrzestnym, chrześniak i jego żona - Wskazał na resztę, po czym podał mu dłoń.
- W takim razie nie będę zapraszać nikogo do gabinetu porozmawiamy tutaj. - Trzeba przyznać, że Wiktor miał dobry pomysł, z tą wielką rodzinką.- Nie ma pani nic przeciwko ? - To pytanie było skierowane do mnie
- Co z Mikołajem ? - Zapytałam nie odpowiadając na jego pytanie
- Stan Pana Mikołaja jest stabilny stracił dość sporo krwi, kula przeleciała nie fortunie bo ominęła kamizelkę, przetoczyliśmy mu krew, usunęliśmy kule. Więc teraz może być już tylko lepiej.
- Kiedy się obudzi ? Mogę do niego wejść ? - Ogromny ciężar zszedł mi z serca, mimo tego w głębi duszy cały czas się o niego bałam.
- Kiedy się obudzi, jeszcze nie wiemy zależy jak szybko jego organizm się zregeneruje. Pielęgniarka wyjdzie i będzie Pani mogła wejść, ale nie na długo Pani chłopak musi odpoczywać, a Pani chyba też przyda się odpoczynek. Teraz przepraszam, ale muszę już iść - Uśmiechnął się do mnie i poklepał po ramieniu
- Widzisz wszystko się ułoży - Zuzka mocno mnie przytuliła. Cieszyłam się, że są tu ze mną i mnie wpierają, mimo wszystko nie chciałam okazywać słabości, to nie było w moim stylu. Silna, niezależna pewna siebie, łzy były moją słabością.
- Karolinko ! - Usłyszeliśmy nagle wołanie, zanim się zorientowaliśmy moją mama była tuż obok nas - Tak się o Ciebie martwiłam, wszystko dobrze ? Nic Ci nie zrobił ?
- Nic nie jest dobrze Tomasz postrzelił Mikołaja, właściwie strzelał do mnie, ale Mikołaj mnie zasłonił - Mój głos się załamał, mama bez słowa mnie przytuliła, nie musiała dopytywać doskonale wiedziała co przeżywam w końcu to samo stało się 18 lat temu, nie minęła minuta, a pielęgniarka wyszła z jego sali - Idę do niego - Szybko się od niej oderwałam i weszłam do sali.
Białach leżał nieprzytomny podłączony do tej całej aparatury, wyglądał tak bezbronnie,momentalnie łzy napłynęły mi do oczu, przy nim nie umiałam być silna. Nie wiem czemu, przy nim nie potrafiłam być, aż tak silna.
- Tak bardzo Cię przepraszam, to wszystko moja wina - Złapałam go za dłoń - Postaram się już więcej nie pakować w kłopoty - Dodałam po chwili. Jak Mikołaj z tego wyjdzie to obiecuje sobie, ze już nigdy nie będę pakować się w kłopoty i narażać innych na niebezpieczeństwo. - Mikołaj obiecuje tylko proszę obudź się - Po moim policzku płynęły łzy - Rozumiesz jak mnie słyszysz, masz natychmiast się obudzić i do nas wracać !
- Przepraszam, ale musi już Pani wyjść - Pielęgniarka zaczęła mnie wyganiać
- Jeszcze chwila bardzo Panią proszę - Spojrzałam na nią chyba dostrzegła moje łzy bo uśmiechnęła się lekko.
- 5 minut i ani chwili dużej, musimy jeszcze zając się Panem Mikołajem, to dla jego dobra - Po jakiś 5 minutach wyszłam z sali, reszta czekała na mnie cały czas. Od razu zasypali mnie pytaniami co z Mikołajem
- Chodźmy już zawieziemy Cię do domu - Zaproponował Wojtek, czułam się zmęczona jak nigdy przedtem, ale nie chciałam go opuszczać.
- Karolina ! - Usłyszeliśmy nagle znajomy głos., spojrzeliśmy w stronę skąd dobiegał znajomy głos korytarzem w naszą stronę biegła Dominika z Juleczka. - Co z tatą - Zapytała jak tylko pojawiła się koło nas, Jula niemal od razu wskoczyła mi na ręce i przytuliła. Nie wiedziałam jak jej powiedzieć to co się stało bałam się ze zacznie mnie o wszystko obwiniać.
- Spokojnie - Całe szczęście Zuza wyręczyła mnie w tym - Twój tata został postrzelony, przeszedł operację, ale jest dobrze. Na razie jest w śpiączce, żeby doszedł do siebie według lekarzy jego stan jest dobry
- Matko, a tak się bałam - Dominika odetknęła z ulgą - Ja wiem, że to nie jest miejsce i czas, ale mogę mieć do Ciebie prośbę ? - Spojrzała w moją stronę
- Jasne, pomogę Ci we wszystkim
Jak wam mija makóweczka ? Właściwie jej koniec, spędzacie w domu czy gdzieś poza ? Ja niestety w domu, no ale cóż ;)
Nie będę was zanudzać i po prostu zapraszam na nowe opko
Miłego czytania !
Karetka na sygnale, krzyk płacz, jakieś głosy, panika, hałas i szum do okoła, to wszystko pamiętam jak przez mgłę, to wszystko działo się tak wolno, jak by ktoś włączył z powolnienie w odtwarzaczu. Byłam na siebie zła wściekła, to wszystko to moja wina. To przeze mnie Mikołaj został postrzelony, obwiniałam się o to tak samo jak o śmierć ojca. W końcu to ja byłam jego celem nie oni. Ten koszmar sprzed lat powrócił, z tym że on już nie wróci. Jak by ktoś od nowa puścił ten sam film ja on i ktoś kto ratuje mi życie.
Po raz pierwszy kogoś zabiłam, czułam się z tym źle, ale w głębi duszy cieszyłam się, że już nigdy go nie zobaczę i nie skrzywdzi tych których kocham, że w końcu będę wolna uwolnię się od tego co mnie przeraża i śni po nocach.
Razem z Zuzą Wojtkiem i Wiktorem pojechaliśmy za karetką, nie pozwolili mi jechać z nim, ta lekarka z karetki była nieugięta, nie docierały do niej moje prośby. Szpitalny korytarz przemierzyłam już chyba z milion razy jak nie więcej, czekałam na jakie kolwiek informację, , modląc się w duchu, że zaraz wyjdzie lekarz i powie, że wszystko dobrze.
- Będzie dobrze - Wiktor podszedł do mnie i bez słowa mnie przytulił, to on po śmierci taty razem Bartkiem byli dla mnie i mamy ogromnym wsparciem. Bałam się cholernie o Białacha modliłam się żeby wszystko zakończyło się dobrze i jak najszybciej zapomnieli o tym co się stało.
- Państwo są rodziną Pana Mikołaja ? - Nagle na korytarzu pojawił się lekarz miał może z 30 pare lat, miałam nadzieję że mimo młodego wieku jest dobrym specjalistą.
- Tak, tak - Wiktor odezwał się pierwszy - To jest jego dziewczyna - Wskazał na mnie - A ja jestem jej chrzestnym, chrześniak i jego żona - Wskazał na resztę, po czym podał mu dłoń.
- W takim razie nie będę zapraszać nikogo do gabinetu porozmawiamy tutaj. - Trzeba przyznać, że Wiktor miał dobry pomysł, z tą wielką rodzinką.- Nie ma pani nic przeciwko ? - To pytanie było skierowane do mnie
- Co z Mikołajem ? - Zapytałam nie odpowiadając na jego pytanie
- Stan Pana Mikołaja jest stabilny stracił dość sporo krwi, kula przeleciała nie fortunie bo ominęła kamizelkę, przetoczyliśmy mu krew, usunęliśmy kule. Więc teraz może być już tylko lepiej.
- Kiedy się obudzi ? Mogę do niego wejść ? - Ogromny ciężar zszedł mi z serca, mimo tego w głębi duszy cały czas się o niego bałam.
- Kiedy się obudzi, jeszcze nie wiemy zależy jak szybko jego organizm się zregeneruje. Pielęgniarka wyjdzie i będzie Pani mogła wejść, ale nie na długo Pani chłopak musi odpoczywać, a Pani chyba też przyda się odpoczynek. Teraz przepraszam, ale muszę już iść - Uśmiechnął się do mnie i poklepał po ramieniu
- Widzisz wszystko się ułoży - Zuzka mocno mnie przytuliła. Cieszyłam się, że są tu ze mną i mnie wpierają, mimo wszystko nie chciałam okazywać słabości, to nie było w moim stylu. Silna, niezależna pewna siebie, łzy były moją słabością.
- Karolinko ! - Usłyszeliśmy nagle wołanie, zanim się zorientowaliśmy moją mama była tuż obok nas - Tak się o Ciebie martwiłam, wszystko dobrze ? Nic Ci nie zrobił ?
- Nic nie jest dobrze Tomasz postrzelił Mikołaja, właściwie strzelał do mnie, ale Mikołaj mnie zasłonił - Mój głos się załamał, mama bez słowa mnie przytuliła, nie musiała dopytywać doskonale wiedziała co przeżywam w końcu to samo stało się 18 lat temu, nie minęła minuta, a pielęgniarka wyszła z jego sali - Idę do niego - Szybko się od niej oderwałam i weszłam do sali.
Białach leżał nieprzytomny podłączony do tej całej aparatury, wyglądał tak bezbronnie,momentalnie łzy napłynęły mi do oczu, przy nim nie umiałam być silna. Nie wiem czemu, przy nim nie potrafiłam być, aż tak silna.
- Tak bardzo Cię przepraszam, to wszystko moja wina - Złapałam go za dłoń - Postaram się już więcej nie pakować w kłopoty - Dodałam po chwili. Jak Mikołaj z tego wyjdzie to obiecuje sobie, ze już nigdy nie będę pakować się w kłopoty i narażać innych na niebezpieczeństwo. - Mikołaj obiecuje tylko proszę obudź się - Po moim policzku płynęły łzy - Rozumiesz jak mnie słyszysz, masz natychmiast się obudzić i do nas wracać !
- Przepraszam, ale musi już Pani wyjść - Pielęgniarka zaczęła mnie wyganiać
- Jeszcze chwila bardzo Panią proszę - Spojrzałam na nią chyba dostrzegła moje łzy bo uśmiechnęła się lekko.
- 5 minut i ani chwili dużej, musimy jeszcze zając się Panem Mikołajem, to dla jego dobra - Po jakiś 5 minutach wyszłam z sali, reszta czekała na mnie cały czas. Od razu zasypali mnie pytaniami co z Mikołajem
- Chodźmy już zawieziemy Cię do domu - Zaproponował Wojtek, czułam się zmęczona jak nigdy przedtem, ale nie chciałam go opuszczać.
- Karolina ! - Usłyszeliśmy nagle znajomy głos., spojrzeliśmy w stronę skąd dobiegał znajomy głos korytarzem w naszą stronę biegła Dominika z Juleczka. - Co z tatą - Zapytała jak tylko pojawiła się koło nas, Jula niemal od razu wskoczyła mi na ręce i przytuliła. Nie wiedziałam jak jej powiedzieć to co się stało bałam się ze zacznie mnie o wszystko obwiniać.
- Spokojnie - Całe szczęście Zuza wyręczyła mnie w tym - Twój tata został postrzelony, przeszedł operację, ale jest dobrze. Na razie jest w śpiączce, żeby doszedł do siebie według lekarzy jego stan jest dobry
- Matko, a tak się bałam - Dominika odetknęła z ulgą - Ja wiem, że to nie jest miejsce i czas, ale mogę mieć do Ciebie prośbę ? - Spojrzała w moją stronę
- Jasne, pomogę Ci we wszystkim
*************************************
No to teraz zobaczymy kto zgadnie :D
Kim jest Jula ?
Jaką prośbę ma Dominika ?
Jaką prośbę ma Dominika ?
poniedziałek, 29 kwietnia 2019
10.07 Kochałam go
Witam,
Kochani przychodzę do was z opkiem nr. 7 z 10 serii, może jest ciut krótkie ale lubie zakończenia jak z polsatu :) Mam nadzieję, że się wam spodoba i zostawicie coś po sobie jakiś ślad.
- Może powinniśmy wezwać AT ? - zaproponowała Zuza kiedy byliśmy w drodze
Kochani przychodzę do was z opkiem nr. 7 z 10 serii, może jest ciut krótkie ale lubie zakończenia jak z polsatu :) Mam nadzieję, że się wam spodoba i zostawicie coś po sobie jakiś ślad.
- Może powinniśmy wezwać AT ? - zaproponowała Zuza kiedy byliśmy w drodze
- Nie to, że się wtrącam ale Tomek jest nie obliczalny, boje się że jak zorientuje się, że AT są gdzieś obok może być gorzej, poza tym z tego co pamiętam nie mam tam jak się ukryć
- Wyjątkowo zgodzę się z Wiktorem, jeżeli nie ma miejsca na to, żeby At się gdzieś ukryli możemy pogorszyć sprawę - Życie i zdrowie Karoliny było dla mnie najważniejsze, chciałem zapewnić jej bezpieczeństwo na najwyższym poziomie
- Zgodzę się z nimi - Wojtek stanął po naszej stronie, Zuzie nie spodobało się to do końca, ale już nie skomentowała naszej decyzji
- Zobaczysz znajdziemy ją - Dodał Wojtek kiedy moje zdenerwowanie przybierało na sile - Daleko jeszcze ?
- Tutaj zaraz będzie taka drużka w prawo, i jakieś 300 metrów i będzie taka stara chatka
- Przejedźmy kawałek i zostawmy może radiowóz. Jak zobaczy radiowóz może się wściec, lepiej nie ryzykować- zadecydowała Zuzka, zaparkowaliśmy jakieś 50 metrów od domu w małych krzakach., baliśmy się że Tomasz może zobaczyć radiowóz. Przeszukaliśmy dom, rzeczywiście znaleźliśmy tu ślady jego obecności. Niestety nigdzie nie było dowodów na to, że Karolina była tutaj z nim.
- Cholera - Podsumowałem, kiedy wychodziliśmy z chaty - Macie jakieś pomysł ?
- Rozdzielmy się, w ten sposób szybciej go znajdziemy - Zaproponował Wojtek, i już po chwili ruszyliśmy w dwie strony ja z Wojtkiem i Zuza z Wiktorem.
*
Przeszukiwaliśmy cały las, ale po Karolinie ani Tomku nie było śladu.Martwiłem się coraz bardziej Tomasz był nieobliczalny i można było się po nim spodziewać wszystkiego co najgorsze. Od Zuzy i Wiktora nie było informacji.
- Nie znajdziemy ich tu - Powiedziałem zrezygnowany po kilku minutach szukania.
- Spokojnie, jej telefon się tu logował. Czyli musi gdzieś tu być - Wojtek starał się mnie pocieszyć jak tylko umiał - Stary tylko w razie czego nic nie rób na swoją rękę, wiesz o co mi chodzi - Doskonale wiedziałem o co mu chodzi, tylko czy byłem w stanie mu to obiecać
- Mogę obiecać, że się postaram
- To już coś. - Nagle Wojtek poczuł wibracje telefonu - To Zuza - Rzucił szybko i odebrał - Jasne zaraz będziemy - Powiedział po chwili i się rozłączył - Znaleźli ich, pierwsze rozwidlenie i na prawo, potem na kolejnym lewo - Rzucił szybko i zaczął biec. Oboje biegliśmy ile sił w nogach
- Zniszczyłaś mi życie - Usłyszeliśmy z Wojtkiem kiedy byliśmy już blisko, momentalnie przyspieszyliśmy - To wszystko Twoja wina - Tomasz celował w Karolinę, a ona w niego
- Masz rację obwiniaj mnie, a właściwie 2 letniego dziecka, o to że zniszczyło Ci życie, o Twoją porażkę to Ty i alkohol zniszczyliście Twoje życie. To gdzie teraz jesteś to tylko Twoja zasługa nikogo więcej - Mówiła wściekła - Jedyną osobą której ktoś zniszczył życie jestem ja. To Ty zniszczyłeś moje życie, najpierw awantury, bicie mamy czasem i mnie, a na sam koniec zabiłeś mi tatę, tego prawdziwego tego którego kochałam, którego kocham - Mówiła z ogromnym żalem i nienawiścią
- To ja jestem Twoim ojcem jak byś zapomniała i należy mi się szacunek, powinnaś zaopiekować się tatą
- Nie jesteś moim Ojcem od kąd skończyłam 2 lata, od tego czasu jesteś dla mnie nikim. To Przemek jest moim tata, on mnie wychowała od kąd miałam 7 lat, a Ty zabiłeś mi jedynego tatę którego kochałam - Mówiła już przez łzy - Nienawidzę Cię
- Czyli jedno uczucie do siebie dzielimy takie samo - Zaśmiał się szyderczo, dostrzegłem jak naciska spust, nie myślałem zbyt wiele od razu rzuciłem się w jej stronę. Stanąłem przed nią, ona nie miała kamizelki. W oczach Tomasza widziałem zdziwienie, potem poczułem ból cholerny ból rozchodzący się po moim ciele, oczy stały się cięższe.
- Nie !!! - Usłyszałem jak za światów i pare strzałów, bezwładnie osunąłem się na ziemie. Niebo było wyjątkowo piękne
- Zniszczyłaś mi życie - Usłyszeliśmy z Wojtkiem kiedy byliśmy już blisko, momentalnie przyspieszyliśmy - To wszystko Twoja wina - Tomasz celował w Karolinę, a ona w niego
- Masz rację obwiniaj mnie, a właściwie 2 letniego dziecka, o to że zniszczyło Ci życie, o Twoją porażkę to Ty i alkohol zniszczyliście Twoje życie. To gdzie teraz jesteś to tylko Twoja zasługa nikogo więcej - Mówiła wściekła - Jedyną osobą której ktoś zniszczył życie jestem ja. To Ty zniszczyłeś moje życie, najpierw awantury, bicie mamy czasem i mnie, a na sam koniec zabiłeś mi tatę, tego prawdziwego tego którego kochałam, którego kocham - Mówiła z ogromnym żalem i nienawiścią
- To ja jestem Twoim ojcem jak byś zapomniała i należy mi się szacunek, powinnaś zaopiekować się tatą
- Nie jesteś moim Ojcem od kąd skończyłam 2 lata, od tego czasu jesteś dla mnie nikim. To Przemek jest moim tata, on mnie wychowała od kąd miałam 7 lat, a Ty zabiłeś mi jedynego tatę którego kochałam - Mówiła już przez łzy - Nienawidzę Cię
- Czyli jedno uczucie do siebie dzielimy takie samo - Zaśmiał się szyderczo, dostrzegłem jak naciska spust, nie myślałem zbyt wiele od razu rzuciłem się w jej stronę. Stanąłem przed nią, ona nie miała kamizelki. W oczach Tomasza widziałem zdziwienie, potem poczułem ból cholerny ból rozchodzący się po moim ciele, oczy stały się cięższe.
- Nie !!! - Usłyszałem jak za światów i pare strzałów, bezwładnie osunąłem się na ziemie. Niebo było wyjątkowo piękne
środa, 24 kwietnia 2019
10.06 Z rodziną dobrze tylko na zdjęciach cz.2
Hejka
Przychodzę do was z 6 częścią ze specjalną dedykacją dla Szwagierki za jej biedne nóżki.
Mam nadzieję, że się wam spodoba i zostawicie po sobie jakiś ślad
Miłego czytania
Pozdrawiam <3
Zaraz po wyjściu od Wiktora pojechaliśmy do Bartka, niestety tak jak czułem chłopak nie wiedział nic. Przejął się zniknięciem Karoliny, ale nie miał pojęcia gdzie możemy ją znaleźć, obiecał odezwać się jak tylko Rachwał się z nim skontaktuje da nam znać. Zrezygnowany razem z Wojtkiem i Zuza wróciliśmy na komendę od razu poszedłem do Jaskowskiej powiedzieć jej co wiemy, komendant kazała nam zostać na komendzie i przejrzeć akta Tomasza a zaraz po tym pojechać do więzienia i porozmawiać z kolegami z celi.
- Sory, ale ja już muszę lecieć dziś mam jeszcze pare spraw do załatwienia - Zuza wstała od biurka, już dawno skończyliśmy służbę, ale ja nie zamierzałam nigdzie się wybierać
- Jasne dzięki za dziś. Wojtek już dawno po służbie jak
- Daj spokój zostanę jeszcze. Dzięki za dziś - Ostanie zdanie skierował do Zuzki
- Jutro koło 10 muszę wyskoczyć odebrać moje dziewczyny bo wracają znad morza - Dodałem szybko zanim Kowal wyszła
- Ok nie ma sprawy, do jutra - Pomachała nam i poszła. Z Wojtkiem siedzieliśmy jeszcze na papierami przeglądając dokumenty i wszystko co było możliwe, Niedzwiedzki poszedł jakoś chwilę przed północą, mimo zmęczenia zostałem jeszcze chciałem przejrzeć jeszcze papiery. Kawa, którą piłem nie działała na mnie już prawie wcale, oczy kleiły mi się nie miłosiernie. Sam nie wiem kiedy zasnąłem, oparty o biurko Karoliny.
- Stary wstawaj - Poczułem jak ktoś, tyka mnie w ramie. Otworzyłem oczy i ujrzałem Jacka - Spałeś tu ?
- Tak wyszło - Rozmasowałem szyje, która mnie bolała
- Dobra stary nie wnikam, leć się przebrać i jakoś ogarnii - Poklepał mnie po ramieniu - Wiem, że koło 10 musisz wyjść, ale wpadnij do mnie przed
- Jasne, ogarnę się i zajrzę do Ciebie - Nowak opuścił pokój, rozprostowałem się i poszedłem się ogarnąć i zajrzałem do Jacka. Nowak czekał już na mnie chciał podzielić zadania na dziś, Karolina cały czas się nie odnalazła, nie było po niej śladu. Dziś jeszcze raz mieliśmy pojechać do więzienia, a potem wszystko zależy jak się potoczy wizyta u kolegów Tomka.
- Dobra ja wyskakuje dosłownie na chwile odbiorę moje dziewczyny. Gdyby coś to jestem pod tel
- Jasne leć, jak coś będę dzwonić - Uśmiechnęła się do mnie Zuzka
Przychodzę do was z 6 częścią ze specjalną dedykacją dla Szwagierki za jej biedne nóżki.
Mam nadzieję, że się wam spodoba i zostawicie po sobie jakiś ślad
Miłego czytania
Pozdrawiam <3
Zaraz po wyjściu od Wiktora pojechaliśmy do Bartka, niestety tak jak czułem chłopak nie wiedział nic. Przejął się zniknięciem Karoliny, ale nie miał pojęcia gdzie możemy ją znaleźć, obiecał odezwać się jak tylko Rachwał się z nim skontaktuje da nam znać. Zrezygnowany razem z Wojtkiem i Zuza wróciliśmy na komendę od razu poszedłem do Jaskowskiej powiedzieć jej co wiemy, komendant kazała nam zostać na komendzie i przejrzeć akta Tomasza a zaraz po tym pojechać do więzienia i porozmawiać z kolegami z celi.
- Sory, ale ja już muszę lecieć dziś mam jeszcze pare spraw do załatwienia - Zuza wstała od biurka, już dawno skończyliśmy służbę, ale ja nie zamierzałam nigdzie się wybierać
- Jasne dzięki za dziś. Wojtek już dawno po służbie jak
- Daj spokój zostanę jeszcze. Dzięki za dziś - Ostanie zdanie skierował do Zuzki
- Jutro koło 10 muszę wyskoczyć odebrać moje dziewczyny bo wracają znad morza - Dodałem szybko zanim Kowal wyszła
- Ok nie ma sprawy, do jutra - Pomachała nam i poszła. Z Wojtkiem siedzieliśmy jeszcze na papierami przeglądając dokumenty i wszystko co było możliwe, Niedzwiedzki poszedł jakoś chwilę przed północą, mimo zmęczenia zostałem jeszcze chciałem przejrzeć jeszcze papiery. Kawa, którą piłem nie działała na mnie już prawie wcale, oczy kleiły mi się nie miłosiernie. Sam nie wiem kiedy zasnąłem, oparty o biurko Karoliny.
- Stary wstawaj - Poczułem jak ktoś, tyka mnie w ramie. Otworzyłem oczy i ujrzałem Jacka - Spałeś tu ?
- Tak wyszło - Rozmasowałem szyje, która mnie bolała
- Dobra stary nie wnikam, leć się przebrać i jakoś ogarnii - Poklepał mnie po ramieniu - Wiem, że koło 10 musisz wyjść, ale wpadnij do mnie przed
- Jasne, ogarnę się i zajrzę do Ciebie - Nowak opuścił pokój, rozprostowałem się i poszedłem się ogarnąć i zajrzałem do Jacka. Nowak czekał już na mnie chciał podzielić zadania na dziś, Karolina cały czas się nie odnalazła, nie było po niej śladu. Dziś jeszcze raz mieliśmy pojechać do więzienia, a potem wszystko zależy jak się potoczy wizyta u kolegów Tomka.
- Dobra ja wyskakuje dosłownie na chwile odbiorę moje dziewczyny. Gdyby coś to jestem pod tel
- Jasne leć, jak coś będę dzwonić - Uśmiechnęła się do mnie Zuzka
*
Załatwienie swoich prywatnych spraw zajęło mi jakieś 45 minut, ani Zuza ani Wojtek nie kontaktowali się ze mną, martwiłem się tym w końcu im dłużej nie ma o niej informacji to zmniejsza nam szanse. Wchodząc na komendę wpadłem na Wojtka, akurat biegł do Jacka
- Miałem do Ciebie dzwonić. Namierzyli jej telefon - Rzucił szybko, nie myśląc długo pobiegłem za nim.
- Mów co masz ! - Zacząłem jak tylko wbiegłem do jego pokoju
- Numer Karoliny zalogował dosłownie na chwile o tutaj - Pokazał na mapę - Sęk w tym, że w tutaj jest tylko jeden radar i obejmuje o ten obszar - Zatoczył na mapie dość spory krąg
- No to jesteśmy w dupie - Skwitowałem na koniec
- Może nie koniecznie - Zaczął Wojtek - pojedzmy do jej mamy może ten cały Tomek ma coś w tym obszarze, szybciej będzie jej zapytać a nie szukać. Jak ona nie pomoże wtedy nich nasi poszukają czegoś
- Wojtek ma racje jedźcie - Nowak wydał nam zgodę na wyjazd. Po drodze zgarnęliśmy Zuzę i pojechaliśmy do domu rodzinnego Karoliny. Ku naszemu zaskoczeniu przywitał nas Bartek
- O cześć, wiecie już coś odnośnie Karoliny ?
- Właśnie chcielibyśmy porozmawiać, jest mama Karoliny ?
- Tak ciocia jest z tata w salonie. Wejdźcie - Bartek zaprosił nas do salonu
- Dzień dobry - Przywitaliśmy się z mama wujkiem Karoliny. Oboje od razu wstali
- Dzień dobry - Powiedzieli równo - Wiecie już coś ? - Dodał Wiktor
- Tak, ale nie do końca - Zaczął Wojtek - Dla tego tu jesteśmy liczymy na pomoc - Kontynuował kiedy Zuza rozkładała mapę
- Telefon Karoliny logował się ostatnio tutaj - Wskazałem na mapę - Sęk w tym, że ten radar obejmuje taki obszar - Wskazałem obszar na mapie
- I pytanie do Pani czy Tomasz ma w tej okolicy jakiś domek co kolwiek ?
- Nie, chyba nie zresztą nie wiem
- Chwila chwila - Po chwili odezwał się Wiktor - Jak Tomek zaginął wtedy co Przemek z Małgosią chcieli się żenić i szło o rozwód. Z Przemem natrudziliśmy się starsznie żeby go znależść, trafiliśmy na jakiegoś jego kolegę co przyznał się, że dał mu klucze do siebie. O tutaj - Pokazał na mapie zataczając małe kółko - Dokładnie nie wiem, ale pamiętam więc mogę was zaprowadzić
- Jedziemy - Zadecydowałem w ułamku sekundy
- Mikołaj - Zuza skarciła mnie wzrokiem, doskonale wiedziałem co ma na myśli, ale moim zdaniem nie obchodziło mnie to. Moim zdaniem Wiktor mógł się przydać i to bardzo, ufam swojemu przeczuciu a ono podpowiada mi, że to dobry krok
- W radiowozie jest kamizelka Karoliny. Chodźcie szkoda czasu - Pogoniłem Zuze i Wojtka - Jeżeli jest Pan pewny w 100% , że chce jechać to zapraszam - Wiktor pożegnał się z Małgorzatą i synem obiecując, ze znajdziemy Karolinę i nie długo z nią wrócimy po czym poszedł za nami.
- Znajdziemy ją zobaczysz - Poklepał mnie po ramieniu, kiedy szliśmy do radiowozu - Musimy pamiętać, że Tomasz jest nie obliczalny. Karolinę obwinia za wszystko złe co go spotkało według niego to ona jest przyczyną wszystkich nieszczęść. Wtedy pod tą strzelnicą odniosłem wrażenie, że działa na niego jak płachta na byka - Przedstawił nam sytuacje za nim wsiadaliśmy do samochodu - za to Karolina nie będzie się wahać przed niczym jeżeli będzie taka konieczność. Już dawno przysięgła sobie, że pomści Przemka
- Czyli musi znależść ich zanim znajdą siebie - Podsumował Wojtek - Jedziemy - Dodał i wszyscy wsiadaliśmy do radiowozu
- O cześć, wiecie już coś odnośnie Karoliny ?
- Właśnie chcielibyśmy porozmawiać, jest mama Karoliny ?
- Tak ciocia jest z tata w salonie. Wejdźcie - Bartek zaprosił nas do salonu
- Dzień dobry - Przywitaliśmy się z mama wujkiem Karoliny. Oboje od razu wstali
- Dzień dobry - Powiedzieli równo - Wiecie już coś ? - Dodał Wiktor
- Tak, ale nie do końca - Zaczął Wojtek - Dla tego tu jesteśmy liczymy na pomoc - Kontynuował kiedy Zuza rozkładała mapę
- Telefon Karoliny logował się ostatnio tutaj - Wskazałem na mapę - Sęk w tym, że ten radar obejmuje taki obszar - Wskazałem obszar na mapie
- I pytanie do Pani czy Tomasz ma w tej okolicy jakiś domek co kolwiek ?
- Nie, chyba nie zresztą nie wiem
- Chwila chwila - Po chwili odezwał się Wiktor - Jak Tomek zaginął wtedy co Przemek z Małgosią chcieli się żenić i szło o rozwód. Z Przemem natrudziliśmy się starsznie żeby go znależść, trafiliśmy na jakiegoś jego kolegę co przyznał się, że dał mu klucze do siebie. O tutaj - Pokazał na mapie zataczając małe kółko - Dokładnie nie wiem, ale pamiętam więc mogę was zaprowadzić
- Jedziemy - Zadecydowałem w ułamku sekundy
- Mikołaj - Zuza skarciła mnie wzrokiem, doskonale wiedziałem co ma na myśli, ale moim zdaniem nie obchodziło mnie to. Moim zdaniem Wiktor mógł się przydać i to bardzo, ufam swojemu przeczuciu a ono podpowiada mi, że to dobry krok
- W radiowozie jest kamizelka Karoliny. Chodźcie szkoda czasu - Pogoniłem Zuze i Wojtka - Jeżeli jest Pan pewny w 100% , że chce jechać to zapraszam - Wiktor pożegnał się z Małgorzatą i synem obiecując, ze znajdziemy Karolinę i nie długo z nią wrócimy po czym poszedł za nami.
- Znajdziemy ją zobaczysz - Poklepał mnie po ramieniu, kiedy szliśmy do radiowozu - Musimy pamiętać, że Tomasz jest nie obliczalny. Karolinę obwinia za wszystko złe co go spotkało według niego to ona jest przyczyną wszystkich nieszczęść. Wtedy pod tą strzelnicą odniosłem wrażenie, że działa na niego jak płachta na byka - Przedstawił nam sytuacje za nim wsiadaliśmy do samochodu - za to Karolina nie będzie się wahać przed niczym jeżeli będzie taka konieczność. Już dawno przysięgła sobie, że pomści Przemka
- Czyli musi znależść ich zanim znajdą siebie - Podsumował Wojtek - Jedziemy - Dodał i wszyscy wsiadaliśmy do radiowozu
poniedziałek, 22 kwietnia 2019
Miniaturka "Mając siebie mamy wszystko"
Hejka !
Na początku przepraszam, że tak długo ale w sobotę nie było prądu pojechałam na święta do rodzinki rano w sobotę do kościoła z koszyczkiem wróciłam z kościoła i bum pożarek mały najpierw jeden i potem drugi. I cała wieś nie ma prądu i tak 8 h bo Panowie sobie nie radzili, przez co nie miałam jak pisać :(
A wczoraj brat wymyślił spacerek, a jak wróciłam to nie miałam siły bo ponad 2 h chodzenia po lesie spacerek taki, że o masakra. Moje nóżki błagały o litość
Ale udało się i mam dla was miniaturkę z dedykacją dla lucja3231 ! Gratuluje !
No to miłego czytania ! <3
Ostatnio w moim życiu działo się wiele, razem z Mikołajem pomagaliśmy Aminie Czeczence, która z córką uciekła od męża. Ona i mała Hala, przez jakiś czas ukrywali się u mnie w mieszkaniu. Myśleliśmy, że wszystko pójdzie po naszej myśli i uda nam się zamknąć tego całego Walida, i obie będą bezpieczne. Niestety 3 dni temu Walid porwał Amine, kiedy chcieliśmy ich odbić doszło do strzelaniny, ona zginęła na miejscu kula trafiła w płuca nie było szans na ratunek. Mała Hala straciła mamę, trafiła do domu małego dziecka. Została sama, Amina nie żyła a Walid na pewno trafi za kratki.
- Może pójdziesz tam ze mną ? - Zaproponowałam Białachowi wizytę u Hali - Mała na pewno się ucieszy jak nas zobaczy
- Byłaś tam wczoraj i Cię nie wpuścili. Myślisz, że dziś coś się zmieni
- Jak nie spróbuje to się nie dowiem - Jego postawa zaskoczyła mnie, myślałam że on też tak jak ja przyzwyczaił się do małej
- Ale spokojnie. Nie mówię, że nie pójdę, czy że masz nie chodzić. Doskonale wiesz jak ja oni nie mają podstaw Cię tam wpuszczać. Poczekaj do jutra ja coś wymyśle. Dobra ? - Uśmiechnął się w moją stronę, jak zawsze kiedy chciał dodać mi otuchy
- Jasne, ale jak do jutra nic nie wymyślisz to idę sama
- Jasne, jutro po pracy obiecuje. A teraz obiadek ? - To pytanie było retoryczne, bo właśnie parkował pod chińską knajpą.
Następnego dnia od rana czekałam na jakieś informację od Mikołaja, w końcu miał załatwić wejście do Hali, nie widziałam jej już pare dni i tęskniłam za nią.
- I jak udało Ci się ? - Zapytałam pakując się po służbie, Mikołaj nie powiedział nic tylko pomachał mi karteczką - Co to ?
- Pozwolenie na odwiedziny Hali, dla mnie i Ciebie. Nie wnikaj skąd mam - Zaśmiał się lekko - To co 5 minut i jedziemy ?
- Jasne, to ja będę czekać na dole. Dziękuje - Pocałowałam go przelotnie w policzek i pobiegłam na dół. Minęło jakieś 45 minut, a byliśmy już u małej tak jak myślałam Hala ucieszyła się na nasz widok od razu chciała się bawić, przytulać
- Pięknie Państwo razem wyglądają - Zaczęła opiekunka małej kiedy siedzieliśmy przy stoliku, Hala rysowała coś na kartce - Widać, że mała was uwielbia
- Tak naprawdę nie ma już tu nikogo
- Piękną tworzyli by Państwo rodzinę - Mikołaja chyba zatkały jej słowa, mnie też
- Nie, nie my nie - Chciałam się jakoś wytłumaczyć, ale kobieta była szybsza
- Niech Państwo to przemyślą, myślę że byli by Państwo cudownymi rodzicami - Uśmiechnęła się do nas - A teraz przepraszam muszę iść do dzieci - Szybko dodała i zniknęła, popatrzyliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać.
Na początku przepraszam, że tak długo ale w sobotę nie było prądu pojechałam na święta do rodzinki rano w sobotę do kościoła z koszyczkiem wróciłam z kościoła i bum pożarek mały najpierw jeden i potem drugi. I cała wieś nie ma prądu i tak 8 h bo Panowie sobie nie radzili, przez co nie miałam jak pisać :(
A wczoraj brat wymyślił spacerek, a jak wróciłam to nie miałam siły bo ponad 2 h chodzenia po lesie spacerek taki, że o masakra. Moje nóżki błagały o litość
Ale udało się i mam dla was miniaturkę z dedykacją dla lucja3231 ! Gratuluje !
No to miłego czytania ! <3
Ostatnio w moim życiu działo się wiele, razem z Mikołajem pomagaliśmy Aminie Czeczence, która z córką uciekła od męża. Ona i mała Hala, przez jakiś czas ukrywali się u mnie w mieszkaniu. Myśleliśmy, że wszystko pójdzie po naszej myśli i uda nam się zamknąć tego całego Walida, i obie będą bezpieczne. Niestety 3 dni temu Walid porwał Amine, kiedy chcieliśmy ich odbić doszło do strzelaniny, ona zginęła na miejscu kula trafiła w płuca nie było szans na ratunek. Mała Hala straciła mamę, trafiła do domu małego dziecka. Została sama, Amina nie żyła a Walid na pewno trafi za kratki.
- Może pójdziesz tam ze mną ? - Zaproponowałam Białachowi wizytę u Hali - Mała na pewno się ucieszy jak nas zobaczy
- Byłaś tam wczoraj i Cię nie wpuścili. Myślisz, że dziś coś się zmieni
- Jak nie spróbuje to się nie dowiem - Jego postawa zaskoczyła mnie, myślałam że on też tak jak ja przyzwyczaił się do małej
- Ale spokojnie. Nie mówię, że nie pójdę, czy że masz nie chodzić. Doskonale wiesz jak ja oni nie mają podstaw Cię tam wpuszczać. Poczekaj do jutra ja coś wymyśle. Dobra ? - Uśmiechnął się w moją stronę, jak zawsze kiedy chciał dodać mi otuchy
- Jasne, ale jak do jutra nic nie wymyślisz to idę sama
- Jasne, jutro po pracy obiecuje. A teraz obiadek ? - To pytanie było retoryczne, bo właśnie parkował pod chińską knajpą.
Następnego dnia od rana czekałam na jakieś informację od Mikołaja, w końcu miał załatwić wejście do Hali, nie widziałam jej już pare dni i tęskniłam za nią.
- I jak udało Ci się ? - Zapytałam pakując się po służbie, Mikołaj nie powiedział nic tylko pomachał mi karteczką - Co to ?
- Pozwolenie na odwiedziny Hali, dla mnie i Ciebie. Nie wnikaj skąd mam - Zaśmiał się lekko - To co 5 minut i jedziemy ?
- Jasne, to ja będę czekać na dole. Dziękuje - Pocałowałam go przelotnie w policzek i pobiegłam na dół. Minęło jakieś 45 minut, a byliśmy już u małej tak jak myślałam Hala ucieszyła się na nasz widok od razu chciała się bawić, przytulać
- Pięknie Państwo razem wyglądają - Zaczęła opiekunka małej kiedy siedzieliśmy przy stoliku, Hala rysowała coś na kartce - Widać, że mała was uwielbia
- Tak naprawdę nie ma już tu nikogo
- Piękną tworzyli by Państwo rodzinę - Mikołaja chyba zatkały jej słowa, mnie też
- Nie, nie my nie - Chciałam się jakoś wytłumaczyć, ale kobieta była szybsza
- Niech Państwo to przemyślą, myślę że byli by Państwo cudownymi rodzicami - Uśmiechnęła się do nas - A teraz przepraszam muszę iść do dzieci - Szybko dodała i zniknęła, popatrzyliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać.
*
- To do jutra - Pożegnałam się z Mikołajem, planowałam pojechać jeszcze do domu dziecka do Hali, czułam że mogą mnie nie wpuścić o tej godzinie. Mimo tego postanowiłam spróbować, znalazłam misia.
- Dzień dobry, ale odwiedziny już się skończyły - Przywitała mnie na wejściu dyrektorka
- Wiem, ale znalazłam w domu jej misia i chciałam jej go dać
- To jest nie możliwe - Albo za długo siedzę w tej robocie, albo kobieta zaczęła się denerwować. Mój instynkt nie dawał za wygraną weszłam na salę, na której powinna być Hala - Gdzie jest Hala ? Gdzie ona jest ? ! - Nie myliłam się na sali nie było małej
- Ja nie wiem, no ona zniknęła - Dyrektorka zaczęła się tłumaczyć
- I pani jej nie szukać ! - Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Białacha - Mikołaj Hala zginęła ! Przyjedź natychmiast ! - Nie musiałam go długo namawiać powiedział, że do 10 minut będzie. Za ten czas przeszukaliśmy cały parter nie było jej nigdzie, Mikołaj tak jak obiecał po 10 minutach już był. Razem z dyrektorką wyszliśmy na zewnątrz, każde z nas rozeszło się w inna stronę. Wołaliśmy, szukaliśmy chyba z 10 minuta
- Tutaj - Usłyszałam po jakiś 10 minutach, od razu pobiegłam w stronę Białacha, on już stał z mała na rękach
- Halunia tak się martwiliśmy nie wolno uciekać - Bez chwili namysłu przytuliłam małą i tym samym Mikołaja, on jedną ręką trzymał mała drugą obiął mnie
- Chodź wracajmy do środka mała musi się zagrzać - Miał rację, dla tego bez słowa ruszyłam w stronę wejścia. Po minę dyrektorki widziałam już, że się boi zdała sobie sprawę że możemy jej zaszkodzić.
- Państwu też zrobiłam herbatę - Postawiła na stole 2 kubki i jedną mała szklaneczkę
- Dziękujemy - Odparł Mikołaj, mała cała czas siedziała przytulona
- Zastowie Państwa na chwilę, muszę zrobić obchód - Dyrektorka zniknęła z pokoju
-Obiecasz mi, że już nie będziesz uciekać - Głaskałam ja po główce, ona delikatnie skinęła głową. Widok wtulonej Hali w Mikołaja dał mi wiele do myślenia, mała potrzebowała ciepła miłości a tu tego nie ma i nie dostanie
- Tutaj - Usłyszałam po jakiś 10 minutach, od razu pobiegłam w stronę Białacha, on już stał z mała na rękach
- Halunia tak się martwiliśmy nie wolno uciekać - Bez chwili namysłu przytuliłam małą i tym samym Mikołaja, on jedną ręką trzymał mała drugą obiął mnie
- Chodź wracajmy do środka mała musi się zagrzać - Miał rację, dla tego bez słowa ruszyłam w stronę wejścia. Po minę dyrektorki widziałam już, że się boi zdała sobie sprawę że możemy jej zaszkodzić.
- Państwu też zrobiłam herbatę - Postawiła na stole 2 kubki i jedną mała szklaneczkę
- Dziękujemy - Odparł Mikołaj, mała cała czas siedziała przytulona
- Zastowie Państwa na chwilę, muszę zrobić obchód - Dyrektorka zniknęła z pokoju
-Obiecasz mi, że już nie będziesz uciekać - Głaskałam ja po główce, ona delikatnie skinęła głową. Widok wtulonej Hali w Mikołaja dał mi wiele do myślenia, mała potrzebowała ciepła miłości a tu tego nie ma i nie dostanie
*
- Cieszę się, ale jesteś tego pewna ? Bo wiesz to decyzja na całe życie - Zapytał Mikołaj kiedy 2 tygodnie później powiedziałam mu, że chce adoptować Halę
- Tak, złożyłam już papiery. W głębi duszy boje się, że sobie nie poradzę ale wiem że
dla niej muszę to zrobić
dla niej muszę to zrobić
- Będziesz najlepszą mama na świecie - Położył swoją dłoń na mojej i spojrzał mi w oczy - Dasz sobie radę zobaczysz - Poczułam się jakoś dziwnie sama nie wiem jak nazwać to uczucie - A jak tylko będziesz potrzebować pomocy, to zawsze możesz na mnie liczyć
- Dziękuje - Uśmiechnęłam się - Wiesz boje się, że nie uda mi sie, że uznają że nie dam rady sama
- Dobro małej jest najważniejsze, a dyrektorka potwierdzi że macie cudowny kontakt. Słuchaj jutro mamy wolne, może chodźmy gdzieś na miasto ?
- W sumie czemu nie - Razem z Mikołajem pojechaliśmy do naszej ulubionej knajpy wypiliśmy pare piw , potańczyliśmy porozmawialiśmy Białach okazał mi mnóstwo wsparcia, dodał sił do walki z tą całą biurokracją, w jego obecności zaczęłam czuć się zupełnie inaczej niż przedtem do końca nie umiem nazwać, tego uczucia. Coś jak by na pograniczu przyjaźni i czegoś więcej, sama do końca nie byłam pewna.
Dni mijały i mijały, papirologia przesłuchania przez psychologów itp. wszystko po to, żeby Hala mogła być ze mną, Mikołaj był cały czas obok wspierał mnie dodawał otuchy, kiedy ja już byłam u kresu wytrzymałości.
- Dasz radę wierzę w Ciebie - Ostatnie słowa wsparcia przed najważniejszym dniem
- Teraz to juz chyba nic nie zależy ode mnie - Lekko przerażona spojrzałam na niego - Lecę, nie mogę się spóźnić
- Będę czekać - Uśmiechnął się do mnie. Zanim zniknęłam w gmachu sądu Mikołaj pokazał mi, że będzie dobrze, że wszystko się uda
*
Dni mijały i mijały, papirologia przesłuchania przez psychologów itp. wszystko po to, żeby Hala mogła być ze mną, Mikołaj był cały czas obok wspierał mnie dodawał otuchy, kiedy ja już byłam u kresu wytrzymałości.
- Dasz radę wierzę w Ciebie - Ostatnie słowa wsparcia przed najważniejszym dniem
- Teraz to juz chyba nic nie zależy ode mnie - Lekko przerażona spojrzałam na niego - Lecę, nie mogę się spóźnić
- Będę czekać - Uśmiechnął się do mnie. Zanim zniknęłam w gmachu sądu Mikołaj pokazał mi, że będzie dobrze, że wszystko się uda
*
- I jak ? - Zapytał kiedy wyszłam z sądu, stał oparty o maskę samochodu - No mów i jak poszło ?
- Udało się ! - Wykrzyczałam w końcu nie potrafiłam dłużej ukrywać mojej radości. W ułamku sekundy znalazłam się w jego ramionach mocno mnie przytulił i aż podniósł do góry.
- Wiedziałem, że Ci się uda - Szepnął kiedy postawił mnie na ziemi, nawet nie wiem kiedy nasze usta złączyły się w pocałunku, subtelnym pocałunku - Przepraszam - Wyszeptał kiedy spojrzeliśmy na siebie
- Jedźmy już, jeszcze dziś mogę zabrać Halę do domu - Tylko tyle byłam wstanie powiedzieć, to co stało się przed chwilą zaskoczyło mnie.
- Tak, tak jedziemy - Powtórzył za mną jak robot. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie potrafiłam odczytać bo nim zupełnie nic, nie potrafiłam a może sama nie wiedziałam do końca co w tej chwili czułam. W mojej głowie kotłowało się stado myśli. Kiedy podjechaliśmy pod dom dziecka, Białach zaczekał przed samochodem. Hala na wieść, że jedzie ze mną do domu nie zareagowała prawie w ogóle, dopiero kiedy ją ubierałam i zaczęliśmy wychodzić na jej twarzy pojawił się uśmiech
- Dom ? - Zapytała kiedy wyszliśmy na zewnątrz, nie umiałem jej nic odpowiedzieć tylko kiwnęłam głową i pokazałam na Mikołaja, który otwierał drzwi do samochodu/ Hala spojrzała na mnie jak by czekała na pozwolenie, kiedy kiwnęłam głową ona puściła moją rękę i pobiegła w stronę samochodu prosto w ramiona Mikołaja, dołączyłam do nich po chwili, pogłaskałam maleńką po głowie, z boku wyglądaliśmy jak szczęśliwa, kochająca się rodzina. Po raz pierwszy takie coś przyszło mi do głowy, sama nie wiem czemu. Szybko otrząsnęłam się i wyrzuciłam tą myśl z głowy, nie mogłam sobie pozwolić na chwilę słabości nie teraz.
- Jedzmy już do domu -Wzięłam mała na ręce i posadziłam w foteliku. Całą drogę do mojego mieszkania śmiała się i mówiła coś po swojemu ten widok był najpiękniejszą nagrodą za te 2 miesiące walki o nią. Kiedy dojechaliśmy do domu mała z początku była w lekkim szoku, dopiero po chwili poznała mieszkania, zaczęła oglądać zabawki i już po chwili zaciągnęła mnie do zabawy, Białach chciał zostawić nas same, ale Hala wzięła go za rączkę i zaciągnęła do swojego pokoju. Tym o to sposobem w 3 spędziliśmy całe popołudnie na zabawie z małą, potem szybki obiad i powrót do zabawy. Tym razem nim się obejrzeliśmy był już wieczór, Hala cały czas nie chciała puścić Mikołaja do domu, powoli obawiałam się że może zacząć traktować nas jak pełną rodzinę, a między mną a Białachem nie ma nic, uświadamiając sobie właśnie to poczułam lekkie ukucie w sercu. Zanim się zorientowaliśmy Hala zasnęła na siedząco, delikatnie przeniosłam ją do jej nowego pokoiku
- Dziękuje za dziś - Szepnęłam kiedy żegnałam się z Mikołajem
- Nie ma za co przecież wiesz, że zawsze pomogę - Uśmiechnął się do mnie
- Dziękuję, ale i tak muszę Hali wyjaśnić że no wiesz. Pewnie zdziwi się, że nie będzie Cię tutaj jutro rano - Powiedziałam z nutka zawodu, sama nie wiem co ze mną się działo. Hala zaczynała mnie zmieniać
- A chciała byś, żebym tu był ? - Szepnął zbliżając się do mnie, samoistnie moje oczy zamknęły się. Tym samym dając mu przyzwolenie na kolejny krok. Nie musiałam długo czekać, już po chwili poczułam jego usta, ten pocałunek był delikatny, ale zawierał wszystkie nasze uczucia. Jego ręce zaczęły błądzić po moim ciele. Nagle usłyszeliśmy płacz Hali, oderwaliśmy się od siebie niemal natychmiast
- Zaraz wracam - Szepnęłam muskając jego usta. Pobiegłam do Hali mała obudziła się miała jakiś koszmar, nie chciała zasnąć - To co będziemy spać razem ? - Kiwnęła główką i po chwili wtuliła się we mnie. - Dziś niestety śnią się koszmary więc śpimy razem - Powiedziałam Mikołajowi, kiedy pojawiłam się z mała na rękach, ona już prawie spała. Podszedł do nas i pogłaskał ją po główce
- A mogę się do was przytulić ? - Szepnął mi do ucha. Wolną ręką złapałam go za dłoń i pociągnęłam za sobą.
- Dobranoc skarbie - Szepnął całując mała w główkę. Hala wtuliła się we mnie, a Białach mocno nas przytulił. Poczułam się jak byśmy byli jedną wielką rodziną, w głębi duszy obawiałam się tego, że może nam nie wyjść, ale ufałam Mikołajowi jak nikomu innemu.
- Dziękuje za dziś - Szepnęłam kiedy żegnałam się z Mikołajem
- Nie ma za co przecież wiesz, że zawsze pomogę - Uśmiechnął się do mnie
- Dziękuję, ale i tak muszę Hali wyjaśnić że no wiesz. Pewnie zdziwi się, że nie będzie Cię tutaj jutro rano - Powiedziałam z nutka zawodu, sama nie wiem co ze mną się działo. Hala zaczynała mnie zmieniać
- A chciała byś, żebym tu był ? - Szepnął zbliżając się do mnie, samoistnie moje oczy zamknęły się. Tym samym dając mu przyzwolenie na kolejny krok. Nie musiałam długo czekać, już po chwili poczułam jego usta, ten pocałunek był delikatny, ale zawierał wszystkie nasze uczucia. Jego ręce zaczęły błądzić po moim ciele. Nagle usłyszeliśmy płacz Hali, oderwaliśmy się od siebie niemal natychmiast
- Zaraz wracam - Szepnęłam muskając jego usta. Pobiegłam do Hali mała obudziła się miała jakiś koszmar, nie chciała zasnąć - To co będziemy spać razem ? - Kiwnęła główką i po chwili wtuliła się we mnie. - Dziś niestety śnią się koszmary więc śpimy razem - Powiedziałam Mikołajowi, kiedy pojawiłam się z mała na rękach, ona już prawie spała. Podszedł do nas i pogłaskał ją po główce
- A mogę się do was przytulić ? - Szepnął mi do ucha. Wolną ręką złapałam go za dłoń i pociągnęłam za sobą.
- Dobranoc skarbie - Szepnął całując mała w główkę. Hala wtuliła się we mnie, a Białach mocno nas przytulił. Poczułam się jak byśmy byli jedną wielką rodziną, w głębi duszy obawiałam się tego, że może nam nie wyjść, ale ufałam Mikołajowi jak nikomu innemu.
*
- Kocham was ponad życie, jesteście dla mnie najważniejsze, nie ma nic cenniejszego od was. Chce się z Tobą zestarzeć, budzić się każdego dnia u Twojego boku. Wyjdziesz za mnie ? - Usłyszałam z jego ust jakieś 2 miesiące, po adopcji Hali, byłam w szoku ogromnym szoku. Nie zdołałam nic powiedzieć tylko kiwnęłam głową. On mocno chwycił mnie w swoje ramiona i obrócił w koło swojej osi. - Jestem najszczęśliwszym facetem na całym świecie ! - Krzyczał na cały głos, a przechodnie patrzyli na nas niektórzy się śmiali inni gratulowali. Kochałam tego wariata ponad wyczystko
- Musimy wracać po Hale - Przypomniałam mu, bo z tego wszystkiego chyba o tym zapomniał. W sumie od razu mogłam się domyślić, że coś kombinuje zawiózł mała do Zapałów, i zaprosił mnie na kolację do kina, a teraz ten spacer.
- Tak wiem, chodź - Złapał mnie za dłoń i ruszyliśmy w stronę domu Zapałów. Gratulacją nie było końca, Emilka od razu porwała mnie do kuchni musiała wypytać o szczegóły Krzysiek już chciał wyciągnąć flaszkę, bo w końcu trzeba to opić
- O nie Panowie zapomnicie - Zaprotestowałam - Nie mam zamiaru go potem wlecz po schodach. Proponuje za tydzień mamy wolne, pojedziemy na ranczo. Zrobimy grilla, zostaniecie - Wymyśliłam na poczekaniu
- Jaką mam mądrą żonę - Mikołaj obiął mnie ramieniem i ucałował w policzek
- No jeszcze nie żonę, więc pilnuj się bo jeszcze się rozmyślę - Zaśmiałam się, on udał obrażonego. Niby dorosły facet a jak dziecko - Dobra dziękujemy za opiekę nad mała, ale uciekamy juz bo późno. Mikołaj pójdziesz po Halę - Nie musiałam prosić dwa razy, od razu poszedł po naszą małą córeczkę.
*
- I obiecuję Ci, że nie opuszczę Cię aż do śmierci - Niemal szeptałam, składając najważniejszą obietnicę w moim życiu. Krzyki i wywaty najbliższych przed kościołem. Gratulowali nam, składali życzenia. Hala stała grzecznie obok Dominiki, pilnując się starszej siostry. Nigdy nie spodziewałam się, że tak potoczy się to wszytsko, że będę miała męża dzieci, że będę miała do kogo wracać, że ktoś będzie na mnie czekał w domu. Czasem życie toczy się w niespodziewany dla nas sposób i nikt nie spodziewa się tego co właśnie nas spotka.
- Kocham Cie mamusiu, tatusiu - Przytuliła nas mocno, kiedy Mikołaj wziął ją na ręce. W moich oczach pojawiły się łzy. Hala po raz pierwszy powiedziała do nas mama i tata. Byliśmy najszczęśliwsi na świecie. Mając siebie mamy wszystko
niedziela, 14 kwietnia 2019
1.05 Z rodziną dobrze tylko na zdjęciach cz. 1
Hejka !
Zapraszam was na kolejną część 10 serii, mam nadzieję że się wam spodoba i zostawicie coś po sobie.
Kolejne opowiadanko będzie jako miniaturka zwycięzcy w ostatnim opku. Nie zdradzę szczegółów, zobaczycie sami
Pozdrawiam
- Mikołaj, a gdzie jest Karolina ? - Z rozmyślenia wyrwał mnie głos Jaskowskiej, odprawa trwała już jakieś 5 minut, a jej nie było dzwoniłem już chyba milion razy. Modliłem się w duchu, żeby zaspała czy złapała jakąś gumę po drodze
Zapraszam was na kolejną część 10 serii, mam nadzieję że się wam spodoba i zostawicie coś po sobie.
Kolejne opowiadanko będzie jako miniaturka zwycięzcy w ostatnim opku. Nie zdradzę szczegółów, zobaczycie sami
Pozdrawiam
- Mikołaj, a gdzie jest Karolina ? - Z rozmyślenia wyrwał mnie głos Jaskowskiej, odprawa trwała już jakieś 5 minut, a jej nie było dzwoniłem już chyba milion razy. Modliłem się w duchu, żeby zaspała czy złapała jakąś gumę po drodze
- Pani komendant Karolina dzwoniła do mnie, bo zaspała i kluczy nie mogła znależść ale już dzwoniła do koleżanki i ma jej przypowieść zapasowa - Gorszego kitu chyba nie mogłem wymyślić, ale najważniejsze że uwierzyła. Odprawa przebiegła szybko, poza paroma informacjami o Maleniaku nic konkretnego. Mieliśmy uważać na patrolu, bo w końcu nie mógł się rozpłynąć w powietrzu.
- Mikołaj zostań proszę - Poprosiła mnie Jaskowska kiedy wszyscy wyszli. Zdziwiło mnie to, w sumie nie wspominała że ma do mnie jakaś sprawę. - Ja jak i Ty doskonale wiemy, że z tymi kluczami to bajeczka wymyślona na poczekaniu - Już chciałem coś powiedzieć wytłumaczyć się, ale ona mnie uprzedziła. - Wiem, że się przyjaźnicie Mikołaj ja nie wiem co wiesz o Maleniaku, może Karolina miała by mi za złe, że Ci o tym mówię
- Wiem wszystko
- To wiesz, też że zapewne dla niej to sprawa honorowa. Póki co nikt poza nami o tym nie wie, i chce żeby zostało tak jak jest, a przynajmniej żeby nie wprowadzać w to całej komendy. Wojtek na komedzie będzie za jakieś 30 minut, do tego czasu jeżeli nie dodzwonisz się do Rachwał pojedziecie tam powiedz Zuzie, że jak Niedzwiecki się pojawi niech do Ciebie przyjdzie jak nie będzie do tej pory żadnych informacji od Karoliny przyjdźcie do mnie coś ustalimy. I bez numerów jasne ?
- Tak jest Pani komendant - Dzwoniłem do niej milion razy, nie odebrała, nie odpisała na żadnego sms. W końcu pojawił się Wojtek, w trójkę udaliśmy się do komendant Jaskowska trochę wprowadziła ich w sprawę. Na początku mieliśmy pojechać do jej mieszkania, tak jak myślałem nie było jej tam. Klucze wzięliśmy od jej sąsiadki, w mieszkaniu nie było śladów porwania, włamania czego kolwiek w głębi serca ulżyło mi. Chociaż tyle lat pracuje w tej robocie i wiem, jak to jest że wszystko mogło stać się poza domem. Skontaktowaliśmy się z Jackiem, mieliśmy pojechać do jej mamy, a potem przyjaciela jej ojca Wiktor, to on wtedy zatrzymał Tomasza był najlepszym przyjacielem Przemka, czułem że może być naszą ostatnią nadzieją.
- O Pan Mikołaj dzień dobry - Przywitała mnie jej mama - Coś się stało ? - Dodała kiedy pojawiła się Zuza z Wojtkiem
- Podkomisarz Zuzanna Kowal, sierżant Wojciech Niedzwiecki - Przedstawili się
- Mikołaj wyjaśnisz mi co tu się dzieję ? - Mamę Karoliny nie znałem zbyt dobrze, widziałem ją może z dwa trzy razy na komendzie
- Pani Małgorzato musimy porozmawiać. Może wejdziemy - Nie odpowiedziała tylko zaprosiła nas do środka
- Możecie mi w końcu wyjaśnić o co chodzi ?
-Przed wczoraj z więzienia uciekł Pani były mąż - Zdecydowałem się powiedzieć w prost, w koncu jak inaczej mogłem to uciec - Właściwie był przewożony na rozprawę i
- A co z Karolina ? Gdzie ona jest ?
- My właściwie jesteśmy w tej sprawie - Wtrąciła się Zuza - Karolina nie pojawiła się w pracy czy wie Pani gdzie może być ?
- Podejrzewacie, że on mógł coś jej zrobić ?
- Nie narazie, nie możemy tak zakładać. Nie mamy na to dowodów - Wojtek uspokoił ją jak tylko mógł
-Pani Małgorzata, wie Pani że przyjaźnie się z Karolina. Wiem o wszystkim, o wszystkim mi powiedziała. Podejrzewam, że chce rozwiązać to sama. Pomoże nam Pani ?
- Oczywiście pomogę pomogę, ale nie wiem jak. Tylko nie wiem jak co ja mogę
- Kontaktowała się z Panią, dziś wczoraj ? Wie Pani gdzie może być ? - Dobrze, że Zuzka z Wojtkiem byli ze mną nie wiem czy sam dał bym radę
- Matko nie wiem naprawę, a jak on coś
- Proszę się nie martwić, znajdziemy ją - Chciałem dodać jej trochę otuchy
- Porozmawiajcie z Wiktorem, on przyjaźnił się z Przemkiem moim mężem. To Wiktor z synem Bartkiem wtedy złapali Tomka, Bartek jest 3 lata starszy od Karoliny. Właściwie są jak rodzeństwo, może jak nie Wiktor to Bartek coś pomoże, Wiktor mieszka 2 domy dalej, to on znalazł nam tutaj dom.
- Dobrze, to my nie będziemy już Pani męczyć - Wojtek z Zuzą wstali
- Niech Pani na siebie uważa, mój numer Pani ma w razie czego proszę o kontakt
- Oczywiści. - Zanim wyszliśmy mama Karolina złapała mnie za rękę - Znajdź ją przed nim proszę Cię - Spojrzała na mnie błagalnie
- Zrobię co w mojej mocy -Posłałem jej ciepły uśmiech i już po chwili byliśmy pod mieszkaniem Wiktora
- Dzień dobry komenda miejska policji starszy aspirant Mikołaj Białach, podkomisarz Zuzanna Kowal, sierżant Wojciech Niedzwiecki rozumiem, że Pan podkomisarz Wiktor Karolczyk. - Wiktora znałem z widzenia zaczynałem swoją pracę kiedy, on był tuż przed emerytura
- Tak proszę wejść. Rozumiem, że chodzi o Tomasza ? - Zapytał zanim weszliśmy do domu
- Tak, i o córkę Pana przyjaciela Karolinę Rachwał
- Karolinka Boże co z nią ? - Widać było, że się przejął - Proszę, proszę wchodźcie - Zaprosił nas do środka z tego co Karolina opowiadała Wiktor pomógł im bardzo po śmierci taty - Siadajcie mówcie jak mogę wam pomóc. Karolina przyjaźni się z moim synem, jako dzieci byli jak rodzeństwo jak mogę wam pomóc.
- Chodzi o to, że dwa dni temu Tomasz uciekł z konwoju, a dziś Karolina nie pojawiła się w pracy. Mam podejrzenie - Chciałem przedstawić mu swoją wersje, ale on jako doświadczony policjant czuł to samo co ja
- Myślicie, że mógł ją porwać ?
- Nie mamy śladów włamania, samochód stoi pod blokiem
- Działa na własną rękę ? Myślicie, że chce sama go dopaść - Zamyślił się na chwilę - Na pogrzebie zarzekała się, że zrobi wszystko aby zginął w więzieniu. Przemka kochała całym sercem był jej kochanym tatusiem, chciała pójść w jego ślady tylko że Przemek tego nie chciał. Tuż po jego śmierci przysięgła sobie, że zrobi wszystko żeby być tak dobra jak on.
- Wiesz gdzie może być ona, albo ten cały Tomasz?
- Z tego co mówił Przemek, Tomek odszedł jak Karolina miała 7 czy 8 lat. Nie było go ponad 10 lat, pojawił się po 10 latach wtedy pod tą strzelnicą i poszedł siedzieć niemal od razu. Nikt z nas nie wiedział gdzie był przez ten czas
- A Bartek Pana syn może on coś wie ?
- Bartek, wie Pan z Karolina trzymali się blisko za dzieciaka. Mija może 5 lat jak on ma swoją rodzinę pracę. Wiem, że mają ze sobą kontakt ale nie jestem w stanie powiedzieć czy coś wie. Dam wam adres - Podszedł do szafki i zapisał nam adres - To adres jego firmy teraz powinien być w biurze, gdybyście potrzebowali pomocy to dajcie znać
- Dobrze dziękujemy. Będziemy w kontakcie - Ledwo wyszliśmy a Zuza z Wojtkiem na mnie naskoczyli
- W kontakcie, Białach czyź Ty oszalał ?
- Wiktor to był świetny policjant. Zna Karolinę jak nikt z nas, w takim stanie jak jest teraz bardzo możliwe że tylko on do niej trafi. Bo to on wtedy go zatrzymał i był przy tym wszystkim. Znam ją lepiej niż wy więc może trochę więcej zaufania - Popatrzyłem na nich i wsiadłem do radiowozu - Na co czekacie nie mamy chwili do stracenia - Pogoniłem ich.
- Mikołaj zostań proszę - Poprosiła mnie Jaskowska kiedy wszyscy wyszli. Zdziwiło mnie to, w sumie nie wspominała że ma do mnie jakaś sprawę. - Ja jak i Ty doskonale wiemy, że z tymi kluczami to bajeczka wymyślona na poczekaniu - Już chciałem coś powiedzieć wytłumaczyć się, ale ona mnie uprzedziła. - Wiem, że się przyjaźnicie Mikołaj ja nie wiem co wiesz o Maleniaku, może Karolina miała by mi za złe, że Ci o tym mówię
- Wiem wszystko
- To wiesz, też że zapewne dla niej to sprawa honorowa. Póki co nikt poza nami o tym nie wie, i chce żeby zostało tak jak jest, a przynajmniej żeby nie wprowadzać w to całej komendy. Wojtek na komedzie będzie za jakieś 30 minut, do tego czasu jeżeli nie dodzwonisz się do Rachwał pojedziecie tam powiedz Zuzie, że jak Niedzwiecki się pojawi niech do Ciebie przyjdzie jak nie będzie do tej pory żadnych informacji od Karoliny przyjdźcie do mnie coś ustalimy. I bez numerów jasne ?
- Tak jest Pani komendant - Dzwoniłem do niej milion razy, nie odebrała, nie odpisała na żadnego sms. W końcu pojawił się Wojtek, w trójkę udaliśmy się do komendant Jaskowska trochę wprowadziła ich w sprawę. Na początku mieliśmy pojechać do jej mieszkania, tak jak myślałem nie było jej tam. Klucze wzięliśmy od jej sąsiadki, w mieszkaniu nie było śladów porwania, włamania czego kolwiek w głębi serca ulżyło mi. Chociaż tyle lat pracuje w tej robocie i wiem, jak to jest że wszystko mogło stać się poza domem. Skontaktowaliśmy się z Jackiem, mieliśmy pojechać do jej mamy, a potem przyjaciela jej ojca Wiktor, to on wtedy zatrzymał Tomasza był najlepszym przyjacielem Przemka, czułem że może być naszą ostatnią nadzieją.
- O Pan Mikołaj dzień dobry - Przywitała mnie jej mama - Coś się stało ? - Dodała kiedy pojawiła się Zuza z Wojtkiem
- Podkomisarz Zuzanna Kowal, sierżant Wojciech Niedzwiecki - Przedstawili się
- Mikołaj wyjaśnisz mi co tu się dzieję ? - Mamę Karoliny nie znałem zbyt dobrze, widziałem ją może z dwa trzy razy na komendzie
- Pani Małgorzato musimy porozmawiać. Może wejdziemy - Nie odpowiedziała tylko zaprosiła nas do środka
- Możecie mi w końcu wyjaśnić o co chodzi ?
-Przed wczoraj z więzienia uciekł Pani były mąż - Zdecydowałem się powiedzieć w prost, w koncu jak inaczej mogłem to uciec - Właściwie był przewożony na rozprawę i
- A co z Karolina ? Gdzie ona jest ?
- My właściwie jesteśmy w tej sprawie - Wtrąciła się Zuza - Karolina nie pojawiła się w pracy czy wie Pani gdzie może być ?
- Podejrzewacie, że on mógł coś jej zrobić ?
- Nie narazie, nie możemy tak zakładać. Nie mamy na to dowodów - Wojtek uspokoił ją jak tylko mógł
-Pani Małgorzata, wie Pani że przyjaźnie się z Karolina. Wiem o wszystkim, o wszystkim mi powiedziała. Podejrzewam, że chce rozwiązać to sama. Pomoże nam Pani ?
- Oczywiście pomogę pomogę, ale nie wiem jak. Tylko nie wiem jak co ja mogę
- Kontaktowała się z Panią, dziś wczoraj ? Wie Pani gdzie może być ? - Dobrze, że Zuzka z Wojtkiem byli ze mną nie wiem czy sam dał bym radę
- Matko nie wiem naprawę, a jak on coś
- Proszę się nie martwić, znajdziemy ją - Chciałem dodać jej trochę otuchy
- Porozmawiajcie z Wiktorem, on przyjaźnił się z Przemkiem moim mężem. To Wiktor z synem Bartkiem wtedy złapali Tomka, Bartek jest 3 lata starszy od Karoliny. Właściwie są jak rodzeństwo, może jak nie Wiktor to Bartek coś pomoże, Wiktor mieszka 2 domy dalej, to on znalazł nam tutaj dom.
- Dobrze, to my nie będziemy już Pani męczyć - Wojtek z Zuzą wstali
- Niech Pani na siebie uważa, mój numer Pani ma w razie czego proszę o kontakt
- Oczywiści. - Zanim wyszliśmy mama Karolina złapała mnie za rękę - Znajdź ją przed nim proszę Cię - Spojrzała na mnie błagalnie
- Zrobię co w mojej mocy -Posłałem jej ciepły uśmiech i już po chwili byliśmy pod mieszkaniem Wiktora
- Dzień dobry komenda miejska policji starszy aspirant Mikołaj Białach, podkomisarz Zuzanna Kowal, sierżant Wojciech Niedzwiecki rozumiem, że Pan podkomisarz Wiktor Karolczyk. - Wiktora znałem z widzenia zaczynałem swoją pracę kiedy, on był tuż przed emerytura
- Tak proszę wejść. Rozumiem, że chodzi o Tomasza ? - Zapytał zanim weszliśmy do domu
- Tak, i o córkę Pana przyjaciela Karolinę Rachwał
- Karolinka Boże co z nią ? - Widać było, że się przejął - Proszę, proszę wchodźcie - Zaprosił nas do środka z tego co Karolina opowiadała Wiktor pomógł im bardzo po śmierci taty - Siadajcie mówcie jak mogę wam pomóc. Karolina przyjaźni się z moim synem, jako dzieci byli jak rodzeństwo jak mogę wam pomóc.
- Chodzi o to, że dwa dni temu Tomasz uciekł z konwoju, a dziś Karolina nie pojawiła się w pracy. Mam podejrzenie - Chciałem przedstawić mu swoją wersje, ale on jako doświadczony policjant czuł to samo co ja
- Myślicie, że mógł ją porwać ?
- Nie mamy śladów włamania, samochód stoi pod blokiem
- Działa na własną rękę ? Myślicie, że chce sama go dopaść - Zamyślił się na chwilę - Na pogrzebie zarzekała się, że zrobi wszystko aby zginął w więzieniu. Przemka kochała całym sercem był jej kochanym tatusiem, chciała pójść w jego ślady tylko że Przemek tego nie chciał. Tuż po jego śmierci przysięgła sobie, że zrobi wszystko żeby być tak dobra jak on.
- Wiesz gdzie może być ona, albo ten cały Tomasz?
- Z tego co mówił Przemek, Tomek odszedł jak Karolina miała 7 czy 8 lat. Nie było go ponad 10 lat, pojawił się po 10 latach wtedy pod tą strzelnicą i poszedł siedzieć niemal od razu. Nikt z nas nie wiedział gdzie był przez ten czas
- A Bartek Pana syn może on coś wie ?
- Bartek, wie Pan z Karolina trzymali się blisko za dzieciaka. Mija może 5 lat jak on ma swoją rodzinę pracę. Wiem, że mają ze sobą kontakt ale nie jestem w stanie powiedzieć czy coś wie. Dam wam adres - Podszedł do szafki i zapisał nam adres - To adres jego firmy teraz powinien być w biurze, gdybyście potrzebowali pomocy to dajcie znać
- Dobrze dziękujemy. Będziemy w kontakcie - Ledwo wyszliśmy a Zuza z Wojtkiem na mnie naskoczyli
- W kontakcie, Białach czyź Ty oszalał ?
- Wiktor to był świetny policjant. Zna Karolinę jak nikt z nas, w takim stanie jak jest teraz bardzo możliwe że tylko on do niej trafi. Bo to on wtedy go zatrzymał i był przy tym wszystkim. Znam ją lepiej niż wy więc może trochę więcej zaufania - Popatrzyłem na nich i wsiadłem do radiowozu - Na co czekacie nie mamy chwili do stracenia - Pogoniłem ich.
wtorek, 9 kwietnia 2019
10.04 Przeszłość cz. 2
Hejka
Przychodzę do was z nowym opowiadaniem, mam nadzieję że spodoba wam się ten rozdział. Znajdziecie tu odpowiedź na pytanie zawarte w poprzednim opowiadanku, niestety tutaj na blogu nikt nie odpowiedział na pytanie, tak więc co do rozwiązania wypowiem się na wattpadzie :)
A wam nie będę już truć i miłego czytania !
- Stary nie mam pojęcia o co chodzi, Jaskowska kazała mi to wam przekazać - Zaczął jak tylko wybiegła, chyba chciał coś dodać ale nie słuchałem tylko wybiegłem za nią. Złapałem ją dopiero kawałek od komendy, próbowała złapać oddech, wyglądała jak by ta wiadomość strasznie nią wstrząsnęła.
Przychodzę do was z nowym opowiadaniem, mam nadzieję że spodoba wam się ten rozdział. Znajdziecie tu odpowiedź na pytanie zawarte w poprzednim opowiadanku, niestety tutaj na blogu nikt nie odpowiedział na pytanie, tak więc co do rozwiązania wypowiem się na wattpadzie :)
A wam nie będę już truć i miłego czytania !
- Stary nie mam pojęcia o co chodzi, Jaskowska kazała mi to wam przekazać - Zaczął jak tylko wybiegła, chyba chciał coś dodać ale nie słuchałem tylko wybiegłem za nią. Złapałem ją dopiero kawałek od komendy, próbowała złapać oddech, wyglądała jak by ta wiadomość strasznie nią wstrząsnęła.
- Karolina - Krzyknąłem, ale ona nawet nie podniosła głowy - Wszystko gra ? - Położyłem jej dłoń na ramieniu, lekko się wzdrygnęła odwracając w moją stronę
- Tak, wszystko gra. Przepraszam - Szybko spuściła wzrok, ale i tak udało mi się dostrzec to przerażenie w jej oczach
- Przecież widzę, chodź - Obiąłem ją ramieniem i ruszyliśmy w stronę mojego auta
- Mikołaj, ale ja nie mam ochoty na - Już chciała wykręcić się od naszego wyjścia
- Nie ma żadnego, ale idziemy i już. Musisz się wygadać zaufaj mi - Spojrzałem jej w oczy, ona lekko się uśmiechnęła. - Chodź - Wsadziłem ją do samochodu i pojechaliśmy, po paru minutach byliśmy już na jednym z parkingów gdzie zostawiliśmy auto
- Mikołaj - Złapała mnie za rękę kiedy gasiłem silnik - Może chodźmy do mnie nie obraź się, ale nie mam ochoty na żadne wypady
- Jasne - zgasiłem silnik do końca - Tam jest sklep, zrobimy zakupy i pojedziemy do Ciebie, chyba że wolisz coś zamówić ? - Uśmiechnąłem się do niej
- Może być - Odparła obojętnie kiedy otwierałem jej drzwi
30 minut później siedzieliśmy już u Karoliny w mieszkaniu, po drodze zamówiłem jej ulubioną pizze, ledwo weszliśmy i przyszło jedzenie. Karolina była nadal nieobecna, zamyślona. Rozlazłem wino, przygotowałem wszystko postanowiłem poczekać, kieliszek dwa wina pomoże jej się rozluźnić i może łatwiej będzie jej mówić o tym wszystkim.
- Powiesz mi kim jest ten cały Tomasz ? - Zapytałem kiedy kończyła drugi kieliszek, jej humor uległ nieco poprawie, chwile pobawiła się kieliszkiem po czym na mnie spojrzała
- Tomasz to mój ojciec - W pierwszej chwili myślałem, że się przesłyszałem ale ona po chwili zaczęła kontynuować - Znaczy Tomasz to mój biologiczny ojciec, poznali się z mamą jakieś 2 lata przed moim narodzeniem. Szybki ślub i nie długo potem ja, najpierw było dobrze z tego co mama mówi zaczęło się jak miałam 2 lata awantury, alkohol domyśl się jak to wyglądało. Którejś nocy znowu to samo awantura rękoczyny nie wytrzymałam zapłakana wybiegłam miałam może 7 lat chciałam spokoju, tego żeby mnie kochał a ja czułam że tak nie jest że mnie obwinia za wszytsko. Wybiegłam i pobiegłam do sąsiada mieszkał klatka obok, znałam go z widzenia zawsze był miły i uśmiechnięty, wiedziałam też że jest policjantem. Potem szybka sprawa on go wyrzucił z mieszkania, był coraz częściej nakłonił mamę do rozmowy potem do rozwodu nim się spostrzegłam zamieszkaliśmy razem, z początku nie byłam przekonana, ale z czasem kiedy widziałam jak traktuje mamę mnie, pokochałam go. Kupił dom, psa o którym tak marzyłam, kiedy miałam 10 lat pobrali się. Byłam oczkiem w głowie Przemka, dla niego zawsze byłam jego maleńką córeczką i nic tego nie zmieniło, nikomu nie pozwolił nic na mnie powiedzieć nawet jego rodzicom - Widziałem w jej oczach łzy chciałem juz coś powiedzieć,ale ona kontynuowała - Chciałam pójść w jego ślady być taka jak tatuś, ale on nie był co do tego przekonany bał się w koncu jak wiesz, nasza praca jest niebezpieczna. Uważa, że mam talent do projektowania wnętrz ja tak nie uważałam, ale on był ze mnie dumny, dał mi zaprojektować salon w naszym domu potem urządził go dokładnie tak jak zaplanowałam. Przed maturą doszliśmy do porozumienia, złoże papiery na architekturę ale jeżeli po roku zdecyduję, że to nie to zrezygnuje, a on pomoże mi dostać się do policji. Zgodziłam się i tak wiedziałam, że policja to moje przeznaczenie coś mnie ciągnęło w tą stronę. Napisałam maturę obawiałam się najbardziej angielskiego chociaż on uważał, ze umiem go perfect, w końcu tylko dzięki niemu szkoły językowe, wyjazdy a to tylko po to, żebym miała łatwiej w życiu. Jakieś 3 dni po tym pojechaliśmy na strzelnice, uwielbiałam z nim strzelać. Jego kumpel był z nami, akurat poszli z Michałem po coś do samochodu mieliśmy spotkać się pod już jak skończymy strzelać, jakieś lody kino po Przemek z Krzyskiem znali się od dziecka byli najlepszymi przyjaciółmi, jego syn był starszy ode mnie o 2 lata, ale też miał dobry kontakt z ojcem,a dla mnie był jak starszy brat. Właśnie wyszliśmy z tata ze strzelnicy - Teraz po jej policzku płynęło morze łez - Nagle nie wiadomo z kąt pojawił się on Tomasz, na początku go nie poznałam nie widziałam go przecież tyle lat, wyglądał okropnie alkohol go zniszczył tata kazał mi natychmiast iść do samochodu, pamiętam jak się sprzeciwiłam jak powiedziałam - Tatusiu nigdzie nie idę - Tomek się zaśmiał, że sobie nowego tatusia znalazłam, jednemu zniszczyłam już życie więc chce zrobić to z kolejnym, zaczęli się kłócić. Tata przypomniał mu, że ma zakaz zbliżania się do mnie i do mamy więc ma jak najszybciej zniknąć nam z oczu i zastawić jego rodzinę w spokoju, bo on na nią nie zasługuje. On tylko się zaśmiał, po czym nie wiadomo kiedy wyciągnął broń i strzelił w moją stronę, tata momentalnie mnie zasłonił. Cała reszta działa się tak szybko pojawił się Krzysiek i Michał, wujek zaczął go gonic, zebrał się tłum Michał mocno mnie przytulił i pocieszał, facet z siłowni robił co w jego mocy żeby tata przeżył, ale zanim pogotowie przyjechało on już nie żył. Pamiętam jego słowa jak by to było dziś, wypowiedział je jeszcze zanim przybiegł Michał, zanim starcił przytomność " Kocham Cię córeczko, pamiętaj, że zawsze będę Cię kochał" Tego dnia podjęłam decyzję, że pójdę w jego ślady - Nie powiedziałem nic, nie wiedziałem co mógłbym powiedzieć w takiej chwili. Jej biologiczny ojciec zabił, mężczyznę który ją wychował jej prawdziwego tatę. Bez słowa przytuliłem ją mocno do siebie dając oparcie i schronienie.
*
Kiedy się obudziłam zdałam sobie sprawę, że jestem u siebie w łóżku. Ostatnie co pamiętam to salon rozmowa z Mikołajem, no tak rozmawialiśmy opowiedziałam mu wszystko, całą moją historię. A on mnie mocno przytulił nie dopytywał tylko pocieszał, potem musiałam zasnąć. Zeszłam na dół Mikołaj jeszcze spał, szybko wykonałam toaletę poranna i przygotowałam śniadanie. Na komendzie udało nam się być chwilę przed odprawą. Nie myślałam o niczym innym, jak tym że Tomek uciekł, nawet nie za bardzo słuchałam tego co mówi Jaskowska, oprzytomniałam dopiero kiedy kazała nam uważać, bo uciekł jeden z więźniów. Na komendzie póki co nikt nie wiedział, jakie mam z nim powiązania, ale wiedziałam że wszystko szybko wyjdzie. Tego dnia nie myślałam o niczym innym, całe szczęście Mikołaj nie miał z tym problemu nie pytał, nie miał do mnie pretensji robił wszytsko co tylko mógł za mnie.
- Zostaw to ja to zrobię - Usłyszałam, naglę nawet nie wiem kiedy Mikołaj znalazł się przy moim biurku
- Dzięki nie trzeba, szybko ogarnę i spadam - Chciałam już coś pisać, ale Mikołaj zamknął mi dokumenty
- Daj spokój jedź do domu. Widać na kilometr, że Ci to nie idzie w cale. Odpocznij wyśpij się, ja wszystko uzupełnię. Jak będziesz na siłach to Ty uzupełnisz za mnie - Puściłem jej oczko
- Dziękuje , ale następnym razem to ja za Ciebie - Posłałam mu ciepły uśmiech - Lecę się przebrać
Z komendy wybiegłam najszybciej jak tylko mogłam, chciałam znaleźć się w domu to wszystko to sprawa mojego honoru, to moje życie mój świat. To co kiedyś się wydarzyło złamało mnie i ukształtowało, wraz ze wczorajszymi słowami Jacka moje życie po raz kolejny moje życie pękło, ale nie mogłam pozwolić na, żeby pękło całkowicie, żeby się złamało. Odpaliłam laptopa i zaczęłam szukać potrzebnych informacji.
Z komendy wybiegłam najszybciej jak tylko mogłam, chciałam znaleźć się w domu to wszystko to sprawa mojego honoru, to moje życie mój świat. To co kiedyś się wydarzyło złamało mnie i ukształtowało, wraz ze wczorajszymi słowami Jacka moje życie po raz kolejny moje życie pękło, ale nie mogłam pozwolić na, żeby pękło całkowicie, żeby się złamało. Odpaliłam laptopa i zaczęłam szukać potrzebnych informacji.
*
Powoli kończyłem uzupełniać papiery, które szły mi dość opornie. Martwiłem się o nią, wiedziałem co przeżywa, co czuje w jej życiu działo się wiele naprawdę dużo. Mimo tego wszystkiego ona była silna, niepoddawana się, zawsze walczyła do końca i nie okazywała słabości. Wczorajszego dnia widziałem po raz pierwszy jak płacze, po raz pierwszy od roku widziałem jej łzy, mimo tego że w naszym życiu już nie raz mieliśmy ciężkie chwile.
- Hej córuś - Odebrałem telefon, który akurat zadzwonił - Jak tam się trzymacie ? ... - A jak tam moja księżniczka się ma ?.... - Cieszę się .... - Też za wami już tęsknie .... - Tak pamiętam za 2 dni wracacie ... - Jasne dajcie tylko znać to was odbiorę ..... - Tak niestety pracuję, więc jak byś córuś mogła -Też was kocham ..... - Widzimy się w środę - Rozłączyłem się już chciałem zadzwonić do Karoliny, kiedy Jacuś wpadł do pokoju
- O super, że jeszcze jesteś
- O nie nie ja już po pracy jestem, papierki to za Karolinę robię. Więc jak nie jesteś blondynką i nie masz na imię Karolina to wiesz
- Dobra dobra pogadałeś to teraz ja. Technicy sprawdzili tą naszą furgonę i nie ma odcisków. Myślę, że jutro będzie można pogadać ze strażnikami.
- Możemy się tym jutro zająć ? - Wiedziałem, że Karolina ucieszy się z tych informacji
- Nie powinienem, ale widzę i wiem że jej zależy tak że wiesz po odprawie, ale masz jej pilnować. Bo inaczej Jaskowska nam nogi z dupy powyrywa - Zostawił mi dokumenty i wyszedł. Od razu chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do Karoliny nie odebrała.
czwartek, 4 kwietnia 2019
10.03 Przeszłość cz. 1
Hej kochani !
Mam dla was kolejną część opowiadania, mam nadzieję że spodoba się wam i ta. Ostatnio widzę tutaj mały ruch więc mam pomysł na maleńkie rozruszanie. Poniżej znajdziecie mały konkurs Specialnie dla was !
Pozdrawiam ! <3
Dziś na komendzie byłam dużo wcześniej niż zwykle, nie mogłam spać wstałam jeszcze wcześniej niż zwykle. Przebrana usiadłam na swoim miejscu, rozmyślając o tym wszystkim
Mam dla was kolejną część opowiadania, mam nadzieję że spodoba się wam i ta. Ostatnio widzę tutaj mały ruch więc mam pomysł na maleńkie rozruszanie. Poniżej znajdziecie mały konkurs Specialnie dla was !
Pozdrawiam ! <3
Dziś na komendzie byłam dużo wcześniej niż zwykle, nie mogłam spać wstałam jeszcze wcześniej niż zwykle. Przebrana usiadłam na swoim miejscu, rozmyślając o tym wszystkim
- Cześć - Wyrwał mnie z zamyślenia jego głos, podniosłam głowę i odpowiedziałam cicho Cześć, po czym zerknęłam na zegarek, do odprawy mieliśmy jeszcze dobre 30 minut
- Co tak wcześnie ? - Zapytałam bez myślenia jak by mój język sam chciał o to zapytać
- Tak myślałem, że już będziesz chciałem porozmawiać - Usiadł na przeciwko mnie - Co Ty na to ?
- W sumie należą Ci się jakieś wyjaśnienia - Spojrzałam na niego nieco zmieszana - Mirek jakiś czas temu stracił pracę, na początku było w miarę potem zaczął przychodzić wypity i tak coraz częściej, bardziej. Krzyki, awantury, raz podniósł na mnie rękę, to był pierwszy i ostatni potem go spakowałam i tyle, od tego czasu a to sms, a to przychodzi to wczoraj to nie wiem co to był - Poczułam sie lepiej kiedy wygadałam się Mikołajowi
- Wiesz, że możesz na mnie liczyć w każdej sytuacji - Uśmiechnął się kładąc swoją dłoń na mojej
- Wiem dziękuje - Przykryłam jego dłoń moją - Od razu mi lepiej - Chciałam jeszcze coś dodać, ale drzwi do pokoju się otworzyły
- Co Ty tu robisz ? - Podskoczyłam jak oparzona nie wiem kto był bardziej zaskoczony ja czy Mikołaj
- Musisz ze mną porozmawiać - Zrobił krok w naszą stronę
- Nic nie muszę. A teraz sobie możesz już iść - Chciałam jak najszybciej pozbyć się go z pola widzenia
- Porozmawiasz i to już - Chciał mnie złapać za rękę i pociągnąć za rękę, całe szczęście Mikołaj stanął mu na drodze - Ty się już nawet do mnie nie zbliżaj i tak zamierzam złożyć zawiadomienie o pobicie, zobaczysz wylecisz z hukiem - Zagroził mu
- Posłuchaj mnie - Stanęłam przed Białachem - W tej sekundzie kiedy tylko dowiem się, że doniosłeś na niego idę złożyć zawiadomienie na Ciebie, mam każdego sms, opowiem jak wczoraj przyszedłeś, jak podniosłeś na mnie rękę, sąsiedzi potwierdzą awantury. Dodam, że wczoraj zachowywałeś się jak być coś brał i zrobię Ci testy na narkotyki. Uwierz mi z pierdla nie wyjdziesz przez najbliższe pare lat, a Mikołajowi nie zrobią nic bo działał w mojej obronie - Byłam pewna siebie jak nigdy przedtem
- Nie zrobisz tego - Spojrzał na mnie gniewnie - Komu jak komu, ale nie zrobisz mi tego bo wiesz co kochasz mnie - Starał się zagrać na moich uczuciach
- Kochałam chciałeś powiedzieć - W pokoju panowała tak gęsta atmosfera, że dało by się powiesić siekierę. Całe szczęście pojawił się Nowak, w pierwszej chwili nikt nawet na niego nie spojrzał
- A wy nie gotowi. Co sie tu dzieje - Dopiero teraz spojrzeliśmy na niego
- Nie nic Jacuś 5 minut i będziemy gotowi. A z łaski swojej odprowadź Pana - Mikołaj wskazał na Mirka, którego swoją drogą Nowak znał - Dopilnuj, żeby sobie poszedł - Dodał po chwili
- Jasne, a wy za 5 minut w radiowozie przekaże wszystko na radiu
- Na dziś mam już dość - Skomentowałam jak tylko Jacek wyszedł z Mirkiem
- Może nie będzie tak źle, służba szybko minie i może jakieś piwko po pracy co Ty na to ?
- Jestem za, a teraz leć sie przebierz i spotkamy się na dole - Uśmiechnęłam się do niego - Wezmę radia i czekam w aucie
- Musisz ze mną porozmawiać - Zrobił krok w naszą stronę
- Nic nie muszę. A teraz sobie możesz już iść - Chciałam jak najszybciej pozbyć się go z pola widzenia
- Porozmawiasz i to już - Chciał mnie złapać za rękę i pociągnąć za rękę, całe szczęście Mikołaj stanął mu na drodze - Ty się już nawet do mnie nie zbliżaj i tak zamierzam złożyć zawiadomienie o pobicie, zobaczysz wylecisz z hukiem - Zagroził mu
- Posłuchaj mnie - Stanęłam przed Białachem - W tej sekundzie kiedy tylko dowiem się, że doniosłeś na niego idę złożyć zawiadomienie na Ciebie, mam każdego sms, opowiem jak wczoraj przyszedłeś, jak podniosłeś na mnie rękę, sąsiedzi potwierdzą awantury. Dodam, że wczoraj zachowywałeś się jak być coś brał i zrobię Ci testy na narkotyki. Uwierz mi z pierdla nie wyjdziesz przez najbliższe pare lat, a Mikołajowi nie zrobią nic bo działał w mojej obronie - Byłam pewna siebie jak nigdy przedtem
- Nie zrobisz tego - Spojrzał na mnie gniewnie - Komu jak komu, ale nie zrobisz mi tego bo wiesz co kochasz mnie - Starał się zagrać na moich uczuciach
- Kochałam chciałeś powiedzieć - W pokoju panowała tak gęsta atmosfera, że dało by się powiesić siekierę. Całe szczęście pojawił się Nowak, w pierwszej chwili nikt nawet na niego nie spojrzał
- A wy nie gotowi. Co sie tu dzieje - Dopiero teraz spojrzeliśmy na niego
- Nie nic Jacuś 5 minut i będziemy gotowi. A z łaski swojej odprowadź Pana - Mikołaj wskazał na Mirka, którego swoją drogą Nowak znał - Dopilnuj, żeby sobie poszedł - Dodał po chwili
- Jasne, a wy za 5 minut w radiowozie przekaże wszystko na radiu
- Na dziś mam już dość - Skomentowałam jak tylko Jacek wyszedł z Mirkiem
- Może nie będzie tak źle, służba szybko minie i może jakieś piwko po pracy co Ty na to ?
- Jestem za, a teraz leć sie przebierz i spotkamy się na dole - Uśmiechnęłam się do niego - Wezmę radia i czekam w aucie
*
Ten dzień do samego początku skazany był na niepowodzenie najpierw Mirek potem ta cała sprawa z szaleńcem co strzelał do człowieka, bo żona go zdradzała z tym o to panem więc w środku miasta urządził sobie strzelanie do celu. Bogu dzięki nic się nie stało i faceta ktoś przepędził. Oczywiście potem zagrażał mężczyźnie, ale w koncu wszystko rozeszło się po kościach i go złapaliśmy
- Bogu dzięki, że to już koniec - Odetknęłam z ulgą
- Muszę przyznać, że to był ciężki dzień, ale to już koniec i teraz może być tylko lepiej - Uśmiechnął się do mnie
- W końcu marzę o tym od początku dnia - Zaczęłam poprawiać włosy
- To, co tam gdzie zawsze czy proponujesz coś nowego ?
- To co zawsze to co idziemy - Mieliśmy już iść, kiedy do pokoju wparował Jacuś
- O nie my już skończyliśmy na dziś - Mikołaj chciał go wyminąć
- Poczekajcie - Zatrzymał nas - Nie ma dla was żadnej sprawy tylko no ten bo chodzi o to
- No stary wysłów się w końcu - Pogonił go Białach
- Wczoraj miała odbyć się sprawa w sądzie odnośnie wcześniejszego wyjścia z więzienia, ale ktoś zastawił na naszych pułapkę no i uciekł - Widać było, że nie wie co do końca ma mówić i jak dobierać słowa
- Jacuś, a co to ma do nas. Miało być bez spraw - Upomniałam go
- Tylko sęk w tym, że ten więzień to Tomasz Maleniak - Myślałam, że się przesłyszałam, że coś źle zrozumiałam, ale nie słuch mnie nie mylił. Usiadłam na biurku Mikołaja starając się uspokoić oddech, ale nie umiałam nie potrafiłam zerwałam się i wybiegłam przed komendę
- Karolina ! - Słyszałam za sobą, ale nie umiałam się zatrzymać. Ten koszmar rozpoczął się ponownie, powrócił
A teraz zagadka dla was ! Kto zgadnie to napiszę dla niego minia ze specjalną dedykacją. Wybierzecie sobie tylko głównych bohaterów, o czym mam pisać ( to nie musi być, mogę coś wymyśleć ) A jeżeli zwycięzca będzie pisał opowiadania dodatkowo przez najbliższe 3 opowiadania będę zapraszać do jego twórczości :)
A więc tak pytanie brzmi:
Kim jest Tomasz Maleniak dla Karoliny i jaka łaczy ich historia ???
Czemu Karolina na niego tak zareagowała ??
Podpowiedź nr 1 to ktoś kto był dla niej bardzo bliski, drugą znajdziecie w poprzednich opowiadaniach.
- W końcu marzę o tym od początku dnia - Zaczęłam poprawiać włosy
- To, co tam gdzie zawsze czy proponujesz coś nowego ?
- To co zawsze to co idziemy - Mieliśmy już iść, kiedy do pokoju wparował Jacuś
- O nie my już skończyliśmy na dziś - Mikołaj chciał go wyminąć
- Poczekajcie - Zatrzymał nas - Nie ma dla was żadnej sprawy tylko no ten bo chodzi o to
- No stary wysłów się w końcu - Pogonił go Białach
- Wczoraj miała odbyć się sprawa w sądzie odnośnie wcześniejszego wyjścia z więzienia, ale ktoś zastawił na naszych pułapkę no i uciekł - Widać było, że nie wie co do końca ma mówić i jak dobierać słowa
- Jacuś, a co to ma do nas. Miało być bez spraw - Upomniałam go
- Tylko sęk w tym, że ten więzień to Tomasz Maleniak - Myślałam, że się przesłyszałam, że coś źle zrozumiałam, ale nie słuch mnie nie mylił. Usiadłam na biurku Mikołaja starając się uspokoić oddech, ale nie umiałam nie potrafiłam zerwałam się i wybiegłam przed komendę
- Karolina ! - Słyszałam za sobą, ale nie umiałam się zatrzymać. Ten koszmar rozpoczął się ponownie, powrócił
A teraz zagadka dla was ! Kto zgadnie to napiszę dla niego minia ze specjalną dedykacją. Wybierzecie sobie tylko głównych bohaterów, o czym mam pisać ( to nie musi być, mogę coś wymyśleć ) A jeżeli zwycięzca będzie pisał opowiadania dodatkowo przez najbliższe 3 opowiadania będę zapraszać do jego twórczości :)
A więc tak pytanie brzmi:
Kim jest Tomasz Maleniak dla Karoliny i jaka łaczy ich historia ???
Czemu Karolina na niego tak zareagowała ??
Podpowiedź nr 1 to ktoś kto był dla niej bardzo bliski, drugą znajdziecie w poprzednich opowiadaniach.
poniedziałek, 1 kwietnia 2019
10.02 Zawszę będę stał po Twojej stronie
Hejka !
Przychodzę do was z nowym opowiadankiem już 2 z 10 serii. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu, to opowiadanie i ta seria.
Czyżbyśmy mieli w końcu wiosnę ? UFF
Dobra już nie będę was zanudzać,
Zapraszam was do czytania i liczę, że zostawicie po sobie jakiś ślad
Sama nie wiem ile siłowałam się z drzwiami, czułam się jak by to była wieczność a na pewno nie minęło więcej niż pięć do dziesięciu minut. Nie działały żadne prośby, groźby dosłownie nic. W dodatku sąsiedzi jak by ogłuchli, oczywiście jak się coś dzieje to nie słyszą, a spróbuj tylko głośniej posłuchać muzyki a słyszą wszyscy.W końcu chyba w przypływie adrenaliny z całej siły pociągnęłam za klamkę i udało mi się zamkną drzwi. Teraz walczyłam z czasem, żeby je zamknąć na zamek wtedy bez problemu mogła bym zadzwonić po wsparcie, wybaczałam mu wiele ale to była już przesada nie mogłam pozwolić na to, żeby doszło do czegoś więcej, kto wie co przyjdzie mu do głowy, kto wie czy jutro nie idąc do pracy nie zaatakuje mnie zaraz przy drzwiach. Kiedy już prawie przekręciłam zamek drzwi gwałtownie się otworzyły, w jego oczach ujrzałam gniew, wściekłość. Nigdy nie widziałam go w takim stanie, do mieszkania wpadł jak oszalała bestia, nawet nie zamknął za sobą drzwi, tylko dopadł do mnie.
-To teraz mnie popamiętasz - W jego głosie było słychać złość, nienawiść. Mówił jak by zebrał w sobie wszystkie najgorsze uczucia
Przychodzę do was z nowym opowiadankiem już 2 z 10 serii. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu, to opowiadanie i ta seria.
Czyżbyśmy mieli w końcu wiosnę ? UFF
Dobra już nie będę was zanudzać,
Zapraszam was do czytania i liczę, że zostawicie po sobie jakiś ślad
Sama nie wiem ile siłowałam się z drzwiami, czułam się jak by to była wieczność a na pewno nie minęło więcej niż pięć do dziesięciu minut. Nie działały żadne prośby, groźby dosłownie nic. W dodatku sąsiedzi jak by ogłuchli, oczywiście jak się coś dzieje to nie słyszą, a spróbuj tylko głośniej posłuchać muzyki a słyszą wszyscy.W końcu chyba w przypływie adrenaliny z całej siły pociągnęłam za klamkę i udało mi się zamkną drzwi. Teraz walczyłam z czasem, żeby je zamknąć na zamek wtedy bez problemu mogła bym zadzwonić po wsparcie, wybaczałam mu wiele ale to była już przesada nie mogłam pozwolić na to, żeby doszło do czegoś więcej, kto wie co przyjdzie mu do głowy, kto wie czy jutro nie idąc do pracy nie zaatakuje mnie zaraz przy drzwiach. Kiedy już prawie przekręciłam zamek drzwi gwałtownie się otworzyły, w jego oczach ujrzałam gniew, wściekłość. Nigdy nie widziałam go w takim stanie, do mieszkania wpadł jak oszalała bestia, nawet nie zamknął za sobą drzwi, tylko dopadł do mnie.
-To teraz mnie popamiętasz - W jego głosie było słychać złość, nienawiść. Mówił jak by zebrał w sobie wszystkie najgorsze uczucia
*
Miałem już wychodzić z komendy, kiedy usłyszałem dźwięk sms, spojrzałem na telefon ku mojemu zdziwieniu, nie dostałem żadnej wiadomości, dźwięk się ponowił jeszcze raz i kolejny. Po chwili zdałem sobie sprawę, że dochodzi z biurka Rachwał. No tak spieszyła się tak, że zapomniała telefonu, kolejne powiadomienie mimowolnie spojrzałem na wyświetlacz, to co tam ujrzałem przeszło moje wszelkie oczekiwania. Zerwałem się biegiem musiałem jak najszybciej znaleźć się w jej mieszkaniu. Po drodze złamałem chyba wszelkie przepisy, modliłem się żeby to były tylko jakieś głupie teksty tego całego Mirka, może się jakoś wygłupia, nie wiem ma jakiś chory pomysł, chore fantazje. Wbiegając do klatki usłyszałem kłótnie, w duchu miałem jednak nadzieję, że to jakiś sąsiad, mimo to wbiegałem po pare stopni naraz, chciałem jak najszybciej być już na górze 4 piętro niestety i to bez windy.
Byłem już prawie na górze, kiedy poznałem ten głos przyspieszyłem jeszcze bardziej. Wbiegłem do jej mieszkania nie pytałem, nie wnikałem po prostu chwyciłem Mirka za fraki i wyrzuciłem go za drzwi.
- Odpieprz się ! To nie jest Twoja sprawa ! - Wrzeszczał jak głupi, znałem go już rok. Często przyjeżdżał po Karolinę, byliśmy na paru wyjściach ale nigdy nie widziałem go w takim stanie, jego źrenice były duże jak by przed chwilą coś ćpał. - Nie wpieprzaj się w nie swoje życie !
- Wynoś się z tąd - Wrzasnąłem odciągając go od drzwi, był dobrze zbudowany co niestety utrudniało mi wyprowadzenie go z bloku. Co chwilę krzyczał, że jeszcze go popamiętam, że Karolina pożałuje. Myślał, że się go przestraszę że może odpuszczę, nic bardziej mylnego. Chciałem nawet wezwać chłopaków, ale ona nie chciała, to była jej decyzja nie mnie oceniać czy była słuszna - Zobaczę Cię tutaj jeszcze raz, a nie pozna Cię rodzona matka. Rozumiesz - Szarpałem się z nim jeszcze pod blokiem - Tym razem ona Ci nie pomoże, raz jej posłuchałem ale kolejnym razem powiem że mi padło na słuch. Głuchota wybiórcza, tak że żegnam - Popchnąłem go w stronę parkingu, on splunął w moją stronę i krzyknął coś w stylu jeszcze mnie popamiętasz. Poczekałem, aż odejdzie kiedy tylko zniknął za rogiem pobiegłem na górę, musiałem się upewnić czy nic jej nie zrobił, czy jest już bezpieczna.
- Karolina to ja otwórz - Zapukałem, nie musiałem czekać długo już po chwili otworzyła mi drzwi. Z pozoru wyglądała normalnie, ale ja ją znałem wiedziałem że coś jest na rzeczy - Mogę ? - Dopytałem zanim mnie wpuściła do środka
- Jasne wchodź - Wpuściła mnie do środka, widziałem zmieszanie w jej oczach, jak by nie wiedziała co mi powiedzieć. - Mikołaj dziękuje - Powiedziała po chwili - A tak właściwie skąd się tu wziąłeś ?
- Zapomniałaś telefonu - Wyjąłem go z kieszeni - Więc chciałem Ci oddać. Właściwie co się tu stało?Czego on chciał od Ciebie ?
- Mikołaj ja Cię przepraszam, nie mam siły. Nie obraź się, ale muszę się położyć, odpocząć i w ogóle przemyśleć wszystko - Wyminęła mnie, tym samym delikatnie dała mi do zrozumienia, że mam sobie iść
-Karolina - Złapałem ją za rękę - Przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, że zawszę będę stał po Twojej stronie - Spojrzała mi w oczy i lekko się uśmiechnęła
- Wiem, dziękuje. Ale naprawdę ja nie mam dziś siły na rozmowę
- Jasne, nie ma sprawy.. Ale gdyby tylko coś się działo to dzwoń do mnie o każdej porze dnia i nocy. Przyjadę jak tylko będzie trzeba
- Wiem, dzięki - Uśmiechnęła się do mnie - Do jutra - Pożegnałem się z nią i wyszedłem, przed blokiem rozejrzałem się czy nie ma go przypadkiem w pobliżu. Wsiadłem w samochód, ruszyłem tą drogą, którą ruszył ten cały Mirek chciałem się upewnić czy nie ma go w pobliżu, czy nie stoi gdzieś za rogiem i nie czeka, aż odjadę.
- Odpieprz się ! To nie jest Twoja sprawa ! - Wrzeszczał jak głupi, znałem go już rok. Często przyjeżdżał po Karolinę, byliśmy na paru wyjściach ale nigdy nie widziałem go w takim stanie, jego źrenice były duże jak by przed chwilą coś ćpał. - Nie wpieprzaj się w nie swoje życie !
- Wynoś się z tąd - Wrzasnąłem odciągając go od drzwi, był dobrze zbudowany co niestety utrudniało mi wyprowadzenie go z bloku. Co chwilę krzyczał, że jeszcze go popamiętam, że Karolina pożałuje. Myślał, że się go przestraszę że może odpuszczę, nic bardziej mylnego. Chciałem nawet wezwać chłopaków, ale ona nie chciała, to była jej decyzja nie mnie oceniać czy była słuszna - Zobaczę Cię tutaj jeszcze raz, a nie pozna Cię rodzona matka. Rozumiesz - Szarpałem się z nim jeszcze pod blokiem - Tym razem ona Ci nie pomoże, raz jej posłuchałem ale kolejnym razem powiem że mi padło na słuch. Głuchota wybiórcza, tak że żegnam - Popchnąłem go w stronę parkingu, on splunął w moją stronę i krzyknął coś w stylu jeszcze mnie popamiętasz. Poczekałem, aż odejdzie kiedy tylko zniknął za rogiem pobiegłem na górę, musiałem się upewnić czy nic jej nie zrobił, czy jest już bezpieczna.
- Karolina to ja otwórz - Zapukałem, nie musiałem czekać długo już po chwili otworzyła mi drzwi. Z pozoru wyglądała normalnie, ale ja ją znałem wiedziałem że coś jest na rzeczy - Mogę ? - Dopytałem zanim mnie wpuściła do środka
- Jasne wchodź - Wpuściła mnie do środka, widziałem zmieszanie w jej oczach, jak by nie wiedziała co mi powiedzieć. - Mikołaj dziękuje - Powiedziała po chwili - A tak właściwie skąd się tu wziąłeś ?
- Zapomniałaś telefonu - Wyjąłem go z kieszeni - Więc chciałem Ci oddać. Właściwie co się tu stało?Czego on chciał od Ciebie ?
- Mikołaj ja Cię przepraszam, nie mam siły. Nie obraź się, ale muszę się położyć, odpocząć i w ogóle przemyśleć wszystko - Wyminęła mnie, tym samym delikatnie dała mi do zrozumienia, że mam sobie iść
-Karolina - Złapałem ją za rękę - Przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, że zawszę będę stał po Twojej stronie - Spojrzała mi w oczy i lekko się uśmiechnęła
- Wiem, dziękuje. Ale naprawdę ja nie mam dziś siły na rozmowę
- Jasne, nie ma sprawy.. Ale gdyby tylko coś się działo to dzwoń do mnie o każdej porze dnia i nocy. Przyjadę jak tylko będzie trzeba
- Wiem, dzięki - Uśmiechnęła się do mnie - Do jutra - Pożegnałem się z nią i wyszedłem, przed blokiem rozejrzałem się czy nie ma go przypadkiem w pobliżu. Wsiadłem w samochód, ruszyłem tą drogą, którą ruszył ten cały Mirek chciałem się upewnić czy nie ma go w pobliżu, czy nie stoi gdzieś za rogiem i nie czeka, aż odjadę.
*
Mikołaj po raz kolejny ocalił mi tyłek, byłam mu bardzo wdzięczna. Jedyne czego się obawiałam to jutrzejszej rozmowy bo to na pewno mnie nie ominie. Bałam się jej, bałam się przyznać przed sobą przed nim, przed sobą samą jaki wielki błąd popełniłam dając mu kolejne szanse, jedna po drugiej. Cały czas w porę się zorientowałam, no dobrze może nie w porę ale jednak w końcu podjęłam jedną z ważnych decyzji w moim życiu i odeszłam od niego. Nie było to łatwe, ale dałam radę teraz muszę tylko przetrwać i nie dać się jego błaganiom, groźbą i trzymać tego co postanowiłam.
Zamknęłam oczy i starałam się zasnąć, chociaż na chwilę zamknąć oczy i o tym nie myśleć, ale nie potrafiła. Cały czas w mojej głowie krążył ten sam obraz Mirek, który próbuje dobić się do mojego mieszkania i Mikołaj który przybywa z odsieczą właściwie w ostatniej chwili.
Zamknęłam oczy i starałam się zasnąć, chociaż na chwilę zamknąć oczy i o tym nie myśleć, ale nie potrafiła. Cały czas w mojej głowie krążył ten sam obraz Mirek, który próbuje dobić się do mojego mieszkania i Mikołaj który przybywa z odsieczą właściwie w ostatniej chwili.
czwartek, 28 marca 2019
10.01 Przeszłość
Witam !
Zapraszam na 1 cz. z 10 już serii, Boże ile już tego napisałam 😱 Aż sama jestem w szoku, no cóż zobaczymy jak to dalej pójdzie na ile starczy mi weny i pomysłów.
Nie będę już przedłużać, życzę wam miłej zimy tej wiosny !
Pozdrawiam <3
Miłego czytania
Tego dnia niebo było wyjątkowo piękne, gwiazdy świeciły wyjątkowo jasno, nie było widać żadnej chmurki, patrzyłam w księżyc i wypominałam, te wspomnienia były czymś wyjątkowym, najcenniejszym co miałam do tej pory. Nie było nic ważniejszego w moim życiu, wspomnienia, zdjęcia to coś najpiękniejszego co możemy zachować po kimś kogo z nami już nie będzie. Pamiętam jak każdego dnia obwiniałam się o to wszystko, prosiłam Boga, żeby to był tylko jakiś sen z którego się obudzę i wszystko będzie jak dawniej, będziemy wszyscy razem szczęśliwi. Nie pragnęłam niczego bardziej jak tego, w końcu zdałam sobie sprawę z tego jak to wszystko mnie ukształtowało, to dzięki temu stałam się kim jestem, dzięki temu jestem w tym miejscu. Nauczyłam się żyć będąc dumna z tego kim jestem, żyć ze świadomością, że on był by ze mnie dumny. Znałam go na tyle dobrze i wiedziała, że ostatnią rzeczą jakiej pragnie jest moje zamartwianie się, moja utrata nadziei w lepsze jutro, poddanie się i stracenie sensu życia. To on wierzył we mnie jak nikt inny, on każdego dnia dawał mi siłę na nowy dzień, wiedząc że nie mogę się poddać, że muszę walczyć o to czego pragnę. Te słowa pamiętam do dziś, do dziś powtarzam je każdego dnia, każdego dnia stawiam sobie pytanie, co by powiedział, co by zrobił ? Dla tego też podjęłam takie decyzje, a nie inne dokonałam takich wyborów obracając swoje dotychczasowe życie o 180 stopni
Zapraszam na 1 cz. z 10 już serii, Boże ile już tego napisałam 😱 Aż sama jestem w szoku, no cóż zobaczymy jak to dalej pójdzie na ile starczy mi weny i pomysłów.
Nie będę już przedłużać, życzę wam miłej zimy tej wiosny !
Pozdrawiam <3
Miłego czytania
Tego dnia niebo było wyjątkowo piękne, gwiazdy świeciły wyjątkowo jasno, nie było widać żadnej chmurki, patrzyłam w księżyc i wypominałam, te wspomnienia były czymś wyjątkowym, najcenniejszym co miałam do tej pory. Nie było nic ważniejszego w moim życiu, wspomnienia, zdjęcia to coś najpiękniejszego co możemy zachować po kimś kogo z nami już nie będzie. Pamiętam jak każdego dnia obwiniałam się o to wszystko, prosiłam Boga, żeby to był tylko jakiś sen z którego się obudzę i wszystko będzie jak dawniej, będziemy wszyscy razem szczęśliwi. Nie pragnęłam niczego bardziej jak tego, w końcu zdałam sobie sprawę z tego jak to wszystko mnie ukształtowało, to dzięki temu stałam się kim jestem, dzięki temu jestem w tym miejscu. Nauczyłam się żyć będąc dumna z tego kim jestem, żyć ze świadomością, że on był by ze mnie dumny. Znałam go na tyle dobrze i wiedziała, że ostatnią rzeczą jakiej pragnie jest moje zamartwianie się, moja utrata nadziei w lepsze jutro, poddanie się i stracenie sensu życia. To on wierzył we mnie jak nikt inny, on każdego dnia dawał mi siłę na nowy dzień, wiedząc że nie mogę się poddać, że muszę walczyć o to czego pragnę. Te słowa pamiętam do dziś, do dziś powtarzam je każdego dnia, każdego dnia stawiam sobie pytanie, co by powiedział, co by zrobił ? Dla tego też podjęłam takie decyzje, a nie inne dokonałam takich wyborów obracając swoje dotychczasowe życie o 180 stopni
Wróciłam do mieszkania, jak każdej nocy zasnęłam otoczona wspomnieniami tych beztroskich dni, z łzami spływającymi po policzku " Tak bardzo za Tobą tęsknie" . Zamknęłam oczy i odpłynęłam w obcięciach Morfeusza.
Obudziłam się chwilę przed budzikiem ostatnio nie sypiałam najlepiej, pewnie minie trochę czasu za nim zacznę sypiać. Jak to jest, że człowiek przyzwyczaja się aż tak do drugiego człowieka, że aż kiedy go nie ma nie umie już sypiać samemu. Tak naprawdę przez całe życie przyzwyczajamy się do wszystkiego spojrzeń, gestów, bliskości dosłownie wszystkiego. Najgorsze jest to, że mimo tego iż ktoś nas rani, to i tak tęsknimy i nam go brakuje, mimo tego że sam podejmujesz decyzję o końcu obwiniasz się i zastanawiasz, czy na pewno zrobiłeś dobrze. Spojrzałam na telefon była 5.45 odprawa o 7.30 więc miałam jeszcze trochę czasu, nie zdążyłam odłożyć telefonu i dostałam sms. " Zmienie się, proszę wybacz. Daj kolejną szansę" To już chyba działa na zasadzie kopiuj wklej, kolejny taki sam, w zasadzie wolałam to niż jego wizyty. Póki nie pojawi się na komendzie nie jest jeszcze źle, na chwilę obecną nikt nie wie o tym, że nie jestem już z nim co się stało, czemu podjęłam taką decyzję. Dobra koniec użalania się nad sobą, zebrałam się i poszłam do łazienki, szybki prysznic i czuje się zdecydowanie lepiej, do tego kawa i śniadanie i można szykować się do wyjścia. Dzisiejszy dzień należał do tych cieplejszych dla tego postawiłam na jeansy, do tego koszula i płaszczyk. Udało mi się dotrzeć jakieś 30 minut przed odprawą Mikołaja jeszcze nie było, z braku zajęć zrobiłam kolejną kawę i siadłam do papierów.
- Cześć, a co tak od rana przy papierach - Przywitał mnie mój partner jak tylko wszedł tym samym wyrwał mnie z zamyślenia
- Cześć - Podniosłam głowę, jak zawsze od rana uśmiechał się do mnie, dla tego odpowiedziałam tym samym - Jakoś tak spać nie mogłam
- Wszystko gra ? - Podszedł do mojego biurka - Ostatnio jesteś jakaś zamyślona, mało sypiasz - Oparł się o moje biurko i patrzył na mnie
- Wszystko gra - Ponownie się do niego uśmiechnęłam - Ale dziękuje za troskę
- Jak by coś się działo to wiesz, ja jestem o każdej porze dnia i nocy dzwonisz i jestem - Zaśmiał się, zawsze tak robił, wiedział że i ja zacznę się śmiać
- Wiem i dziękuje - Położyłam swoją dłoń na jego - Jak coś będzie się dziać dowiesz się pierwszy Dzisiejszy dzień minął dość szybko jedna duża sprawa i jakieś pierdoły i mogliśmy iść do domu. Potrzebowałam jakiegoś oderwania się od tego wszystkiego, dla tego też po drodze do domu kupiłam butelkę wina. Dobry film i wino to właśnie to czego potrzebuje, ledwo weszłam do domu a usłyszałam pukanie do drzwi instynktownie spojrzałam przez wizier stał w nich oczywiście on. Zawahałam się przez chwilę, czy w ogóle otwierać kiedy chciałam już przekręcić zamek, pukanie przybrało na sile
- Otwieraj te pieprzone drzwi !! Wiem, że tam jesteś !!! - Pukał i dzwonił na zmianę, wyjrzałam ponownie przez wizier wpadł w jakąś furie nigdy nie widziałam go w takim stanie, był agresywny jak nigdy przedtem. Miałam wrażenie, że był pod wpływem alkoholu i narkotyków - Otwieraj te drzwi ! Pożałujesz rozumiesz ! - Mimo tego, że byłam policjantką bałam się otworzyć drzwi, nie wiedziałam do czego może być zdolny - S***a ! - Wrzeszczał chyba na cały blok, z minuty na minutę obawiałam się coraz bardziej. - Słyszysz mnie s***o ! Otwieraj te drzwi, a pokaże Ci na co zasłużyłaś - Sama już nie wiedziałam co zrobić, czekać aż się uspokoi, otworzyć drzwi, czy może spróbować jakiś negocjacji.
Siedziałam pod drzwiami sama już nie wiem ile, za drzwiami zapanowała cisza, liczyłam na to, że już odszedł że w końcu będę mogła w spokoju usiąść i zapomnieć o tym wszystkim. Spojrzałam przez wizier nie było go tam, dla pewności uchyliłam delikatnie drzwi chciałam mieć 100% pewność, że nie ma go tam.
- Tak myślałem ! - Krzyknął gdy tylko uchyliłam drzwi, w jego oczach widziałam złość, wściekłość nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie - Teraz pożałujesz ! - Zaczął szarpać za drzwi, starałam się jak tylko mogłam, żeby zamknąć drzwi, nie pozwolić mu wejść do środka. W zasadzie liczyłam na to, że awantura na klatce kogoś zainteresuje i go spłoszy bądź wezwie policję. Jak widać nic bardziej mylnego, żyjemy w świecie skoro to nie dotyczy mnie to nic widzę, nic nie słyszę
Obudziłam się chwilę przed budzikiem ostatnio nie sypiałam najlepiej, pewnie minie trochę czasu za nim zacznę sypiać. Jak to jest, że człowiek przyzwyczaja się aż tak do drugiego człowieka, że aż kiedy go nie ma nie umie już sypiać samemu. Tak naprawdę przez całe życie przyzwyczajamy się do wszystkiego spojrzeń, gestów, bliskości dosłownie wszystkiego. Najgorsze jest to, że mimo tego iż ktoś nas rani, to i tak tęsknimy i nam go brakuje, mimo tego że sam podejmujesz decyzję o końcu obwiniasz się i zastanawiasz, czy na pewno zrobiłeś dobrze. Spojrzałam na telefon była 5.45 odprawa o 7.30 więc miałam jeszcze trochę czasu, nie zdążyłam odłożyć telefonu i dostałam sms. " Zmienie się, proszę wybacz. Daj kolejną szansę" To już chyba działa na zasadzie kopiuj wklej, kolejny taki sam, w zasadzie wolałam to niż jego wizyty. Póki nie pojawi się na komendzie nie jest jeszcze źle, na chwilę obecną nikt nie wie o tym, że nie jestem już z nim co się stało, czemu podjęłam taką decyzję. Dobra koniec użalania się nad sobą, zebrałam się i poszłam do łazienki, szybki prysznic i czuje się zdecydowanie lepiej, do tego kawa i śniadanie i można szykować się do wyjścia. Dzisiejszy dzień należał do tych cieplejszych dla tego postawiłam na jeansy, do tego koszula i płaszczyk. Udało mi się dotrzeć jakieś 30 minut przed odprawą Mikołaja jeszcze nie było, z braku zajęć zrobiłam kolejną kawę i siadłam do papierów.
- Cześć, a co tak od rana przy papierach - Przywitał mnie mój partner jak tylko wszedł tym samym wyrwał mnie z zamyślenia
- Cześć - Podniosłam głowę, jak zawsze od rana uśmiechał się do mnie, dla tego odpowiedziałam tym samym - Jakoś tak spać nie mogłam
- Wszystko gra ? - Podszedł do mojego biurka - Ostatnio jesteś jakaś zamyślona, mało sypiasz - Oparł się o moje biurko i patrzył na mnie
- Wszystko gra - Ponownie się do niego uśmiechnęłam - Ale dziękuje za troskę
- Jak by coś się działo to wiesz, ja jestem o każdej porze dnia i nocy dzwonisz i jestem - Zaśmiał się, zawsze tak robił, wiedział że i ja zacznę się śmiać
- Wiem i dziękuje - Położyłam swoją dłoń na jego - Jak coś będzie się dziać dowiesz się pierwszy Dzisiejszy dzień minął dość szybko jedna duża sprawa i jakieś pierdoły i mogliśmy iść do domu. Potrzebowałam jakiegoś oderwania się od tego wszystkiego, dla tego też po drodze do domu kupiłam butelkę wina. Dobry film i wino to właśnie to czego potrzebuje, ledwo weszłam do domu a usłyszałam pukanie do drzwi instynktownie spojrzałam przez wizier stał w nich oczywiście on. Zawahałam się przez chwilę, czy w ogóle otwierać kiedy chciałam już przekręcić zamek, pukanie przybrało na sile
- Otwieraj te pieprzone drzwi !! Wiem, że tam jesteś !!! - Pukał i dzwonił na zmianę, wyjrzałam ponownie przez wizier wpadł w jakąś furie nigdy nie widziałam go w takim stanie, był agresywny jak nigdy przedtem. Miałam wrażenie, że był pod wpływem alkoholu i narkotyków - Otwieraj te drzwi ! Pożałujesz rozumiesz ! - Mimo tego, że byłam policjantką bałam się otworzyć drzwi, nie wiedziałam do czego może być zdolny - S***a ! - Wrzeszczał chyba na cały blok, z minuty na minutę obawiałam się coraz bardziej. - Słyszysz mnie s***o ! Otwieraj te drzwi, a pokaże Ci na co zasłużyłaś - Sama już nie wiedziałam co zrobić, czekać aż się uspokoi, otworzyć drzwi, czy może spróbować jakiś negocjacji.
Siedziałam pod drzwiami sama już nie wiem ile, za drzwiami zapanowała cisza, liczyłam na to, że już odszedł że w końcu będę mogła w spokoju usiąść i zapomnieć o tym wszystkim. Spojrzałam przez wizier nie było go tam, dla pewności uchyliłam delikatnie drzwi chciałam mieć 100% pewność, że nie ma go tam.
- Tak myślałem ! - Krzyknął gdy tylko uchyliłam drzwi, w jego oczach widziałam złość, wściekłość nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie - Teraz pożałujesz ! - Zaczął szarpać za drzwi, starałam się jak tylko mogłam, żeby zamknąć drzwi, nie pozwolić mu wejść do środka. W zasadzie liczyłam na to, że awantura na klatce kogoś zainteresuje i go spłoszy bądź wezwie policję. Jak widać nic bardziej mylnego, żyjemy w świecie skoro to nie dotyczy mnie to nic widzę, nic nie słyszę
niedziela, 24 marca 2019
9.15 Kocham Cię braciszku
Hejka !
W związku z przypływem weny mam dla was kolejne opowiadanko. Zamykające 9 serie ! <3 Napiszcie jak wam się podobała ta seria, co o niej myślicie.
A już niebawem pojawi się 10 seria, która z dnia na dzień coraz bardziej rozkwita w mojej głowie. Zdradzę tylko tyle, że główny motyw zaczerpnęłam z jednego z seriali Netflix nie zdradzę czy to pomysł z jednego odcinka, czy też z całej fabuły serii, zobaczycie niebawem :)
Pozdrawiam <3
Milion nieprzespanych godzin, hektolitry wylanych łez, złamane serca, pęknięte marzenia, tęsknota większą od chińskiego muru, niezapomniane wspomnienia. Utracone nadzieję, nieodpowiedzialne słów. Wszystko co najważniejsze zniknęło jak za sprawą magicznej różdżki.
Minął już ponad rok od kąd Kacperek od nas odszedł, rok od dnia kiedy ostatni raz powiedział Kocham Cię mamusiu. Zdecydowanie najtrudniejszy rok w moim życiu, rok w którym straciłam wszystko co kochałam. Musiałam nauczyć się żyć bez mojego synka, bez kogoś najcenniejszego w moim życiu. Nadal uczę się żyć tak aby każdego dnia pamiętać o nim, kochać tak cholernie mocno, a jednocześnie żyć dalej. Nie wiem jak udało mi się to wszystko, jak umiem żyć i funkcjonować bez niego, nie płakać po każdym zrobionym kroku, i nie dławiąc się z każdym nowym oddechem. Cholernie dużo zawdzięczam moim przyjaciołom i jemu. Gdyby nie on nie było by mnie tutaj, w tym miejscu. Gdyby nie zjawił się wtedy w mieszkaniu pewnie nie żyła bym już, leżałam bym gdzieś obok niego, łamiąc dane mu słowo. On był moim największym wsparciem, to dzięki niemu się nie poddałam i walczyłam o każdy kolejny dzień.
*
Widok był niesamowity, mimo nocy która już panowała w oddali widać było pasma gór a nad nimi księżyc.Było już dobrze po północy od śmierci Kacperka nie sypiam dobrze, właściwie nie sypiam w ogól, za każdym razem kiedy zamykam oczy mam ten koszmar przed oczami. Od tego feralnego dnia minął już miesiąc, a ja nadal mam wrażenie że to jakiś pieprzony sen i zaraz będę odbierać go z przedszkola, że zaraz pójdzie do pierwszej klasy. Nagle poczułam jak ktoś okrywa mnie kocem
- Zmarzniesz - Usłyszałam jego ciepły głos, po chwili był już tuż obok mnie
- Nie śpisz ? - Odwróciłam twarz w jego stronę, patrzył w milczeniu w jasny księżyc
- Nie mogę spać, tak jak Ty i za pewne z tego samego powodu - Jego słowa zaskoczyły mnie, dopiero po chwili spojrzał w moją stronę - Od tego dnia ciężko mi przespać chociaż jedną noc całą, wiem że Tobie też, wtedy jak byłem u Ciebie słyszałem jak chodzisz po domu jak godzinami siedzisz w ciszy i oglądasz zdjęcia
- Dla czego nic mi nie powiedziałeś ?
- Nie chciałem Cię martwić, a poza tym myślałem że tego potrzebujesz - Uśmiechnął się lekko w moją stronę
- Potrzebuje przyjaciela. Dziękuje - Spojrzałam w niebo - Dziękuje, że mnie tu zabrałeś - Oparłam głowę o jego ramie
-Wiesz, że zawsze będę obok - Delikatnie obiął mnie ramieniem. Staliśmy tak w milczeniu, w pewnym momencie poczułam jak bardzo jestem zmęczona, powieki bezwładnie zaczęły mi opadać. Spojrzałam kontem okna na Mikołaja miał zamknięte powieki
-Ufasz mi ? - Zapytał nagle cicho
- Tak - Odszeptałam, nawet nie patrzyliśmy na siebie. Zamknęłam oczy, nagle poczułam jak łapie mnie za dłoń i delikatnie ciągnie za sobą. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w jego pokoju, byłam w przeogromnym szoku nie miałam pojęcia dla czego tu jesteśmy, czemu przyprowadził mnie do siebie. Kiedy usiadł na łóżku, już chciałam uciec zniknąć stąd. Kiedy wyciągnął dłoń w moim kierunku chwile stałam bez ruchu, dopiero po chwili chwyciłam ją, kiedy byłam już blisko niego czekając na jego ruch jak małe bezbronne dziecko. Mikołaj bez słowa przytulił mnie mocno, już po chwili leżałam w jego obcięciach wtulona jak małe dziecko. - Dobranoc - Szepnął cicho
- Dobranoc - Odszeptałam, poczułam się bezpieczna od dawna nie czułam czegoś takiego, poczułam jak by jakaś część ciężaru gdzieś zniknęła, ulatnia się. Moje zmęczenie przybrało na sile, moje powieki stały się ciężkie, jak by ktoś przyczepił do nich tysiące kilogramów ciężarków. Zamknęłam oczy o dopłynęłam w obcięciach mojego własnego Orfeusza.
Obudziłam się moi wzrok dostrzegł że słońce jest już wysoko, wszystko wskazywało na to że jest już koło południa. Po chwili poczułam jak ktoś mnie obejmuje w pasie delikatnie przekręciłam się na bok, obok mnie spał Mikołaj, przypomniałam sobie wczorajszy wieczór właściwie dzisiejsza noc. Na początku nie wiedziałam jak odebrać zachowanie Mikołaja, dopiero dziś zrozumiałam że brakowało nam po prostu bliskości kogoś kto nas rozumie, jest z nami zawsze, kogoś przy kim czujemy się bezpiecznie. Czasem trudno jest nam otworzyć się na innych, ale kiedy to zrobimy to razem potrafimy osiągnąć więcej. Uśmiechnęłam się do siebie samej. Mikołaj spał dalej - Dziękuję synku - Szepnęłam przytulając się jeszcze bardziej
Obudziłam się moi wzrok dostrzegł że słońce jest już wysoko, wszystko wskazywało na to że jest już koło południa. Po chwili poczułam jak ktoś mnie obejmuje w pasie delikatnie przekręciłam się na bok, obok mnie spał Mikołaj, przypomniałam sobie wczorajszy wieczór właściwie dzisiejsza noc. Na początku nie wiedziałam jak odebrać zachowanie Mikołaja, dopiero dziś zrozumiałam że brakowało nam po prostu bliskości kogoś kto nas rozumie, jest z nami zawsze, kogoś przy kim czujemy się bezpiecznie. Czasem trudno jest nam otworzyć się na innych, ale kiedy to zrobimy to razem potrafimy osiągnąć więcej. Uśmiechnęłam się do siebie samej. Mikołaj spał dalej - Dziękuję synku - Szepnęłam przytulając się jeszcze bardziej
*
Poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu, momentalnie wyrwałam się z zamyślenia przytulając do niego, jego ręce powędrowały na mój brzuch
- Dzień dobry. Jak się czujesz ? - Szepnął mi do ucha
- Świetnie, dziś dużo lepiej - Odwróciłam się do niego - Dzień dobry - Ucałowałam go na powitanie
- Chodź mam dla Ciebie niespodziankę - Złapał mnie za rękę, za nim zdążyłam co kolwiek powiedzieć szliśmy już za dom, chwilę przed tyłami zasłonił mi swoimi dłońmi oczy- I jak się podoba ? - Spytał przenosząc swoje dłonie na mój brzuch. Moim oczom ukazała się wiszący fotel, wspominałam ostatnio o takim, ale nie myślałam że chociaż by pamięta
- Specialnie dla Ciebie, w lato może stać tu, a na gorszę dni przeniesiemy go do domu
- Dziękuje - Odwróciłam się w jego stronę i czule pocałowałam
- Jak maleństwo przyjdzie na świat będziesz mogła siedzieć i odpoczywać razem z nim - Ucałował mnie w czubek głowy, cały czas gładził mój lekko zaokrąglany brzuszek - Tak bardzo was kocham
- My Ciebie też - Uśmiechnęłam się lekko i popatrzyłam w górę - Tęsknie za nim
- Ja też i to bardzo - Delikatnie chwycił mój podbródek, chciał żebym na niego spojrzała - Ale jest z nami. O tutaj - Pokazał na nasze serca - I zawszę tu będzie. W moim i Twoim sercu w naszym sercu. Nigdy nie pozwolę, abyśmy choć na chwilę o nim zapomnieli. Pamiętasz jak bardzo chciał,zasadzić drzewko takie jego od początku do końca - Doskonale pamiętałam tą chwilę powiedział, że chciał by zasadzić drzewo i mieć pieska małego ślicznego labradora. Nie odezwałam się tylko pokiwałam głową - W dzień jego urodzin posadzimy drzewo. Dokładnie o tam - Wskazał na miejsce nie daleko płotu, podobno tam będzie idealnie - Już chciałam coś powiedzieć kiedy mnie uprzedził - A to dla Ciebie, dla nas - Podał mi duże pudełko, z początku nawet go nie zauważyłam - Otwórz - Uśmiechnął się do mnie, delikatnie otworzyłam pudełko. Z początku wyłoniły się tylko duże czarne oczka i mały trufelek, kiedy tylko mnie zobaczył zaczął merdać ogonem i niemal wskoczył mi na ręce - Wszystkiego najlepszego skarbie - Ucałował mnie w czubek głowy
- Dziękuje - Po moim policzku spłynęła łza, on delikatnie przytulił nas do siebie - Póki co jesteśmy w komplecie ja Ty, Kacper - mówiąc jego imię spojrzał w górę - Nasza mała fasolka no i - Zawahał się chwilę i spojrzał na mnie, czekał aż nadam imię naszemu nowemu członkowi rodziny
- Kasper, tak chciał by nazwać go nasz syn - Dodałam po chwili wahania
- Ja Ty, Kacper, nasza mała fasolka i Kasper
- Kocham Cię - Złożyłam na jego ustach czuły pocałunek
*
W chwili śmierci Kacperka zawalił mi się cały mój świat, nie sądziłam że kiedy kolwiek będę szczęśliwa. W zasadzie sama odsuwałam od siebie tą myśl, nie chciałam nawet myśleć o szczęściu. Według siebie nie zasługiwałam na nie, nie zasługiwałam na nic co dobre, jego śmierć była dla mnie moją własną karą, znakiem że powinnam być sama do końca życia, sama bez grama szczęścia. Dzięki Mikołajowi ponownie poznałam co to szczęście, zaczęłam się uśmiechać na nowo. Kochałam i byłam kochana, poczułam że mogę być szczęśliwa cały czas pamiętając o moim maleńkim synku. To on nauczył mnie żyć na nowo, dzięki niemu każdego dnia miałam siłę by walczyć, z przeciwnością losu. Byłam i jestem dumna z naszego synka, zawszę będę z niego dumna. Nigdy nie pozwolę, aby nasza córeczka zapomniała o swoim braciszku, chociaż nigdy go nie pozna. Razem nauczymy ją miłości do niego, bo tylko dzięki niemu jesteśmy razem na zawsze
- A gdyby Kacperek żył to by mnie lubił ? - Kucnęłam przed nią, spojrzałam w jej piękne błękitne oczka, które odziedziczyła po tacie, jej małe loczki opadały na twarzyczkę je zapewne odziedziczyła po mnie, strach pomyśleć co by było gdyby miała włosy po tacie
- Oczywiście skarbie i wiesz co Ci nawet powiem. Na pewno patrzy na nas o tam z góry - Wskazałam palcem na niebo - I cieszy się, że ma tak cudowną siostrzyczkę jak Ty
- Naprawdę ? - Jej oczka zrobiły się momentalnie większe - Bo Szymon ode mnie z grupy mówi, że on się cieszy, że jest jedynakiem bo tak lepiej rodzice mu więcej kupują
- Może Szymon nie chce mnie rodzeństwa, Kacperek bardzo chciał mnie siostrzyczkę, albo braciszka. Jeszcze jak Twój tatuś był moim kolegą to jak siedział z Dominiką to mówił, że jest jego starszą siostrzyczką i bardzo ją kocha
- Nie znałam Kacperka, ale bardzo go kocham mamusiu, jak powiedziałam w przedszkolu jak był 1 listopad , że bardzo kocham mojego braciszka i za nim tęsknie to Szymon powiedział, że jestem głupia - Jej oczka momentalnie posmutniały - Wtedy Oluś, cioci Asi i wujka Szymka, Powiedział że jest głupi i go popchnął. Pani trochę była na niego zła i chyba Ciocia i wujek będą przyjść do przedszkola. Pewnie będą na niego źli
- Nie martw się skarbie ciocia i wujek zrozumieją dla czego to zrobił - Pogłaskałam ją po główce. Znowu się uśmiechnęła - O zobacz tatuś idzie
- Przepraszam was, że tak długo ale te kolejki - Ucałował maleńką w czubek głowy - Cześć - Szepnął w stronę nagrobka . Listopad należał do miesiąca, w którym wszystko wracało nawet podwójnie, na dworze było szaro ponuro, na cmentarzu od rana do wieczora płonęło mnóstwo zniczy. Można by rzec, że to wszystko w tym dniu wyglądało pięknie. Mikołaj wziął naszą córkę na ręce
- Kocham Cię braciszku - Szepnęła Milenka, kiedy odchodziliśmy .
czwartek, 21 marca 2019
9.14 Najcenniejsza obietnica
Hej kochani !
Przychodzę do was z kolejnym opowiadankiem. Mam nadzieję, że spodoba się wam to co wymyśliłam specjalnie dla was !
Z racji wolnego i nudy jaka przy tym towarzyszy, jak zauważyliście pojawiło się wcześniej niż ostatnio ( raz w tyg. weekend) Kiedy pojawi się kolejne niestety nie jestem w stanie powiedzieć wszystko zależy od weny
Pozdrawiam <3
Miłego czytania
... proszę, uwierz mi, kiedy mówię, że rodzina jest wszystkim. A miłość rodzica do dziecka to najpotężniejsza siła na ziemi. - Siedem sióstr
Piękny ciepły słoneczny dzień, na dworze można spotkać mnóstwo spacerujących par, rodziców z dziećmi, po prostu każdego miasto budzi się do życia, staje się piękniejsze, pełniejsze. Z oddali tętni życiem, jedno z najpiękniejszych zjawisk jakie może być miasto budzące się do życia bo smutnej i ciemniej zimie. Rodzice powoli odbierali swoje pociechy ze szkół, przedszkoli dzieciaki wesoło biegali śmiejąc się, chyba nie ma nic bardziej szczerego niż śmiech dziecka, ono zawsze śmieje się wtedy kiedy jest szczęśliwe, to ono cieszy się z najprostszych rzeczy jakie mogę być. Nam do szczęścia potrzeba nowego samochodu, mieszkania, czegoś naprawdę łał, zamiast cieszyć się tym co jest do okoła nas, śpiewem ptaków, słońcem w pochmurny dzień, że udało nam się coś wyjątkowego, że jedno malutkie marzenie się spełniło, nie my szukamy czegoś bardziej "wyrafinowanego" czegoś z pozoru wyjątkowego, zamiast rozejrzeć sie do okoła i cieszyć tym co jest blisko nas.
Przychodzę do was z kolejnym opowiadankiem. Mam nadzieję, że spodoba się wam to co wymyśliłam specjalnie dla was !
Z racji wolnego i nudy jaka przy tym towarzyszy, jak zauważyliście pojawiło się wcześniej niż ostatnio ( raz w tyg. weekend) Kiedy pojawi się kolejne niestety nie jestem w stanie powiedzieć wszystko zależy od weny
Pozdrawiam <3
Miłego czytania
... proszę, uwierz mi, kiedy mówię, że rodzina jest wszystkim. A miłość rodzica do dziecka to najpotężniejsza siła na ziemi. - Siedem sióstr
Piękny ciepły słoneczny dzień, na dworze można spotkać mnóstwo spacerujących par, rodziców z dziećmi, po prostu każdego miasto budzi się do życia, staje się piękniejsze, pełniejsze. Z oddali tętni życiem, jedno z najpiękniejszych zjawisk jakie może być miasto budzące się do życia bo smutnej i ciemniej zimie. Rodzice powoli odbierali swoje pociechy ze szkół, przedszkoli dzieciaki wesoło biegali śmiejąc się, chyba nie ma nic bardziej szczerego niż śmiech dziecka, ono zawsze śmieje się wtedy kiedy jest szczęśliwe, to ono cieszy się z najprostszych rzeczy jakie mogę być. Nam do szczęścia potrzeba nowego samochodu, mieszkania, czegoś naprawdę łał, zamiast cieszyć się tym co jest do okoła nas, śpiewem ptaków, słońcem w pochmurny dzień, że udało nam się coś wyjątkowego, że jedno malutkie marzenie się spełniło, nie my szukamy czegoś bardziej "wyrafinowanego" czegoś z pozoru wyjątkowego, zamiast rozejrzeć sie do okoła i cieszyć tym co jest blisko nas.
Owszem, może zbyt się pospieszyłem dopiero złamało jej się, życie a ja wyskoczyłem z pocałunkiem z czymś bardzo obiecującym, z jednej strony złożyłem jej jedną z najskrytszych obietnic, tą o której marzyłem już od dawna, z drugiej strony podstawiłem ją pod ścianą po tak ciężkich chwilach. Zamiast być jej oparciem, ja dałem jej kolejne zmartwienia, bo nie jest wstanie dać mi tego samego co ja jej. Mimo tego, że w tej kwestii różnimy się nasza przyjaźń jest tak silna, że nic nie jest wstanie jej złamać, rozmowa do rana chwila szczerości wystarczy by wyjaśnić sobie wszystko co leży nam na sercu, to czego się obawiamy, czego pragniemy wyjaśnić i nie zamykać za sobą furtki zostawić iskierkę nadziei na gorsze dni. Nasza przyjaźń jest czymś najtwardszym, najcenniejszym co do tej pory miałem w swych ramionach, nie zamierzam jej zaprzepaścić, zamierzam ją pielęgnować każdego dnia na nowo, dbać jak o najcenniejszy kwiat i żyć nadzieją na to, że kiedyś ten kwiat rozkwitnie, bo chyba nie istnieje nic piękniejszego niż pączkujący i rozkwitający kwiat. Niektórzy mówią, że wiosną nie tylko świat budzi się do życia, ale i nasze nadzieje i najskrytsze pragnienia, że ponownie wierzymy w coś pięknego i chyba tak jest.
Szedłem Wrocławskimi ulicami, tego dnia chciałem zrobić im niespodziankę doskonale wiedziałem, o której zabiera go z przedszkola, że nie ma planów po do miasta przyjechało wesołe miasteczko, w kinie wyszedł film o którym młody mówił od dawna. To miał być nasz dzień, nic zobowiązującego, zbiórka była na finiszu, właściwie można było już wszystko ustalać, razem z wiosną z rozkwitającymi kwiatami, nasze nadzieje na szczęśliwe zakończenie rosły z dnia na dzień. Szczęśliwy pełen nadziej byłem coraz bliżej, zbliżając się do bramy przedszkola ujrzałem nadjeżdżającą karetkę, w połowie drogi od wyjścia zebrał się tłum rodziców z dziećmi, niektórzy kurczowo trzymali swoje pociechy, inni patrzyli z przerażeniem, ktoś prowadził akcje reanimacyjną, ktoś płakał niemal od razu rozpoznałem ten płacz, rzuciłem się biegiem wypuszczając z rąk balona z uśmiechniętą buzią.
***
Od tego feralnego dnia minęły ponad dwa tygodnie, pieprzone dwa tygodni ten czas był dla mnie najgorszym czasem w całym moim życiu, kiedy patrzyłem na jej łzy, jak spływają po policzkach, chciałem z całować każdą z nich, a tym samym zabrać jej całe cierpienie, ten ból który rozdzierał ją od środka, tak cholernie mocno, coraz mocniej z każdym oddechem. Gdybym tylko mógł zabrać od niej całe cierpienie, wszystko to co sprawia, że upada na samo dno, moje serce tego dnia pękło na miliony kawałeczków i chyba nie poskładam go nigdy. Kiedy lekarz stwierdził zgon, kiedy bezbronna wpadła w moje ramiona, z trudem utrzymałem się przez tą chwilę na równych nogach, tuż po chwili płakałem razem z nią płakałem pośród tłumu ludzi trzymając ją mocno w ramionach klęcząc tuż nad nim. Od tego dnia nic już nie jest takie samo, nawet niebo ma inny kolor, ptaki śpiewają smutne piosenki, a niebo płacze co noc.
- Karolina błagam Cię otwórz te drzwi - Od 15 minut dobijałem się do mieszkania, doskonale wiedziałem że jest w środku - Od 2 tygodni nie odpisujesz, nie odbierasz. Błagam Cię otwórz te drzwi. Cholernie się o Ciebie martwię - Jej życie zawaliło się w ułamku sekundy, nie miała już po co żyć tak powiedziała tuż przed pogrzebem - Karolina błagam powiedz chociaż, że nic Ci nie jest, odezwij się powiedz co kolwiek błagam Cię, wiem że jest Ci cholernie ciężko, że cierpisz, że wszystko straciło sens. Kacper dla mnie też był cholernie ważny, ale zrozum martwię się o Ciebie, jeżeli nie będę miał pewności, że nic Ci nie jest zadzwonię do Jacka i wyważą drzwi - Na chwilę przerwałem swój monolog, chciałem dać jej chwilę, poczekać ale jakiś głos w głowie nie pozwolił mi czekać zbyt długo. Minęły może 3 minuty i zadzwoniłem do Jacka, całe szczęście nie musiałem go długo przekonywać i już po paru minutach byli tu Szymon z Aśką.
- Siema stary co się dzieje ? - Zapytał Szymon jak tylko mnie zobaczył, szybko streściłem mu o co chodzi z początku trochę sceptycznie podszedł do tego, ale całe szczęście Asia podzielała moje obawy. I już po chwili weszliśmy do mieszkania, panował tam pół mrok z początku nic nie wzbudziło naszego niepokoju, dopiero po chwili ujrzałem ją w salonie, była pół przytomna koło niej leżało opakowanie po lekach i alkohol.
- Boże Karolina - Poczułem się jak by ktoś wbił mi nóż w serce, podbiegłem do niej natychmiast jak przez mgłę słyszałem jak Szymon wzywa Jacka, żeby ten wezwał karetkę - Obudź się ! Karolina błagam otwórz oczy ! - Klepałem ją po policzkach, ona była wpółprzytomna mówiła coś niezrozumiałego. Nagle koło mnie pojawiła się Asia ze szklanką wody
- Zabierzmy ją do łazienki - Machinalnie bez słowa wstałem i zabrałem ją do łazienki. Zatońska podała mi kubek - Niech pije - Wręcz nakazała, nie było to łatwe ale po chwili wypiła cały kubek.
- Co to ma dać ? - Spojrzałem na nią nieco sceptycznie nastawiony
- Musi zwymiotować - Spojrzała na mnie - Już dobrze, już dobrze - gładziła ją po plecach, na szczęście po chwili się udało i Karolina zwymiotowała, praktycznie wszystkie tabletki co połknęła. Ode tknąłem z ulgą cholernie się o nią bałem teraz byłem o niebo spokojniejszy. Całe szczęście po chwili pojawiło się pogotowie, Zatońska z Zielińskim zaczekali ze mną.
- Panie doktorze co z nią ? - Spytałem kiedy skończył ją badać
- Z tego co Państwo mówią weszli Państwo w ostatniej chwili. Z relacji Pana koleżanki Pani Karolina zwymiotowała wszystko co połknęła, nic jej nie powinno być. Podaliśmy jej kroplówkę na wzmocnie, z tego co Pan mówił Pana koleżanka od paru dni nie śpi, zapewne też mało je. Śmierć dziecka jest czymś strasznym, potrzebuje dużo czasu żeby dojść do siebie. Niektórzy wolną zostać wtedy sami inni wolą być wśród bliskich - Spojrzał na regał ze zdjęciami byli na nich ja, Dominika, Kacper, ona. Z każdego zdjęcia biła radość - Zakładam, że Pana koleżanka wybrała samotność, niestety w jej przypadku się to nie sprawdziło. Nie chce Panu nic narzucać nakazywać, czy też żeby czuł się Pan winny, ale ona potrzebuje teraz kogoś bliskiego i to nie na chwilę, to co zrobiła to wołanie o pomoc
- Wiem, zawaliłem na całej linii. Karolina nigdy nie chciała okazywać słabości, po śmierci Kacperka załamała się totalnie wszystkim nam było ciężko, ona akurat wybrała samotność. Myślałem, że znam ją na tyle dobrze że powinienem odpuścić i pozwolić jej cierpieć w samotności
- Możemy znać kogoś i najlepiej na świecie, ale w takich sytuacjach nie jesteśmy wstanie przewidzieć czy coś nie odbiegnie od normy - Lekarz był uprzejmy, starał się przekazać wszystko co najważniejsze, znałem go trochę jeszcze za czasów Anki, widziałem go pare razy w szpitalu - Myślę, że powinna się obudzić w przeciągu 12 - 16 godzin. Naprawdę proszę się już nie martwić, zagrożenie już minęło. Gdyby jednak w ciągu tego czasu się nie obudziła proszę, zadzwonić - Spojrzał w jej stronę - Ale niech Pan spojrzy kręci się wierci czyli najzwyczajniej w świecie śpi - Uśmiechnął się do mnie - Na nas już czas.. Dowidzenia - Ratownicy pożegnali się i wyszli zostałem sam z siódemką
- Stary my też już musimy się zbierać. Daj kluczę jakieś ciuchy po pracy Ci przywiozę - Zaproponował Szymon
- No co się patrzysz, dawaj kluczę - Zaśmiała się Zatońska - Po drodze zrobimy jeszcze zakupy. Patrzyłam lodówka pusta
- Nie wiem jak się wam oddzwięcze - Podałem im kluczę
- Coś wymyślimy - Zaśmiali się - To do zobaczenia - Po chwili zostałem sam z Karoliną, ona spała co jakiś czas kręcąc się z boku na bok. Koło 20 wpadł Zieliński z Zatońską, przynieśli moje rzeczy do tego jakieś małe zakupy byłem im mega wdzięczny sam nie był bym w stanie wyjść gdzie kolwiek, bałbym się jej zostawić na pół minuty nie mówiąc o jakimś dłuższym wyjściu. Siódemka posiedziała chwilę i koło 21 zebrali się i poszli do domu, zostałem z nią sam. Usiadłem na podłodze koło kanapy, na której spała, zamierzałem nie spać całą noc być przytomnym w razie gdyby się obudziła.
***
Otworzyłam oczy, ostatnie co pamiętam sama w sumie nie wiem co to jest dokładnie jakieś przerwane obrazy, każdy jak by przez mgłę. Mikołaj, Szymon, Asia potem jak by wszystko się urywa i widzę moje maleństwo mojego kochanego synka, który coś do mnie szepczę z początku niesłyszalnie, niemal bezgłośnie dopiero po chwili rozumiem "Kocham Cię mamusiu" "Bądź szczęśliwa". Dopiero po chwili wszystko do mnie dociera, przedszkole mój płacz, karetka jego silne ramionach w których zniknąć na zawsze, cmentarz rodzina przyjaciele, ten pieprzony ból, którego nie umiem opanować i zabija mnie od środka. Wybuchłam płaczę, nie umiałam dłużej tłumić w sobie tego wszystkiego. Nawet nie wiem kiedy, znalazłam się w czyjś ramionach od razu wiedziałam kim jest mój tajemniczy nieznajomy, nie miałam pojęcia co tu robi skąd się wziął, nie pytałam wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam i rozpłakałam jeszcze bardziej, wyrzucając z siebie wszystko co leży mi na sercu. On czule głaskał mnie po głowie i szeptał, że jest tu obok, że przeprasza, że już nigdy mnie nie zostawi i zawsze będzie tuż obok.
- Przepraszam - Wyszeptałam po jakimś czasie, patrząc na niego. Po moich policzkach nadal płynęły łzy.
- Nie przepraszaj - Opuszkami kciuków otarł moje łzy - To ja przeprasza, mimo wszystko powinienem być tuż obok Ciebie. W końcu mu to obiecałem - Ostatnie zdanie dodał po chwili ciszej, w jego oczach ujrzałam ogromny, ból i smutek
- Obiecałeś ? - Nie miałam pojęcia o czym mówi, co ma na myśli. Zawahał się chwilę, ale po chwili zaczął mówić
- Kiedyś jak odbierałem go z przedszkola. Po tym wszystkim co się działo z Kamilem, poszliśmy na lody. Wtedy Kacperek sam z siebie powiedział, że cieszy się, że jestem z wami że jestem obok. Bo teraz wie, że nawet jak go nie będzie to będę ja i nie pozwolę Ci się poddać, wie że przy mnie się jeszcze będziesz uśmiechać. Potem prosił mnie, żebym się Tobą opiekował, powiedział że mnie kocha i jest szczęśliwy - Nigdy nie widziałam jak płacze, a teraz po jego policzku płynęły łzy - Przepraszam Karolina tak bardzo Cię przepraszam,obiecałem coś Twojemu synowi i nie dotrzymałem słowa - Rozpłakał się, nie mogłam na to patrzeć, tego słuchać moje serce złamało się po raz kolejny mój maleńki synek martwił się tym co będzie ze mną jak go zabraknie. - To nie Twoja wina - Powiedziałam patrząc mu w oczy - Nie Twoja wina - Oparłam swoje czoło o jego, nasze łzy kapały bezsilnie na nasze dłonie.
- Siema stary co się dzieje ? - Zapytał Szymon jak tylko mnie zobaczył, szybko streściłem mu o co chodzi z początku trochę sceptycznie podszedł do tego, ale całe szczęście Asia podzielała moje obawy. I już po chwili weszliśmy do mieszkania, panował tam pół mrok z początku nic nie wzbudziło naszego niepokoju, dopiero po chwili ujrzałem ją w salonie, była pół przytomna koło niej leżało opakowanie po lekach i alkohol.
- Boże Karolina - Poczułem się jak by ktoś wbił mi nóż w serce, podbiegłem do niej natychmiast jak przez mgłę słyszałem jak Szymon wzywa Jacka, żeby ten wezwał karetkę - Obudź się ! Karolina błagam otwórz oczy ! - Klepałem ją po policzkach, ona była wpółprzytomna mówiła coś niezrozumiałego. Nagle koło mnie pojawiła się Asia ze szklanką wody
- Zabierzmy ją do łazienki - Machinalnie bez słowa wstałem i zabrałem ją do łazienki. Zatońska podała mi kubek - Niech pije - Wręcz nakazała, nie było to łatwe ale po chwili wypiła cały kubek.
- Co to ma dać ? - Spojrzałem na nią nieco sceptycznie nastawiony
- Musi zwymiotować - Spojrzała na mnie - Już dobrze, już dobrze - gładziła ją po plecach, na szczęście po chwili się udało i Karolina zwymiotowała, praktycznie wszystkie tabletki co połknęła. Ode tknąłem z ulgą cholernie się o nią bałem teraz byłem o niebo spokojniejszy. Całe szczęście po chwili pojawiło się pogotowie, Zatońska z Zielińskim zaczekali ze mną.
- Panie doktorze co z nią ? - Spytałem kiedy skończył ją badać
- Z tego co Państwo mówią weszli Państwo w ostatniej chwili. Z relacji Pana koleżanki Pani Karolina zwymiotowała wszystko co połknęła, nic jej nie powinno być. Podaliśmy jej kroplówkę na wzmocnie, z tego co Pan mówił Pana koleżanka od paru dni nie śpi, zapewne też mało je. Śmierć dziecka jest czymś strasznym, potrzebuje dużo czasu żeby dojść do siebie. Niektórzy wolną zostać wtedy sami inni wolą być wśród bliskich - Spojrzał na regał ze zdjęciami byli na nich ja, Dominika, Kacper, ona. Z każdego zdjęcia biła radość - Zakładam, że Pana koleżanka wybrała samotność, niestety w jej przypadku się to nie sprawdziło. Nie chce Panu nic narzucać nakazywać, czy też żeby czuł się Pan winny, ale ona potrzebuje teraz kogoś bliskiego i to nie na chwilę, to co zrobiła to wołanie o pomoc
- Wiem, zawaliłem na całej linii. Karolina nigdy nie chciała okazywać słabości, po śmierci Kacperka załamała się totalnie wszystkim nam było ciężko, ona akurat wybrała samotność. Myślałem, że znam ją na tyle dobrze że powinienem odpuścić i pozwolić jej cierpieć w samotności
- Możemy znać kogoś i najlepiej na świecie, ale w takich sytuacjach nie jesteśmy wstanie przewidzieć czy coś nie odbiegnie od normy - Lekarz był uprzejmy, starał się przekazać wszystko co najważniejsze, znałem go trochę jeszcze za czasów Anki, widziałem go pare razy w szpitalu - Myślę, że powinna się obudzić w przeciągu 12 - 16 godzin. Naprawdę proszę się już nie martwić, zagrożenie już minęło. Gdyby jednak w ciągu tego czasu się nie obudziła proszę, zadzwonić - Spojrzał w jej stronę - Ale niech Pan spojrzy kręci się wierci czyli najzwyczajniej w świecie śpi - Uśmiechnął się do mnie - Na nas już czas.. Dowidzenia - Ratownicy pożegnali się i wyszli zostałem sam z siódemką
- Stary my też już musimy się zbierać. Daj kluczę jakieś ciuchy po pracy Ci przywiozę - Zaproponował Szymon
- No co się patrzysz, dawaj kluczę - Zaśmiała się Zatońska - Po drodze zrobimy jeszcze zakupy. Patrzyłam lodówka pusta
- Nie wiem jak się wam oddzwięcze - Podałem im kluczę
- Coś wymyślimy - Zaśmiali się - To do zobaczenia - Po chwili zostałem sam z Karoliną, ona spała co jakiś czas kręcąc się z boku na bok. Koło 20 wpadł Zieliński z Zatońską, przynieśli moje rzeczy do tego jakieś małe zakupy byłem im mega wdzięczny sam nie był bym w stanie wyjść gdzie kolwiek, bałbym się jej zostawić na pół minuty nie mówiąc o jakimś dłuższym wyjściu. Siódemka posiedziała chwilę i koło 21 zebrali się i poszli do domu, zostałem z nią sam. Usiadłem na podłodze koło kanapy, na której spała, zamierzałem nie spać całą noc być przytomnym w razie gdyby się obudziła.
***
Otworzyłam oczy, ostatnie co pamiętam sama w sumie nie wiem co to jest dokładnie jakieś przerwane obrazy, każdy jak by przez mgłę. Mikołaj, Szymon, Asia potem jak by wszystko się urywa i widzę moje maleństwo mojego kochanego synka, który coś do mnie szepczę z początku niesłyszalnie, niemal bezgłośnie dopiero po chwili rozumiem "Kocham Cię mamusiu" "Bądź szczęśliwa". Dopiero po chwili wszystko do mnie dociera, przedszkole mój płacz, karetka jego silne ramionach w których zniknąć na zawsze, cmentarz rodzina przyjaciele, ten pieprzony ból, którego nie umiem opanować i zabija mnie od środka. Wybuchłam płaczę, nie umiałam dłużej tłumić w sobie tego wszystkiego. Nawet nie wiem kiedy, znalazłam się w czyjś ramionach od razu wiedziałam kim jest mój tajemniczy nieznajomy, nie miałam pojęcia co tu robi skąd się wziął, nie pytałam wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam i rozpłakałam jeszcze bardziej, wyrzucając z siebie wszystko co leży mi na sercu. On czule głaskał mnie po głowie i szeptał, że jest tu obok, że przeprasza, że już nigdy mnie nie zostawi i zawsze będzie tuż obok.
- Przepraszam - Wyszeptałam po jakimś czasie, patrząc na niego. Po moich policzkach nadal płynęły łzy.
- Nie przepraszaj - Opuszkami kciuków otarł moje łzy - To ja przeprasza, mimo wszystko powinienem być tuż obok Ciebie. W końcu mu to obiecałem - Ostatnie zdanie dodał po chwili ciszej, w jego oczach ujrzałam ogromny, ból i smutek
- Obiecałeś ? - Nie miałam pojęcia o czym mówi, co ma na myśli. Zawahał się chwilę, ale po chwili zaczął mówić
- Kiedyś jak odbierałem go z przedszkola. Po tym wszystkim co się działo z Kamilem, poszliśmy na lody. Wtedy Kacperek sam z siebie powiedział, że cieszy się, że jestem z wami że jestem obok. Bo teraz wie, że nawet jak go nie będzie to będę ja i nie pozwolę Ci się poddać, wie że przy mnie się jeszcze będziesz uśmiechać. Potem prosił mnie, żebym się Tobą opiekował, powiedział że mnie kocha i jest szczęśliwy - Nigdy nie widziałam jak płacze, a teraz po jego policzku płynęły łzy - Przepraszam Karolina tak bardzo Cię przepraszam,obiecałem coś Twojemu synowi i nie dotrzymałem słowa - Rozpłakał się, nie mogłam na to patrzeć, tego słuchać moje serce złamało się po raz kolejny mój maleńki synek martwił się tym co będzie ze mną jak go zabraknie. - To nie Twoja wina - Powiedziałam patrząc mu w oczy - Nie Twoja wina - Oparłam swoje czoło o jego, nasze łzy kapały bezsilnie na nasze dłonie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)