Muzyka

Zapraszamy !!

Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/

czwartek, 28 marca 2019

10.01 Przeszłość

Witam !

Zapraszam na 1 cz. z 10 już serii, Boże ile już tego napisałam 😱 Aż sama jestem w szoku, no cóż zobaczymy jak to dalej pójdzie na ile starczy mi weny i pomysłów.
Nie będę już przedłużać, życzę wam miłej zimy tej wiosny !
Pozdrawiam <3
Miłego czytania

Tego dnia niebo było wyjątkowo piękne, gwiazdy świeciły wyjątkowo jasno, nie było widać żadnej chmurki, patrzyłam w księżyc i wypominałam, te wspomnienia były czymś wyjątkowym, najcenniejszym co miałam do tej pory. Nie było nic ważniejszego w moim życiu, wspomnienia, zdjęcia to coś  najpiękniejszego co możemy zachować po kimś kogo z nami już nie będzie. Pamiętam jak każdego dnia obwiniałam się o to wszystko, prosiłam Boga, żeby to był tylko jakiś sen z którego się obudzę  i wszystko będzie jak dawniej, będziemy wszyscy razem szczęśliwi. Nie pragnęłam niczego bardziej jak tego, w końcu zdałam sobie sprawę z tego jak to wszystko mnie ukształtowało, to dzięki temu stałam się kim jestem, dzięki temu jestem w tym miejscu. Nauczyłam się żyć będąc dumna z tego kim jestem, żyć ze świadomością, że on był by ze mnie dumny. Znałam go na tyle dobrze i wiedziała, że ostatnią rzeczą jakiej pragnie jest moje zamartwianie się, moja utrata nadziei w lepsze jutro, poddanie się i stracenie sensu życia. To on wierzył we mnie jak nikt inny, on każdego dnia dawał mi siłę na nowy dzień, wiedząc że nie mogę się poddać, że muszę walczyć o to czego pragnę. Te słowa pamiętam do dziś, do dziś powtarzam je każdego dnia, każdego dnia stawiam sobie pytanie, co by powiedział, co by zrobił ? Dla tego też podjęłam takie decyzje, a nie inne dokonałam takich wyborów obracając swoje dotychczasowe życie o 180 stopni 
Wróciłam do mieszkania, jak każdej nocy zasnęłam otoczona wspomnieniami tych beztroskich dni, z łzami spływającymi po policzku " Tak bardzo za Tobą tęsknie" . Zamknęłam oczy i odpłynęłam w obcięciach Morfeusza.
 Obudziłam się chwilę przed budzikiem ostatnio nie sypiałam najlepiej, pewnie minie trochę czasu za nim zacznę sypiać. Jak to jest, że człowiek przyzwyczaja się aż tak do drugiego człowieka, że aż kiedy go nie ma nie umie już sypiać samemu. Tak naprawdę przez całe życie przyzwyczajamy się do wszystkiego spojrzeń, gestów, bliskości dosłownie wszystkiego. Najgorsze jest to, że mimo tego iż ktoś nas rani, to i tak tęsknimy i nam go brakuje, mimo tego że sam podejmujesz decyzję o końcu obwiniasz się i zastanawiasz, czy na pewno zrobiłeś dobrze. Spojrzałam na telefon była 5.45 odprawa o 7.30 więc miałam jeszcze trochę czasu, nie zdążyłam odłożyć telefonu i dostałam sms. " Zmienie się, proszę wybacz. Daj kolejną szansę" To już chyba działa na zasadzie kopiuj wklej, kolejny taki sam, w zasadzie wolałam to niż jego wizyty. Póki nie pojawi się na komendzie nie jest jeszcze źle, na chwilę obecną nikt nie wie o tym, że nie jestem już z nim co się stało, czemu podjęłam taką decyzję. Dobra koniec użalania się nad sobą, zebrałam się i poszłam do łazienki, szybki prysznic i czuje się zdecydowanie lepiej, do tego kawa i śniadanie i można szykować się do wyjścia. Dzisiejszy dzień należał do tych cieplejszych dla tego postawiłam na jeansy, do tego koszula i płaszczyk. Udało mi się dotrzeć jakieś 30 minut przed odprawą Mikołaja jeszcze nie było, z braku zajęć zrobiłam kolejną kawę i siadłam do papierów.
- Cześć, a co tak od rana przy papierach - Przywitał mnie mój partner jak tylko wszedł tym samym wyrwał mnie z zamyślenia
- Cześć - Podniosłam głowę, jak zawsze od rana uśmiechał się do mnie,  dla tego odpowiedziałam tym samym - Jakoś tak spać nie mogłam
- Wszystko gra ? - Podszedł do mojego biurka - Ostatnio jesteś jakaś zamyślona, mało sypiasz - Oparł się o moje biurko i patrzył na mnie
- Wszystko gra - Ponownie się do niego uśmiechnęłam - Ale dziękuje za troskę
- Jak by coś się działo to wiesz, ja jestem o każdej porze dnia i nocy dzwonisz i jestem - Zaśmiał się, zawsze tak robił, wiedział że i ja zacznę się śmiać
- Wiem i dziękuje - Położyłam swoją dłoń na jego - Jak coś będzie się dziać dowiesz się pierwszy Dzisiejszy dzień minął dość szybko jedna duża sprawa i jakieś pierdoły i mogliśmy iść do domu. Potrzebowałam jakiegoś oderwania się od tego wszystkiego, dla tego też po drodze do domu kupiłam butelkę wina. Dobry film i wino to właśnie to czego potrzebuje, ledwo weszłam do domu a usłyszałam pukanie do drzwi instynktownie spojrzałam przez wizier stał w nich oczywiście on. Zawahałam się przez chwilę, czy w ogóle otwierać kiedy chciałam już przekręcić zamek, pukanie przybrało na sile
- Otwieraj te pieprzone drzwi !! Wiem, że tam jesteś !!! - Pukał i dzwonił na zmianę, wyjrzałam ponownie przez wizier wpadł w jakąś furie nigdy nie widziałam go w takim stanie, był agresywny jak nigdy przedtem. Miałam wrażenie, że był pod wpływem alkoholu i narkotyków - Otwieraj te drzwi ! Pożałujesz rozumiesz ! - Mimo tego, że byłam policjantką bałam się otworzyć drzwi, nie wiedziałam do czego może być zdolny - S***a ! - Wrzeszczał chyba na cały blok, z minuty na minutę obawiałam się coraz bardziej. - Słyszysz mnie  s***o ! Otwieraj te drzwi, a pokaże Ci na co zasłużyłaś - Sama już nie wiedziałam co zrobić, czekać aż się uspokoi, otworzyć drzwi, czy może spróbować jakiś negocjacji.
Siedziałam pod drzwiami sama już nie wiem ile, za drzwiami zapanowała cisza, liczyłam na to, że już odszedł że w końcu będę mogła w spokoju usiąść i zapomnieć o tym wszystkim. Spojrzałam przez wizier nie było go tam, dla pewności uchyliłam delikatnie drzwi chciałam mieć 100% pewność, że nie ma go tam.
 - Tak myślałem ! - Krzyknął gdy tylko uchyliłam drzwi, w jego oczach widziałam złość, wściekłość nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie - Teraz pożałujesz ! - Zaczął szarpać za drzwi, starałam się jak tylko mogłam, żeby zamknąć drzwi, nie pozwolić mu wejść do środka. W zasadzie liczyłam na to, że awantura na klatce kogoś zainteresuje i go spłoszy bądź wezwie policję. Jak widać nic bardziej mylnego, żyjemy w świecie skoro to nie dotyczy mnie to nic widzę, nic nie słyszę 

niedziela, 24 marca 2019

9.15 Kocham Cię braciszku


Hejka !
W związku z przypływem weny mam dla was kolejne opowiadanko. Zamykające 9 serie ! <3  Napiszcie jak wam się podobała ta seria, co o niej myślicie.
A już niebawem pojawi się 10 seria, która z dnia na dzień coraz bardziej rozkwita w mojej głowie. Zdradzę tylko tyle, że główny motyw zaczerpnęłam z jednego z seriali Netflix nie zdradzę czy  to pomysł z jednego odcinka, czy też z całej  fabuły serii, zobaczycie niebawem :)
Pozdrawiam <3

 
Milion nieprzespanych godzin, hektolitry wylanych łez, złamane serca, pęknięte marzenia, tęsknota większą od chińskiego muru, niezapomniane wspomnienia. Utracone nadzieję, nieodpowiedzialne słów. Wszystko co najważniejsze zniknęło jak za sprawą magicznej różdżki. 
Minął już ponad rok od kąd Kacperek od nas odszedł, rok od dnia kiedy ostatni raz powiedział Kocham Cię mamusiu. Zdecydowanie najtrudniejszy rok w moim życiu, rok w którym straciłam wszystko co kochałam. Musiałam nauczyć się żyć bez mojego synka, bez kogoś najcenniejszego w moim życiu. Nadal uczę się żyć tak aby każdego dnia pamiętać o nim, kochać tak cholernie mocno, a jednocześnie żyć dalej. Nie wiem jak udało mi się to wszystko, jak umiem żyć i funkcjonować bez niego, nie płakać po każdym zrobionym kroku, i nie dławiąc się z każdym nowym oddechem. Cholernie dużo zawdzięczam moim przyjaciołom i jemu. Gdyby nie on nie było by mnie tutaj, w tym miejscu. Gdyby nie zjawił się wtedy w mieszkaniu pewnie nie żyła bym już, leżałam bym gdzieś obok niego, łamiąc dane mu słowo. On był moim największym wsparciem, to dzięki niemu się nie poddałam i walczyłam o każdy kolejny dzień.
*

Widok był niesamowity, mimo nocy która już panowała w oddali widać było pasma gór a nad nimi księżyc.Było już dobrze po północy od śmierci Kacperka nie sypiam dobrze, właściwie nie sypiam w ogól, za każdym razem kiedy zamykam oczy mam ten koszmar przed oczami. Od tego feralnego dnia minął już miesiąc, a ja nadal mam wrażenie że to jakiś pieprzony sen i zaraz będę odbierać go z przedszkola, że zaraz pójdzie do pierwszej klasy. Nagle poczułam jak ktoś okrywa mnie kocem
- Zmarzniesz - Usłyszałam jego ciepły głos, po chwili był już tuż obok mnie 
- Nie śpisz ? - Odwróciłam twarz w jego stronę, patrzył w milczeniu w jasny księżyc 
- Nie mogę spać, tak jak Ty i za pewne z tego samego powodu - Jego słowa zaskoczyły mnie, dopiero po chwili spojrzał w moją stronę - Od tego dnia ciężko mi przespać chociaż jedną noc całą, wiem że Tobie też, wtedy jak byłem u Ciebie słyszałem jak chodzisz po domu jak godzinami siedzisz w ciszy i oglądasz zdjęcia 
- Dla czego nic mi nie powiedziałeś ? 
- Nie chciałem Cię martwić, a poza tym myślałem że tego potrzebujesz - Uśmiechnął się lekko w moją stronę 
- Potrzebuje przyjaciela. Dziękuje - Spojrzałam w niebo - Dziękuje, że mnie tu zabrałeś - Oparłam głowę o jego ramie 
-Wiesz, że zawsze będę obok - Delikatnie obiął mnie ramieniem. Staliśmy tak w milczeniu, w pewnym momencie poczułam jak bardzo jestem zmęczona, powieki bezwładnie zaczęły mi opadać. Spojrzałam kontem okna na Mikołaja miał zamknięte powieki 
-Ufasz mi ? - Zapytał nagle cicho 
- Tak - Odszeptałam, nawet nie patrzyliśmy na siebie. Zamknęłam oczy, nagle poczułam jak łapie mnie za dłoń i delikatnie ciągnie za sobą. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w jego pokoju, byłam w przeogromnym szoku nie miałam pojęcia dla czego tu jesteśmy, czemu przyprowadził mnie do siebie. Kiedy usiadł na łóżku, już chciałam uciec zniknąć stąd. Kiedy wyciągnął dłoń w moim kierunku chwile stałam bez ruchu, dopiero po chwili chwyciłam ją, kiedy byłam już blisko niego czekając na jego ruch jak małe bezbronne dziecko. Mikołaj bez słowa przytulił mnie mocno, już po chwili leżałam w jego obcięciach wtulona jak małe dziecko. - Dobranoc - Szepnął cicho 
- Dobranoc  - Odszeptałam, poczułam się bezpieczna od dawna nie czułam czegoś takiego, poczułam jak by jakaś część ciężaru gdzieś zniknęła, ulatnia się. Moje zmęczenie przybrało na sile, moje powieki stały się ciężkie, jak by ktoś przyczepił do nich tysiące kilogramów ciężarków. Zamknęłam oczy o dopłynęłam w obcięciach mojego własnego Orfeusza.
Obudziłam się moi wzrok dostrzegł że słońce jest już wysoko, wszystko wskazywało na to że jest już koło południa. Po chwili poczułam jak ktoś mnie obejmuje w pasie delikatnie przekręciłam się na bok, obok mnie spał Mikołaj, przypomniałam sobie wczorajszy wieczór właściwie dzisiejsza noc. Na początku nie wiedziałam jak odebrać zachowanie Mikołaja, dopiero dziś zrozumiałam że brakowało nam po prostu bliskości kogoś kto nas rozumie, jest z nami zawsze, kogoś przy kim czujemy się bezpiecznie. Czasem trudno jest nam otworzyć się na innych, ale kiedy to zrobimy to razem potrafimy osiągnąć więcej. Uśmiechnęłam się do siebie samej. Mikołaj spał dalej - Dziękuję synku - Szepnęłam przytulając się jeszcze bardziej

*

Poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu, momentalnie wyrwałam się z zamyślenia przytulając do niego, jego ręce powędrowały na mój brzuch 
-  Dzień dobry. Jak się czujesz ? - Szepnął mi do ucha 
- Świetnie, dziś dużo lepiej - Odwróciłam się do niego  - Dzień dobry - Ucałowałam go na powitanie
- Chodź mam dla Ciebie niespodziankę - Złapał mnie za rękę, za nim zdążyłam co kolwiek powiedzieć szliśmy już za dom, chwilę przed tyłami zasłonił mi swoimi dłońmi oczy- I jak się podoba ? - Spytał przenosząc swoje dłonie na mój brzuch. Moim oczom ukazała się wiszący fotel, wspominałam ostatnio o takim, ale nie myślałam że chociaż by pamięta 
- Specialnie dla Ciebie, w lato może stać tu, a na gorszę dni przeniesiemy go do domu 
- Dziękuje - Odwróciłam się w jego stronę  i czule pocałowałam 
- Jak maleństwo przyjdzie na świat będziesz mogła siedzieć i odpoczywać razem z nim - Ucałował mnie w czubek głowy, cały czas gładził mój lekko zaokrąglany brzuszek  - Tak bardzo was kocham 
- My Ciebie też - Uśmiechnęłam się lekko i popatrzyłam w górę - Tęsknie za nim 
- Ja też i to bardzo - Delikatnie chwycił mój podbródek, chciał żebym na niego spojrzała - Ale jest z nami. O tutaj - Pokazał na nasze serca - I zawszę tu będzie. W moim i Twoim sercu w naszym sercu. Nigdy nie pozwolę, abyśmy choć na chwilę o nim zapomnieli. Pamiętasz jak bardzo chciał,zasadzić drzewko takie jego od początku do końca - Doskonale pamiętałam tą chwilę powiedział, że chciał by zasadzić drzewo i mieć pieska małego ślicznego labradora. Nie  odezwałam się tylko pokiwałam głową - W dzień jego urodzin posadzimy drzewo. Dokładnie o tam - Wskazał na miejsce nie daleko płotu, podobno tam  będzie idealnie - Już chciałam coś powiedzieć kiedy mnie uprzedził - A to dla Ciebie, dla nas - Podał mi duże pudełko, z początku nawet go nie zauważyłam - Otwórz - Uśmiechnął się do mnie, delikatnie otworzyłam pudełko. Z początku wyłoniły się tylko duże czarne oczka i mały trufelek, kiedy tylko mnie zobaczył zaczął merdać ogonem i niemal wskoczył mi na ręce - Wszystkiego najlepszego skarbie - Ucałował mnie w czubek głowy 
- Dziękuje - Po moim policzku spłynęła łza, on delikatnie przytulił nas do siebie - Póki co jesteśmy w komplecie ja Ty, Kacper - mówiąc jego imię spojrzał w górę - Nasza mała fasolka no i - Zawahał się chwilę i spojrzał na mnie, czekał aż nadam imię naszemu nowemu członkowi rodziny 
- Kasper, tak chciał by nazwać go nasz syn -  Dodałam po chwili wahania 
- Ja Ty, Kacper, nasza mała fasolka i Kasper 
- Kocham Cię - Złożyłam na jego ustach czuły pocałunek 

*
W chwili śmierci Kacperka zawalił mi się cały mój świat, nie sądziłam że kiedy kolwiek będę szczęśliwa. W zasadzie sama odsuwałam od siebie tą myśl, nie chciałam nawet myśleć o szczęściu. Według siebie nie zasługiwałam na nie, nie zasługiwałam na nic co dobre, jego śmierć była dla mnie moją własną karą, znakiem że powinnam być sama do końca życia, sama bez grama szczęścia. Dzięki Mikołajowi ponownie poznałam co to szczęście, zaczęłam się uśmiechać na nowo. Kochałam i byłam kochana, poczułam że mogę być szczęśliwa cały czas pamiętając o moim maleńkim synku. To on nauczył mnie żyć na nowo, dzięki niemu każdego dnia miałam siłę by walczyć, z przeciwnością losu. Byłam i jestem dumna z naszego synka, zawszę będę z niego dumna. Nigdy nie pozwolę, aby nasza córeczka zapomniała o swoim braciszku, chociaż nigdy go nie pozna. Razem nauczymy ją miłości do niego, bo tylko dzięki niemu jesteśmy razem na zawsze 
- A gdyby Kacperek żył to by mnie lubił ? - Kucnęłam przed nią, spojrzałam w jej piękne błękitne oczka, które odziedziczyła po tacie, jej małe loczki opadały na twarzyczkę je zapewne odziedziczyła po mnie, strach pomyśleć co by było gdyby miała włosy po tacie 
- Oczywiście skarbie i wiesz co Ci nawet powiem. Na pewno patrzy na nas o tam z góry - Wskazałam palcem na niebo - I cieszy się, że ma tak cudowną siostrzyczkę jak Ty 
- Naprawdę ? - Jej oczka zrobiły się momentalnie większe - Bo Szymon ode mnie z grupy mówi, że on się cieszy, że jest jedynakiem bo tak lepiej rodzice mu więcej kupują 
- Może Szymon nie chce mnie rodzeństwa, Kacperek bardzo chciał mnie siostrzyczkę, albo braciszka. Jeszcze jak Twój tatuś był moim kolegą to jak siedział z Dominiką to mówił, że jest jego starszą siostrzyczką i bardzo ją kocha 
- Nie znałam Kacperka, ale bardzo  go kocham mamusiu, jak powiedziałam w przedszkolu jak był 1 listopad , że bardzo kocham mojego braciszka i za nim tęsknie to Szymon powiedział, że jestem głupia - Jej oczka momentalnie posmutniały  - Wtedy Oluś, cioci Asi i wujka Szymka, Powiedział że jest głupi i go popchnął. Pani trochę była na niego zła i chyba Ciocia i wujek będą  przyjść do przedszkola. Pewnie będą na niego źli 
- Nie martw się skarbie ciocia i wujek zrozumieją dla czego to zrobił - Pogłaskałam ją po główce.  Znowu się uśmiechnęła - O zobacz tatuś idzie 
- Przepraszam was, że tak długo ale te kolejki - Ucałował maleńką w czubek głowy - Cześć - Szepnął w stronę nagrobka . Listopad należał do miesiąca, w którym wszystko wracało nawet podwójnie, na dworze było szaro ponuro, na cmentarzu od rana do wieczora płonęło mnóstwo zniczy. Można by rzec, że to wszystko w tym dniu wyglądało pięknie. Mikołaj wziął naszą córkę na ręce 
- Kocham Cię braciszku - Szepnęła Milenka, kiedy odchodziliśmy .

czwartek, 21 marca 2019

9.14 Najcenniejsza obietnica

Hej kochani ! 
Przychodzę do was z kolejnym opowiadankiem. Mam nadzieję, że spodoba się wam to co wymyśliłam specjalnie dla was ! 
Z racji wolnego i nudy jaka przy tym towarzyszy, jak zauważyliście pojawiło się wcześniej niż ostatnio ( raz w tyg. weekend) Kiedy pojawi się kolejne niestety nie jestem w stanie powiedzieć wszystko zależy od weny 
Pozdrawiam <3 
Miłego czytania 


... proszę, uwierz mi, kiedy mówię, że rodzina jest wszystkim. A miłość rodzica do dziecka to najpotężniejsza siła na ziemi. - Siedem sióstr 

Piękny ciepły słoneczny dzień, na dworze można spotkać mnóstwo spacerujących par, rodziców z dziećmi, po prostu każdego miasto budzi się do życia, staje się piękniejsze, pełniejsze. Z oddali tętni życiem, jedno z  najpiękniejszych zjawisk jakie może być miasto budzące się do życia bo smutnej i ciemniej zimie. Rodzice powoli odbierali swoje pociechy ze szkół, przedszkoli dzieciaki wesoło biegali śmiejąc się, chyba nie ma nic bardziej szczerego niż śmiech dziecka, ono zawsze śmieje się wtedy kiedy jest szczęśliwe, to ono cieszy się z najprostszych rzeczy jakie mogę być. Nam do szczęścia potrzeba nowego samochodu, mieszkania, czegoś naprawdę łał, zamiast cieszyć się tym  co jest do okoła nas, śpiewem ptaków, słońcem w pochmurny dzień, że udało nam się coś wyjątkowego, że jedno malutkie marzenie się spełniło, nie my szukamy czegoś bardziej "wyrafinowanego" czegoś z pozoru wyjątkowego, zamiast rozejrzeć sie do okoła i cieszyć tym co jest blisko nas.
Owszem, może zbyt się pospieszyłem dopiero złamało jej się, życie a ja wyskoczyłem z pocałunkiem z czymś bardzo obiecującym,  z jednej strony złożyłem jej jedną z najskrytszych obietnic, tą o której marzyłem już od dawna, z drugiej strony podstawiłem ją pod ścianą po tak ciężkich chwilach. Zamiast być jej oparciem, ja dałem jej kolejne zmartwienia, bo nie jest wstanie dać mi tego samego co ja jej. Mimo tego, że w tej kwestii różnimy się nasza przyjaźń jest tak silna, że nic nie jest wstanie jej złamać, rozmowa do rana chwila szczerości wystarczy by wyjaśnić sobie wszystko co leży nam na sercu, to czego się obawiamy, czego pragniemy wyjaśnić i nie zamykać za sobą furtki zostawić iskierkę nadziei na gorsze dni. Nasza przyjaźń jest czymś najtwardszym, najcenniejszym co do tej pory miałem w swych ramionach, nie zamierzam jej zaprzepaścić, zamierzam ją pielęgnować każdego dnia na nowo, dbać jak o najcenniejszy kwiat  i żyć nadzieją na to, że kiedyś ten kwiat rozkwitnie, bo chyba nie istnieje nic piękniejszego niż pączkujący i rozkwitający kwiat. Niektórzy mówią, że wiosną nie tylko świat budzi  się do życia, ale i nasze nadzieje i najskrytsze pragnienia, że ponownie wierzymy w coś pięknego i chyba tak jest. 
Szedłem Wrocławskimi ulicami, tego dnia chciałem zrobić im niespodziankę doskonale wiedziałem, o której zabiera go z przedszkola, że nie ma planów po do miasta przyjechało wesołe miasteczko, w kinie wyszedł film o którym młody mówił od dawna. To miał być nasz dzień, nic zobowiązującego, zbiórka była na finiszu, właściwie można było już wszystko ustalać, razem z wiosną z rozkwitającymi kwiatami, nasze nadzieje na szczęśliwe zakończenie rosły z dnia na dzień. Szczęśliwy pełen nadziej byłem coraz bliżej, zbliżając się do bramy przedszkola ujrzałem nadjeżdżającą karetkę, w połowie drogi od wyjścia zebrał się tłum rodziców z dziećmi, niektórzy kurczowo trzymali swoje pociechy, inni patrzyli z przerażeniem, ktoś prowadził akcje reanimacyjną, ktoś płakał niemal od razu rozpoznałem ten płacz, rzuciłem się biegiem wypuszczając z rąk balona z uśmiechniętą buzią.  

***

Od tego feralnego dnia minęły ponad dwa tygodnie, pieprzone dwa tygodni ten czas był dla mnie najgorszym czasem w całym moim życiu, kiedy patrzyłem na jej łzy, jak spływają po policzkach, chciałem z całować każdą z nich, a tym samym zabrać jej całe cierpienie, ten ból który rozdzierał ją od środka, tak cholernie mocno, coraz mocniej z każdym oddechem.  Gdybym tylko mógł zabrać od niej całe cierpienie, wszystko to co sprawia, że upada na samo dno, moje serce tego dnia pękło na miliony kawałeczków i chyba nie poskładam go nigdy. Kiedy lekarz stwierdził zgon, kiedy bezbronna wpadła w moje ramiona, z trudem utrzymałem się przez tą chwilę na równych nogach, tuż po chwili płakałem razem z nią płakałem pośród tłumu ludzi trzymając ją mocno w ramionach klęcząc tuż nad nim. Od tego dnia nic już nie jest takie samo, nawet niebo ma inny kolor, ptaki śpiewają smutne piosenki, a niebo płacze co noc. 
- Karolina błagam Cię otwórz te drzwi - Od 15 minut dobijałem się do mieszkania, doskonale wiedziałem że jest w środku - Od 2 tygodni nie odpisujesz, nie odbierasz. Błagam Cię otwórz te drzwi. Cholernie się o Ciebie martwię - Jej życie zawaliło się w ułamku sekundy, nie miała już po co żyć tak powiedziała tuż przed pogrzebem - Karolina błagam powiedz chociaż, że nic Ci nie jest, odezwij się powiedz co kolwiek błagam Cię, wiem że jest Ci cholernie ciężko, że cierpisz, że wszystko straciło sens. Kacper dla mnie też był cholernie ważny, ale zrozum martwię się o Ciebie, jeżeli nie będę miał pewności, że nic Ci nie jest zadzwonię do Jacka i wyważą drzwi - Na chwilę przerwałem swój monolog, chciałem dać jej chwilę, poczekać ale jakiś głos w głowie nie pozwolił mi czekać zbyt długo. Minęły może 3 minuty i zadzwoniłem do Jacka, całe szczęście nie musiałem go długo przekonywać i już po paru minutach byli tu Szymon z Aśką.
- Siema stary co się dzieje ? - Zapytał Szymon jak tylko mnie zobaczył, szybko streściłem mu o co chodzi z początku trochę sceptycznie podszedł do tego, ale całe szczęście Asia podzielała moje obawy. I już po chwili weszliśmy do mieszkania, panował tam pół mrok z początku nic nie wzbudziło naszego niepokoju, dopiero po chwili ujrzałem ją w salonie, była pół przytomna koło niej leżało opakowanie po lekach i alkohol.
- Boże Karolina - Poczułem się jak by ktoś wbił mi nóż w serce, podbiegłem do niej natychmiast jak przez mgłę słyszałem jak Szymon wzywa Jacka, żeby ten wezwał karetkę - Obudź się ! Karolina błagam otwórz oczy ! - Klepałem ją po policzkach, ona była wpółprzytomna mówiła coś niezrozumiałego. Nagle koło mnie pojawiła się Asia ze szklanką wody
- Zabierzmy ją do łazienki - Machinalnie bez słowa wstałem i zabrałem ją do łazienki. Zatońska podała mi kubek - Niech pije - Wręcz nakazała, nie było to łatwe ale po chwili wypiła cały kubek.
- Co to ma dać ? - Spojrzałem na nią nieco sceptycznie nastawiony
- Musi zwymiotować - Spojrzała na mnie - Już dobrze, już dobrze - gładziła ją po plecach, na szczęście po chwili się udało i Karolina zwymiotowała, praktycznie wszystkie tabletki co połknęła. Ode tknąłem z ulgą cholernie się o nią bałem teraz byłem o niebo spokojniejszy. Całe szczęście po chwili pojawiło się pogotowie, Zatońska z Zielińskim zaczekali ze mną.
- Panie doktorze co z nią ? - Spytałem kiedy skończył ją badać
- Z tego co Państwo mówią weszli Państwo w ostatniej chwili. Z relacji Pana koleżanki Pani Karolina zwymiotowała wszystko co połknęła, nic jej nie powinno być. Podaliśmy jej kroplówkę na wzmocnie, z tego co Pan mówił Pana koleżanka od paru dni nie śpi, zapewne też mało je. Śmierć dziecka jest czymś strasznym, potrzebuje dużo czasu żeby dojść do siebie. Niektórzy wolną zostać wtedy sami inni wolą być wśród bliskich - Spojrzał na regał ze zdjęciami byli na nich ja, Dominika, Kacper, ona. Z każdego zdjęcia biła radość - Zakładam, że Pana koleżanka wybrała samotność, niestety w jej przypadku się to nie sprawdziło. Nie chce Panu nic narzucać nakazywać, czy też żeby czuł się Pan winny, ale ona potrzebuje teraz kogoś bliskiego i to nie na chwilę, to co zrobiła to wołanie o pomoc
- Wiem, zawaliłem na całej linii. Karolina nigdy nie chciała okazywać słabości, po śmierci Kacperka załamała się totalnie wszystkim nam było ciężko, ona akurat wybrała samotność. Myślałem, że znam ją na tyle dobrze że powinienem odpuścić i pozwolić jej cierpieć w samotności
- Możemy znać kogoś i najlepiej na świecie, ale w takich sytuacjach nie jesteśmy wstanie przewidzieć czy coś nie odbiegnie od normy - Lekarz był uprzejmy, starał się przekazać wszystko co najważniejsze, znałem go trochę jeszcze za czasów Anki, widziałem go pare razy w szpitalu - Myślę, że powinna się obudzić w przeciągu 12 - 16 godzin. Naprawdę proszę się już nie martwić, zagrożenie już minęło. Gdyby jednak  w ciągu tego czasu się nie obudziła proszę, zadzwonić - Spojrzał w jej stronę  - Ale niech Pan spojrzy kręci się wierci czyli najzwyczajniej w świecie śpi - Uśmiechnął się do mnie - Na nas już czas.. Dowidzenia - Ratownicy pożegnali się i wyszli zostałem sam z siódemką
- Stary my też już musimy się zbierać. Daj kluczę jakieś ciuchy po pracy Ci przywiozę - Zaproponował Szymon
- No co się patrzysz, dawaj kluczę - Zaśmiała się Zatońska  - Po drodze zrobimy jeszcze zakupy. Patrzyłam lodówka pusta
- Nie wiem jak się wam oddzwięcze - Podałem im kluczę
- Coś wymyślimy - Zaśmiali się  - To do zobaczenia - Po chwili zostałem sam z Karoliną, ona spała co jakiś czas kręcąc się z boku na bok. Koło 20 wpadł Zieliński z Zatońską, przynieśli moje rzeczy do tego jakieś małe zakupy byłem im mega wdzięczny sam nie był bym w stanie wyjść gdzie kolwiek, bałbym się jej zostawić na pół minuty nie mówiąc o jakimś dłuższym wyjściu.  Siódemka posiedziała chwilę i koło 21 zebrali się i poszli do domu, zostałem z nią sam. Usiadłem na podłodze koło kanapy, na której spała, zamierzałem nie spać całą noc być przytomnym w razie gdyby się obudziła.
***
Otworzyłam oczy, ostatnie co pamiętam sama w sumie nie wiem co to jest dokładnie jakieś przerwane obrazy, każdy jak by przez mgłę. Mikołaj, Szymon, Asia potem jak by wszystko się urywa i widzę moje maleństwo mojego kochanego synka, który coś do mnie szepczę z początku niesłyszalnie, niemal bezgłośnie dopiero po chwili rozumiem "Kocham Cię mamusiu" "Bądź szczęśliwa". Dopiero po chwili wszystko do mnie dociera, przedszkole mój płacz, karetka jego silne ramionach w których zniknąć na zawsze, cmentarz rodzina przyjaciele, ten pieprzony ból, którego nie umiem opanować i zabija mnie od środka. Wybuchłam płaczę,  nie umiałam dłużej tłumić w sobie tego wszystkiego. Nawet nie wiem kiedy,  znalazłam się w czyjś ramionach od razu wiedziałam kim jest mój tajemniczy nieznajomy, nie miałam pojęcia co tu robi skąd się wziął, nie pytałam wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam i rozpłakałam jeszcze bardziej, wyrzucając z siebie wszystko co leży mi na sercu. On czule głaskał mnie po głowie i szeptał, że jest tu obok, że przeprasza, że już nigdy mnie nie zostawi i zawsze będzie tuż obok.
- Przepraszam - Wyszeptałam po jakimś czasie, patrząc na niego. Po moich policzkach nadal płynęły łzy.
- Nie przepraszaj - Opuszkami kciuków otarł moje łzy - To ja przeprasza, mimo wszystko powinienem być tuż obok Ciebie. W końcu mu to obiecałem - Ostatnie zdanie dodał po chwili ciszej, w jego oczach ujrzałam ogromny, ból i smutek
- Obiecałeś ? - Nie miałam pojęcia o czym mówi, co ma na myśli. Zawahał się chwilę, ale po chwili zaczął mówić
- Kiedyś jak odbierałem go z przedszkola. Po tym wszystkim co się działo z Kamilem, poszliśmy na lody. Wtedy Kacperek sam z siebie powiedział, że cieszy się, że jestem z wami że jestem obok. Bo teraz wie, że nawet jak go nie będzie to będę ja i nie pozwolę Ci się poddać, wie że przy mnie się jeszcze będziesz uśmiechać. Potem prosił mnie, żebym się  Tobą opiekował, powiedział że mnie kocha i jest szczęśliwy - Nigdy nie widziałam jak płacze, a teraz po jego policzku płynęły łzy - Przepraszam Karolina tak bardzo Cię przepraszam,obiecałem coś Twojemu synowi i nie dotrzymałem słowa - Rozpłakał się, nie mogłam na to patrzeć, tego słuchać moje serce złamało się po raz kolejny mój maleńki synek martwił się tym co będzie ze mną jak go zabraknie. - To nie Twoja wina - Powiedziałam patrząc mu w oczy - Nie Twoja wina - Oparłam swoje czoło o jego, nasze łzy kapały bezsilnie na nasze dłonie. 

sobota, 16 marca 2019

9.13 Nie pozwolę Cię skrzywdzić

Hello !
Powracam, na początku chciałam podziękować mojej cudownej szwagierce za tak cudowne opowiadanko:* wiedziałam, że nikt nie zastąpi mnie tak jak ona <3
Zapraszam was na kolejne opowiadanko, z 9 serii mam nadzieję że się wam spodoba kolejne postaram się, za tydzień  ale nie obiecuje bo w tym tygodniu nie wiem jak potoczą się pewne sprawy.  I pytanie do was co sądzicie o tej serii może być czy nie za bardzo ?
Pozdrawiam <3


...ukrywanie się przed światem nigdy się nie sprawdza, ponieważ i tak codziennie rano musimy sobie spojrzeć w oczy w lustrze." 

Do moich źrenic powoli zaczęło dochodzić światło z początku łagodne,jasne a  z każdą sekundą było coraz ostrzejsze, z początku jak by parzyło mnie w oczy, dopiero po paru sekundach przyzwyczaiłem się do niego. Każdy dźwięk najpierw był cichutki, jak by szept wiatru, ale z każdą chwilą przebierał na sile, dopiero po krótkim czasie to wszystko ułożyło się w całość. Biały sufit, może nie śnieżnobiały ale z oprawą jasnego świtała wydawał się nieskazitelny niczym niebo w bezchmurny dzień, ciche szepty przybrały na sile, gdzie okazały się rozmową moich przyjaciół, z początku szeptali coś miedzy sobą. Na nich zawsze mogłem polegać, już nie raz ratowali mi tyłek, z reguły zawsze wtedy kiedy emocje brały górę nad rozumem tak samo jak teraz,Z reguły to właśnie  ona ratowała mi dupe, była moim aniołem stróżem, zawsze obok mnie, niby tak daleko, a naprawdę tak blisko, tuż obok mnie, jak by była moim talizmanem, który chroni mnie od wszystkiego co najgorsze, czasem to  dla niej traciłem głowę tak jak teraz, ale zawsze wychodziłem z tego bez większego szwanku, jak by jakaś tajemnicza moc czuwała nade mną, od kąd pojawiła się własnie ona . Karolina ! właśnie Karolina, zerwałem się z łóżka, mimo silnego bólu jaki odczułem w  ramieniu, zaczął promieniować w dół, podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Stary spokojnie - Szymon stara się mnie uspokoić i sprowadzić z powrotem do pozycji leżącej
- Kamil? Garaże? Napad ? Co ja tu ? - Starałem się przypomnieć, co się stało ale jedyne co pamiętam to rozmowę, a potem ból i ciemność
- Przyznał się do wszystkiego,co prawda nie było łatwo, ale udało się. Powiedział wszystko  to on zaplanował zmusił ją do wszystkiego podsłuchiwał i zastraszał, jego kumple na zmianę pilnowali młodego, jeden niewłaściwy krok i wiesz. A wszystko poszło o spadek, jego mama umiera przepisała wszystko Kacprowi, wiec myślał że fundnie mu operację ona za niego wyjdzie, a potem ciach mamusia umrze i zgarnie 5 mil euro, wiesz Kamil by od razu przejął i zniknął, Karolina nawet miała o niczym nie wiedzieć jak dobrze pójdzie  - Streścił Zapała, to brzmiało niczym jakiś kryminał
- 5 milionów euro ?! - Gdybym w tym momencie pił to chyba wszystko poleciało by 10 metrów przede mnie, przecież to są ogromne pieniądze obstawiam, że żadne z nas o takich nigdy nie śniło. Skoro ma tyle kasy mógł poprosić mamusie o pieniądze na operację i wszystko było by zgodnie z prawem, nie musiał by napadać na banki. Chyba, że ma takie hobby - A Karolina co z nią ? Przecież...
- Spokojnie - Zatońska, chciała mnie ostudzić ale wystarczyło jedno spojrzenie i od razu odpuściła
- Mój ojciec przesłuchał ją ponownie, jeszcze dziś zostanie oczyszczona z zarzutów i wyjdzie - Nie czekałem na dalsze wyjaśnienia, tylko jak najszybciej wyszedłem ze szpitala. Nikt nie był w stanie mnie powstrzymać
Sam nie wiem ile czekałem, pół godziny, godzinę może więcej nie wiem nie liczyłem to nie było ważne., wiedziałem tylko tyle że ma wyjść i tylko to było ważne. W końcu wyszła i ona, już z daleka widać było jaka jest zmęczona, niewyspana i chyba nadal przerażona. W zasadzie nie spędziła tam zbyt dużo czasu, ale w takim miejscu nawet chwila jest jak wieczność szczególnie dla policjanta.
- Mikołaj ! - Krzyknęła jak tylko mnie ujrzała i już po chwili była w moich ramionach przytulając mnie mocno, moja rana postrzałowa dała się we znaki lekko, syknąłem  - Nic Ci nie jest - Odsunęła się ode mnie momentalnie - Twoje ramie - Spojrzała na mnie z troską, dotykając mojego ramienia - Nic Ci nie jest ? - No tak, ona troszczyła się o mnie jak nikt inny.
- Nic mi nie będzie, jak  Ty się czujesz ? Nic Ci nie zrobili ? Wszystko gra ? - Zasypałem ją milionami pytań
- Bywało lepiej, ważne że już po wszystkim. A  co z Kacprem gdzie on jest ?  - No tak, ona zawsze stawiała syna na pierwszym miejscu, syna i nie tylko dla niej każdy był ważniejszy niż ona sama.
- Spokojnie jest na ranczu z Dominiką, nic im nie grozi. Emilka ich odwiozła i dopilnowała, żeby byli bezpieczni. Chodź pojedziemy do nich. - Kiwnęła głową i już po chwili siedzieliśmy w samochodzie w drodze na ranczo, całą drogę milczała, znałem ją na tyle dobrze, wiedziałem że musi sobie to wszystko poukładać sama, jeżeli będzie chciała powie mi o wszystkim, ja nie powinienem nalegać.Tylko czekać, aż mi zaufa i otworzy się przede mną. Na ranczu znaleźli się juz  po niecałych 20 minutach Karolina niemal wypadła z samochodu, w domu panowała cisza, jak by nikogo nie było, z początku chyba oboje lekko się przestraszyliśmy, doskonale wiedzieliśmy do czego zdolny jest Kamil i jego ludzie, baliśmy się chyba najgorszego, a taka cisza mogła oznaczać właśnie to.  Dopiero po chwili ujrzałem Dominikę siedząca na kanapie, pokazała nam, że mamy być cicho.
***
Ujrzałam Dominikę, Kacperek słodko spał na jej kolanach, cały ciężar który czułam momentalnie opadł, byłam szczęśliwa widząc mojego syna, który bezpiecznie śpi, cieszyłam się że jest na tyle mały i jeszcze nie rozumie co się dzieje do okoła.
- Część, Cieszę się, że już jesteś  - Szepnęła kiedy byłam tuż obok wyciągając ręce, żeby mnie przywitać Przytuliła mnie mocno, całując w policzek.- Dopiero zasnął, był zmęczony - Uśmiechnęła się do mnie, delikatnie pogłaskałam syna po głowie i ucałowałam w czoło
- Chodź pokaż tą swoją rękę  - Zwróciłam się w stronę Mikołaja
- Daj spokój nic mi nie będzie, w szpitalu mnie zszyli
- To, albo źle albo szew poszedł - Wskazała na koszulkę na której był ślad krwi
- Tato proszę Cię - Dominika zabrała głos, teraz nie miał nic do gadania. Mikołaj poszedł posłusznie za mną.
- Siadaj - Wskazałam na krzesło, przygotowałam apteczkę i już po chwili delikatnie odwijałam jego ramię, raz czy dwa syknął z bólu - Nie jest źle poszedł jeden szef, ale da radę i bez niego - Najdelikatniej jak potrafiłam umyłam ranę i już po chwili było po bólu - I co dało się przeżyć - Uśmiechnęłam się do niego, zaciskając opaskę, on chwycił moją jedną dłoń i przyciągnął mnie bliżej siebie, nie mam pojęcia kto był w większym szoku, ja czy on.
- Cieszę się, że już to wszystko się skończyło - Wstał i przytulił mnie mocno, byliśmy tak blisko siebie jak nigdy przedtem. - Karolina - Szepnął kiedy zbliżyliśmy się do siebie, spojrzałam mu w oczy biło w nich ogromne ciepło - Wiesz, że nikomu nie pozwolę Cię skrzywdzić - Dodał po chwili niemal niesłyszalnie, jak by nie chciał, żeby usłyszał  go nikt poza mną, nawet wiatr. Nie potrafiłam zebrać słów, dla tego tylko kiwnęłam głową. Sama nawet nie wiem kiedy, ale nasze usta złączyły się w pocałunku, tak delikatnym ale oddał w nim całą paletę uczuć. Po chwili spojrzeliśmy sobie w oczy


sobota, 9 marca 2019

09.12.Muszę to inaczej załatwić

Witam wszystkich tutaj Emilenka96.
Jak sami wiecie przez jakiś czas przejęłam tutaj stery. Dlatego też zapraszam na nowe opowiadanie, mam nadzieję, że podołałam zadaniu.
Pozdrawiam wszystkich 😍

Może zabrzmi to dziwnie, ale od wczoraj siedzę w areszcie... Nie wiem dlaczego, nie wiem jak długo, najgorsze jest to, że nie zobaczę Kacperka, o którego coraz bardziej się martwię. Odchodzę tutaj od zmysłów, brakuje mi mojego ukochanego syna, dla którego codziennie budziłam się i wiedziałam, że moje życie ma sens, a tutaj...Tutaj pozostaje samotność, pustka i cisza, która doprowadza mnie do szału. Powiedzieli mi tylko, że mają jakieś nagrania, które sugerują, że mogę być zamieszana w te napady na bank. Sama nie wiem jak wyjść  z tej sytuacji. Boję się, że przez to wszystko najbardziej ucierpi Kacperek. Nie miałam ochoty na nic, ale jedyną nadzieją dla mnie była rozmowa z Mikołajem. To tylko on wie o wszystkim,  to do niego mam zaufanie, ale sama nie wiem czy chcę go narażać...
- Jak ty się trzymasz ?- zapytał z wyraźnym niepokojem  w głosie.
- Jak sam widzisz - odparłam przygaszona. Tak bardzo chciałbym już wyjść stąd i lecieć jak najszybciej do syna.
- Karolina przecież tak nie można... - właśnie dlatego chciałam z tym wszystkim zostać sama, bez tych wszystkich złotych rad, instrukcji co mam robić..
- A co ja mam innego zrobić zza tych pieprzonych krat - czułam jak łzy cisną mi się do oczu, ale muszę być silna dla Kacpra.
- Powiedzieć mi gdzie on jest - odparł głęboko patrząc mi w oczy.
- Ty się w ogóle słyszysz ?! Przecież jak ja ci o wszytkim powiem to nie mam do czego wracać - byłam na skraju załamania nerwowego, to wszystko układało się tak jakby miało runąć od jednego nieuważnego ruchu.
- Uspokój się przecież wiesz, że mi możesz zaufać. Będę prowadził to wszystko tak, żeby małemu nawet włos z głowy nie spadł- w tym momencie sama nie wiedziałam co mam robić...
- Ale... - zawahałam się.
- Tutaj nie ma miejsca na żadne ale. Musisz podjąć dobrą decyzję, a moim zdaniem masz tylko jeden wybór - patrzył cały czas na mnie z przekonaniem.
- Masz rację... Powinni być dzisiaj około 17:00 w starych garażach na Kowalowej - do samego końca nie byłam przekonana, nawet sama nie wiem dlaczego się na to zgodziłam.
***
Udało się wykonać mój cel. Teraz już nic nie zatrzyma mnie, żeby pokazać temu gnojowi gdzie jego miejsce.
- Halo.. Dominika odbierz z przedszkola małego i jedźcie odrazu na ranczo. Pod żadnym pozorem nie otwierajcie nikomu. Emilka będzie u was za godzinę - musiałem załatwić im godną opiekę. To obiecałem Karolinie. Teraz swobodnie mogę zakończyć te durne igranie z nami.
Dzwoniłem jeszcze po drodze do Krzyśka, żeby posłużył mi jako wsparcie. Jednak nie odbierał jak się potem okazało był na akcji, bo znowu doszło do napadu na bank. I tak wyszło, że byłem skazany sam na siebie. Trochę obawiałem się tego spotkania, ale jedno jest pewne nie odpuszczę gnojowi. Pojechałem na miejsce. W samochodzie musiałem obmyśleć na szybko jakiś plan. Miałem jeszcze trochę czasu to mogłem się na szybko rozglądnąć. Wszystko to wyglądało jak jakieś główne centrum dowodzenia. Wszędzie mapy, plany, dokumentacja jak w jakimś urzędzie. Pełna profeska. Dochodziła 17:00 dlatego postanowiłem wrócić do samochodu i przyglądać się wszystkiemu z dystansu. Nie musiałem długo czekać, bo już po upływie zaledwie kilku minut przyjechał Kamil, na którego czekałem. Jak popażony pobiegłem do niego i z grubej rury zacząłem wytykać mu jego wady.
- Posłuchaj mnie chłopczyku twoje zachowanie jest karygodne - skartowałem go wzrokiem.
- Odpie***l się ode mnie - wycedził przez zęby.
- Karolina siedzi, a ty gnoju swobodnie dalej robisz co chcesz. K***a samowolka na całego !-  patrzyłem na niego z nienawiścią.
- Bo co, bo woli mnie niż jakąś łysą pokrakę z dzieciarnią ?!- wtedy to już puściły mi wszystkie nerwy. Co za bałwan, zero skrupułów, zero wyrzutów sumienia, nic kompletnie nic....
- Ja to przynajmniej będę mógł na wolności z nią rozmawiać, a ty ? Ty na taką szansę będziesz musiał długo czekać - pchnąłem go.
- Masz rację jestem gnojem... To ja wszystkim dowodze, a wiesz dlaczego ? Robię to, żeby ten bachor żył, bo tylko przy nim Karolina jest szczęśliwa, ale teraz już nie pozostało mi nic. Rozumiesz ?! Zupełnie nic !- niespodziewanie wyciągnął broń i dostawił ją sobie do głowy.
- Tego tak nie załatwisz - próbowałem go jakoś od tego odwieść. Jednak nie spodziewałem się, że wydarzenia nabiorą takiego tempa...
- Masz rację muszę to inaczej załatwić- wycelował we mnie..poczułem tylko silne uderzenie, a potem już nic tylko narastająca ciemność i coraz mniej slyszalne dźwięki...

niedziela, 3 marca 2019

Informacja

Cześć kochani !
Dziś wyjątkowo nie będzie opowiadania, tylko krótka informacja. A więc słuchajcie uważnie :D
Niestety muszę zniknąć na jakiś czas, hmm... ile dokładnie to będzie nie wiem tydzień, może dwa bądź co bądź postaram się wrócić jak najszybciej ( porywają mnie kosmici xD ) Mimo tego, że znikam nie zostawię was samych, znalazłam godne zastępstwo, które zadba o was podczas mojej nieobecności. Niestety coś poupada na wierze we własne możliwości, ale ja wiem że da sobie doskonale radę i godnie mnie zastąpi !

Do zobaczenia niebawem 
Tysia :*