Muzyka

Zapraszamy !!

Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/

piątek, 9 marca 2018

4.16 Randka ?

Hejka! 
Zapraszam was na kolejne opowiadanko, mam nadzieję że się spodoba liczę na komcie i wasze opinie. 
Pozdrawiam Miłego czytania : *

Karolina odzyskała pamięć w końcu było między nami tak jak przedtem, niezastąpiony Team Rachwałacha jak to mówili niektórzy, Karolina oczywiście szybko wróciła do pracy nie podobało mi się to, ale cóż poradzić, jest uparta i tak łatwo nie da się jej przekonać.
- Dasz się zaprosić do kina ? - Usłyszałem kiedy przechodziłem koło pokoju Jacka, instynktownie się zatrzymałem
- Powiadasz kino ? Kiedy ? 
- Hmm, a może dziś po pracy co Ty na to ?  - Jacek był nad wyraz zadowolony, czułem to w jego głosie
- No w sumie czemu nie, to co zgadamy się jeszcze 
- Pewnie odezwę się 
- Lecę bo Mikołaj już pewnie na mnie czeka - Uciekłem szybko na schody, nie chciałem żeby wiedziała, że słyszę tą rozmowę.
To co usłyszałem zaskoczyło mnie, Karolina umówiła się z Jackiem nigdy nie mówiła nic o nim nawet nie wspomniała, a on tak samo nigdy nie mówił nic, że Karolina mu sie podoba.- Jak on mógł mi to zrobić - Pomyślałem byłem zły na niego Karolina znaczyła dla mnie wiele, nawet bardzo wiele a teraz tak łatwo mogłem ją stracić.  Udałem, że wracam z bufetu Karolina akurat wychodziła razem z Jackiem od niego z pokoju, Nowak kierował się akurat na dół miał jakieś dokumenty na recepcję przechodząc obok niego "przypadkiem" szturchnąłem go z bara, tak że cały stos dokumentów wypadł mu na podłogę.
- Mikołaj mógłbyś trochę uważać - Powiedział kiedy dokumenty wypadły mu z rąk
- Sory zamyśliłem się - Palnąłem bez zastanowienia chociaż moja mina mówiła wiele chyba nawet domyślił się o co chodzi , schyliłem się i szybko zebrałem mu dokumenty w kupkę  - Muszę pogadać z Karoliną  - Powiedziałem i poszedłem do pokoju . Karolina siedziała i przeglądała papiery kontem oka dostrzegłem, że się uśmiecha.
- Myślałem trochę o tej naszej sprawie  - Powiedziałem, ale ona nie odpowiedziała - Halo Karolina ziemia do Karoliny - Usiadłem przed nią
- Co? Mówiłeś coś ? Przepraszam Cię zamyśliłam się  - Spojrzała na mnie
- Mówiłem, że myślałem trochę o tej naszej sprawię -Zrobiło mi się przykro, że Karolina zgodziła sie na wyjście do kina i cieszyła się na to wyjście.
- I co Białaszku wymyśliłeś? - Uśmiechnęła się do mnie
- Musimy przycisnąć ojca tego małego
- To co jedziemy skoczę tylko do łazienki - Karolina poszła do łazienki ja też, kiedy już byłem gotowy czekałem na nią na ławce na korytarzu, kontem oka dostrzegłem Jacka szedł od Jaskowskiej załadowany w tone papierów tak, że nie widział drogi, nagle poczułem jak moja zgięta noga nagle zdrętwiała, musiałem ją wyprostować ból stawał się niedoniesienia, wyprostowałem więc nogę i zająłem się telefonem, nie minęła chwila jak usłyszałem huk jak by stado słoni się przewróciło.
- Mikołaj cholera ! - Krzyknął a ja podniosłem głowę
- O Jacek, a co ty ? Czemu leżysz zmęczyłeś się ? - Zapytałem z ironią
- O co Ci chodzi ?! - Zapytał podnosząc się z ziemi i zbierając dokumenty
- Mnie ? O nic, no proszę Cię Jacuś o co Ty mnie oskarżasz
- Słyszałeś, słyszałeś jak zaprosiłem ją do kina a ona się zgodziła i mi zazdrościsz - Powiedział wkurzony
- Zazdroszczę ? Niby czego ? To, że idzie z Tobą do kina nie znaczy że zostanie Twoją żoną - Spojrzałem mu w oczy w głębi duszy było mi cholernie przykro, ale nie mogłem mu tego pokazać, Nowak chciał już coś powiedzieć ale akurat przyszła Karolina
- O czekasz na mnie - Uśmiechnęła się - To co jedziemy ?
- Tak jasne chodź
- Do zobaczenia - Powiedziała w stronę Jacka i skierowała się w stronę wyjścia, zanim poszedłem za nią wymieniłem się z nim spojrzeniem, które mówiło wiele.
- Może wyskoczymy gdzieś po pracy ? - Zapytałem jak siedzieliśmy już w aucie chciałem zobaczyć jej reakcję
- Dziś niestety nie dam rady, ale może w niedzielę ?
- Niedziela?
- Tak, bo jutro mam jechać do rodziców Ewka coś odstawia, sam rozumiesz
- Tak niedziela pewnie pasuje - Uśmiechnąłem się
- To co kino ? Jakieś bilety zarezerwujesz ? - Popatrzyła na mnie
- Pewnie a na co chcesz iść tylko proszę Cię nie mów, że na Greya  - Spojrzałem na nią błagalnie - Nie zniósł bym tego, już lepiej mnie zabij
- Hmmm co powiesz na Kształty wody ?
- Może być czemu nie - Zaskoczyła mnie, w końcu nie przepadała za romantycznymi filmami to ja je bardziej lubiłem.

***
Wieczór był wyjątkowo ciepły, po filmie dałam się namówić na małego drinka, oczywiście Jacek namawiał mnie na jeszcze jednego ale jakoś nie miałam ochoty na alkohol byłam zmęczona a perspektywa jutrzejszej wizyty i rozmawianiu o problemach mojej siostry wcale mi nie pomagała.
- Piękny mamy wieczór - Przerwałam milczenie panujące od jakiegoś czasu 
- Piękny, piękny ale ty jesteś piękniejsza - Powiedział patrząc na mnie 
- Dziękuje - Uśmiechnęłam się lekko speszona 
- To co moze jutro dasz się jeszcze gdzieś wyciągnąć? - Zapytał jak byliśmy pod moim blokiem 
- Jutro nie dam rady mam parę rzeczy do załatwienia 
- To może niedziela?
- Mikołaj zaprosił mnie do kina i na kolację
- Zawsze po kolacji możemy wypić drinka - Uśmiechnął sie do mnie i lekko przybliżył 
- Oj Jacuś Jacuś - Zaśmiałam się - Dobranoc - Powiedziałam i chciałam już iść, ale on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie nawet nie wiem kiedy jego usta złączyły się z moimi

czwartek, 8 marca 2018

4.15 Czy my się znamy ?

Powitać wszystkie Panie !:)
Dziś jest nasz dzień, więc wszystkim przedstawicielką płci pięknej życzymy wszystkiego najlepszego:) Samych sukcesów szkolnych czy też zawodowych :*  A więc nie przedłużając dłużej zapraszamy was na kolejne opko. Liczymy na wasze komcie jak się podobało;)

Udałem się do Karoliny chciałem z nią porozmawiać i upewnić się, że wszystko jest dobrze. Jednak co tam się wydarzyło przeszło moje najśmielsze oczekiwania. 
- Cześć jak się czujesz ?- zacząłem niepewnie. 
- My się znamy ? - zapytała patrząc na mnie takim wzrokiem jakbyśmy się naprawdę pierwszy raz widzieli.
 - No to ja Mikołaj - z początku myślałem, że żartuje, ale po chwili do mnie dotarło, że to jednak prawda.
 - Nawet nie wiesz jak się bałem o ciebie - powiedziałem próbując jakoś się z nią porozumieć
. - Proszę niech mnie pan zostawi ! - krzyknęła kiedy złapałem ją za rękę. To był niczym cios nożem w serce. Cały czas za mną chodziły jej słowa " czy my się znamy ?" przecież razem spędziliśmy wiele chwili na patrolu byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi, a teraz przez głupotę jej ojca wszystko legło w gruzach. Jak ona z tego nie wyjdzie nigdy więcej nie chcę nawet na oczy widzieć tego mężczyzny. 
- Mikołaj przepraszam nie powinnam na ciebie tak naskakiwać - usłyszałem dobrze znany mi głos była to Emilka.
 - Co z Krzyśkiem ? - zapytałem tak jakby było mi wszystko obojętne jeszcze nie mogłem dojść do siebie po rozmowie z Karoliną.
 - Lepiej jutro mają go wybudzać ze śpiączki, a jak Karolina się trzyma ? - popatrzyła na mnie. 
- Ona mnie nie pamięta...- te słowa co chwila krążyły mi w głowie nie mogłem się ich pozbyć
. - A rozmawiałeś z lekarzem ? - dodała po chwili.
 - Nie, nie mam do tego głowy- pokiwałem przecząco głową. 
- To chodź pójdziemy dowiemy się co i jak - właśnie takiej rozmowy potrzebowałem chciałem się komuś z tego wszystkiego wyżalić, a kto ma mnie lepiej zrozumieć jak ktoś kto jest w podobnej sytuacji. Tylko, że Krzysiek jak wybudzi się ze śpiączki wróci do sprawności, a Karolina ona może mnie nigdy nie poznać właśnie tego się najbardziej obawiałem. Lekarz wcale mnie nie uspokoił, bo powiedział, że ma uraz mózgu i przez to jej stan. Może to minąć za kilka dni, tygodni, miesięcy, lat albo w najgorszym przypadku nigdy. Pożegnałem się z Emilką i pojechałem do siebie zastanowić się nad tym wszystkim. Jak dla mnie za dużo przeżyć na jeden raz. Następnego dnia z samego rana pojechałem do szpitala chciałem tam być jeszcze chociaż chwilę przed pracą. Przeraziłem się kiedy okazało się, że nie ma jej w sali, a lekarz poinformował mnie, że wypisała się na własne żądanie nie wiem co jej do głowy strzeliło.
 - Co się stało ? - zapytała Zapała, na którą wpadłem na korytarzu.
 - Karolina się wypisała nie wiem gdzie jest - mówiłem ledwo łapiąc oddech byłem taki wystraszony. - Teraz bedzie tylko lepiej - krzyknęła za mną. Jak szalony gnałem przez całe miasto do jej mieszkania. Obawiałem się w sumie sam nie wiedziałem czego. Miałem jakieś dziwne przeczucia. Po drodze dzwoniłem do jej matki i siostry, ale nie wiedziały gdzie szukać Karoliny. Wystałem się pod drzwiami jak głupi, ale albo udawała, że jej nie ma albo faktycznie jej nie było. Miałem już wyważać drzwi kiedy pojawiła się ona cała i zdrowa. 
- Gdzie ty byłaś ?- zapytałem zmartwiony.
 - A pan znowu tutaj - odparła jakby była zmęczona moją obecnością. Postanowiłem nie odpuszczać. Byłem u niej codziennie rozmawialiśmy, a ona wyglądała jakby coraz bardziej się do mnie przekonywała. Chodziliśmy razem na spacery, zakupy jak stare dobre małżeństwo. Tego dnia szedłem jak zawsze po pracy do Karoliny kiedy usłyszałem krzyki. Szybkim krokiem udałem się do miejsca skąd one dobiegały.
 - Karolina ...- szepnąłem sam do siebie i pobiegłem jej na pomoc.
 - Zostaw ją ! - wrzasnąłem i zacząłem okładać go pięściami. Po chwili zebrał się z ziemi i uciekł wtedy mnie to nie interesowało liczyła się tylko ona cała zapłakana i mocno wtulona we mnie.
 - Mikołaj chodźmy stąd - mówiła przez łzy.
 - Ty mnie poznajesz ? - zapytałem zaskoczony.
 - O czym ty mówisz ? - popatrzyła na mnie czerwonymi od płaczu oczami. - Dobra nie to nie jest ważne- byłem taki szczęśliwy jak okazało się, że wszystko wraca do normy, że chciałem unieść się ponad ziemię jak na skrzydłach. Poszliśmy do mieszkania gdzie czekali na nas goście Krzysiek i Emilka. 
- Przyszliśmy zobaczyć jak się czujesz ? - głos zabrała kobieta.
 - A ty Persil ? - zapytałem powstrzymując się od śmiechu. 
- A nie widać - pokazał na duży plaster nad okiem.
 Zjedliśmy wspólną kolację po czym poszli do domu, bo dzieciaki zostały z rodzicami Emilki, a Krzysiek musi jeszcze dojść do siebie po tym wszystkim. Znowu zostaliśmy sami. 
- Jak ja się o ciebie bałem - mówiłem skruszonym głosem. 
- Nie mówmy o tym proszę cię - powiedziała speszona i wyszła na balkon.

wtorek, 6 marca 2018

4.14 Persli


Witam, a właściwie  to witamy was bardzo serdecznie w ten piękny deszczowy dzień.
Tak jak pogoda tak nasze opko wprowadzi do waszego nastroju wiele pozytywnych emocji.Nie pragniemy niczego innego jak waszego pozytywnego nastawienia i dobrych humorów. Dlatego też stworzyliśmy to dzieło i myślimy, że nawet najbardziej wymagającym czytelnikom się to spodoba tak jak nam. Liczymy na wasze szczere opinie i zapraszamy was do czytania, A my idziemy sprawdzić jak szybkie jesteśmy na długich dystansach.I podobno korki na autostradzie. A więc nie przedłużając dłużej Miłego czytania zostawcie ślad po sobie a my 💪🏃😰


Wpadłem na pewien co prawda ryzykowny plan. Jeszcze mi brakowało do sukcesu zgody Jaskowskiej. Wtedy on wydawał mi się jedynym wyjściem. Jak to mówią tonący się brzytwy chwyta. 
- Nie Mikołaj nie ma szans - powiedziała kiedy wysłuchała cały pomysł.
 - Ale pani komendant to jedyne wyjście - próbowałem jakoś ją przekonać.
 - Nie przecież to chodzi o twoją partnerkę. Jeszcze sobie problemów nadrobisz - mówiła tak jakby się chciała mnie pozbyć jak najszybciej i całkowicie zapomnieć o tym pomyśle.
 - To Krzysiek pójdzie - rzuciłem bez zastanowienia.
 - No dobra załatw to z nim - odparła od niechcenia. Postanowiłem jak najszybciej załatwić tą sprawę, a wiem, że Krzychu to konkretny chłopak i jak mu wyłożyć kawę na ławę to na pewno pomoże.
 - Mam sprawę... chodzi o życie Karoliny - powiedziałem od razu, gdy wszedłem do pomieszczenia.- Potrzebuje chętnego do prowokacji tylko... musiałbyś zostać alfonsem - jak to usłyszał, aż przyksztusił się kawą.  
- Co ? Przecież Emilka by mnie z domu wyrzuciła- pokiwał przecząco głową.
  - No stary przyjacielowi nie pomożesz? - musiałem go jakoś przekonać przecież nie wezmę Julka, bo wiadomo jakby się to skończyło.
 - No w sumie dobra zgadzam się- odparł po chwili zastanowienia.
 - A Emilkę biorę na siebie - uśmiechnąłem się nie ukrywam, że kamień spadł mi z serca.
 - Tylko nie przesadzaj, bo będę musiał cię zastrzelić - zaśmiał się, a ja od razu pobiegłem do komendantki obgadać szczegóły planu. Ustaliliśmy, że jeszcze dzisiaj ruszamy z akcją
. - Przepraszam, a pan to się zgubił ?- zapytała Emilka mężczyznę uczesanego jak co najmniej mafiozo ubrany w skórzaną czarną kurtkę, ciemne dżinsy. 
- Krzysiek ? Co to jest za strój ?- była w szoku z początku nawet nie poznała swojego męża.
 - Idę na prowokacje - odparł poprawiając fryzurę.
 - Ciekawe gdzie pewnie do burdelu - kiedy nic nie odpowiedział dla niej stało się wszystko jasne. Z racji, że padało i dopiero zaczynała służbę w ręce miała parasol i zaczęła nim okładać mężczyznę.
 - Ja ci do cholery dam po burdelach łażenie !- krzyknęła tak, że chyba ją pół komendy słyszało, aż Mikołaj wyszedł z pokoju policjantów
. - Ale ...- próbował się jakoś bronić. 
- Kto to wymyślił ? - zapytała patrząc ze złością raz na jednego raz na drugiego. 
- Emilka spokojnie już go nie bij ja ci wszystko wytłumaczę - próbował jakoś uspokoić sytuację Mikołaj.
 - A nie mówiłem ci - powiedział oburzony Krzysiek i poszedł do pokoju. 
Godzinę później udaliśmy do lokalu w który prawdopodobnie przebywali ludzie, którzy więzili Karolinę. Krzysiek był zestresowany, ale jest dobrym gliną to na pewno będzie wiedział co robić. Poszedłem tam próbowałem udawać jednego z nich nie ukrywam, że do łatwych zadań to nie należało, ale z początku szło nawet nie najgorzej. 
- A ty czego tutaj szukasz ? - zapytał jeden z mężczyzn. 
- A czego mogę szukać ? Panienki jakieś zgrabnej- odparł Zapała ściągając okulary słoneczne mimo, że była już prawie 21:00 i ciemno.
 - Nowy w branży ? - zapytał chyba ich szef. 
- Nie najpierw działałem w Poznaniu tam mnie nakryli to zwinąłem się tutaj - mówił popijając drinka, którego sobie zamówił. 
- Jarus - przedstawił się dokładnie przyglądając się policjantowi.
 - Persil. To masz jakąś dziunie ? - mówił udając zniecierpliwionego.
 - Naprawdę ku**a ? Jak proszek do prania - wybuchli śmiechem podobnie jak policjanci, którzy mieli go na podsłuchu. 
- Bo jestem skuteczny tak jak on usuwa plamy tak jak ja obracam się w tym interesie- powiedział  z powagą . 
- A co ty taki niecierpliwy. Mam nowiutki towar specjalnie dla ciebie- kiwną głową na barmana. Kiedy ten koleś powiedział, że ma dla mnie zleceniodawce przeraziłam się. Dopiero po głosie poznałam Krzyśka był taki odwalony jak stróż w Boże Ciało wtedy już wiedziałam, że będzie tylko dobrze. 
- Fajna nie ? - zapytał podniecony najmłodszy.
 - Biorę ile za nią chcecie ? - udawał niedostępnego co chwila popijając drinka. 
- No mam nadzieję, że tyle mnie zadowoli-  napisał mu na kartce cenę. Zapale, aż okulary z wrażenia spadły na podłogę.
 - Ha chłopie za to to ja bym pół burdelu w Poznaniu kupił -  będąc dalej zaskoczonym podjął próbę targowania.
 - No dobra możesz ją wypróbować Kolos zaprowadź gościa na pokoje - poszliśmy w jakieś ustronne miejsce chciałem tam opowiedzieć Karolinie o naszym planie, ale po drodze wydarzyło się coś niespodziewanego.
 - Co wy odpierdalacie ? Przecież to pies - do pomieszczenia wszedł Adam kolega Krzyśka z domu dziecka.
 - Skąd wiesz ? - zapytał jeden z mężczyzn. 
- Znam go, a wy co znowu wpadliście przez własną głupotę ! - zaczął się drzeć, a po chwili zrobiło się naprawdę gorąco.
 - Przyprowadź go- jeden z nich poszedł po Zapałe nie szczędził przy tym epitetów i siły na opornego policjanta, który zaczął kojarzyć fakty.
 - Ale panowie o co chodzi ?-  zapytał jakby nigdy nic. 
- Przyszedłeś po swoją suke ?- zapytał przyciskając Krzyśka do blatu baru. 
- Pytam do cholery ! - zaczął okładać Zapałe ciosami. Ten próbował się jakoś bronić, ale niestety mężczyźni byli za silni i po chwili leżał na ziemi nieprzytomny.
 - A z nią co ?- zapytał jeden z nich kiedy stali nad zakrwawionym Krzyśkiem.
 - Co, co kur**a gówno w zoo jak nie wiesz. Bierzemy ich na pakę i do ciebie na kwadrat. Potem się ich pozbędziemy -  wyszli tylnym wyjściem, zabrali ich do dużego granatowego busa i odjechali. Na siłę wepchali mnie do jakiegoś samochodu nawet nie wiem jakiego, bo mi zawiązali oczy, ale kiedy udało mi się ściągnąć to cholerstwo zobaczyłam nieprzytomnego, pobitego Zapałę przeraziłam się to wszystko chyba nie tak miało wyglądać. Wiedziałam, że jak szybko czegoś nie wymyślę zginę i ja i on.
Od kilku minut Zapała nie odzywał się to mnie bardzo zaniepokoiło. Weszliśmy jak najszybciej do budynku niestety było już za późno.
- Cholera jasna nie ma ich ! - zaczął krzyczeć spanikowany Białach.
 - Patrz krew - powiedział Szymon wskazując na plamy na podłodze. Coraz bardziej przerażona próbowałam nas ratować jednak chyba za szybko i źle to rozegrałam.
- Zabiliście go ! - wyrwałam się im podbiegłam do Krzyśka i zaczęłam krzyczeć...bezradnie krzyczeć chciałam jakoś w nich wzbudzić sumienie, ale chyba u takich ludzi to niemożliwe.
- Zamknij się suko, bo dołączysz do niego !- wrzasnął i dostałam tak w twarz, że się przewróciłam uderzając o kant szafy. Potem to mi pociemniało przed oczami i chyba straciłam przytomność. Błądziliśmy po jakimś blokowisku chyba z godzinę szukając zasiegu nadajnika GPS, który był zamieszczony w podszewce kurtki Krzyśka. Kiedy już znaleźliśmy pech chciał, że jeszcze pomyliliśmy klatki, a oni pozostawali kolejne minuty sami sobie. W końcu dotarliśmy tam wszystko działo się bardzo szybko. Po paru minutach bandyci siedzieli skuci w radiowozie, a ja i Szymon poszliśmy szukać naszych zgub. Zeszło nam chwilę, bo pozornie mały budynek okazał się ogromną budowlą.
- Karolina...Karolina słyszysz mnie ?  - dobiegłem do niej. Kamień spadł mi z serca, że była przytomna. Jednak rana na głowie strasznie krwawiła ponadto okazało się, że jest w takim szoku, że nikogo nie poznaje i to mnie martwiło.
- Gdzie jestem ? - zapytała patrząc przerażonymi oczami na mnie.
- Co z Zapałą ? - zapytałem cały czas na nią patrząc tak jakby mi miała zaraz uciec.
-Nieprzytomny, dzwoń po pogotowie ! - mówił Szymon próbując jakoś pomóc koledze.
Po przyjeździe do szpitala na postanowiłem iść do sali, w której leży Krzysiek. Tam na korytarzu spotkałem jego żonę, która zapłakana patrzyła przez szybę na to co dzieje się z mężczyzną.
- Jak ja się bałam. Po co ja się na to wszystko zgadzałam !- mówiła, nie ona nie mówiła tylko krzyczała. Wiem, że ma do mnie żal i wszystkim obwinia mnie wcale się nie dziwię.
- Emilka spokojnie wszystko będzie dobrze - próbowałem ją jakoś pocieszyć miałem cholerne wyrzuty sumienia przecież to ja go namówiłem.
- A z tobą nie chce mi się gadać. To wszystko twoja wina - powiedziała dziwnym tonem tak jakby chciała hamować łzy i złość jednocześnie. 

poniedziałek, 5 marca 2018

4.13 Ostry pieprz

Hejka 
Witam was w ten cudowny piękny dzień 5 marca ! Ah jaki to piękny dzień nowy sezon 8 sezon PIP, w ten piękny dzień mam dla was niespodziankę, a właściwie mamy bo najbliższe 2 opowiadanka a łącznie z tym 3 są napisane specjalnie dla was razem z Szwagierką bardzo staraliśmy się, żeby wyszło wyjątkowe i takie którego nie zapomnicie na długo :) A więc tak kończę to gadanie i razem z Szwagierką zapraszamy was do komentowania, liczymy to opinie. A tymczasem Uciekamy na spacerek po Lasach Tropikalnych, a może pięknym wybrzeżu Kataloni, kto wie :D

Biegałem po całym magazynie jak oszalały, przeszukiwałem wszystkie zakamarki jakie tylko tam były, ale jej nigdzie nie było nie znaleźliśmy żadnych śladów Karoliny ani nikogo innego. 
- Oszukał nas ! - Byłem wciekły, będąc tu traciłem cenny czas na szukanie jej.
- Musimy z nim ponownie porozmawiać - Powiedział Szymon i skierował się w stronę auta. - Na pewnie wie gdzie jest Karolina.
- Ja na pewno - Powiedziałem i trzasnąłem drzwiami. Dojechanie do mieszkanie tego całego pożal sie jej ojca zajęło mi chwilę. Kiedy już wyszliśmy z auta Szymon nagle się zatrzymał. 
- Bo ja chyba zapomniałem notesu - Zaczął przeszukiwać kieszenie -  Idź znajdę i Cię dogonię, pewnie chwilkę to zajmie - Uśmiechnął się  i zaczął szukać czegoś w radiowozie . Od razu załapałem o co mu chodzi pobiegłem na górę, zapukałem i nawet nie czekałem na zaproszenie tylko wszedłem od razu jak otworzył drzwi.
- To jest najście ! - Oburzył się Wilański, nie powiedziałem nic tylko wymierzyłem mu cios.
- Odpowiedz o współudział spowodowania wypadku i w porwaniu ! - Miałem ochotę go zatłuc.
- Nie wiem o czym mówisz - W jego oczach ujrzałem strach.
- Mów gdzie jest Karolina - Strzeliłem mu po raz drugi - Gdzie jest Karolina ? - Powtórzyłem pytanie. 
- Oskarżę Cię o napaść - Nie dawał za wygraną.
- Oskarżaj mnie o co sobie tylko  chcesz o ile zdążysz - Wycedziłem wsiekały przez zęby - Tylko pamiętaj o jednym jeśli mi na kimś zależy to zrobię dla tej osoby wszystko. A więc ? - Spojrzałem mu w oczy moje spojrzenie mogło by zabić - Powtórzę pytanie, gdzie jest Karolina ? 
- Nie wiem - Nie wytrzymałem i strzeliłem mu raz, potem drugi i trzeci - Puść mnie a powiem Ci wszystko - Posadziłem go na fotelu i dałem chusteczkę.
- Mów tylko bez ściem.
- Marek dowiedział się, że mam córkę  na początku chciał ją porwać dla okupu ale kiedy powiedziałem mu, ze nie mam takiej kasy, wymyślił pewien układ - Spojrzał na mnie nie pewnie.
- Jaki ? - W mieszkaniu pojawił się Szymon.
- Już znalazłem notes - Uśmiechnął się Szymon - O widzę, że Pan się przewrócił - Podszedł do nas. 
- No widzisz, jaki z Pana niezdara ale przewrócił się i mu się pare rzeczy przypomniało. A więc słuchamy. 
- Więc zaproponował pewien układ, anuluje mój dług w zamian za Karolinę. 
- W zamian za Karolin? Sprzedałeś swoją córkę - Czułem jak moje oczy płoną nienawiścią. 
- Marek prowadzi dom publiczny - Nie musiał kończyć doskonale wiedziałem co to za układ dla tego wymierzyłem mu kolejny cios, myślałem że go zatłukę ale Szymon mnie powstrzymał.
- Sprzedałeś własną córkę do burdelu !!! - Wrzeszczałem jaj głupi - Gdzie ona teraz jest !!! - Słyszało mnie chyba pół Wrocławia.
- Waleńczowa 25, hasło Ostry pieprz - Powiedział przestraszony - Szymon skuł go szybko i już po chwili jechaliśmy na komendę .
Karolina była w jakimś burdelu, nawet nie chce myśleć co ona tam przeżywa, co czuje a na samą myśl, że ktoś ją może dotykać w taki sposób miałem ochotę zatłuc jej ojca a potem każdego kto się do niej zbliży.
- A temu Panu co się stało ? - Zapytał Jacek jak tylko zobaczył zatrzymanego.
- Temu Panu - Szymon zatrzymał się - Nic takiego taki niezdara, o dywan się wywalił ale za to wszystko pięknie mu się przypomniało - Jacek tylko się uśmiechnął, chciał coś powiedzieć ale go uprzedziłem.
- Sprzedał ją ! Sprzedał do burdelu - Krzyczałem jak  głupi - Sprzedał ja !!! Musimy tam jechać !!! Musimy ją stamtąd zabrać!!! Ona nie może tam dłużej zostać!!!  - Krzyczałem tak, że na korytarzu pojawiła się Jaskowska i pół komendy 
- Mikołaj co tu się dzieje ? Co to ma znaczyć ?
- Karolina jest w burdelu !!!! - Nie zwracałem uwagi na to, że krzyczę na szefową  - Muszę tam jechać !!! Ona nie może tam zostać ani chwili dłużej !!!
- Mikołaj uspokój się ! - Jaskowska doprowadziła mnie do porządku  - Szymon zaprowadź Pana na dołek, a Ty Jacku zwołaj wszystkich za 5 min w sali odpraw.


niedziela, 4 marca 2018

Miniaturka "Najpiękniejsze pożegnanie"


Hejka 
A więc w ten piękny słoneczno - mroźny dzień zapraszam was na miniaturkę, liczę na komcie co do tego jak się podoba. Piosenka, do tego opowiadanka jest wybrana specjalnie, usłyszycie ją już jutro w nowym odcinku PIP, Gdyby ktoś pytał tak oglądałam nowy odcinek wykupiłam sobie dostęp na IPLI dla tego, że w tym tyg ciężko bd u mnie z czasem co do oglądania. Od razu mówie nie zdradzę nic co się będzie dziać może tylko że Miki ma ładną patelnie.
Pozdrawiam Czekam na komcie :*
- Nie to nie może być prawda - Patrzyłam w niego z niedowierzaniem - Pan się myli - Kręciłam głową - To nie prawda - Nie chciałam wierzyć w to co powiedział brzmiało to jak pieprzony sen - To nie prawda - Powtórzyłam po raz kolejny
- Bardzo mi przykro - Popatrzył na mnie ze współczuciem, chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie chciałam go słuchać bez słowa wstałam i wyszłam z gabinetu.
To co usłyszałam brzmiało jak pieprzony koszmar, sen z którego pragnęłam  się obudzić skierowałam się w stronę parku, godzinami spacerowałam i rozmyślałam w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam płakać, w pobliskim barze zamówiłam pare kolejek chciałam zagłuszyć ten wewnętrzny pieprzony ból, który tkwił gdzieś wewnątrz mnie chciałam zagłuszyć jego słowa to co mi powiedział, zapomnieć o tym chodź na chwilę i znowu poczuć się tak jak przedtem, ale to nic nie pomagało z każdą kolejną kolejką nie czułam różnicy nie czułam żeby coś się zmieniło te słowa cały czas tkwiły mi w głowie te głupie 5 słów, a czułam jak by wszystko w co wierzyłam gdzieś przepadło, umarło. Dopiero po 2 piwach i paru kolejkach czułam jak  się inaczej, ale mimo tego te słowa krążyły w mojej głowie jak jakaś pieprzona piosenka, której nie mogę zapomnieć. Mój telefon od paru godzin dzwonił i dzwonił, nie chciałam z nikim rozmawiać dla tego w końcu go wyłączyłam jedyne czego pragnęłam to zostać sama ze sobą.
Wyszłam z baru, miałam już dość alkoholu który mimo tego, że uderzył mi do głowy nie zagłuszył mojego bólu nie spowodował, że zapomniałam. Poczułam jak drobne kropelki deszczu zaczęły obmywać moją twarz, nie mineło wiele czasu a chodziłam w deszczu który rozpadał się na dobre. Nie chciałam wracać do domu, siedzieć sama w czterech ścianach, nie chciałam też niczyjego pieprzonego współczucia, jedyne czego chciałam to żeby to wszystko okazało się snem. Stanęłam w jego drzwiach cała przemoknięta, zapłakana z rozmazanym makijażem wyglądałam strasznie
- Boże  - Powiedział jak tylko mnie zobaczył i szybko wciągnął do środka - Co się stało ? - Nie byłam wstanie mu odpowiedzieć, tylko bez słowa się do niego przytuliłam, on objął mnie mocniej, w końcu tego dnia poczułam się bezpieczna -  Już Cichutko nie płacz - Mówił cicho niemal szeptał, jego ręka gładziła moje włosy - Powiesz mi co się stało ? - Zapytał i czekał na opdowiedź
- Ja... ja - Spojrzałam na niego, tylko jemu mogłam ufać, tylko jemu chciałam zaufać
- Zrobimy tak przebierzesz się a ja zrobię Ci herbatę. A potem mi wszystko opowiesz? - Popatrzył mi w oczy, z jego spojrzenia buło ogromne, ciepło - Dobrze ? - Nie odpowiedziałam nic tylko pokiwałam głową, on zaprowadził mnie do łazienki dał swoją koszulkę i ręcznik, kiedy po 15 minutach wyszłam on już czekał z herbatą i kocem. Usiadłam obok niego na kanapie, a on najpierw okrył mnie kocem a następnie podał kubek herbaty, upiłam łyka po czym odstawiłam kubek na stół, okryłam się bardziej kocem
- Opowiesz mi co się stało ? - Zapytał, spojrzałam na niego a po policzku spłynęła mi łza - Nie płacz mi możesz powiedzieć wszystko - Dotknął ręką mojego policzka i wytarł spływającą łzę - Maleńka proszę nie płacz - Po raz pierwszy powiedział do mnie maleńka w jego ustach brzmiało to tak ciepło
- Ja.... - Nie byłam w stanie mu tego powiedzieć te słowa nie chciały przejść mi przez gardło - Ja umieram - Wydukałam w końcu, po czym się rozpłakałam, on nie powiedział nic tylko mi przytulił
- Boże, ale jak to ? - Czułam, że sam z trudem składa słowa, a jego głos drży - Ale jak to ? - Jego uścisk stał się mocniejszy jak by chciał schować mnie przed całym światem
- Poszłam do lekarza - Mówiłam płacząc - Tak jak Ci obiecałam - Jego ramiona były dla mnie teraz najlepszym schronieniem - Okazało się, że mam guza mózgu nieoperowany podejrzewali już na początku, ale dziś miał już pewność - Po tych słowach poczułam jak tuli mnie jeszcze mocniej,
- Ale.... - Teraz on z trudem składał słowa - Jak nieoperowalny ? - Tylko tyle był wstanie powiedzieć
- Został mi rok życia rozumiesz !! - Oderwałam się od niego i zerwałam z kanapy  - Rok jeden pieprzony rok !! Ja nie chce umierać rozumiesz nie chce!! - Zaczęłam  krzyczeć jak oszalałam wyrzucać z siebie ten cały ból, strach.
- I nie umrzesz - Stanął przede mną oczy miał jak by czerwone, przepełnione smutkiem
- Jak nie!! Rozumiesz co to znaczy nieoperowany !!! Ja każdego dnia umieram !!! - Krzyczałam i bijał go po klatce piersiowej, on szybkim ruchem złapał mnie za ręce i przytulił do siebie
- Nie umrzesz, słyszysz nie pozwolę na to - Poczułam jak całuje mnie w czubek głowy - Znajdę rozwiązanie, chociaż by na końcu świata, ale nie pozwolę Ci umrzeć - Spojrzałam na niego dopiero teraz dostrzegłam łzy w jego oczach
- Dla mnie nie ma ratunku - Powtórzyłam łagodniej, nieco uspokojona - On ujął moją twarz w dłonie jednym palcem pogłaskał mnie po twarzy
- Chociaż miał bym jechać na koniec świata po ten ratunek to go znajdę - Mówił patrząc mi w oczy, jego głos był aksamitny jak najdelikatniejszy materiał
- Ale...
- Cii - Powiedział i położył palec na moich ustach - Nic nie mów - Szepnął, i mnie pocałował. Jego uta były słodkie jak najsłodszy owoc, całował mnie z ogromną delikatnością, ale i namiętnością jak by ten pocałunek miał być ostatnim w naszym życiu. Nie wiem czemu ale zatraciłam się w nim w jego ustach zapachu w tym wszystkim. Dość szybko znalazłam się w jego ramionach a potem sypialni, był delikatny a jego dotyk sprawiał, że zapomniałam o wszystkim przeniósł mnie do innego świata do naszego świata, tam nie liczyło się nic poza nami jego pocałunki rozgrzewały moje ciało powodując jej do wrzenia, jego usta błądziły po moim ciele  zostawiając po sobie ślad , którego nikt nie wymarzę. Czułam sie jak  w naszej prywatniej bajce, której nikt nie zna poza nami, mieliśmy swój mały prywatny świat.

***

Przebudziły mnie promienie słońca z uśmiechem na ustach przeciągnąłem się wspomnienie wczorajszej nocy sprawiało, że unoszę się jakieś 3 metry nad niebo już od dawna chciałem to zrobić, ale się bałem, czemu odważyłem się dopiero wczoraj sam nie wiem, ale nie żałuje  wiem jedno zrobię wszytsko żeby byłą zdrowa i chociaż musiał bym jechać na koniec świata. 
Chciałem ją przytulić, ale natrafiłem na pustą poduszkę uśmiech nie znikał z moich ust - Wspólne śniadanie - Pomyślałem i się rozmarzyłem, nagle czar prysł bo na poduszce obok znalazłem kartkę 
Przepraszam, 
Mikołaj tak cholernie Cię przepraszam, ale to nie może się udać nie teraz, kiedy jestem chora. Od dawna byłeś dla mnie kimś ważnym kimś wyjątkowym, ale teraz to wszystko się pokalikowało, tak cholernie się skomplikowało. Znaczysz dla mnie wiele zbyt wiele, żebym mogła pozwolić na to byś każdego dnia patrzył jak umieram, jak znikam z tego świata, nie mogła bym sobie tego nigdy wybaczyć. Proszę Cię zapamiętaj mnie taką jaką byłam, zapamiętaj tę noc jako najpiękniejsze pożegnanie. Ja jej nigdy nie zapomnę, zawszę będzie dla mnie wyjątkowa i najcudowniejsza. Chociaż na chwilę zapomniałam o tym wszystkim i przeniosłam się do cudownego świata w którym byliśmy tylko my. Nie zapomnę Cię nigdy i Ciebie proszę o to samo.... Obiecuję, że jak już mnie nie będzie będę Cię chronic tam z góry.... Proszę Cię nie rozpaczaj po mnie nie płacz tylko ułóż sobie życie z kimś innym. 
Byłeś i zawsze będziesz dla mnie najważniejszy, nie proszę Cię o to samo bo mnie już nie długo nie będzie. Zapamiętaj te nasze ostatnie chwilę jak nasze pożegnanie, ja nie mogłam sobie wymarzyć innego..... Nie szukaj mnie proszę.... Nie chce, żebyś patrzył jak umieram....
Kocham Cię i Pamiętaj o mnie 

Karolina 
Nie wierzyłem w to co czytam, jakie zapomnij jakie pożegnanie nie mogłem na to pozwolić chwyciłem za telefon i próbowałem się do niej dodzwonić "Przepraszamy abonament chwilowo niedostępny" usłyszałem tylko, zerwałem się na równe nogi i zacząłem ubierać, musiałem jak najszybciej znależść się u niej w domu, nagle usłyszałem dźwięk telefonu odebrałem nie patrząc na wyświetlacz 
- Karolina w końcu. 
- Nie nie Karolina - usłyszałem głos Jaskowskiej - Musimy porozmawiać 
- Tera? Pani komendant przykro mi, ale 
- Chodzi o Karolinę
- Będę za 20 minut - Powiedziałem i się rozłączyłem. Jechałem jak oszalały, zastanawiając się czemu Jaskowska chce o niej rozmawiać,nie przywitałem się z nikim tylko od razu pobiegłem do Jaskowskiej.
- Siadaj - Powiedziała i podała mi list - Czytaj - Zacząłem czytać Karolina zostawiła list i jej opowiedziała w nim wszytko to, że jest chora i nie ma ratunku i że znika - Wiesz coś o tym 
- Była u mnie wiem o wszystkim, ale nie wierze.... - Zakryłem twarz rękami 
- Mikołaj coś musimy zrobić 
- Wiem, mam pomysł proszę dać mi trochę czasu - Powiedziałem i wybiegłem pojechałem do jej mieszkania, miałem jej zapasowe klucze. Nie było jej w domu nie było jej rzeczy, zacząłem szukać czego kolwiek jakiegoś punktu zaczepienia, jej laptop był otwarty poczta zalogowana, zacząłem szukać jakiś wskazówek ale nic nie było, schowałem go do torby miałem już wychodzić kiedy dostrzegłem jakieś papiery, były to wyniki badań , chwyciłem jej i wybiegłem.
- Dzień dobry, szukam Dr.  Malińskiego - zapytałem mężczyznę który przechodził 
- Tak słucham ?
- Mikołaj Białach, jestem nażyczonym Karoliny Rachwał bardzo mi zależy na rozmowie z Panem. Na prawdę mi zależy  - Chciałem go ubłagać, żeby mi cokolwiek powiedział, popatrzył na mnie chwilę 
- No dobrze, proszę za mną  - Poszliśmy do jego gabinetu - A więc słucham ?
- Czy to prawda, że nie ma dla niej ratunku ? że umiera ?
- Pani Karolina nie chciała mnie słuchać wyszła i nie pozwoliła dokończyć 
- A więc jest nadzieja? Jest szansa? 
- Tak, w Nowym Jorku podejmują się takich operacji , ale 
- Ile? - Zapytałem nie pozwalając mu dokończyć 
- 300 tys. - Spojrzał na mnie, ta kwota mnie zabija była cholernie duża, aż za duża 
- Do kiedy ? - Zapytałem miałem świadomość, że muszę uzbierać tą kwotę i ją znaleźć
- Najlepiej jak najszybciej, każda chwila się liczy - Popatrzył na mnie - Proszę ją przekonać, jest szansa może niewielka, ale jest 
- Dobrze, dziękuje zrobię wszystko co w moje mocy - Powiedziałem i wyszedłem. Po drodze obmyśliłem plan, ale tylko plan jak zebrać pieniądze ale jak ją znaleźć
- Chciałem wypłacić pieniądze - Powiedziałem i podałem dowód.
- Ile ? - zapytała mnie kobieta siedząca za biurkiem
- Całość
-80 tys.? -Dopytała niewiążąc 
- Tak 
Jakąś godzinę później siedziałem już w pokoju Pani komendant i opowiadałem jej o wszystkim co wiem, o swoim pomyśle balu charytatywnego na zbiórkę pieniędzy, jednak najtrudniejsze było to, żeby ją znaleźść
- Mikołaj to mam rozumieć, że zajmiesz się tym?
- Ja muszę ją znaleźć muszę jak najszybciej - Spojrzałem na nia
- Znajdź ją, co do tego balu idź do Zośki 
- Dziękuję - Powiedziałem i wyszedłem, Zosia jak zawsze siedziała na recepcji opowiedziałem jej o wszystkim, nie wierzyła tak jak ja na początku nie wierzyła. Opowiedziałem jej o balu o tym że zniknęła
- Ile potrzeba ? 
-300, mamy 80 
- Skąd ?
- Nie potrzebny mi niwy samochód - Powiedziałem i skierowałem się w stronę wyjścia  - Jak coś to dzwon. Wróciłem na ranczo, jej telefon dalej nie odpowiadał, szukałem jakieś wskazówki czego kolwiek w jej laptopie. Jacek starał namierzyć się je telefon, niestety ostanie logowanie było o 2 nad ranem na moim ranczu. W wyszukiwarce znalazłem jakieś loty do Włoch Hiszpanii Hawaje Wyspy Kanaryjskie, ale nic konkretnego pare przykładowych dat, za około miesiąc. Były też tam nasze zdjęcia, moje i jej z patrolu z imprez były też dwa  ostaniej nocy jedno moje, a drugie nasze ja spałem a ona wtulała się we mnie. Przeglądałem cała noc, ale i tak nie znalazłem nic więcej koło 10 rano zadzwoniła Zosia, bal charytatywny miał odbyć się za dwa tygodnie miałem dwa tygodnie, żeby ją znależść. Od razu zadzwoniłem do lekarza, on obiecał że skontaktuje się z kliniką w NY i zapiszę ją na listę. Czas gnał a ja nie wiedziałem gdzie ona jest i co się z nią dzieje., dni miały i miały a ja nie miałem żadnej wieści o niej, żadnego punktu zaczepienia, jej rodzice poznali już prawdę starch w oczach jej rodziców kiedy poznali prawdę ta obawa, lęk i ta świadomość że nie mogę nic zrobić. Każdego dnia modliłem się, że znajduje jakiś punkt zaczepienia, po tygodniu musiałem dzielić pracę z jej poszukiwaniami nie było to łatwe. Dni mijały i mijały i już przed balem mieliśmy 200 tysięcy, jej rodzice wzięli kredyt na 30 tys, z tym co mieli było 80, Tosiek, Marek i Agatka zorganizowali zbiórkę w szkole Paulina z Kubą u siebie i ja z Zosią u nas zostało 100 tys, liczyłem na to że dzisiejszy bal przyniesie tyle osób, że jutro już zadzwonię do doktora z dobrą informacją. Obawiałem się tylko jednego, że nie znajdę jej na czas. 
- Cieszymy się, że przyszło wa tu tak wielu. Dzisiejszy bal jest dla nas wyjątkowo ważny chodzi o życie naszej koleżanki. Ktoś wycenił jej życie na 300 tys., wspólnymi siłami z pomocą kolegów z wydziału kryminalnego dzieciaków naszych przyjaciół zebraliśmy już 200 zostało tylko 100 wiemy, że to ogromna suma al liczymy, że z waszą pomocą się uda. Pracujemy razem już od 2 lat, nigdy przedtem nie spotkałem tak dobre policjantki, tak odważnej a zarazem wrażliwej na krzywdę innych. Za 30 minut rozpocznie się pierwsza licytacja, specjalnie dla Panów, póki co zapraszam do stolika na koncu znajdziecie tam Państwo napoje i przekąski - Powiedziałem i zeszłem ze sceny liczyłem, że wiadomość o balu dotrze do niej i się tu pojawi.
- Znajdziemy ją zobaczysz - Usłyszałem nagle, za moimi plecami pojawiła się Paulina 
- O nic innego się nie modlę od dwóch tygodni - Spojrzałem na nią moje oczy były przekrwione od zmęczenia 
- Sypiasz coś ? - zapytała przejęta 
- O ile można nazwać to spaniem - Przetarłem twarz rękami - Każdego dnia jak wstaje liczę na to, że to sen że obudzę się a ona będzie obok, ona a nie ten pieprzony list -  Paulina spojrzała na mnie jak z niedowierzaniem, no tak nie wiedziała o tym co się wydarzyło 
- Obok , list ? - Spytała niedowierzająco, nie powiedziałem nic tylko wyjąłem list, który miałem w kieszeni i jej podałem 
- Boże Mikołaj - zakryła twarz rękami - Taki mi przykro nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić co czujesz
- Nie mów nic nikomu proszę - Spojrzałem na nią 
- Jasne, chodź zaraz będzie koniec.
*Udało się, udało uzbieraliśmy cała kwotę nawet 10 tys więcej, nigdy chyba nie byłem tak szczęśliwy jak teraz pozostała jedna rzecz znależść Karolinę, z samego rana udałem się do jej lekarza poinformowałem go że mamy pieniądze, ale i że Karolina zniknęła   
- Z własnego doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach ludzie pragną zażyć coś z życia, może to co powiem nie zabrzmi dobrze, ale proszę przeszukać jej rzeczy pomyśleć gdzie by chciała pojechać o jakiej wycieczce marzyła Pan ją zna jak nikt inny - Spojrzał na mnie - Jest Pan policjantem, proszę to wykorzystać - Puścił mi oczko - Wiem, że to jest no wie Pan, ale czasem trzeba. Porozmawiam z Dr. Johansonem trochę się znamy myślę, że zrozumie i będzie dobrze.
Leżałem na łóżku dochodziła już prawie 24, nagle mój telefon zapiszczał spojrzałem na wyświetlacz powiadomienie z poczty Karoliny, " Spot - Hiszpania Gironia godz 4.20" - Cholera miałem jakieś cztery i pół godziny. Wybiegłem jak oszalały coś w środku tknęło mnie i spakowałem mały bagaż. 
- Lot do Hiszpanii lotnisko Gironia ? - Zapytałem zmęczony z nadzieją 
- Bardzo mi przykro odleciał przed sekundą
- Kurwa ! - Powiedziałem zrezygnowany - A kolejny ? 
- Jutro 23, zarezerwować
- Tak  - Z biletem w ręku odszedłem, byłem już tak blisko a spóźniłem się zaledwie kilka sekund, jedyną dobrą wiadomością było to, że wiedziałem gdzie teraz będzie musiałem tylko dowiedzieć się gdzie dokładnie leci. W hotelu pierwsze co tylko zrobiłem to poszukałem Lotnika Girona, Katalonia no tak Karolina mówiła kiedyś, że marzy jej się tam pojechać zobaczyć te piękne te widoki.
Minęło 5 godzin i opuszczałem samolot, to miejsce od razu mnie zauroczyło. Musiałem znależść jakiś hotel co kolwiek zostawić i zacząć jej szukać. Od wczoraj od 10 Karolina już tutaj była, a ja nie znałem miasta nie znałem nawet języka, czułem bezradność ale wiedziałem, że jestem blisko że już niedaleko nie mogłem się poddać. Znalezienie hotelu zajęło mi koło godziny, zostawiłem rzeczy i poszedłem jej szukać. Chodziłem bez celu i sensu w końcu spotkałem jakiegoś Polaka, w skrócie opowiedziałem o co mi chodzi,  był pełen podziwu tego że się nie poddałem i jej szukam, zaprosił mnie na kawę, wyjął mapę i zaczął pokazywać najciekawsze miejsca w Gironie, było ich mnóstwo a ja byłem sam nie znałem miasta, Mateusz zaproponował mi pomoc w szukaniu, zwiedzaliśmy zabytki, pytaliśmy ludzi na plaży, ale jak kamień w wodę nigdzie jej nie było, nikt jej nie widział 
- Spokojnie znajdzie się - Mateusz starał się mnie pocieszyć 
- Od dwóch tygodni nie marze o niczym innym - Spojrzałem na niego zrezygnowany - Nie znam miasta nie wiem gdzie może być juz chyba zwiedziliśmy wszystko 
- Spokojnie, jak masz jej pocztę będziesz wiedział kiedy wraca 
Zrezygnowany i zmartwiony wieczorem spacerowałem bez celu, spacerowałem i spacerowałem w końcu znalazłem się już na granicy Gironi na Costa Bravo to mnie nogi poniosły, nie pozostaje mi nic innego jak tutaj znaleźć hotel dobrze, że mój bagaż składał się tylko z plecaka. Znalazłem hotel koło plaży zostawiłem plecak i wyszedłem spacerowałem plażą słońce powoli chowało się za morzem, a ja postanowiłem udać się na niewielkie wzniesienie stamtąd będą cudowne widoki pomyślałem. 
"I jak udało się ? Powiedz, że tak ?" - Przeczytałem sms od Pauliny " Nie, nie ma jej Paulina ja już tracę nadzieję" - Odpisałem szybko " Za dwa dni jest lot do was, przylatuje razem ją znajdziemy"      " Dziękuje" Odpisałem i schowałem telefon. Wszedłem na to niewielkie wzniesienie, skały zieleń otaczająca to miejsce sprawiło,  że czułem się jak w innym świecie zachód słońca widziany z tej perspektywy był przepiękny, woda tak przezroczysta, że widziałem dno, tak bardzo chciałem żeby ona była teraz obok mnie, żebym mógł ją przytulić. W oddali dostrzegłem postać, chyba ktoś tak jak ja potrzebował odpoczynku od tego wszystkiego, kiedy byłem bliżej dostrzegłem, że to kobieta jej sylwetka figura tak bardzo przypominała mi ją "Oszalałem" Pomyślałem, kiedy byłem już przy krawędzi kobieta dostrzegła mnie  i spojrzała w moją stronę... To była ona, na mój widok zamarła, ja nie powiedziałem nic tylko ją przytuliłem tak bez słowa wziołem ją w ramiona.
 - Dla czego ? - Szepnąłem trzymając ją w ramionach, ona odsunęła się i spojrzała mi w oczy
- Nie chce, żebyś widział jak umieram - W jej oczach pojawiły się łzy - Za bardzo Cię kocham 
- Obiecałem Ci, ze nie umrzesz i dotrzymam słowa -  Musnołęm jej usta  
- Nie pragnę niczego innego jak budzić się koło Ciebie każdego nie - Odsunęła się ode mnie - Ale ja umieram i nic tego nie zmieni. Przeprasza, żegnaj- Chciała odejść, ale złapałem ją za rękę 
- Obiecałem i dotrzymam słowa - Ująłem jej twarz w dłonie - Ale obiecaj, że już nigdy nie uciekniesz, i następnym razem posłuchasz lekarza do końca 
- O czym ty mówisz
- Kotuś jest szansa i to ogromna w NY dr. Johanson przeprowadza takie operacje - Musnąłem jej usta, ona przez moment zatraciła się w tym pocałunku, ale po chwili oderwała się 
- W NY, z pensji policjantki to nie wiem czy będzie mnie na bilet stać, a Ty mówisz o operacji. Proszę pogódź się, z tym że już nie długo mnie nie będzie, pogódź i pozwól mi odejść - Spojrzała na mnie smutna 
- Nigdy się z tym nie pogodzę i nie pozwolę Ci odejść dr. Maliński czeka tylko na telefon kiedy sie u niego pojawimy, Paulina już jutro wpłaci zaliczkę -Otwarła szeroko oczy ze zdziwienia - Gdybyś nie uciekła wiedziała byś o wszystkim 
- Ale jak to ? - Z jej oczu popłynęły łzy - Nie umrę ? Będę żyć ? Ale jak skąd? - Nie dowierzała, otarłem jej łzy i spojrzałem prosto w oczy - Dla Ciebie zrobił bym wszystko, pieprzyć nowy samochód, kredyt który obiecałem pomóc spłacać Twoim rodzicom nie liczy się nic tylko Ty rozumiesz - Patrzyłem jej prosto w oczy 
- Ale... 
- Cii - Położyłem jej palec na ustach - Już nic nie mów, wszystko się ułoży  
Byliśmy u mnie w pokoju nie potrafiliśmy się od siebie oderwać nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, nie potrafiliśmy się od siebie oderwać nie liczyło się nic poza nami. 
Obudziłem się w końcu szczęśliwy, Karolina spała obok mnie wyglądała tak słodko, tak niewinnie wstałem delikatnie, żeby jej nie obudzić. 
- Jedź do Malińskiego, powiedz, że za tydzień będziemy - Mówiłem cicho, żeby jej nie obudzić 
- Znalazłeś ją !!! - Krzyczała do słuchawki - Karolina się znalazła!!! - Słyszałem jak krzyczy - Boże tak się cieszę !!!
- Ja też proszę załatw wszystko, i z Jaskowską też 
- Jasne, zadzwonię jak wszystko ustalę 
- Dziękuje - Rozłączyłem się, Karolina dalej spała wróciłem do łóżka i delikatnie ją pocałowałem 
- Dzień dobry kochanie - Powiedziałem jak tylko otworzyła oczy 
- Dzień dobry - Uśmiechnęła się, a ja delikatnie ją pocałowałem - Opowiesz mi wszystko - Przytuliła się do mnie. Obiłem ją ramieniem, i zaczołęm opowiadać powiedziałem jej o wszystkim o tym jak byłem u lekarza jak zorganizowaliśmy bal - Boje się, boje że coś sie nie uda - Musnąłem ja w czoło,ona na mnie spojrzała - Pamiętaj co Ci obiecałem

***

Razem z Mikołajem spędziliśmy 3 cudowne dni w Katalonii, czułam się taka szczęśliwa mając jego przy sobie, każdy dzień był na wagę złota wierzyłam w słowa Mikołaja, ale obawiałam się tego że coś może nie wyjść bałam się tego że będę musiała go zostawić, albo że będę dla niego ciężarem bo coś pójdzie nie tak. Mimo moich próśb Mikołaj nie został w Polsce tylko poleciał ze mną, nie chciał zostawić mnie nawet na krok, na chwilę, po operacji czuwał przy moim łóżku, dni miały i mijały a ja każdego dnia walczyłam, żeby wrócić do pełni sił. Miłość w jego oczach dodawała mi sił do walki, jego wsparcie opieka, były niczym olej napędowy, z każdym nowym dniem czułam się coraz silniejsza już po 3 tygodniach wróciliśmy do Polski, owszem miałam jakieś małe problemy z niektórymi rzeczami, ale nie było to ważne Mikołaj był obok i to było najważniejsze.  Na lotnisku przywitali nas moi rodzice, Dominika,  Ewa, Paulina z Kubą Zosia Emilka Jaskowska i nawet Julek. Z boku wydawało się to dziwne, ale dla nas było to coś wielkiego, będąc tam czułam ich wsparcie Mikołaj nieraz pokazywał mi od nich filmiki z życzeniami powrotu do zdrowia. 
Mikołaj się uparł i tuż po powrocie zamieszkałam u niego nie wiem  jak przekonał mojego ojca, ale nawet pomagał mu w przeprowadzce, a ja siedziałam w domu z zakazem przemęczania się. Dni mijały i mijały Mikołaj dbał o mnie tak bardzo, że aż Paulina i jego córka były w szoku. Pół roku po operacji oświadczył mi, że jedziemy do Katalonii w nasze miejsce, do tej magicznej krainy.
* Spacerowaliśmy brzegiem plaży słońce powoli zaczynało zachodzić. 
- Chodź - Chwycił mnie za rękę i zaprowadził w to miejsce gdzie wtedy mnie odnalazł, było tu tak samo pieknie jak wtedy słonce znikało gdzieś na horyzoncie woda delikatnie obijała się o skały wszystko było tak samo piękne jak wtedy. Mikołaj podszedł do mnie o obiął mnie od tyłu, oparłam głowę o jego klatkę piersiową 
- Kocham to miejsce - Spojrzałam na niego, on delikatnie się uśmiechnął i musnął moje usta 
- A ja kocham Ciebie najbardziej na świecie - Kleknął przede mną, nie wierzyłam w to co się dzieje w to co chce zrobić - Kocham najbardziej na świecie i  nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, nawet ułamka sekundy. Zostań, ze mną już do końca życia i nie uciekaj ode mnie nawet na sekundę bo umieram kiedy Ciebie nie ma obok - Wycisnął maleńkie pudełeczko, w którym znajdował się delikatny pierścionek, ten sam który tydzień temu pokazywałam Pauline 
- Tak - Szepnęłam a w moich oczach pojawiły się łzy Mikołaj założył pierścionek na mój palec po czym zbliżył się do mnie i pocałował mnie tak jak wtedy ten pierwszy raz, zatopiłam się w jego ustach 
- Kocham Cię - Szepnął patrząc mi w oczy - Kocham i będę Cię chronic każdego dnia 
- Też Cię kocham - Musnęłam jego usta. Słonce już zaszło, a księżyc zaczął oświetlać nasze złączone twarze. 
* Nigdy nie pomyślała bym, że mogę pokochać kogoś tak bardzo jak Mikołaja, że ktoś mógłby zrobić dla mnie tak wiele jak on kiedy potrzebowałam jego pomocy, był przy mnie kiedy potrzebowałam jego wsparcia kiedy płakałam ocierał mi łzy, kiedy się poddawałam on dodawał mi siły, stał się moim najlepszym przyjacielem, a z czasem i kimś więcej. Teraz kiedy wspominam to wszystko dostrzegam to cholerne szczęście jakim było spotkanie właśnie jego. 




sobota, 3 marca 2018

4.12 Zagubiony notes

Hej, 
Przychodzę do was z nowym opkiem, mam nadzieję że się spodoba i zostawicie jaki ślad po sobie. Kolejne opowiadanko 5 marca taka mała niespodzianka dla was jak myślicie co to takiego  jest?? Jakieś pomysły ?:) 

Wpadłem do pokoju Jacka jak tornado on poderwał się na równe nogi mało nie wylewając kawy, która stała na biurku i tym samym zalewając dokumentów.
- Mikołaj do cholery co Ty odwalasz ?! - Oburzył się Jacek
- Wolański, Tadeusz Wolańki był u niej wczoraj
- Co? Z kąd ona go zna ? - Jacek zdziwił się, wcale mu się nie dziwie
-Jest jej biologicznym ojcem dopiero go odnalazła zresztą to długa historia, chce jego adres na już, a do tego znajdź adres biologicznej matki Karoliny i wysili tam kogoś - Jacek spojrzał na mnie jak na wariata - Na co czekasz! - Krzyknąłem na niego
Po 15 minutach siedziałem  z Szymonem w radiowozie jadąc do jej ojca modliłem się, że coś mi powie że wie gdzie jest Karolina, czułem że to moja ostatnia deska ratunku.
- Tadeusz Wilański ? - Zapytał Szymon kiedy mężczyzn otworzył mu drzwi
- Tak, a Panowie ? - Mężczyzna poznał mnie od razu,
- Szymon Zieliński, a to mój kolega Mikołaj Białach komenda miejska policji się kłania
- Państwo do mnie ? - Dostrzegłem, że mężczyzna mnie rozpoznał, ale nie chce się tego przyznać
- Tak możemy ? - Zapytałem i nie czekając na odpowiedz wparowałem do środka nie miałem zamiaru czekać na jego zaproszenie nie teraz kiedy Karolina jest w niebezpieczeństwie
- Co Pana łączy z Markiem Kaputyną ? - zapytałem bez ogródek
- To zamknięta sprawa nie chce o tym pamiętać  - Starał się jakoś wykręcić od rozmowy 
- A co Pana łączy z Karolina Rachwał ?  - Wypaliłem nagle, mężczyzna mało się nie udusił silną 
- Nie znam takiej Pani, to nazwisko mi nic nie mówi - Widziałem, że  coś ukrywa na samo imię i nazwisko Karoliny zaczął się denerwować
- Słuchaj nie pieprz głupot ! Widziałem Cię u niej w niedzielę, doskonale wiem, że mnie poznałeś  więc albo zaczniesz gadać albo porozmawiamy inaczej - Zbliżyłem się do niego, nerwy powoli mi puszczały - Mój kolega za pewne zaraz będzie musiał iść do radiowozu bo chyba zapomniał notesu, taki niezdara ostatnio z niego, a zanim go znajdzie to minie na pewno dużo czasu - Spojrzałem na Szymona 
- Straszy mnie Pan ? - Widać było że mięknie 
- Powtarzam pytanie ? Co Cię łączy z Markiem Kaptutyna i Karoliną Rachwał ? - Moje oczy płonęły ze złości 
- Ja chyba zapomniałem notesu - Wypalił nagle Szymon, kiedy był już prawie przy drzwiach jej ojciec odzyskał pamięć 
- Razem z Markiem napadliśmy na ten konwój ja się wykręciłem,ale on nie żona była w ciąży nie mogłem jej zostawić 
- Taki z Ciebie tatuś, że dziecko oddajesz - Wkurwiłem się tak, że miałem ochote zatłuc go gołymi pięciami 
- Ona potem urodziła zostawiła mnie a małą oddała, Karolina odnalazła mnie zostawiła list i trafiła na niego dowiedział się, że mam córkę 
- Skończ te bajki i mów gdzie jest Karolina ?!!!
- Magazyn na Wiśniowej - Nie powiedziałem nic tylko bez słowa wyszedłem trzaskając drzwiami

***
Jechałem jak oszalały, tak bardzo chciałem być już na miejscu znależść ją mocno przytulić i zapewnić, że nic jej nie grozi schronić ją w swoich ramionach i obiecać, że nikt już jej nie skrzywdzi.  
Wiedziałem, że jeżeli ktokolwiek ją skrzywdzi nie pożyje długo dla niej gotowy był bym zabić Karolina znaczy dla mnie dużo, bardzo dużo znaczy dla mnie więcej niż ktokolwiek do tej pory. Modliłem się, żeby tam byłą cała i zdrowa żebym mógł zabrać ją do domu i otoczyć opieką, a tego *** zamknąć na długie lata w pierdlu, a jej tatusia tuż obok niego już bo jego minie po tym jak mówi wiedziałem, że ta bajeczka z tym że żona uciekła to jedna wielka ściema. Koleś pieprzy jakieś bajki a Karolina na tym cierpi, jak bym mógł to obił bym mu ten pysk tak, że rodzona matka by go nie poznała.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce wybiegłem jak oszalały wyjąłem broń i zacząłem przeszukiwać teren nie czekałem na nikogo, w moim mniemaniu nie było na to czasu, nie potrzebowałem nikogo. Karolina jest dla mnie kimś wyjątkowym, i nie potrzebuje nikogo żeby jej chronić. Tych których kocham chronię sam. 

piątek, 2 marca 2018

4.11 Strach

Hejka! 
Zapraszam was na kolejne opowiadano coraz bliżej 5marca i nowego nezonu pipp😀 jsk myślicie co bedzbę się działo? Według mnie nie dlugo znowu zobaczymy Borysa i będzie sie działo 😍🤣😂 no nic zapraszam do czytania i komentowania 😘

Czułem jak trace siłę w mięśniach, jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa tej rozmowy obawiałem się najbardziej jak mam spojrzeć jej mamie w oczy i powiedzieć,że jej córka zaginęła i nie mamy pojęcia co się z nią dzieję,a do tego wszystkiego miała wpadek i nawet nie wiem w jakim jest stanie. 
- Nie dowiem co z Karolina?! - Je mama przyspieszyła kroku i już po chwili stała przed mną - Gdzie moja córka ? Mikołaj co z Karolina ? - W jej oczach dostrzegłem strach, jeszcze nie wiedziała nic a bała się tak jak ja, czułem że jej starch jest równie wielki jak mój  - Co z Karoliną Mikołaj co sie tu dzieje ? - w jej oczach dostrzegłem strach 
- Karolina ona - Nie potrafiłem powiedzieć prawdy 
- Mikołaj weź Państwa do pokoju, a ja przyniosę coś do picia - Zaproponowała Emilka i zaprosiła rodziców Karoliny do pokoju 
- Co z naszą córką ?! - Mama Karoliny nawet nie usiadła
- Niech Państwo usiądą  - Powiedziałem i usiadłem przed nimi 
- Możesz nam w końcu powiedzieć co tu się dzieje - Głos w końcu zabrał jej tata, miałem już powiedzieć ale pojawiła się Emilka z herbata postawiła kubki i poszła
- Wczoraj samochód Karoliny wiechał w drzewo 
- O Boże, gdzie jest  - Jej mama przeraziła się na sam fakt wypadku, jak mam jej powiedzieć że Karolina zaginęła
- Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nie możemy jej znależść mam złe przeczucia że ktoś mógł upozorować wypadek i ją porwać - Nie potrafiłem spojrzeć jej w oczy 
- O Boże moja córeczka!  Jak to możliwe ?!!! - Zaczęła płakać 
- Wiem, że to ciężkie ale proszę się uspokoić obiecuję, że znajdę ją cała i zdrową -  Tak bardzo chciałem wierzyć w to co mówię, jak bardzo  chciałem w to wierzyć 
- Znajdziesz naszą córkę ? - Tata Karoliny spojrzał na mnie, czułem że potrzebuje mojego zapewnienia, że ufa właśnie mi
- Obiecuję, że zrobię wszystko żeby ją znależść i następnym razem zobaczymy się u Karoliny na kawie 
- Wierzę Ci  - Widziałem w jego oczach duże zaufanie - Spałeś coś ? Kiedy byłeś ostatnio w domu? Wyglądasz fatalnie  - Zapytał patrząc na moje przekrwione oczy
- Wczoraj, rano - Odparłem jak by to było coś normalnego
- Przepraszam Mikołaj możemy porozmawiać ? - Do pokoju wszedł Jacek 
- My już pójdziemy - Powiedział tata Karoliny i razem z jej mama poszli 
- Masz coś ? - zapytałem jak tylko wyszli 
- Odciski palców w jej samochodzie należą do niejakiego Marka Kaputyna siedział za napad na konwój i morderstwo jednego z konwojentów ? 
- Nic mi to nie mówi - Przeglądałem akta - Zresztą zobacz siedział w Poznaniu - Spojrzałem na Jacka, który stał tuż obok mnie - Chce wiedzieć o nim wszystko, z kim siedział współpracował gdzie teraz jest rozumiesz wszystko nawet to jaki ma numer buta i kiedy chodzi srać z kim się pieprzy dosłownie wszystko - Czułem, że jesteśmy coraz bliżej punkt zaczepienia już był teraz wystarczyło się dowiedzieć  jakie powiązania były między nim a Karoliną, a może to wszystko było przypadkowe. 
- Trochę to zajmie, ale jak tylko coś będę miał to dam znać - Powiedział i wyszedł. Biłem się z myślami każda chwila bez wieści o niej była jak katorga, czułem  jak bym pracował tylko po to, żeby ją znależść nie mogłem myśleć o niczym innym tylko o niej nawet Jaskowska zabroniła jeździć na patrol wiedziała, że z tego nic nie będzie.
-   Mam coś - Jacek jak burza wpadł do pokoju - Facet na rozprawie oskarżał jakiegoś Tadeusza Wilańskiego, że on z nim współpracował ale on jakoś się wykręcił, koleś jest z Wrocławia
- Wilański - Zamyśliłem się na chwile - Coś mi to mówi, ale nie wiem - Usiałem i zacząłem krążyć myślami w okół tego nazwiska
- Jestem u siebie jak coś - Powiedział Jacek i wyszedł. Nie miałem zbyt długo spokoju bo pochwili pojawiła się Zośka, przede mną postawiła energetyka
- Dzięki - Rzuciłem nie patrząc nawet na nią
- Wiadomo już coś ? - Usiadła naprzeciwko mnie
- Właściwie nic dwa nazwiska i żadnego połączenia z Karoliną - Powiedziałem zrezygnowany i spojrzałem na nią
- Wszystko będzie dobrze - Zośka starała się dodać mi otuchy
- On nic innego się wczoraj nie modlę
- Musisz wierzyć, że będzie dobrze że zaraz się znajdzie - Uśmiechnęła się do mnie -  Zobaczysz nie obejrzysz się a będziesz ją miał w ramionach i powiesz jej co już dawno powinieneś  - Spojrzałem na nią jak bym nie wiedział o co jej chodzi
- Daj spokój przecież to widać  nie powiem nikomu - Zapewniła mnie - Swoją drogą to dziwne znika chwilę po tym jak pojawia się jej ojciec - Palnęła nagle - Gadam głupoty ta praca tutaj robi swoje spiski mafie i te sprawy  - Zaśmiała się
- Czekaj, czekaj - Zamyśliłem się - Jesteś genialna - Ucałowałem ją w policzek i wybiegłem