Muzyka

Zapraszamy !!

Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/

czwartek, 31 maja 2018

VI.XVII Z ostatniej chwili...

Namaste 🙏
Dziś ostatni odcinek PIP i jak wrażenia? Co myślicie o Olce i Marku ? No i Rachwałachu ?😊Szczerze to liczę na jakiś wybuchowy koniec, oby ta bomba wybuchła :D No nic ja już oglądałam ostatni odcinek, ale nie zdradzę dziś co się działo tylko jutro wyrażę swoją opinie

Jechałem jak oszalały, droga dłużyła mi się niemiłosiernie, już tak bardzo chciałem być tam na miejscu i zobaczyć ją, zobaczyć że jest cała i zdrowa. 
- Mikołaj zwolnij do cholery, pozabijasz nas i tyle z tego będzie - Powiedział Krzysiek kiedy wyjechaliśmy już za Wrocław 
- Muszę być tam jak najszybciej rozumiesz, muszę ją znaleźć a co jak oni jej coś zrobią ? - Powiedziałem  patrząc na niego 
- Stary nawet nie wiemy czy tam jest, a jak jest to jako trup jej nie pomożesz, chyba że masz magiczne moce niczym ten  Sam z uwierz w ducha - Krzysiek mówił powoli i spokojnie - Gdyby to  była Emilka też bym się cholernie denerwował, a Ty byś mi powiedział to samo  - Spojrzałem na niego bez słowa i ponownie odwróciłem wzrok na drogę 
- Czemu w ogóle to wszystko się dzieję, czemu ja porwali - Powiedziałem zamyślony 
-Kamila myśli, że Karolina jest powodem dla którego nie wrócisz do niej, a Julka uważa ja za konkurencie, a co do Kamila to nie muszę mówić
- To wszystko jest to jakiś koszmar - Sam nie wiem czemu przyspieszyłem 
- Mikołaj stój !!! - Krzysiek krzyknął tak głośno, że chyba pół Wrocławia go usłyszało, gwałtownie zahamowałem - Wysiadaj 
- Co ? - Zapytałem zdziwiony 
- Wysiadaj i to już ja prowadzę Ty nas pozabijasz - Zapała wysiadł z samochodu, wyciągając mnie z niego na siłę
*
Bolało mnie wszystko, modliłam się w duchu żeby tylko mnie znaleźli, tak cholernie się bałam. Nie miałam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, Kamila Julka Kamil o co w tym wszystkim chodzi.  To wszystko to jakiś pieprzony sen, który mam nadzieję że zaraz się skończy i zaraz wszystko wróci do normy. Tak bardzo chciałam, żeby Mikołaj się pojawił żebym mogła się w niego wtulić i usłyszeć, że już nic mi nie grozi.
- Witaj księżniczko - Do pomieszczenia wszedł on, był zadowolony  jak nigdy
- Czego chcesz ? - Wycedziłam przez zęby, byłam wciekła
- Zgadnij - W pomieszczenia pojawiła się Julka z Kamilą
- Czego chcecie ? - Powtórzyłam pytanie, patrząc na nich
- No jak to księżniczko czego zemsty - Zaśmiał się szyderczo
- Ty to jeszcze rozumiem, ale Wy... - Spojrzałam na dziewczyny - Ciebie w ogóle nie znam, a Ty przecież razem pracowaliśmy
- Zabrałaś mi męża, teraz już wiesz - Wściekle spojrzała w moim kierunku
- Ja ?! Przecież już dawno między wami nic nie było
- Święta się znalazła, pojawiła się taka księżniczka i Mikołaj stracił głowę dla niej - Skwitowała blondynka  - Ale tutaj już nikt Cię nie znajdzie -  Zaśmiała się szyderczo
- Prędzej czy później i tak mnie znajdą
- Pytanie czy żywą czy martwą - Zaśmiała się Kamila
- Pomyślałaś o Dominice i Ani ? Jak będą się czuć kiedy dowiedzą się co zrobiłaś ? - Próbowałam dotrzeć do jej sumienia, ale ona się tylko zaśmiała. Zachowywała się jak by była naćpana
- Ania mi jeszcze podziękuje, a Dominika zawsze była jak tatuś to prędzej czy później jej przejdzie
- Czas na sen - Zbliżył się do mnie z strzykawką, zaczęłam się szarpać ale to nic nie dało już po chwili poczułam ukucie - Dobranoc księżniczko - Powoli zaczęłam tracić świadomość, obraz przed oczami zaczął mi się rozmazywać.
*
Minęły trzy godziny od momentu kiedy wyjechaliśmy z Wrocławia, złość i panika przybierały na sile, tak bardzo chciałem być już na miejscu, żeby ona tam była móc ją przytulić i zamknąć w swoich ramionach. Gdyby nie Krzysiek to już dawno wylądował bym na jakimś pieprzonym drzewie.
- Jesteśmy - Powiedział Zapała blokując drzwi -  Pamiętaj bez szaleństw - Spojrzał na mnie - Nie wiemy czy są tam i czy są uzbrojeni
- Nie musisz traktować mnie jak dziecka - Oburzyłem się
-  Jak widać muszę, bo cały chodzisz. Wiem, że Karolina jest dla Ciebie ważna ale musisz zachować zimną krew
- Wiem, otwórz te cholerne drzwi  - Powiedziałem próbując otworzyć drzwi
- Cholera ! Albo się uspokoisz, albo zostajesz w aucie
- Chodźmy - Powiedziałem już spokojniejszy. Weszliśmy do domku przeszukaliśmy całe dwa pietra nie było nikogo, dom stał pusty nie wiem jak długo, ale na pewno nie dawno ktoś  tu był.
- Cholera !  - Krzyknąłem uderzając pięścią w stolik
 - Spokojnie znajdziemy ją - Krzysiek starał się mnie uspokoić, w tym momencie nie pomogła by mi nawet cysterna prochów na uspokojenie
- Krzysiek jak mam być kurwa spokojny ! Nie wiem gdzie jest, nie wiem czego oni chcą ! - Czułem jak nerwy puszczają mi coraz bardziej. To jakiś pieprzony koszmar, to wszystko to jakiś pieprzony sen z którego chce się obudzić. Z całej siły walnąłem o stolik który stał przede mną.
- Chodź popytamy sąsiadów - Powiedział Krzysiek kierując się w stronę wyjścia
- Masz rację chodź - Razem z Krzyśkiem poszliśmy popytać sąsiadów.  Tak jak myślałem nikt nic nie wie, poza jednym sąsiadem, mieszkał na koncu drogi widział samochód Kamila  było koło 3 nad ranem, akurat wypuszczał psa, kiedy ujrzał przejeżdżający mercedes na Wrocławskich blachach.
- Widział go Pan może jak wyjeżdżał ?  - Zapytał Zapała
- Widzieć, nie widziałem ale koło 12 rano jakiś samochód jechał. Wie Pan tu mało samochodów jeździ to zapamiętałem
- Dobrze, bardzo dziękujemy Panu . Dowidzenia - Powiedział Zapała i wróciliśmy do samochodu.
- Kurwa ! - Wrzasnąłem uderzając pięściami w tapicerkę - Spóźniliśmy się ! - Tym razem moja pięć wylądowała w szybie
- Zobaczysz - Krzysiek chciał coś powiedzieć, ale Jacek odezwał się na radiu
- 005 dla 00
- 00 zgłaszam się
- Wracajcie do Wrocławia
- Wiadomo już coś ?
- Tak, wracajcie  - Nie czekając na odpowiedź Krzyśka ruszyłem z miejsca, chciałem jak najszybciej być na miejscu, te trzy godziny będą dla mnie męczarnią. - Kurwa ! - samochód stanął w miejscu, złapaliśmy gumę tylko ja mogę mieć takiego pecha.
- Wysiadaj ja zmienię, bo Ty i tak się do niczego nie nadajesz, a Ty zgłoś Jackowi
- Kurwa ! - Próbowałem zgłosić się na radiu, ale  oba padły z telefonami było tak samo. Byliśmy na środku jakiegoś zadupia kompletnie bez kontaktu  - Krzysiek kurwa szybciej !
- Mikołaj do cholery nie pomagasz ! - Krzysiek powoli tracił cierpliwość - Karolina jest moją koleżanką, wiem że dla Ciebie kimś więcej ale Mikołaj do cholery tak do niczego nie dojdziemy.
- Z ostatniej chwili - Usłyszeliśmy nagle w radiu - Pod Wrocławiem w lesie znaleziono ciało młodej kobiety - Zamarłem na te słowa, czułem się jak w jakieś pieprzonej bajce - Policja nie chce zdradzić szczegółów, ale jak donoszą nasze źródła kobieta to  młoda 30 paro letnia blondynka, nie możemy wykluczyć morderstwa - Te słowa były niczym wyrok, nie myśląc długo, w ogóle nie myśląc wskoczyłem do samochodu i odjechałem z piskiem opon.
*
- Mikołaj !!! - Krzyczałem jak oszalały za odjeżdżającym radiowozem ale on się nie zatrzymał tylko po chwili zniknął za zakrętem - Kurwa - Przekląłem pod nosem, telefon padł radio tak samo a ja jestem w jakimś pieprzonym lesie, cholera tak naprawdę wie gdzie - Ja go zamorduję, normalnie powieszę za jaja jak się z nią nie zejdzie - Mówiłem pod nosem szukając jakiegoś domu, gdzie mógłbym poprosić o pomoc, tylko co ja ludziom będę mówił.
No i jestem w czarnej dupie dosłownie tutaj w promieniu najbliższych 5 kilometrów nie było żadnych zabudowań, a do tego coś zaczęło szumieć w krzakach. Z początku myślałem, że to Mikołaj postanowił mi zrobić żart, ale nawet nie zdawałem sobie sprawy jak się pomyliłem.
- Mikołaj wyłaź to nie jest śmieszne - podeszłem bliżej krzaków.
- K**wa - powiedziałem sam do siebie jak zobaczyłem stado dzików, które zmierzały w moim kierunku.
Spanikowałem zupełnie nie wiedziałem co mam robić dlatego zacząłem uciekać, a one pognały za mną. Jakbym biegł na autostradzie to chyba fotoradary by poszalały.
- Pomocy ! - darłem się jak głupi, mimo to, że wiedziałem, że nikt mi nie pomoże. Z daleka zobaczyłem oświetloną stację paliw i tam pobiegłem, ale była zamknięta dlatego nie pozostawało mi nic innego jak ukryć się w kiblu. Na szczęście po chwili się oddaliły miałem ochotę zabić Mikołaja za to wszystko.

niedziela, 27 maja 2018

V.XVI Kim on jest ?

Namaste 🙏
Wiem, długo mnie nie było, no mało czasu i w ogóle. Postaram się jakoś to nadrobić, kolejne opowiadanko pojawi się w pt przed albo po ostatnim odcinku. Jakieś wersje ostatniego odcinka ? Czy Olka  i Marek się znajdą ? Czy Rachwałach powróci ? Co się stanie w tym sezonie a co w kolejnym ? Jak dla mnie Białach sobie zasłużył na Biegun Północny za słowa, że Olka czeka. Ja stawiam, że jak co sezon Miki dostanie wpierdziel 😀 jak to się mówi tradycja to tradycja to czekamy na wpierdolik 😍 A co myślicie o Emilu na kogo poluje na Zielińskiego, czy jeszcze kogoś ? Może Miki i Karo i komenda w powietrze 😍No nic rozmarzyłam się <3
Miłego czytania

Obudziłam się leżałam na twardej i zimnej ziemi, byłam związana i zmarznięta. Głowa bolała mnie niemiłosiernie, w ustach czułam ogromne pragnienie, to wszystko to jakiś koszmar nie wiedziałam gdzie jestem, jedyne co pamiętam to kroki najpierw pojedyncze, a potem coraz więcej i więcej, a potem ból, a teraz jest tu, właściwie nawet nie wiem gdzie.
- Gdzie jestem ? - Zapytałam sama siebie
- Witaj księżniczko - Usłyszałam czyjś głos, ale nie widziałam nikogo
- Gdzie jestem ?! Kim jesteście !!! - Krzyknęłam przerażona
- Witaj - Usłyszałam dwa damskie głosy jak bym je już gdzieś kojarzyła - Jak się spało - Nagle z ciemności wyłoniły się dwie postacie, zamarłam jak je zobaczyłam
- Wy ?! - Sama nie wiem czy byłam przerażona, czy zdziwiona  - Dlaczego ?!
- O popatrzcie jakie głupie pytania zadaje - Zaśmiała się Mazurek
- A może poznasz naszego kolegę - Kamila zrobiła krok w lewo robiąc miejsce miedzy nimi. Kiedy w progu pojawił się on, a światło żarówki padło na jego twarz zamarłam
- Też już go gdzieś widziałem - Powiedziałem wpatrzony z portret pamięciowy tego mężczyzny. Nie byłem wstanie przypomnieć sobie gdzie, wiedziałem jedno znam go.
- Ja chyba widziałem go z 3 tygodnie temu u nas pod komendą - Wtrącił nagle Szymon wyrywając mnie z zamyślenia - Rozmawiał z Karoliną, znaczy on mówił a ona go zbywała przynajmniej tak to wyglądało z okna 
- Wiem ! - Krzyknąłem nagle -  jak byłem kiedyś z Karoliną w knajpie to jak wróciłem z drinkami to on się do niej dosiadł rozmawiali, ale ona nie była zachwycona. On zachowywał jak by się znali dobrze znali powiedział bym nawet bardzo dobrze, w końcu on powiedział coś  w stylu księżniczko nie przedstawisz nas sobie  - Zamyśliłem się na chwilę - przedstawiła nas sobie jak on miał na imię  - Próbowałem przypomnieć sobie jak miał na imię, ale jak bym miał czarną dziurę nie potrafiłem 
- Kamil - Szepnęła Emilka - Wtedy pod komenda zwracała się do niego Kamil  - Powiedziała kierując wzrok na mnie, ale tylko tyle usłyszałam. 
- Nie wiele, ale zawsze coś - Powiedziała komendantka 
- A może by zadzwonić do Kamili, albo Julki  - Wypalił nagle Julek 
- I od razu zapytać gdzie są i czemu ją porwały, bo na bank się nie skapną po co dzwoni  - Odparł sarkastycznie Jacek
- Jacek ma rację, to że nie wiedzą ze wiemy daje nam nad nimi przewagę - Powiedział Krzysiek patrząc na mnie - Wiesz, że trzeba powiadomić jej rodzinę i od razu wypytać o niego 
- Dobra koniec tego gdybania - Powiedziała w końcu Jaskowska - Mikołaj jedziesz do rodziców Karoliny razem z Krzyśkiem, Szymon z Olą pojedziecie pod blok Karoliny poszukacie jeszcze śladów, Jacek z Emilką prześwietlcie Julkę, a ja zajmę się poinformowaniem innych patroli. A Kamyk sprowadź córki Białacha, niestety Mikołaj musimy z nimi porozmawiać  - Powiedziała Jaskowska kierując się w stronę drzwi
- Tak rozumiem ale czy mogę ja ? 
- Dobra pojedźcie najpierw do  rodziców Karoliny, a potem po nie - Powiedziała i wyszła.
Razem z Krzyśkiem pojechaliśmy do rodziców Karoliny bałem się jak cholera nie wiedziałem co mam im powiedzieć, jak zacząć o rozmowę jak zapytać o Kamila, nie wiedziałam kompletnie nic.
- I jak gotowy ? - Zapytał Zapała kiedy byliśmy już na miejscu, spojrzałem na niego
- Chyba nigdy nie będę gotowy na coś takiego - Powiedziałem patrząc ponownie w dal - Chodźmy im szybciej to załatwimy tym szybciej ją znajdziemy - Powiedziałem wychodząc z auta. Krzysiek nie powiedział nic tylko wyszedł za mną. Wziąłem głęboki wdech i zapukałem
- O dzień dobry Mikołajku - Powiedziała mama Karoliny jak tylko otworzyła drzwi
- Dzień dobry - Powiedziałem równo z Krzyskiem
 - Co Cię do nas sprowadza ? - Zapytała uśmiechnięta, jeszcze nie przeczuwała tego co chce powiedzieć
- Możemy wejść ? - Zapytał Zapała - Chcieliśmy porozmawiać
- Tak oczywiście zapraszam - Powiedziała wpuszczając nas do środka - Napijecie się czegoś ? -  Zaproponowała jak byliśmy w środku
- Nie dziękuje - Powiedziałem starając się uniknąć jej spojrzenia - Pani Małgorzato musimy Pani o czymś powiedzieć - Zacząłem trochę niepewnie
- O Boże coś z Karolinką - W jej głosie można było wyczuć przerażenie
- Spokojnie, ja wiem że to może być trudne ale Karolina została porwana - Powiedziałem na jednym oddechu
- Porwana, ale jak to przez kogo, kiedy - Pytała jak oszalała, siadając na fotelu
-Wczoraj wieczorem, porwała ją nasza koleżanka Julia i moja była żona nie wiemy dla czego to wszystko  - Podałem jej wodę, którą przyniósł Krzysiek
- Twoja była żona i koleżanka z pracy ? o co w tym wszystkim chodzi ?
- Właśnie nie wiemy, ale jest jeszcze jedno. Karolinę też porwał mężczyzna wiem, że ona go zna ma na imię Kamil- Powiedziałem podając jej portret pamięciowy mężczyzny - Zna  go Pani ?
- O Boże to on - w jej głosie można było wyczuć przerażenie
- Kim on jest ? - Tym razem to Zapała Zapytał. Ona przez chwilę milczała, jak by szukała odpowiednich słów.
 Po rozmowie z mama Karoliny wróciliśmy do samochodu byłem w szoku po tym co usłyszałem, to wszystko było jak jakiś pieprzony sen.
-00 słyszysz mnie - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Krzyśka, który wzywał Jacka
- Co jest piątka ?
- Sprawdź mi Kamila Serockiego, siedział 15 lat nie dawno wyszedł
- To ten Kamil ?
- Tak ten z portretu
- Jacku - Włączyłem się do ich rozmowy - Sprowadź Cię proszę moje córki na komęde, ja nie dam rady
- Jasne przyjąłem - Minęło może jakieś 30 minut i dotarliśmy na komęde, już od wejścia można było wyczuć napiętą atmosferę która panuje.Emilka siedziała na recepcji zawalona stertą papierów, nawet nie zauważyła nas kiedy weszliśmy, inni biegali z jakimś dokumentami czy rozmawiając przez radio
- Masz coś ? - Zapytałem stojąc przed recepcją
- Jeszcze nie, ale jesteśmy na dobrej drodze - Powiedziała odrywając się od papierów - Leć narazie do dziewczyn jak Ola je przywiozła były przerażone - No tak Dominika i Ania zapomniałem, nie mówiąc nic pobiegłem górę
 - Tato - Dziewczyny niemal od razu się do mnie przytuliły - Bałyśmy się o Ciebie - Powiedziała Ania patrząc na mnie
- Przepraszam, że was wystraszyłem - Spojrzałem na dziewczyny
- Co się stało, że tu jesteśmy - Zapytała Dominika - Jak Tobie nic nie jest to znaczy, że mama - Dostrzegłem w jej oczach przerażenie
- Spokojnie mamie nic nie jest, znaczy - nie wiedziałem jak im to powiedzieć
- Co z mamą
- Spokojnie mamie nic nie jest, chodzi o to, że Karolina została porwana
- Ale jak to porwana, co się stało  - Dominika przejęła się porwaniem Karoliny
 - A co my mamy z tym wspólnego ja to czasu nie mam - Ania chciała wyjść z pokoju
- Chodzi o to, że to wasza mama ją porwała - Powiedziałem nagle, w pokoju zapanowała cisza
- No i dobrze mogła się tak koło Ciebie nie kręcić - Odpowiedziała obojętnie Ania
- Czy Ty słyszysz co Ty mówisz?! Zgłupiałaś do reszty ?! - Dominika krzyknęła na siostrę - Ale jak to ? Kiedy ? Z kim ? - zwróciła się w moją stronę
- Z naszą koleżanką Julka i Kamilem - wyjąłem portret pamięciowy - Znacie go ? - Pokazałem córką
- Wujek Kamil, bardzo go lubię mama przy nim wydawała się szczęśliwa - Powiedziała obojętnie Ania
- Ta szczęśliwa, zamykali się knuli coś jak by mieli coś do ukrycia od początku wydawał się dziwny. Bałam się go nawet trochę, ale nie chciałam Cię martwić
- Wiecie o czym rozmawiali ? - Zapytał Krzysiek który stał obok
- Nawet, jak tak to co Ci do tego mama była szczęśliwa, bo Ty nas zostawiłeś - Nie mam pojęcia co wstąpiło w Anie, czemu się tak zachowuje
- Wiesz co jesteś nie normalna wyjdź stąd jak masz się tak zachowywać. Bo zachowujesz się jak rozkapryszony gówniarz, Karolinę porwali a Ty masz to gdzieś, że mama to zrobiła i nie wiadomo o co chodzi
- I proszę bardzo - Powiedziała i wyszła trzaskając drzwiami
- Przepraszam Cię tato od kąd pojawił sie ten Kamil ona jest jakaś inna - Spojrzała na mnie - Jak mogę wam pomóc ?
- Nic nie szkodzi - Złapałem ją za rękę - Wiesz gdzie może być ? Mówili coś ?
- Nie mam pojęcia, słyszałam coś o tym domku koło Poznania po mamy dziadkach, ale nic więcej. Tato ja nic nie wiedziałam - Powiedziała i zaczęła płakać - A jak zrobią coś Karolinie - Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem
- To nie Twoja wina kotuś. Ja teraz pojadę z Krzyśkiem pod Poznań,a Ty wrócisz do domu dobrze Ola z Szymkiem Cię zawiozą  - Ona tylko pokiwała głową
- Wiem, gdzie może być - Powiedziałem wchodząc do pokoju Jacka - Jadę tam z Krzyśkiem
- Masz pewność ?
- Kamila z Kamile rozmawiali o tym miejscu, muszę to sprawdzić - Powiedziałem z nadzieję w głowię, liczyłem że znajdę ją tam cała i zdrową
- Jedź my szukamy dalej


czwartek, 17 maja 2018

VI. XV Skądś go znam...

Witam,
Zapraszam was na nowe opko, ale na początek razem ze szwagierką mamy do was ogromną prośbę, a więc:
W związku z nadchodzącym wydarzeniem, które nastąpi dnia 1.06.2018 r. dzień te został nazywany przez nas  Happy Kids Day,  zwracamy się z ogromną prośbą do naszych czytelników, aby droga mailową lub w wiadomości na priv poinformowali nas o terminie planowanego zgonu, bo emisji ostatniego odcinka serii. Prosimy również o datę godzinę i miejsce pogrzebu. Nie obiecujemy, że dotrzemy na wszystkie, ale wrobimy co w naszej mocy, aby dotrzeć na jak najwięcej pogrzebów.
( jeżeli by się dało to proponujemy grupowe pogrzeby ) zdecydowanie ułatwiło by to nam naszą pracę.
Jeszcze gorąca prośba od nas o to żeby podać ulubione kwiatki, bo tak trochę głupio z pustymi rękami przychodzić na taką imprezę.

Wracałam do domu jak zwykle tą samą drogą i jak zwykle przy takiej pogodzie spacerkiem. Przyznam szczerze, że kocham tą porę roku wszystko budzi się do życia, jest pięknie, żyć nie umierać. Te wszystkie pięknie przystrzyżone drzewka, zapach skoszonej trawy pobudzały człowieka nawet po najcięższym dniu. Zamyślona szłam uliczką kiedy usłyszałam kroki najpierw pojedyncze, wolne, gdzieś z oddali potem było ich słychać więcej, były szybsze i zbliżały się do mnie. Sama przyspieszyłam kroku głos gdzieś z tyłu głowy mówił mi, że to zbliżające się kłopoty. Coraz szybciej biło mi serce czułam jakby chciało wyrwać się z mojej klatki piersiowej i uciec gdzieś daleko, daleko stąd. Mimo, że znałam te tereny doskonale to podczas ucieczki przed nimi zupełnie starciłam orientację w terenie. Chciałam krzyczeć, wołać o pomoc, uciekać jednak czułam, że tak długo nie pociągnę, że już niedługo będę musiała się poddać. Dobiegłam do ślepej uliczki tego właśnie się obawiałam przerażona i bezradna rozglądnęłam się dookoła szukając jakiegoś ratunku. Po upływie kilku sekund otoczyli mnie jacyś zamaskowani w sumie to wiem tylko tyle, że ludzie, bo za mało czasu było żeby określić czy to mężczyźni czy kobiety wiem tylko tyle, że było ich trzech. Poczułam uderzenie od tyłu. Nogi się pode mną ugięły,  potem przed oczami miałam pogłębiająca się ciemność.
*
Kiedy podszedłem bliżej, zdałem sobie sprawę że kobieta, która stoi z Zapałą to nie Karolina, a on trzyma w ręce jakieś kluczyki. 
- Pani podeszła do mnie bo znalazła kluczyki do samochodu - Pokazał mi kluczyki, od razu je poznałem, nie musiał nic mówić. Moje serce zamarło 
- Kluczyki Karoliny - Powiedziałem niemal bezdźwięcznie, poznałem je od razu miała przy nich breloczek w kształcie motoru, kiedyś podczas służby spodobały nam się i miałem taki sam - Widziała Pani, kto je zgubił ? To była kobieta  - Zapytałem od razu 
- Tak, oczywiście kobieta  blondynka, proste włosy szczupła - Powiedziała zwracając się w moją stronę 
- Poznała by ją Pani na zdjęciu ? - Zapytał Zapała, jako jedyny w tym momencie myślał trzeźwo 
-Tak, oczywiście  - pokiwała głową 
- No Mikołaj na co czekasz, pokaż Pani zdjęcie - Krzysiek wyrwał mnie z zamyślenia 
- Tak, tak - Wyjąłem telefon i pokazałem jej zdjęcie. Byłem na nim z Karoliną, zrobiliśmy je ostatnio u mnie n ranczu 
- Nie, to nie ona ale chyba ją gdzieś widziałam - Zamyśliła się, a ja palcem przypadkiem przesunąłem pare zdjęć do tyłu
- To ona 
- Jest Pani pewna ? - Zapytaliśmy niemal równocześnie z Krzyśkiem 
- Tak, wypały jej kluczyki, jak podeszła do niej taka brunetka krótko obcięta, ale nie ona - Pokazała na Olę 
- Kur.... - Przekląłem pod nosem - Pamięta coś Pani jeszcze ? 
- Tak, tak. Tak jak mówiłam już temu Panu szłam i widziałam tą blondynkę jak by na kogoś czekała, po jakiejś chwili podeszła do niej brunetka coś powiedziała , podeszły tam i po chwili podjechał samochód - Nagle mój telefon zadzwonił, chciałem go wyciszyć ale to co usłyszałem od tej kobiety zbiło mnie całkowicie z logicznego myślenia - To ona, ta brunetka to ona - pokazała na mój wyświetlać
- Jest Pani pewna, że ją widziała ? 
- Tak, ona coś jej powiedziała podeszły tam i podjechał samochód wysiadł z niego jakiś mężczyzna coś krzyknął, a ta teraz sobie przypomniałam, że ta blondynka ze zdjęcia z Panem spała na tylnim siedzeniu
- Jest Pani całkowicie pewna, ze to one ? - Tylko o to byłem w stanie zapytać - I ta blondynka na tylnim siedzeniu 
- Tak, na milion procent było już ciemno, ale to one na milion procent. Światło latarni na nich padało 
-  A ten mężczyzna pozna go Pani ? - Zapytał Zapała 
- Tak, jasne. Mogę pomóc zrobić portret pamięciowy 
- Świetnie w takim razie zapraszam z nami - Powiedział Zapała i zaprowadził ją do samochodu
*
Jak tylko weszliśmy na komendę Krzysiek obiecał, że przesłucha tą dziewczynę ja tymczasem miałem iść do komendantki powiedzieć jej, że Karolina została porwana i musimy coś z tym zrobić, wszedłem bez pukania
- Pani komendant ! - Wbiegłem jak strzała, nie zwracając uwagi na nic
- Mikołaj pukać nie umiesz  ! - Pytała oburzona - Pali się czy co ?
- Chodzi o Karolinę
- Już jest, zawołaj ją do mnie - Powiedziała przeglądając jakieś papiery
- Karolinę porwali - Powiedziałem niemal na jednym wdechu
- Co, ale jak to ? - Jaskowska, aż usiadła z zdziwienia - Przecież mówiłeś, dobra nie ważne
- Mamy światka, dziewczynę widział ja... znaczy - Nie wiedziałem jak to ubrać w słowa, jak mam powiedzieć komendantce, kto ją porwał
- Dobra w sali odpraw za 5 minut zwołaj wszystkich -  Wypadłem z pokoju, latałem jak oszalały i zwoływałem ludzi na spotkanie. Nie mineło nawet 5 minut a w sali odpraw byli prawie wszyscy, Jaskowska po krotce wyjaśniła o co chodzi,  już po ich minach wiedziałem, że martwią się o nią  - Teraz Mikołaj wam wszystko wyjaśni - Powiedziała jak tylko wszedłem, naświetliłem im po krótce  o co chodzi
- Dobra, a wiemy kto ją porwał ? - Zapytał w końcu Jacek
- No właściwie to tak, ale nie do końca - Odpowiedziałem z jednej strony zmartwiony, a z drugiej cieszyłem się, że wiemy kto ją porwał
- Wiemy, ale nie do końca Mikołaj mów po ludzku - Jacek, jak to Jacek w takich sprawach interesowały go tylko konkrety mnie zresztą też
- 2 Kobiety i mężczyzna, świadek sporządza portret pamięciowy mężczyzny
- A kobiety ? Wiemy kim są one ? - Zapytała zmartwiona Emilka
- Tak... jedna to ... - Nie wiedziałem jak to powiedzieć
- Mikołaj mów do cholery !  - Pospieszył mnie Jacek
- To Julka i Kamila - Powiedziałem szybko
- Mazurek i Twoja była żona ?! - Wykrzyczał zdziwiony Szymon
- Mam coś ! - Do pokoju wpadł Krzysiek z portretem - Jego widziała ta dziewczyna - Pokazał nam portret pamięciowy mężczyzny
- Nic mi to nie mówi - Powiedziała Jaskowska patrząc na zdjęcie - A Tobie ? - Zapytała Nowaka, który stał obok on nie powiedział nic tylko pokiwał przecząco głowa
- Sami zobaczcie, poznaje ktoś ? - Zapytała podając nam ksero portretu pamięciowego mężczyzny który porwał Karolinę
- Skądś, go znam. Gdzieś go widziałam - Powiedziała Emilka patrząc na portret pamięciowy

poniedziałek, 14 maja 2018

VI.XIV Czas zapłaty

Witam,

Zapraszam was na kolejne opowiadanko, wiem że niektórzy z was już popadają w depresję z racji rozstania się Rachwałacha, no ale cóż taka jest kolej rzeczy jest pięknie i za chwilę coś jebudu, no cóż miejmy nadzieję, że moje opko chociaż trochę was podniesie na duchu.
Zapraszam do czytania :*

- Nadszedł czas zapłaty - Powiedział patrząc  przed siebie, mrok już dawno spowił miasto. Chłodny, delikatny wiatr delikatnie powiewał, nadając  powietrzu delikatnie ostre powietrze - Twoje dni są policzone - Mówił uśmiechając się sam do siebie. Minęło go starsze małżeństwo, ukłonił się lekko nie dając po sobie poznać, że coś jest nie tak.
- Gotowy ? - Zapytała postać, która podeszła właśnie do niego, na głowie miała kaptur jej towarzysz tak samo. 
- Nigdy nie byłem bardziej, a wy ? - Zapytał patrząc w ich stronę 
- Zasługuje na to jak nikt inny - Zaśmiała się jedna z zakapturzonych postaci, na jej twarzy malował się uśmiech, uśmiech zwycięstwa wygranej 
- W końcu zapłaci za to wszystko - Odezwała się postać stojąca tuż obok 
- Zastanawia mnie jedna rzecz - Powiedział zadumany 
- Jaka ? - To pytanie padło niemal równocześnie z ust obu 
- W sumie to nie ważne, chodźcie czas goni - Powiedział kierując się w ciemną uliczkę.
*
Dni mijały i mijały tydzień minął jak z bicza strzelił, komenda stała odnowiona Mikołaj wracał do pracy, od wczoraj mój prześladowca zniknął wydawało się, że wszystko wraca do normy jedyne co sprawiało, że zdarzało mi się zamyślać na chwilę to zbliżająca się rocznica. Szczerze przyznam nie lubiłam tego dnia, nie lubiłam go dla tego że przypomniał mi o tym wszystkim co się wtedy wydarzył. Te wspomnienia były tak cholernie bolesne, że nie wiem jakim cudem byłam jeszcze wstanie normalnie funkcjonować. Przejrzałam się w lusterku po raz ostatni zanim wyszłam z domu, mimo makijażu było widać moje lekko podkrążone oczy czułam że Mikołaj zacznie wypytywać co się dzieję, ale no cóż ostatni wolny dzień obiecałam mu, że spędzimy go razem.
*
Po dwu tygodniowym przymusowym wolnym w końcu wracam do pracy, przyznam szczerze, że moja ostatnia wizyta na komendzie nie skończyła się zbyt dobrze, mam nadzieję że teraz będzie zdecydowanie lepiej i już nie wyleci w powietrze. Swoją drogę trochę to dziwne, że do tej pory nic nie ustalono w końcu to komisariat policji a nie jakiś budynek na zadupiu. Za punkt honoru postawiłem sobie, że znajdę tą osobę, te osoby nie ważne kim jest, gdzie jest ja go znajdę i nic go nie uchroni.
- Dzień dobry - Powiedziała komendantka jak tylko weszła na salę odpraw - Cieszę się, że w końcu możemy zacząć pracę u nas na komendzie. Po remoncie nie zmieniło się dużo - Uśmiechnęła się do nas
- Może jeszcze trochę śmierdzi farbą ale da się przeżyć  - Powiedział Jacek
- Tak, dokładnie. Cieszymy się Mikołaj, że już do nas wróciłeś, jak się czujesz ? - Zapytała patrząc w moją stronę
- Dziękuję, dużo lepiej - Uśmiechnąłem się
- A gdzie jest Karolina ?
- Dzwoniła do mnie i sąsiad z góry ją zalał, opanuje sytuację i przyjedzie  - Wymyśliłem na poczekaniu, ona nie powiedziała nic tylko westkneła
- No dobrze, jak już przyjedzie do pojedziecie na patrol, a tymczasem razem z Krzyśkiem pojedziecie w jedno miejsce Jacek da wam adres
- Oczywiście Pani Komendant
- Wszystko zostaje bez zmian, rewiry te same. Więc zapraszam do pacy, póki Panie nie przyjdą to Panowie jeździcie razem. Ola zgłasza mi problemy z samochodem, nie długo powinna być.
Po skończonej odprawie poszedłem z Krzyśkiem do Jacka, okazało się że mamy zgarnąć jednego Dilera, który jest pod obserwacją. Robota szybka i łatwa, w sumie tak mogło się wydawać, bo na miejscu wywiązała się mała strzelanina, ale po 2 godzinach wracaliśmy już na komendę. Od rana nie mogłem dodzwonić się do Karoliny próbowałem i próbowałem, miałem nadzieję, że zapała wczoraj nie wyglądała za dobrze mówiła, że to zmęczenie nic poza tym, ale ja martwiłem się o nią.
- Cholera nie odbiera - Powiedziałem jak już wracaliśmy na komendę już chyba po raz setny dzisiejszego dnia próbowałem się z nią połączyć
- Może zaspała, a może już jest na komendzie - Krzysiek starał się mnie uspokoić
- Zadzwonisz do Jacusia - Krzychu nie powiedział nic tylko zadzwonił do Jacka, okazało się że Karoliny nie było na komendzie. Jaskowska już powoli się wkurzała jej nie obecnością, a ja martwiłem się coraz bardziej. Nie musiałem nic mówić, a on sam zgłosił Jackowi, że podjedziemy do niej do mieszkania. Oczywiście Nowak nie był zachwycony,ale w końcu uległ
- Stary kiedy Ty jej powiesz ? - Zapytał jak tylko się rozłączył
- Co ? I komu ? - Zapytałem zdziwiony
- No już nie udawaj głupiego, że nie wiesz
- No, nie wiem więc mógłbyś mnie oświecić - Spojrzałem na niego
- No nie wiem, może Karolinie i może to hmmm że coś do niej czujesz
- Co ? Oszalałeś ?
- Stary, ja nie jestem ślepy widzę jak na nią patrzysz jak się martwisz
- Daj spokój - Powiedziałem parkując - Poczekaj tu zaraz wracam.
Poszedłem do mieszkania Karoliny pukałem, ale nikt nie otwierał. Po 10 minutach dobijania się zrezygnowany, zeszłem na dół. W radiowozie nie było Krzyśka, zacząłem się rozglądać, nagle dostrzegłem go na parkingu pod blokiem stał koło auta Karoliny, razem z jakaś blondynką. Od razu odetkałem  z ulgą. Cieszyłem się, że jest cała i zdrowa. 

sobota, 12 maja 2018

VI.XIII Nigdy nie przestanę Cię kochać

Witam,
Przychodzę do was z nowym opkiem, mam nadzieję, że się spodoba dobry humorek mi dopisuje więc opko weselsze. Wczorajszy dzień był megaaa udany, ale koniec gadania bo was zanudzę.
Zapraszam do czytania

Przerażony łaziłem w kółko i szukałem jej między ludźmi, ale jej nigdzie nie było. W pewnym momencie usłyszałem wołanie o pomoc tak jakby spod wody. Podbiegłem bliżej, i starałem się zlokalizować skąd dobiegają krzyki. Zobaczyłem faceta który kogoś wpychał pod wodę odruchowo wskoczyłem i popłynąłem na pomoc.
- Co ty człowieku robisz ! - wołałem z oddali, ale on nie reagował. Kiedy byłem już bardzo blisko dostrzegłem kogo topi. Wtedy moje przerażenie zmieniło się w złość cholerną złość. Miałem ochotę mu wpierdzielić, ale musiałem zająć się Karoliną. Na szczęście była przytomna tylko strasznie wystraszona.
- Karolina ! Słyszysz mnie ?!- zabrałem ją jak najszybciej w bezpieczne miejsce.
- Ja to zupełnie przypadkiem. Sam zacząłem się topić, złapałem się za panią i wtedy ona się wpadła pod wodę - te tłumaczenia faceta doprowadzały mnie do szału. Dobrze, że Karolinie nic wielkiego się nie stało, bo marny byłby jego los.
- Co ty do cholery za brednie opowiadasz ! - po paru minutach na miejscu pojawili się koledzy z komendy, którzy zabrali tego debila i nie musiałem już go oglądać i słychać tego bezsensownego pierdzielenia.
- Już wszystko dobrze, jestem tu - Powiedziałem łagodnie, starając się ją uspokoić. Ona nie powiedziała nic tylko się przytuliła
- Chodźmy stad - Powiedziała wtulona we mnie
- Wszystko dobrze ? Nic Ci nie jest ?- Zapytałem odsuwając ją od siebie, chciałem mieć pewność że wszystko jest ok, że wszystko gra, co prawda już jak go zabierali upierała się, że jest ok, ale wolałem się upewnić
- Tak, wszystko dobrze  - Mówiła już w dużo lepszy stanie - Dziękuje - Uśmiechnęła się w moja stronę. Była tak blisko mnie, że nadal trzymałem ją w ramionach
- Wiesz, że nigdy nie pozwolę Cię skrzywdzić ? - Powiedziałem niemal szepcząc, patrząc jej w oczy
- Wiem - Odparła niemal bezdźwięcznie - Chodźmy - Powiedziała odwracając się i zmierzając ku do wyjścia.
- Dziękuję, za wszystko - Powiedziała kiedy byliśmy pod moim domem
- Wejdziesz na herbatę ? - Zaproponowałem patrząc w jej stronę
- Obiecałam tacie, że wpadnę  ale dziękuję za zaproszenie - Uśmiechnęła się jak by nieśmiało
- Jasne rozumiem, ale odwiedzisz mnie jutro ? - Zapytałem z nadzieją
-  Jasne
- W takim razie, leć do rodziców do jura - Powiedziałem wychodząc z samochodu
*
Siedziałam w domu myślałam o tym wszystkim co się dziś stało. Ktoś próbował mnie utopić, doskonale wiedziałam, że miało to związek z tym kto mnie prześladuję, że ktoś próbuje mnie zastraszyć tylko nie wiedziałam dla czego, dla czego chce mi to zrobić, kim jest i czemu chce mnie zniszczyć. Do tego te słowa Mikołaja kompletnie zbiły mnie z tropu, poczułam się tak w zasadzie sama nie wiem jak, może powinnam z nim porozmawiać powiedzieć o tym, że ktoś mnie prześladuje i tym wszystkim co kiedyś się wydarzyło. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, wstałam i otworzyłam nawet nie patrząc przez wizier.
- Co Ty tutaj ? - Zapytałam jak tylko ujrzałam Kamila w swoich drzwiach
- Chciałem z Tobą porozmawiać, w końcu ostatnio nie mieliśmy okazji - Mówił uśmiechając się do mnie
- Nie mamy o czym rozmawiać. Cześć - Chciałam zamknąć drzwi, ale on mi nie pozwolił
- Porozmawiajmy, proszę
- Dobra masz minutę - Powiedziałam od niechcenia patrząc na zegarek
- Karolina, no proszę daj mi  minut i znikam z Twojego życia - Spojrzałam na niego, po czym bez słowa wpuściłam do środka. Nie chciałam z nim rozmawiać, ale może właśnie to był sposób na pozbycie się go.
- Masz pięć minut, a więc czego chcesz ? - zapytałam stojąc w przedpokoju
- Nie zaprosisz mnie dalej ? - Zapytał z nadzieją w głosie
- Nie - Powiedziałam patrząc na zegarek - Czas mija  - Dodałam po chwili
- Karolina miałem wiele czasu na przemyślenia i zrozumiałem, że byłem idiotą - Mówił patrząc na mnie
- Gratuluje tylko trochę Ci to zajęło, żeby do tego dojść
- Kocham Cię, zrozum to chciałbym spróbować jeszcze raz
- Spróbować jeszcze raz ? Czy Ty siebie słyszysz ?! Po tym co zrobiłeś ?! Po tym wszystkim ?! Naprawdę przychodzisz tu- Nerwy powoli zaczęły mi puszczać po tym wszystkim i mówisz, żeby spróbować jeszcze raz
- Kocham Cię i chciałbym spróbować - Mówił opanowany
- Kocham kogoś innego, i jestem z nim szczęśliwa - Palnęłam bez zastanowienia
- To on prawda, ten z którym byłaś w klubie ?
- Nie powinno Cię to już interesować - Ponownie spojrzałam na zegarek - Twój czas minął żegnam Cię - Powiedziałam niezruszona
- Nigdy nie przestanę Cię kochać, chce żebyś o tym wiedziała. - Powiedział stojąc w drzwiach - Jutro wylatuje do brata za ocean
- Życzę szczęścia - Powiedziałam zamykając drzwi. Wróciłam do pokoju, bezwładnie opadłam na kanapę opierając się o nią, ta wizyta kosztowała mnie mnóstwo nerwów, nigdy nie pomyślała bym, że on może wrócić, wrócić i powiedzieć mi to co usłyszałam. Mówiąc mu, że mam kogoś, że jestem z Mikołajem skłamałam, ale poczułam że muszę tak zrobić, że dzięki temu uwolnię się od niego raz na zawsze.
*
- Co robimy ?  - Zapytała brunetka kiedy tylko wsiadł do samochodu
- Musimy się jej pozbyć - Powiedział zamyślony patrząc w szybę
- Masz jakiś konkretny pomysł ? - Tym razem to blondynka zadała pytanie
- Nie jeszcze nie, ale to kwestia czasu. Zapłaci mi za wszystko zmarnowałem przez nią 18 lat życia, teraz czas na rozrachunki - Powiedział patrząc na nie 

wtorek, 8 maja 2018

VI.XII ¿La amo?

Namaste 🙏
Przychodzę do was z nowym opowiadankiem, w końcu coś z serii 💓💓💓💋💏Czyli słodko, słodycz cukrzyca. No cóż dla każdego coś dobrego, było bum bum 💣 a teraz będzie cukrzyca <3

Dni w szpitalu dłużyły się i dłużyły, najgorsze chwile były kiedy przychodziła moja była żona Kamila, najpierw prawiła mi morały i miała wielkie pretensje, że jak to  jej nie powiedziałem, a potem jaki ja jestem biedny i poszkodowany. W tych momentach modliłem się tylko, żeby powiedziała, że musi już iść, za to najbardziej lubiłem odwiedziny Karoliny przychodziła czasem raz a czasem dwa razy dziennie. Póki co na komendzie nie ma jak pracować więc, albo ma wolne albo pomaga coś kryminalnym, zresztą jak cała reszta 
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz ? - Zapytała Kamila
- YYy no tak - Przyznam szczerzę, że od jakiegoś czasu się wyłączyłem i rozmyślałem o czymś innym 
- To o czym przed chwilą mówiłam ? - Zapytała śmiertelnie poważnie 
- No więc mówiłaś 
- Dzień dobry - Do sali wszedł lekarz tym samym ratując mnie przed odpowiedzią na to pytanie 
- Dzień dobry 
- Mam dla Pana dobre wieści 
- Tak słucham 
- Może Pan powiedzieć narzeczonej jak tylko przyjdzie, że jutro Pan wychodzi. Na pewno się ucieszy 
- Narzeczonej ?! Ta blond zdzira jest Twoją nażyczoną?! - Kamila oburzyła się i to bardzo 
- A co Tobie do tego przypominam, że jesteśmy jakieś  5 lat po rozwodzie - Powiedziałem lekko wkurzony widać było, że lekarz jest zdozeriętowany. Kamila chciała już coś powiedzieć ale ją uprzedziłem  - Czyli co mogę się pakować ? 
- Z tym pakowaniem proszę poczekać na Panią Karolinę - Spojrzał na zegarek - Zaraz pewnie się pojawi to pomoże, a Pan niech uważa 
- Dobrze. Dziękuje Panie doktorze 
- Dowidzenia
- Dowidzenia
- Jak możesz - Zaczęła nagle,kiedy tylko lekarz wyszedł
- Po pierwsze nie jesteśmy ze sobą już od 5 lat więc nie masz w tym temacie nawet słowa do powiedzenia , a po drugie jestem zmęczony, więc jak możesz - Chciałem się jej pozbyć za wszelką cenę, ona nie powiedziała nic tylko obrażona wyszła. W drzwiach minęła Karolinę oczywiście nie obyło się bez małego spięcia  między nimi
I  w końcu nastał ten upragniony dzień, wyszedłem ze szpitala. Oczywiście Karolina przyjechała po mnie z samego rana
- I jak zwarty i gotowy ? - Zaśmiała się wchodząc do sali
- Już nie mogę się doczekać - Powiedziałem siadając na łóżku gotowy do wyjścia
- I do pracy byś już pewnie wrócił
- No oczywiście, właśnie jak tam komenda ?
- Jeszcze tydzień i zaczynamy pracę  - Uśmiechnęła się do mnie
- Czyli co mamy tydzień wolnego
- No ja tydzień, a Ty chyba dłużej - Powiedziała siadając obok mnie
- O nie tydzień i do pracy, a jutro hmm proponuje basen  ?
- No nie wiem
- Zapytamy lekarza, jak będzie pasuje ?
- Zawsze jesteś tak uparty ? - Zapytała kiedy przyjechała po mnie na ranczo  - Wmówiłeś temu biednemu lekarzowi, że pozwala Ci iść na basen
- Wydaje Ci się - Zaśmiałem się - To co Aqua Park ?
- Jak dla mnie idealnie - Uśmiechnęłam się w jego stronę
Po jakiś 30 minutach dotarliśmy na miejsce, czekałem na Karolinę już na basenie po jakieś chwili wyszła i ona wygląda cudownie różowy kostium rozpuszczone włosy, tak bardzo chciałbym się do niej zbliżyć
- Mmmm Pani aspirat to powinno być karalne - Puściłem jej oczko
- Co takiego ?
- Taki strój to zdecydowanie powinna być karalne, takie rozpraszanie ludzi
- Daj spokój - Zaczerwieniła się lekko.  Dzień mijał nam szybko i przyjemne siedzieliśmy w jacuzzi, zjeżdżaliśmy na zjeżdżalni, ganialiśmy się, a kiedy ją łapałem i próbowałem z żartach podtopić tak bardzo chciałem ją obiąć i już nigdy nie wypuścić , czułem się jak debil miałem prawie 40 lat na karku a onieśmielała mnie kobieta młodsza o prawie 10 lat. Chyba potrzebuje jakiejś terapii  ile razy złapałem się na tym, że widzę ją w innych kobietach. Zamiast powiedzieć jej co czuję, to gapię się w nią jak sroko w gnat, co ta miłość robi z ludźmi.
- Karolina ?! - Odwróciłem się, ale jej nie było. Zacząłem szukać ją wzrokiem, ale nie było jej nigdzie, nie widziałem jej. 

niedziela, 6 maja 2018

VI.XI Mikołaj on...

Witam,

Przychodzę do was z nowym opowiadankiem, i z dobrą informacją już coraz bliżej do poznania tajemnicy Karoliny 😊 Tak narzekacie i nie którzy nawet marudzicie, że mało słodko no to się nad wami trochę zlituje 😹
No nic licze na komcie jak się podobało i miłego czytania <3

Życie jest cholernie dziwnie masz wszystko czego tak naprawdę oczekujesz, a wystarczy chwila jeden maleńki moment i w ułamku sekundy tracisz wszystko  co tak naprawdę masz, czujesz się jak w jakimś durnym filmie gdzie scenarzysta za wszelką cenę chciał zdołować każdego z widzów. Jednak po chwili dochodzisz do siebie i rozumiesz, że to nie jest żaden film tylko życie, a może i film Twój własny w którym grasz jedną z głównych ról, a wycofanie się z niego jest niemożliwe. Zaczynasz nienawidzić tego wszystkie co Cię otacza, przestajesz wierzyć, że spotka Cię coś dobrego, że życie może być piękne
-  Karolina obudź się - Poczułam lekkie szturchniecie za ramię, otworzyłam oczy ujrzałam wszystkich Emilka, Krzychu, Jacek, Olka, Julka, Kamyk, Adam Julek, Bolo 
- Mikołaj, on .... - Nie potrafiłam skleić normalnego zdania 
- Ej maleńka - Paulina kucnęła przede mną, chciała coś jeszcze powiedzieć ale nagle na korytarzu pojawili się moi rodzice
- Karolinko nic Ci nie jest ?-  Podbiegła do nas moja mama i mnie przytuliła 
- Nie mi nic, ale Mikołaj on - Rozpłakałam się jak małe dziecko, nie potrafiłam wypowiedzieć tych słów, nie mogłam w to wszystko uwierzyć, tata nie powiedział nic tylko mnie przytulił.
- Co z Mikołajem ? - Zapytał przytulając mnie mocno, czułam jak moje serce krwawi, jak by ktos kroił jej na maleńkie kawałeczki. Słyszałam jak Zapała zaczyna coś mówić, ale przerwałam mu
- On nie żyje - Powiedziałam łkając
-Ale Mikołaj żyje - Powiedział Bolo, momentalnie wyrwałam się z jego objęć i spojrzałam na Kowalskiego  - Straciłaś przytomność jak lekarz powiedział, że jego serce się zatrzymało, ale zaraz potem dodał że go odratowali i już wszystko jest ok - Wytłumaczył mi Bolek
- Mikołaj to silny facet jak to ujął lekarz i szybko się wyliże - Poklepał mnie po ramieniu Walczak
- Muszę go zobaczyć
- Chodź zaprowadzę Cię - Powiedziała Paulina, bez słowa ruszyłam za nią. Wach zaprowadziła mnie do sali, Mikołaj leżał na sali był podłączony do wielu aparatur, które sprawdzały jego funkcje życiowe
- Boże - Szepnęłam i od razu podbiegłam do jego łóżka, Paulina nakryła mnie szpitalną nawierzchnią i wyszła bez słowa - Tak się cieszę - Szepnęłam łapiąc go za rękę - Tak się cieszę, że jesteś tutaj ze mną - Szepnęłam niemal bez głośnie ocierając łzę spływającą po moim policzku - Dla czego kazałeś mi wtedy wyjść, a sam zostałeś ? - Zapytałam sama siebie, kiedy tylko Bolo  powiedział mi, że Mikołaj żyje poczułam się tak inaczej, tak cudownie, widok Białacha przykutego do tego wszystkiego nie był łatwy, ale najważniejsze było to, że Mikołaj żył, był tuż obok mnie mogłam go dotknąć, poczuć jego skórę pod dłońmi.
- Proszę iść do domu - Powiedział młody lekarz, jakiś czas temu przyszedł na zmianę za doktora Malwickiego
- Zostanę jeszcze - Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam
- Dobrze, ale proszę długo nie siedzieć - Uśmiechnął się i wyszedł z sali. Zaraz po jego wyjściu usłyszałam dźwięk telefonu dostałam wiadomość od Kamila " Dopiero wróciłem do miasta i usłyszałem co się stało ? Karolina nic Ci nie jest ? Wszystko gra ? Proszę Cię odpisz martwię się"   Nie odpisując  odłożyłam telefon na szafkę i ponownie złapałam go za rękę.
- Pani Karolino wstajemy - Otworzyłam oczy i spojrzałam za siebie - Dzień dobry - Uśmiechnęłam się do doktora Góreckiego
- Dzień dobry
- A prosiłem Panią wczoraj, żeby długo nie siedzieć - Uśmiechnął się do mnie i pokręcił głową
- Zasnęłam- Odparła podnosząc głowę w łózka
- 5 minut i do domu - Powiedział i skierował się w stronę wyjścia
- Dobrze
- Nie długo wrócę - Powiedziałam całując go w policzek, nagle poczułam jak Mikołaj ściska moją dłoń, spojrzałam na niego
- Tak się cieszę - Powiedziałam uśmiechając się do niego, on lekko uśmiechnął się w moją stronę
- Gdzie ja jestem ? Co się stało ?
 - W szpitalu, pójdę po lekarza zaraz wracam - Powiedziałam i wyszłam z jego sali.
*
- Powiesz mi w końcu co się stało ? - zapytał Mikołaj, kiedy siedziałam u niego wieczorem. Nie chciałam wracać myślami do tamtych chwil, ale opowiedziałam mu wszystko co się wtedy wydarzyło ten wybuch, a potem ten strzał.
- Ej uśmiechnij się czemu jesteś taka smutna - Uśmiechnął się w moją stronę
- To były trudne dni - Odpowiedziałam, starając się jakoś wykręcić od odpowiedzi  - A jak się czujesz ? - Szybko zmieniłam temat
- No w sumie bywało lepiej, ale nie jest tak źle. Nie mogę się doczekać, aż wyjdę
- No tak cały Białaszek - Zaśmiałam się - Czekaj pomogę Ci - Nachyliłam się nad nim, żeby poprawić mu poduszkę, nasze spojrzenia się spotkały właśnie wtedy drzwi do sali się otworzyły
- Dowiaduje się od znajomych, że jesteś w szpitalu - Powiedziała nie zwracając na mnie uwagi - No wiesz co własnej żony nie poinformować - Mówiła oburzona
- Chyba byłej, a skoro była to nie muszę - Skwitował Mikołaj
- Nie poinformowałeś mnie - Ciągnęła dalej
- Nie mam takiego obowiązku
- To może ja już pójdę - Powiedziałam i chciałam wyjść
- Nie musisz - Uśmiechnął się do mnie
- Pójdę prześpię się trochę, przywieź Ci coś ? - Uśmiechnęłam się do niego
- Jak byś mogła w szafce są kluczę - Pokazał na szafkę która stała obok - A tak w ogóle spałaś coś ? Poza tym co mi lekarz na kablował na Ciebie
- Jak Ci na kablował to wiesz, że spałam przy Twoim łóżku  i nic poza tym - Zabrałam klucze z jego szafki
- Jesteś moim mężem i ja Ci przywiozę - Powiedziała chcąc zabrać mi kluczę
- Byłym mężem tak dla jasności, a teraz jestem zmęczony więc przykro mi, ale nie mam siły na rozmowę - Mikołaj zakończył jej wywody. Kamila parchneła pod nosem i wyszła
- To co do jutra, Dobranoc - Uśmiechnęłam się całując go w policzek
- Do jutra, już tęsknie - Uśmiechnął się do mnie - I proszę Cię wyśpij się w końcu 

piątek, 4 maja 2018

VI. X Kiedyś się spotkamy

Namaste 🙏
Na samym początku chciałam podziękować wam wszystkim za te komentarze i w ogóle, a w szczególności Szwagierce za tą cała akcje na naszym Oficjalnym Insta 😍 która walczyła jak Lwica o swoje małe a wy razem z nią, bez was no i oczywiście bez Szwagierki nie było by tego opowiadanka. Dla tego też opowiadanko dedykuje moim wszystkim czytelnikom.
Pozdrawiam 😚


Jest takie słowo, które nie ma angielskiego odpowiednika.
 Pochodzi z języka portugalskiego. Saudade. 
Wiesz, co oznacza?
 To jakby... to słowo nie ma dokładnej definicji. 
Opisuje raczej uczucie... obezwładniającego smutku. 
Uczucie, które pojawia się, kiedy człowiek zda sobie sprawę z tego, że utracił coś na zawsze i że nigdy już tego nie odzyska. 
 ~`Alexsandra Bracken -  Mroczne Umysły ~`

https://www.youtube.com/watch?v=SqSqwxJS7to
Otworzyłam oczy biel sufitu, aż biła po oczach jasne światło dawało się we znaki, te obrazy to wszystko to był tylko sen.... pieprzony sen....Jakaś cholerna komedia, którą ktoś napisał, a teraz próbuje nakręcić. Sama myśl, że mogła bym stracić Mikołaja sprawiała, że chciało mi się płakać, nie wyobrażałam sobie, że mogło by go nie być obok nie, że mogło by go zabraknąć, że nie było by go nazajutrz w pracy  nie miała bym z kim żartować, nie miała bym z kim się śmiać, że to wszystko mogło by się skończyć od tak po prostu jak za sprawą czarodziejskiej różdżki najpierw coś jest a potem pstryk i nie ma. Nie wyobrażałam sobie kolejnej straty, nie teraz nie jego, już raz straciłam kogoś ważnego, ktoś ważny mnie zawiódł, kolejna strata była by czymś niewyobrażalnym, czymś najgorszym co mogło by mnie spotkać.
- Jak się czujesz ? - Usłyszałam nagle, odwróciłam głowę w prawą stronę na krześle siedziała Emilka
- Gdzie ja jestem co z Mikołajem ? - Zapytałam podnosząc się z pozycji leżącej, zdałam sobie sprawę z tego, że to nie był sen
- Spokojnie jesteś w szpitalu - Mówiła spokojnie, była opanowana jak nigdy
- Gdzie Mikołaj ? - Powiedziałam wstając z łóżka, z początku zakręciło mi się w głowię. ale szybko nabrałam równowagi i wyszłam z sali, światło na korytarzu było jasne, cholernie jasne, oślepiało mnie, przez chwilę czułam się zamroczona
- Przepraszam szukam Mikołaja Białacha ? - Zapytałam pierwszą napotkaną pielęgniarkę
- A Pani z rodziny ? - Zapytała, miałam ochotę ją zamordować za to pytanie jakie ma to znaczenie czy jestem z rodziny
- Gdzie znajdę - Chciałam zapytać ją ponownie, ale dostrzegam Krzyśka - Dobra nie ważne - Podbiegłam pod sale operacyjną
- Co z nim ? - Zapytałam stojąc na przeciw niego, czułam że moja głowa jest ciężka a ciało nie ma siły b ją podtrzymywać ale musiałam dać radę
- Jak się czujesz ? - zapytał Zapała, w jego oczach dostrzegłam troskę, ale i przerażenie
- Co z Mikołajem ?
- Operują go jego stan jest poważny - Powiedział Krzysiek, widziałam jak sam stara się trzymać ale jest mu ciężko. - Lekarze mówią, że kula utkwiła w dość niefortunnym miejscu i bardzo łatwo - Wiedziałam co chce powiedzieć nie mogłam tego słuchać, momentalnie zrobiło mi się gorąco i zakręciło w głowie
- Usiądź - Jacek złapał mnie od tyłu, podtrzymując żebym nie upadła - Paulina przynieś wodę - Rzucił szybko do Wach i ponownie zwrócił sie ku mnie
- Może zawołam lekarza ? - Zapytał Zapała kucając obok mnie, pokręciła przecząco głową - Mikołaj to twardziel zobaczyć wyjdzie z tego - Mówiąc to położył mi rękę na mojej dłoni - Zobaczysz już nie długo znowu pojedziecie na patrol - Podniosłam głowę i spojrzałam na niego
- Obyś miał rację - Powiedziałam cicho i ponownie spuściłam wzrok, po chwili pojawiła się Paulina z kubkiem wody wypiłam ją niemal natychmiast. Tak bardzo sie o niego bałam tak cholernie chciałam, żeby to był sen tylko pieprzony sen
- Karolina wydeptasz dziurę - Odezwała się cicho Emilka - Usiądź musisz odpocząć
- Głowa boli od tego twojego stukania - Skomentował Julek
- Żebym ja Ci w głowie nie wydeptał przypadkiem dziury - Można było wyczuć, że Walczak też jest wkurzony. Julek chyba każdemu działał na nerwy
- Nie warto, tam i tak jest jedna wielka dziura - Powiedziała Paulina patrząc na niego
- Ej no nie obrażajcie mnie - Powiedział rozżalony
- To się zamknij, bo dopilnuje żeby ta dziura się powierzyła  - Syknął Krzysiek .Czekanie było, czymś najgorszym, ta niepewność czekanie na jaki kolwiek znak, jaką kolwiek informację, czułam się jak bym siedziała tu co najmniej wieczność a minęły może z 3 godziny
- Pojedź do domu odpocznij, jak tylko będzie coś wiadomo od razu dam Ci znać -  Jej głos był ciepły i delikatny widziałam jak sama się martwi, ale nie chce tego okazywać
- Dziękuje, Emilka jesteś kochana, ale zostanę - Uśmiechnęłam się do niej sztucznie, nie chciałam żeby wysłali mnie siłą do domu. Nagle z sali operacyjnej wyszedł lekarz
- Co z nim ? - Podbiegłam do niego momentalnie
- A Państwo są z rodziny ? - Zapytał siwiejący lekarz, był bardzo poważny z daleko było widać, że twardo trzyma się zasad
- Jesteśmy przyjaciółmi - Zaczął Krzysiek - A to jego dziewczyna - Wskazał na mnie
- Właściwie nażyczona - Dodał Nowak
- No dobrze - Popatrzył na mnie - Stan Pana Mikołaja był ciężki, jak go przywieźli stracił dużo krwi, nawet bardzo dużo, przetoczyliśmy mu krew - Mówił powoli jak by chciał mieć pewność, że każde jego słowo dociera do mnie i rozumiem co do mnie mówi - Kula utkwiła blisko płuca, całe szczęście nie przebiła go - Odetknęłam z ulgą, wiadomość że kula nie przebiła płuca była dobra, tak bardzo chciałam już go zobaczyć - Niestety podczas operacji serce Pana Mikołaja zatrzymało się - Poczułam jak krew odpływa mi od głowy,kończyn dosłownie wszystkiego, mój świat zaczął wirować wszystko do okoła zaczęło kręcić się jak na karuzeli, a obraz zaczął się rozmazywać. Mój cały świat runął jak domek z kart w jednej chwili straciłam wszystko co było dla mnie tak cholernie ważne, całe moje życie jednej sekundzie rozpadło się i chyba już nigdy nie poskłada. Już drugi raz tracę kogoś ważnego, kogoś kto jest dla mnie tak cholernie ważny i znaczy tak wiele.
- Karolina ! Karolina ! Słyszysz mnie ? - Słyszałam głosy jak by za światów, Emilka z Paulina i całą resztą mówiła coś, ale do mnie docierało co drugie słowo.Nie słyszałam ich, nie docierało do mnie co mówiła, przed oczami miałam jego, nasze wspólne patrole, wyjścia, jego oczy wpatrzone we mnie, nasz ostatni taniec, i to jak patrzy na mnie ostatni raz tam na komendzie i każe mnie wyprowadzić, kiedy myślałam że go straciłam moje życie się zawaliło, a tuż po chwili pojawił się on wyszedł z płomieni i znowu wszystko wróciło, byłam tak cholernie szczęśliwa kiedy mogłam sie do niego przytulić poczuć, ze jest tuż obok....a potem padł strzał, jeden maleńki strzał, który razem z sobą zabrał cała mnie. W ułamku sekundy straciłam wszytsko, co było dla mnie tak cholernie ważne.... straciłam wszystko  co najcenniejsze tylko dla czego zdałam sobie sprawę tak późno. ? 

czwartek, 3 maja 2018

Mninaturka dla WeronkA " Byle jak "

Witam,

Dziś przychodzę do was z minaiturka dla Weroniki, wiem że miało być coś innego ale starałam się i nie dałam rady napisać Twojego pomysłu chyba nie moja klimaty :D
Miniaturkę pisałam razem z szwagierką, starałyśmy się, żeby wyszła jak najlepiej i mamy nadzieję, że się nam udało. Hmmm miało być 10 kom jest tylko 4 ;( wychodzi na to, że mało osób czyta no i nie pozostaje mi nic innego jak chyba się pożegnać...

Te same mury od dwóch lat, ten sam schema od dwóch lat , ta sama tęsknota i łzy za każdym razem kiedy opuszczam to miejsce, ta sama modlitwa, że to tylko pieprzony sen i wszystko zaraz się skończy i wróci do normy, a potem ta sama pieprzona rzeczywistość. Jestem tam czuję, że on jest blisko, tuż obok mnie, nie mogę go dotknąć przytulić ale jest tuż obok mnie, patrzy w moje oczy i mówi jak mnie kocha, jak tęskni a potem znowu opuszczam to miejsce i go nie ma znowu tęsknie i płaczę bo ja jestem tam, a on tu. Zasypiam w łóżku, w którym do nie dawna zasypialiśmy razem, budzę się gdzie budziliśmy się razem, ale jego nie ma obok, nie ma obok mnie, on jest tam budzi się i zasypia beze mnie. Czemu to życie jest takie popieprzone? Czemu to wszystko się tak potoczyło? Czemu ? Czemu ? Czemu ? Ta tęsknota zabija mnie od środka, powoli pomału, ale skutecznie. Pamiętam ten pieprzony dzień, tą sale tych ludzi i te pieprzone słowa te pieprzone 10 słów, które od 2 lat krążą mi po głowie, przed snem widzę to wszystko tych ludzi te słowa i tą pieprzoną nadzieję, zanim ona je wypowiada, ta pieprzona nadzieja, że zaraz to się skończy i wszystko wróci do normy, że znowu będzie razem, że wróci do domu położę się obok niego i  zasnę wtulona w jego ramiona. A potem te słowa, te pieprzone 10 słów, ten płacz mój krzyk jego smutne oczy, w których pojawiły się łzy jego słowa "Kocham Cię mała " to ostatnie co padło z jego ust. Pamiętam jak osunęłam się na ziemię i płakałam jak dziecko, jak małe bezbronne dziecko, jak moja najlepsza przyjaciółka pomagała mi wstać bo sama nie byłam wstanie się podnieść i iść,  tam na sali zostało moje życie, moja nadzieja, mój sens życia. Właśnie  wychodząc z tamtą stałam się  zupełnie innym  człowiekiem, tam umarło wszystko co miało jakiś sens, tam wszystko straciło sens, tam umarły nasze plany i marzenia.

Siedziałam sama jak zwykle o tej porze czułam się taka samotna i zagubiona kiedy zadzwoniła moja najlepsza przyjaciółka.
- Ja już sama nie wiem co mam robić - powiedziałam wprost.
- No, ale musisz w końcu wybrać - łatwo powiedzieć z jednej strony kocham tylko jego, ale przecież już dawno układam sobie życie z kimś innym.
- Myślisz, że to takie proste - wydukałam.
- No decyzja już należy do ciebie ja ci tylko mogę doradzić, żebyś długo nie czekała na odpowiedni moment - tyle to i ja sama wiem. Miała doradzić, a jeszcze bardziej mi namieszała.
- Powiedz mi co byś zrobiła na moim miejscu ?- zapytałam bezradna.
- Poważna rozmowa mówi ci to coś ? - w jej głosie wyczułam ironię.
- Myślisz, że to pomoże - w sumie miała rację sama muszę to załatwić i to tak, żebym potem nie żałowała.
- Jak go tylko kochasz to dajesz bez zastanowienia przecież nawet mieszkacie razem to chyba odpowiedź jest prosta - w sumie miała rację ja cały czas go kocham.
- No mam wrażenie, że on tylko wyszedł na chwilę i za chwilę wróci wiesz jak cholernie za nim tęsknię co wieczór chce żeby był przy mnie, przytulił mnie powiedział, że kocha - dopiero po pewnym czasie zorientowałam się, że nie mówimy o jednym. Zupełnie się ta rozmowa nie kleiła.
- Przecież jak wraca z pracy to jest przy tobie -  odparła trochę niepewnie.
- Ja nie o nim mówiłam zresztą nie powinnam ci głowy tym wszystkim zawracać. Papa - pożegnałam się i zaczęłam zastanawiać co mam zrobić jeszcze nigdy w życiu nie byłam w takiej sytuacji dlatego nie wiem zupełnie co będzie dalej.

Zapukałam już chyba po raz ostatni, po raz ostatni widzę te mury to miejsce i jego tutaj, jak powiedzieć komuś kto jest kimś wyjątkowym, kimś kogo tak bardzo kochasz, że to koniec że już się nie pojawisz, że chcesz żyć na nowo tylko, że bez niego i zdała od niego, że zaczynasz nowe życie chociaż sama do końca nie jesteś pewna czy tego chcesz... To wszystko jest tak pieprzenie trudne, czuje się jak w jakimś pieprzonym filmie, albo ukrytej kamerze która sprawdza ile dasz radę znieść.
- Jak się czujesz ? - Zapytałam patrząc na niego przez szybę
- Tęsknie, za Tobą każdego dnia coraz bardziej - Powiedział uśmiechają się w moją stronę, położył swoją rękę na szybie przystawiłam swoją. Nie umiałam złamać mu serca, ale musiałam, to wszystko było tak popieprzone. Po moim policzku spłynęła łza, a za nią kolejna.
- Czemu płaczesz ? Maleńka nie płacz - Powiedział łagodnie, jego głos był aksamitny jak zawsze
- Przeprasza.... poznałam kogoś.... - W jednej chwili jego oczy przybrały inny kolor, jak by zszarzały stały się smutne i bez wyrazu . Złamałam mu serce, zrobiłam to czego nigdy nie chciałam zrobić. Znienawidziłam samą siebie
- Rozumiem - Powiedział z trudem, dostrzegłam łzy w jego oczach - Bądź szczęśliwa mała - Powiedział hamując łzy - Koniec widzenia - Powiedział i odszedł zostawiając mnie  tu samą. Kiedy tylko odszedł popłakałam się jak małe dziecko, wiedziałam że to nasze ostatnie spotkanie, że już go więcej nie ujrzę. Z tego całego pierdolnika nie było dobrego rozwiązania, każde było tak samo popieprzone jak poprzednie i kolejne.

Podjęłam najtrudniejszą decyzje w moim życiu, najtrudniejszą jaką można było podjąć. Milion razy zastanawiałam się nad tym co będzie, czy to co zrobiłam było słuszne, czy decyzja podjęta nie była podjęta zbyt pochopnie, przez te trzy lata codziennie zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. Co noc łapałam się na tym, że myślę tylko o nim chociaż on spał koło mnie i mnie dotykał. Tak bardzo chciałam, żeby to on był ojcem maleńkiej wiedziałam, że kochał by ją najmocniej na świecie, Chociaż nie był jej ojcem to właśnie jego widziałam w tych maleńkich oczach, to jego widziałam co noc przed snem, to jemu mówiłam co noc jak mocno go kocham i jak cholernie tęsknie, to jego sobie wyobrażałam zasypiając co noc w jego ramionach. Co noc zasypiałam obwiniając się o to wszystko jedna chwila jeden moment wystarczył na to że złamałam mu serce, że zabiłam to co było między nami. Jedna chwila jeden moment i wszystko co było budowane przez tak długi czas prysło jak bańka mydlana, każdego dnia czułam się tak samo, byle jak....byle jak odliczałam końca dnia by doczekać gwiazd, każdej nocy wychodziłam i patrzyłam w nie, wtedy czułam, że jest tuż obok mnie. Jak dziś pamiętam jak obiecaliśmy sobie, że każdego wieczoru co dnia będziemy patrzeć w niebo w gwiazdy i właśnie wtedy będziemy czuć, że jesteśmy razem tuż obok siebie. Od 5 lat patrze w te pieprzone gwiazdy i tęsknie jak pierwszego dnia. Tak mało o nim wiedziałam, w sumie tyle co sama chciałam, nie wiedziałam jak mija mu dzień co robi i czy wyszedł, ale mimo to tęskniłam tak cholernie.
- Przyjdę po Ciebie popołudniu. Bądź grzeczna. Kocham Cię - Ucałowałam ją w czubek głowy i wyszłam z przedszkola. Co dziennie ten sam schemat wstać zjeść nakarmić, przedszkole, praca, mała, obiad, sprzątanie itp. Każdego dnia to samo, ta sama monotonia, która już od dawna mnie zabija dzień po dniu. Wróciłam do domu tego dnia miałam wolne, ojciec małej był w pracy.
Smutno mi było cholernie smutno niby miałam osobę, którą kocham, ale czy to prawdziwa miłość, łączy nas tak niewiele, tak mało spraw, właściwie chyba tylko ona... Odkąd nie ma go obok mnie nie mogę przestać o nim myśleć nawet głęboko w szafie miałam coś w stylu ołtarzyka z naszymi wspólnymi zdjęciami zawsze gdy podchodziłam do tego miejsca wszystkie wspomnienia wracały nawet te najgorsze, ale to było jedyne miejsce dzięki któremu nie zapominam o nim i czuję jego obecność.
- Co to jest ?- nawet nie wiedziałam kiedy wrócił.
- Nie ważne to moja sprawa - speszyłam się i odeszłam. Chciało mi się płakać wyszłam na zewnątrz niebo strasznie pociemniało aż zaczęło padać nie chciałam tam wracać chciałam iść do niego, ale w mieszkaniu on też czekał aż wrócę. Czemu to wszystko jest takie posrane...
- Pytam się co to jest do cholery ? ! - Stojąc przed otwartą szafą, w ręku trzymając zdjęcie na którym jestem raze z nim. To zdjęcie z naszych ostatnich wakacji, byliśmy tacy szczęśliwi
- Nie ważne - Powiedziałam nawet nie patrząc mu w oczy, nie byłam na to gotowa
- To on?!  Nie no nie odpowiadaj to na pewno on !!! Mamy razem dziecko jesteśmy tyle czasu razem, a Ty co myślisz o nim?! Nie no nie dość, że myślisz to do tego masz jego ołtarzyk !!! Nie no zajebiście  - Patrzył na mnie wściekły - Kochasz mnie ?  - Zapytał w końcu a ja tylko spojrzałam na niego, sama nie wiem czy znałam odpowiedź na to pytanie - No tak głupio pytam po tym co widziałem to powinienem znać odpowiedź - Powiedział mijając mnie w przejściu. Poszedł do naszej sypialni, przez chwilę stałam  nieruchomo nie byłam wstanie nic zrobić
- Co Ty robisz ? - Zapytałam wchodząc do pokoju. Pakował swoje rzeczy
- Wyprowadzam się  - Odparł nawet na mnie nie patrząc, tylko dalej pakował swoje rzeczy wszystkie rzeczy
- Ale... - Chciałam coś powiedzieć w zasadzie sama nie wiem co. Przecież głupie przepraszam nie wystarczy i czy w ogóle mam za co przepraszać
- Nie kochasz mnie, nie kochałaś mnie przez ten cały czas, mamy razem dziecko, a Ty nawet nie umiesz ze mną o nim porozmawiać. Jutro przyjadę pożegnać się z córką i w niedzielę wylatuję do Chin - Powiedział stając przede mną - Miałem nie jechać, ale jak widać mnie to już nic nie trzyma. Żegnaj - Powiedział i minął mnie w drzwiach, nie zatrzymałam go nie pobiegłam za nim, chyba tak naprawdę nie chciałam za nim biec. Usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi
Kolejny drink, kolejna  godzina w pubie, kolejna osoba zraniona. Nie no ja to chyba nie potrafię nic tylko ranić i nic więcej, tak to mój nowy super talent ranić najbliższe mi osoby.
- Coś Ty taka nieobecna - Z zamyślenia wyrwał mnie głos przyjaciółki
- Daj spokój - Mówiłam jeżdżąc palcem po szklance, cały czas myślałam o nim, od tych dwóch tygodni jeszcze częściej.
- Odezwał się ? - Zapytała popijając drinka
- Od czterech lat cisza, żadnego telefonu listu nic
- Nie mówię o nim... kochasz go ? Cholernie go kochasz - Powiedziała patrząc mi w oczy
-  od zawsze, Zawsze i na zawsze  -  Ponownie spuściłam wzrok
- To na co czekasz, powiedz mu to - Spojrzała na mnie chcąc dodać mi otuchy
- I co mu powiem, sorry ale te 4 lata temu Cię zostawiłam ale Cię kocham i ten no wróć do mnie.  Kurwa znasz go i dobrze wiesz jak zareaguje  - Powiedziałam kończąc trzeciego drinka, miałam ochotę się opić i zapomnieć o tym wszystkim zapomnieć chociaż  na chwilę nie tęsknić, nie czekać

Umówiłem się z Krzyśkiem na męski wieczór chciałem jakoś odreagować te wszystkie wydarzenia. Korzystaliśmy z tego, że Emilka gdzieś wyszła z koleżanką i mogliśmy swobodnie porozmawiać jak facet z facetem.
- Wiesz jak ja za nią tęsknie stary? -powiedziałem po wypiciu kolejnego kieliszka wódki.
- Chłopie ja cię doskonale rozumiem Emilka jak na zakupy wychodzi to już tęsknie, a co dopiero taka długa rozłąka - mówił już wstawiony Zapała.
- Boję się, że ona mnie już nie chce - polałem następną kolejkę.
- Co ty bredzisz napij się, a nie pierdziel mi tutaj takich głupot. Moim zdaniem ona świata poza tobą nie widzi - powiedział patrząc na mnie.
- Tak ? To dlaczego zerwała ze mną kontakty ?- cały czas tęskniłem do niej,brakowało mi jej, myślałem co robi, co się z nią dzieje te myśli były takie uciążliwe, że ledwo sobie z nimi dawałem radę.
- A wiesz jak to z babami one tylko chcą, żeby na nie uwagę zwrócić - zaczął się śmiać.
- Może i masz racje, a tym czasem twoje zdrowie - wznieśliśmy kolejny toast tego wieczoru.
Czas w doborowym towarzystwie i z licznymi atrakcjami przeleciał panom błyskawicznie. Było około 22:00 kiedy do domu wróciła Emilia z Gajką i drugą ciut starszą dziewczynką.
- Cholera jasna znowu - no byłam wściekła kiedy zobaczyłam wyrozwalane flaszki już w przedpokoju.
- Zapała ! - myślałam, że ich rozszarpie,a oni jak dwa głąby się śmiali ze wszystkiego.
- Kotuś ? Jak miło cię widzieć - podszedł do mnie Krzysiek już wtedy ledwo stał na nogach.
- No tego to ja nie jestem pewna. Was to tak na chwilę samych w domu zostawić - zaprowadziłam dzieciaki do pokoju, bo to co zrobili z salonem woła o pomstę do nieba.
- Kochanie to nie tak posłuchaj my tutaj o ważnych tematach rozmawialiśmy,a jak sama dobrze wiesz przy takich tematach dodatki są niezbędne - nawet nie zwracali uwagi, że ja tam jestem i dalej sobie polewali.
- Ja cię kiedyś ukatrupie za to - popatrzyłam na niego takim wzrokiem, że aż się odsunął.
- Piękna jesteś jak się denerwujesz - próbował mnie dalej bajerować, ale byłam taka wściekła,że wiedziała,że z każdym słowem znajduje się coraz bliżej przepaści.
- Możecie mi powiedzieć co tutaj się stało ? - zapytałam zbierając flaszki z podłogi.
- Pomagałem koledze w trudnej sytuacji, a jak sama wiesz trudna sytuacja wymaga dodatkowych środków - usiadając strącił kieliszek i cała jego zawartość wylała się na sofe.
- I dlatego zrobiliście z mieszkania gorzelnie ? - wyglądało to wszystko masakrycznie, a woń alkoholu wyczuwalna była już na klatce.
- Kochanie to dla dobra Mikołaja wszystko popatrz jaki on jest smutny - ta głupia gadka doprowadzała mnie do szału.
- Wy chyba zapomnieliście, że tutaj mieszkają dzieci i na to wszystko patrzą- mruknęłam.
- No akurat wtedy ich nie było - niemal szepnął Mikołaj.
- Ale teraz są dlatego jeżeli macie zamiar dalej chlać to wynocha, bo ja nie mam zamiaru na to patrzeć - z nerwów, aż zaciskałam zęby.
- Wyrzucasz własnego męża ? - oni nawet nie mieli siły ze mną dyskutować.
- Tak i niech mąż wie, że może wrócić trzeźwy i ogarnięty - dopiero po chwili do mnie dotarło, że zrobiłam błąd wyrzucając ich obu z mieszkania.
- Widziałeś jakie ja tam katorgi przechodzę ? - mówił Krzysiek męcząc się podczas schodzenia ze schodów.
- Krzychu stary chodź idziemy się napić jak prawdziwi nieszczęśliwi ludzie - poklepał go po ramieniu Mikołaj.
- Idziemy - powiedział radośnie i udali się do pobliskiego baru, by jak to ujęli załagodzić smutki.
***
Kiedy już trochę ogarnęłam ten rozpierdziel poszłam zrobić nam coś do jedzenia. Pomagała mi przy tym córka Karoliny, a przy okazji zeszłyśmy na temat Mikołaja co bardzo mnie zdziwiło.
- Ciociu ja znam tego pana - powiedziała niepewnie.
- No tak przecież to wujek Krzysiek - z początku myślałam, że o nim mowa.
- Nie tego ,tego łysego - wytłumaczyła dziewczynka.
- A skąd kochanie ? - przyznam szczerze, że tego się nie spodziewałam.
- U mamy widziałam jego zdjęcia - odparła.
- Bo mama i pan Mikołaj kiedyś razem pracowali i dlatego ma jego zdjęcia- zupełnie nie wiedziałam jak jej to wszystko wytłumaczyć, a musiałam to zrobić tak umiejętnie, żeby potem Karolina nie miała pretensji, że namieszałam jej w głowie.
- Widziałam jak płakała przy nich - widocznie posmutniała.
- Kolegowali się, a on musiał wyjechać i mamusia pewnie tęskniła - widziałam jak ona to przeżywa, ale dla jej dobra postanowiłam skłamać.
Położyłam dzieci spać, ale cały czas myślałam o Karolinie i o tym co mi powiedziała mała. Wszystko to było cholernie pogmatwane. Pozostawała mi jeszcze zagadka gdzie te dwie cholery polazły. Około 03:30 usłyszałam jak otwierają się drzwi do mieszkania potem coś huknęło i słychać było śmiech.
- Krzysiek ? - w przedpokoju leżał mój szanowny mąż spity jak PKS,a nad nim stał Mikołaj i się śmiał.
- Cicho, bo dzieciaki śpią...No tak mogłam się tego po was spodziewać - próbowałam go jakoś podnieść.
- Wstawaj ! Porozmawiamy jutro - postanowiłam odpuścić, bo w ich stanie i tak rozmowa nie ma sensu.Położyłam ich spać,a sama wróciłam do dzieci do sypialni cały czas w głowie krążyły mi myśli o Karolinie i tych zdjęciach, o których mówiła jej córka.
*
Z samego rana przyszła Karolina zupełnie nie wiedziałam jak to rozegrać, żeby nie dopuścić do ich spotkania.
- Cześć i jak tam moja gwiazda grzeczna była ? - weszła zadowolona do mieszkania.
- Oczywiście jak zwykle - uśmiechnęłam się, ale widziałam, że chce porozmawiać.
- Jest Krzysiek ? - zapytała niepewnie.
- Jest znaczy nie ma go duchem, ale ciałem jest obecny- odparłam
- Załatwiłaś go ?- zaśmiała się. - Pomóc Ci z ciałem ?
- Sam się załatwił dogadać się z nim dzisiaj graniczy z cudem - jakoś mi wcale nie było do śmiechu.
- No, ale chyba sam nie pił ? - tego pytania właśnie się obawiałam.
- No nie -zaczęłam się zastanawiać co jej powiedzieć. Wtedy z łazienki wyszedł Białach, który chyba mniej wypił, albo miał twardszą głowę od Krzyśka.
- Mikołaj ? - popatrzyła na niego jak na ducha.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że on tutaj jest ?!- popatrzyła na mnie, a na jej policzkach pojawiły się pojedyncze łzy, a po chwili wybiegła jak poparzona.
- No widzisz przez ciebie poszła sobie, bo krzyczysz na wszystkich -odparł zaskoczony jej zachowaniem.Nie wytrzymałam już i walnęłam go z liścia w twarz z chęcią zrobiła bym to samo z tym drugim.
- Nie gap się tak na mnie tylko idź za nią ! - wrzasnęłam, ale on chyba zupełnie nie wiedział co ze sobą zrobić.
*
- Karolina ! - Krzyknąłem za nią, ale ona się nie zatrzymała. Przyspieszyłem kroku jak tylko mogłem i w końcu udało mi się nią dogonić, złapałem ją za ramię i gwałtownie odwróciłem w moją stronę.
 - Porozmawiamy - Powiedziałem łagodnie, tak dawno jej nie widziałem tak bardzo pragnąłem ją znowu przytulić i poczuć w swoich ramionach. Dopiero po chwili dostrzegłem w jej oczach łzy  - Tęskniłem - Powiedziałem po chwili milczenia, ona nie odpowiedziała nic wyglądała jak by szukała odpowiednich słów
- Przepraszam - Powiedziała i uciekła ponownie. Patrzyłem jak odchodzi.
- I jak ? - Zapytała Emilka kiedy wróciłem do domu
- Jak jak... ni jak uciekła - Powiedziałem i usiadłem na kanapie - Wiesz jak się czułem jak powiedziała, że kogoś poznała, wiesz jak za nią tęskniłem, a teraz ona stanęła w Twoich drzwiach - Powiedziałem chowając twarz w dłoniach. Tego było zdecydowanie za dużo jak na tak mały okres czasu,  rozstanie  kac i teraz Karolina
- Cześć ciociu - Usłyszałem nagle dziewczęcy głos, podniosłem głowę koło Emilki stała mała dziewczynka na koło 3- 4 letnia blondynka widziałem ją już wczoraj, dopiero teraz zauważyłem, że jest bardzo podobna do Karoliny ale to przecież nie możliwe
- Cześć, ja jestem Klara - Podeszła do mnie - A Ty Mikołaj prawda ? Dla czego jesteś smutny ? - Usiadła obok mnie, mała miała gadane bo zaczęła nawiać jak katarynka
- Cześć, a skąd wiesz jak mam na imię ? - Zdziwiłem się, że mnie zna
- Kochanie chodź trzeba się ubrać
- Zaraz Ciocia, ja pogadam z wujkiem, a Ty zrób mi śniadanko - Powiedziała i zwróciła się w moją stronę
- Ciocia Emi mi powiedziała, bo ja jej powiedziałam, że widziałam kiedyś jak mamusia ogląda zdjęcia z Tobą i płakała i była bardzo smutna - Spojrzałem na Emilkę bo jej minie widziałem, że to właśnie chciała ukryć przede mną
- Twoja mamusia to Karolina ? - Zapytałem niedowierzająco
- Tak, ma bardzo dużo zdjęć waszych ukryła je w takiej dużeeej szafie i często ogląda. Jak tata pojechał od nas to bardzo często je oglądała i płakała i coś mówiła coś że tęskni i coś jeszcze, ale nie pamiętam -  Nawijała cały czas jak by ktoś ją nakręcił - Ciocia mówiła, ze mama jest smutna bo musiałeś wyjechać ale teraz jak wróciłeś to chyba już nie  będzie smutna - Powiedziała wdrapując się na moje kolana - A właśnie ciociu kiedy mamusia przyjedzie
- Nie wiem skarbie, wiesz po śniadanku do niej zadzwonię i wszystkiego się dowiemy - Widać było, że Emilce nie jest na rękę to co powiedziała Klara
- Chodź wujek pomożesz mi, a ciocia zrobi nam śniadanie - Powiedziała zeskakując mi z kolan, i biorąc za rękę. Klara zaprowadziła mnie do łazienki, za nim co kolwiek powiedziałem mała dała mi instrukcję jak jej pomóc bo ona jest jeszcze za niska, żeby sobie poradzić. Każda chwila spędzona z nią utwierdzała mnie w przekonaniu, że Klarka jest córką Karoliny była do niej podobna ten charakter, te niektóre teksty tak samo niezależna jak mamusia, i tak samo skradła mi serce od pierwszego wejrzenia
*
Siedziałem zdołowany jeszcze bardziej po tej rozmowie z Klarą w sumie już wcześniej mogłem się zorientować kiedy zadzwonił do mnie Krzysiek.
- Siema stary mam prośbę- no pewnie po co innego on by mógł dzwonić.
- No dawaj - powiedziałem niepewnie.
- Jaskowska mnie nie chce puścić, a Klarę miałem odebrać - odparł wprost.
- I pewnie chcesz, żebym to zrobił ? - już wiedziałem do czego ta rozmowa zmierza.
- Dokładnie - w jego głosie słyszałem zadowolenie.
- To chyba oszalałeś - mówiłem stanowczo.
- No może trochę, ale kolegi nie poratujesz ? - nie miałem ochoty nigdzie wychodzić, ale chyba nie będę miał wyboru.
- Nie wiem czy powinienem - chciałem za wszelką cenę się z tego wymigać.
- Dobra dzięki za pomoc. Muszę kończyć narazie- on to się prosi o wpierdziel, albo zjebke i to taką konkretną.
- Ale...- nawet nie zdążyłem nic powiedzieć kiedy się rozłączył.
Niechętnie, ale musiałem iść przecież dziecko nie jest niczego winne. Udałem się na adres, który smsem przysłał mi Zapała.
- Wujek ! - krzyknęła kiedy mnie zobaczyła.
- No cześć chodź idziemy do domu - mruknąłem obojętnie.
- Dobrze, że wujek Krzysiek się zgodził na układ - tak myślałem, że w tej sprawie jest drugie dno.
- Słucham ?-  postanowiłem pociągnąć temat.
- Nie nic -  widać było, że zorientowała się, że za dużo powiedziała.
- No powiedz co znowu genialny Krzysiek wymyślił - już ja się na nim zemszczę i to tak, że mu w pięty pójdzie.
- Nie mógł mnie odebrać, bo poszedł łapać muchy-  w pierwszej chwili myślałem, że się przesłyszałem.
- A to pieprzony muchołap. Już my sobie pogadamy- wkurzył mnie, że daje dziecku nadzieję i gra w jakaś pieprzona gre, która prowadzi niewiadomo dokąd.
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz ? - posmutniała.
- Tak pewnie, ale jestem zaskoczony - zupełnie nie wiedziałem co jej powiedzieć.
- Wujek chodź na lody - w sumie ten czas spędzony z młodą był świetny. Mimo to byłem wściekły na Krzyśka, że mnie w to wszystko wpakował. Najbardziej bałem się jak na to wszystko zareaguje Karolina.
- Nóżki mnie już bolą - Powiedziała jak wracaliśmy i spojrzała na mnie robiąc słodkie oczka.
- Nie za wygodnie - Powiedziałem biorąc ją na ręce ona uśmiechnęła się i przytuliła, była chyba wyczerpana bo ledwo się przytuliła to zasnęła. Kiedy wracaliśmy widziałem te spojrzenia babć i ciche szepty jakim jestem cudownym ojcem chciałem nawet już coś w końcu się odezwać, ale nie zrobiłem tego sam nie wiem czemu
- Stary uratowałeś mi życie  - powiedział Krzysiek jak tylko przyszedłem z małą, nie powiedziałem nic tylko zaniosłem Klarę do pokoju Tośka, mała cały  czas spała uśmiechając się przed snem
- Uratowałem?! Super przed czym przed muchą gigantem ? - Spojrzałem na niego zły
- O czym ty mówisz ?
- O czym ? Klara się wygadała, stary co Ty odwalasz ?! - Miałem ochotę go zabić za ten jego głupi pomysł
- O co Ci chodzi ? - Spojrzał na mnie zdziwiony - Chciałem Ci tylko pomóc a Ty ?!
- Super dzięki doceniam to, ale nie rób tego  kosztem dziecka !
- Co Ty bredzisz ?!
- Nie widzisz Karolina nie chce ze mną gadać, nie chce ze mną nawet 5 min spędzić. A Ty ulegasz 4 latce, żebym to ja mógł ją odebrać robisz jej jakieś nadzieje
- Jakie nadzieje ?! Stary po prostu ją odebrałeś nic wielkiego
 - Po prostu odebrałem, a pamiętasz jak było z Emilką i Toskiem ? Pamiętasz jak Tosiek kombinował żeby was zeswatać ? Tylko taka maleńka różnica wy nie byliście razem. A my z Karoliną tak i nam nie wyszło, a ja nie zamierzam robić małej jakieś nadziej, że coś z tego będzie i potem widzieć jak płaczę.  Tylko dla tego, że kocham Karolinę od momentu jak pojawiła się na komendzie, a Klara skradła mi serce jak ją pierwszy raz u was widziałem. Bo jak byś nie wiedział do tanga trzeba dwojga, a w tym układzie no kogoś brakuje mmm nie wiem może Karoliny ? Bo jak byś nie zauważył to ona mnie unika
- No najwyraźniej ma powody, a ty wcale nie polepszasz tego wszystkiego. Nie wiem czy wiesz, ale istnieje coś takiego jak rozmowa - Krzysiek krzyczał na mnie.
- Jak ona tego nie chce to jak ja mam ją zmusić - ja też wcale nie schodziłem z tonu.
*
Stałam za tymi drzwiami i słuchałam tego z ogromnym zaskoczeniem. Już sama nie wiem może faktycznie powinnnam z nim o tym wszystkim porozmawiać, ale czy to aby napewno dobry pomysł... Moje ciche śledztwo przerwała Emilka, która właśnie wróciła do domu.
- Karolina ? Co ty tutaj robisz ?- widać było, że jest zaskoczona.
- Stoje, właściwe to już muszę iść - cały czas nie mogłam dojść do siebie po tym co usłyszałam.
- Poczekaj przecież widzę. Co się dzieje ?- no tak myślałam, że ona nie odpuści.
- Ja... Już nie wiem co mam robić. Słyszałam jak on o tym wszystkim mówi, ale ja się tego wszystkiego boję cholernie boję - po moim policzku spłynęły łzy, nie mogłam nad tym zapanować.
- Tego tak nie możesz zostawić przecież cię to wykończy - może i miała rację, ale ja czułam, że nie dam rady...
- Ja naprawdę nie jestem na to gotowa - odparłam próbując się jakoś ogarnąć trochę wstyd mi było, że się tak rozkleiłam.
- To kiedy do cholery będziesz ? Jak on sobie inną znajdzie ? Jak będzie za późno ? - dopiero wtedy zaczęło do mnie docierać, że ma rację.
- Emilka to nie jest takie proste - mruknęłam.
- Uwierz, że jest on siedzi u nas w mieszkaniu idź tam i porozmawiaj z nim - cały czas zastanawiałam się co zrobić czy iść i porozmawiać z nim czy zostawić wszystko po staremu i dalej cierpieć, że go nie ma przy mnie.
Długo jeszcze zastanawiałam się co zrobić, ale po upływie kilkunastu minut stałam przed drzwiami mieszkania Zapałów emocjonalnie przygotowana do rozmowy z Mikołajem. Wiedziałam, że jest sam i, że będziemy mogli na spokojnie pogadać jednak cały czas towarzyszyły mi wątpliwości.
- Karolina ? Emilki i Krzyśka nie ma w domu - odparł obojetnie.
- Wiem...ja przyszłam do ciebie - najwidoczniej zaskoczyłam go.
- Naprawde ? Chcesz pochwalić się swoim nowym kochasiem czy może znowu potraktować mnie jak zbędny przedmiot ? - raniły mnie te słowa czułam jakby ktoś wbijał mi nóż w serce.
- Przyszłam porozmawiać, ale najwyraźniej ktoś tu ma mnie daleko w dupie - powiedziałam z wyrzutem.
- A ty mnie nie miałaś jak mnie zdradzałaś z tym gnojem ? - jak on mógł w ogóle coś takiego mówić po tym wszystkim.
- Widzę, że to wszystko bezsensu - traciłam już wiarę nawet na zwykłą, krótką rozmowę.
- Po co ja w ogóle zgodziłam się wejść w tą paranoję -  pokręciłam przecząco głową.
- A więc ty mi łaskę robisz, że raczysz ze mną zamienić pare słów - popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Chociaż polubiłem Klarcie to chyba trzeba dziecko izolować ode mnie. Chociaż będzie ciężko jak dajesz ją pod opiekę wspólnych znajomych - i uderzył w czuły punkt...
- Chciałam, żeby mała miała takiego ojca jak ty- znowu się popłakałam każda łza to wyraz mojego cierpienia i tęsknoty za nami.
- Pamiętasz jak razem planowaliśmy całą przyszłość. Zawsze chciałem mieć z tobą taką małą Klarcie - widziałam, że w jego oczach też pojawiły się pojedyncze kropelki łez.
- Tyle wspólnych lat, tyle wspólnych wspomnień wzlotów i upadków, a my po tym wszystkim nie potrafimy nawet porozmawiać - usiadłam obok niego i obserwowałam każdy jego ruch w końcu mogłam poczuć jego zapach za którym tak bardzo tęskniłam przez te wszystkie dni.
- Masz rację za dużo nas łączy, nie było dnia, żebym za tobą nie tęsknił, myślał co robisz, jak ci mija dzień czy jesteś szczęśliwa. To stawało się nie do zniesienia - złapał mnie za rękę jak wtedy kiedy byliśmy razem, patrzyliśmy sobie w oczy jak podczas pierwszej randki czułam, że wszystko schodzi na dobry tor.
- Bałam się tego momentu... Zupełnie nie wiem co będzie dalej, ale nigdy nie potrafiłam o Tobie przestać myśleć, a teraz...teraz boli mnie to, że jesteśmy tak blisko, a tak daleko - wpadłam w jego objęcia nie mogłam już udawać, że jest dla mnie obojętny. Kiedy tylko oderwałam się od niego spojrzałam w jego oczy, dostrzegłam w nich to samo co wtedy kiedy byliśmy razem, tą samą miłość, tą samą iskierkę. Nawet nie wiem kiedy nasze usta się połączyły tęskniłam, za smakiem jego ust, za jego zapachem po prostu za nim, czułam się przy nim jak w domu, bezpieczna i kochana. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne od 5 lat tęskniłam za jego dotykiem,  oboje byliśmy spragnieni siebie jak turyści spacerujący po pustyni w poszukiwaniu wody. Mikołaj szybkim ruchem pozbył sie mojej bluzki, nawet nie wiem kiedy znalazłam się na jego kolanach, a zaraz potem reszta naszych ubrań lądowała na ziemi, a my nie zwracaliśmy uwagi na otaczający nas świat liczyliśmy sie tylko my i to że w końcu jesteśmy razem
*
Wreszcie wróciłem do domu kiedy wszedłem do salonu zaskoczyły mnie wyrozwalane ubrania i bałagan jakby przeszło tornado. Po cichu i powoli poszedłem do sypialni, z której słyszałem jęki dynamicznym ruchem otworzyłem drzwi to co tam zastałem całkowicie przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
- Yyy to nie tak - Mikołaj i Karolina oderwali się od siebie jak poparzeni.
- Dobra nie musicie mi się tłumaczyć korzystajcie łóżko kupione specjalnie na takie okazje - trochę krępująca sytuacja,  ale najwyraźniej Krzyśkowi to wcale nie przeszkadzało, żeby podrażnić się z Mikołajem.
- Możesz nas zostawić samych ?-  mruknąłem wkurzony.
- A tylko uważajcie na sprężyny po lewej stronie, bo coś mnie w tyłek zaczynają uwierać i strasznie skrzypią - odparł śmiertelne poważny.
- Spokojnie nie musisz się martwić o sprężyny, a teraz chcielibyśmy się ogarnąć - wtrąciła Karolina, bo wzrok Białacha w tej chwili był delikatnie mówiąc zabójczy.
- Dobra zostawię was, ale proszę uważajcie na te sprężyny, bo to nie są tanie rzeczy - zaczął się śmiać, a gdy rzuciłem w niego poduszką dopiero poszedł.
- On jest niemożliwy - pokiwałem przecząco głową.
- Duże dziecko - odparłem całując ją w szyję, ale musieliśmy poczekać z chwilami rozkoszy do później, bo nigdy nie wiadomo co strzeli do głowy Zapale.
*
Mikołaj wszedł do domu z Klarą na rękach, wyglądali razem tak cudowni, chciałam żeby tak już było zawsze. Mała spała jak zabita nie wiem gdzie Mikołaj ją tak przeczołgał, ale wyglądało na to, że będzie spać do rana
- Zostań - Powiedziałam kiedy Mikołaj kierował się w stronę wyjścia - Tęskniłam - Zrobiłam krok w jego stronę - Tak cholernie tęskniłam  - Powiedziałam i sama nie wiem kiedy znalazłam się w jego ramionach.
- Mogę Cię o coś zapytać ? - Zapytał kiedy leżeliśmy wtuleni w siebie
- Tak - Spojrzałam na niego, chyba spodziewałam się tego pytania, prędzej czy później musiał je zadać
- Kim on był ?
- Kamil ? On był, właściwie poznałam go kiedyś jak Ola wyciągnęła mnie z Julką na jakąś imprezę nie wiem jak ale upiłam się strasznie szybko. Potem pojawił się on, miły rozmowny i wylądowaliśmy w łóżku - Nie potrafiłam patrzeć mu w oczy kiedy o tym mówiłam - Pamiętałam mało, a właściwie nie wiele, żałowałam tego wtedy i każdego dnia kiedy się budziłam obok niego, sama nie wiem czemu w to brnęłam dalej byłam jak by zakleszczona w jego otoczeniu, towarzystwie a potem okazało się, że Klarka jest w drodze i nie było już odwrotu, ale nie Kochałam go chyba tak naprawdę nigdy - dopiero teraz spojrzałam na niego, on nie powiedział nic tylko ucałował mnie w czubek głowy
- A jaki był? Jaki był dla was ?
- Na początku było pięknie, ale za każdym razem kiedy widział, że o Tobie myślę, że za Tobą tęsknie dostawał furii krzyczał odgrażał się, a potem zasłaniał dzieckiem, że dla niej musimy być razem. - Czułam się dużo lżej mówiąc mu o tym - W końcu któregoś dnia zrozumiał, że nie potrafię o Tobie zapomnieć i wyjechał do Chin - Kiedy skończyłam całą historię on przytulił mnie jeszcze mocniej
- Kocham Cię - Szepnął całując moje usta
*
Dookoła było sporo ludzi, siedzieli w ławkach tuż obok mnie siedziała Emila i Krzysiek, trzymała mnie za rękę i starała jakoś wspierać, modliłam się w duchu żeby to już się skończyło i wszystko wróciło do normy. On siedział po mojej prawej stronie w obecności policji, widziałam jak na mnie patrzy, tak bardzo chciała bym żeby mnie przytulił, żeby było obok mnie. Po długim oczekiwaniu do sali wszedł sędzia, mówiła coś dokładnie nie wiem co nie słyszałam co takiego, aż do słów "Skazuje Mikołaja Białacha na 8 lat pozbawienia wolności, za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym" Mój świat się zawalił, spojrzałam na niego jego spojrzenie mówiło samo za siebie jego świat również legł, wszystko się rozsypało, nie wierzyłam w to że to jego wina był za dobrym kierowcą, rozpłakałam się jak małe dziecko, Emilka starała się mnie pocieszyć ale sama nie wiedziała jak. Nagle jak by wszystko ucichło, nie słyszałam nic poza swoim krzykiem, błaganiem żeby zmieniła decyzja, moje serce pękało. Z pomocą Emilki i Krzyśka wyszłam z sali, po chwili wyprowadzili i jego wyrwałam się im i podbiegłam do niego, zapłakana wtuliłam się mocno w jego ramiona a on mnie mocno przytulił, jednak policjanci szybko odciągnęli mnie od niego "Kocham Cię maleńka" szepnął i pocałował zanim go odciągnęli, łzy spływały mi po policzku nie widziałam już prawie nic na oczy. Nagle on zniknął wraz z kończącym się korytarzem.
Obudziłam się zlana potem, sen znowu ten sam taki realistyczny.
- Maleńka co jest  ? - Zapytał Mikołaj przytulając mnie od tyłu, oparłam głowę o jego klatkę piersiowa
- Miałam sen, znowu ten sam - Spojrzałam na niego - Śniła mi się ta rozprawa to wszystko
- Już jestem przy Tobie - Powiedział przytulając mnie mocno - Jestem i będę - Powiedział całując mnie w czoło
Uspokoił mnie zawsze w jego ramionach czułam się bezpiecznie i szczęśliwie takiej ochrony chyba nikt mi nie da nawet najlepsza firma. Czas z nim biegł jak szalony i nadszedł nasz dzień mieliśmy powiedzieć sobie sakramentalne"tak" wiedziałam, że to będzie zwięczenie tego wszystkiego i rekompensata za te wszystkie cierpienia i tęsknoty. Nie było szczęśliwszych ludzi od nas w końcu mogę powiedzieć, że jestem panią Białach, a obok siebie mam osobę bez której nie mogę żyć. Warto było czekać tyle czasu...