Muzyka

Zapraszamy !!

Razem z Emilką zapraszamy na https://pipopowidaaniapelnewrazen.blogspot.com/

piątek, 29 czerwca 2018

VI. XXIV Tak mi przykro....

 Hejka
Przychodzę do was z nowy opowiadankiem. Mam nadzieję że się spodoba i zostawicie cos po sobie😘  milego  weekendu😍

Czasami zastanawiasz się jak wyglądałoby twoje życie bez tej jednej osoby jak czułbyś się gdyby jej nie było obok, kiedy zdajesz sobie sprawę, że ona jest dla Ciebie najważniejsza, że nie jesteś w stanie bez niej żyć, kiedy nie byłoby i tuż obok Twoje życie rozpadły się na ma milion maleńkich kawałeczków. Wtedy już zrozumiesz, że jest najważniejsza osoba w Twoim życiu bez niej  nic nie miałoby sensu, że  tylko przy niej jesteś naprawdę szczęśliwym A kiedy nagle dzieje się coś czego  się nie spodziewałeś nigdy w życiu, kiedy odchodzi od ciebie ktoś kogo kochasz całym sercem czujesz jak umierasz wraz z każdym jej słowem kiedy mówi i to wszystko nie ma sensu, że to już koniec i już nigdy nie nie będziecie razem
Od mojego rozstania z Karoliną minęły dwa tygodnie. Nie potrafię się pozbierać po tym co się stało pierwsze dwa dni spędziłem na urlopie patrol z nią był udręką. Dlatego też prosiłem Jaskowską o zmianę partnera, chyba coś przeczuwała bo zgodziła się bez problemu, jedziemy z Olą.Wysocka za wszelką cenę próbowała mi  jakoś pomóc pocieszyć wesprzeć ale ja nie potrafię o tym rozmawiać nie chociaż myślałem, o tym nieustanie od dwóch tygodni,  nie wiedziałam dlaczego tak postąpiła kiedy tylko chciałam porozmawiać ona uciekała albo zmieniała temat. To wszystko było jak jakiś koszmar,  jak pieprzony sen z którego nie potrafiłam się obudzić, który ciągnął  się w nieskończoność tak bardzo chciałbym wiedzieć co się stało, dlaczego skończyła to wszystko między nami. Czułem się jakbym stracił wszystko co w życiu najważniejsze niby mam przyjaciół, rodzinę ale nie miałem jej to tak jakbym nie miał nic. Siedzę w pokoju i wspominam nasze wspólnie spędzone chwile. Nagle otworzyły się drzwi, a w nich stanął  Zapała od razu wiedziałem że coś jest nie tak, jego twarz była nad wyraz poważną jego oczy jakby zmieszane, cała  jego postawa jego zachowanie głośno krzyczałam, że nie chce tu być, że chce uciec. 
- Siema stary - Powiedział trochę niepewnie - Ty jeszcze tutaj ? - wyczułem, że coś jest nie tak, że nie wie jak mi coś powiedzieć 
- Jakoś nie mam ochoty iść do domu - Spojrzałem ponownie przed siebie - A Ty nie w domu ?  - ponownie przeniosłem wzrok na ścianę 
- Właśnie się zbieram, a może wyskoczymy na piwo ? - Zaproponował 
- Dobra Krzysiek nie pieprz tylko mów co jest - Spojrzałem na niego, po woli miałem dość obchodzenia się ze mną jak z jajkiem
- Spokojnie - Powiedział opanowany - Nikt nie obchodzi się z Tobą jak z jajkiem po prostu chce się napić z najlepszym kumplem. To jak ? - Posłał mi ciepły uśmiech 
- W sumie - Powiedziałem wstając - Czemu nie, jutro mam wolne to mogę się najebać - Wziąłem plecak i skierowałem się w stronę wyjścia - Długo mam czekać ? - Spojrzałem na Zapałę, który stał w miejscu, on to czasem na zapłon
- Nie, jasne chodź - Ruszył za mną. Kiedy wychodziliśmy już z komendę natknęliśmy się na Karolinę była jakby zmieszana na początku udała, że nas nie widzi ale w ostatniej chwili podniosła głowa i powiedziała  Cicho Cześć po czym uciekła na komendę kiedy tylko ją minąłem moje serce  zaczęło bić szybciej. Tak bardzo chciałbym ją  przytulić być tuż obok niej, powiedzieć jak bardzo ją kocham, jak mi  jej brakuje. To wszystko to jak pieprzony sen którego nienawidziłem, to wszystko niszczyło mnie od środka tak bardzo chciałem,  żeby okazało się że to wszystko tylko sen że obudzę się ona będzie obok przytulił się i powie jak bardzo mnie kocha, a ja będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi mają z nią obok siebie.
- Chodźmy - Zapała pociągnął mnie lekko - Przejdziemy się, spacer dobrze Ci zrobi. Szliśmy w milczeniu. przez całą drogę żadne z nas nie odezwał się nawet słowem,kątem oka widziałem jak jak Krzysiek chcę coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmieniam zdanie. Kiedy szliśmy parkiem  wszytsko wróciło ponownie, to tutaj jeszcze nie dawno spacerowaliśmy razem, to tutaj byłem naprawdę szczęśliwy. Na mostku nieopodal jeszcze tak niedawno obejmowała ją i czule mówiłem, jak bardzo mi na niej zależy jaki jestem szczęśliwy kiedy jest tuż obok, teraz to wszystko prysnęło jak bańka mydlana, rozpadło się jak domek skarb już nic nie będzie takie samo jak przedtem już nigdy nie będę tak szczęśliwy jak. Czemu to wszytsko jest tak cholernie niesprawiedliwe czy na każdego z nas przypada jakiś limit szczęścia Jeżeli tak ty jak widać Ja już swój wyczerpałem.
Siedziałem w tym barze już z dwie godziny, Zapała powili tracił kontakt z rzeczywistością, a ja nie potrafiłem się nawet upić.  Koło pierwszej postanowiliśmy wracać do domu, Krzysiek był w gorszym stanie dla tego postanowiłem go odprowadzić.
- Stary jesteś moim najlepszym przyjacielem -  Obijął mnie ramieniem, zebrało mu się na wyznania miłosne - Dla tego ja Ci muszę coś powiedzieć coś cholernie ważnego, coś cholernie ważnego , ja wiem, że to może być takie no ten no ciężkie, ale
- Tak ? - Odparłem od niechcenia, teraz nic nie było ważne
- Wszyscy mi odradzają, ale ja tak nie umiem w końcu Ty ją nadal kochasz, a tak może się jakoś pozbierasz po niej  - Momentalnie spojrzałem w jego stronę
- Odradzają ?! o co chodzi  - Musiałem wiedzieć o co mu chodzi co chce powiedzie.
- No bo wiesz - zaczął niepewnie, jak by zmienił zdanie i nie chciał wyjawić tego co wie cała komenda poza mną
- Mów, natychmiast mów - Powiedziałem lekko wkurzony - Co się gapisz mów !
- Karolina jest z Borysem - Wypalił szybko. Po tych słowach zatrzymałem się momentalnie pare kroków za nim, poczułem się jak by ktoś wbił sztylet w moje serce, jak by rozdarł je na maleńkie kawałeczki
- Kurwa !!! - Krzyknąłem, podnosząc pierwszą rzecz którą miałem pod ręką pech chciał, że to była cegłówka, bez zastanowienia rzuciłem nią przed siebie, w tym całym rzucie zawarłem cały swój ból,  całą swoją złość, to wszystko co czułem.
- Mikołaj kurwa mogłeś mnie zabić ! - Krzyknął wściekły Zapała, podnosząc się z ziemi. Ledwo co uniknął czołowego spotkania z cegłą.
- Kurwa!!! - Krzyczałem bez siły - Jak ona mogła !!! Jak ona tak mogła !!! - Krzyczałem bezsilny patrząc w niebo - Na pewno oboje to uknuli !!!
- Stary tak mi przykro - Poczułem dłoń na swoim ramieniu, bez słowa strąciłem jego rękę i zniknąłem w ciemnej alejce. Szedłem ulicami Wrocławia, nie było praktycznie nikogo,  jednego mężczyznę z psem, grupkę znajomych i pare... szyli obcięci, wpatrzeni w siebie, kiedy widziałem ich tak szczęśliwych, czułem się tak okropnie, jak by ktoś mnie zabił a po chwili wskrzesił, a moje rany posypał solą
- Litra Żubrówki poproszę - Całe szczęście koło postoju taksówek był całodobowy monopolowy. Tylko alkohol mógł zagłuszyć mój ból - Dobry wieczór - Powiedziałem wsiadając do taksówki, nie miałem siły na dalszy spacer - Poproszę na.....
*
- Jak się czuje moja księżniczka ? - Zapytał gładząc ją po głowie, wyglądali na takich szczęśliwych
- Cudownie - Uśmiechnęła się lekko, jej wzrok skierował się w lewą stronę - Przepraszam, ale muszę lecieć - Powiedziała uciekając z jego obięć
- Jasne - Chwycił ją za dłoń przyciągając do siebie - Już za Tobą tęsknie - Powiedział całując ją delikatnie - Kocham Cię
- Ja Ciebie też - Powiedziała znikając za drzwiami. 

niedziela, 24 czerwca 2018

VI.XXIII. To nie ma sensu

Witam,

Przychodzę do was z nowym opowiadaniem, wiem nie było mnie długo ale mundial i w ogóle ;)
Jakie wrażenia relacjach z pierwszych zdjęć PIP ??? No nic nie będę wam tu dużej przedłużać, zapraszam do czytania i komentowania. 
Pozdrawiam ;)

Nigdy nie pomyślał bym, że może spotkać mnie takie szczęście, po rozwodzie z Kamilą i rozstaniu z Anią myślałem, że nie spotka mnie już nic dobrego, a jednak któregoś słonecznego dnia  pojawiła się ona, pamiętam jak dziś kiedy podjechała na motorze, jak zrobiłem z siebie debila, myślałem że zrypałem po całości.
Dni mijały i mijały z Karoliną układało nam sie cudownie, mieliśmy pare  dni zwątpienia, tuż przed rocznicą śmierci Madzi, ale razem udało sam się pokonać ten gorszy czas. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Przy niej czułem się cudownie, każda wspólna chwila była dla mnie bezcenna, czułem że teraz może być tylko lepiej, że razem przezwyciężymy wszytsko .
- To co gdzie jedziemy ? - Zapytała wsiadając na Snajpera, była taka pewna siebie. Jej uśmiech dodawał jej blasku
- Zobaczysz - Uśmiechnąłem się do niej - Niespodzianka - Musnąłem ją w usta - Jedź za mną
*
- Cholera - Mruknąłem pod nosem zsiadając uwalony błotem, za plecami słyszałem tylko cichy śmiech Karoliny - Bardzo śmieszne - burknąłem pod nosem i zaprowadziłem Arivo do stajni
- No już nie obrażaj się tak - Usłyszałem głos za plecami - Każdemu może się zdarzyć - Musnęła mnie w szyje
- Piśnij chodź słówko Zapale, a pożałujesz - Powiedziałem poważnie, po czym zaśmiałem się obejmując ją w pasie
- Ups chyba już filmik poszedł w obieg - Zaśmiała się i uciekła
- Wariat ! - Krzyczała śmiejąc się - Puszczaj - Wydukała łapiąc powietrze między łaskotkami
- Ale kochany - Mówiłem łaskotając ją cały czas, nie chciałem jej puszczać z rąk, ale niestety czas gonił, a służba nie drużba.  - Policzymy się później - Zaśmiałem się - Robota wzywa - Musnąłem ją delikatnie w usta - Lece się ogarnąć i za 10 minut będę gotowy i możemy jechać
- Kotuś, a może by tak - Odezwałem się kiedy jechaliśmy na komendę
- Tak - Odwróciła się w moja stronę
- A może byśmy tak wyjechali na pare dni zrobili sobie taki urlop
- W sumie wolne by się przydało - Uśmiechnęła się do mnie - Tylko kiedy nie długo mundial więc pewnie będziesz chciał oglądać z chłopakami
- Wolę oglądać z Tobą, to co w sobotę coś zarezerwuje i jedziemy ?
- Jestem za - Musnęła mnie w policzek  - Tylko czy Jaskowska da naszej dwójce urlop
- Już ja coś wymyśle - Powiedziałem parkując pod komendą
- To proponuję najpierw wymyśleć coś czemu znowu przyjeżdżamy razem - Wskazała przez szybę - Po jej minie widzę, że zacznie drążyć temat 
- Zostaw to mnie - Uśmiechnąłem się do niej - Białaszkowi nie sposób nie uwierzyć - Nie odpowiedziała nic tylko się zaśmiała
- Dziękuję, że we mnie wierzysz - Udałem obrażonego zamykając drzwi
- Dzień dobry Pani komendant - Powiedzieliśmy niemal równocześnie, kiedy zbliżaliśmy się do wejścia
- Dzień dobry - Uśmiechnęła się lekko w moją stronę - I jak tam Twój samochód Karolina ? Widzę, że nadal niesprawny
- Niestety jeszcze nie gotowy - Powiedziała lekko zmieszana - Coś z rozrządem i jeszcze trochę to potrwa
- No tak lepiej, żeby policjant miał sprawny samochód - Po jej minie było widać, że chyba nie wierzy do końca w to co mówi  - No nic zmykajcie się przebierać bo zaraz odprawa - Tak jak Jaskowska kazała szybko uciekliśmy na odprawę. Dzień na komendzie minął spokojni, mieliśmy pare zgłoszeń, ale wszystkie kończyliśmy dość szybko, włamanie, kradzież, bijatyka to nic dla patrolu 005
- To co u mnie czy u Ciebie ? - Zapytałem kiedy byliśmy koło samochodu
- Muszę jechać do rodziców, przepraszam mają jakąś ważna sprawę
- Jakoś to przeżyję - Uśmiechnąłem się do niej - To co odwiozę Cię
- A mógłbyś do domu, nie wiem ile mi zejdzie i ...
- Pewnie dla Ciebie wszytsko - Musnąłem ją w policzek i otworzyłem drzwi
* Czekałem w pokoju na mojego dzisiejszego partnera, Karolina zadzwoniła do mnie mówiąc że jej dziś nie będzie. Rozmawiała krótko i jakoś tak inaczej, była jak by zmartwiona miałem wrażenie, że coś się stało.
- Siema stary - Drzwi do pokoju się otworzyły i wszedł Krzysiek - Cieszysz się na patrol ze mną mam nadzieję - Zażartował
- W sumie wolał bym Twoją żonę , no ale ujdzie - Zaśmiałem się
- Uważaj sobie - Powiedział wyciągając telefon - Bo ten filmik trafi w obieg - Pokazał filmik jak leże w błocie po upadku z Arivo
- Ani mi się waż - Powiedziałem mając ochotę zamordować Karolinę
- Kąpiel błotna no no nie spodziewałem się tego - Mówił śmiejąc się - No w sumie twarz Ci trochę jak by rozjaśniała - Dotknął mojej twarzy - A jaka gładka jak pupka niemowlaka - Ledwo powstrzymywał sie, żeby nie wybuchnąć śmiechem
- Zapała - Powiedziałem przez zaciśnięte zęby - zabije Cię - Chciałem rzucić w niego teczką z dokumentami. Pech chciał, że akurat wszedł Jacek, a Zapała się uchylił
- Ała! Białach pogrzało Cię ! - Wrzasnął Jacek
- Sory stary to ten pajac miał oberwać - Przeprosiłem Jacka, ale moje przeprosiny na nic się nie zdały, po jego minie widziałem, że jest nieco zły
- W ramach rekompensaty pokaże Ci coś - Zapała pokazał mu filmik, który dostał od Karoliny. Do końca dnia nie miałem życia Jacek z Krzyśkiem na każdym kroku przypominali mi o mojej kąpieli błotnej. 
*
Siedziałem w samochodzie Karoliny nie było dziś w pracy martwiłem się o nią, przez telefon brzmiała tak dziwnie tak inaczej, jak by coś się stało. Rozmawiała tak sztywno, krótko i jak by nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, dzwoniłem do niej w czasie służby ale nie odbierała. Zaczynałem sie martwić.
- Cześć kochanie  - Przywitałem się z nią, kiedy wracała. - Stęskniłem się - Chciałem pocałować ja w policzek, ale się odsunęła -  Wszystko gra ? - Zapytałem z troską 
- Tak - Odpowiedziała patrząc w dół, podniosłem jej twarz całując delikatnie w usta. Spojrzałem w jej oczy były inne niż przedtem, nie potrafiłem rozczytać co się stało 
- Kotuś co jest ? - Zapytałem z troską 
- To nie wypali - Powiedziała cicho nie patrząc mi w oczy -  to nie ma sensu - Powtórzyła po chwili, nie potrafiłem nic powiedzieć zebrać słów
- Co nie ma sensu ? -  Powiedziałem po chwili, na mojej twarzy pojawił sie niepokój. Ona nie odpowiedziała  - To koniec? - Zapytałem niepewnie 

niedziela, 17 czerwca 2018

VI.XXII Happy end

Witam,

Zapraszam was na kolejne opowiadanko. Mam nadzieję, że się spodoba bo dopadł mnie mały kryzys twórczy, ale podobno każdy artysta tak mam więc się nie martwię. Kolejne opowiadanko już nie bawem o ile nie dopadnie mnie ponowny kryzys.
Miłego czytania liczę na jakiś ślad po was :*
Pozdrawiam ! :)

- Mikołaj błagam nie !!! - Krzyczałam zrozpaczona, dookoła nie było żywej duszy. Nie wiedziałem co robić, kto może mi pomóc, to wszystko to jakiś pieprzony sen, jakiś jebany sen. Mężczyzna który go dźgnął uciekł, nie goniłam go nawet nie miałam takiego odruchu, teraz on był najważniejszy. - Proszę nie !!! Nie zostawiaj mnie nie możesz !!! Błagam - Nie miałam siły krzyczeć, czułam jak moje ciało odmawia jakiej kolwiek współpracy, jak się poddaje i opada bezwładnie na mokrą ziemię tuż obok niego. Byliśmy  tak blisko siebie, ostatkiem siły chwyciłam jego dłoń nasze palce splotły się, opuszkiem palców pogładziłam jego dłoń. Zamknęłam oczy, pod moimi powiekami przeleciało milion obrazów, te chwile kiedy byliśmy szczęśliwi, to jak się śmiał kiedy byłam tuż obok, nasze wspólne wypady i spacery. 
*
- Mikołaj !!! - Usłyszałem nagle przeraźliwi krzyk, nie myśląc długo zerwałem się na równe nogi i pobiegłem. Leżała na łóżku, wierciła się i mamrotała coś przerażona, po jej policzkach płynęły łzy, kiedy byłem już tuż obok łóżka, ona zerwała się przerażona, spojrzała na mnie przerażeniem w oczach. Nie powiedziałem nic tylko ją przytuliłem, całując w czubek głowy
- Jestem maleńka  - Powiedziałem szeptając jej do ucha, ona wtuliła się w mnie jeszcze mocniej. Po chwili milczenia oderwała się ode mnie patrząc mi w oczy, bez słowa złożyła na moich ustach pocałunek był delikatny, ale zawarte w nim było wszystko, co chciała mi przekazać - Powiesz mi co Ci się śniło ? - Zapytałem kiedy spojrzała mi w oczy, ona przecząco pokręciła głową, nie chciałem naciskać dopytywać dla tego ucałowałem ją w czubek głowy, gestem ręki dałem jej znak żeby się przesunęła, położyłem się obok mnie a ona wtuliła się we mnie.
Powoli otworzyłem oczy, Karoliny obok mnie nie było. Nie myśląc długo wstałem i zeszłem na dół, Karolina krzątała się wokół stołu przygotowując śniadanie, podszedłem do niej od tylu przytulając ją i całując w policzek.
- Dzień dobry - Szepnąłem jej do ucha
- Dzień dobry - Odpowiedziała uśmiechnięta całując mnie delikatnie w usta.
- A co tak pięknie pachnie ?
- Śniadanko, zapraszam do stołu - Uśmiechnęła się do mnie, próbując uciec z moich obięć
- Śniadanko, a potem może mały wypad nad wodę ?  - Zbliżyłem się do niej
- Hmmm.... kusząca propozycja. Po śniadaniu pojadę po rzeczy - Pocałowała mnie przelotnie w usta.
- Mikołaj puść ! - Krzyczała rozbawiona, kiedy próbowałem ją wrzucić do wody.  Uwielbiałem kiedy się śmiała, kiedy razem z nią śmiały się oczy. Była taka szczęśliwa, kiedy wrzuciłem ją do wody jej spojrzenie mogło by zabić. Kiedy wyszliśmy na  ląd Karolina udawała obrażoną.
- Jesteś taka piękna jak się złościsz - Powiedziałem całując ją w policzek - To co teraz zapraszam Cię na jakiś obiad, a potem wracamy do domu ? - Zaproponowałem całując ją w szyję, kątem oka widziałem jak się uśmiecha
- Zastanowię się w drodze - Odparła, nadal udając obrażoną
Czas z Karoliną płynął mi cudownie, spędzaliśmy ze sobą każdą możliwą chwilę. Na komendzie próbowaliśmy ukryć nas związek wszystko szło dobrze, do momentu kiedy Zapała nas nie przyłapał w pokoju, a chwilę potem wiedziało już pół Komedy.
- Julek wie to zaraz i pół Wrocławia będzie wiedzieć - Zaśmiałem się kiedy jedliśmy kolacje
- O ile, mu ktoś uwierzy, wiesz chodzą plotki że kiedyś podając godzinę Kamykowi  pomylił godzinę z minuta - Karolina wybuchnęła śmiechem mało nie dławiąc się napojem
- On jest niemożliwy - Powiedziała zbierając napoje.
- A może już koniec o ofermie - Powiedziałem wstając od stołu - Mam trochę lepszy pomysł -  Obiłem ją w pasie, całując w szyje
- Tak - Odwróciła się w moją stronę, udając lekko zdziwiona  - A co takiego ? - Zapytała udając zdziwioną
- Mam taką maleńką propozycję - Mówiłem całując ją po szyji - Co Ty na to hmmm - Mówiłem nie przerywając
- Hmmmm - Mruczała odchylając głowę do tyłu, kiedy oderwała się od moich ust skinieniem głowy pokazała na górę 

wtorek, 12 czerwca 2018

VI.XXI walka na śmierć i życie...

Hejka,
Przychodzę do was z nowym opowiadankiem napisanym specjalnie dla Dark Angel, która dziś obchodzi swoje 18 ur już po raz kolejny 😁 Jeszcze raz 100 lat i mniej Rachwałowej deprechy i smutków

Minęła już chyba godzina Karolina nadal była przesłuchiwana, czekałem na korytarzu mając nadzieję, że zaraz wyjdzie doskonale wiedziałem jakie to wszystko jest dla niej trudne, jak przezywa to wszystko. Drzwi do pokoju przesłuchań w końcu się otworzyły, jako pierwsza wyszła Karolina zaraz za nią Kamyk, ona bez słowa przytuliła się do mnie.
- I jak idziemy ? - Spytałem kiedy spojrzała na mnie
- Muszę pojechać do rodziców, spotkamy się jutro - Powiedziała powoli kierując się w stronę drzwi
- Myślałem, że...
- Dam radę, naprawdę dziękuje za wczoraj ale nie będę siedzieć Ci na głowie - Uśmiechnęła się do mnie lekko
- Przecież, wiesz że - Nie dała mi nawet dokończyć
- Mikołaj naprawdę dziękuję, ale jak coś będę dzwonić - Uśmiechnęła się do mnie stojąc pod komendą - Ale jak byś mógł
- Jasne wsiadaj - Otworzyłem jej drzwi do auta.
Na dworze panowała już szarówka, myślałem o Karolinie od kąd ja podwiozłem do rodziców milczała martwiłem się i nią, na komendzie nie dawała po sobie poznać, że coś jest nie tak ale ja doskonale wiedziałem jaka jest prawda, ile nerwów i zdrowia kosztuje ją to wszystko, jak ciężko wracać jej do tego co było.  Nagle mój telefon zaczął dzwonić, spojrzałem na wyświetlacz, nie znałem tego numeru.
- Tak słucham ?
- Dzień dobry Mikołaju, tu tata Karoliny
- Dzień dobry Panie Tomaszu - Odparłem zdziwiony jego telefonem
- Przepraszam, że dzwonie do Ciebie i zawracam Ci głowę, ale martwię się o Karolinę - W jego głosie można było wyczuć zmartwienie
- Stało się coś ? - Starałem się zachować spokój, nie chciałem żeby wyczuł że też się martwię
- Była u nas rano, posiedziała z godzinkę i od tego czasu nie ma z nią kontaktu
- Proszę się nie martwić - Czułem po prostu czułem, że coś jest nie tak - Karolina jest u mnie, teraz śpi- Skłamałem, nie chciałem go denerwować
- Naprawdę, a tak się martwiłam - Można było wyczuć, że jej ulżyło
- Tak, przekaże, żeby zadzwoniła pewnie zapomniała telefonu z samochodu i dla  tego nie odbierała - Starałem się brzmieć wiarygodnie
- Dobrze dziękuje i nie przeszkadzam już dobranoc
- Dobranoc - Wziąłem kluczyki od samochodu i wybiegłem z domu. Nie miałem pojęcia gdzie mogę jej szukać, jeździłem bez sensu po mieście zastanawiając się gdzie może być. Martwiłem się, cholernie się. Kiedy zrezygnowany chciałem już dzwonić do Jacka, żeby namierzył mi jej telefon wpadłem na pewnie pomysł.
Zaparkowałem z piskiem opon na pobliskim cmentarzu, wysiadłem z auta i pobiegłem do wejścia szukałem jej między alejkami, modliłem się, żeby tu była. Po 10 minutach dostrzegłem ją, siedziała przy jednym z grobów.
- Szukałem Cię - Szepnąłem klękając przed nią, ona podniosła głowę i spojrzała na mnie, oczy miała czerwone od płaczu, po jej policzkach płynęły łzy.  - Martwiłem się o Ciebie - Powiedziałem łagodnie trzymając ją za rękę
- Tak bardzo za nią tęsknie - Wyszeptała po chwili
- Wiem maleńka wiem  - Nie potrafiłem patrzeć, jak cierpi to była dla mnie za trudne
- To ja powinnam tu leżeć nie ona
- Nawet tak nie mów nie możesz nawet ta myśleć - Powiedziałem przytulając czoło do jej dłoni, po moim policzku spłynęła łza
- To ja powinnam tam leżeć, albo chociaż koło niej - Wyszeptała po chwili ciszy, podniosłem głowę żeby na nią spojrzeć czułe łzę spływającą po moim policzku
- Nie waż się tak myśleć, mówić - Obiłem jej twarz w dłonie - Nawet nie wyobrażam sobie, że mogło by Cię zabraknąć, nawet nie chec o tym myśleć - Zbliżyłem się do niej - Za bardzo mi na Tobie zależy - Zcałowałem jej łzy spadające po policzkach - Umarł bym gdyby coś Ci się stało -  nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku
- Przecież mogłam tego wszystkiego uniknąć - cały czas bardzo przejmowała się tym wszystkim. Nie mogłem patrzeć na to jak się zmartwia poprostu gdy ona jest smutna to automatycznie ja też.
- Kotek posłuchaj to był wypadek - probowałem jakoś jej to wszystko na spokojnie wytłumaczyć.
- Wypadek ? Jakby nie moja głupota to bylibyśmy teraz wszyscy razem na jakiejś rodzinnej kolacji - całkowicie się rozmazała, a najgorsza jest ta bezradność, której nie mogłem pokonać.
- Na kolacje możemy iść razem, chodź nie martw się. Umówimy się na jedną rzecz - wpadłem na jeden pomysł, który mógł jej poprawić nastrój.
- Jaką ? - popatrzyła na mnie ocierając łzy.
- Codziennie będziemy tutaj przychodzić i o niej rozmawiać. Wchodzisz w to ? - złapałem ją za rękę i popatrzyłem na nią nalegająco.
- Dziękuję ci za wszystko i wiesz, że ta kolacja to nie taki zły pomysł - uśmiechnęła się delikatnie
- To zbieraj się idziemy do mnie - jeszcze kilka razy się oglądnęła w strone nagrobka i powolnym krokiem odeszliśmy stamtąd.
- Pani Rachwał ?- zapytał starszy mężczyzna wyglądał jak kloszard.
- Tak, a o co chodzi - spoglądnęłam raz na Mikołaja raz na tego faceta.
- Musimy wyregulować rachunki z przeszłości - popatrzył na mnie z pogardą i nienawiścią.
- O czym pan mówi ? - zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Wtedy ten mężczyzna rzucił się na mnie i przystawił nóż do gardła. Byłam przerażona, a nawet nie wiedziałam kim on jest i o co mu chodzi.
- Zostaw ją !-  zmroziło mnie kiedy zobaczyłem Karolinę w objęciach tego psychopaty. Obszedłem go od tyłu, potem zaczęliśmy się szarpać, ale po pewnym czasie zobaczyłem u niego w ręce nóż. Nawet nie zdążyłem mu go wytrącić kiedy poczułem mocne i bolesne uderzenie w brzuch.
- Mikołaj ! Pomocy ! - krzyczałam bezradna bałam się, że strace kolejną ważną osobę w moim życiu. Zaczęła się wtedy walka na śmierć i życie...

piątek, 8 czerwca 2018

VI.XX Prawda

Witam, witam
Dziś kolejne opowiadanko specjalnie dla was, za pewne wiele z was na nie czekało. Mam nadzieję, że się spodoba. Kolejne kiedy będzie niestety nie mam pojęcia.

- Był starszy 2 lata. Na początku nie zauważał mnie w ogóle. Dopiero  potem, on już skończył szkołę, a ja mijałam go czasem na ulicy - Mówiła jak by nie wzruszona bez emocji - Z czasem zaczęliśmy się spotykać, potem coraz częściej i częściej, aż zostaliśmy parą. - Uśmiechnęła się lekko, ale po chwili znowu posmutniała - Jednego dnia zostałam w domu z Madzią, wiesz miałam siostrę - Uśmiechnęła się do mnie, ale w jej oczach dostrzegłem łzy - Kochałam ją, a  ona mnie miała 5 lat i nie widziała poza mną świata, mnie to nie przeszkadzało. Zabierałam ją nieraz gdzieś , pilnowałam je była kopią mnie - Z jej oczu płynęły łzy, z sekundy na sekundę coraz większe - Zostałam z nią, Kamil przyszedł do nas było, tak pięknie wyjątkowo, Madzia była przeziębiona i marudna, poprosiłam ją żeby poszła do siebie, kiedy poszłam po napoje usłyszałam najpierw jej śmiech a potem jak Kamil prosi żeby poszła. Krzyknęłam, żeby poszła do siebie odpowiedziała mi cisza - Teraz rozkleiła się na dobre, płakała jak dziecko - Kiedy weszłam do pokoju ona siedziała, kazałam jej iść do siebie postraszyłam wiedźma  ona zaczęła kasłać, potem dostała duszności miała astmę. Przeraziłam się bo jej lekki nie działały - Poczułem jak mocniej ściska mnie za rękę -  Zaczęłam krzyczeć dopiero jak rozdarłam się chyba na pół Wrocławia on oprzytomniał, wezwał karetkę, zanim przyjechali ona nie żyła umarła na moich rękach rozumiesz moja maleńka siostrzyczka umarła na moich rękach. Rozumiesz moja mała siostrzyczka umarła na moich rękach - Mówiła, właściwie ledwo mówiła przez łzy
- Boże - Tylko tyle umiałem powiedzieć, ona nie powiedziała nic tylko się przytuliła płacząc. Przez chwilę nie mówiliśmy nic, dopiero po chwili oderwała się ode mnie, oparta o mnie zaczęła mówić
- Nie potrafiłam się pozbierać, nie umiałam wstawać jeść spać pić funkcjonować. Było mi cholernie trudno, Kamil był przy mnie wspierał mnie dodawał otuchy, dopiero później zaczął zachowywać się dziwnie inaczej, tłumaczył się że był zajęty, że miał ważne sprawy. Później znalazłam u niego trawkę, tłumaczył się że to przez śmierć Madzi że też nie potrafi sobie z tym poradzić i jest mu ciężko, uwierzyłam mu bo go kochałam, wierzyłam i chciałam być obok - Na chwilę zamilkła biorąc głęboki wdech - Poszliśmy na imprezę, najpierw było ok, ale potem zaczął się dziwnie zachowywać przyłapałam go na  ćpaniu tym razem anfa. Zapytałam co robi, on się zaśmiał zapytał czy chce, zaczęłam krzyczeć, że jest nienormalny ma z tym skończyć. - Ponownie chwyciła moją dłoń  - A wiesz co on potem zrobił ? Zaśmiał się mówiąc prosto w oczy - Siedzimy w tym razem - Mówił śmiejąc mi się w oczy - Tak samo jesteśmy w to umoczeni - Śmiał się bezczelnie w moim kierunku. Jego oczy były mętne, a woń alkoholu wyczuwałam z daleka. Nie poznawałam go, nie był tym samym człowiekiem, którego znałam. Patrzył mi głęboko w oczy i śmiał się bezczelnie, drwił sobie ze mnie. Jego słowa były ostre niczym najostrzejszy sztylet raniący moje  serce bez najmniejszego zawahania, tak bardzo chciałam żeby to był tylko pieprzony sen, z którego zaraz się obudzę i wszystko będzie jak zawsze - To wszystko Twoja wina to  przez Ciebie....- A potem powiedział, że podał mojej siostrze mojej maleńkiej siostrzyczce jakieś tabletki, że brał je po to żeby mieć lepszy humor, ze po nim były większe fazy -  Czułem jak jej łzy uderzają o moją dłoń - A kiedy zaczęłam krzyczeć bić go, nienawidziłam go chciałam, żeby umarł tak mocno jak go kochałam wtedy go nienawidziłam, ale on był silniejszy przewrócił mnie a potem, a potem sam wiesz co się było domyślasz się - Spojrzała mi w oczy po raz pierwszy od dawna, było w nich tyle smutku i żalu, że moje serce rozpadło się w ułamku sekundy - Zgwałcił mnie, mój własny chłopak mnie zgwałcił, śmiejąc mi się w oczy - Miałem ochotę go zabić, ale ona mnie potrzebowała - Powiedziałam o tym wszystkim trzem osobą, moim rodzica i Paulinie. Oni stwierdzili, że to nie prawda bo Kamil był u niech i mówił że zerwaliśmy i to moja zemsta. Tylko Paulina mi uwierzyła, i zaryzykowała poszła na imprezę którą zrobił opiła go i nagrała jak mówił prawdę. Potem poszła z górki zeznania, wszystko wracało, a potem wyrok 15 lat - Powiedziała jak by niewzruszona, jak by to wszystko co się stało zabrało jej wszytko co miała do tej pory, straciło sens. Widziałem w jej oczach jak to wszystko ją zmieniło, jak udawała silną chociaż w środku była całkowicie bezbronna. Nie wiedziałem co powiedzieć, jak dobrać słowa co będzie odpowiednia, dla tego bez słowa przytuliłem ją , tak po prostu przytuliłem, ona nie powiedziała nic tylko wtuliła się we mnie. Trwaliśmy tak w bezruchu, ona cicho łkała w moich ramionach, nie potrafiłem dobrać odpowiednich słów, ale czy w takiej sytuacji są odpowiednie słowa tego nie wie chyba nikt, ja ich na pewno nie potrafię znależść. Nie mam pojęcia ile tkwiliśmy w tym bez ruchu. Po jakimś czasie jej płacz ucichł, zorientowałem się że zasnęła. Nie chciałem jej budzić, dla tego przesunąłem ja delikatnie teraz leżała przytulona do mnie, jej oddech był spokojny i miarowy. Na jej twarzy malował się spokój, mimo tego wiedziałem co leży jej na sercu., tak bardzo chciałem ulżyć w jej cierpieniu. Wolną ręką sięgnąłem po telefon, chciałem dowiedzieć się co z moją żoną, Julką i Kamilem
"Co z nimi ?" Tylko tyle byłem w stanie napisać, z niecierpliwością czekałem na odpowiedź, nadeszła dość szybko. "Julka pójdzie chyba do psychiatryka, już dawno powinna tam trafić, co z Twoją żona i Kamilem nie wiadomo oskarżają sie nawzajem chociaż ....." " Chociaż co ...? Jacek mów co cholery" "Kamil mówi, że Karolinę ktoś prześladował, albo i teraz prześladuje. Wiesz coś o tym?" "Prześladuje ? Kto ?" "Nie wiemy, jeszcze tego ale podejrzewamy ze to on. Porozmawiasz z nia ? Kamil wyszedł dokładnie 3 tyg temu" " Jasne stary dzięki. Do jutra"
Miałem w głowie cholerny mętlik, porwanie, ta historia teraz informacja od Jacka  to wszystko było jak jakiś pieprzony sen, jak coś czego nie potrafiłem wyjaśnić wytłumaczyć.

środa, 6 czerwca 2018

VI.IX Czy to prawda, czy ona ...?

Witam,
Za namowa Szwagierki, przychodzę do was z całkiem nowym opowiadankiem. Liczę na to, ze sie wam spodoba  i zostawicie po sobie jakiś ślad, bo ostatnio coraz mniej zostawia coś po sobie.
No nic nie będę zanudzać miłego czytania.

Jej słowa krążyły mi po głowie "Ona już nam nie przeszkodzi" poczułem jak w jednej sekundzie moje życie traci sens  jak wszystko na co czekałem, na co liczyłem straciło sen, rozpłynęło się wraz z jej słowami. Z tymi pięcioma słowami, które oddzielnie nie znaczyły tak naprawdę nic, a razem zabijały mnie od środka. Kamila była moją byłą żoną, szanowałem ją ze względu na nasze córki, ze względu na nie dogadywałem się z nią, rozmawiałem, ale teraz szczerze jej nie nawiedziłem, nie miałem ochoty na nią patrzeć, rozmawiać czy w jaki kolwiek inny sposób mieć z nią co kolwiek do czynienia. Osunąłem się oparty o ścianę, zakryłem dłońmi twarz tuż przed oczami miałem jej obraz, jej twarz to jak się uśmiecha, jak się śmieje, nasze ostatnie wspólne wyjście ten spędzony razem czas. To wszystko było tak cholernie trudne, przetarłem twarz dłońmi o wstałem, musiałem znależść Jacka, musiałem zapytać go o to co mówił przez radio, czy to co Kamila mówi to prawda, czy to wszystko to pieprzona prawda. Stojąc przed naszym pokojem, przed tym samym  w którym rozmawialiśmy po raz ostatni usłyszałem jakieś zamieszanie, dużo głosów dochodzących za drzwi. 
- Mikołaj w końcu jesteś - Przywitał mnie Jacek - Gdzieście się tyle podziewali i co się działo z radiem ? 
- Daj spokój, nie mam nastroju - Powiedziałem zrezygnowany siadając na krześle, nie zwróciłem uwagi na zamieszanie w pokoju obok. A może nie chciałem tego widzieć, może chciałem się gdzieś zaszyć i pocierpieć w samotności, ale najpierw chciałem usłyszeć to z jego ust 
 - Mikołaj chodź -Zawołała mnie Emilka wychylając się z pokoju obok - No chodź na co czekasz, chodź  - Zły, wkurwiony na cały świat wstałem zrzucając wszystko z biurka 
- Kurwa ! - Krzyknąłem, w tym momencie Emilka stanęła przed drzwiami - Powidz, powiedz mi czy to prawda czy ona  - Mówiłem nie patrząc na nich, byłem zły wściekły a jednocześnie zrozpaczony
- Mikołaj do cholery spójrz się na mnie ! - Krzyknął w moim kierunku - A teraz chodź ze mną, albo siłą Cię tam zaciągnę. Bez słowa poszedłem za nim, żałując że w ogóle się tu pojawiłem mogłem uciec daleko stąd 
- Boże maleńka - Szepnąłem, a ona nie powiedziała nic tylko się przytuliła, koc który była okryta opadł z jej ramion. - Martwiłem się - Szepnąłem trzymając ją w ramionach 
- Zabierz ją do domu, oboje musicie odpocząć -  Jaskowska wygoniła nas do domu
- Oczywiście, tylko się przebiorę -  Odsunąłem się lekko od niej - Zaraz wracam - Spojrzałem na nią, ona nie powiedziała nic tylko się uśmiechnęła,
- Gdzie jest Krzysiek - Usłyszałem nagle padające pytanie z ust Emilki kiedy mieliśmy już wychodzić 
- yyy  Krzysiek no bo ten - Nie wiedziałem jak mam odpowiedzieć ta to pytania 
- Mikołaj gdzie jest Zapała ? - Powtórzył Jacek 
- Gdzieś w lesie no bo ten zapomniałem o nim - Wydukałem cicho, Jacek zaśmiał się pod nosem ale Ola szybko przyprowadziła go do porządku
- Zostawiłeś mojego męża ?! 
- Przepraszam, ale w radiu - Chciałem się wytłumaczyć, ale do końca nie wiedziałem jak 
- Dobra lećcie juz  zaraz znajdziemy naszego leśniczego - Nowak zaśmiał się i poszedł do siebie
- Przepraszam - Uśmiechnąłem się w stronę Emilki i wyszedłem. Do samochodu szedłem trzymając Karolinę w pasie, była słaba i zmęczona nie rozumiałem dla czego nie chciała zostać w szpitalu, ale to nie była rozmowa na teraz chciałem porozmawiać z nią sam na sam.
- Dla czego nie chciałaś zostać w szpitalu ? - Zapytałem jak tylko weszliśmy do samochodu, ona nie odpowiedziała tylko patrzyła w szybę zamyślona, nie chciałem jej męczyć dla tego nie powtórzyłem pytania nie odezwałem się już cała drogę pozwoliłem jej milczeć. Kiedy dojechaliśmy na ranczo, ona nadal patrzyła w okno,  nawet nie zauważyła że jesteśmy u mnie na ranczu, że już na miejscu.
Karolina próbowała sama wysiąść z samochodu, ale jak tylko wysiadła nogi odmówiły jej posłuszeństwa, dobrze że byłem tuż obok podbiegłem do niej i chwyciłem ona spojrzała w moją stronę i lekko się uśmiechnęła  - Dobrze, że jesteś - Szepnąłem, ona nie odpowiedziała nic tylko obieła mnie mocniej.
Wróciłem do salonu z kubkami herbaty, ona siedziała na kanapie z nogami przyciągniętymi do brody
- Proszę - Podałem jej kubek ona chwyciła go upijając łyka
- Cholernie się bałam - Wyszeptała w końcu nawet na mnie nie patrząc. Zabrałem jej ubek z dłoni odstawiając na stolik, po czym mocno ją przytuliłem
- Wiem, maleńka ale już dobrze już nic Ci nie grozi - Mówiłem spokojnie głaszcząc ją bo głowie
- Wiesz, nawet nie wiem kiedy to się stało - Zaczęła mówić samoistnie - Wracałam do domu nagle usłyszałam te kroki, a potem potem obudziłam się w tym miejscu chyba jakimś domu, nie byliśmy tam długo, bo potem znowu byliśmy gdzieś indziej. Skąd wiedzieliście gdzie mnie szukać ? - Spojrzała w moją stronę
- Kobieta pod Twoim domem widziała Kamile Julkę i Kamila rozpoznała ich, pojechaliśmy z Zapała do Twoich rodziców Twoja mama opowiedziała nam o Kamilu, ja pojechałem do Domku, a Jacuś szukał dalej. My z Krzyśkiem się spóźniliśmy, ale za to Jacuś się spisał 
- A moja mama co Ci powiedziała o Kamilu ? - Spytała ponownie zwracając się w moją stronę
- To, że siedział nie dawno wyszedł. Właściwie tylko tyle, nie było czasu na dłuższe rozmowy najważniejsze wtedy było znależść Ciebie - Położyłem jej rękę na kolanie, ona lekko się uśmiechnęła i chwyciła moją dłoń
- Dziękuje - Szepnęła, spojrzała mi w oczy tak naprawdę chyba po raz pierwszy raz szczerze od kąd ją dziś ujrzałem  - Kamila poznałam jak miałam 13 lat, może więcej. Poznaliśmy się w szkole  - Zaczęła niepewnie jak by czekając na moją reakcję, nie powiedziałem nic tylko mocniej ścisnąłem jej dłoń, dojąc jej tym samym do zrozumienia że jestem obok.

sobota, 2 czerwca 2018

VI. XVIII Czarne chmury

Hejka
Przychodzę do was z nowym opkiem, mam nadzieję że się wam spodoba. Jakie wrażenia po finale....?😑U mnie uczucie mieszane, takie trochę wrażenie jak bym na rybach siedziała, no cóż poczekamy do września może nas zaskoczy... właściwie oby nas zaskoczył.


Jechałem jak wariat tak bardzo chciałem być już na komendzie, ale oczywiście miałem  cholernego pecha, jeszcze tuż przed Wrocławiem trafiłem na gigantyczny korek, którego za nic nie dało się ominąć samochody stały z każdej ze stron i mimo tego, że kierowcy starli  się zjeżdżać na pobocza to i tak przejechanie graniczyło z cudem, kiedy udało mi się już wyjechać z ogromnego korku, byłem szczęśliwy, cieszyłem się że już nie długo dowiem się co z Karoliną, jednakże z drugiej strony obawiałem się, że mogło jej się coś stać, że ta kobieta to ona. Na ulicach Wrocławia ruch był  już sporo mniejszy, jednak ten pieprzony pech mnie nie opuszczał i za każdym razem na światłach musiałem czekać bo trafiałem na czerwone, każde światła jakie miałem na drodze musiały zmieniać się na czerwone w momencie kiedy dojeżdżałem.
- Szlag by to trafił - Wrzasnąłem uderzając w kierownice, stałem już chyba na 6 światłach z kolei, od paru dni pech to chyba moje drugie imię. Droga do komendy była już niewielka jakieś 3 ulice, chociaż z moim szczęściem ta droga może ciągnąć się i ciągnąć niczym droga na księżyc, albo i dłużej. Cały czas próbowałem włączyć telefon bądź radio, ale wszelkie moje starania nie zdawały się na nic. W końcu światło zmieniło się na zielone, ruszyłem modląc się, żeby to był koniec bo chyba już nic dziś już mi się nie przytrafi, limit pecha wytraciłem chyba na najbliższe 100 lat, albo i dłużej. Bo co jeszcze może się przytrafić wypadek, kraksa, pożar,trzęsienie ziemi, wybuch bomby atomowej, stado słoni.  -A co jeśli ta kobieta to ona ? - Odezwałem się po długim czasie do Zapały, ale on nie odpowiedział. Spojrzałem na fotel pasażera, ale go nie było - Krzysiek ?! - Byłem w szoku, Krzyśka nie było obok mnie przez tak długi czas jechałem sam bez niego i nawet o tym nie wiedziałem, po chwili przypomniałem sobie wszystko - Sory stary - Powiedziałem pod nosem. Mam nadzieję, że Krzysiek wybaczy mi fakt, że zostawiłem go gdzieś w środku lasu, Zapała to świetny policjant więc sobie poradzi.  - Kurwa ! - Krzyknąłem po czym gwałtownie zahamowałem, na środku jezdni wyskoczył mi mały chłopiec, a zaraz za nim jego matka
- Co Pan robi ! - Krzyczała oburzona kobieta, miała na około niecałe 30 lat, na oko było widać że bardziej ceni urodę i technologię niż co kolwiek innego
- Co ja robię ? To nie jest przejście dla pieszych, to raz a poza tym to dziecka proszę pilnować jak już się jest matką
- Policjant, a taki pyskaty wstydził by się Pan
- Dobrze, w taki razie za przejście w niedozwolonym miejscu mandat w wysokości 200 zł, dodatkowo sprawę kieruje do MOPRU zgłaszając nienależytą opiekę nad dzieckiem - Byłem wściekły ta kobieta zabierała mi cenny czas
- Pan chyba żartuje
- Ja żartuje, wystarczyło że Pani syn by wyleciał 2 sekundy później i żaden samochód nie miał by szans zahamować, Pani dziecko nie miało by szans na przeżycie, a kto wie co by stało się z kierowcą mogła by to być samotna matka i osierocić dzieci
- Przepraszam obiecuję, że już będę go pilnować - Mówiła spanikowana
- No dobrze, na przyszłość proszę uważać  - Powiedziałem i szybko wróciłem do radiowozu po czym odjechałem. Po raz kolejny modliłem się, żeby to już był koniec mojego pecha bo w koncu ile można. Oczy kleiły mi się niemiłosiernie, czułem jak jak powieki opadają mi samoistnie, od dnia kiedy porwali Karolinę nie spałem ani minuty.
- W końcu -  Powiedziałem podjeżdżając  pod komendę, zaparkowałem i wybiegłem jak oszalały, po drodze wpadłem oczywiście na Julka
- O Mikołaj w końcu jesteś - Powiedział jak by uradowany jak by mnie z rok nie widział
- Julek nie mam czasu, spieszę się - Rzuciłem szybko i chciałem biec na górę do Jacka
- Ale Mikołaj słuchaj, bo chodzi o to
- Julek mówie Ci nie mam czasu podamy potem - Powiedziałem przesuwając go na bok. Szybko pobiegłem na górę pokonując po pare schodków na raz. Jedyne czego chciałem to jak najszybciej być na górze, u Jacka dowiedzieć się co to za informacja. Cały czas powtarzałem sobie, że to nie może być ona, że Karolina żyje, jest cała i zdrowa.
Wbiegłem do pokoju Jacka nie było go, nie było praktycznie nikogo,pare osób tylko biegało po korytarzach, nagle na korytarzu pojawił się jakiś nowy policjant z moja byłą żoną
- Gdzie jest Karolina  - Podbiegłem do niej, chciałem dowiedzieć się gdzie jest Karolina
- Daj sobie spokój z nią, razem będziemy szczęśliwi  - Mówiła jak by naćpana, czy czymś odurzona
- Co jest zrobiłaś ? - Policjant z którym szła próbował ją odciągnąć i zabrać, ale ja nie dawałem za wygraną
- Ona już nam nie przeszkodzi - Powiedziała patrząc mi w oczy - Będziemy tacy szczęśliwi tylko we dwoje ja i Ty, ona już nam nie zagraża - Mówiła śmiejąc się
- Zabije Cie słyszysz !  Jeżeli coś jej zrobiłaś to Cię zabiję ! - Krzyczałem, miałem ochotę coś rozwalić, kogoś rozwalić, ale niestety ten policjant bez słowa ją zabrał i odszedł.
Moje życie się zawaliło, runęło jak domek z kart, wszystkie plany marzenia w jednej sekundzie prysły i odeszły z podmuchem wiatru. Czarne chmury zawisły nad moim życiem, teraz już nic nie będzie takie samo, teraz wszystko się zmieni.